Cień autokracji
Terroryzm jest problemem naszej współczesności, ale korzeniami sięga do innego świata – do szczęsnego świata Świętej Rusi i Samodzierżawia. Niewielu pisarzy i myślicieli zagłębiało się w rozważaniach plagi anarchizmu-terroryzmu z podobną uwagą i wnikliwością, jak Fiodor Dostojewski i Joseph Conrad. Conrad użył zamachu eserów na ministra von Plehve jako punktu wyjścia do powieści pt. W oczach Zachodu, która jest pod wieloma względami polemiką z Dostojewskim w ogóle, a w szczególności ze Zbrodnią i karą oraz Biesami. Podjął dyskusję z dostojewszczyzną, z „duchem rosyjskim”, ale jak spróbuję wykazać, stanął w polemice na gruncie, typowej dla inteligentnych Polaków, mieszanki podziwu i odrazy wobec Rosji. Trzeba podkreślić, że jest to polemika artystyczna, a nie ideologiczna. Conrad nie rozważa abstrakcyjnych idej, ale tworzy sytuacje i postaci, w których wyraża odmienny od Dostojewskiego obraz świata i inny pogląd na przyczyny nihilistycznej choroby. Postąpił więc zgodnie ze wzorem zaczerpniętym od samego Dostojewskiego. Wiele ważnych dzieł rosyjskiego pisarza, w tym niektóre z najsławniejszych powieści, wyrosło na gruncie świadomej, zamierzonej polemiki, np. z Czernyszewskim, z Nieczajewem lub z nihilizmem w ogóle.
Już w opowiadaniu pt. Donosiciel, Conrad zastanawiał się nad fanatyzmem anarchistów: czy mogą spać spokojnie, pragnąc światowej pożogi i ogólnego zamieszania? Główny bohater opowiadania, sławny rewolucyjny podżegacz, jest znawcą chińskiej porcelany, ale mówi bez ogródek, że „nie można pokusić się o poprawę ludzkości, bez terroru i gwałtu”. Zauważa także cynicznie, że „klasa próżniacza i samolubna uwielbia patrzeć na złośliwe figle, nawet gdy są robione jej kosztem”, przewidując tym samym rozległy udział klas wyższych w ruchu rewolucyjnym. Narrator trwa jednak przy swoim: anarchiści pozostają dla niego nieodgadnięci, „niepojęci mentalnie, moralnie, logicznie, sentymentalnie, a nawet fizycznie”. Tytułowy bohater innego opowiadania, Anarchisty, mówi o sobie, że jest człowiekiem o ciepłym sercu i słabej głowie. Padł ofiarą demagogii i uwierzył, że dla wyplenienia niesprawiedliwości trzeba wysadzić cały świat w powietrze.
Powieść Tajny agent, do której jeszcze powrócę, nie pozostawia żadnych wątpliwości, gdzie leżą sympatie Conrada w wielkim, ideowym sporze jego wieku. Wkłada w usta narratora powieści ironiczne słowa na temat tytułowego tajnego agenta, taplającego się w swej gnuśnej rozlazłości: „cały porządek społeczny, który sprzyja higienicznej bezczynności, musi być chroniony przed płytką zawiścią niehigienicznej pracy”. Conrad-narrator nie kryje swej szczerej pogardy dla rewolucjonistów. Są widmami, obibokami, łączy ich niechęć do pracy. „Większość rewolucjonistów to wrogowie dyscypliny i fatygi.” Próżniactwo i osobista próżność są matką wszelkich złudzeń, zarówno szlachetnych, jak i nikczemnych; są towarzyszkami poetów i reformatorów, szarlatanów, proroków i podżegaczy. Sarkazm tych zdań przywodzi na myśl narratora Biesów, choć w istocie jest to raczej klasyczny ton conradowskiej narracji, gdzie subtelnie ironiczny dystans kryje głęboko moralne motywacje.
