Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
Koszmar! Jak silnie można mieć oczadzony mózg demolibernymi majakami o jego absolutnej i skończonej doskonałości, że skąd inąd rozsądni i niegłupi ludzie (a z Pańskiego artykułu na taką wygląda owa Masza) brną w ten heglizm jak żaba w pomidory (“a fakty wciąż teorii przeczą, co jest wręcz karygodną rzeczą!”).
Swoją drogą co za pretensjonalne imię – Masza! To Maria już nie może być? To może per analogiam Maryśka – też pięknie (choć, z kolei jednak moje szczęście ślubne dostaje szału, gdy ją tak nazywam…)
Koszmar! Jak silnie można mieć oczadzony mózg demolibernymi majakami o jego absolutnej i skończonej doskonałości, że skądinąd rozsądni i niegłupi ludzie (…) brną w ten heglizm jak żaba w pomidory
Zaraza jakaś czy co? Pandemia toksycznego memu oświecenia i post-oświecenia?
Co się zaś tyczy Aleksieja Nawalnego, to – hola, hola – przecież jak bohatersko walczy z korupcją, której źródłem jest Putin i “Jedinaja Rossia” – “Partia Żuli i Oszustów”!
Kolejna odwilż, a raczej kolejny etap odwilży trwającej od 2008 roku trwa już od grudnia roku 2011. I mało prawdopodobne, by poszła w stronę “deputinizacji”, wręcz przeciwnie; prawdopodobnie jeszcze w 2017 salony będą czapkować “wielkiemu demokracie” Putinowi. A jeśli na Czeczenię czy Gruzję spadnie kolejna transza bomb termobarycznych i chemikaliów, będą przyjmować “Russia as it is”.
Swoją drogą, obecna generacja czerwonej hołoty nie może mieć lepszej opozycji właśnie w celu przeprowadzenia takich działań. Z jednej strony demoliberałowie, którzy z definicji nie są w stanie obalić sowieckiej władzy i krytykują nie jej rdzeń, a niektóre przejawy jej działania, z drugiej – umiarkowani nacjonaliści (Nawalny) czy lewaccy (Pussy Riot, FEMEN, limonowcy, Udalcow i jego “Lewyj Front”) czy neonazistowscy (Combat 18, Blood&Honor, Władlen Tor) ekstremiści, którzy dla władzy są wygodnym pretekstem i do siłowego tłumienia protestów, i dla przedstawiania się na zewnątrz w pozytywnym świetle.
Panie Amalryku,
Ach, to ta cholerna moda współczesnego świata: Willi Brandt, Jimmy Carter, Bill Clinton, Tony Blair – to były ich “oficjalne” imiona. Czy można sobie wyobrazić Billa Gladstone’a albo Fiedię Dostojewskiego? Czy powinienemn był ją przetłumaczyć na “Marycha”?
A wie Pan, że z głupotą to jest ciekawa sprawa. Otóż wydaje mi się, że całkiem często ludzie inteligentni bywają głupi. Rzadziej bywa na odwrót, ale też się zdarza, tzn. ludzie prości, bez żadnego polotu i bez bigla, posiadają głęboką mądrość. Masza Gessen niestety należy do tej pierwszej kategorii, tj. ludzi niewątpliwie inteligentnych, ale nie obdarzonych mądrością, pozbawionych podstawowego rozumienia. Trzeba jej jednak oddać sprawiedliwość, gdy jest wnikliwym obserwatorem, a do tego odznacza się jeszcze nadzwyczajną odwagą, żeby pisać taką książkę, mieszkając w Moskwie.
W jej wypadku najbardziej zdumiało mnie, że dostrzegła istnienie “paralelnego świata, paranoicznego systemu, którego celem była kontrola wszystekigo i wymazanie wrogów” (cytowałem ten fragment w pierwszej części), ale nie wyciągnęła z tego żadnych wniosków. Żadnych. Komunizm nadal upadł. zsrs się rozpadł. Jelcyn i Gorbi byli demokratami itd. I jedyne o czym marzy, to żeby powróciła ta hiperdemokracja, kiedy ludzie z doktoratami opowiadają zabawne dowcipy.
Jak żaba w pomidory? Nigdy nie widziałem żaby brnącej w pomidory, ale bardzo mi się podoba brzmienie tego porównania.
