(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Only truth can save us now. Trevor Loudon interview

Sorry, this entry is only available in Polski.



49 Comments "(Polski) Benia Dniepropietrowski. Część 2"

  1. michał

    To nie a propos wywodów p. Andrzeja, ani o Beni, ani o Wowie, ani o Wołodii, ale nadal ma coś wspólnego z tą dziwną wojną.

    Otóż ktoś wykopał taki tweet sprzed kilku lat:

    https://twitter.com/nowthisnews/status/1044740334306058241?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1044740334306058241%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.spectator.co.uk%2Farticle%2Fgermany-is-at-russia-s-mercy

    Niemiecka delegacja wyśmiewa oskarżenia Trumpa, że cała niunia, a Niemcy w szczególności, jest zbytnio uzależniona od sowieckich źródeł energii.

    von der Leyen domaga się teraz nowych ustaw, które zezwolą brukselskim komisarzom ludowym ograniczyć użycie ropy i gazu w państwach członkowskich. Na razie nierządy eurosowieckich respublik odrzuciły żądania komisji, ale na jak długo?

    Och, jak to dobrze być chwilowo poza zasięgiem sownarkomu.

  2. Jacek

    Andrzej,

    Temat, który poruszasz jest facynujący, mam sporo pytań z nim ziwązanych, ale skupię sie na jednym. Jaka właściwie jest rola Kołomojskiego w rozgrywkach Amerykanów na tym teatrze działań? Piszesz, że na terenie Stanów facet ma kłopoty z organami ścigania. Czy to się jakoś przekłada na stosunek Białęgo Domu do Zełenskiego obecnie? Czy może w obliczu wojny wszystkie grzechy protektora “bohatera” wojny obronnej zostały odpuszczone? A może jest tak, że Zełenski zerwal sie ze smyczy i faktycznie zaczął działać na własną rękę i Amerykanie tarktują go jako gracza niezalżnego od Kołomojskiego?

    Jeśli moje pytanie uprzedza dalszy ciąg Twojego cyklu, to oczywiście poczekam na publikację.

  3. Andrzej

    Panie Michale,

    Moim zdanie polityczne elity niemieckie to szpica bolszewizmu Europy Zachodniej. Ostatnio Scholz ma nową wizję. Wymyślił, że Niemcy “wezmą odpowiedzialność za Europę” (Francja jest zachwycona, reszta pewnie też). Właśnie czytam, że większość Niemców jest za zmianą płci przez samodzielne określanie się. Brr! Bolszewicka ich mać!

    A co do tej wypowiedzią Trumpa. Dobrze powiedział, ale przygarniał kocioł garnkowi (chodzi mi o nie tyle o jego “układy” z sowietami, co o dziesięciolecia współpracy elit amerykańskich z komunistami).

  4. Andrzej

    Jacku,

    Czy chodzi Ci o dzisiejszą rolę Kołomojskiego? Zełenski dopiero co pozbawił Kołomojskiego obywatelstwa “postsowieckiej” Ukrainy. Może, ale nie musi to oznaczać kłopoty Kołomojskiego. Gdzie on się biedak teraz podzieje, żeby go nie wydali Amerykanom. Chyba nie w “Rosji” albo Uzbekistanie? Amerykanie dają broń i pewnie chcą mieć coś w zamian. Ale Benia dużo wie…

    Zełenski i jego dzisiejsza ekipa to dla mnie zagadka (chociaż tam nic nie jest przypadkowe; wszystko jest ułożone, o czym będzie słówko w trzeciej części; każdy zainteresowany i dostatecznie mocny ma swojego “człowieka w rządzie”, jak i tutaj). Wygląda na to, że podjął “de-oligarchizację” (już od ubiegłego roku, jak pisałem wcześniej), ale wciąż ma za sobą jak mi się zdaje, przynajmniej jednego z oligarchów. W tej chwili stawiałbym na Achmetowa (najbogatszy). Ze smyczy sowieckiej niełatwo się zerwać. Litwinienko chyba próbował.

    Może Amerykanie tak go traktują, bo chcą go tak traktować. Co im pozostało, skoro uwierzyli w upadek komunizmu w Europie?

  5. michał

    Panie Andrzeju,

    Zgadzam się w zupełności z Pańską oceną niemieckich elit. Straszna, kilkunastoletnia stagnacja gospodarcza, maskowana przez słabe €uro (w tym sensie, że zawsze o wiele słabsze niż byłaby DM), połączona z kulturowym ześlizgiem na pozycje protobolszewickie, jest wielkim osiągnięciem “muti”, towarzyszki Merkel.

    Jestem pewien, że rozumie Pan, iż nie jestem wielbicielem Trumpa. Niestety jego cień ciąży nadal nad polityką amerykańską i światową. Dajmy mu jednak kredyt, gdy wyjątkowo miał rację. Facet jest tak nieprzewidywalny, że może powiedzieć w dowolnym momencie absolutnie cokolwiek, nic więc dziwnego, że czasami mówił prawdę. Co rzekłszy, w tym wypadku idzie raczej o reakcję na jego słowa. Wtedy się śmiali, a dzisiaj już się nie śmieją.

    Wracając do Beni i jego gangsterów: jaka jest, Pańskim zdaniem, rola Achmetowa?

  6. Jacek

    Andrzej,

    Czyli, jeśli dobrze rozumiem, Zełenski wyrwał sie spod zależności od protektora, który go stworzył politycznie? Jeśli tak, to przypomina to trochę karierę Putina. O nim też mówili, że jest niepoważnym półkretynem, gdy dawali mu władzę, a potem zaraz musieli uciekać do Londynu, na Cypr i do Stanów. Oczywiście ich obu różni tzw background. Zełenski nie ma przewszłości czekisty i wiążących się z tym przewag, ale może poparcie Amerykanów równoważy te braki?

  7. Andrzej

    Panie Michale,

    To tylko hipoteza. Wydaje mi się, że Achmetow pełni teraz rolę osłony dla Zełenskiego. Gdyby Zełenski faktycznie chciał uwolnić się od Kołomojskiego, musi dysponować równie silnym zapleczem. Oczywiście są jeszcze inni: Firtasz, Pińczuk, Żewago, Taruta (Poroszenko raczej nie, czeka go chyba sąd, może łagodny). Trzej pierwsi mogą być w dobrych stosunkach z Achmetowem. Być może z nimi też się jakoś porozumiał. Czas pokaże.

    Krótko mówiąc, uważam, że ten filar o którym pisałem wcześniej wciąż jest dość stabilny. Ruch przeciwko Kołomojskiemu może być tylko zaproszeniem do negocjacji, bo ten zdaje się nie bardzo chce współpracować.

  8. Andrzej

    Jacku,

    Ja myślę, że Amerykanie nie mają aż tyle do powiedzenia na “postsowieckiej” Ukrainie. Trump próbował i nic nie uzyskal poza dwoma aferami (z ambasadorem i z Giulianim). Amerykanie chcą tam tylko zarobić, a nie ustawiać pionki. Potwierdzona przez układ “Rosja-Nato”, Jałta obowiązuje.

  9. Jacek

    Andrzej,

    Czy rzeczywiście Jałta nadal obowiązuje? Czym taki stan się według Ciebie dziś objawia? Ja Jałtę w tym kontekście rozumiem jako oddanie sowietom całego regionu w prezencie. Pozwolenie na ustanawianie swoich porządków i instalowanie sowieckich marionetek. Czy cos takiego teraz ma miejsce?

    Według mnie Waszyngton właśnie próbuje rozszerzać swoje wpływy, czego symptomem jest inwestowanie w ludzi takich, jak Zełenski, pompowanie sprzętu wojskowego na Ukrainę i nieco rozpaczliwe poszukiwanie wsparcia dla takich inicjatyw wśród państw zachodnich. Że chodzi o wymierne zyski, to oczywiste. Ale żeby te zyski osiągnąć Amerykanie muszą właśnie rozstawiać swoje pionki na planszy. Tak robią u nas i w całym regionie.

    To, co jest w tym dla mnie niezrozumiałe, to obecna pozycja ludzi takich, jak Kołomojski. Z tego, co piszesz, wydaje sie, że on stracił większość ze swoich aktywów, a przecież były to aktywa, za którymi stali sowieci z całym swoim aparatem służb. Kluczowe wydaje mi się pytanie, czy to autentyczna utrata wpływów na Ukrainie, czy sowiecki blef. I tu wracamy do pytań, które stawiamy od początku dziwnej wojny.

