Najnowsze komentarze

III Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski.

Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres.

Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce:

1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania?

2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki?

3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych?

Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie.

II Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza.

Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania:

1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem?
Jakie były Pana/Pani refleksje związane z lekturą książek Mackiewicza?

2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie?

3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku?

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału.

Ankieta Wydawnictwa Podziemnego

1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność?

2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej?

3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze?

4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin?

5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony?

6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku:

Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012!

Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012?

« Emigracja jako obłędTupik raz jeszcze »

Friends… do they know what I mean?
Exiles, King Crimson, 1973.

 Szanowny i Drogi Panie Michale,

Przekonywała Barbara Toporska w Liście do Redakcji „Kultury”, w 1972 roku: „Wydaje mi się, że krytyka literacka powinna przestrzegać zawsze dwóch reguł: Mierzyć dzieło według dobrze odczytanych zamierzeń autora. Klasyfikować utwór albo samą jego koncepcję, na podstawie jasno przedstawionych kryteriów”. Skupmy się na pierwszym wzorze: „dobrze odczytanych zamierzeniach”. W liście Emigracja jako obłęd podważa Pan interpretacje, które zaproponowałem w artykułach Pół wieku w „tupiku”. Już jednak wybór nagłówka zdradza zaniechanie w „dobrym odczytaniu”. Jeśli koniecznie trzeba wprowadzać spłycanie przekazu, lepszy byłby Antykomunizm (odbierany) jako obłęd. A nie tylko tej materii cykl dotknął.

Gzie indziej Toporska rozwinie przedłożone zasady: „Wydaje mi się, że nie ma przepisów na dobrą literaturę, natomiast krytyk literacki powinien przestrzegać wobec autora recenzowanego utworu pewnej podstawowej uprzejmości. Zwrócić uwagę, co autor chciał napisać, po czym osądzić, jak się z tego zamierzenia wywiązał. Sprawa dalsza to wyjawienie «lubię» lub «nie lubię» w stosunku do obranej przez autora formy”. Operujemy na terenie w większym stopniu literatury niż polityki, więc powyższe wskazanie dobrze wziąć do serca. Pana zaklęcie „nie zgadzam się” zasłonięte jest przez rzekome „nie rozumiem”, przesuwając zadanie dowodowe na pole adwersarza. Wszak niektóre myśli, używając nowych słów, powtórzyłem dla pełniejszego wyrażenia się (aż dziwę się, że nie buduje Pan z tego tytułu zarzutu?).

Trudno, bym znów to przerabiał. Mogę jedynie poprosić o powtórkę lektury tryptyczku. Niemniej dowieść mam m.in. odcisków „kryzysu świadomości” i występowania „bajronicznych uniesień” w depozycie, jaki odstąpił nam Józef Mackiewicz. Wydawało mi się, że w obszernych tekstach podałem dostateczną liczbę przykładów. No, ale jeśli ktoś chce brać krążenie w poznawczej mgle przez lat kilkanaście nie za przejaw bezsiły w „rozpoznaniu istniejącej prawdy”, a jako efektywne „zajmowanie się twardą polityką” … Najważniejszym obowiązkiem jest rozświetlić Mackiewiczowski „tupik”, tak jak zasługą publicysty było jego zidentyfikowanie. Horyzont czasowy pomaga w wywiązaniu się z długu. Toż to półwiecze! Pana rozważania na ten temat byłyby szczególnie interesujące.

Podnosi Pan dalej, że Mackiewicz „nie przyjmował eschatologicznej wizji bolszewizmu Mariana Zdziechowskiego”. Przecież choć analityk wschodniej polityki Watykanu – nie był sprawca W cieniu krzyża pisarzem religijnym. Gdyż nie był też (zdaje się) religijnym człowiekiem, a przynajmniej nie dał świadectw pobożnych zapatrywań. Choćby dlatego nie mógł poprzeć explicite diagnozy Zdziechowskiego o infernalnym pochodzeniu bolszewizmu. Lecz wiemy, że wyrażał ją implicite. Jako mający się za empirystę sięgnął po określenie z medycznego arsenału – zaraza.

