Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
“(…)Tak się historii koło kręci,
że najpierw są inteligenci,
co mają szczytne ideały
i przeobrazić świat chcą cały.
Miłością płonąc do abstraktów,
najbardziej nienawidzą faktów,
fakty teoriom bowiem przeczą,
a to jest karygodną rzeczą.(…)”(J.Szpotański)
Pomerantsev ,dysydenci… No cóż, można by tu zauważyć , że w NKWD nie ma żadnych przypadków, czy też nieprzewidzianych zbiegów okoliczności, gdy się opuszcza “raj krat” za jego błogosławieństwem.
Bo czyż nie prościej w sytuacji uzasadnionych wątpliwości zastosować wypróbowany czekistowski modus operandi, jakże trafnie opisany przez cytowanego powyżej autora;
“(…)Może mu na łeb spadła blacha?
Może ktoś w bójce go zaciachał?
A może, całkiem tak po prostu,
po pijanemu zleciał z mostu?
Dość, że słuch po nim gdzieś zaginął,
lecz wierzcie, nie jest to mą winą.(…)”
hę?
Aleksander Juliewicz Daniel, nie bez racji, zauważył że: “(…) диссиденты как таковые – они не политики. Они могут сказать: «Вот так будет хорошо». Но никто никогда не учил их, как перейти от сущего к должному. Каковы алгоритмы этого перехода, каковы стадии этого перехода? Как пройти по этому пути, не поскользнувшись, не перейдя границы допустимого и недопустимого компромисса?(…)”
Tylko czy z bolszewikami w ogóle istnieją jakieś relacje: “bez przekraczania granic akceptowalnego i niedopuszczalnego kompromisu?”
Swoją drogą nie rozumiem jak, w latach dwudziestych XXI wieku, ktoś średnio inteligentny może mieć jeszcze jakiś problem z klasyczną, arystotelestowską, sformułowaną przez Awicennę, definicją prawdy; “veritas est adequatio rei et intellectus”???
Wszak na gruncie logiki z antynomią kłamcy rozprawił się, już blisko sto lat temu, uczeń Leśniewskiego i Łukasiewicza, Alfred Tarski. Eublidesowskie; “to, co powiedziałem, jest kłamstwem” w świetle semantycznej, sformułowanej przez Tarskiego , definicji prawdy nie uderza w Arystotelesowską definicję , gdyż nie mówi ona o niczym: jest nonsensem.
Errata; ostatnie zdanie powinno brzmieć:
Eublidesowskie zdanie; „to, co powiedziałem, jest kłamstwem” w świetle semantycznej, sformułowanej przez Tarskiego , definicji prawdy nie uderza w Arystotelesowską definicję , gdyż nie mówi ono o niczym: jest nonsensem.
Drogi Panie Amalryku,
Pańskie pytanie jest oczywiście kluczowe: jak można odrzucić klasyczną teorię prawdy? Ale odrzucają, aż furczy. Rozmawiałem niedawno z młodym doktorantem, które zajmuje się sztuczną inteligencją. Inteligentny, nawet błyskotliwy człowiek, który nie jest w stanie zrozumieć, co to jest obiektywna rzeczywistość. W jego oczach, nie ma wolności – jest tylko złudzenie wyboru, wynikające z niepełnej wiedzy na temat przyczynowości (on nie używał takich terminów). Nie ma inherentnego dobra ani zła – jeśli nie gwałcimy i mordujemy, to tylko dlatego, że tak jesteśmy społecznie uwarunkowani. W odpowiedzi na pytanie, jaki sens ma jego wypowiedź, skoro był zdeterminowany ją wypowiedzieć, odparł klasycznie, że pytanie o sens jest bez sensu.
Ci ludzie nie zadają sobie zasadniczych pytań. Linia kodu programowego, matematyczne równanie ma dla nich tę samą “rzeczywistość”, co padający śnieg, a są bardziej realne niż Męka Pańska czy perspektywa Zbawienia. A przecież w ich świecie właśnie, powstaje fundamentalne pytanie: skąd się bierze ta głęboka adekwatność matematycznego równania i świata? Jak to się dzieje, że matematyka, będąc akosmicznie formalna, opisuje świat? Jak to się dzieje, że nasz intelekt jest w stanie tę adekwatność objąć i drążyć? To jest cud Bożego Ładu, cud Stworzenia. Ale dla niech jest to pytanie bez sensu. Mogliby z łatwością znaleźć odpowiedż, dlaczego narzędzie jest adekwatne do swego zadania: dlaczego młotek wbija gwóźdź? Ale nie dlaczego intelekt jest adekwatny do poznania.