  10. gniewoj

    Panie Andrzeju,

    podpisując się pod wszystkimi zastrzeżeniami Pana Jacka z jego pierwszego wpisu powyżej mam dwa pytania.

    Pierwsze dotyczy sposobu wyłaniania się opisywanych przez Pana postaci. Czy według Pana w okresie “dzikich lata dziewięćdziesiątych” pozwolono na pewnego rodzaju „wolna amerykankę” gdzie każdy Ukrainiec dostał swoją szansę a dopiero najokazalej wyrosłe chwasty zostały wzięte pod kontrolę służb? Czy był to bardziej model zbliżony modelowi nominacji, tzn., że pewnej wąskiej grupie dano szansę wykazania się i z tej wąskiej grupy wyłoniła się dzisiejsza ukraińska magnateria? Wydaje mi się, że ten drugi model został zastosowany w naszym kraju w momencie gdy powstawały tuzy “wolnych” mediów, przesyłu gazu czy dostaw radiowozów dla nowo powstającej policji.

    Drugie pytanie dotyczy prozachodniości części tamtejszej magnaterii. Czy to jest, w Pana ocenie, prawdziwa prozachodniość czy raczej deklaratywna, typu powiedzmy jugosłowiańskiego z czasów żelaznej kurtyny?

  11. Andrzej

    Jacku,

    Oczywiście Jałta nie w tej formie o której piszesz. Wszak była pierestrojka i komunizm w Europie “upadł”. Ale jeśli chodzi o strefy interesów politycznych, tak. Amerykanie nie mogą dowolnie przesuwać pionków w “demoludach”. O to idzie w całej tej hecy: https://theconversation.com/ukraine-the-history-behind-russias-claim-that-nato-promised-not-to-expand-to-the-east-177085

    Nikt formalnie nie wypowiedział zawartych wówczas paktów.

  12. Andrzej

    ps. a propos aktualnego przesuwania pionków na “postsowieckiej” Ukrainie: https://www.pravda.com.ua/eng/news/2022/07/9/7357188/

  13. Andrzej
  14. Andrzej

    Panie Gniewoju,

    Zdecydowana większość tych, którzy zostali “magnatami” w latach 90. to pierestrojkowi komsomolcy, którzy zaczynali swoje “biznesy” tak jak Kołomojski przed “upadkiem komunizmu” i “rozpadem ZSRS”. Byli jeszcze gangsterzy (niewątpliwie pod kontrolą KGB), zdaje się, że jednym z nich był Achmetow. Czekiści i kompartia zapoczątkowali ten proces i go kontrolowali. Pan o tym na pewno wie. W tej kwestii polecam moje teksty o “upadku komunizmu” w krajach bałtyckich i w Mołdawii (ale nie tylko bo np. w komunistycznej Jugosławii też tak było) na https://jesiendemoludow.pl/

    Sądzę, że porównanie do komunistycznej Jugosławii jest trafne. Ta “prozachodniość” polega na tym, ze oni bezwzględnie wykorzystują Zachód, aby go zniszczyć. Korumpują i eksploatują, a przy okazji żyją na nim jak książęta. Tylko do tego jest im potrzebny.

  15. michał

    Szanowni Panowie,

    To nie jest chyba odgrzewanie Jałty, mimo że, jak słusznie zauważa p. Andrzej, nikt tych umów nie odwołał.

    Wbrew p. Jackowi, rozumiem pierwotną umowę inaczej: nie jako bezwarunkowe oddanie czegokolwiek, ale raczej podział stref wpływów. Geniusz Stalina polegał na tym, że z miejsca zrozumiał moralne bankructwo tzw. demokratów, którzy mu taki układ proponowali. Churchill zaproponował na długo przed Jałtą, że np. w Rumunii sowieciarze powinni mieć 90% wpływów, a w Grecji tylko 10%. (O ile pamiętam Polska nie była wspomniana w tej propozycji.) Stalin pojął natychmiast, że to jest carte balnche dla niego, że zdoła rozwinąć swoje wpływy gdziekolwiek zechce, a oni nie kiwną palcem.

    Podział stref wpływów był honorowany przez Zachód od tamtego czasu. Nawoływali do walk wyzwoleńczych w sowieckiej strefie wpływów, ale nie zamierzali nikogo wyzwalać. Mieszkańcom Europy wschodniej wydaje się, że te układy nie obowiązują, skoro Estonia, oddalona o kilka kilometrów od Petersburga, może być w niuni i w Nato. Krytycy Zachodu twierdzą, że wprowadzenie Estonii (która jest tu tylko przykładem, bo jest najdalej na północny wschód wysunięta) do Nato i niuni, w jakiś sposób “rozjuszyło Rosję”. W moim przekonaniu, ani jedno, ani drugie nie zachodzi. Putin widzi postsowieckie respubliki i demoludy jako konie trojańskie w Nato, więc udaje wściekłość, kiedy mu tak wygodnie, a niunia jest projektem zasadniczom bolszewickim, więc członkostwo w niej jest bez znaczenia, gdyż rozkłada społeczeństwa od wewnątrz ku chwale marksizmu-leninizmu.

    Podobnie jest z nienaruszalnością umów jałtańskich. Zachód nie zamierza się zaangażować w sowieckiej strefie wpływów inaczej niż retorycznie. Rozmiary pomocy militarnej dla Ukrainy są także nieporównywalne do ilości sprzętu przesłanego na pomoc Stalinowi 80 lat temu. Równie nieskutecznie wspomagali opór antysowiecki w Albanii czy na Węgrzech w 1956 roku, gdy nie wahaliby się wspomóc ruch aantyfaszystowski. Wspomaganie ludzi pokroju Nagy’a, Dubceka czy Zelenskiego jest tylko potwierdzeniem, że Zachód chętnie widziałby zmiany – choćby takie jak w roku 1989 – ale nie zamierza nigdy ingerować w sowieckiej strefie wpływów.

  16. gniewoj

    Panie Michale,

    skoro zgadzamy się, że “niunia jest projektem zasadniczo bolszewickim” to gdzie jest “Zachód”, o którym Pan pisze? Na zachód od czego jest jakaś przeciwwaga dla Kremla i Pekinu?

  17. michał

    Drogi Panie Gniewoju,

    Kruszyliśmy o to kopie wielokrotnie. To są po prostu skróty myślowe, które ułatwiają dyskusję. Ale ściśle rzecz biorąc, to są zaledwie hipostazy i nie istnieją w rzeczywistości. Np. nie istnieje społeczeństwo, a wyłącznie byty jednostkowe, które się na nie składają, ale wygodniej czasami używać takich hipostaz jak naród lub społeczność. Podobnie jest z oligarchami; jest to wyłącznie skrót myślowy, a nie określenie ścisłe.

    O Zachodzie i rozmaitych rozumieniach tego pojęcia pisałem bardziej szczegółowo w cyklu o upadku komunizmu. Ale w skrócie: Zachód nie istnieje. Podobnie, jak nie istnieje Rosja albo Polska. Rosja zginęła unurzana we krwi sto lat temu, Polska wyzionęła ducha w bez porównania mniejszej tragedii, a Zachód, który zawsze był mglistym pojęciem, rozwiał się jak smrodek po długonocnej pijatyce.

  18. Jacek

    Andrzej,

    W pierwszym linku, który zamieściłęś mowa jest o układzie zawartym 30 lat temu. Teraz według mnie następuje odejście od tego porządku. Zarówno Kreml, jak i Waszyngton swoimi obecnymi działaniami testują determinację drugiej strony do zmiany obowiązującego do tej pory stanu rzeczy. Z inicjatywą wyszedł rzecz jasna Putin, ale Biden, ku mojemu zdziwieniu odpowiedział zaskakująco zdecydowanie.

    Interesujace są te kolejne linki. Tak, jakby Ukraińcy zaczynałi się stawiać Amerykanom. Ciekawe, czy to tylko wybryk, czy jakieś skoordynowane działanie.