Wyrokuje Pan w drastycznym niemal tonie oburzenia, że każde „przywdziewanie maski niedwuznacznie sugeruje fałsz”.  Maski Mackiewicza… Nie ma w tej symbolice nic niecnego ani podejrzanego, gdy odświeżymy sobie ich przeznaczenia np. w Wyzwoleniu Stanisława Wyspiańskiego. Grają tam rolę metaforyczną i diagnostyczną, jak i – w najskromniejszej ze skal – u mnie. Zastanawiam się po prostu do jakiego stopnia Józef Mackiewicz (wytrawny i świadomy aranżer wyobraźni) zarządzał wizerunkiem, analogicznie, jak celowo rozsiewał rozmaite tropy ufając, że będą przedmiotem rozbiorów po latach. Chłopięciem-skautem (a stwierdzam to bez ironii, jako stary harcerz) na pewno całe życie nie był. Traktujmy go na serio.

Kierował listy do „setek” osób, ale z kim pod koniec, gdy epistolograficzną mitręgę dźwigała za niego Barbara, mógł pokonferować szczerze? Z Rosjaninem Sergiuszem Woyciechowskim? Z Kowalewskiego (z którym poczta wyróżnia się wysokim napięciem szczerości) potrafił okrutnie naigrywać się w liście do Michała K. Pawlikowskiego po okazjonalnym przewertowaniu Mein Kampf: „Coś niesamowitego. Nie chodzi o treść. Jest to poziom, nawet w tematyce neutralnej, półinteligenta. Arogancja+ignorancja. Z polskich pisarzy najbardziej przypomina mi Janusza Kowalewskiego”. Mocne! Albo: „To drukowanie zamiast Twego Okna na Rosję – super banałów «sowietoznawczych» Kowalewskiego, to kryminał!! I tyle miejsca zabiera!”. Wątpi Pan, czyżbym naprawdę widział „w tej tak niesłychanie bogatej korespondencji pustelniczą desperację?”.

Po śmierci Pawlikowskiego, Chmielowca, Sakowskiego, Jankowskiego – tak. Ileż sowieckiej „dysydenckiej” makulatury – wydanej przez Overseas Publications Interchange (OPI), oficynę, którą równolegle kierowała właścicielka „Kontry” – znajdziemy w uczciwych adnotacjach edytorki do 36. tomu Dzieł? Zgadzając się z Niną Karsov co do okupacyjnego charakteru komunistycznego panowania w PRL, równocześnie jak ogromny dystans dzielił ich w ocenie „Trustu II”. Tak, widzę powody do pustelniczej desperacji. Choć rzeczywiście zgrabnie by było użyć tu zwrotu o „bezgranicznej determinacji”. Aha, cudzysłów w Pół wieku w „tupiku” nie wskazuje na „umowność” pojęć, a na obce pochodzenie (z reguły w roztrząsanych tekstach – od Kowalczykowej, Janion, Witkowskiej), by któryś z przenikliwców (zdarzają się tacy) nie zechciał łapać mnie na grzechu plagiatu.

Przed „tupikiem” był mętlik

Maria Janion kpiła sobie na całego, widząc (jak mnie Pan cytuje) „polskie szaleństwo jako «tragiczne poczucie honoru w obronie upadającej sprawy, której do końca, w obliczu wrogiej przemocy, nie chcieli odstąpić»” i wieńczy frazę, że „fakty raczej takiej wykładni nie potwierdzają”. Mackiewicz (jak wynika też z Pana przytoczeń) bolał nad upadkiem indywidualizmu, niepraktycznego poczucia godności, rezygnacji z przegranej reduty, jako „charakterystycznych dla polskiej myśli” cech narodowych. Teraz ja muszę przyznać się do niepokoju, że nie wiem, co chciał Pan powiedzieć? Tu nawias: Pyta Pan, „czy ktokolwiek pisał jaśniej niż Słowacki?”. Proszę przejść przez Genezis z ducha, co próbuję czynić przy pomocy wydań uzbrojonych w komentarze Wincentego Lutosławskiego (Kraków 1903) i Kazimierza Chodkiewicza (Londyn 1957). Nie jest to czytanie (gwarantuję) rącze. A Król-Duch?

