Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
A może Trump wykorzysta sprzyjających mu generałów i powtórzy rzecz, która miała już miejsce w Chile w l. 70? Zapędzić wrogów na stadion, resztę zabrać na wycieczkę helikopterem i spokój. Wszak jest Amerykaninem i powinien dbać o swój kraj.
Szanowny Panie,
Proszę wybaczyć, że Pański komentarz pozostał tak długo nie zatwierdzony – nie miałem dostępu do komputera.
Gotów byłbym bronić Pinocheta przed sądem, gdyby była taka okazja, gdyż miał on do czynienia z komunistyczną władzą w swej ojczyźnie i środki, jakie przedsięwziął, były adekwatne do sytuacji. Ale to nie znaczy, żeby mi się podobało zapędzanie wrogów na stadiony jako takie. Podobnie jak nie podobała mi się specjalnie Bereza Kartuska i ten cham, który się tam szarogęsił. Czym różni się zapędzanie wrogów na stadiony od zapędzania ich do obozu w Dachau, na którym “miejsce odosobnienia” w Berezie było ponoć wzorowane? Czym różni się od zapędzania ich na Wyspy Sołowieckie?
Jeżeli tak mamy traktować naszych wrogów, to czym będziemy sami się od nich różnić?
Pan Greg raczy ironizować. Zapomniał dodać, że te dehelikopteracje (analog. “defenestracja”) odbywały się nad Oceanem Spokojnym, w celu uniknięcia możliwości odnalezienia zwłok, wówczas zamordowani uzyskiwali trwale status zaginionych.
Miguel Krassnoff, wnuk atamana Piotra Krasnowa wydanego przez naszych drogich aliantów sowietom, odsiaduje właśnie 1047 lat więzienia za swój udział w powyższych sprawach… Kto jak kto, ale on chyba dobrze wiedział czym im grożą rządy towarzyszy komunistów.
Tak czy siak ciągle pozostaje aktualne pytanie postawione przez Pana Michała:
“Jeżeli tak mamy traktować naszych wrogów, to czym będziemy sami się od nich różnić?”
Co prawda pewien nieudaczny chodowca drobiu, Heinrich Himmler, miał na ten temat inne zdanie, mówiąc do swoich gruppenfuerer’ów 4.10.43 r. w Poznaniu:
“Większość spośród was tu obecnych wie, co znaczy, kiedy 100 zwłok leży obok siebie, kiedy 500 czy kiedy 1000 zwłok leży przed nami. To przejść i pomimo tego – pominąwszy odosobnione przypadki ludzkiej słabości – pozostać porządnym człowiekiem, to nas zahartowało.”
Ale ja osobiście nie powoływałbym się na ten autorytet…
Panie Amalryku!
Nigdy nie słyszałem o Miguelu Krasnowie. To zdumiewająca historia.
Poznańskie przemówienie też znakomite i wiele mówiące. Jak się więc sprawy mają, bez drobiu i bez atamanów: WIESZAĆ CZY NIE WIESZAĆ?
Czyżby piąte; nie zabijaj, też już zostało odwołane przez Franciszka I go? Najwyraźniej ja też już zaczynam nie nadążać za epoką…
Aczkolwiek wątpię żeby nowożytnych, postoświeconych komunistów wszelkiej maści zawstydziło nawet poświęcenie pierwszych chrześcijan. [Jean-Louis Vullierme w sym “Lustro Zachodu” pisze: ” Bardzo niewielu (niewątpliwie mniej niż pięć procent) nazistowskich katów, niezależnie od rangi, wyraziło przed sądem skruchę”].
Więc, jeżeli nie chcemy żyć w “zagrodzie dla bydła” to sprawa nie jest jednak taka prosta.
Przykazania Boże są w mocy, cokolwiek chcą zrobić ludzie w swych ludzkich poczynaniach. Ale czy w ten sam sposób stosują się wobec państwa, jak wobec ludzkiej jednostki? Pan Jezus nakazał nam nastawiać drugi policzek, ale czy ten nakaz rozciąga się na zachowanie polityków u steru władzy? Sądzę, że najgorszymi politykami, którzy najbardziej szkodzą największej ilości ludzi, są ci, którzy mając najlepsze intencje, nastawiają drugi policzek, dostawszy właśnie metaforycznie w gębę.
