(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Collapsible communism (as seen in 1991)Only truth can save us now. <br>Trevor Loudon interview »

Sorry, this entry is only available in Polski.



11 Comments "(Polski) Niektórzy nazywają to „upadkiem komunizmu”. Część XV"

  1. Andrzej

    Panie Michale,

    Dotąd Powstanie Pugaczowa kojarzyło mi się z Kozakami dońskimi. Tymczasem dzisiaj to raczej “murzyn zrobił swoje…”. Cóż, jakie czasy taki i Pugaczow.

    Poważnie zastanawiam się nad tym, jaką rolę spełniają w tej strategii “byłe demoludy”. Pisze Pan o Mołdawii, Łotwie, Estonii. O “pralniach”, bankach specjalnego przeznaczenia (jeszcze niecałą dekadę temu na Litwie były takie dwa: Snoras i Ūkio Bankas), czy innych “inwestycjach” (np. energetyka). Nazwiska takie jak Edgar Savisaar, Viktoras Uspaskichas (Wiktor Uspasskich), Rolandas Paksas czy Juris Savickis są tam tylko jednymi z wielu symboli stałej sowieckiej obecności. O ile jednak kraje bałtyckie wydają się być czymś w rodzaju śluzy łączącej sowietów bezpośrednio z Zachodem (w tym kontekście termin “bliska zagranica” nabiera trochę innego znaczenia niż zwykle kojarzone), to jaką rolę odgrywają “byłe demoludy” (szeroko pojęte, z “byłą Jugosławią” i Albanią)? Czy nie wydaje się ona Panu być bardziej rozbudowana?

    Jedną z pierwszych wydanych książek Wydawnictwa Podziemnego, była publicystyka wspomnianego przez Pana JR Nyquista zatytułowana “Koń Trojański. Komunizm w obozie wroga”, w której autor opisuje działania “Rosji” przeciwko Zachodowi (zasadniczo przeciw USA). Wydaje mi się, że Nyquist już wtedy przedstawiał “upadek komunizmu” wyłącznie w optyce narodowej i jego postrzeganie Litwy, Ukrainy czy “byłych demoludów” jest tego logiczną konsekwencją. Zdawał sobie sprawę, że cele komunizmu są ponadnarodowe, lecz nie chciał przedstawiać zagrożenia w ten sposób. Być może się mylę, Pan i Darek dyskutowaliście z Nyquistem więc zapewne dużo lepiej ode mnie możecie to ocenić. Czy, paradoksalnie, tytuł którego użył JR Nyquist nie jest jednak bardzo trafny? Właśnie w odniesieniu do “byłych demoludów”? Czy wiadomo Panu coś o “demoludowych obszczakach”? Logika podpowiada mi, że powinny istnieć. Być może nie w tej formie co sowiecka, bardziej rozproszonej i niejawnej jak faktyczna władza w “byłych demoludach”. A może są to już aktywa “wspólnego europejskiego domu”?

    Dawne struktury polityczne, finansowe i militarne Europy Zachodniej (umownie), są dziś już z “byłymi demoludami” scalone, “zachodni” uczestnicy tych struktur są częścią “wspólnego europejskiego domu”, a nawet, uwzględniając gwałtowny rozwój bolszewizmu tamże, tworzącymi go “przodownikami”. Afery z działalnością na rzecz “obszczaków” prowadzoną przez Deutsche Bank, Commerzbank czy Raiffesen Bank to tylko najbardziej znane przykłady zjednoczenia Europy Zachodniej z “upadłym komunizmem”. Konwergencja się dokonała, jej zasięg jest pełny.

  2. michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Jakie czasy, taki Pugaczow – dobrze powiedziane. Musiałem to sprawdzić, na wszelki wypadek, ale Jemielian nie był znad Donu. Był uralskim Kozakiem, z tzw. Jajckoje Kazaczyje Wojsko. Jest to oczywiście drobiazg, który podaję wyłącznie dla uściślenia.

    Obawiam się, że nie wiem wiele na temat udziału demoludów w tej strategii. Nazwiska przez Pana podane, są mi obce, ale wydaje mi się oczywiste, że ta sama strategia podziału obowiązków jest stosowana dzisiaj, podobnie jak 40 lat temu. Wówczas Czesi robili materiały wybuchowe, Bułgarzy byli od komputerów, a Polacy od zabawiania arabskich terrorystów (względnie pogardliwe zadanie dla wojowniczego narodu, choć to raczej Polki zabawiały tych badytów). I dziś zapewne jest podobnie, ale chętnie się dowiem więcej na ten temat.

