Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
Jakby mało im było, że wpadły w ich łapy insygnia władzy IIRP. Przyszła najwyraźniej pora na Mackiewiczów. Dzisiejszy prl próbuje zagłaskać czy raczej zawłaszczyć zatwardziałego antykomunistę. Tak jakby komunizm upadł, jakbyśmy mieli już Wolną Polskę. Polskę cudownie wolną od zarazy. Zarazy, która wbrew przewidywaniom Mackiewicza sama z siebie odeszła, bez walki, bez wieszania komunistów na przydrożnych drzewach. Ogłasza się w kraju rok Józefa Mackiewicza. Zwołuje konferencję poświęconą pisarzowi. Nie jedną konferencję ale dwie. Jedną w kraju drugą na emigracji w londyńskim POSK.
Niech im tam, z komunistyczną propagandą trudno walczyć ale żeby uczestnictwem w konferencji przykładali do tej hucpy swoją rękę Redaktorzy Wydawnictwa Podziemnego!
Prochy Mackiewiczów muszą przewracać się w urnach.
Panie Gniewoju,
Gratuluję doskonałego komentarza.
Jedną z idei przewodnich WP (przynajmniej jeśli chodzi o mnie) było stworzenie czegoś w rodzaju elitarnego klubu dyskusyjnego… opierającego swoje istnienie na zasadach klarownego i bezwzględnego antykomunizmu. Pana wypowiedź świadczy o tym, że potencjalna możliwość zaistnienia takiego klubu w przyszłości zdaje się realna.
Wobec chuligańskiej Pana napaści na Wydawnictwo Podziemne postanowiłem odpowiedzieć dobrym słowem. Być może zadaje Pan sobie pytanie o powody tego gestu. Są trzy:
Po pierwsze, nie sposób zareagować inaczej na równie szczerą oraz intelektualnie uczciwą wypowiedź. Jak Pan miał sposobność czytać powyżej, nawet nobliwe pióro jakże szanowanego tutaj Starego Chrzana zadrżało wobec perspektywy carskiej kibitki (nie kobitki – proszę czytać uważnie!), uwożącej go tam, gdzie zapewne jego miejsce najwłaściwsze, a Panu – jestem tego pewien (wszak miałem niedawno przyjemność poznania w „peerelowskim” POSK-u) – powieka nawet nie zadrżała przy – jakże mężnym – cepem machnięciu… w naszą, wypowską stronę.
Po drugie, nie widzę powodu, dlaczego mielibyśmy bezrefleksyjnie w pacht oddawać cokolwiek malowanym peerelczykom, a już tym bardziej dawać sobie odebrać szacowne instytucje emigracyjnej kultury, jak chociażby Bibliotekę Polską. Czy z tego jednego powodu, że apostata śp. Kaczorowski państwowe insygnia władzy raczył był oddać swego czasu w robotnicze ręce Bolka, czy jeden ten czyn zdziecinniałego starca rujnować ma wizję Najjaśniejszej Niepodległej, bez szansy na rekonkwistę? Osobiście, nie jestem wielkim zwolennikiem symboli i sloganów, więc w sumie niewiele powinno mnie to obchodzić. Zdaje mi się jednak, że jeśli myśleć realnie, potknięcie małego polityka nie powinno rzucać zbyt długiego cienia na imponderabilia.
Po trzecie, redaktorzy Wydawnictwa Podziemnego nie brali udziału w żadnej „hucpie” jak to ładnie raczył Pan ująć, ale w konferencji naukowej zorganizowanej przez Bibliotekę Polską w Londynie. Wziąłem w niej udział nie ku uczczeniu kogokolwiek. Zrobiłem to, ponieważ dotyczyła twórczości, którą studiuję z uporem od blisko czterdziestu lat, stworzona zaś została przez człowieka, który w bardzo istotny sposób współuczestniczył w kształtowaniu mojego myślenia o świecie.
Że były tam osoby reprezentujące jakoby peerel (w jego kolorowej odmianie)? Pozwoli Pan, że skomentuje to słowami Jerofiejewa, które dokładnie ćwierć wieku temu posłużyły mi jako motto do książki o JM:
Wszyscy mówią „Kreml, Kreml”, od każdego to słyszę, a ja sam ani razu Kremla nie widziałem.