Nastawienie drugiego policzka w indywidualnym życiu jest postępkiem odważnym i rycerskim, ale jak wyglądałoby to w życiu publicznym, państwowym? Czy przywódca ma nastawić drugi policzek swego narodu? Zły sąsiad zaatakował nasze państwo, ale bądźmy chrześcijanami i nastawmy drugi policzek, to znaczy: niech nas bije i tłucze, gwałci nasze kobiety i porywa nasze dzieci. Czy tak ma wyglądać zastosowanie chrześcijaństwa w życiu państwowym?
Na państwowej niwie – ach, ta niwa! – nie da się tak łatwo zastosować Boskich wskazań, które sformułowane zostały dla jednostek, a nie dla państw. Dla przykładu, jestem osobiście przeciwny karze śmierci, ale (że zacytuję Mackiewicza) czy to nie szkoda, że carski reżym był tak dobrotliwy i nie skazał na śmierć Dzierżyńskiego? Mniej cierpienia byłoby na tym padole łez. W mej opozycji do kary śmierci łączę się z takimi humanistami jak Maximilien Robespierre i Monsieur Guillotin, więc trochę mi wstyd. Oprócz tego wszystkiego co mnie dzieli od tych zbrodniarzy, łączy nas jednak przekonanie, że państwo ma prawo do odebrania życia obywatelom skazanym legalnie na śmierć.
Wracając do pytania postawionego powyżej – wieszać czy nie wieszać? – a tak ciekawie rozważanego przez Mackiewicza: podobnie jak on, ja bym nie wieszał. Ale jednocześnie nie odmawiałbym Pinochetowi i wnukowi atamana Krasnowa, prawa do wieszania. Choć chyba miałbym więcej zastrzeżeń co do metod. Co do tortur, do tego, że ludzie znikali bez śladu i tak dalej.
Chmm…. Chyba też bym tych komuchów, zarówno narodowej jak i międzynarodowej prowieniencji, nie wieszał tylko wysyłał do cudnych kopalni na Kołymie (Колыма, Колыма,Чудная планета:Двенадцать месяцев зима,Остальное – лето!) – niech też zażywają piękna życia jakiego innym nie żałowali;
“(…)A kiedy znajdziesz się za drutem, opuści troska cię i smutek i radość w sercu twym zagości, żeś do królestwa wszedł Wolności(…)”
Drogi Panie Amalryku!
Jest Pan najczarniejszym reakcjonistą, kunserwatystą, apologetą carskiego jarzma i knuta – zatem chylę czoła. Jak car Nikołaj, nie chce Pan wieszać… taż ta, panie, skandal, ale mnie się podoba.
O, cześć wam, czerwoni magnaci,
za waszą niewolę, kajdany,
o, cześć wam, książęta, hrabiowie, prałaci,
za kraj nasz krwią bratnią zbryzgany.
Przyganiał kocioł garnkowi! U Pana zapewne też, piewcy wolności, równości i postępu (etc, etc) wykryliby czarne podniebienie…
Gdzież mnie przyganiać komukolwiek, a zwłaszcza Panu, Panie Amalryku? Jestem cały okopcony i osmalony, jak przystałoo reakcjoniście. I taka moja niekłamana nadzieja, że piewcy równości i postępu wykryliby u mnie czarne podniebienie.
“A taki Cyrankiewicz wygraża pięścią każdemu, kto by „zegar dziejów ludzkości pragnął cofnąć wstecz”… Naturalnie, że bym pragnął!!!”
I jeszcze inne słowa mi się nasunęły, choć ich autor z pewnością nie był reakcjonistą:
Myśmy raju znieść nie mogli,
Tu nasz żywioł, tu nasz dom.
Tu nie wejdą ludzie podli,
Tutaj żaden nas nie zdziesiątkuje grom!
Taki jest sens Podziemia.
Jako przyczynek do artykułu Pana Michała (jak mi się wydaje istotny) pozwolę sobie zaproponować zapoznanie się z tym materiałem.
Drogi Panie Andrzeju,
Tulsi Gabbard bardzo mnie interesuje. Ma za sobą karierę w armii, skrajnie komunistyczne poglądy (w amerykańskiej polityce wewnętrznej, poparcie dla Sandersa), ostrą krytykę polityki Trumpa wobec Iranu, a potem gwałtowną konwersję przeciw partii demokratycznej, a w szczególności przeciw osi Clinton-Obama-Biden-Harris czyli kliki władzy.
