Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
Panie Michale,
Długo się bardzo zbierałem (to już chyba 4 próba, poprzednie usunąłem, z kosza też żeby nie korciło), ale aby nie było, że chęć do dysputy zanika.
Bardzo ciekawy artykuł, nieco odmienny od poprzednich w tej serii, ale to chyba na plus.
Po pierwszym zdaniu przypomniała mi się „Konopielka”, nie wiem czy to było intencją.
A teraz o autochtonach.
Napisał Pan „używany był najpierw przez nacjonalizmy XIX i XX wieku – poprzez podtrzymywanie mitów czystości etnicznej i rdzennej narodowości – w celu stworzenia rasowo jednorodnych państw narodowych, a teraz nadużywany jest przez lewaków w imię rzekomych „praw” potomków ludności oryginalnie zamieszkujących dowolne ziemie i ich roszczeń do posiadania i władania.”
No i tu pytanie. Dlaczego użył Pan słowa „był” w stosunku do nacjonalizmów? Czy nie chcą już czystości narodowej, czy chodzi tylko o słowo autochton, zamienione na inne, nowocześniej brzmiące.
Jeszcze pozostaje porównanie nacjonalizmów do lewaków (no właśnie może powinniśmy zdefiniować słowo „lewak”). Jak rozumiem, myśli Pan o grupkach domagających się praw dla np. aborygenów w Australii czy zakłada Pan sterowanie przez komunistyczną machinę. Nie wszystkim da się sterować, a młodość ma swoje piękne prawa.
Bardzo spodobało mi się zdanie które Pan tu napisał „Współżycie ludzi nie jest utopią, współżycie nacjonalizmów – jest.”
Drogi Panie Przemku,
Dziękuję za miłe słowa, zwłaszcza, że wynika z nich, iż pierwszych sześć części się Panu nie podobało. Zawiera się zatem w Pańskich słowach ukryta pochwała, skoro zdołał Pan doczytać aż do siódmej części, mimo ogólnie niskiej jakości całości. Zaczem jeszcze raz dziękuję.
Konopielka! Mój Boże, nie czytałem Redlińskiego od 40 lat z górą. A i wówczas czytałem to tylko dlatego, że lubiła go (a także Głowackiego i Hłaskę) dziewczyna, w której kochałem się na zabój. Zajrzałem ponownie do “Konopielki” i zachodzę w głowę, skąd Pańskie skojarzenie. Cytat w pierwszym zdaniu pochodzi oczywiście z Józefa Mackiewicza.
Co do merytorycznego pytania, to chodziło mi o podkreślenie różnic w użyciu tej samej ideologii. Inaczej używał jej Hitler i Dmowski – wyrzucić Żydów, germanizować lub polonizować inne narodowości – a inaczej lewizna, która głośno żąda praw dla Aborygenów, Maorysów, rodowitych mieszkańców Ameryki, Inuit itd. Już same te słowa wywodzą się ze słownika narzuconego nam przez polityczną poprawność. Aborygen oznacza dokładnie to samo, co autochton, tj. rdzenny, rodowity. Nie wolno już mówić o Indianach ani Eskimosach, słyszę, że w prlu nie należy używać słowa Murzyn.
Ma Pan jednak rację, że używając wyraźnie czasu przeszłego, umieściłem czystki etniczne zdecydowanie w przeszłości. To błąd. W Nagorno-Karabachu, a szerzej w ogóle na Kaukazie, panuje pierwotne rozumienia nacjonalizmu i etnicznej czystości. Z całą pewnością nie umarło ono ani w sowietach, ani w prlu, a nacjonalizm szkocki, walijski i irlandzki są tylko coraz potężniejsze. Niunia jest najsilniejszym czynnikiem wzmagającym nacjonalistyczne emocje w Europie. Celem nacjonalistów jest zbudowanie narodowego państwa, czystego i jednolitego jak koszary. Celem lewaków jest podminowanie państwa.
