Zamknij
Michał Bąkowski

Sen Raskolnikowa Część VIII

18 listopada 2025 |Michał Bąkowski, Sen Raskolnikowa
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2025/11/18/sen-raskolnikowa-czesc-viii/

Doszliśmy do rozstajnych dróg w rozważaniach nad profetyzmem Fiodora Dostojewskiego.  Będziemy więc musieli zrobić objezdkę (jakby powiedziano przed wojną na wschodnich obszarach Rzeczypospolitej): spojrzeć na sprawę Karakozowa z kilku punktów widzenia, gdzie przewodnikiem będzie nam Claudia Verhoeven, i przyjrzeć się zdumiewającym paralelom między sprawą Pietraszewców, w której Dostojewski otrzymał wyrok śmierci, a sprawą Karakozowa; ale zanim się tym zajmiemy, dokonamy przeglądu strasznego spadku pozostawionego nam przez rosyjskich zamachowców, iluminowanych przez wzniosłe idee i najlepsze intencje, a zatem wyskoczymy naprzód w czasie, zanim powrócimy do Karakozowa.

Terroryzm wywodzi się z okresu Rządów Terroru podczas rewolucji antyfrancuskiej.  W celu zastraszenia wszystkich potencjalnych przeciwników – rojalistów, reakcjonistów i arystokratów, na równi z nieprzyjaznymi rewolucjonistami – jakobini rozpoczęli kampanię brutalnych prześladowań i egzekucji.  Robespierre nazwał terror „sprawiedliwością – szybką, surową i nieugiętą”, i do takiego ujęcia skłaniali się odtąd wszyscy rewolucjoniści: terror jest dziejową koniecznością, wyeliminowanie niepożądanych jednostek jest warunkiem postępu.  Już z tych niemiłych złego początków widać, że należy rozróżnić między terrorem państwowym, nawet wówczas, gdy stosowany jest przez pseudo-państwowe instytucje rewolucyjne, i terroryzmem.  Ten drugi jest aktem skierowanym przeciw państwu, przez grupy pozbawione władzy, które chcą obalić państwo i wprowadzić państwowy terror.  Jest to wprawdzie rozróżnienie arbitralne, ale jasne.

Nieodżałowany Roberto Calasso dokonał innego rozdziału, na „terrorystów i turystów”.  Pisałem o tym obszerniej tu https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2021/04/21/lepki-syrop-esencji-czyli-swiat-ktory-strach-nazwac/ . Turystami na tym padole łez są sekularyści.  Wobec wierzących, są jak turysta wobec autochtona – są przelotnie zaciekawieni.  Terroryści natomiast, są zaintrygowani na stałe.  Ich zaangażowanie przybiera dwie postaci: fanatyzmu religijnego (głównie islamskiego) i walczącego sekularyzmu, który Calasso wywodzi od Nieczajewa.  Terroryzm islamski nienawidzi sekularnego świata, oba wszakże wydają się opierać na przymusie zabijania, na zabijaniu przelotnie zaciekawionych, a tym samym, przypadkowych ofiar, w celu uszczęśliwienia.  Punkt 22 Katechizmu rewolucjonisty Nieczajewa, brzmi:

Towarzysze nie mają żadnego innego celu prócz pełnego wyzwolenia i szczęścia narodu, czyli ludu roboczego.  Ale, przekonani o tym, że owo wyzwolenie i osiągnięcie tego szczęścia możliwe jest tylko drogą miażdżącej rewolucji ludowej, towarzysze wszystkimi siłami i środkami będą przyczyniać się do rozwoju i ujawniania tych nieszczęść i bied, które powinny w końcu wyprowadzić lud z cierpliwości i pchnąć go do powszechnego powstania.

Jak zobaczymy, Karakozow był bezpośrednią inspiracją tego bełkotu.  Pragnę jednak zawęzić przedmiot mych rozważań do jednego tylko aspektu terroryzmu: do politycznego zamachu czyli terroru indywidualnego, który wywieść można bezpośrednio od Karakozowa.

