(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Collapsible communism (as seen in 1991)Only truth can save us now. <br>Trevor Loudon interview »

Sorry, this entry is only available in Polski.



7 Comments "(Polski) prl czy coś gorszego? (Ścios o „podziemiu”)"

  1. Jacek

    Panie Michale,

    Przytoczył Pan dyskusję, w której parę lat temu brałem udział. Czerpiąc z pokładów niczym nieuzasadnionego optymizmu, przekonywałem wtedy, że mimo komunistycznej manipulacji warto wziąć udział w tym spektaklu, czyli zaangażować się w scenę polityczną peerelu. Przekonywałem, że działaniem na powierzchni, zaangażowaniem w istniejące struktury polityczne można ten peerel zmienić, zniszczyć, przywrócić niepodległą Polskę.

    Niniejszym składam publiczną samokrytykę. Otóż myliłem się sromotnie, a Panowie mieli rację. Działając na powierzchni, na terenie kontrolowanym przez przeciwnika nie da się osiągnąć celów, które miałem wtedy na myśli.

    Pyta Pan, co to w ogóle za twór, z którego nazwaniem mamy tyle problemu. Wciąż padają różne odpowiedzi, ciągle nie ma nazwy, która zadowoliłaby wszystkich dyskutantów. Ja też nie mam odpowiedzi na Pańskie pytanie. Ale wydaje mi się, że nazwanie tego tworu nie jest sprawą kluczową.

    Obserwuję ostatnio działania ruchów narodowych, które z charakterystyczną dla siebie manierą wszystko sprowadzają do kwestii, co by tu zrobić, żeby wskrzesić wolną Polskę. Zamykają się w narodowym getcie, ślepi i głusi na międzynarodowy komunizm, który rozlał się po całym świecie, debatują o zagrożeniu suwerenności państwa (ciekawe, jakie państwo mają na myśli), groźbie utraty niepodległości, i tego typu niedorzecznościach, całkowicie ignorując rzeczywisty stan rzeczy, czyli jedyne realne zagrożenie, jakim jest współczesna mutacja komunizmu.

    Myślę, że dopóki to zagrożenie nie zostanie dostrzeżone w szerszej, ponadnarodowej skali, o skutecznej walce z marksizmem nie ma co marzyć. Aleksander Ścios przechodzi pewną ewolucję światopoglądową. To nie jest proces bezbolesny, trzeba mu dać jeszcze trochę czasu, zobaczy Pan, on kiedyś też zejdzie do podziemia. Oby wtedy było nas więcej, obyśmy stanowili realną siłę, żeby nasze zawołanie wywołało wśród czerwonych drżenie nóg.

    Antykomuniści wszystkich krajów, łączcie się!

  2. Andrzej

    Panie Michale,

    Zdecydowanie coś gorszego. Dlatego, że perfidne, zakłamane, oszukańcze. Dlatego, że dezinformacja i prowokacja w jednym. Dlatego, że robi wodę z mózgu wszystkim.

    Ja to nazywam “nowy, wspaniały” peerel. Nowy, ponieważ nie było takiego przedtem. Wspaniały, ponieważ jest lepszy, doskonalszy, dla wszystkich do przyjęcia (poza wariatami – spiskowcami, “zoologicznymi” antykomunistami, którym “zastarzały reumatyzm” itd.), radosny, kolorowy i usypiający jak narkotyk. A peerel, ponieważ jest tym samym, na tych samych podstawach. Produkt bolszewicki. No i na koniec to, że jak z Huxleya. A może bardziej z “Animal Farm”?

  3. Andrzej

    Jacku,

    Moim zdaniem, chcąc się do czegoś odnieść, trzeba tę rzecz nazwać.

    Ścios “ewoluuje”? Powiedziałbym, że wczoraj mówił to, a dziś tamto. Czy on się gdzieś przyznaje do tego, że się mylił, że wspierał ten syf? Że wczoraj wołał “trzeba głosować!” a dziś woła “bojkot!”? Była to o tym mowa. Jak można bojkotować coś, czego się nie uznaje? On jednocześnie: mówi że chce obalić, odrzucić, ale uznaje, plecie co tam Kaczyński, Macierewicz powiedzieli, zrobili, co powinni zrobić. Nie chce ale musi. Przystąpi do Podziemia? Dla niego to przecież “podziemie”.