Więc widzi Pan, jak się sprawy mają, w moim rozumieniu: co mi tam ich propaganda, skoro owych istnienie jest mi całkiem obojętne…
A Panu nie?
Bogu niech będą dzięki za Czytelników takich jak Pan Gniewoj.
Szanowni Panowie Redaktorzy,
ceniąc, to przede wszystkim, Panów pracę, ceniąc równocześnie sukcesy Wydawnictwa Podziemnego w kontynuowaniu myśli Mackiewiczów, nie mając jednocześnie pomysłu na sensowną odpowiedź podeprę się cytatem z JM:
A papieża “polskiego”, też wolałbym widzieć nie podrzucającego dziecko, nie całującego ładną Włoszkę, nie w meksykańskim kapeluszu, ani z rakietą tenisową w ręku – lecz przed ołtarzem odprawiającego mszę żałobną […]
Jeszcze, na pewno to się stanie, przyjdzie czas kiedy będzie można wyjść z podziemia.
Drogi Panie Gniewoju,
Kompromis właśnie na tym polega, że jest niepostrzegalny, że człowiek stacza się w sposób dla niego samego niedostrzegalny. Bo co niby złego w tym, żeby pogadać z bratem-Catem, mimo że on był zdrajcą? Dlaczego nie pojechać do prlu, skoro się tam ma rodzinę? I tak dalej.
I dlatego właśnie chylę czoła.
Szanowni Panowie Redaktorzy,
sięgnąłem do korespondencji Mackiewicza z Giedroyciem z 1981 roku. Warto było sobie odświeżyć i zweryfikować obraz jaki pozostał mi w pamięci. Zdecydowanie to czego chciał uniknąć JM na styku z prl to wszelkiego rodzaju cenzura. JM pisze:
“Co do NOWEJ, było tak:
Już dość dawno zwróciła się do mnie okólną drogą o pozwolenie wydania w kraju (“poza cenzurą”) moich nowelek wydanych w Londynie pt. Pod każdym niebem. Odmówiłem stanowczo. Nie ma bowiem w nich nic “niecenzuralnego”, i mogłyby zostać wydane i tak bez ryzyka. Nie chciałem więc, żeby wyglądało, że korzystam z byle okazji, by się dostać na rynek krajowy, zachowując “autocenzurę”… Na to nie pójdę. Jeżeli ma być “poza cenzurą”, to niech wydają książki przez cenzurę nie dopuszczone.
Teraz sytuacja się zmienia. Jeżeli pisze Pan, że gotowi są wydać “Drogę donikąd”, “Nie trzeba głośno mówić”, to oczywiście zgadzam się chętnie, korzystając z Pana uprzejmego pośrednictwa.”
Należy sobie odpowiedzieć na pytanie czy uczestnictwo w londyńskiej konferencji wiązało się z jakimś cenzuralnymi czy autocenzuralnymi ograniczeniami. Chyba nie. Mówię to z pozycji słuchacza a nie prelegenta.
Prof. Cenckiewicz dość obszernie omówił niezłomność antykomunistycznej postawy Mackiewicza. Pan Tomasz Kornaś rozprawił się z kalumniami przypisującymi Mackiewiczowi autorstwo dwóch pozycji: Niedoli Anny i Burzy nad lasem. Prof. Łukomski z przekonaniem przekonywał, wbrew Mackiewiczowi, o ciągłości Rosja-sowiety-Rosja Putina.
A o to, że nikt z audytorium nie zadał publicznie pytania prof. Cenckiewiczowie kto ostatecznie miał rację czy Mackiewicz ze swym nieprzejednanym antykomunizmem czy raczej polrealiści, pretensję można mieć do słuchaczy a nie do prelegentów. Na marginesie: nie ratuje bierności słuchaczy nawet prof.Bolecki, który z pewną nieśmiałością próbował podnieść i rozwinąć tę kwestię.