Narodnowolcy i anarchiści, potem Organizacja Bojowa eserów i pomniejsze ugrupowania rosyjskie, dokonały nieprawdopodobnej ilości zamachów.  Orlando Figes szacuje, że w ostatnich 20 latach przed upadkiem Rosji, 17 tysięcy ludzi zostało zabitych lub rannych w takich atakach.  Ale najsławniejszy zamach – zabójstwo Arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie – który miał najpoważniejszy wpływ na rozwój wydarzeń, nie miał nic wspólnego z Rosją.  Ten sławny akt nie był wcale dziełem oszalałej jednostki, ale zamachem państwa ościennego na następcę tronu Austro-Węgier, i jako taki, był kulminacją kampanii zabójstw politycznych na Bałkanach.  Podczas Wielkiej Wojny, byliśmy jeszcze świadkami staroświeckiego zabójstwa Rasputina, ale odtąd skrytobójcze morderstwa jednostek stały się domeną powstałych na gruzach imperiów, suwerennych państw, na równi z organizacjami terrorystycznymi.  Państwa mordowały całkowicie poza prawem i nawet wbrew prawu, na mocy raison d’état (udział brytyjskich agentów w zamachu na Rasputina jest jednym z pierwszych tego przykładów), a terroryści dla zaspokojenia rewolucyjnej sprawiedliwości.  Ta licytacja rozpoczęła festiwal indywidualnego terroru, trwający do dziś.  Począwszy od lat 20. XX stulecia, aparaty państwowe próbowały odpowiedzieć na rewolucyjny monopol gwałtu, zabójstwami kłopotliwych jednostek, najpierw na swych własnych terytoriach, ale coraz częściej, także poza własnymi granicami.  Klasyczna amerykańska definicja słowa assassination brzmi: the deliberate, extra-legal killing of an individual for political purposes (celowe, pozaprawne zabójstwo jednostki w celach politycznych). [1]

Rewolucje w Rosji, na Węgrzech i w Niemczech stworzyły warunki dla rozplenienia się plagi zamachów wet-za-wet, jednak prawdziwym teatrem indywidualnego terroryzmu było wówczas Imperium Brytyjskie.  Zamachy w Indiach rozpoczęły się jeszcze przed Wielką Wojną, dokonywali ich hinduscy ekstremiści, oburzeni, że władze nie rozpoznawały ich kastowej wyższości.  Mordowali brytyjskich oficjeli i hinduskich urzędników.  Dziś fetowani są jako narodowi bohaterzy, choć obce im było narodowe wyzwolenie.  Jedno z dochodzeń wykryło 18 komórek terrorystycznych oddanych wyłącznie zabójstwom.  W Egipcie pan-islamiści mordowali umiarkowanych polityków egipskich i urzędników brytyjskich.  Placówka w Egipcie uważana była za karną zsyłkę, ale rzecz jasna, nie tak niebezpieczną, jak stanowisko rządowe w Irlandii.  Pierwotnie, jedynym celem IRA Michaela Collinsa, były zabójstwa policjantów i oficerów brytyjskiego wywiadu.  W ciągu kilku miesięcy zamordowali 15 policjantów.  Odpowiedź Brytyjczyków była inna niż w Indiach: sformowano nieoficjalne „szwadrony śmierci”, przeznaczone do tropienia i mordowania członków IRA.  W praktyce, był to terror wobec przypadkowych ofiar.  Po podpisaniu rozejmu, Collins został zamordowany przez odłam IRA, wrogi jego „ugodowości”.  Kolejnym teatrem zabójstw była Palestyna, gdzie Brytyjczyków mordowali żydowscy osadnicy i ich palestyńscy wrogowie.  W 1933 roku minister Hoare mówił w Oxford Union o pladze zabójstw politycznych – był to pierwszy wypadek, że mówca w Uniwersytecie miał zbrojną eskortę.