Panie Jaszczurze,
Dlaczego mówi Pan, że odwilż trwa od 2008 roku?? Ja nie widzę żadnej. Wręcz odwrotnie, wydaje mi się, że właśnie budują sobie podstawy przyszłej odwilży i de-putinizacji. Ani nie jutro, ani nie za miesiąc, ale jak tęcza po burzy, będzie de-putinizacja. Powiedzą: och, ten Wołodia, on płocho dumał, tu trzebno inaczej, po komsomolsku. Jak kjuż Panu mówiłem przy innej okazji, nie znam się na przyszłości. W 2017 roku, mówi Pan? Zakładanie, że nic się nie zmieni do tego akurat czasu wydaje mi się równie nieuprawnione, jak sugestia, że wszystko się zmieni.
Wszystkie te antyputinowskie siły są absolutnie do niczego, bo wywodzą się ze zsowietyzowanej społeczności.
W 2008 roku na stolcu sowieckiego prezydenta osadzono Miedwiediewa, który robił za “liberała” i “demokratę”, po zakończeniu tego etapu rolę “demoliberalnej” twarzy czekistowskiej dyktatury pełni dysydentura.
Przede wszystkim musimy przeanalizować sytuację aktualną – jakie są bieżące interesy polityczne komunizmu? Moim zdaniem, w celu próby ich realizacji sowieci są zmuszeni do wprowadzenia “kontrolowanego chaosu” przy jednoczesnym zachowaniu pełni kontroli.
Uuuu, nie wiem, nie wiem. Skąd Pan to wziął? Czy aby nie od nich samych? Pod wieloma względami śruba jest przykręcana mocniej od 2008 roku niż przedtem. Miedwiediew nie ma tu żadnego znaczenia. Putin jest figurantem, ale Miedwiediew jest figurantem Putina. Z mojego punktu widzenia, era Putina jest całkiem jednolita.
Jakie są bieżące interesy polityczne komunizmu? Te same co zawsze. Bolszewicy walczą tylko o pokój. A pokój to władza nad światem.
Prosze wybaczyć, że troche rozrzedzę temat ale bardzo interesuje mnie opinia Państwa nt. działalności/publicystyki/pisarstwa prof. M.J.Chodakiewicza. Czy w opini autorów, tudzież szanownych bywalców kwalifikowac mozna go jako pożytecznego idiotę? Pytam poważnie. Od jakiegos czasu śledzę poczynania wyżej wspomnianego i dostrzegam bardzo pozytywne kierunki. Będę wdzięczny za odniesienia. ps. proszę wybaczyc, że tak od kuchni wchodzę
Panie Michale,
Wszelkie “informacje” o odwilżach my wszyscy interesujący się tematem bolszewizmu bierzemy “od nich samych”, po drugie – odwilże zawsze mają charakter praktycznie wyłącznie wirtualny.
Niemniej zgodzę się, że przykręcanie śruby ma miejsce. Od “burzy w Moskwie” w wymiarze wewnętrznym, a od 2007-08, od rozpoczęcia reintegracji przestrzeni sowieckiej i eurazjatyckiej – w wymiarze zewnętrznym.
Wiem również, że bolszewicy zawsze walczą o pokój, czyli o władze nad światem. Ale jakie konkretnie kroki w tym celu podejmują na arenie międzynarodowej. Moim zdaniem, obecnie będzie to wojna w Iranie i sytuacja wojenna w basenie Zachodniego Pacyfiku.
Ach te bolszewickie wyże i niże, odwilże i znów trzaskające mrozy! Jak ja to uwielbiam! Kiedyś posłużyliśmy się analogią siadania do gry w karty uczciwego człowieka z oszustami, przy ocenie realności wygrania z nimi w jakiejś parlamentarno-gabinetowej konfrontacji…
Pan Michał, przypominając mi Jerofiejewa, podsunął mi zarazem inną paralelę – tak szalenie modnego quzu! Bolszewicki Sfinks oczywiście odda władzę, ale najpier trzeba rozwiązać zagadkę – np taką;
“[…]„Lord Chamberlain, premier Wielkiej Brytanii, wychodząc z restauracji dworcowej w
Pietuszkach, pośliznął się na czyichś rzygowinach i padając przewrócił sąsiedni stolik. Na
stoliku do chwili jego przewrócenia stały dwa ciastka po 35 kopiejek, dwie porcje strogonowa
po 75 kopiejek każda, dwie porcje wymienia po 39 kopiejek i dwie karafki kseresu po 800
gramów każda. Wszystkie naczynia pozostały całe. Żadne danie nie nadawało się do spożycia.
