(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Only truth can save us now. Trevor Loudon interview

Sorry, this entry is only available in Polski.



6 Comments "(Polski) „Golono – strzyżono” albo trzy małe trzcinki. Replika Michałowi Bąkowskiemu raz jeszcze"

  1. michał

    Drogi Panie Pawle,

    Nie przyszłoby mi do głowy wzorować się na Dostojewskim lub Nietzschem. Nigdy nie porównałem się do nich, ani nie pretenduję do demonicznego sarkazmu, wskazywałem tylko, że jeżeli moja delikatna ironia aż tak Panu doskwiera, to mógłby Pan spojrzeć na stare dobre debaty, żeby przywrócić normalny stan rzeczy. Jeżeli obcy jest Panu Hawthorne lub Kierkegaard, to przecież zna Pan doskonale polemiki Hemara, wobec których moje łagodne drwiny, to dziecinna zabawa. Gdyby stosował Pan tę samą miarę, jaką zastosował Pan wobec mnie, do Mariana Hemara, to umarłby Pan pod lawiną sarkazmu, nigdy nie dostrzegłszy TREŚCI jego wypowiedzi, bądź, jak się Pan wyraził pod moim adresem, wręcz odmawiając jego wypowiedziom treściwej zawartości. Podtrzymuję zatem opinię, że powinien Pan zakuć się w metaforyczną zbroję, bo kto słowem wojuje, może zostać wystawiony na słowne sztychy. W dzisiejszych czasach, ludzie oczekują prawa do deklaracji ex cathedra, bez krytyki, dyskusji, polemiki, bo kogo to obchodzi, skoro Autor wypowiedział się w sposób ostateczny i niepodważalny? Jest to niestety typowe dla pseudo-kutury „woke”, która odmawia prawa do kwestionowania czyjejkolwiek opinii – nie upodobniajmy się do tych nieszczęśników.

    A zatem w podsumowaniu: aksjomatów nie formułuję, a tym bardziej ich nie podnoszę. Do „wyznawców Mackiewicza” się nie zaliczam, wyznaję wyłącznie Credo. Odpieram herezje tylko wówczas, gdy godzą w unam sanctam catholicam et apostolicam ecclesiam. Opinia mackiewiczologiczna mnie nie interesuje – nic a nic – nie mogę jej więc mitologizować. Do tablicy nikogo nie wzywam, bo nie mam belferskich zwyczajów. Stawiam pytania, a czy Pan zechce na nie odpowiedzieć czy nie, to Pańska wolna wola. O rozsiewaniu gleby musiałby mnie Pan pouczyć. Osobiście, nie jestem w kropce i nie potrzebuję argumentów z bajek.

    Uzbrojeni w amunicję myślenia politycznego w stylu Mackiewicza, piszemy tu od lat prawie 20 o łgarstwie pierestrojki i okrągłych stołów. Większość tych artykułów można znaleźć pod klawiszem Polemiki i wątki – Meandry mackiewiczologii (https://staging.wydawnictwopodziemne.com/category/polemiki-i-watki/meandry-mackiewiczologii/ ). Ale nie tylko tam. Większość tematów Debat w taki właśnie sposób ujmuje kwestię; wiele Cykli poświęcone jest naświetleniu faktów poprzez mackiewiczowskie szkła, np. cykl o „Powstaniu węgierskim” lub o „Polskim październiku”, albo ten o „Upadku komunizmu”. Islamskim terroryzmem zajmował się głównie Darek: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/category/polemiki-i-watki/islamski-terroryzm/; o dziwnej wojnie także pisaliśmy obszernie (https://staging.wydawnictwopodziemne.com/category/debaty/dziwna-wojna/). Nie jest zatem uprawnione twierdzenie, jakobym tylko „ZAKŁADAŁ, że Mackiewicz rozumiał, co się dzieje”, gdy Pana zdaniem „to za mało”. I Darek, i ja, uzasadnialiśmy wielokrotnie, dlaczego tak było.

    Wydaje mi się więc, wziąwszy pod uwagę te setki artykułów, że nie można akurat redaktorom wp wyrzucać, że się z tym nie zmierzyli, że tylko zakładamy adekwatność myśli politycznej Mackiewicza do analizy współczesności. Z pewnością, ja osobiście zrobiłem to nieudolnie, beztreściwie i ironicznie, choć wiele mi brak do demonicznego sarkazmu (bez cudzysłowu i bez wytłuszczenia). Pan z pewnością zrobi to lepiej.