Ameryka była zawsze polem brutalnych rozgrywek politycznych, ale ilość zamordowanych polityków była niczym w porównaniu z Meksykiem i republikami Ameryki Łacińskiej.  Mordowano satanicznych prezydentów i charyzmatycznych buntowników, jak Zapata i Villa; nawet partia katolicka miała swą skrytobójczą komórkę.  Geograficzna bliskość miała ten oczywisty skutek, że przemoc rozlewała się do Stanów Zjednoczonych, gdzie mordowano usuniętych polityków latynoskich.  Prezydent Wilson, w obawie przed zagrożeniem niemieckim, zapoczątkował przesadną obstawę osoby prezydenta w 1917 roku – jego orszak chroniony był przez 32 agentów Secret Service, 28 żołnierzy, 50 policjantów plus nieznaną liczbę tajniaków.  Calvin Coolidge próbował zredukować obstawę, ale prędko powrócono do liczb użytych podczas inauguracji Wilsona.  Odkąd w 1932 dokonano w Miami zamachu na prezydenta-elekta, Roosevelta, Secret Service zajął dominującą rolę w ochronie, coraz bardziej odcinając polityków demokratycznych od elektoratu.  (Cóż za kontrast z carem Aleksandrem i Karakozowem!)  Do dziś niejasne pozostaje jednak zabójstwo Huey Longa, jedynego potencjalnego oponenta Roosevelta w wyborach 1936.

1 listopada 1950, kiedy Truman rozważał użycie bomby wodorowej w Korei, dwóch portorykańskich nacjonalistów próbowało wtargnąć do Blair House, gdzie prezydent mieszkał podczas remontu Białego Domu.  CIA i Secret Service oczekiwało ataku ze strony komunistów, ale nikt nie podejrzewał Portorykańczyków o planowanie zamachu.

Kolejną sceną mordów były Chiny i Japonia.  Współczesny dziennikarz nazwał sytuację w obu krajach w połowie lat 30. „sprawowaniem władzy poprzez zabójcze zamachy” (Government by Assassination).  Komuniści chińscy mordowali Japończyków, niezależnych kacyków i ludzi z Kuomintangu.  Koreańscy nacjonaliści mordowali Japończyków, Czang Kaj-szek mordował swoich konkurentów, a Japończycy mordowali się nawzajem.  Oprócz nich operowali tam anarchiści, gangsterzy i cała sub-kultura profesjonalnie oddana zabójstwu.  Oba kraje posiadały słabo rozwinięte struktury państwowe, i silne tradycje militarystyczne.  Spośród tysięcy (dosłownie) mordów politycznych, zabójstwo Starego Marszałka, Zhang Zuolina, władcy Mandżurii, miało najpoważniejsze konsekwencje.  Marszałek lawirował umiejętnie między sowietami i Japończykami, Kuomintangiem, komunistami i agentami brytyjskiego wywiadu, utrzymując względną niezależność Mandżurii z poparciem Japonii.  Jego zabójstwo miało podobny wpływ do Sarajewa, rozwiązało ręce wszystkim graczom i rozpętało piekło.  Ku wielkiemu zdziwieniu stron, zamachu dokonała armia japońska, a ściślej, tajne koło oficerskie oddane całkowicie politycznym zabójstwom (kolejna analogia do serbskiej Czarnej Ręki, która stała za Principem w Sarajewie).  Jedno z takich kółek, o czarującej nazwie, Towarzystwo Kwitnącej Wiśni, postawiło sobie za cel, wymordowanie japońskiej klasy rządzącej, by oczyścić pole dla cesarza i wojska.  Zabójcy nie zdołali wprawdzie osiągnąć celu, ale skutecznie podważyli fundamenty struktur państwowych Japonii.

Czang Kaj-szek tymczasem, stworzył organizację do zadań specjalnych, znaną jako Błękitne Koszule, a w niej zakonspirowaną jednostkę zabójców.  Druga grupa morderców Czanga operowała wewnątrz Militarnego Biura Statystycznego.  Szef Kuomintangu wygrywał jednych przeciw drugim, gdy w tym samym czasie najgroźniejsza grupa skrytobójcza w Chinach, pod nazwą „Korpusu Hycli”, prowadzona była przez tow. Czu En-laja.  Mordowali najpierw swych towarzyszy, ale z czasem przerzucili się na zabijanie tzw. kolaborantów, czyli policjantów, urzędników, zarządców fabryk itp.  W 1937 roku Szanghaj był „światową stolicą politycznego zabójstwa”.  Poruszanie się po ogromnej konglomeracji było niebezpieczne.  Ryksza stała się przedmiotem żartów: aż tylu pasażerów tego niepozornego środka transportu spotkała nagła śmierć.  Wszystkie strony entuzjastycznie przyjęły morderstwo polityczne jako środek walki, ale tylko komuniści wyzyskali chaos.  Azjatyccy zabójcy mieli dziwny wpływ na resztę świata.  Ich uroczyste podejście do rytuału zabójstwa, ich dobrowolne i ceremonialne poświęcenie własnej osoby, uczyniło bardziej możliwym do przyjęcia koncept „honorowego mordercy”, którego źródeł szukać można już u Karakozowa (a póżniej Kaliajewa).  W XIX wieku idea ta nie miała oddźwięku poza kołami rewolucyjnymi, jak zobaczymy w analizie powieści Conrada o rosyjskich terrorystach.

