(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Only truth can save us now. Trevor Loudon interview

Sorry, this entry is only available in Polski.



6 Comments "(Polski) Pół wieku w „tupiku”. O 36. i 37. tomie Dzieł Józefa Mackiewicza raz jeszcze (II) [1]"

  1. michał

    Drogi Panie Pawle,

    Bardzo to wszystko ciekawe, ale wychodzi na to, że jesteśmy wszyscy obłąkani (co oczywiście ma swoje zalety).

    Pisze Pan, że Mackiewicz nie zdołał dojść sedna „tej wielkiej ZAGADKI w obliczu której stoimy”.  Czy nie sądzi Pan, że znalezienie rozwiązania było niemalże niemożliwe w jego wypadku? Zagadka polegała przecież na pytaniu: do czego to wszystko zmierza?  Po co ci dysydenci?  Po co konstruować własną opozycję?  Własną emigrację?  Mackiewicz obserwował w zdumieniu i proponował ostrożną odpowiedź, że celem było ostateczne zniszczenie antykomunizmu. Domniemywam jednak, że on sam dostrzegał, iż to także musiał być tylko środek dla kolejnego posunięcia, krok na drodze – tylko ku czemu?  Kiedy już nie będzie antykomunizmu, to co wtedy?  Po co oni to robią?  

    Odpowiedzią na pytanie, “do czego to wiedzie?”, była dopiero prowokacja “upadku komunizmu”.  Już w trzy i pół roku po śmierci Mackiewicza, cele “Trustu nr 2” stawały się coraz jaśniejsze.  Rozmowy między komunistami i koncesjonowaną opozycją wieściły nadchodzącą prowokację. 

    I takie – moim zdaniem, muszę ciągle podkreślać, tylko moim zdaniem – było rozwiązanie zagadki, z którą borykał się Józef Mackiewicz.  Oczywiście nie wiemy i wiedzieć nie możemy, co by myślał w roku 89, ale mamy prawo ekstrapolować jego myśl, żeby wyjaśniać tamtą sytuację.  Podobnie zresztą jest z dzisiejszą sytuacją.

  2. Paweł Chojnacki

    Bardzo dziękuję za komentarz!

    Tak, dzisiejsze obłąkanie jest interesującym doświadczeniem także z towarzyskiego punktu widzenia… Musimy więc koniecznie trzymać się razem. Ale już tytuł tekstu wskazuje na główne przyczyny naszego szaleństwa. Mniej więcej od pięćdziesięciu lat sytuacja polityczna Europy i świata rozwija się wedle reguł wcześniej nieznanych i przez to – niezrozumiałych. Dostrzec można oczywiście w pewnych interesujących nas szczególnie wycinkach doraźne efekty (na przykład właśnie skuteczne zniszczenie antykomunizmu i emigracji politycznej), ale całość obrazu wymyka się racjonalnym ujęciom interpretacyjnym dokonywanym przy użyciu klasycznych narzędzi refleksji. Jak i tradycyjnej wiedzy. Józef Mackiewicz był pierwszym, który ów „tupik” dojrzał i nie bał się przyznać do wynikającej z jego istnienia – w gruncie rzeczy – bezradności.

    O dalszych losach „mgły”, zaciemniającej nadal po śmierci Mackiewicza rzeczywisty przebieg wypadków chciałbym jeszcze napisać więcej w kolejnym artykule, więc pozwoli Pan, że nie podejmę w tej chwili drobiazgowo powyższego wątku. „Tuman” od drugiej połowy lat osiemdziesiątych to już jednak moje osobiste, życiowe doświadczenie – błądziłem w nim i błądzę do dziś, więc chciałoby się o nim szerzej opowiedzieć. Tym bardziej, że wszelkie „trzymające się kupy” próby jego wytłumaczenia prowadzą prosto do Bedlam czy Mabledonu – w oczach ludzi „rozsądnych”, którzy albo wierzą, albo udają, że wierzą w „oficjalną” wersję historii i współczesności. Niemniej z perspektywy kilkudziesięciu lat rysują się już konkretne konsekwencje, z których wysnuć można uchwytne, weryfikujące domysły wnioski. Bowiem to czas jest na razie podstawowym wrogiem „tupiku”.