    Panie Michale,

    Według mnie nie można porównywać postawy Stanów wobec wydarzen na Węgrzech w 1956 roku, do tego, co dzieje się dziś na Ukrainie. Wtedy Zachód stał z bronią u nogi i nadawał tylko pokrzepiajace audycje przez radio, podczas gdy dziś NATO jest aktywnie zaangażowane w konflikt. Patrzac na to tylko pod kątem działań militarnych, Stany utrzymują i do pewnego stopnia kontrolują działania wojenne. Aktywność ukraińskiego lotnictwa załogowego i dronów możliwa jest tylko dzięki pełnej kontroli radarowej i satelitarnej przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. A to zapewnia NATO. Bez takiego wsparcia działania lotnicze byłyby po prostu niemożliwe. Wydaje mi się też, że nie można wprost porównać skali pomocy Lend-Lease z lat 40-tych do sytuacji obecnej. Pewnie w wymiarze tonażu, czy ilości sprzętu wtedy Stalin dostawał więcej, ale to była inna wojna i inne założenia operacyjne. O ile dziś sowieci stosują ze swojej strony taktykę z II wojny śwaitowej, to działania Ukraińców wydają się być prowadzone jakby z drugiego siedzenia przez wojskowych NATO-wskich. Jeden system HIMARS to ekwiwalent kilku dywizjonów bombowców z II wojny. Masowe użycie zachodnich systemów, przede wszystkim samonaprowadzającej się amunicji daje mozliwości precyzyjnych, chirurgicznych uderzeń punktowych, w odróżnieniu od sowieckiego terrorystycznego ostrzeliwania na ślepo. Z najnowszych, nieco chaotycznych doniesień, wynika, że NATO-wski sprzęt i taktyka odnoszą skutek w postaci paraliżu sowieckich linii logistycznych. Oczywiście mgła wojny i tak dalej, ale z większości analiz wynika ten sam wniosek. Sowieci tracą możliwości działań ofensywnych. Na Węgrzech tak nie było.

  19. Andrzej

    Jacku,

    Zwróć uwagę na to zdanie:

    Despite Russia’s occupation of the Crimea and Donbass, both legally still part of Ukraine, the council has still met a number of times a year, most recently on January 12 2022, alongside the informal lines of communications that continually remain open.

    Tekst jest opublikowany przed inwazją Kremla. Jednak pomimo potępienia jej, sankcji oraz pomocy militarnej, gospodarczej i politycznej władzom ukraińskim tzw. Zachód do dziś nie wypowiada układu NATO-Rosja (to ostatnie rzecz jasna należy wziąć w cudzysłów). Wydaje mi się, że prędzej zrobi to Kreml niż druga strona, choć pomimo zdecydowanie antynatowskiej retoryki jeszcze przed wkroczeniem wojsk też nie wydaje się do tego zmierzać. Oczywiście z sowietami nigdy nie wiadomo, czy do tego się nie szykują. Zachód dlatego się broni przed wysłaniem choćby “sił pokojowych”, że jest związany paktem z Moskwą. Gdzie tu odejście od układu, jeśli go nikt nie wypowiedział? Nie było tam o zakazie dostarczania broni, więc ją dostarczają. Ale dalej nie pójdą.

    Piszesz, że wygląda na to że Ukraińcy zaczynają się stawiać Amerykanom. Ale jeśli stawiają się to nie od dzisiaj. Wspomniałem we wcześniejszym komentarzu, sprawę “próśb” Trumpa. Także tych:
    https://www.politico.com/story/2019/09/25/trump-ukraine-phone-call-transcript-text-pdf-1510770

    Nic z tego nie wyszło tylko afera z Giulianim, która doprowadziła do próby impeachmentu Trumpa, którego administracja w międzyczasie zawiesiła pomoc militarną dla “postsowieckiej” Ukrainy.

  20. Jacek

    Andrzej,

    Ale jednak mimo wszystko, nawet jeśli nie przy użyciu własnych wojsk, Stany kontrują działania militarne sowietów. Oczywiście, jakie są prawdziwe sowieckie plany nie wiadomo, może jest to celowe uwikłanie NATO w ten konflikt i odciągnięcie uwagi od sytuacji w Azji.

    A Zełenski chyba chciał jednak pomóc Trumpowi, a cała sprawa została nagłośniona na amerykańskim podwórku. Być może obecna ekipa w Kijowie ma podobne realcje z Demokratami, jak tutejszy PiS i stąd tarcia, na które zwrócileś uwagę poprzednio.

  21. Andrzej

    Jacku,

    W jaki sposób kontrolują? Wpływają na nie? Może masz na myślę, że obserwują. Tak niewątpliwie jest. Być może udzielają Ukraińcom informacji wywiadowczych, jakkolwiek oficjalnie zaprzeczają temu, co oznacza tyle, że nie chcą stać się stroną konfliktu. Co ich przed tym powstrzymuje?

    Tak więc ja pozostaję przy swoim. Nie dostrzegam u Amerykanów chęci “przestawiania pionków” na ukraińskiej planszy w przeszłości ani nie dostrzegam ich teraz. Natomiast widzę u nich chęć z jednej strony powstrzymania wojny na Ukrainie i pozostawienia tam status quo ante (rzecz jasna nie stwarzającego problemów w robieniu tam interesów, a więc ograniczeniu korupcji, koncesji na przyszłość itd.), a z drugiej utrzymania układu z Moskwą.

    Co do “chęci pomocy”: Trump mówi wprost (fragment wypowiedzi):

    I would like you to do us a favor though because our country has been through a lot and Ukraine knows a lot about it. I would like you to find out what happened with this whole situation with Ukraine, they say Crowdstrike… I guess you have one of your wealthy people… The server, they say Ukraine has it. There are a lot of things that went on, the·whole situation. I think you’re surrounding yourself with some of the same people. I would like to have the Attorney General call you or your people and I would like you to get to the bottom of it.

    Zełenski (fragment wypowiedzi):

    I just wanted to assure you once again_that you have nobody but friends around us. I will make sure that I surround myself with the best and most experienced people. I also wanted to tell you that we are friends. We are great friends and you Mr. President have friends in our country so we can continue our strategic partnership. I also plan to surround myself with great people and in addition to that investigation, I guarantee as the President of Ukraine that all the investigations will be done openly and candidly. That I can assure you.

    Naprawdę, nie znajduje tu woli pomocy Trumpowi w tej konkretnej sprawie ukraińskiego serwera firmy Crowdstrike (która badała sprawę włamań na serwery demokratów w 2016 roku), tylko “dyplomatyczne” pominięcie kwestii nadzoru Amerykanów nad śledztwem w tej sprawie.

  22. michał

    Panie Jacku,

    Pozwoli Pan, że uściślę moje stanowisko. W moim przekonaniu zachodzi, pewna analogia między powstaniem węgierskim i sytuacją na Ukrainie. Ameryka oficjalnie stała z bronią u nogi, ale pomoc materialna, łącznie z bronią, przenikała do powstańców przez granicę austriacką (na bardzo nikłą skalę). Moim zdaniem, jest to ekwiwalent dzisiejszej pomocy. CIA próbowała pomóc na Węgrzech, o czym pisałem w cyklu o powstaniu, ale miała związane ręce, przez brak ludzi, którzy mówili po węgiersku i strategiczną niejasność polityki amerykańskiej wobec sowieciarni (konfuzja polityki wyzwolenia). Gdyby mieli wówczas techniczną możliwość przekazania Węgrom danych wywiadowczych z satelitów, to by to zrobili. Tego rodzaju pomoc niewiele Amerykanów kosztuje, bo monitorują wydarzenia tak czy owak. Na Węgrzech byli źle poinformowani, ale polegali na znakomitym serwisie węgierskiej stacji RWE, który został następnie obarczony odpowiedzialnością za klęskę powstania. W wypadku Ukrainy mają zdaje się lepsze dane niż Ukraińcy.

    W jaki sposób Biden testuje “determinację drugiej strony do zmiany obowiązującego do tej pory stanu rzeczy”? Czy może Pan podać jakiś przykład? Biden testuje głównie cierpliwość amerykańskiej publiczności, która w końcu w rezygnacji wezwie Trumpa na pomoc. Nato nie jest aktywnie zaangażowane. Tureckie drony były sprzedawane Ukrainie (nie dawane) bez pośrednictwa Nato, ale do czasu, aż Erdogan zakazał eksportu. Anglicy szkolą Ukraińców i wyposażają ich, ale na stosunkowo małą skalę, a i tak na o wiele większą niż ktokolwiek inny. Ogromne sumy zadeklarowane na pomoc militarną, wydawane są na konferencje w domu i utrzymanie kilku bojców szkolonych w Szkocji (czy wie Pan, jak tu jest drogo?!?).