Nie zakładam sterowania przez sowieciarnię. Sądzę, że lewacy potrafią być durni bez pomocy. Mackiewicz, jak zwykle, służy dobrym drogowskazem:
“Tych sfer, które stanowią dosyć szeroki wachlarz, w żadnym wypadku nie można traktować za coś w rodzaju “agentury”, raczej za subsydiowany ruch intelektualny.”
Młodzieżą oczywiście najłatwiej sterować, ale tylko bolszewia czerpie zyski z bezustannego podkopywania praworządnych państw, które mogły były być ostoją w walce z komuną. Niech Pan zajrzy do naszego wywiadu z Loudonem, o tym m.in. mówił.
Natomiast nie zgadzam się z Panem zupełnie, co do potrzeby definiowania lewaków. “Brak definicji nie mąci w tym wypadku mego metodologicznego sumienia”, że sparafrazuję pewną panią profesor. Lewak – jaki jest, każdy widzi.
A! Serce się raduje, że chęć do dysputy nie zanika.
Panie Michale,
co do Konopielki to skojarzyła mi się scena z filmu, książka gdzieś się w przepaściach zapodziała, szukam bezskutecznie. Pozwolę sobie wkleić link do fragmentu filmu, tak od 1:20 min. proszę spojrzeć, jeśli czas pozwoli.
https://www.youtube.com/watch?v=V-QGKoCI1eM
Jeszcze kwestia słowa Murzyn. Sam już nie wiem czy pisać z dużej czy małej litery, a w zasadzie nie powinienem wcale tego pisać. Ale czy tylko w Polsce, czy jak Pan woli w prlu. Niezwykle ciekawe są losy jednej z powieści mojej ulubionej Agaty Christie. Pierwszy raz czytałem pod tytułem “Dziesięciu małych Murzynków”, potem Murzynek został zmieniony na Indianina, potem na żołnierzyka (w zależności od kraju, i nie był to prl) aż w końcu doszliśmy do tytułu “I nie było już nikogo”. A jakie pole do popisu dla kolejnych osób które ten słynny wierszyk tłumaczyły. Był też wierszyk chyba Tuwima, w Elementarzu Falskiego o murzynku Bambo. Jakoś we mnie wrogości do innej etnicznej grupy nie wzbudził, a czytać, choć powoli, umiem.
Panie Przemku,
Nie widziałem nigdy filmu. Dziwne, bo to z 81 roku, a ja byłem wtedy zapalonym kinomanem (może to czasy, kiedy tylko świnie siedziały w kinie?). W każdym razie, o “tutejszych” pisał Mackiewicz wielekroć w swych przedwojennych reportażach. Opisywał właśnie takie, zabite dechami, zapadłe wśród błot i lasów wiochy, jak ta w Konopielce, tylko głębiej zapadłe i bardziej szczelnie zabite.
Potraktowanie słowa Murzyn w Polsce (jak Pan woli) mnie fascynuje. Wydaje mi się to być odbiciem zakazu użycia słowa Nigger wśród Anglosasów. Polscy lewacy nie gęsi i swoje zakazy mieć muszą. Użycie słowa Nigger jest tu obłożone anatemą. Wykropkowywane ze zgrozą jako “N*** word”, co jest żenujące. Skoro Nigger zakazany, to Murzyn też, tylko że Nigger, zwłaszcza wśród Amerykanów, był używany z obraźliwą intencją, a Murzyn nie.
Wyczytałem gdzieś, że piękne opowiadanie Conrada pt. The Nigger of the “Narcissus”, wydane zostało w Stanach pod innym tytułem. Wzniosłem oczy do nieba na przekleństwo politycznej poprawności, aż zrozumiałem, że zmiana tytułu nastąpiła w XIX wieku!… Wydaje mi się, że słowo było i jest znacznie bardziej obraźliwe w Stanach niż gdzie indziej, bo u Conrada tytułowy Murzyn jest postacią pozytywną. Ale fakt, że zakaz trwa od 125 lat, raczej jest umacniany i rozprzestrzenia się, jest sam przez się zdumiewający, a także wskazuje na niesłychaną potęgę lewackiego lobby.