W Europie nie było aż tak źle jak w Szanghaju, ale dobrze nie było.  Ludzie Franco patrzyli początkowo na nazistów jako „morderców i pederastów”.  Wielu europejskich polityków uważało zabójstwo polityczne za „obce zachodniej psychice”… niestety prędko nawrócili się na nową wiarę.

Totalitarne systemy specjalizują się w masowym terrorze, ale nie mają nic przeciwko pozbyciu się indywiduów, zwłaszcza tych, którzy gotowi byliby do nich strzelać.  Simon Ball zwraca uwagę na inny aspekt: totalitaryści wykorzystują zabójstwa polityczne, ponieważ lubują się w klasycznie paranoicznej narracji ofiary, wynosząc poległych towarzyszy na piedestał jako męczenników za sprawę.  Co więcej, Stalin lubił stawiać się w roli ofiary imperialistów, trockistów, rewizjonistów i reakcjonistów, a Hitler był zawsze ofiarą międzynarodowego żydostwa.  Stalin wykorzystał dla własnych celów zabójstwo Wojkowa w Warszawie, podobnie jak bardzo podejrzany mord Kirowa.  Nie inaczej postąpił Hitler.  7 listopada 1938 Herszel Grynszpan zastrzelił w Paryżu sekretarza ambasady niemieckiej, von Ratha, a Kristallnacht odbyła się w nocy z 9 na 10 listopada.

Nie znaczy to jednak wcale, by totalitaryści unikali zabijania.  Stalin miał Sudopłatowa i jego oddział do specjalnych poruczeń, który szczycił się zabójstwem Trockiego, Krywickiego i wielu, wielu innych.  Mussolini miał swoją Ceka del Viminale, szwadron śmierci wzorowany na czekistach.  Nacjonaliści uwielbiają terror – mordowali Żydzi i Ukraińcy, Serbowie i Chorwaci, Węgrzy i Rumuni.  Zatrzymajmy się na chwilę dla nabrania oddechu pośród tej powodzi politycznych zabójstw.

Jak można bronić prawa do mordu?  W 1895 roku, Auberon Herbert, którego potomek ufundował po latach Nagrodę Wiadomości, napisał sążnisty esej pt. Ethics of Dynamite („Etyka dynamitu”). [2] Rozważał w nim dwie możliwe wizje terroryzmu.  Zabójca widziany jako „hiena, odrażający złoczyńca, powodowany nienawiścią i żądzą rozgłosu” lub jako Robin Hood, który ma przed oczami tylko protest przeciw niesprawiedliwości.  Uznał wówczas nadanie moralnej wartości mordercom jako groźbę dla ludzkości i konkludował:

Tylko w jeden sposób można trwale rozbroić zamachowca – porzucając machinę siły i przyzwyczajając ludzi do wiary w błogosławioną broń rozumu, perswazji i służby z własnej nieprzymuszonej woli.  Stworzyliśmy moralność dynamitu; teraz musimy go moralnie rozbroić.

Podobną myśl wyraził Dostojewski, pytając, jak zwalczać nihilistów bez wolności słowa!  Może w szczęsnej Rosji, pod carskim knutem, byłoby to jeszcze możliwe, ale czy było możliwe u progu II wojny?  Anglosascy zwolennicy politycznego zabójstwa wystąpili z nowym usprawiedliwieniem: „etyka mordu jest etyką wojny”, mówił narrator mało znanej powieści z 1939 roku.  I to usprawiedliwienie zwyciężyło.  Do tego momentu w historii, zabójstwo uważane było za polityczną porażkę, za oznakę słabości, i poważni politycy nie chcieli brudzić sobie rąk.  Churchill pogardzał „metodami pigmejów”, ale tylko do czasu.  Nagle „niekonwencjonalne metody prowadzenia wojny”, stały się dziwnie konwencjonalne.  Zamordowanie Hitlera było grą wartą świeczki i nowo formowane „siły specjalne” raźno brały się do planowania.  Brytyjska SOE poprosiła o akta przesłuchań Krywickiego, by móc pobierać nauki z sowieckich metod…  Amerykańska OSS stosowała mord jako akt sabotażu.

