Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
Panie Michale,
Nie wspomniał Pan o Krymie. Co Pan sądzi o hipotezie, że na “zaprzyjaźnienie” się Turcji z sowietami-czekistami mogła mieć wpływ “ponowna” instalacja pocisków balistycznych tamże?
Nie wiem czy Pan pamięta, jak po zdławionym “puczu” Erdoğan dziękował sowietom za pomoc wywiadowczą. Jaka była ich rola w tym “wydarzeniu”? Czy aby nie sprawcza?
W trzeciej części cyklu “Wszystko jest połączone” pisałem o tym, że w atakach na serwery stanowych systemów wyborczych USA użyto tych samych adresów IP, które wykorzystano wcześniej w atakach na serwery partii Erdoğana (AK Parti). Czy nie jest możliwym, że sowieci nabyli w ten sposób wiedzę na temat polityki tureckiej i tureckiego wodza, którą następnie wykorzystali? Niecały miesiąc przed zwrotem w polityce Turcji wobec nich, poprzez WikiLeaks ujawnili, że są w posiadaniu dość dużego zbioru informacji.
Zgadzam się z tym co Pan napisał w kwestii geopolitycznej, tzn. pozostawiona samej sobie Turcja, mająca lokalne ambicje mocarstwowe, szukała dla siebie innego partnera z wyższej ligi aby je podtrzymać (a wybór był tylko jeden). Ale ten “partner” Turcję “za łeb trzyma”. Erdoğanowi podoba się maska, którą nałożył Putin i jak każdy nacjonalista nie chce dostrzec prawdziwej sowieckiej twarzy. To raczej nie tyle głupota, co zaraza.
Drogi Panie Andrzeju,
Krym nie wydaje mi się mieć wielkiego znaczenia. Bazy były tam zawsze, a rozmieszczenie rakiet balistycznych nie zmienia niczego z punktu widzenia Turcji. Rakiety Iskander są wprawdzie krótkiego zasięgu, ale ich zadaniem jest zniszczenie systemów NATO w Europie raczej niż w Turcji. Dystans między Krymem a Ankarą jest 500 km, więc rakiety balistyczne są ekstrawagancją, by trzymać w szachu Turcję. Noworosyjsk czy Soczi są jeszcze bliżej Turcji niż Krym, więc posunięcie rakiet na Zachód nie mogło mieć Turcji jako celu.
Pucz jest intrygujący. Nie badałem go nigdy szczegółowo, powtarzam raczej krążące pogłoski i oskarżenia. Usłużne podsunięcie wywiadowczych danych jest klasyczną sowiecką prowokacją, co Erdogan powinien chyba rozumieć, ale z drugiej strony wygodnie mu było to przyjąć raczej niż odrzucić.
Trzy elementy tej sytuacji są niezwykle ciekawe. Po pierwsze, umiejętne i bardzo sprawne lawirowanie Putina. Nie po raz pierwszy, nie doceniamy sowieckich wrogów. Po drugie, beznadziejna krótkowzroczność tzw. Zachodu. Tu odróżnić trzeba kompletną ślepotę strategiczną w Europie, od czegoś w rodzaju bezradnego oczekiwania na rozwój wypadków w Stanach (ale tam przynajmniej rozumieją, co się święci). Ale najważniejsze jest postępowanie Erdogana.
Wskazałem na analogię z Piłsudskim, bo w moim przekonaniu, Erdogan się miota i próbuje zastraszyć Zachód, że jeśli mu nie pomogą, to pójdzie z Putinem. Ale jednocześnie on wie lepiej niż politycy zachodni, z czym ma do czynienia, trudno więc pojąć, jak sobie wyobraża wyjście z tej zależności.
Proszę wybaczyć, ale nie pamiętałem o Pańskich odniesieniach w artykule “Wszystko jest połączone”. Zajrzę tam dzisiaj później i napiszę osobno.
PS do powyższego artykułu.
Pan Andrzej Dajewski napisał tu przed paru laty cykl pt. „Wszystko jest połączone (w cyberprzestrzeni i wokół)”, którego Część III (http://wydawnictwopodziemne.rohnka5.atthost24.pl/2017/07/05/wszystko-jest-polaczone-w-cyberprzestrzeni-i-wokol-czesc-iii/) jest w pewnej mierze poświęcona Turcji. Niech mi niniejszym wybaczy, że nie pamiętałem tego artykułu. Żałuję, bo ma on wiele do dodania w kwestii zwrotu w stosunkach turecko-sowieckich.
Najważniejsza wydaje mi się sugestia, że, mówiąc brutalnie, sowieccy hakerzy dali Putinowi jakiś „hak” na Erdogana. Jak zwykle w tego rodzaju historiach, nic nie jest do końca jasne, a już z całą pewnością nie da się udowodnić przez wiele lat, ale że coś tu jest na rzeczy – to fakt.