Co więc zrobić z motywacją Pana Dariusza, który napisał:
“Wziąłem w niej udział nie ku uczczeniu kogokolwiek. Zrobiłem to, ponieważ dotyczyła twórczości, którą studiuję z uporem od blisko czterdziestu lat, stworzona zaś została przez człowieka, który w bardzo istotny sposób współuczestniczył w kształtowaniu mojego myślenia o świecie.”
Na pewno nie należy jej tak pryncypialnie odrzucać jak mi się to przytrafiło zrobić.
Panie Gniewoju,
Teraz dopiero Pana nie rozumiem. Słowa Mackiewicza dotyczyły podziemia, nie prlu; dotyczyły nielegalnych publikacji wewnątrz prlu, to znaczy, z definicji POZA prlem. To im zezwalał na wydanie swych pism, pod warunkiem, że bez skrótów i bez komentarzy. Jak Pan wie, Nowa nie chciała go wydawać, mimo że Giedroyc łaskawie nie miał nic przeciw temu. A zatem te słowa nie dotyczyły styku z prlem, jak Pan pisze, bo on oczywiście odmawiał publikowania w prlowskich wydawnictwach, więc się z nimi nie “stykał”.
Tak się składa, że miałby Pan słuszność, gdyby powiedział Pan, że Nowa była “bardzo prlowska” jak na podziemie. Ale chyba tego Pan nie sugeruje, czy się mylę? Nowa była całkowicie dysydencka i to z niej wyrósł prl bis. Nowa była bardzo “na styku z prlem”. Ale czy o tym mówimy?
Zupełnie nie pojmuję, jak może Pan mieć pretensje do audytorium, w którym Pan uczestniczył. Skoro Panu nasuwało się jakieś pytanie, to należało je zadać, a nie mieć pretensje, że nikt inny go nie zadał. Chyba, że ktoś Panu zabronił się odezwać, albo powstrzymał siłą – wówczas Pańskie pretensje są uzasadnione.
Cieszę się, że nie dostrzegł Pan śladów cenzury, choć z autocenzurą nie byłbym tego do końca pewien, bo oprócz Pana Boga (i samocenzurującego się osobnika) nikt tego wiedzieć nie może z sensowną pewnością. Ach, żeby Pan wiedział, czego ja NIE powiedziałem…
A dlaczego 40 lat pracy ma być usprawiedliwieniem czegokolwiek? W takim razie powinniśmy mieć zrozumienie dla weteranów kompartii, co zęby zjedli na wcielaniu komunizmu i wszystko zrobią dla niego i nie zamierzają zmienić zdania nawet wówczas, gdy leninowska łżeczywistość zaofiaruje im kulkę w tył głowy: “Lenin ukształtował moje myślenie o świecie, poświęciłem mu 40 lat, więc niech żyje partia!…” Czy tak?
Panie Michale,
Nie znam praktycznie kulisów działania ówczesnych wydawnictw więc nie podejmę tu żadnej polemiki. Przytoczyłem ten fragment dla analogii która mi się nasunęła. Podobnie jak NOWA wtedy była elementem ówczesnego prlu tak dzisiejszy POSK jest bardziej elementem dzisiejszego prlu niż ośrodkiem myśli emigracyjnej. Idąc dalej, skoro Mackiewicz gotów był przystać na publikację w prl za pośrednictwem NOWA to ja nie mam prawa stawiać zarzutów za uczestnictwo w konferencji organizowanej w gmachu POSK, pod auspicjami i z uczestnictwem prominenta stamtąd.
Jeżeli chodzi o pretensję to jak widać w niezbyt czytelny sposób się wyraziłem ale mam pretensję o nie zadanie tego pytanie wyłącznie do siebie samego.
Ostatni Pana argument jest dla mnie bardzo istotny. Jednak jedna konferencja nie niszczy z kretesem mojego szacunku ani zaufania do tego co robicie obydwaj Panowie przez tyle lat.
Drogi Panie Gniewoju,
Mackiewicz był bezkompromisowy. Jednak nie zerwał korespondencji z Siemaszką, gdy ten napisał mu buńczucznie, że jeździ do prlu, bo “uświadomieni powinni jeżdzić” (czy jakoś tak, cytuję z pamięci). Wręcz przeciwnie, wypytał go o Białowieżę, bo go to interesowało.