Czy ja dobrze rozumiem cytat z Daniela? Algorytm przejścia od tego co jest, do tego co być powinno? To brzmi ciut, jak mój młody rozmówca. Nie ma takiego przejścia. Z zachowania innych nie wynika norma postępowania. Z faktu powszechności rozwodu (dla przykładu), nie wynika, że rozwód jest dobry. To co jest, jest przedmiotem opisu, powinność należy do deontologii, do obiektywnego prawa moralnego “zapisanego we mnie”, jak to ładnie powiedział Immanuel z Królewca.
Ale być może źle zroumiałem, co Daniel chciał powiedzieć.
Natomiast, jak zwykle, bardzo dziękuję za cytaty z Szpotańskiego. On jest znakomity. Co z kolei prowadzi mnie do Nalwanego.
Gdyby naprawdę chcieli się go pozbyć, to byłby “tak po prostu po pijanemu zleciał z mostu”. Tu jest coś innego na rzeczy. Moim zdaniem, oni go promują.
Co Pan sądzi, Panie Amalryku?
Tak wiem, tak to jest , współczesna nauka wymaga norm uznawania a nie prawdziwości w sensie transcendentalnym o jakim my mówimy. Znamy te spostrzeżenia, że “pytanie o sens jest bez sensu” czy “nic nie jest prawdą” tylko one wcale nie zasługują na wiarę. Nie mamy żadnych bezwzględnie obowiązujących kryteriów sensowności, więc wszelkie ograniczenia narzucane potocznemu pojęciu sensu nie znajdują w moich oczach żadnego uzasadnienia. Podobnie jak wyrzucenie predykatu “prawdziwy” z naszego słownika tylko dlatego, że ateistycznie zadoktrynowanym jajogłowym psuje samopoczucie, gdyż w konsekwencji prowadzi do Tego w którym esse et verum convertuntur…
Dobrze Pan zrozumiał, gilotyna Hume’a, nie ma takiego przejścia. Myślę, że prób odnalezienia norm moralnych poza religią po prostu nie ma.
W “sprawie Nawalnego” myślimy tak samo.
W ogóle coś ostatnio za bardzo się ze wszystkim z Panem zgadzam.
Tak, zagraża nam zgoda i wiolinowa nijakość. Podobno zgoda będzie naszą zgubą. Mam tu na myśli ludzkość.
Pytanie o sens jest zupełnie zasadnicze dla naszej egzystencji. Kiedy to pytanie zanika – a zanika, gdy zaczyna być “pozbawione sensu” – świat jest sprowadzony do płaskich dekoracji, wśród których nie robi różnicy, jak się żyje, wręcz CZY się żyje, czy nie. To jest zwierzęca egzystencja, gdzie impuls decyduje, bo niby co innego ma zadecydować o naszych działaniach, skoro nic nie ma sensu? Nie chodzi tu wcale o odpowiedź, o sens, ale o samo pytanie. Już samo postawienie pytania odróżnia, bo leży w sercu samoświadomości.
Innymi słowy, powiedziałbym, że nawet jeśli “nie mamy żadnych bezwzględnie obowiązujących kryteriów sensowności”, to nadal sens jest jak koń, jaki jest, każdy widzi. Albo jeszcze lepiej: widać czego braknie, kiedy go nie ma. Brak definicji nie powinien w tym wypadku mącić naszego metodologicznego sumienia.
A co do Nawalnego, to czy Pan – lub ktokolwiek inny – zdołał obejrzeć ten jego film, który w ciągu kilku dni obejrzało rzekomo 82 miliony ludzi?
https://www.youtube.com/watch?v=ipAnwilMncI
Podobno ciekawy, ale nie podołałem.
Otóż to, czy ktoś oglądał ten film? Sam czytałem tylko komentarze, z których wynika jakoby to był odgrzewany kotlet o jakiejś ciut przestronniejszej, niż zwyczajna, daczy. Jeżeli tak, to skąd tak nagłe zainteresowanie i kto się tym filmem ekscytuje? Czy fakt, że ojciec narodu ma się lepiej od zwykłego szaraka może kogoś jeszcze podniecić w sowietach?
Jeżeli tak jest (film ma dwie bite godziny), sugerowałoby to: niebywałą prowizorkę propagandową; absolutną niechęć sięgania po istotne tematy; konieczność, gwałtowną, odnalezienia nowego „Sidorczyka”.