Panie Andrzeju, napisał Pan powyżej:
Czy nie jest możliwym, że sowieci nabyli w ten sposób wiedzę na temat polityki tureckiej i tureckiego wodza, którą następnie wykorzystali?
Czy nie wydaje się Panu, że “hak” musiałby być innej natury? Polityka turecka wydawała się w miarę przejrzysta, ale tylko do momentu owej zmiany orientacji, o której mówimy.
Panie Michale,
Nie posiadam wiedzy na inne cyberataki sowieckie na Turcję poza tym na serwery AK Partii. Ale wydaje mi się bardzo prawdopodobne to, że sowieci posiedli wiedzę (nie tylko z tego źródła) odnośnie strategicznych danych tureckich. To by rzeczywiście był powód do zmiany, która nastąpiła trzy lata temu. Wszystko jest nie tylko połączone ale i możliwe. W kontekście cyberataków na serwery partii Erdoğana, nie tyle miałem na myśli klasyczne “haki” na niego (dajmy na to obyczajowe), co poznanie sekretów jego polityki.
Czy uważa Pan za uzasadnioną hipotezę, że to sowieci zorganizowali turecki “pucz” a następnie “rozbroili go”, uzyskując tą “kombinacją operacyjną” zmianę polityki Erdoğana? Okres od zestrzelenia przez Turcję sowieckiego myśliwca na granicy z Syrią do “puczu” wydaje mi się kluczowy. Czy wiadomo coś Panu o kontaktach turecko-sowieckich w tym czasie?
Czy zabójstwo sowieckiego ambasadora w Ankarze mogło być testem lojalności wobec procesu “pojednania”? Będąc pewni tego, że Turcja nie zmieni swojej polityki wobec nich, sowieci mieli tureckiego asa w rękawie na wspomniane przez pana negocjacje w Astanie (dziś już Nur-Sultan ku chwale towarzysza Nazarbajewa).
Panie Andrzeju,
Ale jakie “sekrety polityki” mogłyby mieć taki skutek? Że jako nacjonalista turecki, będzie w pierwszym rzędzie wrogiem Kurdów? Że Turcja jest członkiem NATO, i to bardzo ważnym członkiem? Że Erdogan nie lubi Assada, ale obawia się zwycięstwa fundamentalistów w Syrii, a jeszcze bardziej chaosu? To wszystko było zupełnie oczywiste i bez odkrywania tejemnic. Stąd podejrzenie, że jeżeli coś było w tych emaliach, to nie dotyczyło strategii.
Pucz jest bardzo dziwny, choć nie znam szczegółów. Nie wydaje mi się jednak, żeby Putin ryzykował zorganizowanie go. Prędzej mógł był podsunąć Erdoganowi pomysł, że taki pucz dałby mu wystarczający pretekst. Tylko że w czasie gdy wybuchł, stosunki między nimi nie były jeszcze na tyle dobre.
Zarówno zestrzelenie myśliwca, jak i zabójstwo ambasadora, wskazują raczej na siły odśrodkowe w tym zbliżeniu. Na istnienie poważnych napięć między Turcją i sowietami, choć zdaje się nie pomiędzy Putinem i Erdoganem. Toteż niezupełnie rozumiem Pańskie słowa o “teście lojalności”. Na moje oko, to raczej kapitalny przykład giętkości Putina, który wykorzystał na swą korzyść wydarzenia całkowicie poza jego kontrolą i skierowane przeciw niemu.
Dodajmy, klasyczna to leninowska taktyka.
Oczywiście rzeczą banalną i wiadomą jest to, że dla Turcji była Rosja najważniejszym, stale jej zagrażającym wrogiem, od kilku setek lat. To, że Erdoğan postawił na zbliżenie z Moskwą, patrząc okiem potomków Sobieskiego, świadczy najwyraźniej o jego elastyczności. Czy się na tym nie przejedzie? Hm, a co takiego może stracić, cnotę? Wydaje mi się, że zyskać może więcej, trzymając te zbliżenie nad głową NATO jak miecz Damoklesa.
A tak BTW: gdy rozpoczęto dziłania zbrojne przeciw Saddamowi, to mi chodziło po głowie, że Turcja mogła wtedy „coś” ugrać, ale to zaniedbała. Wszak dla całości operacji militarnych dość istotne były możliwości lotów (i nie tylko) z baz tureckich. Ankara mogła wówczas postawić warunki na to, że aby uczestniczyła aktywnie w anty-irackiej eskapadzie, to „coś” musi za to dostać. Kilka warunków, z przyjęciem do EWG na czele. Czemu tego nie zrobili? Pewnie nie przyszło im to do głowy, dosyć to… dziwne.