    Nato NIE KONTROLUJE przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, absolutnie nie. Dostarcza danych wywiadowczych, ale niczego nie kontroluje. Fakt, że nadal istnieje lotnictwo ukraińskie jest jedną z zagadek tej dziwnej wojny: dlaczego na samym początku wojny sowiety nie zniszczyły obrony przeciwlotniczej i samolotów, osiągając pełną dominację w powietrzu? Wedle większości analityków, mają takie możliwości i taki atak zakłada ich doktryna militarna, ale nawet nie próbowali tego osiągnąć, czego najlepszym dowodem jest klęska na lotnisku Hostomel w pierwszych dniach wojny.

    Czy nie przeczy Pan sobie, mówiąc, że sowiety prowadzą działania jak podczas II wś, a Zachód jest sprytniejszy, więc nie musi wspomagać Ukrainy? Tylko ogromny zalew sprzętu na wielką skalę może uratować Ukrainę przed taktyką spalonej ziemi.

    Wydaje mi się, że p. Andrzej trafnie wykazał w wymianie powyżej, dlaczego Ameryka jak najbardziej stoi z bronią u nogi w tej wojnie i nie zamierza się w to wdawać. Zupełnie tak, jak na Węgrzech. Skala powstania była malutka, podobnie jak Węgry są maleńkie w porównaniu do ogromnej Ukrainy. Dlatego chyba zwodzi Pana skala rzekomej pomocy.

    Józef Mackiewicz był zdania, że Ameryka jest wprawdzie jedynym obrońcą wolności w tzw. wolnym świecie, ale „Polska w tym świecie nie leży”. To samo da się powiedzieć dziś o Ukrainie.

  23. Jacek

    Andrzej,

    Wydaje mi się, że Amerykanie nie chcą powstrzymać wojny na Ukrainie (w rozumieniu, żeby dać sowietom wolną rękę i przystać na ich rządania). Tego chcą Niemcy i Fancuzi. Można więc przyjąć, ze Putin gra tu na wywołanie konfliktu pomiędzy natowskimi sojusznikami i to w zasadzie mu się już udało. Ale ponieważ rozgrywającym w regionie są Amerykanie, a nie ich europejscy sojusznicy, to do Bialego Domu należy inicjatywa. Ja to widzę tak: Biden, czy raczej ludzie, którzy za nim stoją chcą doprowadzić sowietów do stanu niemocy militarnej rękami Ukraińców. Tę niemoc rozumiem jako całkowitą utratę inicjatywy strategicznej na froncie. I z większości doniesień (inna sprawa, na ile wiarygodnych) wynika, że ten plan odnosi pewne sukcesy. Oczywiście masz rację, że Amerykanie unikaja bezpośredniego zaangażowania własnych wojsk, co jest zrozumiałe, skoro cele strategiczne realizują za nich Ukraińcy. Natomiast układ z Moskwą, o którym piszesz, to według mnie naiwna wiara Jankesów, że da się przekonać Putina do zachowania co najmniej neutralnosci w stosunku do potencjalnego konfliktu z Chinami. I na tym polega według mnie zasadniczy błąd polityki Waszyngtonu, bo tego celu nigdy nie uda im się osiągnąć.

    Jeśli chodzi o rozmowę Trumpa z Zełenskim, to może masz rację, nie jestem najbieglejszy w odszyfrowywaniu podwójnych znaczeń mowy dyplomatycznej.

    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy cyklu o Kołomojskim.

    Panie Michale,

    Według mnie sytuacja na Węgrzech i obecna na Ukrainie są nieporównywalne. W 1956 roku poza gadaniem i poklepywaniem po plecach nie uczyniono nic, teraz sprzęt, który jest dostarczany na Ukrainę znacząco wpływa na przebieg działań wojennych. Oczywiście NATO nie osiągnęło panowania w przestrzeni powietrznej nad Ukrainą, bo nie jest zaangażowane bezpośrednio, ale kontroluje (może lepsze słowo to monitoruje) loty sowieckiego lotnictwa i przekazujac dane Ukraińcom umożliwia skuteczne przeciwdziałąnie powietrznym atakom sowietów. To jest wymierny udział w konflikcie, bez osobistego zaangażowania sił militarnych. Bo nowoczesna wojna, polega na umiejętnym przetwarzaniu informacji. Przewaga NATO jest tu czynnikiem analogicznycznym do sytuacji z okresu Bitwy o Anglię, kiedy dane ze stacji radarowych pozwoliły wielokrotnie słabszemu RAF-owi pokonać potężną Luftwaffe. Dlatego, jeszcze raz powtórzę, Amerykanie, mimo, że bez udziału własnych wojsk prowadzą skuteczne działania przeciwko sowietom. Jak wykorzystają politycznie ewentualny sukces, to całkiem inna kwestia.

    Pyta Pan o to , jak Biden testuje determinację Putina. Według mnie tak, że wzmacniając ukraińską obronę, a w efekcie niwecząc sowiecką inicjatywę strategiczną w Donbasie, mówi “sprawdzam” w odpowiedzi na nuklearny szantaż wypowiedziany na początku wojny. Oczywiście, było to ostrzeżenie przed zaangażowaniem wojsk NATO, co nie ma miejsca, ale jeśli Ukraińcy przy pomocy amerykańskiego sprzętu powstrzymają czerwoną armię, Putin będzie przyparty do ściany. Oczywiście przy załozeniu, że ta wojna ma na celu wyłącznie militarne zdominowanei Ukrainy. Czy tak jest w istocie, ciągle nie wiemy.

  24. michał

    Panie Jacku,

    Wyznaję, że nie rozumiem, na jakiej podstawie nazywa Pan Amerykanów “rozgrywającymi”. Do nich należy inicjatywa? Jeżeli to prawda, to kiepsko rozgrywają, a inicjatywy nie potrafią wykorzystać. W moim mniemaniu, inicjatywa jest całkowicie w rękach Putina, a oni tylko bardzo niechętnie reagują. Nie rozgrywają niczego, bo nie chcą się zbytnio angażować. Tym bardziej, że ich europejscy sojusznicy nie zamierzają ich wspomóc.

    Podtrzymuję opinię, że na miarę konfliktu, na ilość uczestników zaangażowanych w walce, pomoc jest mniej więcej taka sama, to znaczy nikła.

    Dobrze, że przyznaje Pan, że niczego Nato nie kontroluje. Natomiast monituruje tak czy owak. Czy jest wojna, czy nie. I tak 24 godziny na dobę obserwują, co się dzieje w całych sowietach. Po raz pierwszy od bardzo dawna, mogą teraz tę ogromną ilość danych wykorzystać. I chwała Bogu, że wreszcie to robią. Ale Pan mówił wcześniej o “pełnej kontroli radarowej i satelitarnej przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. A to zapewnia NATO”, co jest nieporozumieniem.

    Biden nie zrobił nic – poza retoryką – żeby pomóc Ukrainie, ponad minimum dyktowane przyzwoitością. Przekazywanie danych satelitarnych odbywa się na o wiele niższym poziomie operacyjnym (a pensie oficerów, którzy i tak robiliby to samo, zaksięgowane są jako miliardowa pomoc Ukrainie, z których to miliardów, Ukraińcy nie widzą ani centa). Są dane przekazywalne i takie, na których przekazanie musi zezwolić Biały Dom. Oni przekazują tylko te pierwsze (na ile można to ocenić). Znowu pełna analogia z Węgrami. Oficerowie CIA, autentyczni antykomuniści, robili wszystko, co w ich mocy, by pomóc powstańcom. Gdyby mieli dane satelitarne, to by je przekazali.

    Podobnie, nie mogę się zgodzić, że Biden cokolwiek testuje, chyba że zaawansowanie demencji, ale to z definicji jest poza jego wolą. Oni tylko marzą, żeby Putin się zatrzymał, żeby zmienił zdanie, zaakceptował, że Krym i Donbas mu wystarczą (na co będą pomstować, ale po cichu otworzą flaszkę szampana). I żeby sprzedawał im gaz i ropę, i tysiące surowców, bez których Zachód nie może oddychać. Jeżeli to jest test determinacji, to jak ma wyglądać pełne poddanie? Użył Pan pokerowej metafory. W rzeczywistości Putin podbija stawkę, a oni pękają ze strachu, bo co będzie, jeśli wcale nie bluffuje?

  25. Andrzej

    Jacku,

    Czy mógłbyś wyjaśnić bliżej, co według Ciebie oznacza realizacja przez Ukraińców celów strategicznych Amerykanów? Jakie one są?

