(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Only truth can save us now. Trevor Loudon interview

Sorry, this entry is only available in Polski.



21 Comments "(Polski) My Lai i Gaza czyli list Wragi raz jeszcze"

  1. Fotograf

    W trakcie poszukiwania w internecie pożądanych informacji znalazłam ten artykuł. Wielu autorom wydaje się, że posiadają rzetelną wiedzę na opisywany temat, ale tak nie jest. Stąd też moje ogromne zaskoczenie. Świetny artykuł. Zdecydowanie będę polecał to miejsce i często wpadał, żeby poczytać nowe rzeczy.

  2. michał

    Dziękuję za dobre słowo (zwłaszcza, że mało tu dobrych słów było ostatnio).

  3. Sonia

    Michal,

    “Ryszard Wraga był ciut bystrzejszym obserwatorem niż cały świat, a też dał się nabrać”.

    Moim zdaniem, nie dal sie nabrac. Opisywal to wszystko w kontekscie obrony Pilsudskiego przed krytyka Mackiewicza. Wraga i Mackiewicz byli zgodni ze soba w 99%. Jedyny punkt, w jakim mieli odmienne zdanie, to Pilsudski. Lepiej wiec by bylo napisac: “Jozef Pilsudski był ciut bystrzejszym obserwatorem niż cały świat, a też dał się nabrać”

  4. michał

    Droga Soniu,

    To jak zwykle bystra obserwacja, ale nie jestem do końca przekonany. Jakkolwiek podziwiam i lubię Wragę, ten procent zgody byłby w moich oczach jednak znacznie mniejszy, bo różnili się nie tylko w ocenie Piłsudskiego, ale także w “kwestii Rosji” (choć nie zamierzam się spierać o procenty!).

    Co rzekłszy, dokonajmy pewnych uściśleń. Nie twierdzę w żadnym wypadku, że Wraga dał się nabrać na bolszewicką prowokację jako taką. Wręcz przeciwnie, był jej znakomitym demaskatorem. Twierdzę natomiast, że dał się nabrać w wypadku ukraińskich prowokacji we wsi Rostowce (Pirogowce czy jak im tam) i innych. Dokładnie tak samo, jak uczciwi Amerykanie niekiedy dali się nabrać na zbrodnie amerykańskie w Wietnamie, albo dzisiaj, gdy porządni (zdawałoby się!) ludzie mówią o zbrodniach Izraela w Gazie. Podkreślam: nie mówię tu o antysemitach i półgłówkach ani o zawodowym antymerykanizmie ludzi pokroju Michaela Moore’a, ale o porządnych ludziach, którzy DALI SIĘ NABRAĆ.

    Dalej, na co dał się rzekomo nabrać Piłsudski? Na zbrodnie polskie na Ukrainie? Zważywszy klęskę federalistycznych wizji, wieści o ostrzale z trzycalówek były mu jak najbardziej na rękę. Mógł potem mówić o braku moralnej siły w narodzie. Problem w tym, że Piłsudski, w przeciwieństwie (jak się wydaje) do Wragi, dał się nabrać na sowiecką prowokację. Na projekcję słabości ze strony Lenina-Trockiego; na projekcję braku zagrożenia w przyszłości, na obraz stabilizacji w latach 30. itp.

    A w takim razie, czy można rzeczywiście powiedzieć, że Piłsudski był bystrzejszym obserwatorem niż reszta świata? W tamtych czasach – nie był. Zdarzali się jednak wówczas ludzie, którzy widzieli, co się dzieje. Niektórych Piłsudski znał – Zdziechowski, Mereżkowski, dla przykładu – o innych na pewno słyszał, np. Churchill, który owszem, dał się nabrać w 20 kilka lat później, ale wówczas był nie rzekomym (jak chcą co-po-niektórzy), ale autentycznym antykomunistą. Innych opisywałem w cyklu pt. Bolo Liquidation Club.

  5. Sonia

    Michal,

    A tak z innej beczki. Ciekawa jestem czy widziales kiedys telefilm pt. “Norymberga” (2006, Teatr Telewizji). Zrobil na mnie pioronujace wrazenie. Chyba najbardziej “mackiewiczowski” film zrealizowany miedzy Odra i Bugiem od 1936 roku…

  6. michał

    Soniu, nie, nie oglądałem takich cudów. A gdzie to można obejrzeć?