Tak, oczywizda, chodzi o to, że Erdogan może stracić cnotę. Tylko cicho-sza, nie mów o tym nikomu, bo jak się dowiedzą w waszyngtońskiej synagodze, to będzie klapa, przechlapane, picu picu, chlastu chlastu, nie mam rączek jedenastu.
Panie Michale,
Co prawda z opóźnieniem, ale pozwolę sobie jeszcze zabrać głos w dyskusji. Erdogan oczywiście bardzo ryzykuje balansując na barykadzie, wydaje się jednak mieć pewne atuty. Przede wszystkim Turcja jest na tyle niezależnym i suwerennym państwem, że może sobie pozwolić na taką grę. Gdyby podobne fanaberie przyszły do głowy komuś w Europie Wschodniej, to zostałby natychmiast skutecznie zneutralizowany przez Waszyngton lub Moskwę, w zależności od aktualnej przewagi agentury. Więc być może Erdogan jednak coś ugra od Trumpa, bo chyba taki jest cel jego działań. Nie wydaje mi się, żeby stawiał serio na zbliżenie z Moskwą, to raczej tylko taktyczna zagrywka.
Taką też zagrywką wydaje się być deklaracja zakupu S 400. Nie mogę się zgodzić z Panem co do skuteczności tego systemu. Oczywiście realnie jego możliwości ocenić można by dopiero na podstawie pełnowymiarowego konfliktu, ale są pewne analizy, które ułatwiają taką ocenę. Szwedzi z Agencji Badań Obronnych FOI w raporcie na temat skuteczności S 400 wykazali podstawowe słabości systemu. Przede wszystkim krążące opinie o zasięgu rakiet 40N6 (rzekomo 400 km) są mocno przesadzone. Pociski tego typu są wciąż jeszcze w fazie prób. Świadczy o tym między innymi fakt, że S 400 umieszczone w Syrii były wyposażone w starszy model rakiet, o skromniejszych parametrach. Szwedzkie analizy wykazują również słabości systemu wykrywania i naprowadzania na cel. Chodzi przede wszystkim o ograniczenia w obserwacji celów znajdujących się poza tzw horyzontem radiolokacyjnym. Z dostępnych danych wynika, ze sowieci nie dysponując technologią over-the-horizon, czyli możliwościami, jakie dają urządzenia takie, jak np amerykański HAARP. Pewnym atutem sowieckiego systemu jest zdolność samonaprowadzania aktywnej głowicy rakiety 40N6, ale zasięg takiego działania wynosi około 30 km, wiec musiałby być wspomagany przez radar naziemny, a to z kolei powoduje problemy w komunikacji pomiędzy obydwoma systemami i ogranicza skuteczność pocisków.
Reasumując, Szwedzi oceniają realny zasięg S 400 na 200 – 250 km w przypadku dużych i powolnych samolotów transportowych, typu np C 5 Galaxy na pułapie około 10 000 m. W przypadku myśliwców IV generacji i pocisków typu cruise ten zasięg spada do około 35 km. Natomiast przypisywanie temu systemowi możliwości niszczenia F 35, Raptorów, czy B2 jest według mnie dużym nieporozumieniem.
Wszystko to pokazuje, że sowieci, wbrew własnym deklaracjom nie są w stanie stworzyć przy pomocy S 400 strefy A2/AD (Anti Access/ Area Denial), a cała legenda o możliwościach systemu jest wytworem kremlowskiej propagandy, podobnie jak w przypadku myśliwca SU 57.
Drogi Panie Jacku,
Proszę wybaczyć moje milczenie. Byłem ciut zajęty.
Nie jestem w stanie podjąć dyskusji na temat S400. Mogę tylko powtórzyć opinie przeczytane, że system jest imponujący, ale oczywiście całkowicie przyjmuję, że to się może okazać “sowiecka robota”, jak określił był klasyczną sowiecką fuszerkę ojciec rewolucji, tow. Lenin. Jane’s Defence Weekly wypowiada się dobrze o tym systemie, ale nie wątpię, że wiele wiadomości na jego temat to propaganda.
Natomiast co do strategii przyjętej przez Erdogana, to nie przekonał mnie Pan.
We wczesnych latach 30 ubiegłego stulecia, wywiad polski donosił o buntach na Ukrainie, o rosnącym głodzie, o wrzeniu, uciekinierzy z Ukrainy potwierdzali, że ludność czeka na “wyzwolenie” przez Polaków. Ale Piłsudski nie miał żadnego poparcia z Zachodu dla takiej interwencji, toteż “na złość mamie odmroził sobie uszy” i podpisał pakt ze Stalinem.