    Podobnie nie wiem nic o osobnych obszczakach w demoludach. Tu jednak zawadzałaby potencjalnie kwestia kontroli. Obszczak z definicji, jest trudny do kontrolowania, więc opiera się na kombinacji podejrzliwego zaufania, z przymykaniem oka na nadużycia do czasu, gdy wygodniej jest uderzyć w złodzieja, niż znosić dalej kradzieże. Nawiasem mówiąc, być może taki jest sens ataku Nawalnego na złodzieja-Putina? Kradł i kradł, ale w końcu co za dużo, to nie jest dobre dla zdrowia. Ale to tylko PS do dyskusji pod poprzednią częścią. Osobny obszczak w demoludach byłby więc zbyt daleko poza kontrolą, a przez to jest wątpliwy. Bardziej prawdopodobne, że zaufani agenci z demoludów dopuszczani są do czarnej forsy już na Zachodzie.

    Szczerze mówiąc, nie wiem, jakie jest stanowisko Nyquista. Próbowaliśmy wówczas się dowiedzieć, ale to tylko prowadziło do zadrażnień. Pamiętam, że Sonia w pewnym momencie dyskusji, bardzo trafnie wyłożyła mu, że JRN nie rozumie różnicy między nacjonalizmem i patriotyzmem, absurdalnie je utożsamiając, ale to tylko go obraziło.

    Tytuł książki, który chyba pochodził od Darka, jest oczywiście bardzo trafny. Koń trojański, to w pierwszym rzędzie lewica na Zachodzie, potem agenci wpływów sowieckich, a wreszcie demoludy. Ciekawa w tym względzie wydaje się nieograniczona sympatia, jaką cieszą się na Zachodzie kraje bałtyckie.

    Ma Pan rację co do konwergencji, a jednak – nie, żebym był bezbożnym optymistą, Panie Andrzeju – Deutsche ma ogromne kłopoty, głównie finansowe, jest na ostatnich nogach, a to dlatego, że ich udział w takiej masie afer, o czym będzie mowa w dalszych częściach, całkowicie ich skompromitował.

  3. Andrzej

    Panie Michale,

    Bardzo możliwe, że Nawalny jest maszynistą trzeciego eszelonu (zbieraczy plonów?). Coś jest na rzeczy. Od Sankt Petersburga do Władywostoku organizowane są kolejne manifestacje na które nagle przychodzą tłumy zsowietyzowanej ludności kraju. Najbliższe już w niedzielę, ustalone są konkretne miejsca i terminy, podawane namiary na “media społecznościowe” – w tym na Facebooku (dostanie się Amerykanom za “mieszanie”). Nie niedoceniałbym formy prześmiewczej w rzeczonym filmie. To zawsze skutkowało w sowietach. Nie można było krytykować wprost, więc każdy wyśmiewał. Radio Erewań miało wielomilionową liczbę odbiorców. Nawalny dał też do zrozumienia, że wie co nieco o Putinie i jego towarzyszach. Najwięcej o Putinie wiedzą zaś jego mocodawcy, więc zobaczymy.

    Z tego co wiem 40 lat temu peerel miał całkiem dobrze rozbudowany wywiad gospodarczy, który specjalizował się w operacjach finansowych na Zachodzie. “Know-how” to bardzo przydatny kapitał.

    Sympatia do krajów bałtyckich wcale mnie nie dziwi (sam mam jej wiele, wobec faktu jak odważnie narody te usiłowały bronić się po drugiej aneksji sowieckiej). Przygnębiająca jest jednak bezkrytyczna sympatia do “post”-sowieckich tworów jakie pozostały po krajach bałtyckich.

  4. michał

    Panie Andrzeju,

    Do pewnego stopnia ma Pan rację z tą sympatią dla Bałtyki. Ja też mam wiele ciepłych uczuć dla tych maleńkich narodów, ale jednak odstręcza mnie ich skrajny nacjonalizm. Zmienianie ludziom pisowni ich nazwisk, narzucanie pisowni i wymowy imion, jak choćby Witolda, który różnie się nazywał, ale raczej nie Vytautas, to jest obrzydliwe. Co rzekłszy, skąd ta sympatia na Zachodzie? Oni ledwo wiedzą, gdzie te kraje leżą, ale mają do nich nieuzasadnioną “sympatię”.

    Jakoś trudno mi uwierzyć w ten rozbudowany wywiad gospodarczy prlu. Czytałem wiele o Goleniewskim, który go rzekomo rozpoczynał – to była amatorszczyzna. Ale może się rozwinęło później. W takim razie co ukradły te prlowskie szpiony? Przepis na kartoflankę i roztrzepaniec z kaszą? O ile się nie mylę, najważniejszym przedmiotem zainteresowania sowieckich wywiadów była elektronika, a tu dominowali enerdowcy i Bułgarzy, obok samych sowieciarzy. Jeżeli prlowcy zbudowali finansowy wywiad, to co ukradli?