Co do kseresu, to jedna karafka pozostała cała, ale kseres z niej wyciekł, druga rozbiła się w
drobny mak, ale nie wyciekła z niej ani jedna kropla. Przy założeniu, że cena pustej karafki jest
sześć razy wyższa niż cena porcji wymienia, a kseresu cenę zna każde dziecko, oblicz, jaki
rachunek przedstawiono lordowi Chamberlainowi, premierowi Wielkiej Brytanii, w restauracji
na dworcu Kurskim.”
– Jak to: „na dworcu Kurskim”?
– Tak to: „na dworcu Kurskim”!
– A gdzie on się pośliznął? Mówiłeś, że w Pietuszkach. Lord Chamberlain pośliznął się
przecież na rzygowinach w pietuszkowskiej restauracji!…
– Ale rachunek zapłacił na dworcu Kurskim. Ile wyniósł ten rachunek?
„Boże ty mój! Skąd się biorą takie sfinksy? Bez nóg, bez głowy, bez ogona, a na
dodatek jeszcze wyplatają kompletne brednie! I jakie mają bandyckie pyski!… Do czego on,
kanalia, robi aluzje?…”
– To nie zagadka, Sfinksie, to jakieś kpiny.
– Nie, to nie kpiny, Wienia. To zagadka. […]”
A całe zastępy światowych bolszewiologów (czy jak się tam teraz ci uczeni mężowie zwą?) z niekłamanym zapałem i wypiekami na twarzach, łamią sobie swe proesorskie głowy nad finansowymi efektami poślizgnięcia się lorda Chamberlain’a na rzygowinach w pietuszowskiej restauracji dworcowej…
Szanowny Panie Zbigniewie,
Zawsze nas niezmiernie cieszy kiedy podejmowane są nowe i ciekawe wątki, nawet wówczas, gdy jak i w tym przypadku, nie bardzo potrafimy podjąć rzeczową rozmowę na wskazany temat.
Niestety nie znam tekstów ani poglądów wspomnianego przez Pana autora. Gdyby Pan jednak zechciał napisać nieco szerzej jaki mianowicie „pozytywny kierunek” ma na myśli, wówczas moglibyśmy tę kwestię wspólnie przedyskutować.
Panie Amalryku,
Czy mi się zdaje, czy używa Pan jakiegoś podejrzanego przekładu Wieniczki Jerofiejczyka?
Panie Jaszczurze,
Ma Pan rację, że informacje na temat wszelkich odwilży czerpiemy od nich samych, ale nie sądzę, żeby dało się utrzymać, że odwilże nie mają realnego wymiaru. Gdyby Pan siedział w łagrze w 1953 roku, to miałoby dla Pana realne znaczenie, że ni stąd ni z owąd jest Pan wolny (no, to przesada, ale wypuścili Pana z łagru). Tego właśnie realnego wymiaru odwilży dotyczyła niedawna dyskusja na temat “poczucia wolności w prlu” po 1989 roku. Ja akurat jestem zdania, że zmiana w jakości życia w latach 53-56 była większa niż w latach 89-91, ale w obu wypadkach jakaś była, co oczywiście nie zmienia faktu, że obie były bolszewicką prowokacją.
Rozumiem z Pańskiego ostatniego akapitu, że spodziewa się Pan wojny między chrl i … kim? Japonią? Koreą? Tajwanem?
Podejrzany? Pewnie tak – “wyguglanie” go wraz z czynnością “kopiuj – wklej”, nie zajeło mi więcej niż ca. 5 min.
Czy to jest przekład Drawicza?
“Mój Ty Boże! Skąd się biorą takie Sfinksy? Bez nóg, bez głowy, bez ogona, a na dobitkę jeszcze takie androny plecie. I mordę ma taką bandycką! Do kogo ten łajdak pije?”
Tak to brzmi w kongenialnym przekładzie z rosyjskiego.
Post scriptum do powyższego artykułu.
W ubiegłym tygodniu Masza Gessen dopisała zabawną codę do swojej książki. Gessen pracowała jako redaktor sowieckiego pisma przyrodniczego i odmówiła wysłania reportera na scenę ostatniego przedstawienia, w którym Putin pomagać miał syberyjskim żurawiom udać się ku ciepłym krajom (uwaga: żurawiom, nie ludziom) i w rezultacie straciła posadę. Wytłumaczyła to bardzo prosto: nie chciała, żeby jej reporter był świadkiem cierpienia zwierząt.
Gessen, jak to bywa z ludźmi zwolnionymi z pracy, pojechała na oblewanie do Pragi. Jadąc następnego dnia taksówką na kacu, odebrała telefon. To Putin. Zaprosił ją na Kreml, na rozmowę. Zupełnie tak jak Stalin zwykł telefonować do “kulturalnie ważnych osób” – nie żeby Gessen porównywała siebie…, nie, skądże.
