Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
“…Cel powinien być stale obecny, choć powinien „oświecać” nie opis rzeczywistości – bo może ten opis wypaczyć – ale dobór środków w działaniu. Środki nie powinny stać się celami samymi dla siebie, nie powinny nigdy przesłaniać celu, ponieważ polityka stacza się wówczas do rynsztoka Realpolitik. Ale jednocześnie cel nie powinien oślepiać polityka, bo grozi mu wtedy nieliczenie się z realiami…”
—————————————————————————————-
Właśnie!
Ale gdy zastrzega Pan, że: “Środki nie powinny stać się celami samymi dla siebie…” – to równocześnie dopuszcza Pan taką możliwość.
Z drugiej strony zaś/;
“Strategia dotyczy celów, a taktyka wyboru środków. Podporządkowanie jest zatem zupełnie podstawowe.”
—————————————————————————————–
A gdy nie możliwości wyboru, gdy istnieje tylko sposób na zrealizowanie celu – to czy podporządkowanie nie zmienia się w przyporządkowanie, w relację wzajemnie jednoznaczną?
Panie Amalryku,
Nie tyle “dopuszczam taką możliwość”, co zdaję sobie sprawę, że tak często bywa. Moim zamiarem w tych rozważaniach było dojście do jakiegoś racjonalnego rdzenia w pojęciu realizmu poltycznego”. Musiałem więc zająć stanowisko “normatywne” (nazwijmy to tak), bo inaczej wszystko wokół realizmu jest beznadziejnie sprzeczne. W moim przekonaniu, przestake być wewnętrznie sprzeczne, kiedy przyjąć moje założenia.
Kiedy podporządkowanie zamienia się w przyporządkowanie, to (wedle tych założeń) mamy do czynienia z politykiem, który samą grę przekłada ponad cele polityki, dokonuje absolutyzacji sceny politycznej, traci z oczu strategiczny cel. Tak to rozumiem.
Myślę, że nasz spór o zadekretowanej wyzszości strategii nad taktyką i mojej próbie zasugerowania, iż ta podległość nie wydaje mi się aż tak oczywistą, że prędzej dostrzegałbym tu inny rodzaj zależnośći, może przerodzić się w dyskusję akademicką aż do śmieszności; co o tyle mnie zniechęcan, iż mogłoby sugerować że jestem jakimś zadekretowanym wrogiem hierarchii a wszak: “Hierarchie są niebiańskie. Tylko w piekle wszyscy są równi.” A przecież to ” Brak prawowitych hierarchii ułatwia kariery łajdakom.”
Wracając do powyższego tekstu jest tu kapitalne zdanie , które nieco nam wyjaśnia nędzę obecnego świara i omnipotencji rozpełzającej się po nim (nomen omen) bolszewii:
“[…]Nasuwa się jednak oczywista trudność: nadrzędny cel polityki jest w istocie swej celem moralnym, a czy podporządkowanie polityki moralności nie jest jaskrawie nierealistyczne, zważywszy, nomen omen, realia polityki?[…]” – Trzeba spojżeć prawdzie prosto w oczy, od kiedy światem zaczynają rządzić typki całkowicie amoralne jego kres wydaje się być definitywnie przesądzony.
Panie Amalryku!
Ja akurat nie mam nic przeciwko “akademickim dyskusjom”. Co innego mamy robić? Zakotwiczyć nasze dyskusje tak głęboko w łżeczywistości, że w głowie się kręci od ciągłego potakiwania? Ja już wolę akademię.
Może rozwiązanie rpoblemu leży w przyznaniu wielości poziomów myślenia strategicznego? Zarówno taktyka jak strategia należą do myślenia o działaniu w przyszłości. Może więc im bardziej odłegłe w czasie są plany, tym bardziej nabierają strategicznego charakteru?
Powrócę jeszcze do mego napoleńskiego przykładu. Napoleon rozumiał, że nie może bronić Paryża i spodziewał się, że osobista nienawiść europejskich monarchów, każe im ścigać jego osobę, zamiast ruszyć na Paryż. Dopiero Talleyrand doradził im inaczej i to po kilku dotkliwych porażkach. Zarówno Talleyrand jak Napoleon myśleli strategicznie, ale tylko Napoleon mógł w rezultacie swej strategicznej myśli zastosować taktyczny plan. On jeden był geniuszem wśród nich, ale nie on jeden umiał myśleć strategicznie.
