(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Collapsible communism (as seen in 1991)Only truth can save us now. <br>Trevor Loudon interview »

Sorry, this entry is only available in Polski.



13 Comments "(Polski) prl czy coś gorszego?
VI Ankieta Wydawnictwa Podziemnego"

  1. triarius

    No i akurat moja żartobliwa odpowiedż na zaproszenie się załapała, a podziękowanie nie! (Radziłbym to poprawić i usunąć tego komęta.)

    Pzdrwm

  2. michał

    Panie Piotrze,

    Proszę wybaczyć nieporozumienie. Zapraszaliśmy każdego respondenta do udziału, na co Pan odpowiedział na zakończenie:

    “My zaś ze swej strony dziękujemy za zaproszenie do w tej Ankiecie udziału!”

    Zaproponowałem usunięcie pierwszych słów ostatniego zdania Pańskiej odpowiedzi wraz z zaproszeniem, które jest implicytnie oczywiste. Wydawało mi się – jak się okazuje, błędnie – że się Pan na taką zmianę zgodził.

    Jeszcze raz, proszę o wybaczenie, ale to chyba już teraz jasne.

  3. BaSz

    Ankietę tę już ja wpisałem , więc niniejszy komentarz będzie jakimś do tego uzupełnieniem.
    Kol. Piotr pisze:
    państw naprawdę niepodległych jest dziś b. niewiele” – co w dużym stopniu wynika z samych uwarunkowań tego nieszczęśliwego wymysłu, jakim jest ustrój demokracją zwany. Wszak kampanie wyborcze kosztują pieniądze naprawdę spore, skądś ci politycy, najczęściej hołysze, muszą je zdobywać, tedy biorą skąd się da. A to jurgielt od tego, czy innego, obcego rządu, a to od mafij przeróżnych. No i potem się muszą odwdzięczać. Nieomylnym wskaźnikiem tego, w jakim stopniu ciała ustawodawcze są powiązane ze światem przestępczym jest to, że zniesiono karę śmierci. No i teraz mafie mają monopol na jej stosowanie! A przecież nie powinno być tak, że potencjalny świadek koronny (bandyta „skruszony”) bardziej się będzie bał dawnych kompanów, niż tego, co może mu zrobić sąd.
    Drugim wskaźnikiem jest to, że pomimo analiz co do skutków, narkotyki pozostają nielegalne. A przecież jest z nimi tak samo, jak z amerykańską prohibicją: z jednej strony była totalnie nieskuteczna, z drugiej spasała światek przestępczy, a z 3. angażowała siły policji, i całego aparatu sprawiedliwości, do czego można by dodać 4.: przy okazji owe siły, i aparat – korumpując.

    Ponieważ temat narkotyków jest wielce zapalny, i na pewno moje stanowisko wywoła energiczne sprzeciwy, tedy wychodząc niejako im naprzeciw dodam, że w tej materii trzeba uwzględnić koniecznie to, iż nie ma praktycznie szkoły w naszym kraju, aby jej uczniowie mieli jakiekolwiek trudności w nabyciu dragów. A jako że jest to „przemysł” szacowany na setki milionów, albo i miliardy, to na miejsce jednego zatrzymanego dilera pojawia się dwóch nowych. Co tylko policja zamknie jakąś wytwórnię, to i na jej miejsce powstają kolejne. Podstawą do rozwiązania jest właśnie spostrzeżenie tego, iż dotychczasowa walka z narkobiznesem jest całkowicie nieskuteczna. Ktoś, do kogo owa nieskuteczność nie przemawia, będzie wypominał, że zalegalizowanie narkotyków spowoduje, że wielu z tych, co ich dotąd powstrzymywała karalność – postanowią spróbować, i trafią w szpony nałogu. Odpowiem: może. Lecz gdy obecnie dilerzy zarabiają naprawdę b. duże pieniądze, to opłaca im się częstować potencjalne ofiary za darmo, aby je podstępnie uzależnić. Dlatego jestem pewien, że o ile zaraz po zalegalizowaniu prochów ciekawość spowoduje, że niektórzy będą chcieli „spróbować”, to dość szybko pojawią się w społeczeństwie odruchy obronne (poniecham ich eksplanacji, bo i tak się rozpisałem).
    Zaś co do jurgieltu, to nie można zmilczeć tego, iż nawet arystokracja, wszak zamożna, to jednak też nim w I Rzeczpospolitej nie gardziła, więc przed nim nie ma zabezpieczeń całkowicie pewnych. Jednak korumpowanie karmazynów jest deczko trudniejsze, kosztowniejsze niż naszych obecnych j-elit… A w tym kontekście Piotr stwierdza:
    elita jest totalnie obca, zafałszowana lub nieistniejąca” – pod tym względem 123 lata zaborów nie poczyniło tyle spustoszeń, co 44 lata socjalizmu realnego. Odbudowa niekwestionowanych, powszechnie akceptowanych elit to kwestia 3, albo i więcej pokoleń, lecz… Lecz wcale w tym kierunku nie zmierzamy, czego najlepszym wskaźnikiem jest zaniechanie, pomimo upływu 30 lat – zaniechanie uczciwej reprywatyzacji. Każdy rząd, który ją zmilcza, stanowi przedłużenie dziedzictwa komuny, i ewidentnie stawia na republikę kolesiów, gdzie bogacić się mogą tylko tacy, co za ten przywilej będą się Władzi odwdzięczać, i to permanentnie.