    Moim zdaniem, celem strategicznym Ukraińców jest obronienie się i próba odzyskania zajętych terytoriów, choć nie jest to pewne, z tej przyczyny, że nie wiemy, czy Ukraina nie jest elementem sowieckiej prowokacji, a prawdopodobieństwo tego jest bardzo duże, wynikające choćby z analizy wydarzeń w przeciągu ostatnich 35 lat, które starałem się opisać (stała obecność sowietów w tym “postsowieckim” tworze jest wg mnie nie do podważenia). Celem strategicznym Amerykanów jest dziś pomoc Ukraińcom, potem robienie tam bez przeszkód interesów, a w dalszej perspektywie “pokojowe współistnienie” z “Rosją”, i robienie interesów z nią, tak jak było to przez dziesięciolecia z ZSRS (co, jeśli nie zawsze wychodziło, to nie z winy USA tylko z woli sowietów). Czyli nie żaden podbój, nie rozszerzanie politycznych wpływów, ale koegzystencja i robienie interesów. Tak widzą całą tzw. Europę Wschodnią i tak widzą resztę świata. Interweniują tylko wtedy, gdy im się odbierze te możliwości. Nie prowadzą ekspansji militarnej i politycznej.

    Wydaje mi się, że w przypadku wojny, cele strategiczne może realizować tylko strona, która ją zainicjowała, a ten kto się broni, aby mógł realizować swoje cele strategiczne musi przejąć inicjatywę i przejść do kontrataku. Jak dotąd nic takiego, na znaczącą skalę, nie ma miejsca.

  26. Jacek

    Panie Michale,

    Amerykkanie oprócz danych wywiadowczych, które mają na tej wojnie kluczowe znaczenie, dostarczają najnowocześniejszy sprzęt wojskowy, przede wszystkim precyzyjne systemy artyleryjskie dalekiego zasięgu. To nie jest nikła pomoc, jak Pan pisze. Broń ta w znacżący sposób wpływa na pzrebieg działań wojennych, więc to nie jest postawa znana z interwencji na Węgrzech.

    Andrzej,

    Celem Stanów, który chcą zrealizować dzięki tej wojnie jest wyeliminowanie sowietów jako siły militarnej, która moze im bruździć w regionie podczas ewentualnego starcia z ChRL. Jaki był cel Putina, kiedy rozpoczynał inwazję, diabli wiedzą, ale obecne motywy Amerykanów są według mnie właśnie takie i wykorzystują okazję, zwłaszcza, że robią to rękami ukraińskimi. Jak to się skończy nie wiem, być może będzie tak, jak piszesz, ale tego jeszcze nie wiemy. Na pewno Waszyngton nie chce na tym etapie załagodzenia konfliktu i powrotu do stanu sprzed wojny. Gdyby tak było, nie wysyłałby sprzętu na Ukrainę budujac jej przewagę w kluczowej dzieninie, tylko zmusiłby Zełenskiego do rozmów pokojowych. Do tego próbują doprowadzić Niemcy i Francja, ale nie Amerykanie.

    Z tych wszystkich chaotycznych pzrekazów wynika, że Ukraińcy próbują właśnie przejać inicjatywę i przejść do kontrofensywy. Do tego potrzebne jest precyzyjne pzreygotowanie artyleryjskie, punktiwe uderzenia na sieć logistyczną sowietów. To sie chyba właśnie dzieje. Problemem jest to, że w amerykańskich magazynach brakuje już gotowych do użycia systemów i trzeba je dopiero wyprodukować. Wiekszość tego, co było dostępne, wysłąno na Ukrainę.

  27. michał

    Drogi Panie Jacku,

    Ja doprawdy rozumiem znaczenie katiuszy pod nazwą HIMARS, kwestionuję tylko skalę tej pomocy (i ogólne cele). W powstaniu węgierskim sowieci stracili 700 zabitych. Byli nieprzygotowani i zaskoczeni, zdławili powstanie dopiero przez eskalację sił do 30 tysięcy (a wtedy była to krótka rozprawa i masakra powstańców). W wypadku Ukrainy, siły skoncentrowane nad granicami w lutym sięgały prawie 200 tysięcy, z czego (wedle szacowań zachodnich) jedna trzecia została stracona w postaci jeńców, rannych i zabitych, w ciągu pierwszych stu dni.

    Ponieważ te dwie wojny są prowadzone na zupełnie inną skalę, skala pomocy jest proporcjonalnie podobna. Natomiast cele i metody są te same: retoryka w celu powstrzymania (containment), a nie wyzwolenie.

    Nie wiadomo dokładnie, ile baterii HIMARS otrzymali Ukraińcy, ani ile rakiet otrzymała każda bateria. Proszę jednak zwrócić uwagę, że zachodni obserwatorzy podkreślają, że długotrwałe bombardowanie mostu Antonowskiego w Chersoniu, nie zdołało go zniszczyć. HIMARS wystrzeliwuje dwie rakiety i musi zmykać natychmiast, bo inaczej będzie zniszczone.

    Nie mam pojęcia, na jakiej podstawie twierdzi Pan tak kategorycznie, że celem administracji Bidena jest “wyeliminowanie sowietów jako siły militarnej”. Środki, które stosują, zmierzają zaledwie do utrzymania status quo, a nie do zniszczenia siły militarnej sowdepii. Być może w przyszłości zwiększą pomoc i zmienią równowagę sił, ale na razie niczego takiego nie zrobili.

    Oni doskonale rozumieją, że w tej chwili nie ma szans na zmuszenie Zelenskiego do rozmów pokojowych, i oceniają, że polityczny koszt takich nacisków, koszt wewnętrzny, byłby zbyt wysoki. Na razie muszą wspomagać Ukrainę, ale z czasem zmęczenie wojną zwycięży i głosy wzywające do rozmów staną się silniejsze. Wtedy dopiero mogą przedstawić Zelenskiego jako podżegacza wojennego i przeszkodę w osiągnięciu upragnionego pokoju.

  28. Andrzej

    Obawiam się Jacku, ze podczas ewentualnego starcia militarnego USA z komunistami chińskimi, sowieci nie będą korzystać z oddziałów wagnerowców, kadyrowców czy innych najemników, ani jak to było początkowo rekrutów z ostatniego poboru, ale z kadrowych oddziałów wojsk uderzeniowych, nuklearnych, specjalnych i jakie tam jeszcze mają na wypadek poważnej wojny.

    Temu, że “na pewno Waszyngton nie chce na tym etapie załagodzenia konfliktu i powrotu do stanu sprzed wojny” zdaje się zaprzeczać sam Waszyngton: https://www.usip.org/publications/2022/06/united-states-speaks-clearly-russias-ukraine-war

    Tekst dotyczy artykułu Bidena dla New York Times z początku czerwca (nie wydaje mi się, aby w międzyczasie coś się w tym względzie zmieniło). Zwróć uwagę na ten fragment:

    “America’s goal is straightforward,” Biden wrote in the essay. “We want to see a democratic, independent, sovereign and prosperous Ukraine with the means to deter and defend itself against further aggression.”

    That succinct, positive formulation of the U.S. objective contrasts with negative goals focused on Russia, such as weakening its geostrategic position or power. It forms a clear message, pro-Ukraine and pro-freedom rather than anti-Russia (…)

  29. michał

    Panowie,

    Czy jest jakakolwiek sensowna hipoteza wyjaśniająca, dlaczego Putin użył dotąd tylko “wagnerowców, kadyrowców czy innych najemników” i “jak to było początkowo rekrutów z ostatniego poboru”, zamiast “kadrowych oddziałów wojsk uderzeniowych, nuklearnych, specjalnych i jakie tam jeszcze mają na wypadek poważnej wojny” (że pozwolę sobie zacytować p. Andrzeja)?

    Odrzucam hipotezę ogólnie przyjętą, a mianowicie, że “spodziewał się łatwego podboju”.

  30. Jacek

    Panie Michale,

    Stany planując starcie z ChRL muszą zabezpieczyć sobie podwórko europejskie, żeby mieć wolną ręke na Pacyfiku. Takie wnisoki wyciągam z dotychczasowego podzialu amerykańskich sił pomiedzy tymi teatrami działania. Nie chcą walczyć na dwa fronty, co jest oczywiste. Żeby osiagnąć ten cel mogą zrobić dwie rzeczy: przeciągnąć Putina na swoją stronę (tzw odwrócony Kissinger), co Biden próbowal zrobić w zeszłym roku, ale próba zakończyła sie porażką w postaci inwazji na Ukrainę. Sojusz chińsko-sowiecki jest trwały i niepodlegajacy negocjacjom. Druga rzecz, to wyczerpanie możliwości ofensywnych Kremla w działaniach wojennych, takich, jak obecnie. Dlatego uważąm, że wykończenie sowieckich sił konwencjonalnych jest dla Amerykanów priorytetem.