    Nawalny jest na pewno wart dalszej obserwacji. I tymczasowego zawieszenia sądu do czasu, aż będziemy więcej wiedzieć.

    To przekonujące, co Pan mówi o wyśmiewaniu. Z drugiej strony jednak, co innego kawały opowiadane znajomym, a co innego, jeżeli wyśmiewają putinowską szczotkę klozetową powszechnie. A tak podobno jest, ale oczywiście nie mam sposobu sprawdzić czy to prawda. Kiedy kilka dni temu, po raz pierwszy spojrzałem na film Nawalnego, to oglądało go już 70 milionów ludzi, przed chwilą liczba przekroczyła 100 milionów. Nawet jeżeli tylko jeden na stu obejrzał film w całości, nawet jeśli większość widzów jest poza Rosją, to nadal są niezwykłe liczby. Masa. A masą łatwo manipulować.

  5. Dariusz Rohnka

    Andrzej,

    „Koń trojański” Jeffa to zbiór klasycznie antykomunistycznych tekstów, w mojej ocenie godnych polecenia. Podczas tłumaczenia, a i wcześniej, jeszcze w latach 90., nie dostrzegałem w nich nacjonalistycznego ukąszenia. Tytuł zbioru rzeczywiście jest mój, ale pochodzi wprost od dwóch tekstów autora.

    Jeff zmienił swoją ocenę sytuacji politycznej w Europie Wschodniej znacznie później. I nie bez przyczyny. Dostrzegł mianowicie zmianę retoryki politycznej u części pierestrojkowych aktywistów w typie braci Kaczyńskich – nagle stali się w jego oczach antykomunistami. Gdyby się był zastanowił, skąd u ludzi wspierających przez 15 lat „transformację ustrojową” peerelu taka odmiana, dotarłby być może sam do istoty tej przezabawnej anegdoty, którą za chwilę przeczytasz.

    Bo, antykomunizm tych odrażających typów wziął się z prostej kalkulacji politycznej, wykorzystania gigantycznej rzeszy politycznych malkontentów, potencjalnych antykomunistów. Być może inspirowali się także rzadkim wówczas antykomunistycznym słowem. W 2001 roku, gdy nominalnie ukazała się Fatalna fikcja, takich tekstów nie było. Czy wszyscy oni mieli ff w rękach, wątpię, ale niektórzy z nich – z absolutną pewnością tak. Jeff był jednym z kilkunastu autorów, od których czerpałem informacje, podając stosowne internetowe adresy. Dotarcie do oryginalnych tekstów Nyquista nie stanowiło problemu. Czy go czytano nie wiem. Ale jeśli…

    Znaczyłoby – Jeff inspirował kanalie, które poprzez radykalną przemianę własnej retoryki, wypaczyli polityczną percepcję samego Nyquista.

    Czy nie zabawne? Paść ofiarą fikcji wyklutej na kanwie własnych ideowych dociekań? Czy to nie „wraża pieczeń” powracająca jak bumerang, ciosem w czoło?

  6. Andrzej

    Panie Michale,

    Mogli kraść wiedzę. Napisałem “z tego co wiem” ale w istocie wiem nie tak wiele. Jakiś FOZZ, jakiś Przywieczerski, Olechowski, Solorz-Żak i tym podobni “ojcowie założyciele” nowego, wspaniałego peerelu, Wiedeń, Szwajcaria, Cypr i Luksemburg. Może to jednak tylko rozdmuchana bańka mająca przysłonić niemoc tutejszych “patriotów u władzy”. I pewnie we wszystkich demoludach tak było, że “ustawiali się” zawczasu. Dużo większe pole do popisu i swobodę działania mieli jednak jugosłowiańscy udbasze. Być może ktoś z komentatorów miałby więcej do powiedzenia w tym temacie. Z drugiej strony, sowieci z nieznanego powodu darzyli estymą te peerelowskie fajtłapy. Wydaje mi się, że goszczenie arabskich terrorystów nie było szczytem możliwości i ambicji polskich czekistów w ramach “braterskiej współpracy”.

    Szczotka klozetowa wysadzana brylantami! Jak to przemawia do wyobraźni mas ludowych…
    Może to jest właśnie sposób na stworzenie dziś w sowietach (gównianej) “sytuacji rewolucyjnej”.