    na razie PiS dziwnie udatnie robi, co się da” – tak jak napisałem w tytule swej odpowiedzi na niniejszą, VI. ankietę: ta droga, jaką obrał Kaczyńskie, wiedzie, w sposób niechybny, do drugiej Wenezueli! Na przekupywanie wyborców wydawane są ciężkie miliardy, które kiedyś trzeba będzie… spłacić! A to spłacanie spadnie na barki tych niewiniątek, za które rodzice biorą owe 500+. Mamy okres sprzyjającej koniunktury, i ona pozwala zamaskować fakt, iż żyjemy, jako naród, ponad stan, i to znacznie. A powinno się te dobre wiatry wykorzystać do niezbędnych reform. Lecz te być muszą, nie ma zmiłuj, bolesne, więc żadna z dużych partii nie ma najmniejszej ochoty na ich przeprowadzenie. W demokracji politycy myślą jedynie w perspektywie najbliższych wyborów, stąd też podejmują jedynie takie posunięcia, które im podpompują słupki notowań. I nigdy nie pójdą na takie reformy, które wszechwładzę państwa będą ograniczać. Wręcz przeciwnie: moloch etatyzmu wciąż i wciąż zagarnia coraz to nowe dziedziny życia społecznego, gospodarczego, a nawet i religijnego. To ostatnie jest prowadzone w ramach laicyzacji, i wypierania Kościoła z dziedzin, do których państwo, a nawet Państwo – mieszać się nie powinno. Na ten proces mam swoje określenie: postępuje deifikacja państwa. Kiedyś, przy innej okazji, termin ten rozwinę. Zaś co do recepty: każdy chrześcijanin powinien sprzeciwiać się wypieraniu przez politykę choćby i dobroczynności dobrowolnej, wypieraniu przez „dobroczynność” znacjonalizowaną. Powinno się wspierać działania zmierzające do ograniczania roli urzędoli, i omnipotencji rządu.