Mimo to, osobiste przeżycia i doświadczenia, skłaniały obu pisarzy do pewnej dozy sympatii dla rewolucjonistów. Dostojewski, jak wiemy, skazany był na katorgę za udział w kółku Pietraszewców, a Apollo Korzeniowski, ojciec Conrada, zesłany wraz z żoną do Wołogdy – czyli nie na mityczny Sybir – za czynny udział w „komitecie czerwonych Mierosławskiego”. Zaledwie w pół roku później, w styczniu 1863, przeniesiono groźnych politycznych spiskowców niemalże w ich rodzinne strony, do Czernihowa. Tam zastał Korzeniowskich wyczekiwany wybuch powstania, wywołany przez tychże czerwonych, a mimo to, już w lecie tegoż 63, udzielono matce pisarza zezwolenia na trzymiesięczną kurację w majątku rodziny. Ewa Korzeniowska zmarła na suchoty w roku 1865, a Apollo umarł, gdy mały Konradek nie miał nawet dwunastu lat. Trudno doprawdy się dziwić, że w oczach małego chłopca, to carat był winien śmierci jego rodziców.
Ale wróćmy do W oczach Zachodu. Zdzisław Najder przytacza list Conrada do Galsworthy’ego, w którym autor tak wykładał plan powieści o rosyjskich terrorystach:
Student Razumow (nieślubny syn księcia K.) potajemnie wydaje policji swego kolegę, studenta Haldina, ukrywającego się w jego pokoju po popełnieniu przestępstwa politycznego (ma to być zabójstwo de Plehwego). Pierwsza część w Petersburgu. (Haldin zostaje oczywiście powieszony.)
2-ga w Genewie. Student Razumow, spotkawszy za granicą matkę i siostrę Haldina, zakochuje się w tej ostatniej, poślubia ją i po pewnym czasie spowiada się jej ze swego udziału w aresztowaniu i śmierci jej brata.
Proces psychologiczny, który doprowadził Razumowa do zdrady Haldina, do wyznania uczynionego żonie i w rezultacie do śmierci tych osób (wywołanej głównie podobieństwem ich dziecka do nieżyjącego Haldina) stanowi zasadniczy temat opowieści.
W ostatecznej wersji powieści Razumow nie żeni się z piękną Natalią Haldin, ale dla moich potrzeb jest to udane autorskie streszczenie. Wedle niektórych badaczy, Conrad tak dalece identyfikował się z przeżyciami bohaterów, że po zakończeniu pracy nad powieścią popadł w depresję, rozstrój nerwowy i długą chorobę.
We wstępie do wydania z 1920 roku, Conrad pisał:
Srogość i idiotyzm autokratycznej władzy, odrzucającej wszelką legalność i, w istocie rzeczy, opierającej się na skrajnym anarchizmie moralnym, wywołuje, nie mniej idiotyczną i przeraźliwą odpowiedź w postaci czysto utopijnego rewolucjonizmu, ogarniającego zniszczenie przy użyciu pierwszych dostępnych środków, w dziwnym przekonaniu, że po upadku wszelkich ludzkich instytucji musi nastąpić zasadnicza przemiana w ludzkich sercach.
Po zabójstwie ministra, Haldinowi udaje się ujść z miejsca zamachu i szuka pomocy u ledwo mu znanego studenta, Razumowa, otoczonego nimbem chwały wśród rewolucyjnej młodzieży ze względu na jego powściągliwą wyniosłość. Haldin ma wiele cech Sawinkowa i Kaliajewa, jest charyzmatycznym arystokratą, nie uważa się za terrorystę ani niszczyciela. W jego mniemaniu, prawdziwej destrukcji dokonują ci, którzy niszczą ducha postępu i prawdy, a nie mściciele, co zabijają prześladowców godności ludzkiej. Ludzie pokroju Haldina tworzą miejsce dla ludzi gatunku Razumowa – ale Razumow nie chciał tego miejsca. Chciał Historii nie Teorii; patriotyzmu, kierunku, jedności, a nie destrukcji. Krótko mówiąc, Razumow miał poglądy skrajnie przeciwne Haldinowi, zachowawcze i kontrrewolucyjne, podobnie jak Conrad. Zamachowiec ufa Razumowowi, choć dostrzega różnice polityczne między nimi.