Jeszcze w 2022 roku propagowała sowiecką dezinformację na temat tajnych i nielegalnych laboratoriów amerykańskich na Ukrainie (ktoś pisał o tym nawet u nas). Ale znacznie ważniejsze jest jej stanowisko wobec Syrii i Iranu. Osobiście, mam wiele szacunku dla ludzi, którzy potrafią zasadniczo zmienić zdanie i przyznać się do błędu, jednak w jej przypadku nie widzę naprawdę żadnej przemiany, oprócz jej personalnej niechęci do szajki u władzy w partii demokratycznej. Loudon mówi zresztą o tym w wywiadzie przez Pana przywołanym. Podczas kampanii wyborczej, Tulsi zbliżyła się do obozu Trumpa z powodu swej druzgocącej krytyki Kamali, ale powołanie jej na stanowisko politycznego nadzoru nad wszystkimi agencjami wywiadowczymi Ameryki jest żenujące.
Gabbard nie jest niestety jedyną podejrzaną postacią w nowej administracji. Robert Kennedy jest wielbicielem Chaveza i „wenezuelskiego eksperymentu”…
A co Pan sądzi o Loudonie, Gabbard i innych?
Panie Michale,
Loudon wydaje mi się szczerym antykomunistą, choć nie wszystko co twierdzi pokrywa się z moimi poglądami (głównie chodzi mi o “wolność” demoludów, ale to przypadek potwierdzający regułę wśród zachodnich przedstawicieli tego nurtu). Niewątpliwie doskonale zna scenę amerykańską – od lat jest na niej bardzo aktywny, szczególnie wśród tamtejszych konserwatystów. Napisał na ten temat szereg książek, stworzył też ciekawą stronę keywiki.org. Na temat Gabbard wiem zasadniczo tylko to, co o niej napisał (udokumentowany tekst jest obecnie zamieszczony na głównej stronie KeyWiki). Wiąże ją z nurtem, którego jeden z liderów, niejaki Jackson Hinkle określa mianem MAGA Communism.
Tak. Każdy może się zmienić (Whittaker Chambers jest najlepszym przykładem). Nie sądzę wszakże, że Trump wybrał Gabbard z tego względu, że stała się wrogiem komunizmu. Raczej jako lojalnego reprezentanta jednej z grup, która go mocno popierała.
Optymistyczny pogląd w tej kwestii prezentuje JR Nyquist, którego zdaniem rola Gabbard nie jest znacząca (nie kieruje, tylko nadzoruje), a do tego będzie zakładnikiem polityki ścisłego kręgu ekipy Trumpa. Polityka ta jest jednak zupełnie nieprzewidywalna, pomimo uczestnictwa w nim takiej postaci jak Rubio.
Na zakończenie, ciekawe jest to, jak kwestię MAGA interpretują chińscy komuniści (póki co jeszcze nie czołowi, ale zdaje mi się odgrywający ważną rolę). Niewątpliwie prowadzą tu grę, więc zobaczymy czy ten most uda im się łatwo skonstruować.
ps. linka chyba nie działa jak trzeba. Podaję bezpośrednią: https://x.com/JenksJackman/status/1864707621329997902
Panie Andrzeju,
Linka ciekawa, dziękuję, ale Mao “zmobilizował masy” nie przy pomocy patriotyzmu, tylko terroru tak groteskowego, że nawet Stalin był zdumiony. “Maga komunizm”? Czy naprawdę komuniści mogliby się uczyć czegoś od Trumpa? Doprawdy nie sądzę. Lenin używał rosyjskiego patriotyzmu dla swoich celów. Stalin podobnie, i Mao też. Józef Mackiewicz nazywał to nacjonał-komunizmem i wiedział, co mówił. Nb. nawet samo hasło “Make America Great Again” także nie jest oryginalne. Używał go już Ronnie Reagan…
Chyba ma Pan rację, co do powodów dla nominacji Gabbard: wdzięczność za poparcie i w nagrodę: słodka posadka. Tak wygląda amerykańska demokracja. Ale czy musiał jej dawać tę właśnie rolę? Natomiast zupełnie nie mogę się zgodzić z oceną Nyquista (w kwestii znaczenia tej pozycji). Przy okazji, Nyquist przeszedł ostatnio siebie samego, pisząc o prlowskich popisach: https://jrnyquist.blog/2024/12/04/false-opposition-and-provocation-russias-encirclement-of-ukraine/ To już kompletny bełkot.