Natomiast “nadrzędny cel polityki”, to insza inszość. To jest ten element, który czyni politykę długoterminową i dalekowzroczną w najlepszym sensie tych słów. Nie sądzę, żeby którykolwiek z uczestników tamtych wydarzeń w roku 1814 brał ten cel pod uwagę.
Zasadniczo trudno się z Panem nie zgodzić; jestem przekonany (a chyba nie jestem tu jakimś wyjątkiem) że właśnie w tym, co w domyśle pejoratywnie bywa określane jako “dyskusja akademicka”, mamy do czynienia z prawdziwym szlifowaniem umysłu (nie cierpię również tego obiegowego “przyprawiania ryja” scholastyce i twierdzeniem, że cały jej dorobek, to dodanie dwóch sylogizmów do siedemnastu znanych w starożytności,a której wkład w fundamenty wiedzy naszej cywilizacji jest nie do przecenienia).
Co do strategii vs taktyka;to nasuwa mi się tu konsekwentnie, raczej analogia do: partytura vs głosy – które to porównanie o tyle tu szwankuje, o ile nieprzewidywalnych czynników możemy się potknąc w realnej walce z nawet, wydawałoby się, doskonale rozpoznanym przeciwnikiem ( stan ducha, pogoda, dowodzenie, nowatorska technika bojowa etc, etc.) Czas to akurat jest tu czynnikiemdość jasno określonym – taktyka to strategia on line.
Chyba rozumiem, o co Panu chodzi. Może inna analogia oddałaby to lepiej: scenariusz, a film. Są tacy reżyserzy, którzy ścisle filmują scenariusz, ale nawet w ich wypadku, ostateczny wynik różni się od scenariusza, bo tyle jest różnych faz, w których rzeczy się zmieniają (te właśnie zmienne czynniki wspomniane przez Pana).
Myślę jednak, że to jest po prostu różnica między planem, a praktyką wcielenia planu w życie. To nie jest to samo zagadnienie, co taktyka a strategia. Strategicznym myśleniem wobec filmu byłoby np.: czy nakręcić film wg tej książki, czy może lepiej władować pieniądze w fabrykę kurczaków? Kiedy już podjęło się strategiczną decyzję, wtedy jest taktyczne pytanie: komu powierzyć napisanie scenariusza, a komu reżyserię itd.
Gdy ja uparcie trzymam się “militarnego” rodowodu strategii i powiązanej z nią taktyki, to Pan wybiera coraz to wyższe poziomy ogółności dla “myślenia strategicznego”!
Trzymając się Pańskiego rozumowania takie np.działania militarne US Navy na Oceanie Spokojnym po japońskim ataku na Pearl Harbor, to czysta taktyka, a do rangi strategii dorasta tylko wprowadzone 1 sierpnia 1941r. przez rząd USA wobec Japonii, całkowite embargo na materiały pędne rozciągnięte na jej wszystkich potencjalnych dostawców.
Ależ Panie Amalryku!
To zupełnie nie jest tak! Wyższe poziomy są nie dla wzniosłości, ale wyłaćznie dla ujęci sensu strategii.
Nigdy nie twierdziłem, że strategiczne myślenie nie może paść ofiarą taktycznych zboczeń. Jeżeli np. Pan wskaże mi, że dojście do B z punktu A jest tylko możliwe poprzez punkt C, to ja mogę z łatwością pomylić taktykę ze strategią i przyjąć punkt C za cel. Ale to nie byłoby słuszne.
Mogę np. nie chcieć taktycznie rozmawiać z Panem, bo to objawia moje strategiczne myślenie, ale rozmawiać z Panem ze strategicznego punktu widzenia, bo to dobre dla naszych celów…
Ha! Wracając do tego Pacyfiku; z punktu widzenia dowodzących walkami na Guadalcanal, strategia była domeną admirałów z dowództwa obszaru płdn. Pacyfiku. Idąc zaś wyżej, dpowiedzialni za kreowanie polityki USA mogli śmiało uważać wyczyny tych planistów za taktyczne rozwiązanie strategicznego celu rozgromienia coraz bardziej zaborczego Cesarstwa Japonii… (Ale bez wątpienia działania pojedyńczego, wyszkolonego do walki żołnierza są już tylko taktyką.)