Wydaje mi się, że kompromis w sytuacji sesji londyńskiej był z tych akceptowalnych, ale dlatego właśnie interesuje mnie Pańskie zdanie. Jakże bowiem łatwo ześliznąć się niezauważalnie dla samego siebie. Jakże więc mam nie wsłuchiwać się w opinię bystrego obserwatora?
Co do Posku, to nie może być ośrodkiem myśli emigracyjnej, bo nie ma żadnej emigracji. Był tu ponoć milion Polaków do niedawna, ale to nie była nigdy żadna emigracja, a wyłącznie Polonia, głęboko złączona z prlem i do niego w całości przynależna. Jakim zatem cudem Posk mógł był pozostać czymś innym? Nota bene: nawet za lepszych czasów, gdy jeszcze istniał Rząd RP na Uchodźstwie, nawet wówczas Posk był bardzo prlowski.
Wracając do podziemnych wydawnictw, to Nowa nie wydała nigdy Mackiewicza, bo zbyt wiele do powiedzenia miał w niej Michnik. Z tego samego pnia (Koru) zrodziły się Głos Macierewicza, a potem Krąg, ale obie te grupy miały korzenie w harcerstwie i katolicyzmie, a nie w komsomole i antykatolicyzmie, jak było z grupą Kuronia-Michnika-Nowej. Nieprzypadkowo więc, to Głos właśnie wydał “Kontrę”, jako pierwsze podziemne wydanie JM, a Krąg próbował dotrzeć do Mackiewicza przez jego córkę, o czym tu niedawno wspominałem. To ta właśnie próba – “Halunia i Kazio poprawiliby triumf prowokacji…” – doprowadziła Mackiewicza do pasji.
Natomiast w naszej kwestii, cokolwiek by myśleć o Nowej w roku 81, to wydawała książki nielegalnie i w podziemiu. Dla Mackiewicza niedopuszczalnym kompromisem byłaby zgoda na skróty (bądź wybiórczą publikację nowel) w celu dopasowania się do wymogów Chojeckiego-Michnika. Nie byłoby kompromisem publikowanie nielegalne ani przemycanie jego książek z Londynu do prlu. Na to się godził z chęcią i otwarcie.
Panie Michale,
Jeszcze raz, może ze zbyt wielkim uproszczeniem, ale historie podziemnych, czy lepiej powiedzieć, dysydenckich wydawnictw lat osiemdziesiątych, nie są dla nie jakoś szczególnie interesujące. Dla mnie znajomość z Mackiewiczami zaczęła się dzięki wydawnictwu Kontra i to mi w zupełności wystarcza. Wiem, że ich twórczość jest i w dobrym miejscu i w dobrych rękach i pod dobrą opieką. Wydaje mi się, że pisałem o tym wielokrotnie i czytelnie.
To o czym dyskutujemy to londyńska konferencja. Wyraziłem swoją opinię, wydało mi się po powtórnym przemyśleniu, wczytaniu się w argumenty Pana Darka zbyt pryncypialna, ta opinia znaczy się. Próbuję się doszukać jakichś analogii uczestnictwa Redaktorów WP z działaniami JM. Prowadzicie Panowie witrynę przez wiele, wiele lat. Nie jesteście żółtodziobami z mlekiem pod nosem więc musi być, taką mam nadzieję, jakiś sens w tym, że przystaliście na udział w konferencji.
Osobiście, nie miałem wielkich nadziei co do kondycji POSK, to co zobaczyłem na własne oczy było warte zobaczenia. Jak niektórzy mawiają o takich sytuacjach byłam tam dwa razy: pierwszy i ostatni raz. Czując się znowu niezręcznie przytoczę cytat z Pana Darka:
“Po drugie, nie widzę powodu, dlaczego mielibyśmy bezrefleksyjnie w pacht oddawać cokolwiek malowanym peerelczykom, a już tym bardziej dawać sobie odebrać szacowne instytucje emigracyjnej kultury, jak chociażby Bibliotekę Polską.”
Czy uczestnictwo Redaktorów WP w konferencji londyńskiej mogło powstrzymać coś co już dawno się wydarzyło?