Tak czy owak, słowo Murzyn nie miało nigdy tego rodzaju konotacji w polszczyźnie, więc wypieranie się go jest zgoła śmieszne. I ja także nie widzę nic złego w Murzynku Bambo, ale to z pewnością dowód na moje zacofanie i przynależność do najczarniejszej z Czarnych Reakcji. Nie mogę przecież powiedzieć Murzyńskiej Reakcji.
Swoją drogą, jak właściwie należy mówić na Murzynów w tym najlepszym z prlów?
PS. Obejrzałem film na podstawie książki Redlińskiego i mam mieszane uczucia. Z jednej strony, zaskoczył mnie wysoką klasą zdjęć i bardzo dobrym aktorstwem. Ujęcia są niekiedy skomponowane jak czarno białe zdjęcia martwej natury. Momentami to jest znakomite. Ale poza tym…
Redliński brał udział w pisaniu scenariusza, więc musiał zaakceptować odejście od swego oryginału. Wydaje mi się to zrozumiałe ze względu na artystyczne środki filmowe, które nie mogą oddać pewnych charakterystyk powieści. Ale tu wszystko wyszło dość jednowymiarowo, przewidywalnie i płasko.
Tak czy owak, dzięki za podsunięcie mi tego filmu, Panie Przemku.
Michał,
Pytasz jak należy mówić na Murzynów w peerelu. Jedyna dopuszczalna forma to oczywiście Afro-peerelczyk, choć – niestety – określenie może być nieco mylące, wskazując jednocześnie na lokowatych mieszkańców tutejszowa.
Ale żarty na bok.
Napisałeś:
Nie zakładam sterowania przez sowieciarnię. Sądzę, że lewacy potrafią być durni bez pomocy. Mackiewicz, jak zwykle, służy dobrym drogowskazem:
„Tych sfer, które stanowią dosyć szeroki wachlarz, w żadnym wypadku nie można traktować za coś w rodzaju „agentury”, raczej za subsydiowany ruch intelektualny.”
Wskazujesz przy tym na wywiad z Loudenem, w którym mówił o decentralizacji ideologii i aktywności.
To jest trafna obserwacja, ale skłaniająca do zastanowienia, na ile te przejawy zatomizowanego zidiocenia żyją własnym życiem. Np. w rodzinnej dla Loudona Nowej Zelandii, z której uchodzić mmusiała niejaka Posie Parker, bo miłujący pokój zwolennicy elgebetyzmu zagrażali jej cielesnej integralności.
Ile w tym agentury, ile subsydiów? A może to ruch uwolniony od wpływów? Czy w takim razie da się na powrót skierować w koryto ścieku, gdy zajdzie taka potrzeba?
Czy takie twory jak niunia europejska powstały w oderwaniu od bolszewickiej macierzy i w takim oderwaniu trwają? Albo i nie tyle trwają, co postanowiły się zbuntować?
Darek,
Nie pytałem, jak się mówi na Murzynów z prlu, ale jak w prlu należy mówić na Murzynów, pozostając w zgodzie z najnowszymi dyrektywami politycznej poprawności. Nadal nie wiem jak.
Generalnie, sądzę, że zbyt wiele wagi przywiązujemy do rzekomego sterowania, gdy zjawiska dają się wytłumaczyć zwykłą ludzką głupotą. Posie Parker jest jednym przykładem degrengolady na Antypodach, ale chyba lepszym pogrzeb Kardynała Pella w Australii. Przypomnijmy, Pell został skazany na wieloletnie więzienie na skutek oskarżenia o molestowanie dzieci. Apelacje nic nie pomogły, do czasu aż dotarły do najwyższego sądu, który z oburzeniem uwolnił go od wszelkiej winy i w ostrych słowach skrytykował werdykty sądów niższych instancji, jako politycznie motywowane. Bogu niech będą dzięki! Mimo to, jego pogrzeb stał się okazją do skandalicznych protestów lewackich. Wznoszono okrzyki w rodzaju „Go to hell, George Pell!” nad trumną człowieka niewinnie skazanego za zbrodnie, których nie popełnił.