Zgodzi się Pan jednak, że z militarnego punktu widzenia taktyka podlega politycznej strategii; tzn. taktyka należy do wojskowych, a strategia do polityków. W wyjątkowych wypadkach, jak np. w wypadku Napoleona, jedna osoba dokonuje obu decyzji, ale to jest rzadkość, żeby w obu sferach ta sama osoba posiadała ekspertyzę. Np. w wypadku Hitlera tak nie było. Bez wątpienia do niego należały decyzje strategiczne, choć zapewne nie był na wystarczającym poziomie, ale nigdy nie powinny do niego należeć decyzje taktyczne.
Działania pojedycznego żołnierza nie należą ani do jednej sfery, ani do drugiej. Pojedynczy żołnierz powinien wykonywać rozkazy, a kiedy nie wie, jaki jest rozkaz, to kierować się instynktem samozachowawczym, bo bardziej się przyda żywy niż martwy. Są w tym względzie wyjątki, np. Spartanie, którzy sławetnie nie byli dobrzy w wykonywaniu rozkazów, pozostając dobrymi żołnierzami. Do tej kategorii należą także Kozacy (ci wcześni, z Siczy) i dzisiejsza armia izraelska, gdzie pojedynczy żołnierz ma nieprawdopodobną swobodę odmówienia wykonania rozkazu. Ale generalnie rzecz biorąc, pojedynczy żołnierz nie ma wystarczającego dystansu do sytuacji, by móc podjąć decyzje taktyczne – o strategicznych nawet mowy być nie może.
Zaraz zaraz!
“[…]Przedmiotem badań taktyki jest walka (bój) prowadzona w skali od POJEDYNCZEGO ŻOŁNIERZA do związku taktycznego.[…]” (Cyt. za; “Działania taktyczne wojsk lądowych” Podręcznik . Wyd. Akademia Obrony Narodowej – praca zbiorowa.)
I tamże w innym miejscu;
“[…]Stąd mówiąc o strukturze taktyki należy podkreślić jej duże zróżnicowanie wewnętrzne. Obejmuje ona taktyki rodzajów sił zbrojnych, te zaś odpowiednio dzielą się na taktykę ogólną danego rodzaju sił zbrojnych i taktyki rodzajów wojsk. Dalej wyróżnia się taktykę POJEDYNCZEGO ŻOŁNIERZA, pododdziału, oddziału i związku taktycznego, a wszystko to poprzedzają podstawy taktyki, jako swoiste wprowadzenie i uogólnienie do powyższych elementów struktury taktyki[…]”.
Przy czym pragnę tu zauwazyć iż w rzeczywistości daleki jestem od odwoływania się do “argumentum ad verecundiam”, tym bardziej, że oszałamiające dokonania naszej współczesnej strategicznej myśli wojskowej mówią same za siebie, ale przecież na etapie definicji podstawowych, jakoś tę elementarną wiedzę żołnierza jak zachowywać się na polu walki trzeba przecież nazwać!
Niezależnie od enuncjacji akademii obrony narodowej, jestem przekonany, że niewielu żołnierzy na współczesnych polach bitew podejmuje taktyczne decyzje. Po pierwsze dlatego, że ani strategiczne cele, ani nawet bliższe cele taktyczne nie są im komunikowane. Po drugie, ponieważ sytuacja na polu bitwy zmienia się tak prędko, że ich decyzje sprowadzają się do dwóch rzeczy: wykonania rozkazu i przeżycia.
Dam taki przykład: jeśli pojedynczy żołnierz otrzymuje rozkaz, “zająć to wzgórze”, to wtedy ma prawo i obowiązek decydować JAK ma zdobyć wzgórze czyli myśleć taktycznie. Ale pojedynczy żołnierz nie otrzymuje takich rozkazów! Rozkaz otrzymuje jego oficer, który następnie mówi mu “naprzód!” albo okopać się i osłaniać nas. To nie są taktyczne decyzje, które podejmuje pojedynczy żołnierz, ale jego dowódca.
Tak wydaje mi się to wyglądać na podstawowym poziomie.
Może bliżsi prawdy byli niemieccy autorzy “Unterrichtsbuch fuer Soldaten.”, którzy wyszkolenie do walki żołnierza piechoty określali mianem musztry bojowej. Gdzie najważniejszym zadaniem żołnierza jest umiejętne użycie broni w walce, a podstawą wyszkolenie techniczne i strzeleckie plus staranne wykorzystanie terenu.