    Nie mam pojęcia, dlaczego Putin nie ruszył na Ukrainę regularnym wojskiem, prezentującym realną siłę bojową. Wszyscy łamiemy sobie nad tym głowy.

    Andrzej,

    Niektótrzy twierdzą, że sowieci nie dysponują już wojskami, o których piszesz. Nie mam pojecia, czy tak jest w istocie. Jeśli przyjąć optykę ekspertów komentujących sytuacje na froncie, to wydaje sie, że zasoby ludzkie czerwonej armii się wyczerpały. Tak twierdzi Skrzypaczak, Polko i kilku innych generałów. Ale czy można im wierzyć?

    Jeśłi chodzi o wystąpienie Bidena, to na dwoje babka wróżyła. Jak wspomniałem, nie jestem biegły w interpretacji tego typu wypowiedzi. Myślę, że trzeba poczekać na rozwój sytuacji.

  31. Andrzej

    Panie Michale,

    Moja hipoteza jest taka:

    Skoro sowieci inwazję na “postsowiecką” Ukrainę nazywają “specjalną operacją militarną”, co wydaje mi się oznaczać tyle co militarna interwencja na własnym terenie, to wydaje się logiczne, że nie używają oddziałów przeznaczonych do poważnej wojny, tylko takie które pozwolą łatwiej stworzyć mit “wyzwolenia” Ukrainy (nazwałbym je “ludowymi”). Poważna wojna zakłada albo atak na wroga albo obronę przed wrogiem (obydwa na dużą skalę), a tutaj nie ma wroga w postaci klasycznej (stąd “naziści” i “wyzwolenie” od opresji “reżimu”).

    Wobec tego, że oni chcą “zaprowadzić porządek” – spacyfikować “postsowiecki” kraj, wykorzystują środki jakie uważają za dostateczne i właściwe. W tym celu stworzyli “armię dobrowolną”, z zaciągu i opłacaną. Nie używają jednostek kadrowych, stricte wojennych (przygotowanych na klasyczną wojnę), lecz formują bataliony dobrowolców (w Donbasie i na Krymie z przymusowego poboru – ale to jako element “wyzwolenia” całych terytoriów wokół dotychczasowych “republik”, celem budowy wspomnianego mitu), dając im starą broń z magazynów i co pewien czas, w razie potrzeby wspierając (z oddali, tzn. spoza frontu walk) bardziej nowoczesnymi środkami (ataki rakietowe, wsparcie lotnicze itp).

    Zagadka wydaje się użycie na początku poborowych, ale to były jednostki pierwszego rzutu, w gotowości bojowej, które mogły być użyte zanim sformowane i przerzucone zostały właściwe oddziały. Oczywiście dowództwo jest tu kadrowe, ale możliwe, że także z dobrowolnego zaciągu.

  32. michał

    Panie Jacku,

    Jak wszyscy, słyszałem tę hipotezę, ale mnie nie przekonywa. Amerykanie nie czynią zasadniczych przygotowań do rozprawy z chrlem (poza ekonomicznymi), ani nie próbują “reverse Kissinger” z Putinem.

    Panie Andrzeju,

    To jest przekonujące: wewnętrzna operacja pacyfikacyjna, i stąd takie siły. Ale w pierwszej fazie, w ataku na Hostomel, użyli elitarnych jednostek spadochroniarzy. Tego rodzaju siły na ogół triumfują w starciu ze zwykłą armią, toteż Hostomel został zdobyty, tylko że spadochroniarze nie otrzymali poparcia, więc musieli się wycofać, ponoć z wielkimi stratami.

    Zagadka dziwnej wojny pozostaje więc nienaruszona. Pytanie pozostaje: dlaczego tak specyficznie dziwna mieszanka sił specjalnych i pospolitego ruszenia?

  33. Dariusz Rohnka

    „Zagadek ciąg dalszy”, cytując klasyka.

    Wydaje się warta wskazania hipoteza, że jednostki specjalne miały zasymulować powagę konfliktu i wysoką sprawność specjalnych jednostek (coś a la Prisztina), żeby ledwie po chwili pokazać dojmującą niekompetencję całości sił zaangażowanych w konflikt. Mógł to być, przy okazji, czytelny przekaz dla potencjalnych oponentów z Kijowa: „nawet nie myślcie o rzeczywistym oporze!”

    Ale to wszystko tylko gdybania…

  34. Andrzej

    Panie Michale,

    Siły specjalne mogły być użyte po to, aby przeprowadzić rozpoznanie bojem, jak duży opór będą stawiać Ukraińcy. Hostomel udało się zdobyć bez problemu (chodzi mi o udany desant), spadochroniarzy więc wycofano (przedtem dają im do “zabawy” ten gigantyczny transportowiec aby i oni coś z tego mieli) i rozpoczęto inwazję wojskami “wyzwoleńczymi”.

    Możliwe też, ze sowieci chcieli w ten sposób postraszyć drugą stronę, raczej Zachód niż Ukraińców. Być może to z powodu użycia tych sił, na Zachodzie powszechnie uważano, że inwazja zakończy się w ciągu trzech dni, osiągnięciem zadeklarowanych przez Putina celów. Jednak plany sowieckie obejmują długie pieczenie na grillu, gdzie jak piszę na koniec całego tekstu, Zachód jest właściwą potrawą.

  35. Andrzej

    ps. Gdy pisałem powyższe, nie czytałem jeszcze wcześniejszego komentarza Darka. Obaj zdaje się wpadliśmy na ten sam trop.

  36. Andrzej

    Jacku,

    Czy mógłbyś wyjaśnić co to znaczy “odwrócony Kissinger”, czy też “zwykły Kissinger”?

    Czy masz na myśli to, że on prowadził jakąś grę polityczną z komunistami, usiłując wyzyskać Mao na rzecz Breżniewa albo odwrotnie?

    Wydaje mi się, ale możliwe, że coś mi się poplątało w starym łbie, że Kissinger był i pozostał orędownikiem współpracy ze wszystkimi komunistami. Nie z jednymi komunistami przeciwko innym komunistom, lecz ogólnie z komunistami. W latach 70. poprzedniego wieku dążył do współpracy zarówno z komunistami chińskimi jak i z sowietami. Po wizycie u czerwonych w Pekinie, wybrał się z wizytą do czerwonych w Moskwie (W lutym 1972 roku Nixon spotkał się w Pekinie z Mao, a w kwietniu, w Moskwie, z Breżniewem. To były owocne wizyty – dla komunistów i tu i tam. To właśnie był “Kissinger”).

    To, że Skrzypczak, Polko i inni twierdzą, że zasoby sowieckich wojsk sa na wyczerpaniu, to według mnie znaczy, że są idiotami albo agentami: https://www.globalfirepower.com/country-military-strength-detail.php?country_id=russia

    Nie można im wierzyć! (aby ocenić wiarygodność źródła, które podałem, można popatrzeć na <a href="https://www.globalfirepower.com/country-military-strength-detail.php?country_id=poland"tutejsze wielkości i porównać; mnie wydaje się to odpowiadać rzeczywistości)

  37. michał

    Darek,

    Opór na Ukrainie wydawał mi się zawsze zupełnie oczywisty, trudno mi więc uwierzyć, żeby nie był oczywisty dla sowieciarzy, ale – może są bardziej tępi niż myślałem.

    Użycie sił specjalnych jest zrozumiałe i słuszne, co więcej, zgodne z ich doktryną militarną. Tylko że dalszy ciąg nie jest ani zgodny z doktryną, ani ze zdrowym rozsądkiem. Hipoteza p. Andrzeja (użyto sił specjalnych, by podbić bębenek, a następnie spuścić powietrze z tegoż bębenka) wydaje się przekonująca, ale nadal pozostaje dziwnie męczący osad absurdu. To się wszystko nie trzyma kupy.