Na prośbę Haldina, Razumow udaje się pod wskazany adres, by wezwać na pomoc woźnicę Ziemianycza. Woźnica, „prawdziwy ruski człowiek”, pijany do nieprzytomności, ostatecznie rozwścieczył Razumowa. Obił pijaczynę w rozpaczy, aż złamał kij. Wszystkie gesty Razumowa rozumiane są przez otoczenie na opak. Niechęć okazana Haldinowi, wściekłość i odraza wobec pijanego Ziemianycza, niesmak wobec konspiratorów w Petersburgu i podejrzliwość wobec rewolucjonistów w Genewie, rozumiane są jako chłodne i wyniosłe – ale nigdy wrogie! – odcięcie się od reszty w zgodzie z zasadami konspiracji.
Razumow udaje się do swego protektora, a ten przedstawia go generałowi policji. Z miejsca, Razumow znajduje tylko pogardę i wstręt wobec profesjonalnie nieufnych, wybałuszonych oczu generała, czuje odrazę dla fałszu i życia w kłamstwie, dla zdrady, dla chęci zdobycia agenturalnych informacji. Młody student znajduje się między młotem a kowadłem. Inteligentny, pracowity, zdolny, gdziekolwiek indziej mógłby liczyć na karierę pełną sukcesów. W Rosji jest ofiarą. Tajna policja mu nie ufa i nie dowierza – jakim cudem Haldin trafił właśnie do niego? – a rewolucjoniści opierają się na wysokiej opinii Haldina o nim. Cóż więc dziwnego, że Razumow nienawidził Haldina całą duszą, jako sprawcy swych nieszczęść? Obie strony chcą go wykorzystać dla własnych celów i żadna nie jest zainteresowana nim samym. Jest niechętny Kostii, bogatemu utracjuszowi, który „chce pomóc”, i prorokuje, by porzucił idee, których nie rozumie, bo niektóre z nich zagarnąć mogą jego fortunę. Nie może ścierpieć Ziemianycza – którego nazwisko wskazywać ma na ruską glebę, termin tak bliski sercu Dostojewskiego – wychwalanego pod niebiosa przez egzaltację Haldina, a obitego kijem bez opamiętania przez rozumnego Razumowa.
Razumow widzi siebie jako rosyjskiego patriotę, który „rozwinął swój patriotyzm przez zdolność niezależnego myślenia, myślenia oderwanego”, dzięki czemu zachował wolność. Spotkanie z Haldinem zachwiało tym przekonaniem.
Razumow wysłany zostaje do Genewy, gdzie szpiegować ma dla Ochrany poczynania rewolucjonistów skupionych wokół „wielkiego feministy”, którego postać wzorował Conrad na Bakuninie. W Genewie spotyka Natalię Haldin i jej nauczyciela angielskiego, naszego narratora. Jest on ważną postacią w powieści, bo oczami tego skromnego nauczyciela języka, zagubionego w zamożnej Genewie, obserwować będziemy Rosję. Poznawszy wielu rosyjskich emigrantów, Anglik dochodzi do wniosku, że wszechobecny cynizm jest cechą charakterystyczną Rosji i Rosjan.