  7. Sonia
  8. Sonia

    teatrtv.vod.tvp.pl/595929/norymberga

  9. Jacek
  10. michał

    Bardzo dziękuję za linki. Postaram się obejrzeć, choć chyba nie dzisiaj.

  11. michał

    Droga Soniu,

    Film, czy raczej sztukę, obejrzałem. Wydało mi się to bardzo dobre. Gajos, jak zwykle, świetny. To jest wyrafinowany i subtelny aktor, który potrafi zawrzeć złożone treści w jednym spojrzeniu, w skrywanym półuśmiechu, w opuszczeniu wzroku. Zaczem, w pierwszym rzędzie, bardzo dziękuję za rekomendację. Ale wyznaję, że nie widzę w tym mackiewiczowskiego tonu ani mackiewiczowskiej myśli. To jest chyba dramat, może nawet tragedia, człowieka, który służył wiernie komunistom, choć ich nienawidził, i w całym tym koszmarze zdołał nawet zachować ślady człowieczeństwa. Jestem pewien, że byli tacy, ale czy wielu?

    Jestem oczywiście ciekaw Twojej opinii. I nie tylko Twojej.

    Panie Jacku, Pan na pewno znał tę sztukę. I co Pan myśli?

  12. Jacek

    Panie Michale,

    Kiedy kilkanaście lat temu oglądałem ten spektakl po raz pierwszy, wydawał mi się on przełamaniem tabu w mediach całkowicie zdominowanych dotąd przez narrację okrągłostołową. Jednoznaczne potępienie systemu komunistycznego, bezkompromisowa ocena działalności ludzi Kiszczaka, pokazanie dramatu człowieka, który odmówił strzelania do robotników w grudniu 81, to wszystko jawiło się jako pewien przełom w tzw debacie publicznej. W każdym razie tej, odbywającej się w TVP.

    Teraz, kiedy po latach przypomniałem sobie tę sztukę, pomyślałem, że scenarzysta ominął, mniej lub bardziej świadomie, sedno problemu, który wziął na warsztat. Bohater spektaklu domaga się, by być osądzony przez sąd za swoje zbrodnie. Chce stanąć przed państwowym sędzią, aby usłyszeć sprawiedliwy wyrok. Czyli miałoby go sądzić to samo państwo, te same instytucje, ci sami ludzie, którzy konsekwentnie od ponad trzech dekad uniemożliwiają prokuratorowi Witkowskiemu doprowadzenie do końca śledztwa w sprawie zabójstwa Popiełuszki, którzy ukręcili łeb dochodzeniu w sprawie śledztwa i śmieci Falzmanna, które tuszowały kulisy zabójstwa Jaroszewiczów, Papały, i tak dalej. W przypadku tak doświadczonego czekisty, jak bohater tej opowieści, to zadziwiająca naiwność.

    Ale jest też w tej historii pewna nuta profetyzmu. Sztuka miała premierę w 2006 roku, a więc z grubsza wtedy, gdy Ługowoj przeprowadził egzekucję Litwinienki w Londynie (scenariusz sztuki musiał powstać wcześniej), chwilę wcześniej zastrzelono w Moskwie Annę Politkowską. Kilka lat później Andrzej Lepper zostaje powieszony w swoim biurze w Warszawie, a na mieście wróbelki ćwierkają, że powodem jego śmierci była wiedza na temat tzw gazowego przekrętu stulecia. W 2012 roku ginie generał Petelicki, w okolicznościach wykluczających rzekome samobójstwo.

    Bohater „Norymbergi” zostaje zastrzelony na polowaniu przez swojego tajnego współpracownika. Niewyartykułowane pytanie zawisa nad zakończeniem tego spektaklu. Czy pułkownik garny przez Gajosa został zabity z wyłącznej inicjatywy zagrożonego dekonspiracją szpicla, czy za tym zabójstwem stoi może cały system, państwo, do którego pułkownik zwracał się po sprawiedliwy osąd? A więc, czy to jest prawdziwe państwo, jakaś ostoja, opoka?