Panowie,
Czuję się niejako wywołany do tablicy. Wypowiem się na poruszane tematy w artykule, w którym, zapewne, zahaczę o kwestię londyńskiej konferencji. Jeżeli tego wątku w przewidywanym artykule nie będzie, napiszę komentarz.
Panie Gniewoju,
Malowani peerelczycy niewątpliwie zdominowali POSK, ale zaproszenie redaktorów WP, w moim przekonaniu odbiera im tytuł do wyłączności…
Pierwszy z tych redaktorów jest emigrantem politycznym z peerelu, drugi kwestionuje podmiotowość tego tworu. Obie postawy wynikają z antykomunizmu. Pomimo to, znaleźliśmy się na liście zaproszonych prelegentów.
Dodam (pewnie niepotrzebne), że żaden z nas nie zadeklarował zmiany zajmowanego stanowiska, a wydaje mi się, że jest ono znane wszystkim, którzy choćby tylko sporadycznie zerkają na stronę Wydawnictwa Podziemnego.
Drogi Panie Gniewoju,
Przyjmuję do wiadomości, że nie interesują Pana historie podziemnych wydawnictw (buu, nazwa niniejszej witryny jest nawiązaniem do wielkiej szansy, jaką było istnienie tych wydawnictw, ale mniejsza o to). Proszę wszakże pamiętać, że to Pan przywołał Nową i podziemne wydawnictwa, jako przykład, więc dyskusja na ten temat jest uzasadniona. Jeżeli temat ma działać jako analogia, to musi być dobrze zrozumiany.
Czy wp może powstrzymać lub odwrócić cokolwiek pośród wszystkich tych niepożądanych zmian, które wydarzyły się od 1989 roku? Nie sądzę. Ale to nie znaczy, żebyśmy mieli zamilknąć. Tak mi się wydaje. Milczenie jest przyzwoleniem.
Panie Michale,
to nie tak, ze przywołałem akurat ten cytat ze względu na wydawnictwo NOVA. Prawdę powiedziawszy nie miałem zielonego pojęcia, że było ono związane w jakikolwiek sposób z Michnikiem. Dowiedziałem się o tym teraz, od Pana. Ale skoro Pan to wie to można domyślać się, że wiedział o tym również Mackiewicz pisząc list do Giedroycia w 1981 roku.
Fragment ten wydał mi się o tyle na miejscu, że definiuje warunki Mackiewicza dla jego istnienie w prlu. Jeżeli dobrze rozumiem Mackiewicza to chciał on być dostępny dla możliwie szerokiej grupy odbiorców, w tym także w prlu byle bez żadnej cenzury.
Niepotrzebnie wszedłem w rolę jednocześnie prokuratora a zaraz po tym w rolę obrońcy ale właśnie swoboda wypowiedzi, brak cenzury wydały mi się potencjalnym uzasadnieniem dla uczestnictwa Panów w londyńskiej konferencji. Przytaczając Mackiewicza chciałem stępić ostrze swojej krytyki wobec Panów, to przez szacunek dla Panów i Wydawnictwa. Najwyraźniej próba wyjęcia wbitego noża przyniosła więcej szkody niż ulgi.
Panie Gniewoju,
Chojecki był członkiem Koru, więc trudno chyba, żeby Mackiewicz nie wiedział, z kim ma do czynienia, ale jego stanowisko wydaje mi się nadal zasadne; zdawał się mówić: proszę bardzo, wydajcie Zwycięstwo prowokacji bez skrótów, albo Drogę donikąd, na to się zgodzę. A na wydanie nie-politycznych opowiadań lub Karierowicza się nie zgadzał. Sądzę jednak, że nie chodziło mu wcale o “dostępność bez cenzury”, ale o nielegalność wydawnictwa. Dostępność w prlu bez cenzury, ale w państwowym wydawnictwie – nie interesowała go. On chciał obalić komunizm, więc nie mógł wydawać w prlowskich wydawnictwach. To stanowisko wydaje mi się jasne i konsekwentne.