    Ech!

  4. Andrzej

    ps. Ścios jest narodowy do bólu.

  5. Jacek

    Andrzej,

    Póki co w jego poglądach nie ma wiele konsekwencji. Gdyby ocenił sytuację logicznie, to powinien z tych swoich obecnych pozycji automatycznie przejść do podziemia, bez cudzysłowu. Ale może jeszcze do tego dojdzie, nie wiadomo, do czego go ta ewolucja doprowadzi.

    No i faktycznie, Ścios mówi językiem narodowców.

  6. michał

    Drogi Panie Jacku,

    Samokrytyka niepotrzebna i zapewniam Pana, że nie przytaczałem tamtej dyskusji, żeby postawić Pana w niezręcznej sytuacji, a z innego powodu: chciałem wskazać, jak trudne są te dyskusje i jak zmagamy się z tymi problemami od lat. Nieważne, co kto kiedyś mówił. Mój Boże! Gdybym miał odpowiadać za wszystko, co w życiu powiedziałem, powinienem zawisnąć na latarni. Dlatego miłosierdzia mi trzeba, a nie sprawiedliwości.

    Zgadzam się z Panem, że sama nazwa jest drugorzędna, ale za słowem stoi jakaś rzeczywistość, za nazwaniem iiirp prlem stoi intencja. Osobiście, jednoznacznie się do takiej intencji przyznaję.

    Zostawmy jednak nazwę, jak Pan radzi. Pozostaje pytanie: jaka jest natura tego czegoś?

  7. michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    Kiedy Czesław Miłosz „wybrał wolność” i z cieplutkiej posady prlowskiego dyplomaty przeniósł się na równie cieplutką posadkę lewicowego akademika na Zachodzie, Sergiusz Piasecki napisał o nim artykuł pt. „Były poputczik Miłosz”. Piasecki oponował przeciw „windowaniu na piedestał” człowieka, który z własnej woli służył okupantowi. Emigracja podzieliła się na dwa obozy: londyńskie Wiadomości atakowały Miłosza, paryska Kultura go broniła. Mackiewicz zajął ciekawe stanowisko, które może Pan znaleźć w „Listach do i od Redakcji Kultury” [List 17]. Nie chcę tu zdawać sprawy z jego argumentów, a wyłącznie przytoczyć jego „radość z przejścia Miłosza na drugą stronę barykady”.

    Otóż wydaje mi się, że podobnie jest ze Ściosem. Jeżeli przejrzał na oczy i nie chce więcej głosować w prlowskich szopkach, to Bogu niech będą dzięki! Ja się cieszę. Pozostają, rzecz jasna, inne drobiazgi w jego rozumowaniu, które warto dyskutować (chyba raczej musimy je dyskutować między sobą). Ścios dużo pisze i, jak na mój gust, niejasno. Czy rzeczywiście jest przeciw udziałowi w prlowskich wyborach? Czy to tylko tymczasowe stanowisko, bo mu się nie podoba teraźniejsza banda? Czy pragnie bojkotu z powodów zasadniczych, bo to nie jest Wolna Polska? Czy raczej z taktycznych: trzeba było próbować w przeszłości, ale nie wyszło? Jeżeli to drugie, to z łatwością może chcieć próbować ponownie, kiedy jakiś minister będzie nosił ładniejszy krawat. No i wreszcie najważniejszy argument: jeżeli to nie jest Państwo Polskie, to jak można nazywać śmierć Lecha Kaczyńskiego w wypadku lotniczym „naszym Katyniem”? W jakim sensie mogła to być „śmierć naszego prezydenta”?

    A wracając do meritum, to i mnie się wydaje, że jest to coś gorszego niż tylko prl. To jest na innym poziomie. „Radosny, kolorowy narkotyk”? Tak, ale jeszcze coś więcej. Perfidia tego wszystkiego przechodzi ludzkie pojęcie.

Comment



Wydawnictwo Podziemne