    Ta ostatnia kwestia wydaje mi się najciekawsza w tej sztuce, ale właśnie ją autorzy potraktowali dość marginalnie.

  13. Sonia

    Michal,

    “nie widzę w tym mackiewiczowskiego tonu ani mackiewiczowskiej myśli”

    Napisalam tylko, ze jest to “chyba najbardziej „mackiewiczowski” film zrealizowany miedzy Odra i Bugiem od 1936 roku…”. Jesli jest jakis bardziej “mackiewiczowski” film, to go dotad nie widzialam…

    W pewnym momencie w filmie, mowa jest o nudzie jako esencji komunizmu. Wydawalo mi sie, ze scenarzysta tej sztuki, Wojciech Tomczyk, musial czytac Mackiewicza…

  14. michał

    Drogi Panie Jacku,

    W dużej mierze podzielam Pańskie refleksje, ale chyba głównie w kwestii pominięć. Pułkownik wyraża chęć, by stanąć przed wolnym i niezawisłym sądem RP, ale jednocześnie nie wyzbywa się przekonania, że go zamordują i do żadnego sądu nie dojdzie – gdzież więc ta niezawisłość wymiaru sprawiedliwości? W poetyce tego filmu zawiera się chyba odwołanie do setek obrazów z Choliłódź, w których jednostka pada ofiarą podejrzanej kliki poza systemem władzy (Syndykat zbrodni, żeby wspomnieć klasyczny film, którego nie widziałem od lat). Jednak w tym wypadku, ta klika jest władzą. To nie jest Choliłódź.

    Rozumiem (chyba), co Pan mówi o profetyzmie, ale mnie to nie przekonywa. Bolszewicy mordowali swych wrogów otwarcie lub potajemnie, jawnie i skrycie, nie oglądając się na krytykę ani, tym bardziej, na demoliberalne domysły. W tej sztuce występuje przeciwieństwo proroctwa, mamy tu raczej do czynienia z projekcją znanych wszystkim metod w przyszłość.

    Ostatnia, podniesiona przez Pana, kwestia ma chyba znaczenie artystyczne raczej niż polityczne. Jest ona w sztuce pozostawiona otwartą, co wydaje mi się “narracyjnie” słuszne. Wyraźne wskazanie na siły winne zabójstwa byłoby chyba artystycznie błędem. Jednak politycznie, nie ma tu wątpliwości, że nie kulawy instruktor od prowadzenia jazdy jest spiritus movens niby-to-przypadkowego morderstwa.

  15. michał

    Droga Soniu,

    Bardzo możliwe, że źle Cię zrozumiałem, a jednak nie widzę nic mackiewiczowskiego w tym, skądinąd dobrym filmie. Tak, to prawda, że autorzy musieli czytać Mackiewicza, ale to nie jest dziwne, zważywszy na powszechną dostępność dzieł Mackiewicza w prlu. Dziwne byłoby dopiero przeciwieństwo. Co rzekłszy, nie śledzę prlowskiej produkcji i nie mam pojęcia, co się tam dzieje, ani tym bardzej nie zdziwiłoby mnie, gdyby nikt nie czytał powszechnie dostępnego Józefa Mackiewicza.

    Masz oczywiście rację, co do rejestrowania powszechnej nudy i innych szczegółów w opisie komunistycznej rzeczywistości. Są to na ogół znaki znajomości Mackiewicza.

    Kiedy mówiłem, że nie widzę mackiewiczowskiego tonu (ani śladu mackiewiczowskiej myśli) w tym filmie, to miałem na myśli przede wszystkim (choć nie tylko) podstawową kwestię znaczenia procesu norymberskiego, która jest zresztą godna zastanowienia niezależnie od filmu. Każdy czytelnik Mackiewicza musi zdawać sobie sprawę, że “Norymberga” jest w jego oczach symbolem NIESPRAWIEDLIWOŚCI. Najgorszy zbrodniarz dugiej wojny zasiadał niniejszym w trybunale, jako oskarżyciel, sędzia i kat – gdzie się podziała sprawiedliwość? von Ribbentrop, owszem, był nazistą, ale nie dokonał żadnych zbrodni. Został zamordowany, ponieważ podpisał układ z Mołotowem, więc Stalin domagał się jego śmerci, a nie było nikogo na świecie, kto ośmieliłby się przeciwstawić wielkiemu Soso. To oczywiście nie była jedyna karykatura sprawiedliwości w Norymberdze. Katyń był kolejną wraz z wszystkimi zbroniami Stalina.