Słusznie chyba zwraca Pan uwagę na uwikłanie Nowej w dysydencką politykę, którą Mackiewicz odrzucał. Ale z tym problemem radził sobie przy pomocy swego warunku: zezwalał im na druki pism politycznych, a nie zgadzał się na inne. W ten sposób na dodatek wyśmiewał ich rzekomy “liberalizm”.
Nie dostrzegłem żadnego noża wbitego w moje plecy, ale poszukam jeszcze, może się znajdzie. Albo dziury po nożu, skoro już go Pan wyjął.
PS do powyższego wraz z refleksją pt. “JAK MY WSZYSCY NIEUWAŻNIE CZYTAMY”
Pani Nina Karsov zwróciła mi uwagę, że (nie po raz pierwszy) w piętkę gonię (oczywiście nie dosłownie). Mackiewicz pisał w liście do Kowalewskiego z 28 października 1981 roku (List 252, 19 tom Dzieł, s. 500-1):
“Był tu u mnie wysłannik “Tygodnika Powszechnego”, żeby ze mną [podkreślone przez JM] zrobić wywiad…! Udzieliłem mu. Chwycił się za głowę. Naturalnie mowy nie ma o druku.”
A dalej:
“Podobno NOWA chce teraz wydać moją “Drogę donikąd” i “Nie trzeba głośno mówić”. Tym razem zgodziłem się… Zobaczymy.”
Na s. 508 są przypisy: wywiad Mamonia jest dziś znany pt. “Moje credo pisarskie?… Prawda” i jest w tomie “Wielkie tabu” (tom 24 Dzieł) oraz przypis 30 dotyczący Nowej, który brzmi tak (in extenso):
“Nowa wydała “Drogę donikąd”. Strona tytułowa egzemplarza, który mam, jest uszkodzona i dlatego nie wiem, z którego jest roku. Bibliografia Jadwigi Czachowskiej i Beaty Dorosz “Literatura i krytyka poza cenzurą 1977-1989″, Wrocław 1991, podaje rok 1987. Inne bibliografie podziemnych publikacji nie odnotowują tego wydania.”
W tym samym liście Mackiewicz nazwał papieża poputczykiem, co następnie Kowalewski określił jako “wariackie brednie” w ręcznej adnotacji do przyjaciela.
Czy ten jeden list nie jest precyzyjną odpowiedzią na powyższe rozważania? Mackiewicz pozostawał bezkompromisowy i, wiedząc doskonale, że narazi się na ośmieszanie nawet ze strony bliskiego mu ideowo Kowalewskiego, nazywał papieża poputyczkiem. Jednocześnie gotów był dać wywiad poputniczewskiemu Obłudnikowi Powszechnemu, tak długo, jak opublikują go w całości. Podobnie, udzielił zgody na wydanie swych powieści w dysydenckiej Nowej, nie zmieniając swoich poglądów na temat Michnika i całego tego towarzystwa. Czyż nie miał racji? Nawet jeżeli Adam Michnik we własnej osobie wyda Drogę donikąd, to treść tej powieści obroni się sama. Chojecki z pewnością to rozumiał i dlatego Nowa nie wydała Mackiewicza, aż do późniejszych czasów. Jak wynika z przypisu, prawdopodobnie aż do 1987 roku, kiedy już sławetny festiwal mackiewiczowski trwał w podziemiu od lat. Opublikowali zapewne dlatego, że Mackiewicz rozchodził się w podziemiu jak ciepłe bułeczki, więc oni tylko płynęli z prądem.
W następnym liście do Kowalewskiego (z 19 listopada 1981, s. 503), Mackiewicz dodaje, że dostaje mnóstwo propozycji “wydania tam (“Poza cenzurą”!!) moich książek. Zobaczymy co zrobi Giedroyć z tą NOWĄ!? – Naturalnie idę tylko na wydanie skrajnie antykomunistycznych.”
No więc? Dlaczego wszyscy tak nieuważnie czytamy?
Panie Michale,
wcześniej nie rozumiałem linii Pana ataku, teraz jeszcze bardziej czuje się jak dziecko we mgle.