    Co do reszty, to niestety nie zrozumiałem i, jak się zdaje, tak już pozostanie. Ale nie podzielam opinii, że jest to kwestia nieporozumienia.

  2. michał

    PS do powyższego (bo nie zdołałem wczoraj znaleźć cytatu).  Józef Mackiewicz o Michale Pawlikowskim:

    “Po przeczytaniu “Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego” w doskonałym wydaniu książkowym, jednym tchem, od deski do deski, odczuwam nieprzepartą chęć polemiki, jak to bywa w zetknięciu z człowiekiem głęboko inteligentnym, z którym się rozmawia o rzeczach realnych
    i prawdziwych.”

    Dlaczego więc zastanawiać się, “czemu miała i ma służyć ta polemika, a przede wszystkim – czy aby rzeczywiście zainteresuje kogokolwiek”? Polemika nie służy niczemu.  Nie powinna być nigdy poddana jakiejkolwiek idei innej, niż drążenie prawdy. A to drążenie już samo przez się jest wartościowe.  Przynajmniej w moim mniemaniu. Ale coraz częściej się okazuje, że tylko w moim mniemaniu.

  3. Paweł Chojnacki

    Panie Michale!
    Skoro „reszty” (czyli – domyślam się – przeważającej większości) mych słów ciągle Pan ponoć nie rozumie, to w jaki sposób może Pan odpowiedzialnie stwierdzić: „Ale nie podzielam opinii, że jest to kwestia nieporozumienia”? Czy to nie błąd logiczny? Albo po prostu: zaplątanie się w nadużywaniu erystycznych chwytów?

    Gdyż uparcie imputuje Pan intencje, których nigdzie nie przejawiam. Tym razem pisze Pan pod moim adresem, że „nie można akurat redaktorom wp wyrzucać…”. W odpowiedzi stoi: „Rad bym bowiem zmierzyć się uzbrojony w ostrą amunicję…” etc. Pierwsza osoba liczby pojedynczej, gdzie tu „wyrzut” wobec naprawdę zasłużonych Redaktorów „Wydawnictwa Podziemnego”? Za dużo chce Pan koniecznie brać osobiście do siebie. Jest to wygodne dla przyjętej dość jednorodnej strategii prowadzenia sporu, ale bez związku z wyrażonymi w serii „Pół wieku w «tupiku»” zapatrywaniami.

    Do faktu, że dyskutuje Pan wcale nie z prezentowanymi poglądami (zwykle interpretowanymi dodatkowo na niekorzyść obrazu oponenta), a ze swoim na ich temat wyobrażeniem już zdążył Pan przyzwyczaić. Ale replikę otworzył Pan uwagą: „Zacznijmy od «rozwichrzonego stylu», jak to Pan określił…”. Gdziem to „określił”? Gdzie pada podobna deklaracja? W najnowszej odpowiedzi, znów Pan polemizuje z ujętym w cudzysłów spostrzeżeniem, gdzie wątpię „czemu miała i ma służyć ta polemika, a przede wszystkim – czy aby rzeczywiście zainteresuje kogokolwiek”.

    Próżno szukać tego (skądinąd bardzo zasadnego) pytania w artykułach i ripostach, które ogłosiłem dotąd na zaszczytnych łamach „Wydawnictwa Podziemnego”. Czy nie zagalopował się Pan jednak w ustawianiu po kątach, nie tak wolny niestety – jak się okazuje – od „belferskich zwyczajów”, od których chciałby się Pan odżegnać?

  4. michał

    Drogi Panie Pawle,

    Nie widzę tu błędu w rozumowaniu. Miałem niegdyś auto o zielono-niebieskiej karoserii; jedni nazywali je niebieskim, a inni zielonym, w świetle latarni wydawało się czarne jak smoła. Analogia tu jest taka: nie wydaje mi się, żeby to była kwestia nieporozumienia, ponieważ wydaje mi się, że odmiennie widzimy stanowisko Mackiewicza wobec tupiku. Odrębne opinie, to nie jest nieporozumienie, a już w żadnym wypadku nie logiczny błąd. Co rzekłszy, z pewnością dam się przekonać, że tak nie jest, że się zgadzamy, i wszystko to tylko nieporozumienie.