Zaś taktyką nazywali: nauczanie dowodzenia oddziałami, ich współdziałaniem w walce jak i praktycznego tej wiedy zastosowania, która obejmuje wszystkie poziomy dowodzenia i też na wszystkich poziomach ma zastosowanie.
Ja bym się z tym zgodził. Poza małymi oddziałami komandosów, działających na tyłach wroga, pojedynczy żołnierz nie ma żadnego wpływu na taktykę, ani żadnego użycia dla taktycznego myślenia. Jedyne jego zadani, jak już mówiłem, to wykonać rozkaz i nie dać się zabić ani wziąć do niewoli.
Dla bolszewików celem strategicznym (ogólnym/generalnym) jest opanowanie całego świata, aby wszędzie zaistniał bolszewicki “raj” czyli dla nas, po ludzku mówiąc, piekło beznadziei.
Taktyka zaś zależy od okoliczności i od posiadanych środków. Bolszewicy stosują te środki i wykorzystują te okoliczności aby osiągnąć w ten sposób cele pośrednie, podporządkowane strategii. Moim zdaniem wyhodowanie homosovieticusa to posunięcie taktyczne , to cel podporządkowany, choć bardzo istotny sam w sobie jednak nie cel ostateczny. Dla mnie taktyką bolszewików jest wykorzystanie okazji które się nadarzają, aby opanować coraz większe sfery działalności ludzkiej oraz narzucić człowiekowi wektory jego myślenia.
Panie Andrzeju,
Rozważaliśmy stosunek strategii do taktyki w najogólniejszym sensie. Pan dotyka innego problemu, istoty komunizmu, czyli tego co pozwoliłem sobie kiedyś nazwać “przybijaniem kisielu do ściany”. Ilekroć mamy wrażenie, że uchwyciliśmy sens tego świństwa, to jakoś nam się wymyka.
Dla utrzymania władzy, trzeba zsowietyzować ludność, ale najskuteczniej sowietyzuje się, posiadając władzę. Z tego powodu niezwykle trudno zdecydować, który z tych diablicznych elelmentów naprawdę jest ich ostatecznym celem, a który tylko środkiem. Stąd więc moja sugestia wyrażana w wielu dyskusjach na wp, że być może oba te elementy należy traktować jako równoważne i równie ważne.
Panie Michale,
Jednak upieram się przy swoim. Sądzę, że najlepiej sowietyzuje się nie tyle posiadając władzę co posiadając narzędzia kontroli umysłów, choćby narzędzie informacji (to niekoniecznie wiąże się z posiadaniem władzy a ogromnie przybliża ten cel). Przykład polski jest tu jak najbardziej na miejscu. Nie tyle likwidacja oporu oraz jego potencjalnych źródeł co masowe przyjęcie komunizmu i “odpuszczenie mu”, spowodowały że bolszewicy zwyciężyli. A jak jest teraz? Bolszewicy nie mają władzy politycznej w Wielkiej Brytanii ale mają ogromny wpływ na umysły.
Czy mylę się w swoim wywodzie?
Panie Andrzeju,
Bardzo się cieszę, że się Pan upiera.
Sowietyzować można w rozmaitych okolicznościach i na wiele sposobów. Nauczyciel, który wyśmiewa przesądy o nieśmiertelności duszy – sowietyzuje. Polityk, który zrównuje małżeństwo między dwoma mężczyznami z Sakramentem Świętym – sowietyzuje. Ale w sytuacji pełnej kontroli sowietyzuje się skuteczniej, czy zgodzi się Pan?
Czy jest Pan pewien, że bolszewicy nie mają władzy politycznej w Wielkiej Brytanii? Albo w Niuni europejskiej? Albo w Ameryce?
Panie Michale!
Mam takie pytanie, trochę na marginesie toczącej się tu dyskusji: Jak Pan ocenia, w kontekście podejmowanych tu tematów postać Nigela Farage’a i Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa?
Drogi Panie Orle,
UKIP to jest klasyczna partia protestu. Artykułując oczywiste absurdy dzisiejszej polityki, zdobywają głosy, jak to w demokracji bywa. Jest absurdalne, że nie wolno palić w karczmie, nawet, jeśli właściciel i wszyscy obecni nie mają nic przeciwko; jest niedorzecznością nazywać małżeństwem związek między osobnikami tej samej płci; o nonsensach pochodzących z Brukseli już nie mówię.