W moim przekonaniu, Erdogan robi to samo. Czuje się porzucony przez Zachód. Niunia wystawiła go do wiatru i krytykuje go na każdym kroku, a Ameryka nie jest pomocna. Pan sądzi, że próbuje “ugrać coś od Trumpa”, ale realistycznie, musi być dla niego oczywiste, że nie ugra nic. Co więcej, w ostatnich dniach otwarcie zagroził, że zaatakuje Kurdów w Syrii; Kurdów, którzy są głównymi aliantami Ameryki w Iraku i w Syrii. Nie po raz pierwszy, nacjonalizm okazuje się złym doradcą. O ile wiem, nie przeprowadził nadal tego ataku, ale samo wyrażenie takiej groźby wskazuje, że on nie do końca chyba wie, co robi. Wydaje mu się, jak Piłsudskiemu w latach 30., że chroni swój naród, że prowadzi mądrą politykę, ale to się tylko może skończyć dla Turcji tak, jak się skończyło dla Polski.
Zbliżenie z sowietami wydaje mi się pod każdym względem autentyczne. Nie, jak Pan utrzymuje, naciągane, żeby przekonać Zachód, że nie mogą sobie pozwolić na utratę takiego sojusznika jak Turcja, ale raczej “na złość mamie odmrożę sobie uszy” w stylu Piłsudskiego.
Panie Michale,
No dobrze, ale, jeśli Erdogan faktycznie chce zbliżenia z Moskwą, to czego realnie oczekuje? Ani gospodarczo, ani militarnie sowieci nie są dla niego atrakcyjni. Nie sądzę, żeby zdawał sobie sprawę z długofalowej strategii politycznej Kremla i chińskich komunistów, więc o jakimś głębszym sojuszu na tym polu też raczej nie można mówić. Według mnie dla Turcji jedynym strategicznym kierunkiem jest sojusz z USA, nawet mając świadomość ich słabnącej pozycji.
Panie Jacku,
Dlatego jest to tak dziwne. Jego gra wydaje się bardzo krótkowzroczna, ale być może warto pamiętać zasadę, której nie stosowali polscy politycy podczas II wojny: nie ceni się całkowicie lojalnych sojuszników. Żeby wydobyć coś od Zachodu (w praktyce, od Ameryki) musi stworzyć wrażenie, że jest gotów pójść z Putinem.
Chciałbym jednak zakwestionować Pańską supozycję, że sowieci są dla niego mało atrakcyjni. Bojkot, bo nie sankcje, wywołany przez Putina, miał ogromny wpływ na turecką gospodarkę I, jak się zdaje, spowodował, że Erdogan położył uszy po sobie I przeprosił za zestrzelenie samolotu. Zatem “turystyka z Rosji” I eksport pomidorów, mają jednak swój ciężar. Zwłaszcza, że niunia jest tak bardzo wroga Erdoganowi.
Proszę dodać do tego, że sowieci są teraz głęboko osadzeni w Syrii, co oznacza otoczenie Turcji do pewnego stopnia.
Panie Michale,
Ok, przyjmijmy, że turyści z sojuza mają wpływ na gospodarkę turecką. Ale przecież w zestawieniu z potencjalnymi kontraktami z Lockheed Martin, czy Raytheon, jest to wpływ pomijalny. Putin, poza propagandowymi chwytami, nie ma zbyt wiele do zaoferowania, a Erdogan wydaje się być na tyle inteligentnym graczem, że prowadząc taką politykę na dwa fronty może wzmocnić swoją pozycję wobec Trumpa.
Kluczowe wydaje mi się to, co Pan napisał o niecenieniu ślepo lojalnych sojuszników. Erdogan wymusza na Trumpie zabieganie o utrzymanie Turcji w sojuszu z USA. W sytuacji, kiedy Waszyngton stoi w obliczu potencjalnego konfliktu z chińskimi komunistami, każdy sojusznik się liczy, zwłaszcza taki, jak Turcja. Trump nie może sobie teraz pozwolić na utratę jakichkolwiek aktywów. Proszę zwrócić uwagę, że odbudowywanie wpływów politycznych w skali globalnej jest teraz priorytetem Białego Domu. Jeśli dyplomacja waszyngtońska zabiega o współpracę z takimi graczami, jak Papua i Nowa Gwinea, to z pewnością nie odpuszczą Turcji.
Nie, Panie Jacku, to chyba tak nie działa. Statystycznie i całościowo, zapewne kontrakty na dostawy części do F-35 były więcej warte dla tureckiego GDP, ale protesty na ulicach były o to, że nagle hotele na wybrzeżu Morza Czarnego stały puste, a góry niesprzedanych pomidorów blokowały drogi.