  38. Jacek

    Andrzej,

    Kissinger pewnie był chętny ukladać się ze wszystkimi komunistami, ale jego zabawy w geopolitykę i chwilowy kaprys romansowania z komunistami koloru żółtego doprowadziły do odblokowania embarga na sprzedaż technologii wszelkiej maści do ChRL. A to po kilku dekadach zaowocowało takim rozrostem chińskiego syndromu, że dziś z efektami tej głupoty Ameryka nie bardzo może sobie poradzić. Oczywiście to wszystko jest diagnozowane jako problem wyłącznie gospodarczy, ale co na to poradzić?

    Dane, które przytaczasz z globalfirepower.com, to ilości sprzętu poszczególnych sił zbrojnych. Ale co z tego wynika? Załóżmy, że faktycznie sowieci mają te 12 tysięcy czołgów, wobec 6 tysiecy amerykańskich. Ale przecież te dane nie mówią, jaki to jest sprzęt. Maszyny porównywalne (chociaż i to jest jest dyskusyjne) z czołgami zachodnimi, to T-14 Armata. Ile ich jest? Tak naprawdę nikt tego nie wie, ale raczej kilkanaście, niż kilkadzieisąt. Reszta z tych 12 tysięcy to różne warianty T-72 i stare T-64 i T-55. Podobnie z lotnictwem. Ile z tych 4 tysięcy myśliwców stanowi jakąś realną siłę bojową? W najlepszym razie są to zmodernizowane wersje Su-27, zwane dla zmylenia przeciwnika Su-35, a wiec maszyny IV generacji, dawno zdeklasowane przez najnowsze konstrukcje. Jaki jest stan techniczny tych maszyn? Jakie są zapasy części zamiennych do nich? Ilu jest pilotów gotowych do akcji bojowych? Tego wszyskiego z tych danych nie wiadomo.

    Skrzypczak raczej nie jest idiotą, ma za to najprawdopodobniej dane, do których my nie mamy dostępu. Być może jego wypowiedzi to w jakimś stopniu propaganda, ale który przekaz proagandą na pewno nie jest? On ocenia sowieckie siły na podstawie swoej wiedzy zawodowej i ja nie przyłąpałem go jeszcze na manipulacji, ale ja oczywiście nie jstem ekspertem. Być może mija się z prawdą. Tylko co właściwie miałby osiągnąć przekonując, ze sowieci słąbną i właśnie należy ich dobić?

  39. Andrzej

    Jacku,

    Oczywiście nie wiem co stoi za tym liczbami (co dotyczyć może także innych). Jednak opinia, że sowieci są “na ostatnich nogach” bowiem stracili 40 tysięcy żołnierzy w ciągu pięciu miesięcy (jak podają Ukraińcy) – gdy ci żołnierze w znacznej mierze nie są oddziałami regularnej, kadrowej armii sowieckiej tylko batalionami tworzonymi ad-hoc z najemników i nacjonalistów, w większości wyposażonymi w stary sprzęt z zapasów – wydaje mi się, delikatnie mówiąc, nieuprawnioną. Skrzypczak i Polko są tutejszymi dyżurnymi celebrytami (w sekcji militarnej) i mówią to, co tutejsza publika chce słuchać.

  40. michał

    Czy z powyższych dwóch wypowiedzi Panów nie wyłania się następujący obraz: armia, która dokonała inwazji w lutym, wyposażona w przestarzały sprzęt, złożona z rekrutów i ochotników-najemników spod ciemnej gwiazdy, straciła 40 tysięcy żołnierzy (wielu mówi, że 1/3 stanu czyli około 60-70 tysięcy, ale w zabitych, rannych i wziętych do niewoli) i jest na ostatnich nogach.

    Za tą armią stoi jednak inna, która ma tych 12 tysięcy czołgów, tysiące samolotów i milion ludzi. Czołgów T-14 Armata mają kilka (to wiadomo i wiadomo też, że nie zostały użyte w tej wojnie), ale załóżmy, że połowa ich wyposażenia, to przestarzałe T-64 – czy 6 tysięcy czołgów tego typu nie powinno wystarczyć do podboju Ukrainy? Podobnie z lotnictwem. Przyjmijmy, nie mają na pewno tych 4 tysięcy myśliwców, mają zaledwie 87 przestarzałych MiGów-29 i, załóżmy, tylko połowa z nich jest zdolna do użytku. Czy 43 MiGi nie powinny wystarczyć do całkowitej dominacji powietrznej nad Ukrainą? Zważywszy, że Ukraińcy błagają o MiGi-29, to sądzę, że taka flotylla, cząstka zaledwie całej siły powietrznej, wystarczyłaby do zniszczenia ukraińskiego lotnictwa. Mają także (dla zmylenia) 100 Su-35, czy 30 z tych samolotów nie wystarczyłoby dla dominacji w powietrzu? Ich artyleria i wyrzutnie rakietowe są ponoć jedyną formacją, która sprawdziła się w tej wojnie, przynajmniej w tym sensie, że działała zgodnie z przewidywaniami zachodnich obserwatorów. Zatem mają 14 tysięcy dział i 3 tysiące wyrzutni rakietowych, czy jedna czwarta tych sił nie powinna wystarczyć, już nie do podboju, ale do zrównania z ziemią całej Ukrainy?

    A zatem, co tu się naprawdę dzieje?

  41. Jacek

    Panie Michale,

    Stawia Pan pytania, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć. Tu aż prosi się o wypowiedź jakiegoś zawodowca. Czy 30 Su-35 wystarczyłoby do zdominowania przestrzeni powietrznej nad Ukrainą? Przy całodobowym radarowym monitoringu NATO i przekazywaniu danych każdego celu powietrznego Ukraińcom? Przy setkach ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych utrudniających operacje na małej wysokosci? Przy ciągłej aktywności ukraińskiego lotnictwa? Nie wiem.

    Być może, gdyby sowieci zdecydowali się na masowe użycie wszystkich pozostałych sił, uruchomili wszystkie czołgi, również te przesarzałe, wprowadzili całe lotnictwo bojowe, mogliby zakończyć wojnę stosunkowo szybko z korzystnym dla siebie rezultatem. Ale z jakiegoś powodu tego nie robią. Może jest to jakaś gra, której celu tylko sie domyślamy, a może te tysiace czołgów to szmelc, który nie nadaje się do jazdy, nie mówiąc o działaniach bojowych. Może te tysiące samolotów to już tylko dawcy części zamiennych. Może nie ma do nich amunicji, rakiet, wreszcie pilotów.

    Im dłuzej przyglądam się tej awanturze, tym silniejsze mam wrażenie, że przez ostatnie kilkadziesiat lat świat był terroryzowany przez bezzębnego niedźwiedzia. Że ten osiłek-bandyta, który samą swoją obecnoscią wywoływał strach w okolicy, to zniedołężniały, idiota z zacinającym się i tępym nożem sprężynowym, który ledwo trzyma się na nogach, a swoją pozycję buduje tylko na pozorach i strachu drugiej strony, która nie ma odwagi dać mu porządnie w zęby.

  42. Andrzej

    Panie Michale,

    Moja odpowiedź brzmi: sowiecka militarna operacja specjalna, która jakkolwiek wykazuje cechy wojny, nie jest wojną w sensie jaki zwykliśmy przez to rozumieć. Nie jest rozpoczęta w celu pokonania wroga w jak najkrótszym czasie, zajęcia jego terytorium i jego okupacji ani w celu wyzwolenia od okupacji. Do jej prowadzenia nie są używane wojska klasyczne, lecz “wojska zastępcze”. Nowoczesna broń stosowana jest doraźnie i w ograniczonym zakresie, jeśli zachodzi taka potrzeba, a w użyciu na polu walki jest albo broń stricte defensywna albo (głównie) broń ze starych zapasów (także po stronie ukraińskiej, bo wszystkie demoludy przekazują tam stary “pokomunistyczny” sprzęt, nawet ten przeznaczony na złom – ostatnio robi to nawet Macedonia Północna). Cel operacji wykracza poza obszar działań i obejmuje co najmniej jeden kontynent (wydaje mi się, że trwa już “operacja afrykańska” sowietów).