Farage jest popularny, bo jest “torysem” – w tym kraju, wyłącznie “torysi” bywają popularnymi politykami, a torysem był zarówno Tony Blair jak i jest Nick Clegg czy Farage – tzn. ma pewien typ osobowości i ogłady, który trzeba mieć, by tu należeć do klasy rządzącej. Na tej kombinacji polega ich sukces, ale jeśli dopatruje się Pan w nich jakiegoś świeżego powiewu, który odnowi politykę europejską, to … nie wiem zresztą, nie chciałbym Pana zniechęcać.
A może chodzi Panu o stosunek strategii do taktyki? Aaa, Farage jest wybitnym taktykiem! Nie jestem pewien, jaki jest jego strategiczny cel, ale przypuszczam, że jest nim rozbicie, a następnie zastąpienie Torysów jako partii władzy. Nie wiem, czy może go osiągnąć, ale dziwniejsze rzeczy się wydarzały.
Dziękuję za odpowiedź. No właśnie chodziło mi o spekulacje na temat jego celu strategicznego. Chęć zdobycia przez niego władzy rozumiem. Ale czy to już jest ten jego cel ostateczny i tyle? Nie znam programu Farage’a, zwróciłem na niego uwagę oglądając kilka jego wystąpień publicznych i wyczułem w nich interesujące nuty. Ale czy za tym stoi jakiś głębszy program polityczny?
Panie Michale,
Bez wątpienia bolszewicy mając władzę sowietyzują skuteczniej.
Chodzi mi wszakże o hierarchię w relacji sowietyzacja – władza nad światem. Czy sowietyzacja jest celem samym w sobie – elementem bolszewickiej strategii, czy też może jej podlega?
Muszę uważnie przeczytać Pańskie artykuły z cyklu “przybijanie kisielu do ściany”.
Wydaje mi się, że bolszewicy nie mają jeszcze (we własnej osobie) władzy politycznej wszędzie na tzw. Zachodzie ale na pewno mają na nią ogromny, nierzadko decydujący wpływ. Fakt, ze proces formalnego przejmowania władzy przez bolszewików postępuje błyskawicznie. Dosłownie z dnia na dzień mają jej coraz więcej, jak to ma miejsce w UE(b) którą w pełni “przechwycili”.
Panie Orle,
Farage, o ile mi wiadomo, nie ma programu porównywalnego z partiami, które mogą stworzyć rząd (tzn. nie mówi, czy obetnie wydatki na służbę zdrowia itp.) Jego program jest prosty: zmniejszyć migrację do Wielkiej Brytanii. Imigrację spoza Niuni stopują inne partie, ale nie mogą nic zrobić z imigrantami z wewnątrz Niuni, stąd popularność jego programu, żeby wystąpić z Niuni. Jest to program niezwykle popularny z tysiąca drobnych powodów, ale sprowadza się to wszystko do jednego: przy niezwykle otwartej kulturze, to jest insularny, wyspiarski kraj.
Widzi Pan więc, że w istocie rzeczy jest to partia nacjonalistyczna, a dokąd to prowadzi, to już my wiemy.
Panie Andrzeju,
Tak, w połowie świata są u władzy bezpośrednio, a w drugiej połowie u władzy są Kiereńscy świata tego, a kiereńszczyzna jest tylko prostowaniem ścieżek dla Lenina.
kiereńszczyzna jest tylko prostowaniem ścieżek dla Lenina…
—————————————————————————————-
Innymi słowy po kiereńszczyźnie przychodzi uljanowszczyzna! Wspaniałe peryspektywy! W ogóle ten cały Symbirsk to jakieś miasto grabarzy Rosji!. Wszak papa Fiodor Kiereński, dyrektor gimnazjum męskiego w Symbirsku swoim najsłynniejszym wychowankiem (ba, złotym medalistą tejże szkoły, Wołodią Uljanowym) “załatwił” pół świata. (Z drugiej strony, jak tu inaczej traktować syna swojego bezpośredniego szefa, samego dyrektora szkół państwowych całej guberni?)
Ha! Nie wiedziałem, że oni z tych samych okolic, znali się w dzieciństwie, a ich rodziny były zaprzyjaźnione. Brakuje tylko, żeby się kochali w tej samej pannie, jak nie przymierzając inni dwaj rywale polityczni z tamtych czasów.