Łącznie – nic nowego. Kreml nie potrzebuje wiele, co by wobec narodu uzasadniać zmianę. Wystarczy powiedzieć: od dziś towarzysze sikamy pod wiatr! – i będą szczać pod wiatr, a żaden nie mrugnie. Stąd może prowizorka (której się jedynie domyślam), która zresztą zdaje się nieodłącznym elementem bolszewickiej taktyki.
Ale może chodzić też o eksport „idei” zmiany (którą całe to politykierstwo tak bardzo kocha, bo do niczego nie zobowiązuje): słuchajcie zachodni towarzysze – idzie nowe i wspaniałe. Zbudujemy wspólnie lepszy świat!
Darek,
Dacza to jednak nie jest. To jest pałac, który kosztował miliard. “Ciut przestronniejsza dacza”, jest w tym wypadku ironią, której sens mi umyka. Nb. pisałem o tym pałacu niedawno w moim cyklu.
Nawalny przedstawia się jako “krytyk korupcji”, więc to jest jego temat. Ale masz absolutnie rację, że to nie jest nowość i wiadomo o tym od dawna. Nawalny podtrzymuje także fikcję, jakoby Putin był carem i stworzył feudalny system. Ach, jak to zachwyca tych matołów z bbc.
Kiedy umieściłem linkę do filmu Nawalnego, to licznik wskazywał poniżej 82 milionów widzów, teraz jest już ponad 83 miliony. Jakoś trudno mi w to uwierzyć, ale ja się nie znam na psychologii stadnej.
Myślę, że “szukanie Sidorczyka”, to jest trafna analogia. Bardzo dobrze powiedziane!
Dwie godziny nawalania przez Nawalnego o niezmierzonym bogactwie aktualnego pachana w sowietach? To ponad moje siły! I to ma być ta jego wunderwaffe? W sowdepii to na nikim nie zrobi wrażenia, większość pewnie będzie raczej dumna że ich prezio jest w czołówce światowej a nie goły jak mysz kościelna. Korupcja? A to coś nowego! Koń by się uśmiał. Ale o konkretach ani mru mru.
To chyba rzeczywiście jakaś politagitka pod tych zachodnich pożytecznych idiotów. Czy są to zręby jakiejś operacji długofalowej czy szklenie im oczu o “rodzeniu się w Rosji społeczeństwa obywatelskiego” nie wiem. Ale zapewne się dowiemy.
Pomyślałem, że muszę to jednak obejrzeć. Zmogłem mniej niż połowę, ale chyba się przymuszę, by dobrnąć do końca. To jest okropne. Politagitka, to jest dobre określenie na treść. Ale poziom? Nawalny mówi w pewnym momencie, że Putin jest chory psychicznie, bo ma obsesję na punkcie pieniędzy i w tym momencie pojawia się zdjęcie Putina w kaftanie bezpieczeństwa. Kiedyś bolszewicka propaganda była słynna ze swej grafiki, z artystycznej klasy, nawet jeżeli plwać na jej treść. Filmy Eisensteina (jeden z nich pojawia się nawet w produkcji Nawalnego) są chamską propagandą, ale są świetnie zrobione. A to? To jest dno na poziomie jakichś czeskich kreskówek z lat siedemdziesiątych.
Nawalny opowiada w pierwszej części historię dojścia Putina do władzy. Było to przedmiotem pierwszych części mego cyklu, więc jest mi konkurentem, ale powiem nieskromnie, że Nawalny opowiada po łebkach i podporządkowuje wszystko jednej tezie: Putin jest złodziejem, a jego reżym jest kleptokracją.
Część o pałacu jest w pewnym stopniu ciekawa, ale nie odkrywcza, bo już o tym słyszeliśmy. I, jak wcześniej, okraszona komentarzami tego gatunku, że lodowisko do gry w hokeja jest podziemne, bo Putin jest jak karzeł z “Władcy pierścieni” i lubi liczyć swoje złoto ukryty pod ziemią. Można i tak.
A Eisenstien jest przywołany, gdy autor rozpoznaje w bramie do pałacu, zwieńczonej złotym, dwugłowym orłem, bramę do Pałacu Zimowego z filmu “Październik”. Ale Nawalny widzi w tym dowód, że Putin widzi siebie w roli Biełowo Caria.
Putin jest zagrożeniem dla świata, między innymi dlatego, że się go uważa za wariata-kleptokratę. Jeżeli Nawalny, choćby z najlepszymi intencjami, podtrzymuje ten jeden tylko mit, to szkodzi sprawie.
