(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Collapsible communism (as seen in 1991)Only truth can save us now. <br>Trevor Loudon interview »

Sorry, this entry is only available in Polski.



15 Comments "(Polski) Powstanie węgierskie i narodziny sowieckiej strategii"

  1. Łukasz Kołak

    Dzień dobry!/Dobry wieczór!

    A może właśnie ten dyletantyzm CIA w sprawie węgierskiej to raczej przejaw współpracy tej agencji z sowieciarzami? Współpracy, która istniała od początku jej uformowania się? Powstrzymujemy komunizm w Europie Zachodniej, tam będziemy wprowadzać swoje eksperymenty społeczne – swoją wersję rewolucji, natomiast demoludy są wasze i zawsze będą wasze…

  2. michał

    Drogi Panie Łukaszu,

    Pracowałem nad tym długim cyklem przed trzema laty, mam więc nadzieję, że pamięć mnie nie myli, że jest o tym mowa w innych częściach.

    Dyletantyzm miał dwa źródła: brak ludzi mówiących po węgiersku był ogromną przeszkodą, ale z pewnością nie niepokonalną. Emigracja węgierska była liczebnie niewielka w porównaniu z polską, ale jej postawa była skrajnie antykomunistyczna w przeciwieństwie do polskiej emigracji. To porównanie jest zwłaszcza wyraźne w dwóch narodowych sekcjach Wolnej Europy (poświęcone są tej kwestii ostatnie dwie części cyklu).

    CIA nie lubiła polegać na emigrantach, stąd jej niedoinformowanie w sprawach węgierskich (i nie tylko). W Ameryce żyło mnóstwo ludzi polskiego pochodzenia, ale niewielu węgierskiego pochodzenia, bo Węgrzy nie mieli powodu emigrować z Austro-Węgier. Agenci amerykańscy uważali, chyba słusznie, mówiąc ogólnie, że emigranci mają zawsze swoje własne interesy na oku, a nie interesy amerykańskie. Sprawdziło się to w Iraku i w Afganistanie, i wiele razy w innych miejscach.

    Druga kwestia, to przesączenie CIA (i nie tylko CIA, bo wszystkie zachodnie agencje wywiadowcze były i są w tej samej sytuacji) sowiecką agenturą. Wobec takiej masy aktywnych agentów na wysokich pozycjach w agencji, trudno doprawdy oczekiwać, by antykomuniści mogli przeprowadzić swą politykę.

    Natomiast napięcie między polityką “rollback” a “containment” wydaje mi się raczej kwestią polityczną. Oni sami byli skonfundowani swoją retoryką. Znowu, nie po raz pierwszy i nie ostatni. Podobnie było podczas wojny, nie inaczej np. w Iraku, gdy po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, Bush ojciec nawoływał Arabów z bagien do powstania, po czym zostawił ich swojemu losowi, gdy Saddam powolutku i z premedytacją ich wymordował.

    I wreszcie strefy wpływów: jest podstawową tezą powyższego cyklu, że strefy wpływów pozostały bez zmian do dzisiaj. Oprócz “wolnościowej demagogii” Ameryka nie kiwnie palcem w obronie Estonii, Polski czy Węgier.

  3. Łukasz Kołak

    Panie Michale,

    Po co zatem potrzebne są, Pana zdaniem, Amerykanom bazy wojskowe w Polsce czy innych krajach bloku neosowieckiego?

  4. michał

    Panie Łukaszu,

    Chyba w tym samym celu, co retoryka “wyzwolenia”, gdy nie mieli zamiaru nikogo wyzwalać.

    Widzę tu trzy aspekty: wewnętrzny, można powiedzieć wyborcom polskiego pochodzenia, ile się robi dla ich macierzy. Po drugie, sowiecki, tj. pobrzękiwanie szabelką wobec Moskwy. I wreszcie wobec Europy Wschodniej – dokładnie ta sama metoda, co w 1956 roku: stoimy murem za wami, ale naprawdę nie kiwniemy palcem (czego się nie mówi).

    A jak Pan myśli? Po co te bazy?