    Podobnie, różnimy się w ocenie, tej wymiany. Pańskim zdaniem “zagalopowałem się w ustawianiu po kątach”, a ja nie widzę, w którym momencie miałem wezwać Pana do tablicy, a w którym niby postawić do kąta. Pan najwyraźniej CZUJE się wezwany do tablicy, ale cóż ja mogę na to poradzić?

    “Rozwichrzony styl”, to Pana własne określenie w emalii do mnie. Bardzo być może, że nie powinienem był go użyć, za co z chęcią przepraszam, ale skoro już zostało użyte, to trudno się go wypierać.

    Napisał Pan, że Mackiewicz był w tupiku, więc przyznawał się, że nic nie rozumiał. Odparłem, że autor wielu artykułów programowych z lat 70. doskonale rozumiał i trafnie opisywał sytuację. Pan na to: “Zakłada Pan, że Mackiewicz „rozumiał, co się dzieje”, ale to za mało. Rad bym bowiem zmierzyć się uzbrojony w ostrą amunicję” argumentacji z tych artykułów, na co w odpowiedzi wskazałem, że akurat Darek i ja zajmujemy się tym od lat prawie 20. Która część tej wymiany sprawia Panu trudność?

  5. Paweł Chojnacki

    Panie Michale,
    Trudność sprawia mi tylko przejście Pana do porządku dziennego nad wykorzystywaniem prywatnej korespondencji w publicznej dyskusji. Gdyż zapomniał Pan dodać, iż wyrwane z kontekstu pytanie „czemu miała i ma służyć ta polemika, a przede wszystkim – czy aby rzeczywiście zainteresuje kogokolwiek” również jest zaczerpnięte z mej prośby wyrażonej w osobistym e-mailu do Pana. Prośby, byśmy się jednak nie spierali na łamach „Wydawnictwa Podziemnego” w tonie pewnej zjadliwości, który Pan obrał. Prośba ta pozostaje aktualna.

  6. michał

    Drogi Panie Pawle,

    Przeprosiłem już za użycie “rozwichrzonego stylu”, i chętnie przeproszę ponownie. Zaszło to w prosty sposób: Pański artykuł skontaminował mi się z przyznaniem do rozwichrzonego stylu. Wyznaję bez bicia, że nie było żadnej już kontaminacji co do pytania, czemu ma służyć ta polemika. Pytanie jednak pozostaje. Czemu ma służyć polemika, jak nie samej sobie? Czemu ma służyć drążenie tematu, jak nie dążeniu do prawdy?

    Przyzna Pan jednak, że zmienił Pan temat. Dotąd była mowa o sporze, który przebiegał w skrócie: od tupiku, rozumianego jako otwarte przyznanie się Józefa Mackiewicza, że nie wie, co się dzieje, przez serię wielkich artykułów z lat 70., które wydają mi się dowodzić czegoś przeciwnego, do prób zmierzenia się z dzisiejszą rzeczywistością „uzbrojonym w ostrą amunicję” argumentacji Mackiewicza. Czy nie wydaje się Panu, że zachodzi pewna sprzeczność między obrazem bezradnego pisarza, błądzącego we mgle, zagubionego w tupiku, i analityka, dostarczającego ostrej amunicji naszej analizie?

    Doprawdy, w porównaniu z tą zasadniczą kwestią, rzekomy ton zjadliwości – którego nie widzę ani w moich artykułach, ani w komentarzach powyżej, ale chętnie zań przeproszę, jeśli mi Pan wskaże jego przykłady – rzekome ustawianie po kątach (niby w którym momencie?), rzekome wywoływanie do tablicy (gdzie dokładnie wywołuję kogokolwiek?), jest sprawą drugorzędną, ponieważ forma wypowiedzi jest zawsze drugorzędna wobec jej treści. Znowu, przyjmuję do wiadomości Pańską krytykę, że moje wypowiedzi pozbawione są treści, że to nic, tylko drwiny, a mimo to nieśmiało chciałbym wskazać na powyższe pytania jako kwestie merytoryczne. Nie każdy może mieć Pański talent wyrażania się z bezwględną jasnością, i na pewno niewielu ma moje trudności ze zrozumieniem, ale próbuję jak mogę, sformułować kwestie, które w mej ułomności, wydają mi się godne uwagi i warte dyskusji.

Comment



Wydawnictwo Podziemne