Pojechała na Kreml, czekała dwie i pół godziny i zdołała porozmawiać z Putinem przez 20 minut. Twierdzi, że Putin miał dwie rzeczy do powiedzenia: po pierwsze, nie miała racji nie posyłając reportera na świadka jego wyczynów, bo jego wysiłki zwiększają świadomość; a po drugie, że jej szef nie miał racji, pozbawiając ją pracy. Ach, byłbym zapomniał! Jego pierwsze słowa brzmiały: lubię ptaszki, kotki i wszystkie małe stworzonka. Ja wiem, że to nie brzmi prawdopodobnie, więc podaję źródło: http://www.theworld.org/2012/09/kremlin-blacklisted-recently-fired-prominent-russian-journalist-masha-gessen-meets-vladimir-putin/
W innych wywiadach na temat swego “wywiadu” Gessen utrzymuje, że Putin nie miał pojęcia “kim ona jest”. Nie wiedział, jej zdaniem, że rozmawia z autorką głośnej i bardzo krytycznej książki o nim.
Nie wiem doprawdy, czy nie powinienem wycofać moich słów na temat rzekomej inteligencji Gessen. Nie. Teraz wydaje mi się, że jej naiwność nie zna granic.
Panie Michale, to wszystko bujdy na resorach. Przecież wiemy, że nie można ufać nikomu z sowieckiej strony. Gessen wcale nie brak inteligencji. To sowieciarze wiedzą doskonale, że adresaci tych rewelacji nie są zbyt lotni.
Drogi Panie Tomaszu,
A komu możemy ufać?
Czy nie jest tak, że możemy ufać tylko własnemu zdrowemu rozsądkowi? To mniej więcej chciałem przedstawić w powyższym artykule.
http://www.rp.pl/artykul/29,935622-Brytyjczyk-i-czarna-lista-dla-Rosjan.html
Czy ten Browder jest na prawdę mocny, czy to kolejna farsa z udziałem ZSRE?
Drogi Panie,
Tekst, który nam Pan podsuwa wydaje mi się słaby, faktycznie błędny i po prostu idiotyczny. Pisałem w powyższym artykule o Billu Browderze i Magnickim, ograniczę się więc tylko do oczywistości. Browder nie jest Brytyjczykiem, ale Amerykaninem, wedle wszelkich źródeł, chyba że ostatnio zmienił obywatelstwo. Magnicki nie był ani jego przyjacielem, ani “biznesowym partnerem” Browdera. Magnicki dla niego pracował. Nawrócenie Browdera w rezultacie śmierci Magnickiego, jest z pewnością pochwały godne, ale nie oszukujmy się: on całkowicie należy do tej samej sitwy. Pragnie tylko kolejnej odwilży, de-putinizacji. Ale żeby to dyskutować dalej, musiałby Pan przeczytać powyższy artykuł.
Nie wiem, co ma Pan na myśli, pytając czy on jest mocny.
W artykule przez Pana wskazanym mowa jest o “prawach człowieka w Rosji”. Pozwolę sobie odpowiedzieć cytatem z Józefa Mackiewicza:
“Jako naturalna reakcja protestu i buntu, przeciwko największemu w dziejach ujarzmieniu człowieka nie tylko z ciała ale i z ducha, zrodził się – Antykomunizm. W ten sposób Antykomunizm stanowi nie tylko PENDANT do Praw Człowieka, ale niejako jego praktyczne uzupełnienie na dzień dzisiejszy, w dążeniu do przywrócenia najbardziej podstawowych założeń tych Praw. (Pogwałcenie ich zdarza się i gdzie indziej ale, porównawczo, wszędzie w mniejszym stopniu). Antykomunizm, w jego czystej formie i intencji, jest zatem integralną częścią Praw Człowieka. A powinien być istotną egzekutywą tego prawodawstwa.”
Walka o “prawa człowieka w Rosji” jest nonsensem. Waczyć trzeba przeciw bolszewizmowi.
Pytanie było ironiczne, a tekst “podsunąłem” jako ciekawostkę. Pański tekst (obydwie części) czytałem wcześniej. Uważam, że zadaniem takich artykułów jest pokazanie, że komunizm stoi mocno i nie cofnie się przed niczym. Pod płaszczykiem kwilenia o prawach człowieka daje się wyraźny komunikat: Nie próbujcie! U nas wszystkie chwyty dozwolone.
“Uważam, że zadaniem takich artykułów jest pokazanie…” Chodzi oczywiście o artykuł w Rz.