  7. michał

    Darek,

    Robię się coraz bardziej tępy na starość. Czy możesz jeszcze raz opowiedzieć tę anegdotę, bez owijania w bawełnę? Bo ja nie zrozumiałem, o co chodzi.

  8. Andrzej

    Dzięki za wyjaśnienia Darku.

    Nazwałbym to też za Mackiewiczem, “drugim zwycięstwem prowokacji” – efektem w rodzaju “sprzężenia zwrotnego”. Amerykański antykomunista Nyquist zmienią swoją optykę w wyniku fałszerstwa rzekomego (a raczej domniemanego przez niego) antykomunizmu.

    O ile jednak Kaczyńscy nigdy nie byli antykomunistami i przyjęcie przez nich pseudo-antykomunistycznej postawy można było rozpoznać poznawszy ich rolę w okrągłostołowym spektaklu “upadku komunizmu w prl” (sam się jednak dałem na to nabrać przez pewien czas, na szczęście dość krótki jak na moje życie), co powiedzieć o zdeklarowanych antykomunistach, którzy w tamtym czasie “okrągły stół” chcieli obalać? Ich fałszerstwo ma dużo groźniejsze skutki bowiem obezwładniło wszystkich tych, którzy komunizm poznali dobrze na własnej skórze i byli gotowi go zwalczać.

  9. michał

    Panie Andrzeju,

    Proszę wybaczyć, że sobie dworuję z osiągnięć prlowskiej sieci wywiadowczej. Może rzeczywiście byli wspaniałami złodziejami, lepszymi nawet niż Arsene Lupin, gentleman wamywacz. Ale jeśli tacy byli świetni, to co ukradli? Też słyszałem gdzieś o tym “financial know-how”…

    Dobrze, zastanówmy się. Co to jest ta wiedza? Jak handlować akcjami? Jak analizować działalność gospodarczą? Jak czytać raporty firm? Jak odróżnić obligacje od udziałów? Jak zbudować fasadowe przedsiębiorstwo? Jak złożyć podanie o pożyczkę? To się składa na “financial know-how”. To nie jest wiedza tajemna. To nie jest czarna magia. O tym można przeczytać, to można studiować (tylko po co?), tego można się nauczyć, obserwując codzienną pratkykę rynku.

    Ale jak ukraść dzięki sprawności wywiadu gospodarczego? Czy to znaczy, że prlowski szpieg szedł do czytelni publicznej, wypożyczał książkę, by jej nigdy nie oddać, czyli ją ukradł? Czy może robił potajmne fotki każdej strony i przesyłał je ciupasem do centrali, bo odkrył, że “equities and bonds aren’t the same thing!…”, a książkę oddawał dla niepoznaki do czytelni, żeby nikt się nie poznał na jego diabolicznie sprytnym planie?

    Nie wątpię, że prlowscy czekiści mieli wyższe ambicje i może nawet ich obrażało, że mają zabawiać Arabusów, ale co robić, kiedy taki przyszedł nakaz z centrali?

  10. amalryk

    Dla naszych, tubylczych szmaciaków możliwość dorwania się do dużych szemranych pieniędzy to spełnienie ich najskrytszych marzeń, z bolszewikami to inna sprawa. Te gigantyczne, brudne kapitały służą, jak widać, teraz do korumpowania “zachodnich kapitalistów” ot taki substytut leninowskiego “sznura”…

    Myślę że demoludowe wywiady pełniły co najwyżej rolę usługową wobec czekistowskiej centrali i nigdy nie miały grama samodzielności.

  11. michał

    I mnie się tak zdaje, Panie Amalryku. Demoludowe wywiady spełniały rozkazy. Ale sądzę, że pytanie p. Andrzeja jest uzasadnione. Rozumiem je dwojako, jeśli chodzi o prlowski wywiad i dzisiejszą syutację.

    Po pierwsze, jaką konkretnie rolę usługową spełniał dawny prlowski wywiad? Bo obsługa potrzeb erotycznych arabskich terrorystów, to były żarty z mojej strony. To nie było zadaniem wywiadu. Sądzę, że muszą być jakieś publikacje na ten temat.

    Po drugie, jaką rolę odgrywają “byłe demoludy” w planach sowieckich teraz. Udział Mołdawii, Łotwy i Estonii (choć ściśle biorąc, to byłe respubliki), o którym piszę powyżej, jest znaczący. Wielką rolę grają nadal byli agenci stasi. Ważna jest rola Ukrainy. Sądzę, że nie inaczej jest w innych demoludach. Ale nie potrafię odpowiedzieć na pytanie p. Andrzeja, bo sam nic więcej nie wiem.

Comment



Wydawnictwo Podziemne