Oczywiście Trevor Loudon jest tu najciekawszy. Jego prosty i jasny antykomunizm wynosi go ponad przeciętność. Tylko że Loudon poparł Trumpa dość bezkrytycznie, niejako projektując na niego swój własny antykomunizm. Oskarżenia o sowieckie związki są w jego oczach wyłącznie próbą oczerniania ze strony partii demokratycznej. Jeśli o mnie chodzi, to mam mnóstwo wątpliwości co do Trumpa.
PS. Zważywszy gwałtowny i niespodziewany rozpad Syrii Assadów – czy jest to kolejny epizod “Jesieni demoludów”, Panie Andrzeju? – ciekawe, jak teraz postąpi administracja Trumpa. Gabbard jednoznacznie i otwarcie popierała Assada. Trump, gdy był u władzy, popierał ugrupowania zwalczane przez Assada, które jednocześnie gotowe były walczyć z Isis. Hayat Tahrir al-Sham – grupa, która błyskawicznie zdobyła Homs, Hama i Aleppo, choć jak się wydaje, nie Damaszek – jest odpryskiem pokonanego “kalifatu” Isis, jest prawnukiem al-Qaedy.
Turcja odgrywa poważną i groźną rolę w Syrii, sowieciarze mają tam ważne bazy, a Izrael musi obserwować ze zgrozą kolejne islamistyczne pseudo-państwo powstające nad ich północną granicą. Assad pozostał u władzy wyłącznie dzięki poparciu Moskwy i Teheranu, wraz z niechętnym przyzwoleniem Ankary. HTS będzie miała przeciw sobie Iran i Izrael, Kurdów i Putina, Amerykę i Hezbollah, ale czy także Erdogana? Już teraz krążą pogłoski, że to są odmienieni islamiści, że nie są już tak radykalni i krwiożerczy…
Gdybym miał zgadywać, to sądziłbym, że Trump będzie się skłaniał do wycofania z Syrii i pogrążenia jej w chaosie, gdyż głównym przedmiotem jego zainteresowania w regionie jest dalsze osłabienie Iranu. Islamistyczna i podzielona Syria będzie wprawdzie antyizraelska i antyamerykańska, ale także antyszyicka, a co za tym idzie wroga Iranowi i Hezbollah. Problem w tym, że Amerykanie zazwyczaj popełniają kolosalne, i dalekosiężne w skutkach, błędy w tym regionie świata.
Panie Michale,
To chyba raczej odroczona w czasie (powtórzona) odsłona “Arabskiej wiosny”. Wydaje mi się, że jej sponsorem jest Turcja (także uczestnikiem na północy kraju, gdzie konsekwentnie zwalcza Kurdów (zwą ich terrorystami, co ma pewien sens o tyle, że tam są też komunistyczne grupy PKK). Gdyby nie ochrona USA, zrobiliby to dawno. Już zapowiedzieli, że będą bronić jedności i nienaruszalności granic nowej Syrii. Tymczasem Izrael bombarduje syryjskie arsenały, bazy oraz lotniska i zajmuje Wzgórza Golan. Arabia Saudyjska, Jordania się po stronie rebeliantów. Putin i ajatollahowie nie interweniowali w obronie swoich baz (Teheran stwierdził, że jedynie “lud Syrii” może decydować o losie kraju). Jak mi się zdaje wygląda to raczej tak, że Izrael/USA będą przeciwko reszcie. Chyba szykuje się kolejna zawierucha, ale zobaczymy.
Trump najpewniej chciałby się wycofać, ale nie zostawi Izraela.
Obalenie bolszewika cieszy, ale co z tego wyniknie?
ps. Precyzując, chodzi o to, że Izrael zajmuje strefę buforową na Wzgórzach Golan, a także terytorium Syrii poza nią.
Cha, cha! Wiosna ludów, jesień demoludów, lato małoludów, arabska wiosna, perska jesień, tureckie rachamtłukum? To nazewnictwo jest jak polskie miesiące, panuje niejaka dowolność. Jednak, jeżeli dobrze rozumiem, to określenie ‘jesień demoludów’ dotyczy pozorowanego upadku komunistycznych reżymów, popieranych z Moskwy i upadłych na rozkaz. Partia Baath stworzyła takie właśnie reżymy w Iraku i Syrii. Moskwa je popierała, ale Saddam chciał się uniezależnić, podczas gdy Hafez Assad i jego syn nigdy nie próbowali niezależności. Czy zatem nie jest możliwe, że to kolejna odsłona jesieni demoludów? W Damaszku ponoć nastała demokracja… tylko lepiej nie mówić o tym HTS. Jak Pan słusznie mówi, obalenie bolszewika cieszy, ale tu chyba wygoniono biesa diabłem.