    Chrześcijaństwo jest, jako ziemska siła, {skończone}” – to zależy od samych wiernych. Jednym z celów wszelkiej maści goszystów jest wyrugowanie religii do cna, tzn. nie mają w tym dążeniu niczego pośredniego, nowy człowiek ma być całkowicie areligijny, a przez to zdany na różne szemrane gremia, które mu będą serwować nową „etykę”. Jeśli państwo zaczyna się do niej mieszać, to staje się to procesem niepohamowanym, i nieodwracalnym: Państwo (P!) w roli Wszechmocnego. Natomiast w państwie-minimum, gdzie rząd robi tylko i wyłącznie to, czego sprywatyzować się nie da, minimalne ma być też i ustawodawstwo: jak najmniej przepisów. A wtedy wielce istotne staje się prawo zwyczajowe, oraz dobrowolne poddawanie się surowym, acz niepisanym normom etycznym. Takie podejście jest obce wszelkiej lewicy! Natomiast, z drugiej strony, wolnego rynku nie da się ocalić, jeśli zostaną zniszczone dobre obyczaje, które nie wymagają kodeksów drukowanych, a przedtem maglowanych w sejmowych pod~ i nadkomisjach.
    „(…) pokazaliśmy pazurki, a riposta Kaczyńskiego” – on jest manipulatorem, i kłamczuszkiem. Publicznie, i z wielkim przytupem ogłosił, że Polska nie będzie nikomu płacić żadnych odszkodowań wojennych. Acz już był na tyle cwany, że nie zająknął się kto to są owi „nikt”. A tymczasem z owym „nikim” od kilku lat prowadzone są tajne rozmowy w sprawie ich uroszczeń, które, wg tych „nikich” zostały oszacowane na 300 miliardów dolarów! Wie o tym kilku najwyższych członków rządu, wie i Kaczyński, i milczał, aż sprawę zaczęły nagłaśniać organizacje skupione w „Konfederacji”. Prezes publicznie grzmi, że nie oddamy nawet guzika, ale… Ale tak samo się zapierał, że ustawa o IPN-ie nie zostanie zmieniona ani na jotę. I co? Ano po klangorze, jaki „niki” podnieśli na całym świecie, a głównie w USiech, ustawa została zaorana. A jaki z dziejów owej ustawy wniosek? Ano taki, że o ile Platforma bezkrytycznie słuchała ośrodków decyzyjnych poza naszym krajem, a to Berlina, a to Brukseli, to PiS nie śmie podskoczyć Ameryce. Oczywiście amerykański parasol militarny ma wielkie znaczenie dla nas, wciąż dla Moskwy „niedalekiej zagranicy” – więc nie możemy go utracić, lecz trzeba zdawać obie sprawę z tego, że nie musimy za niego przepłacać. Bo dla Waszyngtonu lokalizacja ich wojsk na naszym terenie także swoje istotne plusy ma.

    Zawsze należy robić rachunki kosztów i zysków, aby te drugie przeważały!

  4. gniewoj

    Oho, ho, ho! Nie spodziewałem się, że wśród ankietowanych bywalców podziemia będzie aż tak zróżnicowany ogląd sytuacji. Sądziłem raczej, że odpowiedzi będą toćka w toćkę do siebie podobne. A jednak nie. Wygląda, że trochę jak ślepcy opisujący słonia choć mamy przed sobą to same stworzenie to jednak nasze ułomne zmysły budują różne o nim wyobrażenia. Tak jakby część z nas dotykała jego zadu, część pokrętnej trąby z wydawałoby się sympatyczniejszym niż zad pyskiem. Ale ciekawe co sam słoń o nas myśli i jak my sami oceniamy swój stosunek do stworzenia? Czy zadowala go nasza lojalność a może jesteśmy bardziej buntownikami dążącymi do jego śmierci?

    Z jednej strony zaskakująco ale chyba prawdziwie Toporska pisząc w 1947 roku o emigrancie, pewnym krawcu ze Świru spod Oszmiany, stwierdza: „do żadnej partii politycznej w kraju, ani na emigracji nie należał, a jest przecież emigrantem politycznym, nie z powodu opozycji dla składu rządu pana Bieruta, lecz dlatego, że odebrano niepodległość jego ojczyźnie, która jest tak każdemu, najprostszemu nawet człowiekowi, do życia potrzebna”. Z drugiej strony, ta sama Toporska w 1940 roku tak odpowiada na pytanie „Czy jesteśmy lojalnymi obywatelami Litwy?”: „Lojalność jest tym poziomem, od którego wszystko w dół jest przestępstwem, a wszystko w górę zasługą”. Wynika z tego, że niewiele potrzeba aby być lojalnym obywatelem.
    Pytanie: czy jesteśmy bardziej emigrantami czy lojalnymi obywatelami dzisiejszej, jak piszą niektórzy ankietowani, „Polski”?

  5. michał

    Drogi Panie Gniewoju!

    Jakże miło usłyszeć zdrowy rozsądek.

    Określenie Toporskiej wydaje mi się bardzo trafne. Lojalność Mackiewiczów wobec państwa litewskiego była zobowiązaniem do zgodności z prawem tego państwa. Było to wszakże państewko tak koszmarne, że trudno było pozostać wobec niego lojalnym nawet na tym najniższym poziomie. Ale nie o Smetonowską Litwę nam chodzi.

    A zatem, jak Pan odpowiada na postawione przez siebie pytanie?