Odejdę na chwilę od tematu, żeby wskazać na inny przykład nieracjonalności tureckiej polityki. Otóż dzisiaj ogłoszono, że turecki państwowy wojskowy fundusz emerytalny zakupi brytyjskie huty British Steel. W jakim celu? Przecież nie po to, żeby uratować 4 tysiące posad w Wielkiej Brytanii, więc po co? Czy decyzja tego rodzaju mogła być podjęta bez udziału Erdogana? Wątpię, ale po jaką cholerę mu się w to pchać? Pisze Pan, że Erdogan wydaje się inteligentnym graczem, ale czy jest to udowodnione?
Tak, próbuje chyba wygrać dla siebie coś przez niebycie ślepo lojalnym, ale czy może coś wygrać? Moim zdaniem, żadnych ustępstw ze strony Trumpa nie będzie – bo sytuacja z S-400 nie nadaje się do ustępstw – a na niunię on sam już dawno machnął ręką. Tymczasem flirt z Putinem jest czymś na kształt zbliżenia między królikiem i kobrą, nie może się to skończyć dobrze dla królika-Turcji.
Czy każdy sojusznik liczy się w konfrontacji Ameryki z chrlem? Estonia? Łotwa? Polska?…
Jeszcze jedno PS do powyższego.
Warto chyba pamiętać, że nie jest to pierwszy konflikt Erdogana z Ameryką. W 2003 roku, nowo wybrany premier turecki, odrzucił ogromne gwarancje kredytowe oraz 6 miliardów dolarów w darowiznie, w zamian za udział w koalicji przeciw Saddamowi. W rezultacie, Amerykanie nie mogli użyć baz tureckich do ataków na Irak. Erdogan po latach tłumaczył to stanowiskiem Kurdów, którzy rzekomo mieli mieć wpływ na Busha, ale wydaje się bardzo mało prawdopodobne, żeby głos mnieszości kurdyjskiej był ważniejszy niż postawa poważnego członka NATO.
Efektem tych machinacji Erdogana było odrzucenie najlepszej koncepcji na zorganizowanie przyszłości politycznej Iraku. Koncepcja ta opierała się na rozbiciu sztucznej całości, jaką Irak zawsze był, na trzy odrębne państwa: szyickie państwo na południu, wokół Basry, sunnickie w centrum, wokół Bagdadu, i kurdyjskie w północnym Iraku. Rozwiązanie takie miało tę wadę, że mogło potencjalnie wzmocnić irański „szyicki półksiężyc”, ale wciągało także Iran do polityki irakijskiej po Saddamie, jako stabilizującą siłę, gdy w rzeczywistości stał się Teheran siłą destabilizującą.
Jednak prawdziwą przeszkodą było stanowisko tureckie wobec zalążku niepodległego Kurdystanu. Erdogan widział to jako posunięcie antytureckie (Kurdowie otwarcie dążą do stworzenie państwa w zaborze tureckim, syryjskim, irańskim i irakijskim). Wolny Kurdystan mógł doprowadzić nawet do wystąpienia Turcji z NATO i dlatego właśnie koncepcja ta została odrzucona przez administrację Busha.
Wydaje mi się, że zagrożenie dziś jest większe niż w 2003 roku. Turcja, pozostając członkiem NATO, jest już faktycznie w orbicie Moskwy. Zarówno Turcja, jak i NATO, mają bardzo wiele do stracenia. Pakt Atlantycki może utracić najdalej na Wschód wysunięte bazy wraz z drugimi liczebnie co do wielkości stałymi siłami zbrojnymi w sojuszu. Turcja natomiast może utracić niezawisłość.
Panie Michale,
Odpowiadając na Pańskie pytanie z przedostatniej wypowiedzi, ani Pribałtika, ani nasze poletko nie mają podmiotowości, więc są całkowicie podatne na naciski tej strony, która ma aktualnie przewagę polityczną w regionie. Obecnie taką przewagę mają według mnie Amerykanie. A dla nich znaczenie ma terytorium krajów, o które Pan pytał. Świadczy o tym choćby zwiększająca się stopniowo liczba wojsk USA na tym obszarze, o czym już dyskutowaliśmy.
Natomiast Turcja jest podmiotem w rozgrywce międzynarodowej i ma olbrzymie znaczenie dla Ameryki, więc nie wydaje mi się, żeby Trump wepchnął Erdogana w objęcia Putina, pogłębiając sankcje za S 400. Raczej stawiam na tendencję do utrzymania Turcji w strefie wpływów amerykańskich.