Czy demonstranci byli sterowani z Moskwy? Subsydiowani z Pekinu? Byli agentami Kima? Czy nie wydaje Ci się to trochę śmieszne?
Inne pytanie, czy jest to ruch uwolniony od wpływów. Oczywiście nie jest wolny od wpływów, ale kto jest? Czy Ty i ja jesteśmy od nich wolni? Niunia jest tu dobrym przykładem. Powstałaby bez żadnych wpływów, ale jej powstanie i ewolucja była z pewnością zgodne z sowiecką strategią.
Nie bardzo rozzumiem Twoje ostatnie słowa o trwaniu w oderwaniu i buncie.
Michał,
Nie wiem skąd przekonanie, że niunia powstawała bez wpływu. Czyżbyś zakładał, że sowiecki związek nie miał swojej agentury na zachodzie Europy, także agentury wpływu? Nie wpływał na tamtejszy układ polityczny?
Czy włoski eurokomunizm był tworem samoistnym, inspirowanym co najwyżej naukami Antonio G.?
Czy poważnie pytasz o bezpośrednią inspirację australijskiego lewactwa przy grobie Kardynała? Skąd bierzesz tego gatunku pytania?
Darek,
Przestałeś czytac uważnie. Napisałem “powstałaby”, BY, co oznacza, że mogła była powstać także bez inspiracji z Moskwy. Zatem po kolei:
Czyżbym zakładał? Nie.
Nie wpływał? Wpływał.
Czy włoski eurokomunizm (dlaczego tylko włoski??) był tworem samoistnym? Nie.
Czy poważnie? Tak.
Skąd biorę pytania? Z czerwonej książeczki towarzysza Mao Tse-tunga.
Darek,
wytłumacz mi proszę pojęcie “zatomizowanego zidiocenia”, musiałem ctrl_c ctrl_v, bo trudno nawet przeczytać, a co dopiero zapamiętać.
Panie Michale,
faktycznie istnieje chyba poprawne określenie afroamerykanin, choć moim skromnym zdaniem nie jest poprawne, gdyż ogranicza osoby koloru skóry przeciwstawnej do białego, tylko do potomków już chyba teraz, niewolników wywiezionych do USraju (to taki mój skromny kontrapunkt do niuni). A co z rdzennymi mieszkańcami? Afroafrykańczyk? Czy to w ogóle ma sens. Skala kolorów jest wielka, raczej Pantone ni ż CMYK (zresztą z tym C może być kłopot, to już Darek może bardziej tu władny) Nie wiem. Mówimy sobie po imieniu, per Pan/Pani, cóż więcej trzeba.
Panie Przemku,
Musiałem zprawdzić, o co chodzi z CMYK i Pantone, ale nadall chyba Pana nie rozumiem.
Dowiaduję się, między innymi od Pana, ale nie tylko, że słowo Murzyn jest w dzisiejszym prlu źle widziane, nie jest politycznie poprawne. Ale jeżeli tak, to musi być chyba jakiś akceptowalny ekwiwalent. Jednak nadal nie wiem jaki. Nie może to być Afro-Amerykanin ze względów zupełnie oczywistych, więc jak się mówi na Murzyna bez narażania się wszechpotężnej lewicy??
Mówienie sobie po imieniu, rzecz jasna, nie jest odpowiedzią, bo chodzi tu o ogromną rasę ludzi, którzy mają czarny kolor skóry. Czy zna Pan imiona ich wszystkich? Zakazano jednego słowa i nie wskazano żadnego innego???
Panie Michale,
trochę się chyba z tym Murzynem zamotaliśmy.
Takich przykładów można podać wiele. Mówiliśmy kiedyś sprzątaczka dziś już Pani sprzątająca.