    Film przypomniał mi raczej komiczną historię z przesłuchania na Mostowie, gdy w swej żenującej naiwności, powiedziałem przesłuchującemu mnie ubekowi, że trzymanie się ustanowionego prawa nie osłania przed późniejszym oskarżeniem, jak dowodzi Norymberga. Otóż wydaje mi się, że autorzy sztuki-filmu trzymali się takiego właśnie, dziecinnego nieporozumienia.

  16. Jacek

    Panie Michale,

    Czekista, który sam współtworzył twór polityczny zwany III, czy też IV RP, poznał doskonale wszystkie realia i niuanse z nim związane, a potem w odruchu skruchy i w poszukiwaniu odkupienia win, chce stanąć przed sądem tegoż tworu, jest według mnie mało wiarygodny jako zawodowiec-bezpieczniak. Po co to robi, skoro doskonale wie, że zanim się wyspowiada, najpierw spotka go seryjny samobójca? To nielogiczne. Ale może to w sumie drobiazg i trochę się czepiam. Jako fabularny punkt wyjścia do opowiedzenia historii o istocie systemu, który stworzył „wolną Polskę”, jest to ciekawy pomysł. Ja jednak czuję niedosyt, z powodów, o których wspomniałem poprzednio.

  17. michał

    Panie Jacku,

    Ale bohater też jest byłym wrogiem, więźniem politycznym, bitym, torturowanym i skazanym na śmierć, rekrutowanym dopiero w celi śmierci. To nie czyni z niego kogoś lepszego, co zresztą pułkownik sam wyraźnie mówi, ale czyni jego przypadek bardziej złożonym psychologicznie, niż Pan to przedstawia.

    Pominąwszy to zastrzeżenie, zupełnie się z Panem zgadzam. On pragnie stanąć przed niezawisłym sądem, ale wie przecież doskonale, że te sądy nie są niezawisłe, że nic się naprawdę nie zmieniło, i że ludzie jemu podobni mogą załatwić wszystko, np. wysłać młodą dziennikarkę do Stanów na stypendium. On może to załatwić nawet po śmierci…

  18. Jacek

    Panie Michale,

    Rzeczywiście postać grana przez Gajosa jest dość ciekawie zniuansowana. Przewerbowany przez bezpiekę antykomunista, który pod koniec życia szuka odkupienia, to wdzięczny motyw na spektakl.

    „Norymberga” przypomniała mi pewną literacką kreację, autorstwa Waldemara Łysiaka, powieściowego pułkownika Mieczysława Heldbauma, oficera SB, który został przedstawiony jako wcielenie zła. Niezwykle inteligentny, oczytany, erudyta, specjalizował się w manipulowaniu ludźmi, prowokując ich do realizacji planów bezpieki, poprzez wydobywanie na światło dzienne najgorszych skaz charakterologicznych. Heldbaum przewija się przez trzy powieści, które ilustrują całą historię Peerelu, aż po rok 2006, kiedy to Łysiak go uśmiercił. W porównaniu do bohatera „Norymbergi” to inny gatunek człowieka. Zimny, do końca cyniczny, gardzący tak swoimi ofiarami jak i przełożonymi. Trochę przypominał mi Urbana, pewnie Łysiak, tworząc Heldbauma, w jakimś stopniu wzorował się na tej kanalii.

  19. michał

    Nigdy nie czytałem Łysiaka, Panie Jacku. Czy wart zachodu?

  20. Jacek

    Panie Michale,

    Czy warto czytać? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć. Łysiak to temat rzeka. Jako powieściopisarz bywał fascynujący, odkrywczy, jak i żenująco wtórny. W jednej powieści odbierałem go jako genialnego obserwatora mechanizmów władzy komunistycznej, by w następnej dziwić się jego naiwności i podatności na prowokację. Nie potrafię wyjaśnić tego rozdwojenia pisarskiej wrażliwości.