Janion z postępującej w XX wieku zmiany (w stronę trzeźwości, kłaniania się realiom, stadnemu myśleniu) też była w gruncie rzeczy zadowolona, tak jak dziś… Pan, a kiedyś Załuski – macher od Siedmiu polskich grzechów głównych, z którym łączy badaczkę naturalnie zupełnie innego rodzaju niż pro-romantyczne pokrewieństwo. W przypadku studiowania jej tez wciąż uświadamiamy sobie, że przy rozkodowywaniu podobnych książek, czy ich fragmentów dobrze wiedzieć, kiedy drogi czytelnika i autorek się rozdzielą, kiedy dobrze powiedzieć „stop”. Jak również umieć wyczuć – i nazwać – odrębność intencji i motywacji kierujących dawnymi obserwatorkami, przy pozornie i powierzchownie zbliżonych do naszych wnioskach.

Daje się w Pana wypowiedzi wyczuć jakby… spłoszenie. Że oto Józef Mackiewicz ściągnięty został z cokołu politycznego realizmu, filaru, który przydaje „powagi”. Dodatkowo zdjęty nie przez większych od siebie realistów, lecz dzięki interpretacji unieważniającej ustalony arbitralnie porządek (rozum i prestiż, górę i dół). Czyli przy pomocy wykładni absolutnie Mackiewiczowskiej. Tłumaczę Mackiewicza nim samym, szereguję zespół stanowisk i postawę wedle jednej z jego metod. I gdy staram się dopełnić ten akt rozumienia i deskrypcji, jednym z efektów będzie właśnie zarysowany w serii o „tupiku” obraz. Dobre tu miejsce, by wtrącić, że przed „tupikiem” był mętlik. („Mętlik panuje w niepodległościowej prasie, i coraz większy w głowach emigrantów” dostrzegła w 1967 roku Toporska).

Zajmujemy się artystą bogatym w treści, którego „osobowość twórcza, wyrażona w prawie czterdziestu tomach Dzieł pozwala na przyjęcie przeróżnych kierunków spojrzenia. A nawet na rozszczepianie tych już zakreślonych w ramach nowej perspektywy, czego przykładem jest relacja z romantyzmem prześwietlana ostatnio przez Katarzynę Bałżewską oraz (pod innym kątem) w mych próbach objaśnień. A chciałbym zaznaczyć, że nie powiedziałem ostatniego słowa. Korci wciąż odsłanianie podobieństw z towianizmem, co pewnie Pana do cna szokuje. Cóż począć, gdy u Aliny Witkowskiej znajdziemy wizję z kręgu Mistrza Andrzeja traktującą o zupełnym rozbiciu, rozproszeniu narodu po świecie. I o kraju: ojczyźnie fałszywej, pułapce na ducha polskiego, by go ostatecznie znieprawić.

Czy nie zbieżne to widzenie z odmawianiem miana polskości PRL-owi? Pol-sowieckiemu piśmiennictwu przede wszystkim? Tymczasem towiańczycy zgłaszają wymóg, aby nie tęsknić za „fałszywą Polską”, by nie wracać do niej z wygnania. Także Druga Emigracja nie wróciła w 1990 roku do imitacji ojczyzny, bezwiednie tylko zdolna w ten milczący i bierny sposób odmówić jej swego autorytetu. Wiem, że to karkołomna eksplikacja. Marzyło by się, aby słabo zauważone zamknięcie wraz z końcem minionego roku „Tygodnia Polskiego”, ostatniego śladu po „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”, a co za tym idzie – po prasie wojennego i powojennego Wychodźstwa stanowiło datę symboliczną dla definitywnego końca tej formacji.

Wszelako zgasła ona dużo wcześniej – nagłośnione propagandowo oddanie insygniów prezydenckich w grudniu 1990 nie czyni wyraźnej cezury. Za polityczny gest zamknięcia historycznej fazy uznałbym ostatnie posiedzenie Rady Narodowej 8 grudnia 1991 roku[1]. Emigracja jako suweren zgasła wcześniej, lecz nie z dnia na dzień, a w wyniku Wielkiego Ześlizgu, który zidentyfikował, nazwał i najpełniej ukazał Józef Mackiewicz. Ale – oddaliłem się do meritum. Ów (nazwany ryzykownie) popłoch owocuje pokpiwaniem. Ach! Znany to mechanizm „załatwienia” dyskutanta, o ile nie gromkim rechotem, to uprzejmym uśmieszkiem. To akurat model przez Mackiewicza nie praktykowany.