  5. Łukasz Kołak

    Różne, nawet najbardziej fantastyczne pomysły przychodzą mi do głowy w sprawie baz. Ponieważ większość z nich (właściwie to chyba wszystkie) znajduje się na ścianie zachodniej, czyli na terenach, które Niemcy uznają za swoje, mają zabezpieczyć interes niemiecki w przyszłym, nowym pakcie Ribbentrop – Mołotow… Albo, żeby szybko móc się wycofać do Niemiec w razie jakiejś militarnej akcji sowietów?… No i żeby patriotycznie nastawiona część wyborców w Polsce głosowała na PiS, który ściągnął tu dla bezpieczeństwa Amerykanów… Nie wiem…

  6. michał

    Amerykańskie bazy mają zabezpieczyć niemieckie interesy w nowej wersji paktu Ribbentrop-Mołotow? Jeżeli tak, to czyje interesy mają zabezpieczyć bazy w Estonii? Używając tej samej logiki, musiałyby to chyba być interesy Łotwy…

    Ale czy nie popełnia Pan tu podstawowego błędu, że “Niemcy uważają ziemie wyzyskane za swoje”? Czy wielu Polaków uważa dziś Wilno i Lwów za polskie? Jak wielu uznałoby Mińsk, Pińsk i Berdyczów za polskie? Przed stu laty większość Polaków uznałaby je za polskie, i ta sama większość nie wiedziałaby, gdzie jest Wrocław czy Szczecin. Przypuszczam, że dziś ogromna mniejszość wie, gdzie leżą Berdyczów, Żytomierz czy Witebsk, starożytne miasta polskie.

    Wydaje mi się, że – jak wielu Polaków – utożsamia Pan Prusy z Niemcami. Prusy z pewnością zdominowały cesarstwo Hohenzollernów, i miały ogromny wpływ na militarystyczną kulturę tamtego państwa, ale pruska kultura nie ma żadnego wpływu na dzisiejsze Niemcy. Współcześni Niemcy prędzej byliby gotowi podkreślać niemieckość Alzacji i Lotaryngii (czego zresztą nie robią), niż domagać się zwrotu Królewca, Memla i Gdańska. Bardziej “niemieckie” są dla nich Metz i Strassburg niż Olsztyn i Malbork. Sądzę zresztą, że (podobnie jak młodzi Polacy) nie mają w ogóle pojęcia, gdzie leży Koenigsberg i jak się dziś nazywa.

  7. Łukasz Kołak

    Prusy zostały, podobnie jak Polska zamordowane w 1945 roku i zsowietyzowane. To prawda, że dzisiejsi młodzi Niemcy nie mają o tym pojęcia, podobnie jak młodzi Polacy o tym, że żyją w prl. Niemniej jednak istnieją elity, które tę pamięć przechowują i są gotowi do realizacji swoich długofalowych celów. Przecież państwa bałtyckie to ziemie niemieckiej (a przynajmniej niemieckojęzycznej) szlachty. Musi być jakiś powód, że tereny te są w kręgu zainteresowań amerykańskiej armii. Może jako karta przetargowa w przyszłych przepychankach politycznych?…

  8. michał

    Panie Łukaszu,

    Czy zechciałby Pan podać przykład tych niemieckich elit z długofalowymi celami?

    Czy poważnie sugeruje Pan, że US Army interesuje się Estonią z powodu interesów bałtyckich baronów pruskich?? Czy nie warto tu zastosować brzytwy Ockhama? Jest prostsze wytłumaczenie: odległość Tallinna od Leningradu (czy jak go tam zwał). Kiedy sowieciarze mieli szansę na umieszczenie żołnierzy na Kubie, o kilkadziesiąt kilometrów od wybrzeży Florydy, to z tego skorzystali. Podobnie jak ostatnio chrlowcy i sowieci wylądowali w Caracas. To doprawdy nie jest nic dziwnego.

    Domyślam się (choć wyznaję, że nie mam najmniejszej ochoty tego sprawdzać), że wśród Ukraińców mówi się o “istnieniu elit u Lachów, które przechowują pamięć polskości na Ukrainie i są gotowi do realizacji swoich długofalowych celów”. Ale realistycznie – takich ludzi w prlu nie ma. I podobnie jest w dzisiejszych Niemczech, o Ameryce już nie wspominając.