Zamach na Heydricha w Pradze wywołał potworne represje, włącznie z niesławną masakrą w Lidicach; na zabójstwo Hotza w Nantes, Niemcy odpowiedzieli masowymi egzekucjami; nie inaczej było w Warszawie, po zamachu na Kutscherę.  Najbardziej „honorowy” ze wszystkich zamachów, spisek von Stauffenberga, wywołał represje na taką skalę, że Amerykanie wyrażali obawy, iż wymordowano przyszłą kadrę wolnych Niemiec.

Indywidualny terror nie zmienił historii II wojny, ale uczynił zabójstwo normalnym.  „Honorowy zabójca” wszedł oficjalnie na scenę i już niedługo miał przybrać atrakcyjną postać Jamesa Bonda i setek podobnych mu morderców.  Niezliczone filmy gloryfikują zawodowych morderców, od konfekcji w rodzaju Kill Bill do poważnych dzieł, jak No Country for Old Man czy In Bruges.

Wojna uświęciła zabójców.  Owionął ich aromat kadzidła i stali się bohaterami narodowymi.  Mordercy z Irgun i Gangu Sterna zostali z czasem poważanymi politykami w Izraelu.  Imperium Brytyjskie rozpadało się przy akompaniamencie strzałów rewolwerowych i wybuchających bomb.  Poza Irlandią, Brytyjczycy byli skłonni ignorować zamachy i nie dociekać zbyt głęboko, kto za nimi stał.  Jeden po drugim – Aung San, Gandhi i Ali Chan – antykolonialni przywódcy byli mordowani, nie przez kolonialistów, ale przez swych konkurentów.

Nie Londyn, a Paryż był kolonialną metropolią najbardziej wystawioną na skrytobójcze kule choć, ściśle rzecz biorąc, Algieria nie była nawet kolonią.  Mordercza kampania przeciw francuskim osadnikom w Algierii, wywołała brutalną kontrofensywę sił specjalnych.  Francuska biurokracja zachowała listę płatnych zabójców i ich wyczynów w latach 56-58 (czyli do dojścia do władzy De Gaulle’a, który utajnił biurokrację, ale kontynuował zabójstwa).  SDECE mordowała algierskich terrorystów i ich sympatyków, polityków i handlarzy bronią; działała w Algierii i w Tunisie, we Francji i w Niemczech.  Jednocześnie, członkowie grup wyzwoleńczych mordowali się nawzajem.  (Jak zwykle, front wyzwolenia narodowego nienawidził algierskiego ruchu narodowego bardziej niż Francuzów.)  Tymczasem we Francji, chęć wycofania się z Algierii, uczyniła De Gaulle’a celem zamachów OAS.  Wystawiony na zagrożenie z dwóch stron, otwarł negocjacje z algierskimi terrorystami i skierował swych państwowych zabójców przeciw OAS.

W klasycznej wykładni, państwo jest legalizacją przemocy.  Jeśli tak, to czy państwo, które ucieka się do zamachów skrytobójczych, nie ulega auto-delegitymizacji?  Państwo ma monopol na przemoc, ponieważ dokonuje gwałtów na mocy prawa.  Terroryzm podważa monopol, narusza wyłączność państwa w tej dziedzinie.  Atoli gdy państwo używa przemocy poza prawem, podważa moralne podstawy swego monopolu i podważa zręby swego istnienia.  Staje się pseudo-państwem na wzór sowietów.  Z tymi problemami borykali się po wojnie wszyscy, ale najbardziej politycy amerykańscy.

CIA nie siliła się nawet na zatajanie swego programu morderstw, ale zabójstwa obu Kennedych i Martina Luthera Kinga, zmieniły tę perspektywę.  Ball ma chyba rację, gdy twierdzi, że „konspiracyjne skłonności w osobowościach” Kennedyego, Johnsona i Nixona, wyjaśniają amerykański problem z politycznym zabójstwem.  Jednak spiskowe tendencje nie tłumaczą nieudolności, a taka była zasadnicza charakterystyka operacji CIA.  Mario Vargas opisał niesławne zamachy w Gwatemali i ich straszne konsekwencje, podobnie zresztą, jak najgłośniejsze być może zabójstwo prezydenta Dominikany, Trujillo, w dwóch bardzo dobrych powieściach.