  43. michał

    Panie Jacku,

    Pisałem o tym dzisiaj wcześniej pod częścią 3 artykułu p. Andrzeja. Tylko bardzo rzadko udaje się zestrzelić odrzutowiec przy pomocy ‘manpad’, na ogół na skutek błędu pilota. Eskadra Migów powinna była zniszczyć siły powietrzne przeciwnika, a co dopiero eskadra Su? Co rzekłszy, wszyscy chwalą ukraińską obronę przeciwlotniczą. Tylko że nowoczesny myśliwiec jest w stanie odpalić precyzyjne rakiety zza horyzontu, to nie jest czarna magia. Argentyński Super Etendard zrobił takiego psikusa niszczycielowi Sheffield podczas wojny falklandzkiej. To było 40 lat temu. Nie ma żadnego powodu, żeby Su i Migi miały znaleźć się w zasięgu Stingerów i Piorunów, zachowując cały czas swą moc rażenia.

    Nie odnoszę wrażenia, że sowieciarze muszą użyć “całych swych sił”. Sprawne użycie ułamka ich sił powinno doprawdy wystarczyć.

    Jeżeli oni są rzeczywiście tak słabi, to czego wszyscy się boją? Na tygrysy mamy wisy, a na raakiety mamy wety. Jedna bomba atomowa i dojdziemy wnet do Lwowa.

    Toteż rację ma chyba p. Andrzej, mówiąc, że to nie jest wojna, tylko coś innego. Cele nie są normalnymi celami militarnymi, wyznaczonymi przez sztaby, ale są na innym planie, są polityczne.

  44. michał

    Panie Andrzeju,

    Mówiliśmy tu od początku, że Ukraina nie jest ani przedmiotem tej wojny, ani zapewne nie jest w niej podmiotem, choć wszyscy patrzymy ciągle na Ukraińców jako stronę w konflikcie.

    Ale ja nadal nie widzę, jaki jest ten cel. Są doprawdy lepsze sposoby na sprowokowanie Zachodu do wojny, niż ten spektakl, który oglądamy od prawie pół roku.

  45. Dariusz Rohnka

    Michał,

    Piszesz, że „wszyscy patrzymy na Ukraińców jako na stronę konfliktu”. Na poziomie elementarnym, jednostkowym, działań taktycznych, owszem – Ukraińcy są stroną i prowadzą realne działania wojenne. Nie może być inaczej. Wojna chińsko-sowiecka z końca lat 60. mogła mieć charakter bardziej pozorowany niż rzeczywisty (ze względu na bardzo ograniczone środki monitowania jej przebiegu), w przypadku wojny ukrainnej jest inaczej. Sam zresztą piszesz, że Ukraina „zapewne” nie jest w tej wojnie podmiotem.

    Jeśli chodzi o wojenne cele, nie wydaje mi się, żeby sprowokowanie Zachodu do wojny mogło być istotną częścią planu. Byłoby to klasyczne wishful thinking, zjawisko występujące w polityce sowieckiej rzadko. Pewne inicjatywy, głównie peerelowskie, zdają się podpowiadać, że nie zaniechano takich prób, ale prawdopodobieństwo pożądanej reakcji Zachodu było bardzo niskie. Masz oczywiście rację, że Ukraina nie jest przedmiotem wojny. I masz rację pytając o niejasny cel wojny, ponieważ ten skutecznie umyka naszej obserwacji.

    W przypadku wspomnianego wyżej konfliktu z lat 60., cel dał się odczytać z opóźnieniem. Według metodologii Golicyna chodziło o wskazanie na możliwość rozgrywania przez Zachód nieporozumień i konfliktów w ramach obozu komunistycznego. Wojna „zaowocowała” szerokim otwarciem ramion i wobec czerwonych Chin i wobec Kremla. Niestety tamta sytuacja nie dostarcza żadnej analogii. Ukraina to nie ludowe Chiny. To duży kraj, ale bez strategicznego znaczenia.

    Możliwe jednak, że beneficjentami prowokacji, podobnie jak w latach 60., mają być ponownie ludowe Chiny u boku Kremla. Jacek sugeruje, że zaangażowanie USA (znaczące) wynika z chęci zabezpieczenia sobie „tyłów” na wypadek konfliktu z Chinami. Trudno mi się z tym poglądem zgodzić – Amerykanie (poza Reaganem) nigdy nie wykazywali nadmiernych skłonności do drażnienia kremlowskiego niedźwiedzia, tym bardziej do angażowania się w Europie Wschodniej w konflikcie przeciwko atomowemu mocarstwu. Możliwe jednak, że sam konflikt (wynikająca z niego słabość sowietów) ma dać pozór takiego „zabezpieczenia”. Skoro Kreml nie radzi sobie ze słabą, biedną, skorumpowaną Ukrainą, nie może stanowić realnego zagrożenia dla armii amerykańskiej.

    To może być jeden z celów konfliktu, choć raczej nie najważniejszy.

    Celem oczywistym mogłaby się wydawać Europa, rzecz w tym, że agresja wywołała furię, powszechny sprzeciw, chęć pomocy Ukrainie. Trudno się przy tym wyzbyć wrażenia, że taka reakcja powstała przy biernym współuczestnictwie sowietów. Zdaje mi się, że wciąż dysponują stosownym zapleczem na Zachodzie, żeby propagandowo, skutecznie rozegrać artykułowane przez samych siebie motywy agresji – ochrony Ukrainy przed „nazistami” z Kijowa. Nie słyszałem, żeby próby takiej propagandowej rozgrywki były podejmowane w zachodnich mediach przed konfliktem. To Kreml uchodzi dziś za „faszystowski” reżim. Czyżby zatracili umiejętność sterowania własną agenturą wpływu?

    Nasuwa się pytanie, co będzie gdy opadną emocje, a długotrwały konflikt spowszednieje na tyle, że przestanie interesować publikę. Czy możliwe, że po stronie sowietów pojawią się jakieś duże potencjalne korzyści? Czy jedną z takich, niezaprzeczalnych korzyści nie jest energetyczna wasalizacja Niemiec (wasalizacja na własną prośbę [zamknięcie elektrowni atomowych, forsowanie Nord Stream 2]), o których gospodarczą kondycję drży brukselska bolszewia, już dzisiaj godząc się, acz niechętnie, na noszenie, od jesieni poczynając, ciepłych gaci w domu? Bo co będzie z Europą (Brytanii nie wyłączając), jeżeli europejski gospodarczy kolos potknie się o własną, wirtualną butę?

    Dzisiejszy The Spectator komentuje sytuację:

    Britain should not take any pleasure in Berlin’s predicament. Germany’s economic and political strength is in the interests of us all, not least as a counterbalance to Putin’s Russia. Germany remains one of Britain’s biggest trading partners, and the country is now facing almost certain recession at a time when the euro is under renewed strain. Throughout the sovereign debt crisis, it was at least possible to look to the strong German economy for salvation. Not this time.

  46. Andrzej

    Panowie,

    Skoro Ukraina jest stroną to jest podmiotem. Aktywnie wpływa wydarzenia, na postawę USA i Europy Zachodniej.

    Co do celu, to myślę, że można go ocenić po dotychczasowych skutkach. Są nimi z jednej strony znaczne osłabienie “postsowieckiej” Ukrainy i sterroryzowanie jej ludności, a z drugiej osłabienie Europy Zachodniej, poprzez wywołanie w kryzysu energetycznego i przyspieszenie kryzysu finansowego. Celem może też być maksymalne zwiększenie wpływów sowietów w Afryce i na Bliskim Wschodzie poprzez szantaż kryzysem żywnościowym i “rozegranie” Turcji.

  47. michał

    Hmm, jeżeli Ukraina jest podmiotem politycznym, to chyba tym bardziej prl bis. Czy nie?

  48. Andrzej

    Panie Michale,

    Ja nie napisałem, ze jest podmiotem politycznym, tylko że jest podmiotem toczącej się wojny. I nie napisałem, że to jest wolna Ukraina tylko zawsze dodaję “postsowiecka” co oznacza także mój dystans do tego rodzaju pojęć. Pan napisał, że nie jest a ja mam odmienne zdanie.

  49. michał

    Panie Andrzeju,

    Nie ośmieliłbym się Panu imputować czegokolwiek. Nie twierdziłem wcale, że tak Pan napisał. Rozważam tylko głośno, czy można być podmiotem w wojnie, dodajmy w wojnie na dużą skalę, nie będąc jednocześnie podmiotem politycznym, albo przynajmniej nie dążąc do takiego statusu otwarcie?

    Ja po prostu nie mam zdania. Nie wiem, jaka jest odpowiedź na to pytanie.

    Dla przykładu, prl Gomułki czy Jaruzelskiego nie był podmiotem politycznym i nie mógł być stroną w konflikcie militarnym. Czy prl bis może?

Comment



Wydawnictwo Podziemne