Turcja stoi za wydarzeniami w Syrii od lat, tureckie wojska operują wewnątrz granic Syrii itd., ale podobnie było z sowietami i Iranem, a teraz dzieje się coś dziwnego i chyba bardziej złożonego. Czy myśli Pan, że to jest “turecka operacja”? Hmm, nie można tego wykluczyć.
Kurdowie są bardzo ważnym języczkiem u wagi, a może nawet czymś więcej. Swoją drogą, naród, o którym Ksenofont pisał w Anabasis na 400 lat przed Chrystusem, nigdy nie miał swego państwa, a my narzekamy na wieki niewoli.
Nie sądzę, żeby Trump zamierzał wycofać się z regionu, miałem tylko na myśli, że może zechce wycofać wojska amerykańskie z Syrii, a ich jednostki stacjonują tam od lat, i były wielokrotnie przedmiotem ataku ze strony sił, które dziś nazywają się HTS. Izrael to odrębna kwestia. Ich problem nazwałbym trudnością nieprzewidzianych konsekwencji. Ich wojna z Hezbollah i Iranem odniosła tak ogromny sukces, osłabiła je tak drastycznie, że uniemożliwiła obu siłom interwencję w obronie Assada. Jednocześnie Putin nie ma broni ani ludzi do przesłania do Damaszku, bo sa potrzebni gdzie indziej, więc Assad został poświęcony. – Ale HTS w Damaszku na pewno nie było celem Izraela!
Panie Michale,
No tak. Bardzo możliwe, że będzie to sunnicka wersja bolszewizmu irańskiego (choć wydaje się, że na czele nie stoją tamtejsi talibowie; swoją drogą negocjacje i zawarcie umowy z nimi to był koszmar i hańba USA). Sowieci i bolszewicy irańscy ewidentnie rozgrywają już tę partię na swoją korzyść. Ich bazy, a przynajmniej sowietów, prawdopodobnie w Syrii pozostaną.
ps. Tunezja nie była bolszewicka przed rewolucją (Egipt także). Za to teraz jest na prostej drodze do bolszewizmu. Zdaje mi się, że to nie bardzo pasuje do sterowanego z Kremla i Łubianki “upadku komunizmu”.
Drogi Panie Andrzeju,
To mogą być oczywiście tylko domniemania, ale mnie się wydaje, że sowieckie bazy pozostaną, a irańskie nie. Syria miała ogromne znaczenie strategiczne dla obu. Dla Putina, baza morska nad Morzem Śródziemnym jest kwestią prestiżu, choć sam port jest do niczego. Ale Syria była ważną częścią półksiężyca afrykańskiego, wiodła do Libii, a dalej do Czadu, Nigeru (!), Mali i tak dali. Nawet jeśli port w Tartus jest nieodpowiedni, to można tam zatrzymać się na redzie, zaprowiantować, zabrać paliwo i broń.
Dla Iranu, była to część ich szyickiego półksiężyca, wiodącego od Huthi w Jemenie, przez rebeliantów (w więzieniach) w Bahrainie, Irak, Syrię do Hezbollah (Hamas jest tylko na przyczepkę, bo to sunici). Assad zapewniał im drogę lądową do Libanu; to tędy dostarczono te setki tysięcy rakiet do doliny Bekaa. Otóż wydaje mi się, że Isis (hts, hrt, jak ich zwał, tak ich zwał) z łatwością dogada się z Putinem, ale będzie pragnęło dalszego osłabienia Iranu w ogóle, a w szczególności Hezbollah, a może zniszczenia obydwu. Izrael odniósł takie sukcesy w wojnie z bandytami, że to może okazać się możliwe.
Czy jest Pan pewien, że Egipt nie był zsowietyzowany przed 2011? Nasser-Sadat-Mubarak, to coś jak Jaruzel-Bolo-Kwas. Pierestrojka na długo przed Gorbaczowem. Wybór jest między bolszewią i Bractwem Muzułmańskim. Podobnie jest np. w Algierii, gdzie u władzy jest albo zbolszewiczała armia, albo islamiści. Może ma Pan rację co do Tunezji, ale też nie jestem pewien.