[Cynizm] jest cechą znamienną rosyjskiej autokracji i rosyjskiego buntu. Chlubiąc się liczebnością, w dziwacznych pretensjach do świętości i w skrytej gotowości do poniżania się w cierpieniu, duch Rosji jest duchem cynizmu. Przenika on deklaracje jej mężów stanu, teorie jej rewolucjonistów i mistyczne wróżby proroków do tego stopnia, że wolność staje się rozwiązłością, a wzniosłe cnoty chrześcijańskie wyglądają na nieprzyzwoitość…
Te zdania są efektowne jako błyskotliwy skrót, ale czy ich teza zdołałaby wytrzymać poważną krytykę? W obiektywnej analizie, tzw. „idealiści” – czyli w rzeczywistości terroryści, nihiliści, rewolucjoniści, zamachowcy – byli bez wątpienia porażeni cynizmem. Pośród oficerów Ochrany było bez wątpienia wielu cyników (choć z pewnością równie wielu służyło Samodzierżawiu z przekonania), ale w imię czego oskarżać mnichów z prawosławnych monasterów o cynizm? Nie wątpię, że dałoby się zinterpretować postępowanie wielkich mistyków Kościoła Katolickiego w terminach „duchowej rozpusty”, ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie zarzucał cynizmu Świętej Teresie z Avili!… A małoż to było cynicznych mężów stanu w demokratycznej Europie i Ameryce?
W moim głębokim przekonaniu, tytułowe „oczy” narratora powieści, nie są oczami Zachodu, tylko oczami Conrada. To są oczy Polaka z angielskim punktem widzenia. Narrator w zasadzie proponuje i wykłada obraz Rosji, najlepiej określony już po Conradzie przez Churchilla: a riddle wrapped in a mystery inside an enigma. Rosja ma być tak dziwna i zagadkowa, że pozostaje nie do pojęcia w oczach Zachodu. Jednak spojrzenie Conrada na Rosję, podyktowane jest specyficznie polską perspektywą.
Po pierwsze, Rosja jawi się jako inna i obca, bo padł na nią „cień autokracji”. Tylko że autokracja panowała także we Francji i w Niemczech, w Austro-Węgrzech i w Hiszpanii. Być może Anglia i Ameryka były do pewnego stopnia wyjątkami pod koniec XIX wieku i na początku XX, ale w obu tych krajach, jak wszędzie na świecie, miały miejsce poważne niesprawiedliwości, a władze nie były wolne od autokratycznych tendencji.
Po drugie, carat miał opierać się na fundamentach usankcjonowanej sądowo niesprawiedliwości, nadużyć policji i wszechpotęgi wąskiej kliki władzy. Jednak, sam Conrad opisuje nadużycia w angielskim systemie sądowniczym w swej niedocenionej Przygodzie, a nieudolność policji w Tajnym agencie. Tradycja niesprawiedliwych prześladowań jest równie stara w Ameryce, „kraju ludzi wolnych”. Brutalność policji, to specjalność Francji i Stanów Zjednoczonych – i tak pozostaje niezmiennie do dziś. Jawna niesprawiedliwość arbitralnych wyroków sądowych jest równie powszechna w XXI wieku, jak sto lat temu – dlaczego wytykać palcem carską Rosję, gdzie sądownictwo mogłoby być wzorem niezależności dla współczesnych nam demokracji?
Po trzecie, Sazonow, autentyczny wykonawca zamachu na von Plehwe, na którym opiera się fabuła W oczach Zachodu, nie został stracony, a powieściowego Haldina powieszono. Conrad nie chce dostrzec, a tym bardziej przyznać, że każde państwo musi się bronić przeciw terrorystom, którzy rzucają bomby na ministrów. W Wielkiej Brytanii traktowano wówczas terrorystów irlandzkich znacznie gorzej niż potraktowano Sazonowa, a przecież w kilka miesięcy po zamachu na von Plehve wybuchła rewolucja 1905, która wstrząsnęła fundamentami największego państwa na świecie. System prawny po reformach sądownictwa Aleksandra, był niezależny i zapewne bardziej liberalny niż brytyjskie czy amerykańskie prawo karne. Wiera Zasulicz (na której, moim zdaniem, luźno opiera się postać Zofii Antonownej w powieści Conrada, choć nie znalazłem nigdzie potwierdzenia takiej hipotezy) dokonała zamachu rewolwerowego na gubernatora Petersburga, Trepowa. Pomimo oczywistych dowodów winy, sąd ją uniewinnił, co raczej nie zdarzało się w amerykańskich i brytyjskich trybunałach. Prawdę mówiąc, czasami złość bierze na myśl o tym ich liberalizmie. Czy nie lepiej byłoby dla świata, gdyby carska Rosja była ciut mniej liberalna?