Panie Tomaszu,
Chyba Pana nie rozumiem. Nie sądzę, żeby artykuł w prlowskim pisemku miał jakieś zadania, a jeśli ma jakieś, to raczej pokazać właśnie, że przy pomocy “odważnej walki o prawa człowieka w Rosji” można coś zmienić, gdy w rzeczywistości niczego zmienić nie można. Jeśli ktoś tu kwili, to Browder i Gessen, bo tęsknią za tym, jak im było dobrze, kiedy “komunizm upadł” i “byli wolni”. Ona, by debatować demokratycznie, a on, by robić pieniądze w sowietach. Tego im tylko trzeba.
Powiedziałbym zatem, że komunikat – powtarzam: jeśli w ogóle jakiś musi być – jest raczej odwrotny: walczcie o prawa człowieka, jak najbardziej, bardzo to pochwalamy i prosimy o więcej. Kiedy nam będzie wygodnie, to potępimy wybuchy, ataki, morderstwa, i odputinizujemy naszą sowiecką matiuszkę… o, pardon, matiuszkę Rosiję.
Jeśli to, o czym w post scriptum pisał o przypadkach Maszy Gessen Pan Michał znajduje potwierdzenie w faktach, to okazuje się, że życie jest o wiele zabawniejsze, niż… dowcipy o Stalinie z papugą w roli głównej. Te wręcz bledną przy przytoczonej powyżej historii!
A co do komunikatów, które dyskutują PP. Michał i Tomasz i próbują zinterpretować, to myślę, że są one następujące: “walczcie o prawa człowieka, walczcie z korupcją i mordami politycznymi, walczcie o demokratyczne standardy, ale nie próbujcie nawet pomyśleć o walce z systemem jako takim, o walce z komunizmem”.
Panie Jaszczurze,
Gdyby treść tych rzekomych “komunikatów” rzeczywiście miała być taka, jak Pan sugeruje (w czym zdaje mi się jest Pan bliski p. Tomasza), to ja byłbym uradowany, ale nigdzie przenigdzie (czy tak można powiedzieć??) nie ma mowy o wlace z systemem. Nikt o niej nie mówi, nikt jej nie pragnie – skąd to się w ogóle wzięło?
W oczach ludzi takich jak Gessen czy Browder – którzy nb. nie są we własnym mniemaniu po tej samej stronie – komunizm nie istnieje. Kropka. Upadł i basta. Sowiety się rozpadły. Nie ma o czym mówić. Trzeba walczyć o prawa człowieka, o demokrację, o wolność mediów, o wolność robienia milionów. Kropka. O jakiej walce z systemem Panowie mówicie? Oni nie widzą w ogóle tego, o czym my tu rozprawiamy.
Panie Michale!
Nic dodać nic ująć! Jako wychowany wśród (już z resztą w większości wymarłego) pokolenia polskojęzycznych czekistów, potwierdzm, ich przekaz brzmiał ;Komunizm? Ach jaka piękna, idealistyczna utopia! Niestety, z oczywistych względów, jak każda utopia nie mogła się zrealizować! No cóż, szkoda – C’est la vie!
Tak, ale takie postawienie sprawy można z łatwością przekręcić na modne dziś, że komunizm nigdy nie istniał, że zarzucono próby wprowadzenia w życie, więc należy spróbować zrobić to porządnie, bez terroru, bo komunizm jest prawdziwą przyszłością.
Ale komunizm nie jest przecież żadną idealistyczną utopią, tylko żelazną i konsekwentną Metodą. Ta utopia stanowiła jej ważną część, służyła w postaci ideologii do odurzenia mas i do sowietyzacji. Była więc narzędziem w rękach czekistów i jak sądzę będzie takim narzędziem w przyszłości, choćby dlatego, że spełniła swą rolę narzędzia tak znakomicie.
Ależ oczywiście! Ta “płomienna idea” jest jak widać również ciągle do wykorzystania, a nasza konająca na uwiąd starczy cywilizacja nie ma najwyraźniej już przed nią na dodatek żadnych mechanizmów obronnych.
Naturalnie komunizm, jako Metoda, jest w stanie adaptować do swoich potrzeb dowolną ideę, jeżeli okaże się ona w danym momencie (czy też jak to mawiali na “danym etapie”) przydatną do realizacji celu.
Słusznie! Na starczy uwiąd cierpi ta cywilizacja od XIX wieku, ale nikt jeszcze nie skonał od uwiądu. Teraz doszła do tego cywilizacyjna trzęsiączka spod znaku Parkinsona i kulturowa demencja od Alzheimera.