Zamknij
Michał Bąkowski

Żuraw i landrynka IV

22 lipca 2008 |Michał Bąkowski, Żuraw i landrynka
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2008/07/22/zuraw-i-landrynka-iv/

Realizm celów

Jeśli „osiągalność” nie pozwala nazwać celu realistycznym, to czy w ogóle można mówić o realizmie celów?

Cele nie są dowolnymi konstrukcjami. Nie wyznacza ich sytuacja, bo warunki się zmieniają, a cele pozostają te same. Cele nie powinny być narzucane przez polityków, choć niewątpliwie tak właśnie na ogół się dzieje. Wybór celów podyktowany być powinien przez uprzednią akceptację wartości. Wartości się nie wymyśla, ale do nich dociera, ponieważ są zarówno obiektywne jak absolutne. Wartość poznana, zobowiązuje. Działania polityczne, należąc do dziedziny aktów ludzkich, nie mogą być wyłączone z tej reguły. Oznacza to istnienie moralnego (aksjologicznego) a priori w polityce.

Już widzę uśmiech na twarzy czytelnika. Dzięki za uśmiech, ale podtrzymuję moją tezę: tylko polityka uznająca moralne a priori zasługuje na miano realistycznej. Każda inna polityka jest równie realistyczna, co stawianie domów na ruchomych piaskach. Akceptacja podstawowych wartości życia ludzkiego wyznacza sferę celów; w tym tkwi nadrzędny cel polityki w ogóle. Innymi słowy, celem polityki jako takiej, musi być stworzenie warunków, w których poszczególne jednostki mogą te wartości realizować. Nie jest to cel utopijny, wręcz przeciwnie: to właśnie przed utopiami powinien realistyczny polityk chronić społeczeństwo. Utopia jest odmianą ideologii; obraz idealnego społeczeństwa przesłania warunki życia ludzkiego, a dokładniej jeden warunek, ten mianowicie, że płacimy niedoskonałością ludzkiej natury za wolność.

Nadrzędny cel polityki jest w istocie nieosiągalny ze względu na swój moralny charakter. Jest on raczej idealnym kresem dążeń, bo jednej doskonałej recepty na stosunki społeczne – na szczęście! – nie ma. Omawiając powyżej realizm opisu i środków, usiłowałem pokazać, że polityk realista musi umieć lawirować między pokusą ideologii i kunktatorstwa.

O ile utopianizm jest sublimacją nadrzędnego celu polityki, aż do stopnia zupełnej ślepoty na rzeczywistość ludzką, to zapatrzenie w rzeczywistość aż do zapoznania celu nadrzędnego – jest błędem Realpolitik. Konstatując brak warunków do realizacji owego celu, Realpolitik żąda porzucenia go i urzeczywistnienia tego, co aktualnie osiągalne. Traktuje się tu okoliczności polityczne na kształt pór roku: w zimie zakłada się ciepłe buty i czeka na wiosnę. Jest to pogląd tak absurdalny i krzycząco nierealistyczny, że trudno uwierzyć, by ktokolwiek mógł poważnie coś takiego proponować. Okoliczności polityczne, w przeciwieństwie do pór roku, są dziełem ludzkim, a wpływanie na nie jest – niemal na mocy definicji – działalnością polityczną. Jeżeli polityk nie może wpływać na rozwój sytuacji w pożądanym kierunku, to powinien wycofać się z polityki. Jeżeli natomiast napotkawszy trudności, porzuci swoje dotychczasowe cele, to jego działalność ma tyle wspólnego z realizmem, co obroty kurka na dachu, ponieważ nie jest niczym więcej, niż automatycznym dostosowaniem się do sytuacji, przy jednoczesnym zapoznaniu nadrzędnego celu politycznej działalności.

Istnieje w polskim języku znakomite określenie, które oddaje bezbłędnie relację pomiędzy celem a środkami; mówimy po polsku, że „cel nam przyświeca”. Cel powinien być stale obecny, choć powinien „oświecać” nie opis rzeczywistości – bo może ten opis wypaczyć – ale dobór środków w działaniu. Środki nie powinny stać się celami samymi dla siebie, nie powinny nigdy przesłaniać celu, ponieważ polityka stacza się wówczas do rynsztoka Realpolitik. Ale jednocześnie cel nie powinien oślepiać polityka, bo grozi mu wtedy nieliczenie się z realiami, co w skrajnych wypadkach prowadzi do woluntaryzmu – kiedy wola potężnej jednostki staje się miarą wszystkiego – bądź do utopianizmu, o czym była już mowa powyżej.

W takim rozumieniu jakie usiłuję nadać terminowi „realizm polityczny”, w razie niemożności realizacji celu nadrzędnego trzeba skierować wysiłek na wytworzenie warunków, w których ponownie cel ten będzie mógł być realistycznie postawiony. Porzucenie jedynego realnego celu w imię realizmu, zakrawałoby na polityczny surrealizm.

Nasuwa się jednak oczywista trudność: nadrzędny cel polityki jest w istocie swej celem moralnym, a czy podporządkowanie polityki moralności nie jest jaskrawie nierealistyczne, zważywszy, nomen omen, realia polityki? Na całym świecie, niezależnie od systemu politycznego, polityka jest brudną grą, z którą moralne kalkulacje nie mają nic wspólnego. Czyżby jednak, ktokolwiek odważył się twierdzić, że wypadki na drogach świadczą o nierealistycznym charakterze kodeksu drogowego? Ludzkie czyny mają zawsze wymiar moralny, ponieważ wartości są wcześniejsze od ludzkich czynów. Działania polityczne, o ile tylko podejmowane są przez osobników poczytalnych, podlegają ocenie moralnej. A jednak jest coś, co odróżnia je od innych aktów – mianowicie skutek. Bezpośrednim skutkiem działań polityka jako polityka, są działania innych ludzi. W rezultacie na właściwy skutek jego decyzji składa się wiele różnorodnych czynów i stąd właśnie bierze się trudność z oceną moralną działań politycznych.