Po czwarte, Conrad nie dostrzega, jak piękne mogło być życie w Rosji, pod carskim knutem, jak wolne i swobodne, jak niezwykle łatwo było żyć, nie odczuwając cienia autokracji, jeśli tylko nie knowało się przeciw instytucjom carskim, jeżeli nie pragnęło się aktywnie doprowadzić do jej upadku. Nie widzi tego, ponieważ patrzy z perspektywy prześladowanej polskości. Conrad maluje życie w Rosji wyłącznie w czarnych barwach – nędza i prześladowania, więzienia i katorga, dławienie wolnej myśli i wolnego słowa. Inaczej mówiąc, jest to obraz postulowany przez polską propagandę.
Po piąte, jest pewien paradoks w postawie Conrada. Ten tradycjonalistyczny konserwatysta i reakcjonista, przyjmuje niemal całkowicie optykę wrogich sobie rewolucjonistów, gdy idzie o ocenę Rosji. Katorga, to znęcanie się nad biedakami przez zacofany i okrutny carat, a koszmarne warunki w francuskim, brytyjskim lub amerykańskim systemie karnym, to oświecony i racjonalny system demokratyczny. Gilotyna to szczyt modernizmu, a rózgi to Ciemnogród. A że w Rosji nie było prawie w ogóle kary śmierci? Syberia była wypełniona głównie mordercami, gdy na Zachodzie zabójcy szli bez wyjątku na szafot? Car Wszechrosji zsyłał na Syberię, Anglicy zsyłali do Australii (a wcześniej do Ameryki), oświeceni Francuzi mieli galery i zsyłkę do Gujany, gdzie warunki były raczej gorsze niż te opisane przez Dostojewskiego, a z całą pewnością bez porównania gorsze niż zesłanie do pięknej Wołogdy lub Czernihowa. Podobnie, opisując w czarnych barwach Rosję, Conrad mówi o mackach policji i donosicielstwie, o policyjnym nadzorze i atmosferze podejrzeń; tymczasem, jak wiemy, Dostojewski notował ze zdumieniem donosicielstwo i wścibstwo policji w Paryżu, kontrolę w każdym hotelu – tylko że tam miało to być dowodem sprawności systemu i efektywności policji, gdy w Rosji miał to być „cień autokracji”. Powodem przyjęcia rewolucyjnej optyki przez skrajnego konserwatystę, jakim bez wątpienia był Conrad, jest jego polskość.
Szydło polskości autora wyłazi niekiedy ze słów angielskiego narratora powieści. Twierdzi np., że napoleoński despotyzm, który nakazywał obserwację policyjną intelektualistów, był czymś innym niż „autokracja w szatach mistycznych, zrodzona z niewoli tatarskiego podboju”. Typowy Anglik, ani wówczas, ani dziś, nie wypowiedziałby takich słów. Przede wszystkim stosunek do Napoleona: brytyjska historiografia widzi w Napoleonie prekursora Hitlera, a obu postrzega jako chorobliwych megalomanów, którym zachciało się podbić całą Europę i poddać ją swej despotycznej władzy, ale na szczęście oparły się obydwu maniakom dwa miłujące wolność narody europejskie: Anglicy i Rosjanie. Despotyzm Napoleona jest w oczach Anglików najgorszego gatunku: to nie była „rewolucja w buciorach”, ale tyrania nieomal totalitarna. Nie na darmo, w Folwarku zwierzęcym, Orwell nadał wieprzowi wzorowanemu na Stalinie imię – Napoleon. A po drugie, wykształceni Anglicy, choć pozostają pod kulturowym urokiem ich własnej wersji Renesansu, czyli epoki Tudorów, i przymykają oczy na potworności dokonane za panowania Henryka, Marii i Elżbiety, to jednak pozostają świadomi ich despotyzmu. Mistyczne szaty absolutnych władców nie muszą wcale wywodzić się zaraz od Tatarów. Czy tyrania kacyków w Ameryce Łacińskiej także ma swój korzeń u Dżyngis Chana? Czy raczej należy ją wysnuwać aż od Inków lub Azteków? Taki właśnie, rzekomo „wszystko-wyjaśniający” ciąg myślowy – od Dżyngis Chana, przez Złotą Hordę do carskiego samodzierżawia, krwawych Iwanów, diabolicznego Piotra i Katarzyny-zdziry, aż do Lenina, który był jednak „postępem wobec tej czarnej reakcji”, z dodatkiem słów w rodzaju „nieuchronny” lub „nieodwracalny” – jest typowy dla polskiej historiografii, która nie potrafi porzucić Tatarów i bezprecedensowej wyjątkowości zbrodniczych władców „azjatyckiej” Rosji, gdy w rzeczywistości, skrytobójstwa, morze krwi, wymyślne tortury, bezpardonowa walka o władzę i drakońskie metody jej utrzymania, nie mówiąc już o brutalnej likwidacji politycznych wrogów, były raczej normą, jak świat długi i szeroki, a nie mistycznie ruską specyfiką. Jest to zaiste historiozofia dla przedszkolaków.