  3. michał

    Panie Pawle,

    Polityczna bezradność nie powinna chyba uniemożliwiać racjonalnych ujęć interpretacyjnych, jak Pan to określa, bo niby właściwie dlaczego? Fiodor Dostojewski opisywał świat, jakim go widział, i nie czuł się wobec niego bezradny. A był przecież byłym katorżnikiem, skazanym na śmierć, co w ówczesnej Rosji “nie pomagało w karierze”, mówiąc delikatnie. Anton Czechow był synem pańszczyźnianego chłopa, ale nie widzę w nim bezsiły wobec otaczającego go świata, który nie był łatwiejszy do zinterpretowania niż nasz świat nieskończonych wygód. Sytuacja powinna być dla nas wyzwaniem.

    A że pukają się w głowę? Stary chrzan pisał u nas kiedyś o Don Kichocie i wiatrakach: a co jeżeli to nie był wcale wiatrak, a czerwony smok, który opętał cały świat swoim tupikiem, i głupcy widzieli tylko wiatrak? Świat jest omamiony prze czerwonego smoka.

    Jeśli Don Kichot z Manczy miał rację, to nie jesteśmy w złym towarzystwie.

  4. Paweł Chojnacki

    Chciałbym jeszcze dodać, że podczas dyskusji, która wywiązała się pod postem rekomendującym artykuły o „tupiku” na moim profilu facebookowym pojawiły się ze strony uważnych Czytelników – Franciszka Grabowskiego i Adama A. Pszczółkowskiego – nowe nazwiska emigrantów, ofiar tajemniczych wypadków. Kilka z nich znałem, innych nie.

    Najważniejsze to wojewoda Michał Grażyński oraz gen. dyw. Bronisław Regulski. Dalsze: Stanisław Kłosowski (pilot, w 1971 roku, w Londynie rozjechany w budce telefonicznej), Ksawery Wyrożemski (również pilot, wypadek w Kongo, 1967 – obaj latali po wojnie dla CIA) oraz zniknięcia i niewyjaśnione zabójstwa: ks. Henryk Boryński (zaginął bez śladu w 1953 roku, w Bradford), Marta Thomas-Zaleska (prawdopodobnie zamordowana w 1951 roku w okolicach Nicei, partnerka życiowa Edwarda Rydza- Śmigłego), Teresa Łubieńska (zasztyletowana w 1957 roku w Londynie), czy także (choć to nie emigrant) płk dypl. Remigiusz Grocholski (komendant „Wachlarza” – wypadek w Cannes, 1965).

    Tak więc – dość dużo uzbierałoby się tych “przypadków”.

  5. michał

    Panie Pawle,

    Myślę, że można wyjaśnić wypadek Grażyńskiego spiskiem braci Mackiewiczów. Nieprzydatność wojewody śląskiego, Michała Kurzydły, do czegokolwiek, była jedną z nielicznych opinii, w jakiej byli zgodni.

    O innych, wyznaję, nic nie mi nie wiadomo.

  6. Paweł Chojnacki

    Fascynujące pozostanie zestawianie braci Mackiewiczów, nawet w najniezwyklejszych konfiguracjach i pomimo, że Józef odciął się od Stanisława tak radykalnie, że może nie wypada wręcz wspominać ich razem. Ale wchodzą sami pod pióro. Korespondencja z Wincentą i Stasysem Lozoraitisami dostarcza kolejną dawkę zasłużonych epitetów pod adresem Cata. Kolekcjonuję je także, może przyjdzie kiedyś zapiski wykorzystać? Mam od dawna „na warsztacie” szkic poświęcony relacjom Zygmunta Nowakowskiego i Stanisława Mackiewicza pt. „PIELGRZYM i SZLAGON” (masa ciekawego materiału).

    Ostatnio pomyślałem, czy nie byłoby warto połączyć dwa obrazy przemiany i finalnie –bezwzględnej krytyki autora Dostojewskiego. Stanowiłoby podobne ukazanie m.in. ciąg dalszy prezentacji podobieństw między – tak różnymi – pisarzami, niewątpliwych powinowactw, których pierwszy rejestr przedstawiłem referacie pt. „Razem w okopach świętej trójcy (Józef Mackiewicz z Zygmuntem Nowakowskim”) (w: „«Piękno i smutek tych wszystkich rzeczy…». Józef Mackiewicz. Materiały z sesji naukowej zorganizowanej z okazji 80 lat działalności Biblioteki Polskiej POSK w Londynie”, red. Dobrosława Platt, Londyn 2023, s. 39–76). Podaję tę informację źródłową, bo ktoś może być zaciekawiony tym ryzykownym porównaniem?

Comment



Wydawnictwo Podziemne