W toku rozważań, podawałem dla uplastycznienia argumentów, nie tylko przykłady z historii politycznej. Realizm obowiązuje bowiem w każdym działaniu, a zatem każdy, kto chce działać skutecznie, musi rozejrzeć się uważnie wokół siebie, wybrać godziwy cel i dobrać odpowiednie środki – to oczywiste. W ocenie czynu bierze się pod uwagę jego skutek i intencje sprawcy. Tutaj, wydaje mi się, przebiega granica, oddzielająca działalność polityczną od jakiejkolwiek innej. O ocenie polityka musi decydować skuteczność, z jaką potrafił osiągnąć cele zgodne z celem nadrzędnym polityki. Najlepsze zamierzenia przeprowadzone nieumiejętnie dyskredytują polityka. Decyzje polityczne pociągają za sobą rozliczne konsekwencje i domagają się działania wielu osób. Skala zatem zmieniać musi moralną klasyfikację działań: nastawienie drugiego policzka wobec agresora jest aktem wysoce moralnym, podczas gdy metaforyczne nastawienie policzka całego narodu wobec agresji obcego państwa – jest zbrodnią.

Realizm, na każdym kroku niniejszych rozważań, wydaje się być wymaganiem moralnym, w polityce bardziej niż w jakichkolwiek innych dziedzinach aktywności ludzkiej. Tzw. machiavelizm – równie powszechnie potępiany co praktykowany – jest uzasadniony w polityce w pewnym ograniczonym sensie. Granice wyznacza właśnie nadrzędny realizm celu. Po pierwsze, polityk musi koniecznie dysponować siłą i być gotowym do jej użycia. Gdyby do osiągnięcia celów wystarczało prawo i poczucie moralne – nie byłoby polityki. Użycie siły musi być jednak ograniczone, ponieważ cel nie uświęca środków. Po drugie, polityka czynna ma charakter gry interesów; jej żywiołem są przetarg i kompromis. Zakres kompromisów jest polem gry i jest wyznaczony przez nadrzędny cel polityki. Kompromis jest możliwy tylko pomiędzy tymi, którzy uznają nadrzędny cel, a jedyne co ich dzieli, to wizja wartości bądź koncepcja środków. Nie może być kompromisów z kimś, kto politykę traktuje jako czystą walkę o władzę. Kompromis z takim przeciwnikiem – podejmowany z najrozmaitszych „realistycznych” powodów, bądź w imię dobra wspólnego – jest zdradą dobra wspólnego, zaprzeczeniem celu polityki i skrajnym przykładem braku realizmu. Brak realizmu widziałbym w tym wypadku w fałszywym rozeznaniu wroga lub w fałszywym mniemaniu, że przy pomocy kompromisów uda się działać na rzecz dobra wspólnego, którego przeciwnik jawnie nie uznaje, zupełnie wprost przyznając, że każdy środek prowadzący do zdobycia władzy lub jej wzmocnienia jest dobry.

Nietrudno zidentyfikować tego przeciwnika. Od niemal stu lat jest to międzynarodowy komunizm oraz jego najrozmaitsi naśladowcy, od Hitlera począwszy, poprzez ajatollachów, a na €uroniuni skończywszy. A jednak wszyscy na wyścigi pragną z nimi kompromisu. Antyszambrowanie w (post)komunistycznych pałacach jest potrójnie nierealistyczne. Po pierwsze, zawiera błąd opisu, a dokładniej, interpretacji istotnego czynnika. Po drugie, jest użyciem nieodpowiedniego środka nawet wobec deklarowanego celu: handelek z wrogami ludzkości raczej nie doprowadzi ich do odstąpienia od ich własnych, zbrodniczych celów. Po trzecie, jest zapoznaniem nadrzędnego celu polityki.

Nie podjąłem tych rozważań, żeby wykazać, że pan Macierewicz prowadzi politykę nierealistyczną, ani że panu Dankowi brak realizmu. W pewnym sensie, znacznie skromniejszy cel mi przyświecał. Chciałbym mianowicie stwierdzić czym realizm polityczny nie jest. Nie jest stawianiem celów niewątpliwie osiągalnych, ani trafnym przewidywaniem. Nawet polityka zwycięska niekoniecznie musi być realistyczna, czego najlepszym dowodem romans i bójka pomiędzy Stalinem i Hitlerem. Józio był tak zadurzony w Adolfie, że jego polityka stała się skrajnie nierealistyczna, co nie przeszkodziło mu w osiągnięciu ostatecznego zwycięstwa nad kochankiem.

Droga polityka-realisty przypomina oślizgłą grań, gdzie każdy kolejny krok grozi niebezpieczeństwem zsunięcia się na idyllicznie spokojne i pociągające łąki, skąd dobiega syreni śpiew: wishful thinking lub ideologii, kunktatorstwa albo Realpolitik, utopianizmu bądź absolutyzacji samej politycznej gry. Zawieść go mogą rozsądek i zmysły, intuicja sprowadzi go na manowce, jeśli zaufa jej za bardzo.

A na końcu czeka go werdykt historii: brakło mu realizmu.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2008/07/22/zuraw-i-landrynka-iv/
Kategorie: Michał Bąkowski, Żuraw i landrynka
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2008/07/22/zuraw-i-landrynka-iv/