Conrad dokonał paradoksalnej projekcji: przydał całemu Zachodowi, rdzennie polski punkt widzenia i swoiste postrzeganie Rosji. W istocie rzeczy, dawna, autokratyczna Rosja była o wiele bliższa Zachodowi niż Polska. Pośród europejskich państw, to raczej Najjaśniejsza Rzeczpospolita wyróżniała się, odstawała od normy znacznie bardziej niż Rosja. To właśnie polskie zwyczaje, metody i prawa były wyjątkowe, a nie rosyjskie. Ideał współdziałania ludzi wolnych, dla obrony ich wolności i wspólnych im wartości był aspiracją w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – przyznajmy, pozostał ideałem tylko z rzadka wprowadzanym w życie – która nie potrzebowała się z nikim mierzyć, ani z nikim współzawodniczyć. Ten ideał pozostaje nieznany na Zachodzie.
Polacy, na domiar złego, uważali się od wieków – i uważają niekiedy także dziś – za Przedmurze Chrześcijaństwa. Przynajmniej za czasów starć z Imperium Osmańskim, a zwłaszcza w niezwykłej i chwalebnej odsieczy wiedeńskiej, była w tym jakaś kropla słuszności, ale przeniesienie lekką rączką idei przedmurza na „azjatycką Rosję” jest już trudniejsze do pojęcia, bo trzeba zapomnieć wygodnie, że Święta Ruś była ochrzczona wcześniej niż Polska, i pozostała znacznie głębiej chrześcijańska niż Zachód Europy, którego przedmurzem Polacy się samowolnie i arogancko mianowali. W różnych językach zachodnich, słowo określające chłopstwo ma wspólny źródłosłów z pogaństwem – peasant, paesano, le paysan – podczas gdy rosyjski termin na określenie chłopa, крестьянин, jest bliski христианин, czyli chrześcijanin. To nie jest przypadkowe utożsamienie, ale raczej rezultat realnej sytuacji, odbicie stanu rzeczy, w którym pogaństwo zachowało się dłużej wśród chłopów na Zachodzie niż wśród klas panujących, gdy na Rusi włościanie byli niepoprawnymi chrześcijanami (także później, w obliczu bezbożnej bolszewickiej własti). Chłopski stan był w istocie ostoją Cerkwi i Samodzierżawia.
W polskiej tradycji, rozmaici reformatorzy, np. podczas Sejmu Czteroletniego, domagali się wzmocnienia władzy centralnej, kosztem ukrócenia praw obywateli („ukrócenia swawoli”), a tym samym, pragnęli upodobnić Polskę do Francji, Hiszpanii, Prus i … Rosji, tej ostatniej nie wspominając głośno z powodu osiemnastowiecznej wersji politycznej poprawności. Ich oponenci, np. konfederaci barscy, wołali o rozproszenie władz i nadrzędność prawa – to do tych, przegranych idej, odwoływał się Conrad (choć być może niezupełnie świadomie), mówiąc o Rosji. Ducha Konfederacji Barskiej projektował na cały Zachód, i dopiero z tej perspektywy jego narrator mógł się sensownie zżymać nad strasznym cieniem autokracji, który zaciążył nad losem pięknej Natalii Haldin.