  6. gniewoj

    Panie Michale,

    Ja wybieram opcję emigranta, którego pozbawiono ojczyzny.

  7. michał

    Otóż to. Czy należałoby zatem rozpisać kolejną ankietę?

  8. gniewoj

    Sam nie wiem, ale raczej nie. To obszar chyba zbyt prywatny i dopóki komuniści nie wymagają od nas deklaracja czy jesteśmy z nimi czy przeciw nim niech zostanie to sferze prywatnych rozważań.

    Wracając do Toporskiej, uważam, że jej postrzeganie lojalności jest bardziej uniwersalne i nie ogranicza się jedynie do Smetonowskiej Litwy. Niestety, odkąd Wilno zajęli sowieci a tak długo jak nie rzucali bomb, nie organizowali zamachów Mackiewiczowie siłą rzeczy byli lojalnymi obywatelami zsrs. Nie mieli na to wpływy, nie był to ich wybór.
    Przypominam sobie teraz pewnego mężczyznę, „repatrianta” z Baranowicz. W zielonej książeczce z orłem bez korony na okładce władze czystego prlu wpisały mu jako miejsce urodzenia: „ZSRR”. Wtedy nie miałem pojęcia co to znaczy, do dziś nie wiem co on sam o tym myślał i za kogo się uważał.

  9. michał

    I mnie także określenie Toporskiej wydaje się uniwersalne. Czyż przestrzegając prawa w prlu w latach 80., nie byłem lojalny wobec tego pseudo-państwa? Oczywiście, że tak!

    Głośno krzyczałem, że go nie uznaję. Nie chciałem brać ślubu przed prlowskim urzędnikiem. Ale naprawdę, jak każdy porządny człowiek, przestrzegałem prawa na tym fundamentalnym poziomie, więc byłem lojalnym obywatelem.

  10. gniewoj

    Panie Michale,

    Proszę mi nie wmawiać, że ci wszyscy których ganiało zomo po ulicach Warszawy, że ci którzy byli zatrzymywani, przesłuchiwani, bici po komisariatach milicji obywatelskiej byli lojalnymi obywatelami prlu. To właśnie chyba jedna z bardziej zasadniczych zmian jakie przyszły z 89tym, zlikwidowany został ten margines swobody na nielojalność., podział na MY i ONI.

  11. michał

    Czy ja wiem, Panie Gniewoju, czy ja wiem? A Michnik i Kuroń? Czy nie byli “zatrzymywani, przesłuchiwani, bici po komisariatach milicji”? A przecież byli lojalnymi obywatelami, bo pragnęli poprawy prlu. A czy tow. Trocki nie był lojalnym homososem, który pragnął ocalić swoje kochane sowiety przed tym potworem Kobą?

    Podział na “my i oni” był jasny w Generalnej Guberni, w tramwajach z napisami Nur fur Deutsche. Pod sowietami zawsze następowało uwikłanie każdego obywatela w sowieckim świństwie. Dlatego Niemcy robili z nas bohaterów, a bolszewicy robią z nas gówno. Ten podział na nas i onych nie był wcale taki jasny w latach 80., jak to przedstawia polska martyrologia narodowa. Martyrologia pt. “naród walczył” – nie walczył.

    “Wroga potęga nie może zawładnąć ani zapanować nad człowiekiem do czasu, aż połączy się on z wrogiem w grzechu.”

    To nie są słowa człowieka, nawołującego do oporu wobec najeźdźcy. To są słowa św. Augustyna na temat wrogiej potęgi piekła. Ale jakże trafnie opisują sytuację Polaków wobec bolszewików.

  12. gniewoj

    Skoro z jednej strony mamy nielojalnych wobec prlu poprawiaczy takich jak Michnik czy pionier czerwonego harcerstwa Kuroń a z drugiej strony lojalnego antykomunistę w Pana osobie to chyba tylko psu na budę zda się ta cała lojalność i nielojalność..

  13. michał

    Otóż to, Panie Geniwoju, otóż to. Lojalnym można być wobec chamskiej Litwy Smetony. Lojalnym można być wobec przedwojennej Polski, która była koszmarnym państewkiem, ale była nadal wolna i suwerennie koszmarna. A wobec soiweciarzy, całą tę lojalność można sobie rozbić o kant…

Comment



Wydawnictwo Podziemne