Przytoczyłem list JM do JG zauważając analogię między ewentualną publikacją dzieł Mackiewicza w prl a uczestnictwem Panów Redaktorów w londyńskiej konferencji, która odbyła się pod auspicjami luminarzy dzisiejszego prl. Analogia może trafna może nie. Kwestia ta, według mnie zostaje cały czas na boku. Ale może to i lepiej.
Nie zabieram już dalej głosu w tym wątku jednak po przeczytaniu Pana przypisu pojawiło się kilka pytań czy może uwag technicznych, które mogą pojawić się również u innych czytelników WP.
Pisze Pan:
– “List 252, 19 tom Dzieł, s. 500-1”.
U mnie na półce tom 19-ty to “Sprawa Mordu Katyńskiego”
– “Na s. 508 są przypisy: wywiad Mamonia jest dziś znany pt. „Moje credo pisarskie?… Prawda” i jest w tomie „Wielkie tabu” (tom 24 Dzieł) oraz przypis 30 dotyczący Nowej
U mnie na półce tom 24-ty to rzeczywiście “Wielkie Tabu” jednak na stronie 508 publikowana jest polemika JM “Do Zeszytu 45”, poruszająca relacje polsko-litewskie w 1940 roku. Natomiast “Moje credo pisarskie” rozmowa Bronisława Mamonia z JM to strona 551 i kolejne
– “W następnym liście do Kowalewskiego (z 19 listopada 1981, s. 503)”.
Czy rzeczywiście szukać tego listu w tomie 19-tym, “Sprawa Mordu Katyńskiego”?
Ups… To komiczny błąd z mojej strony. Bardzo przepraszam. Tom jest oczywiście nr 29, a nie 19. Ale czy pomyłka z mojej strony nie była oczywista, zważywszy, że mowa wyraźnie o tomie korespondencji z Kowalewskim? Czy listy do niego mogły się znaleźć w książce o Katyniu?
Nie ma Pan natomiast racji w dwóch innych kwestiach. Po pierwsze, wyraźnie mowa o wywiadzie Mamonia (wspomnianym w cytacie z Mackiewicza), który to WYWIAD ukazał się w tomie Wielkie tabu. Natomiast PRZYPISY, które o tym mówią, są na s. 508 w tomie 29. Jak my wszyscy nieuważnie czytamy…
A po drugie, nie ma mowy o jakimkolwiek ATAKU z mojej strony. Niby dlaczego? Gdzie tu jest jakaś “linia ataku”?!? Po prostu, rozmawiamy. Czy już nie można nawet normalnie rozmawiać? Czy można tylko “atakować” lub “bronić się”? Skąd to się wzięło? Zwykła wymiana zdań okazuje się nagle atakiem po linii. Cóż to jest?
Jeszcze raz proszę o wybaczenie mojej połyłki w numerze tomu Dzieł. Jego adres brzmi:
Józef Mackiewicz, Barbara Toporska, Janusz Kowalewski, Listy, Dzieła, tom 29, Londyn 2020.
Przeczytałem mój komentarz przed puszczeniem go, ale nie zauważyłem tego błędu. Bardzo przepraszam.
Panie Michale,
dziękuje za korektę. Łatwiej teraz będzie sięgnąć zainteresowanym do właściwego tomu.
Ja, ze wstydem, przyznaję, że moja biblioteka kończy się na tomie 25-ym.
Przy okazji, a raczej przede wszystkim, składam wyrazy szacunku dla Pani Niny za jej wytrwałość w prowadzeniu Wydawnictwa Kontra.
To jest właściwie niewybaczalne, że próbując wyjaśnić i uniknąć nieporozumień, tylko zagmatwałem rzecz idiotyczną pomyłką. Jeszcze raz, proszę o wybaczenie.
Czy jest relacja filmowa z tej sesji? Może są gdzieś dostępne teksty poszczególnych wystąpień… Będę wdzięczny za informacje.
Panie Tomaszu,
Była na konferencji ekipa prlowskiej telewizji, tvp czy jakoś tak. Wiem, bo facet bardzo chciał ze mną przeprowadzić wywiad, więc “udzieliłem mu”, że zacytuję Mackiewicza na temat wywiadu z Obłudnikiem Powszechnym. Jakoś nie sądzę, żeby to się ukazało (bez cięć, a zresztą w ogóle).