  9. Łukasz Kołak

    Jak stwierdziłem wcześniej, moja wyobraźnia w sprawie baz amerykańskich tworzy najbardziej fantastyczne projekcje. Proszę o wyrozumiałość. Dowodów żadnych nie mam, tylko spekuluję.
    Naczytałem się ostatnio prac amerykańskiego konspirologa dr Josepha Farrell’a, który twierdzi, całkiem przekonująco, że po wojnie ukonstytuowała się, jak on to nazywa – międzynarodówka nazistowska (czyli elity SS i NSDAP), która realizuje swoje cele, czyli odbudowę potęgi niemieckiej. Ta odbudowa ma nastąpić także w wyniku współpracy z elitami amerykańskimi lub też wręcz przejęcia wpływu w amerykańskim kompleksie militarnym. Werner von Braun, lądowanie na księżycu to właśnie przejaw tej penetracji amerykańskiego kompleksu przez niemieckie elity. Może to właśnie te elity, wywodzące się ze środowiska narodowo – socjalistycznego, podtrzymują pamięć o ziemiach utraconych i konieczności przejęcia nad nimi kontroli?…

  10. michał

    Drogi Panie Łukaszu,

    Czy nie roześmiałby się Pan głośno, gdyby ktoś Panu powiedział, że udział Brzezińskiego w administracji Cartera był dowodem penetracji amerykańskich elit przez Polaków?

    “Reich of the Black Sun” i “The SS Brotherhood of the Bell”, to nie brzmi poważnie. Ale dobrze, załóżmy, że są siły w republice federalnej, które podtrzymują pamięć o ziemiach wyzyskanych (w prlu nr 1 nazywano ich “ziomkostwami odwetowców”). Czyżby nie mieli prawa tego robić? To były niemieckie ziemie przez wiele wieków. Dlaczego ma być naganne podtrzymywanie pamięci na ten temat?

    Gdyby tak było, to publikowanie każdego artykułu Mackiewicza o Wilnie byłoby naganne, bo Wilno było niegdyś niezaprzeczalnie polskie, a teraz nie jest. Tymczasem, o ile mi wiadomo, Mackiewicz jest czytywany po litewsku w dzisiejszym Wilnie. Czy mój cykl pt. Piszcie do mnie na Berdyczów kwalifikuje mnie od razu jako odwetowca?

    Przecież to są po prostu historyczne fakty: Breslau i Allenstein to były niemieckie miasta, podobnie jak Stassburg. Danzig i Koenigsberg to były niemieckie porty, podobnie jak Memel. Niemcy rodzili się i umierali na tych ziemiach, a więc dla wielu Niemców, tam są ich “ziemie i groby”. Podobnie jak dla wielu Polaków nasze ziemie i groby są na Zielonej Ukrainie. Czy stwierdzenie tych historycznych faktów czyni z nas “ziomkostwa odwetowe”? Czy wynika z tego, że “chcemy przejąć kontrolę” nad Bracławiem, nad Dyneburgiem, nad Dorpatem, nad Haliczem, bo tam kiedyś była Polska?

  11. Łukasz Kołak

    Oczywiście, że nie odbieram im prawa do kultywowania pamięci o tych ziemiach, albo chęci odzyskania ich, choć w tym przypadku będę z nimi walczył.
    Odbiegliśmy jednak od powodów, dla których Amerykanie budują w Polsce bazy wojskowe. Po co to robią, w momencie gdy jesteśmy częścią, idąc nomenklaturą Farrell’a, neosowieckiej międzynarodówki?…

  12. michał

    Robią to dlatego, że mogą. Niech Pan sobie wyobrazi, że Piłsudski miałby możność obsadzenia polskimi wojskami Estonii. Czy nie skorzystałby z tego?

    Oprócz trzech powodów podanych przez mnie powyżej, nie widzę innych, ale także nie widzę potrzeby doszukiwania się ich.

    Proszę spojrzeć na południową flankę NATO, co się dzieje w Turcji. NATO jest osłabione tak czy owak, dlaczego nie miałoby skorzystać z okazji budowania baz w prlu?

  13. Łukasz Kołak

    Ciekawe jak zachowaliby się Amerykanie w Polsce, gdyby wybuchło tu teraz nagle, antysowieckie powstanie. Może tłumiliby je jako pierwsi?…

  14. michał

    Cha, bardzo dobre. Prawdopodobnie, niestety, ma Pan rację. Ale szanse na takie powstanie są żadne. Gdyby były jakiekolwiek, to proszę mi dać znać, a natychmiast wracam.

  15. Łukasz Kołak

    Szans nie ma. Chociaż sprawiłem sobie żółtą kamizelkę i mam spory zapas pustych butelek i szmat 🙂 Łatwopalny płyn też się znajdzie.

Comment



Wydawnictwo Podziemne