Zamknij
Dariusz Rohnka

Bolszewizm a komunizm

16 września 2024 |Dariusz Rohnka, Przybijanie kisielu do ściany
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2024/09/16/bolszewizm-a-komunizm/

Nierzadko, przynajmniej na witrynie Wydawnictwa Podziemnego, panuje obyczaj wymiennego stosowania zapisanych w tytule terminów, traktowania ich jako słowa równoznaczne. Dzieje się tak nie bez przyczyny. Bo istotnie, trudno jest oddzielić jedno od drugiego. Są jak dwa chemiczne składniki doskonale absorbujące siebie wzajemnie. Takie przynajmniej, przez więcej niż stulecie, sprawiały wrażenie. Jakże omylne. W istocie oba te pojęcia nigdy nie były równorzędne. Komunizm, jako odpowiedzialny za teorię drastycznego modelowania świata, podległy był bolszewickiej praktyce totalnej destrukcji. Było tak na długo zanim idea centralnego sterowania demokracją wykiełkowała w głowie fanatyka rewolucji, Lenina. Już Marks, doskonale zdając sobie sprawę, że chorej ideologii komunizmu nie sposób wdrożyć i utrzymać z zastosowaniem samej tylko perswazji, nabył był bolszewickich manier, co wypominali mu współcześni towarzysze.

Bolszewizm i komunizm to klasyczne przykłady semantycznej czkawki i pojęciowego szalbierstwa. Bolszewizm, mający uchodzić za symbol głosu większości oznacza rządy znikomej, choć nie bez znaczenia, mniejszości. To drugie słowo, wieszczące triumf najwspanialszego ze światów, w rzeczywistości stanowi prostą drogę ku zniewoleniu.

Komunizm to ideologia upodlenia i anihilacji człowieka; zastąpienia go bezduszną, bezwolną, człekopodobną istotą. Nie wiem dlaczego poszukuje się jego korzeni w antropocentryzmie. Może dlatego, że w równym stopniu co idea hołubiąca ponad miarę człowieka, wyrósł z potrzeby wymazania Boga. Komunizm oparty został na wyobrażeniu człowieka/niewolnika, dobrowolnie nakładającego na ramiona jarzmo. Taki komunizm, praktykowany w oparciu o zasadę dobrowolności, ulega rozkładowi. Bez bolszewickiego kierownictwa jest jak planeta pozbawiona orbity, przemierzająca kosmos w poszukiwaniu przeznaczonej sobie czarnej dziury. Nie ma takich warunków, w których mógłby trwać samoistnie. Wymaga nieustannego moderowania, kształtowania, prowadzenia sprawną ręką.

Ta elementarna słabość komunizmu została zgrabnie ukryta. Uczynili to ludzie, którzy dostrzegli wyjątkowy potencjał w komunistycznej wizji. Bolszewizm jako koncepcja destrukcji człowieka wgryzł się głęboko w komunistyczną ideologią, skutecznie ukrywając swoje niszczycielskie intencje. Stał się przewodnikiem komunizmu, kreując rodzaj nierozerwalnej symbiozy. Przez stulecie nie sposób było wyobrazić sobie idei komunizmu bez sprawczej roli bolszewickiej partii Lenina i jego następców. I w drugą stronę, nie do przyjęcia była idea bolszewicka, wyluzowana z marksowskiej ideologii komunizmu.

Ale moment ten nastał. Bez niepotrzebnego pietyzmu i ceregieli, współegzystencja ta została mniej lub bardziej brutalnie zerwana/zaniechana. Od tej pory komunizm miał kroczyć sobie, bolszewizm sobie; niekoniecznie w przeciwnych kierunkach, ale już nie pod rękę, a przynajmniej nie w jednej parze butów. W przyszłości zostanie uznane za wielki paradoks historii, że epokowe wydarzenie, jakim był upadek komunizmu, spowodowało niezwykłe odrodzenie się tegoż… komunizmu, obfite, pełne nowych inicjatyw i pomysłów, rozkwitnienie. Śmierć dodała truposzowi animuszu, ujędrniła go i uatrakcyjniła; ba, spowodowała, że ten zdumiewający, na tle innych idei, myślowy zakalec, ponownie, w pełnej krasie, wniósł się na piedestał dyktatora ideologicznej mody.

Doczekaliśmy się supremacji komunizmu bez bolszewizmu. Rzecz niebywała, ale też nie tak wcale oczywista jak ją tu próbuję przedstawić. Bo komunizm, o którym mowa (podobnie jak bolszewizm, o którym później) nie działa pod własnym imieniem. Może i nie wstydzi się sam przed sobą, zerkając w lustro, ale kryguje, tai pochodzenie… do tego stopnia, że w najściślejszym gronie zaufanych towarzyszy nie lzia o sobie mówić na głos. Pozostaje tabu.