Panie Jacku,
Ale czy nie wynika z Pańskich słów, że Polska czy Estonia, są “na linii frontu walki z Rosją”, jak twierdził tu przed laty Nyquist? Mnie się to wydaje nieporozumieniem. Te kraje nie są podmiotowe politycznie, nie z tego powodu, że są zależne od wpływów – niemieckich, jak utrzymuje BaSz i Jaszczur, żydowskich, jak utrzymują antysemici, albo amerykańskich, jak zdaje się twierdzić Pan – a wyłącznie dlatego, że są w strefie wpływów sowieckich, i że nikt nie zamierza tego zmieniać.
Oczywiście zgadzamy się co do podmiotowości Turcji. Rzecz w tym, że Erdogan tę podmiotowość wykorzystuje, by leźć prosto w otwartą paszczę Putina. Mackiewicz pytał, jak to się dzieje, że wolni ludzie z własnej woli działają na korzyść komunizmu? – i to jest taki przypadek. Jeżeli patrzeć na Putina jak na zwykłego gracza na arenie politycznej, to oczywiście Erdogan ma rację, czyli, że znowu posłużę się przykładem BaSza: “co niby może stracić”, na grze z Putinem? Jeżeli natomiast rację mamy my, że nie ma żadnej “Rosji”, nie ma kraju o normalnych interesach państwowych, a tylko narzędzie globalnych interesów komunizmu z centralą w Moskwie, to wówczas Erdogan popełnia koszmarny błąd, błąd podobny do tego, który popełnił Piłsudski.
Administracja Trumpa wybrala najmniejsze zło – nie wprowadzać sankcji nakazanych prawem – tylko dlatego, że każde inne wyjście pcha Turcję jeszcze bardziej w ramiona Putina, jak Pan słusznie mówi. To nie jest dobre wyjście, ale najmniej złe. Pentagon zwłaszcza (w przeciwieństwie do Departamentu Stanu) oczekuje, że być może Erdogan upadnie i da się to jakoś odkręcić, ale to są marzenia ściętej głowy.
Wydarzenia z roku 2003 są bardzo pouczające, a przecież wówczas pozycja Putina w regionie była bez porównania słabsza. Jeżeli Erdogan wprowadzi w życie pogróżki przeciw Kurdom w Syrii, to będzie oznaczało bezpośredni konflikt między żołnierzami tureckimi i amerykańskimi, a to byłoby wielkie zwycięstwo dla Moskwy.
Panie Michale,
Te twory polityczne, o których Pan pisze na początku swojej wypowiedzi jeszcze nie są, ale mogą być na linii frontu walki z sowietami. Wynika to wyłącznie z geopolityki i starań USA, a nie z jakichś chęci, czy działań osób zasiadających na stołkach w Warszawie, Wilnie, czy Tallinie. I specyfika wejścia do takiej walki będzie skutkowała wykorzystaniem terytoriów tych krajów. Z możliwością całkowitej destrukcji włącznie. Osobiście wątpię, żeby do tego doszło, ale całkowicie wykluczyć takiej ewentualności nie sposób.
Tak na marginesie, wydaje mi się, że wszyscy wymienieni przez Pana dyskutanci mają odrobinę racji, co do wpływów, pod jakimi znajduje się współczesny peerel. Wszystkie te siły odgrywają swoją rolę na tym obszarze. I sowieci dzisiaj już chyba nie odgrywają kluczowej roli. Rozpychają się, jak i pozostali gracze.
Natomiast, co do potencjalnego błędu Erdogana grającego z Putinem, to oczywiście można to tak oceniać, jeśli Erdogan faktycznie dąży do zbliżenia z Kremlem. Nie jestem o tym do końca przekonany, wydaje mi się, że to wciąż tylko zabieganie o wpływy w Waszyngtonie.
Panie Jacku,
W takim razie, różni się Pan od Nyquista, który wręcz “zwracał się do narodu polskiego”. Ale ode mnie różni się Pan także, bo w moim mniemaniu, amerykańska polityka opiera się na niepodważaniu sowieckiej strefy wpływów w żaden inny sposób niż propagandowo (pisałem o tym obszernie w cyklu o powstaniu węgierskim). Jeżeli mam rację, to rzężenie w sprawie tarczy jest równie bezprzedmiotowe, co kiwanie palcem na słońce, żeby nie zachodziło, a żołnierze amerykańscy w Estonii będą równie przydatni w przyszłej wojnie, jak czajnik do herbaty zrobiony z czekolady.
Oczywiście, może się okazać, że nie mam racji, ale na razie nie widzę żadnych powodów, by poddać tę opinię rewizji.
Dyskutanci na pewno mają rację. Wpływy istnieć mogą zawsze i wszędzie. Np. w Zjednoczonym Królestwie ogromne wpływy ma niunia europejska. Ale to są innego rodzaju “wpływy” niż te, które decydują o braku podmiotowości politycznej prlu.