To prawda, że stanowisko w kwestii historii Rosji zbliżone do oceny Conrada, pokutuje do dziś na Zachodzie, ale być może Józef Konrad Korzeniowski przyłożył się do tego w pewnym stopniu. W przygnębiającej litanii narzekań, poczesne miejsce zajął także Kevin Birmingham, który w dobrej skądinąd książce o Dostojewskim ulega sztampowym poglądom o autokracji, kontroli, donosicielstwie, tajnych służbach itp., po czym dodaje, że pod cienkim płaszczykiem kontroli dość było swobody, woli, samoedukacji, inteligencji, ciekawości, samokrytycyzmu, by rozwinęła się zdumiewająca kultura, a zwłaszcza wielka literatura. Co z kolei nie przeszkadza mu twierdzić, że Mikołaj „uważał każdą literaturę za wrogą porządkowi społecznemu”. Jakim więc cudem pisali Gogol i Puszkin, Lermontow i Tołstoj, Turgieniew i Gonczarow, Dostojewski i Niekrasow, i jeszcze bardziej radykalni: Bielinski, Czaadajew i Czernyszewski? Wszyscy bez wyjątku byli krytyczni wobec sytuacji w Rosji, a ich dzieła ukazały się pod drakońską rzekomo cenzurą carską. Cenzura nie była pobłażliwa dla Rewizora czy Martwych dusz, dla Tołstoja czy Bielinskiego, ale mimo to ich dzieła powstały, ukazały się, i świecą jasnym światłem do dziś. Sam Conrad tymczasem, brał udział w skoordynowanej akcji pisarzy przeciw cenzurze w Imperium Brytyjskim…
W swym słynnym liście, za którego publiczne odczytanie Dostojewski został zesłany na Syberię, Wissarion Bielinski nazwał Gogola „zwolennikiem knuta, apostołem ignorancji, obrońcą obskurantyzmu i ciemnoty, panegirystą tatarskiej moralności”. Wielu rosyjskich pisarzy przeszło ewolucję od krytyki caratu do poparcia dla samowładztwa, a mimo to, słowa Bielinskiego pozostają do dziś ortodoksją myślenia o Rosji, i to nie tylko historycznej. Ta sama sztampa nałożona została na sowiety – nie bez pomocy polskich ekspertów, „od białego do czerwonego caratu” – i wreszcie na „nową, odrodzoną Rosję po upadku komunizmu”, która jest w rzeczywistości kontynuacją sowietów i tyle ma wspólnego z Rosją, co Myszka Miki z Trzema Muszkieterami.
fragment próbny tekstu, celowo inną czcionka i wielkościa








Komentarz próbny
komentarz probny 2
W swym słynnym liście, za którego publiczne odczytanie Dostojewski został zesłany na Syberię, Wissarion Bielinski nazwał Gogola „zwolennikiem knuta, apostołem ignorancji, obrońcą obskurantyzmu i ciemnoty, panegirystą tatarskiej moralności”. Wielu rosyjskich pisarzy przeszło ewolucję od krytyki caratu do poparcia dla samowładztwa, a mimo to, słowa Bielinskiego pozostają do dziś ortodoksją myślenia o Rosji, i to nie tylko historycznej. Ta sama sztampa nałożona została na sowiety – nie bez pomocy polskich ekspertów, „od białego do czerwonego caratu” – i wreszcie na „nową, odrodzoną Rosję po upadku komunizmu”, która jest w rzeczywistości kontynuacją sowietów i tyle ma wspólnego z Rosją, co Myszka Miki z Trzema Muszkieterami.
fragment próbny tekstu, celowo inną czcionka i wielkościa