Obejrzawszy film Nawalnego do końca, zmieniłem zdanie. Nie, nie na temat jego jakości, podtrzymuję opinię, że jest denna. Byłem jednak początkowo do tego stopnia zbulwersowany poziomem (czy raczej jego brakiem) dziełka Nawalnego, że nie zauważyłem od razu pewnej zasadniczej cechy tego filmu. Tej mianowicie, że to są bezlitosne kpiny z wielkiego Putina.
Zważywszy obraz siłowika, mocnego człowieka, pewnej ręki, autorytetu i kompetencji, jaki bardzo skutecznie zbudowano w ciągu ostatnich kilkunastu lat (bo w pierwszej fazie jego prezydentury wprawdzie próbowano, ale robiono to bardzo nieskutecznie), to ten film nagle wydaje mi się mieć większe znaczenie, niż mu pierwotnie przypisywałem.
Obaj Panowie – Darek i p. Amalryk – macie rację, że w końcu nie ma w tym nic nowego, wot, dobrze im się powodzi, to wszystko. Ale ton jest nowością.
Można się wyśmiewać bezkarnie z pewnego typu władców, nazwijmy ich tak, z „Klaudiuszów”. Jako cesarz, Klaudiusz był bezlitośnie karykaturowany w Rzymie, jako zasmarkana pokraka i zafajdany półgłówek, co nie przeszkadzało mu być bezpardonowym manipulatorem, gdy szło o jego władzę; Klaudiusze kryją się za maską głupca. Ale nikt nie ośmieliłby się tak samo nabijać z jego poprzednika, Kaliguli, lub następcy, Nerona. Nazwijmy ten drugi typ „Ubu”. Wyśmiewanie króla Ubu niweczy jego mistykę. I do tego właśnie typu należy chyba Putin.
Film Nawalnego lży go i poniewiera, naigrywa się z prezydenta i pomstuje na niego, wykpiwa „czernomorskije Las Viegas”, ośmiesza tor dla elektrycznych samochodzików, gdzie Putin może ograć siebie samego, drwi z pałacowych „pokojów do odpoczynku po odpoczynku”. Stolik do kawy, który kosztuje tyle co dwupokojowe mieszkanie, szczotka do klozetu za 62 tysięcy rubli, uchwyt do papieru toaletowego za 92 tysiące rubli. Własna winnica, która sprzedaje wino na oficjalne przyjęcia na Kremlu. Kochanki, które stają się multimilionerkami; Gazprom, kupujący luksusowe apartamenty dla „teściowej” – nie jednej, ale trzech – to byłyby wszystko żenujące i ambarasujące rzeczy dla normalnych ludzi, ale dla Putina kolektywny wybuch śmiechu może być fatalny. Nic dziwnego, że czuł się zobowiązany otwarcie zaprzeczyć, jakoby pałac należał do niego.
A zatem albo Nawalny jest herosem bez skazy, nadczłowiekiem, który nie boi się strasznej zemsty wyśmianego tyrana, tylko śmiało rzuca prawdę prosto w twarz despocie, albo stoi za nim niebagatelna siła wewnątrz rządzącego kolektywu.
Wydaje mi się coraz bardziej prawdopodobne, że przygotowują grunt pod deputinizację. Obojętne, czy Nawalny jest tego świadomym narzędziem czy nie. Ale niestety ważniejsze, że odwraca swoją pracą uwagę od autentycznego celu obszczaka. Bo reżym Putina nie jest kleptokracją. Jest znacznie niebezpieczniejszy.
No, Panie Michale teraz zadał nam Pan (jak to mawiał Stirlitz) materiał do przemyślenia… Przyznaję przewinąłem niechlujnie dwugodzinny film Nawalnego w 10 min ale ja podświadomie szukałem w nim haseł typu; Promień, Burza w Moskwie, Riazański cukier, Kursk, Teatr na Dubrowce, Biesłan, a nie znalazłszy ich machnąłem nań ręką.
Teraz zaczynam poważniej spoglądać na Nawalnego, poważniej czyli zastanawiać się kto za nim stoi? Kiedyś Rosja miała dwóch sojuszników ;Armię i Flotę, sowdepia teraz FSB i GUGSz czy jak tam się te ich, obecnie, akronimy prezentują…
Aż musiałem sprawdzić, kto zacz ten GUGSz. A to czekisty. Czyżby więc im zaczęło nagle przeszkadzać, że aż takie pieniądze – miliardy i miliardy dolarów, a nie rubli – idą prosto do kieszeni kochanek i przyjaciół-judoków?