No a ja? Wchodzę do swojej pracy i słyszę “informatyk przyszedł”, no nie, jaki tam ze mnie informatyk, poproszę grzeczniej np”Pan zajmujący się komputerami i siecią komputerową”. Można? No można. Tylko po co.
Poniżej wklejam link do artykułu jaki ukazał się w 2020 r. na stronie Rady Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk.
https://rjp.pan.pl/porady-jezykowe-main/1892-murzyn-i-murzynka
Drogi Panie Przemku!
Ja się nie zamotałem. Kiedy używa Pan liczby mnogiej, to proszę najuprzejmiej mnie z niej wyłączyć. Używanie określenia “osoba sprzątająca”, gdy istnieje poprawne polskie słowo – sprzątaczka – jest śmieszne. Ja odmawiam. Gdyby to słowo miało jakieś pejoratywne konotacje, jak to pięknie określa fachowiec pod Pańską linką, to mógłbym się dać przekonać, ale nie posiada takich konotacji poza mózgami lewaków i profesjonalnie obrażonych, którzy dopatrują się obelgi w każdym słowie. Więc ja odmawiam. Nie dam się zwariować. Kropka.
W tym radzieckim bełkocie rady języka panu, Pański fachowiec wyraźnie mówi, że słowo Murzyn nie miało w polszczyźnie pejoratywnych konotacji. Słusznie. Teraz rzekomo ich nabrało, więc musimy się wszyscy przystosować. Ale czy nie byłoby słusznie zapytać, dlaczego ich nabrało? W jaki sposób to naturalnie neutralne słowo nabrało nagle jakichś podejrzanych i zdrożnych znaczeń? Jakim cudem dostało naraz ciemnego i dwuznacznego “wydźwięku”?
Widzę dwie odpowiedzi. Pierwszą podawałem już tu jako hipotezę. Polacy są zachodniacy i, zwłaszcza lewacka strona polskości, lubi odbijać procesy, które dostrzega na Zachodzie. Skoro zatem w anglojęzycznych krajach obłożono anatemą słowo Nigger, to i u nas trzeba zrobić to samo, bo Polacy nie gęsi. Mnie ta hipoteza przekonuje. Ale Pański fachowiec radziecki podaje inną.
Oto Murzyni zamieszkający prl bis protestują przeciw byciu nazywanym Murzynami. Ale oni oczywiście – z definicji! – nie mogą mieć pojęcia, czy słowo jest obraźliwe czy nie. Bo niby skąd mają to wiedzieć? Tak jak Polak mieszkający w Anglii, nie może wyczuć, czy słowa “Paddy” (Irlandczyk), “Jock” (Szkot), “Pom” (Anglik), “Taffy” (Walijczyk), są obelżywe czy też nie. Skąd miałby to wiedzieć? Zatem oni, per analogiam z Zachodem, chcą czuć się ofiarami, chcą być urażeni i obrażeni, więc wmawiają nam coś, co w ogóle nie zachodzi. Było zawsze w polszczyźnie mnóstwo słów i określeń czysto rasistowskich na Murzynów, ale samo słowo Murzyn było i pozostaje całkowicie neutralne, niezależnie od wytycznych i dekretów politbiura rady języka.
Amerykanie mają obraźliwy termin na Polaków: “Polack”! Mnie to zawsze bawi, bo niby jak mógłby mnie obrazić jakiś jankes z czerwonym karkiem, nazywając mnie słowem, które oznacza maoją narodowość? Gadaj zdrów, durniu, co chcesz! Ale Polacy w Ameryce czuli się zobowiązani protestować…
Otóż to samo moim zdaniem robią prlowscy czarnoskórzy, protestując przeciw słowu Murzyn. A politbiuro ten bełkot podchwytuje, nadaje mu pseudonaukowy polor i ciach! Tak mówić NIE WOLNO!
Mnie na to, Guciu, pluć! Mnie pluć.