Rozumiem Pańskie zdanie o Erdoganie tak: wszystko jest odwracalne, Erdogan gra asem, jakim jest dla niego NATO. Miejmy nadzieję, że ma Pan rację. Drobny problem jest tylko ten, że on nie “dąży do zbliżenia z Kremlem”, ale już się do niego zbliżył, a to zbliżenie stopniowo coraz bardziej go od Putina uzależnia. To nie jest tylko dążenie, to jest już niestety fakt.
Panowie,
co teraz? Turcja, członek NATO wkracza do Syrii, pajac Trump się zwija, sowieciarze z Asadem zajmują miejsce USA, Kurdowie dogadują się z Putinem… Czy Erdogan się zakiwał?
Drogi Panie Tomaszu,
Erdogan postępuje jak wariat, ale nie jego trzeba tu głównie winić, tylko tego imbecyla Trumpa.
Obama z pewnością zostawił fatalną sytuację w Syrii. Zezwolił Putinowi na ulokowanie się na wybrzeżu Morza Śródziemnego – bazy lotnicze i porty – ale co najgorsze pozwolił mu umocnić Asada. W pierwszej fazie prezydentury Trumpa, gdy Sekretarzem Obrony był generał Mattis, Amerykanie zdołali opanować wzrost diabolicznego państwa islamskiego (ISIS), głównie uzbrajając i wspomagając militarnie Kurdów w północno-wschodniej części Syrii. W rezultacie sprawnej akcji Mattisa, Isis została pokonana, a Kurdowie stworzyli samorząd w syryjskim Kurdystanie. Zarówno Turcy, jak Assad i Putin, bali się ich tknąć ze względu na otwartą obecność Amerykanów.
Kiedy rok temu (w grudniu 2018) Trump ogłosił wycofanie wojsk amerykańskich z Syrii, Mattis próbował zmienić jego zdanie, po czym złożył rezygnację. Trump rezygnację przyjął, ale odwołał wycofanie wojsk. Teraz wycofał je ostatecznie.
Wycofanie wojsk amerykańskich z Kurdystanu było jednoznaczne z daniem zielonego światła Erdoganowi do inwazji. Trump odmówił dostrzeżenia tego faktu – dosłownie, powiedział coś w rodzaju, że Erdogan nie zaatakuje pomimo wycofania wojsk US. Oczywiście, wiemy, co było dalej. Ale czego się spodziewać po takim matołku? Nie wątpię, że ludzie typu Foxmuldera uważają tego półgłówka za geniusza, ale to mówi więcej o nich niż o świecie. Trump to jest niedorzowinięte dziecko we mgle.
Dzisiaj Erdogan podpisał umowę z Putinem, która zezwala mu na kontynuowanie ofensywy w Kurdystanie. Kurdowie zwrócili się do Assada o opiekę, co jest równoznaczne z oddaniem się w niewolę, ale co mieli robić? Szczegóły paktu z Soczi wyjdą na jaw dopiero za jakiś czas, jak to zwykle bywa. Jaką tajną ugodę podpisał Erdogan, to tylko on jeden wie, i niech mu to Pan Bóg wybaczy.
A Kurdowie, jak zawsze, zostali sprzedani.
Biorąc pod uwagę także i zawarty dwa lata temu układ Moskwy z Kurdami w Iraku, zdaje mi się że teraz to już tylko pax sovietica na Bliskim Wschodzie (i dalszym też, także w wersji chrlowskiej).
Tak jest. A na domiar złego, Turcja, ważny członek NATO z największą po Ameryce armią w NATO, jest całkowicie w orbicie sowieckiej. I to wszystko dzięki debilowi u władzy.
Często się zastanawiam Panie Michale, czy Trump jest zwyczajnie politycznie głupi, czy też jest to coś gorszego. W ostatnim przypadku (tak się jakoś złożyło, że) sprawił Putinowi prezent akurat w jego urodziny. Biorąc pod uwagę nieprzerwanie okazywaną przez Trumpa atencję wobec sowietów, czy nie sądzi Pan, że jego działania mogą być podyktowane czymś więcej niż głupotą? Nie musi to być wcale agenturalne działanie,jakkolwiek tak to można też oceniać. Możliwe, że w ten sposób Trump dba o własne, prywatne interesy w sytuacji gdy w USA nie ma zbyt wielkich możliwości ich powiększenia. Kiedyś w końcu przestanie być prezydentem, a ma do tego całkiem sporą rodzinę obecną od lat w tej przestrzeni. Zdaje się, że od jakiegoś czasu prezydentura amerykańska to interes rodzinny…
Sowieci od bolszewickiego początku kręcą sznur.