Powtórzę za nim: „Nie widzę jednak potrzeby, a gdyby istniała to ją odrzucam, narzucania dorosłym ludziom jedynego punktu widzenia”. Znowu dopomoże Alina Kowalczykowa – „nie sam fenomen anormalności bohatera wydaje się najważniejszy, lecz wyłaniająca się spoza niego, poprzez szaleństwo, problematyka poznawcza czy patriotyczna”. Należy „sfunkcjonalizować szaleństwo w planie ideowym”, co pragnę obecnie wprowadzić. Dygresja: architekt najważniejszej dotąd, choć straszliwie przestarzałej biografii Józefa Mackiewicza zaczernił masę papieru, by dowieść „wspólnotę poglądów” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i Ptasznika z Wilna. Spotkamy też długi wywód mający pożenić go z Witoldem Gombrowiczem. A ci dwaj mu współcześni są odleglejsi naszemu bohaterowi niż starsi o sto lat romantycy.

Polska w pikielhaubie

Nigdy „się nie obrobię” w obietnicach pisarskich dla „Wydawnictwa Podziemnego”. Miast kończyć kolejny tekst, wypada odpowiedzieć na niespodziewaną polemikę. Zawiera ona bowiem pytania, które może nurtują innych czytelników? Mam mimo to nieodparte wrażenie, że Pana kontrowersja suponuje odczucia, których odbiorcy mogli nie doświadczyć, gdyż impresje me nie dają do nich dobitnych poszlak.

Wątpi Pan: „Nie wiem, na czym polegać miał ten proces uszlachetnienia obłędu, ale czy na którymkolwiek zakręcie zahaczył o myślenie o polityce??”. Aż dwa znaki zapytania, a rzecz nieskomplikowana. Mało który z aforyzmów Szekspira pasuje ściślej do polskiego losu, jak – „w tym szaleństwie jest metoda”. Ze względu na ograniczenia potencjału i położenie oraz w wyniku dotychczasowych doświadczeń skazani jesteśmy, by cokolwiek osiągnąć, na ruchy szalone. W konkursie rozwagi zawsze poniesiemy klęskę. Wielcy tego świata liczą się z partnerem (czy wrogiem) nieprzewidywalnym, nie „rozumnym”. Nim się pogrywa. Świetnie, że Mackiewicz odmawiał przyjęcia narzucanych reguł poprawnej politycznej mądrości, że przywołam (tak niepasującą do jednostronnego obrazu) opinię o powstaniu warszawskim. Że w czyichś oczach był nieobliczalny? Świetnie! Źle, że nikt nie wystąpił z szeregu jak on…

Wyłącznie taka „maska” daje nadzieję skuteczności. Laudacja „Kultury” przypinająca medal „niepoczytalnego” nie stanowiła incydentu, błędu czy potknięcia Giedroycia albo Herlinga, a (wreszcie!) wybuch nieokrzesanej szczerości. Publiczne wyrażenie sądu, którym emigracyjny mainstream piętnował Mackiewicza od dawna. Od Zwycięstwa prowokacji? Czy dopiero od kampanii niedowierzania wzbudzonej amerykańską polityką RFE i ofensywą „dysydentów” wspartą operacją Sołżenicyn? Wskazówką niech będzie, że zarówno Zwycięstwo…, jak i broszury podejmujące następne zagadnienia ogłosić musiał prywatnie. Nikt na tyle „poważny”, że dysponował najprzeciętniejszym potencjałem poligraficznym (wydawca czy instytucja emigracyjna) nie chciał „zwariowanych” przekonań drukować.

Pominął Pan istotne fragmenty, które wiele mówią, jeśli rozpatrywać by miejsce Mackiewicza w układzie z tradycją romantyczną. Toteż powtórzę. Windując polski splendor ponad nacjonalizm i polrealizm, lokuje się w najszlachetniejszym, pielgrzymim nurcie dziedzictwa samostanowienia ludów i maksymalizmu celów, środków i dążeń. Wyciąga za pośrednictwem literackiego świadectwa rękę ku Janowi Lechoniowi i emigracyjnym Skamandrytom, by wesprzeć wysiłek w budowaniu kontinuum i wyrazistości ojczystej kultury. A Pan wybrał pastwić się nad niepierwszorzędnym tłem, które skądinąd (w oparciu o najnowsze źródła) daje rękojmię by szkicować portret artysty z czasów starości (podkreślam tę starość podwójną kreską) w sposób, jaki przedsięwziąłem.