Niedołężność amerykańskich zabójców spowodowała introspekcję, która doprowadziła do kryzysu lat 70., ale głównie dotyczyła dylematu: zapisywać czy nie zapisywać? – a nie: mordować czy nie?  W latach 70. Demokraci lubili zajmować moralną pozycję wobec amerykańskiego programu skrytobójczego, ale Ball jest zdania, że w XX wieku nikt nie dorównał Kennedyemu i Johnsonowi w skali państwowych zabójstw.  Do 1969 11 tysięcy siedemset osób zostało zamordowanych w przez CIA w kampanii indywidualnego terroru w Wietnamie.  W 1976 Ford oficjalnie zakazał zabójstw politycznych.  Kissinger nazwał to „aktem szaleństwa i narodowego upokorzenia”.

Tymczasem sowieci mordowali bez żadnych zahamowań, o czym dowiadywaliśmy się niemal wyłącznie post factum, od dezerterów, Chochłowa, Światły, Golicyna i innych.  Coraz częściej używali trucizn i wyrafinowanych metod ich aplikacji.

Terroryści jak zwykle koncentrowali się na obsesyjnym poczuciu krzywdy i na słabych punktach w ochronie ich celów.  Najsławniejszym tego typu atakiem jest napaść Palestyńczyków na reprezentację Izraela na Olimpiadzie monachijskiej.  CIA przyznała, że o istnieniu frakcji palestyńskich terrorystów dowiedzieli się dopiero z artykułu w Spectatorze z 1972.  Brytyjczycy obawiali się Mossadu bardziej niż Fatah, i długo nie mogli uwierzyć, że Markow został naprawdę zamordowany przy pomocy parasola na moście Waterloo.

Saddam i Assad używali zabójstw, a Kadafi zdołał nawet uzbroić IRA, dzięki czemu Irlandczycy mogli dodać do zabójstw przechodniów na ulicach Belfastu, zamachy na dużą skalę: od Lorda Mountbattena, przez wielu ministrów brytyjskich, do zamachu na Thatcher w Brighton.  Brytyjczycy nie pozostali dłużni i SAS zlikwidowała wielu terrorystów Skrzydła Tymczasowych IRA.

Ilość zamachów była tak ogromna, że ochrona ministrów stała się codziennością.  Ambasadorzy i urzędnicy ambasad byli celami zamachów, sędziowie i przemysłowcy.  Z drugiej strony, osobista ochrona stała się symbolem statusu, zupełnie inaczej niż za czasów cesarzy.  Powstała w ten sposób nowa klasa polityczna, VVIP, „Bardzo, Bardzo Ważnych Ludzi”, którzy obserwują świat z okien prywatnych samolotów i limuzyn, otoczeni gorylami z ochrony, jak szefowie mafii.  Jakkolwiek odlegli są ci VVIP od cara Aleksandra, przechadzającego się w Ogrodzie Letnim, to jednak korzenie w sprawie Karakozowa są łatwe do dostrzeżenia w sprawie Kennedyego czy zamachu na Papieża: fanatyczny szaleniec czy spisek?  I jak temu zapobiec?

XXI wiek przyniósł zwiększenie indywidualnego terroru.  Coraz rzadziej są to zamachy, nazwijmy to tak, „osobiste”.  Amerykanie powrócili do koncepcji politycznego zabójstwa, przy pomocy kazuistycznego argumentu, że assassination denotuje wyłącznie „nielegalne zabójstwo”.  Dla spacyfikowania amerykańskiego elektoratu, domagającego się krwawego odwetu za masakrę 9/11, stworzono Task Force 714, do walki antyinsurekcyjnej poprzez pętlę zadań pod kryptonimem 3FEA „znaleźć-załatwić-zabić-wykorzystać-analizować”.  Warto zwrócić uwagę, że analizować mieli po zabójstwie, a nie przed.  Mord polityczny miał tu być częścią szerszej taktyki, a zamach zastąpiony został przez atak rakietowy (początkowo z myśliwców, jak w wypadku Zarqawi, później coraz częściej ze zdalnie sterowanych dronów).