Drogi Panie Andrzeju,
Niestety nie można wykluczyć, że coś gorszego. Ale wtedy mogłoby się okazać, że nie jest imbecylem i bucem, tylko najinteligentniejszym agentem komunistycznym w historii, bo osiągnął to wszystko, skutecznie udając kretyna. Nie wiem, dlaczego Pan pisze, że “nie musi to być działanie agenturalne”. Jeżeli to nie jest strategiczny debilizm, ani agentura, to co? Jaka jest trzecia możliwość?
Czy dobrze rozumiem, że sugeruje Pan, że jeśli ten neptek przegra wybory, to poprosi o azyl w Moskwie?
Mi się wydaje, że Erdogan raczej durniem nie jest. Kokietuje Putina, ale w gruncie rzeczy chce umocnić swą pozycję negocjacyjną wobec Jewropy, i Trumpa.
W przemówieniu po rozpoczęciu ofensywy, Erdogan miał wykrzyknąć po chamsku: Oj! Europa! Jeśli jeszcze raz nazwiecie naszą akcję “inwazją”, to poślemy wam 3 i pół miliona uchodźców!
Nie wiem, czy on jest durniem, czy nie. W polityce inteligencja gra nikłą rolę, jak wykazał tępy Chruszczow, wymanewrowawszy błyskotliwego Kennedy’ego. Erdogan nie potrzebuje wzmacniać swej pozycji wobec niuni, bo niunia mu płaci za to, że zatrzymuje uchodźców w Turcji. Wobec Trumpa? Niby co uzyskał od Trumpa, przez to że 1000 żołnierzy amerykańskich – słownie: jeden tysiąc – zostało unilateralnie wycofanych z Syrii? Trump to zrobił i tak, bez pytania i bez negocjacji, więc gdzie tu jest geniusz Erdogana?
Poza tym wkładanie głowy w bolszewicką paszczę wydaje mi się odwrotnością geniuszu, ale to już taki mój feblik.
Panie Michale,
Jeśli jedynie przegra wybory to pewnie nie wyniesie się z USA (ma znaczną liczbę wyznawców i chyba spore pieniądze). Ale jeśli go kiedyś oskarżą i skażą za działania przeciwko swojemu państwu, to kto wie, czy nie pójdzie w ślady Snowdena.
Tak czy siak, wydaje mi się, że niezależnie od tego czy kolejne wybory amerykańskie wygra Trump czy Sanders (według mnie to on będzie głównym faworytem “sił postępu”), to zapowiadają się one bardzo źle dla świata i dla Ameryki. Po nich będzie znacznie gorzej niż jest teraz. Mackiewiczowska teza o równi pochyłej znajduje swoje kolejne potwierdzenie. Polityczna równia pochyła ma takie same prawa jak w równia pochyła w fizyce.
Panie Andrzeju,
Próbowałem się dowiedzieć, czy były prezydent Stanów Zjednoczonych jest “wolny od potencjalnej akcji sądowej” (immune from prosecution). Okazuje się, że to wcale nie jest takie oczywiste. A w takim razie, to co Trump nazwałby prześladowaniem, jest zupełnie możliwe i równie możliwa jest “ucieczka przed prześladowaniami do Moskwy”.
Warto tu podkreślić jeden punkt. Otóż Trump jest autentycznie prześladowany przez lewicę w Ameryce, a zwłaszcza przez media – nie sądowo, ale takie nagonki do przyjemności nie należą. Osobiście, broniłbym go w prawie każdym punkcie, w którym jest atakowany przez Demokratów i przez media. Ale to nie zmienia niestety faktu, że to jest buc i imbecyl, polityczny półgłówek i pod każdym względem “król Ubu”.
Zmierzam do tego, że w takim razie, Pańska sugestia wydaje mi się słuszna w wypadku przegranych wyborów.
A że będzie gorzej? Mój Boże, to tylko diabeł obiecał, że będzie lepiej. Niczego innego nie należy się spodziewać.
Nie ma tu możliwości założenia nowego tematu, więc będzie [OT]:
Zmarł właśnie Władimir Bukowski. Ilekroć natknąłem się na jakąś jego wypowiedź, to odnosiłem wrażenie, że jest to człowiek wielkiej mądrości.
Szkoda, na kamieniu się tacy nie rodzą!
Erdogan i trumpowe hopsztosy rzeczywiście mało mają wspólnego z sowietami i śmiercią Bukowskiego, ale niech tam. (To nie jest “forum”, i na pewno nie zamierzamy zostawiać otwartej drogi do rozpoczynania dowolnych wątków.)
Bukowski był z pewnością człowiekiem wielkiej odwagi. Miał też tyle przenikliwości, że widział wyraźnie postępy sowietyzacji na Zachodzie, a zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, w której mieszkał. Był także jednoznacznie wrogiem niuni europejskiej, którą uważał za projekt z gruntu sowiecki.
Światłość wiekuista niechaj mu świeci.