Dworuje Pan: „niektórzy bohaterzy Pańskiego cyklu co najwyżej dostawali szału, gdy w pijanym widzie zapominali o londyńskiej policji w barze Ogniska na Exhibition Road lub na stacji Victoria”. Bohaterem jest Józef Mackiewicz (raz jeszcze ustawi go Pan w roli jednej z wielu postaci – dlaczego?) i występująca w ważnych epizodach Barbara Toporska. Kazusy wychodźczych szaleństw, które odmalowałem w prologach mają koloryt li tylko ilustracyjny. Pan zaprasza Nietschego, Manna, Dostojewskiego, ale przecież dyskusja tyczy Mackiewicza – nie mógłbym poświadczyć, że jest on na równej stopie z resztą aktorów mających udział w Pańskim głosie.

Powiada Pan, że Mackiewicz „koncentrował się na adekwatności wybranych metod do opisu sytuacji i do stawianych celów”, że w „jego oczach skuteczność była jedynym ważnym kryterium w polityce”. Twierdzi Pan, że był wzorem rozumu, niewzruszonej logiki, zimnej analizy (i za to go ceni). Ja obstaję, że pozostawał (zarazem?) heroicznym wizjonerem, teoretykiem przyszłej narodowej ofiary, cokolwiek zagubionym pod koniec życia, opuszczonym idealistą. W czymś się na szczęście zgadzamy. Oczywiście obaj cenimy go, choć okazuje się – z odmiennych powodów. Dzieje się tak, bo przyczyn do respektu jest więcej niż ta, którą Pan prezentuje. I nie ma przesłanek by bronić Mackiewicza przed pobudkami, które w teraźniejszym oglądzie bodaj silniej mnie poruszają. Nie zagrażają mu one, a – wzbogacają.

Sprawił Pan natomiast piękną niespodziankę utworem King Crimson z płyty Larks’ Tongues in Aspic (Języki skowronków w galarecie – tu skrywa się tajemnica winiety tej riposty). Większe wrażenie przyniesie jednak WYSŁUCHANIE piosenki Exiles (wszystkich zachęcam!), a nie goły tekst nadwornego poety Karmazynowego Króla, a od początku lat siedemdziesiątych monachijczyka (sic!) Richarda Palmera-Jamesa. Moje refleksje można przyrównać do instrumentalnego intro i interludium: improwizowanej, melotronowej mantry, jeśli zgoła nie kakofonii, tuż za progiem jazzowo-rockowego chaosu. Pana oczekiwania wobec Mackiewicza to melodyjny podkład pod wokal. Czekamy na czyjąś codę, podsumowanie tematu i kontrapunktów.

Podczas koncertów perkusista Jamie Muir dokonywał nieprzewidywalnych, maniakalnych ruchów, używał dziwacznej odzieży (futra) i gryzł kapsułki krwi (co rusz pluł nią na scenę). Wnet po nagraniu albumu wystąpił z zespołu, by oddać się duchowemu życiu w buddyjskim klasztorze w Szkocji. Potem skupi się na plastyce. Znów niekonwencjonalne zachowania, jakże „szalone” w oczach ludzi „rozsądnych”, nie mogą dać nam spokoju!

Ze szczerym poważaniem,
Paweł Chojnacki

________

[1]  Mówiłem o tym szerzej w programie: Prawdziwy koniec „Polskiego Londynu”, czy II Rzeczypospolitej?, audycja Jolanty Drużyńskiej z cyklu Historia kołem się toczy, Radio Kraków, 15.12.202:
            https://www.radiokrakow.pl/audycje/prawdziwy-koniec-polskiego-londynu-czy-ii-rzeczypospolitej



Komentuj

Książki Wydawnictwa Podziemnego:


Zamów tutaj.

Wysyłka gratis!

Jacek Szczyrba

Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana.

Jacek Szczyrba

Punkt Langrange`a. Powieść.

H
1946. Powieść.

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 


Wydawnictwo Podziemne