Ktoś mi mówił, że były tam obecne dwie profesjonalne ekipy, ale nie wiem, jaka była ta druga. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, podobno nikt tego nie nagrywał. Dziwię się, ponieważ z historii jazzu i muzyki rockowej wiemy, że przypadkowe ekipy z kamerą i mikrofonem, które znalazły się na wyjątkowych koncertach, z zawodowego nawyku zaczynały kręcić. To były inne czasy, potrzeba było filmu lub taśm magnetycznych, a mimo to, tak się zdarzyło wielokrotnie. Dzięki nim mamy niekiedy jedyne zapisy wielkich koncertów.
Być może moje porównanie jest na wyrost, bo to nie był nadzwyczajny koncert Charlie Parkera, ale nadal dziwi mnie, że nikt tego nie nagrywał. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy to jest tak łatwe, że każdy Zdziś, Krzyś i Bryś nagrywa, co zjadł na śniadanie.
Ma się ukazać w przyszłości książka z wypowiedziami uczestników. Ale to już jest inna historia, o której ja nic nie wiem.
Czy WP planuje publikację wystąpień Pana Michała i Pana Dariusza? Może inni też by dołączyli… Czy to realne?
Zobaczymy, Panie Tomaszu. To się okaże. Jest w planach tom, zawierający wypowiedzi uczestników konferencji. Na razie tyle wiadomo.
A cóż ten Stary Chrzan chrzani, Panie Michale? Czyżby rzeczywiście starał się Pan posłać szanownych słuchaczy sesji w błogie objęcia Morfeusza? A może to on sam się niechcący zdrzemnął kapkę?
Chyba Staremu się jednak coś “pozajączkowało”, z moich (już wszak wieloletnich – jak ten czas leci!) obserwacji Pańskich wypowiedzi w sieci zauważam, iż najczęstszą przypadłością Pańskich czytelników-interlokutorów nie jest bynajmniej senne ukojenie, a raczej szewska pasja!
Co do udziału Sz.P. redaktorów “Wydawnictwa Podziemnego” w przedsięwzięciach o peerelowskiej proweniencji, to uważam iż powinni byliby wziąć udział nawet w głównym wydaniu peerelowskiego dziennika telewizyjnego (czy jak to się tam teraz nazywa), jeżeli mieliby tylko możliwość wypowiedzi bez cenzury (co raczej jest jednak mało realne).
Drogi Panie Amalryku!
Jakże to miło usłyszeć od Pana, no, i że ktoś wziął mnie w obronę przed starczym chrzanieniem…
Co rzekłszy, staruszek może i przysnął później, ale mnie się przydarzyło mówić w pierwszej części konferencji, a wtedy Chrzan zapewne nadal trząsł się z niecierpliwości, żeby dożyć takich radości, jak mój referat. Moja wypowiedź znudziła mnie samego, nie mogę zatem wykluczyć, że Stary chrzan miał rację. Na sam dźwięk hasła “tylko prawda jest ciekawa”, chce mi się – nie, nie odbezpieczać rewolwer, jak to miał w zwyczaju robić towarzysz Goebbels, ale – ziewać.
Dlaczegoś nie sądzę, żeby tvprl puściła wywiad ze mną, ale jeżeli ktoś go widział, to proszę mi koniecznie dać znać. Chętnie się dowiem, co powiedziałem.
Panie Michale,
Są!
Znalazłem aż trzy relacje filmowe poświęcone osiemdziesiątej rocznicy powstania Biblioteki w Londynie. Jedna z relacji relacjonuje konferencję inaugurującą obchody rocznicowe. Tak jak Pan przewidział, nie dowie się Pan z nich o czym Pan mówił.
https://magazynzwysp.tvp.pl/60777816/80-lat-biblioteki-polskiej-w-londynie
https://magazynzwysp.tvp.pl/59992637/gloria-artis-dla-biblioteki-polskiej-w-londynie
https://magazynzwysp.tvp.pl/59992629/londynska-konferencja-poswiecona-jozefowi-mackiewiczowi