    „Dobry” to wspaniała podróż po przestępczym podziemiu Warszawy lat 70. i 80. Powiązania między gangsterami i bezpieką opisane około 1984 roku, doskonale komponują się z późniejszymi obserwacjami wyrosłej z tych koneksji mafii lat 90. Ta powieść to wspaniałe studium ludzkiej natury, skłonności do przemocy, zdrady, ale też opowieść o przyjaźni i niezłomności. Nawiązania do „Złego” Tyrmanda i literacki spacer po Warszawie, sprawiły, że ta powieść wryła mi się w pamięć.

    „Konkwista” to żonglerka gatunkową literaturą, zabawa i puszczanie oka do czytelnika. To błyskotliwa ilustracja sowieckiej ekspansji w Afryce, przejmowanie wpływów, oplatanie czerwoną pajęczyną nowych terytoriów. Łysiak w oczywisty sposób nawiązuje tu do „Psów Wojny” Forsyth a, przy czym jest od niego lepszy pod chyba każdym względem, fabularnym, obserwacji politycznej, budowania postaci bohaterów.

    I na to wszystko nakłada się „Najlepszy”, gdzie Łysiak rysuje postać Wałęsy jako niezłomnego bohatera, walczącego z reżimem Jaruzelskiego, cudem unikającym sideł zastawianych na niego przez bezpiekę. Trudno mi wytłumaczyć tak duży rozdźwięk w ocenie rzeczywistości politycznej.

    Łysiak po latach, w „Najgorszym”, między wierszami wycofał się z tej opinii o Wałęsie i co za tym idzie o całym procesie „transformacji”. Przytacza dowody na komunistyczną prowokację, wciąganie w nią nieświadomych ofiar, opisuje rolę Kiszczaka, Michnika i całej reszty.
    Na marginesie, wojna Łysiaka z michnikowszczyzną, to osobny temat i długa historia.
    Podsumowując, Łysiak to chaos, próżno szukać u niego klarowności myśli i poglądów Mackiewicza, to polrealizm i dziecięca fascynacja Napoleonem, to mieszanina pasji literackiej, braku dyscypliny i metodologii w opisie realiów (Lech Stępniewski nazwał kiedyś Łysiaka manipulatorem przy okazji łysiakowej analizy poezji Miłosza).

    Ale przy tych wszystkich niedostatkach, Łysiak jest dla mnie fascynującym pisarzem, wspaniale malującym słowem krwiste, trójwymiarowe postaci , opisujący ludzkie zmagania z własnymi słabościami, z totalitarnym systemem, z namiętnościami, strachem i skłonnością do zdrady. Łysiak, to niejako wbrew temu, co napisałem w akapitach powyżej, bardzo wnikliwy obserwator ludzkiej natury, umiejętnie budujący fabułę, żeby tę naturę obnażyć i dokonać swoistej wiwisekcji.

    A może trochę przesadzam, bo literacko wychowałem się na Łysiaku i nie mam już do jego pisarstwa dystansu? Łysiak był obecny nawet w mojej edukacji filmowej (teatralnej). Pamiętam cykl spektakli teatru telewizji „Selekcja”, na podstawie jego opowiadań. Wykreowany w realiach przaśnego Peerelu świat vendetty sycylijskiej mafii, dziś już trochę śmieszy, ale dla mnie to wciąż pozostaje ekscytująca opowieść z genialnymi rolami Talara, Walczewskiego, Trońskiego i wielu innych. Sam Łysiak zagrał epizod w jednej z części – niezły monolog po włosku z sycylijskim akcentem.

    Więc, odpowiadając na pytanie, czy warto: nie zniechęcam i ale i nie specjalnie polecam. Jeśli Pan sięgnie po Łysiaka i uzna to za stratę czasu, to ja lojalnie ostrzegałem.

  21. michał

    Drogi Panie Jacku,

    Dziękuję za tak wyczerpujący opis dzieł Łysiaka. Chyba rzeczywiście dam sobie spokój, choć “wnikliwy obserwator ludzkiej natury, umiejętnie budujący fabułę, żeby tę naturę obnażyć”, to brzmi zachęcająco.

Comment



Wydawnictwo Podziemne