Gdzie indziej politycy padali jak muchy.  Hariri w Bejrucie, Butto w Rawalpindi, większość polityków czeczeńskich i afgańskich, wszyscy zginęli w zamachach.  Putin mordował dziennikarzy (Politkowska) i uciekinierów (Litwinienko), a Obama kogo popadło.  W ciągu pierwszych siedmiu lat jego świętoszkowatej prezydentury, Amerykanie zlikwidowali 1500 wrogów w 473 atakach dronów.  Wojny na Ukrainie i Bliskim Wschodzie zwiększyły plon zabójczych zamachów.  Amerykańskiej lewicy zabrakło argumentów, więc uciekła się do kul.

Czy taki był sen Raskolnikowa?  Czy taki koszmar przewidywał Dostojewski?

Czy zabójstwo w odwecie za mord załatwia sprawę?  Czy zabójstwo prewencyjne, rzekomo zapobiegające morderstwu, spełnia swą rolę?  Czy też raczej nakręca diaboliczny młyn mordu i sprowadza państwa do poziomu mafii.

Mogłoby się zdawać, że kardynalnym argumentem przeciw politycznemu zabójstwu jest możliwość odwetu.  To błąd.  Każda akcja wywołuje reakcję – zasada ta obowiązuje w fizyce podobnie jak w polityce.  Nie wolno odrzucać słusznego posunięcia tylko dlatego, że może ono wywołać odwet.  Indywidualny terror jest moralnie odpychający, a nie utylitarnie błędny.  Co nie zmienia faktu, że zabójstwa polityczne z rzadka tylko osiągają pożądane cele polityczne.

Izrael wydaje się przecie uprawniony w swej kampanii terroru wobec przywódców Iranu, Hamas i Hezbollah, czyli organizacji całkowicie oddanych anihilacji żydowskiego państwa.  Legitymizacja tych zamachów wywodzi się ze stanu wojny.

Indywidualny terror szuka na ogół usprawiedliwienia w „stanie wojny”, bo na wojnie się zabija.  Dla przykładu, Żydowi wolno było zamordować przedstawiciela III Rzeszy lub Szymona Petlurę, bo Niemcy i Ukraińcy byli w stanie wojny z Żydami.  Niestety, odkąd nikt już oficjalnie nie wypowiada wojny, można w ten sposób uzasadniać dowolne ekscesy.  Najwęższa grupa, skupiona wokół najdrobniejszej bolączki, może ogłosić się w stanie wojny ze światem, co przecież nie jest wystarczającym uzasadnieniem rozlewu krwi.

***

W charakterze dygresji post scriptum, chciałbym dotknąć problemu omawianego już na naszej witrynie, choć nie związanego z Dostojewskim.  Otóż Józef Mackiewicz zalecał terror indywidualny jako metodę obalenia komunizmu, z czym nie mogę się zgodzić.

W liście do Sergiusza Woyciechowskiego z 1976 (tom 36 Dzieł), Mackiewicz pisał o podstawowej zasadzie, że „komunizm może być obalony tylko siłą”.  Dopiero przyjąwszy tę zasadę, możemy zastanawiać się nad metodami walki.

Osobiście, gdyby Pan mnie zapytał, wypowiedziałbym się za indywidualnym terrorem.

Wydaje mi się, że w tym jednym wypadku Mackiewicz się mylił.  Indywidualny terror byłby równie moralnie naganny, co nieskuteczny.

________

1 Większość materii faktów w moim przeglądzie historii politycznego zabójstwa, pochodzi z książki: Simon Ball, Death to Order. A Modern History of Assassination, Yale University Press, 2025

2 Auberon Herbert, The Ethics of Dynamite, Contemporary Review (May 1894), vol. LXV, January-June 1894, pp. 667-87.  Esej można znaleźć w całości tu: http://davidmhart.com/liberty/EnglishClassicalLiberals/Herbert/1894-EthicsDynamite/index.html

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2025/11/18/sen-raskolnikowa-czesc-viii/
Kategorie: Michał Bąkowski, Sen Raskolnikowa
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2025/11/18/sen-raskolnikowa-czesc-viii/