Z ewidentnym przykładem tego swoistego zakonspirowania mieliśmy do czynienia jakiś czas temu, podczas ceremonii otwarcia igrzysk w Paryżu. Zdarzyło się, obok licznych bezeceństw i bluźnierstw, że odtworzono piosenkę jawnego wspomożyciela komunizmu, Johna Lennona, niby-hymn postępem ogłupiałej ludzkości. Komentujący zdarzenie pracownik radio-komitetu (czy też reprezentujący z podobna brzmiącą instytucję) wypalił nie całkiem poczytalnie, za to szczerze: „toż to – cytuję niedokładnie – jawna komunistyczna propaganda, niestety!” I… rozpętał burzę w pół kieliszku zidologizowanej wody: jak to?! – toż to towarzysze: potwarz! Kłamstwo niebywałe… przelękli się czerwonomyślni, wypowiedzianej do uszu milionów widzów, prawdy.

A sprawy mają się tak: europejski establishment unijny tkwi od trzech dekad w semantycznej niemocy – nie mogąc występować pod właściwym sobie szyldem… komunistycznym. Ba, w całej swojej przysłowiowej bezmyślności sprokurował stosowny zapis, piętnujący piękną ideę komunizmu. Gdyby unijna instytucja reprezentowana była przez choć trochę uczciwych aparatczyków, nie zaś bandę notorycznych hochsztaplerów, musieliby sami siebie powsadzać do więzienia… z mocy ustanowionego przez się bezprawia.

Domyślam się wielkich rozterek. Ileż by dano, aby sowiecki związek raczył rozpadać się pod innym wezwaniem aniżeli komunistyczne. Jakże pięknie prezentowaliby się komisarze na czerwonym tle, pod górującym nad nimi żółtym młotem przeplecionym z sierpem? Pomyślisz może czytelniku, z aroganckim wzruszeniem ramion, jakież to mieć może znaczenie. Według mnie – ogromne. Bo czy można wykreować coś na miarę wieków, tysiącleci pod szyldami: zrównoważonego rozwoju, zielonego ładu, ze sloganami kultywującymi dewiację w ustach?! Jakże się to ma do łopotu szturmówki, czerwonej chusty na białym kołnierzyku, dumnego marszu przed trybuną wytrawnych komunistów, śmiałego skandowania jedynie słusznych proroctw? Nijak się ma, wypada blado. Nie tak wyglądały hasła wielkiej październikowej. Było w owych równie wiele hipokryzji co współcześnie, ale porywały, zawracały w głowach rozentuzjazmowanej tłuszczy.

Mamy komunizm bez komunistycznego emblematu, wyposażony w nowe, niewygodne, niechwytliwe ideologie, niezdolne do przekabacania mas. Komunizm sprawujący nierząd, ale nie panujący; raczej – prowizorycznie administrujący przejętym terytorium. Co się rzuca w oczy, to jego antycypowana tymczasowość, schyłkowość. Nikt raczej nie wróży temu tworowi długowieczności. Jakże odmienna pozycja w stosunku do wiecznotrwałego komunizmu moskiewskiego, o którym na pięć sekund przed nominalnym zgonem nikt nawet nie pomyślał, że może sczeznąć. Czy równie byle jaka konstrukcja da się utrzymać i jak długo? Czy wyobrażalne, że przetrwa choćby dekadę bez dodatkowych instrumentów? – totalitarnego zamordyzmu?

Nie jestem, przyznam, zdecydowany, gdzie współcześnie uplasować bolszewizm. Zdaje mi się ta antyidea rozproszona, ściśle – rozsiana, tak jak rozsiane bywają niektóre odmiany nowotworu. Te śmiercionośne fragmenty tkanek nie są widoczne gołym okiem, wiadomo jedynie, że konsekwentnie proliferują chorobę i śmierć. Gdy rozglądam się wokół, nie potrafię wskazać nawet jednego bolszewika. Nie manifestują, nie głoszą programów ani haseł, nie ubiegają się o stołki. Oni tylko są. I wiadomo, że są. Choć zdają się być pogrążeni w pół letargu.

Ta niezwykła w dziejach świata hibernacja nie dotyczy wyłącznie bliskiej zagranicy, ani sowieckich republik, także samej centrali. Putin, że zawrę w tym jednym słowie całą ideę współczesnej władzy sowieckiej, nie włada bolszewickim imperium jawnie. Bolszewickie panowanie jest zakamuflowane przed światem; skryte pod ahistorycznym anturażem, nawiązującym do symboliki powalonej przed stuleciem carskiej Rosji. Putin bez konfuzji bierze udział w prawosławnych obrzędach religijnych, także tych związanych z wielkimi historycznymi wydarzeniami, jak obchody z okazji chrztu Rusi, a charakterystyczny symbol wojny ukrainnej, dwukolorowa wstążka, nawiązuje bezpośrednio do ustanowionego w 1769 roku przez Katarzynę II Orderu Św. Jerzego. W konsekwencji, oblicze bolszewika, uwolnionego od kabotyńskiej ideologii klasycznego komunizmu pozostaje niewyraźne. Czy potrafi funkcjonować samoistnie? Bez zewnętrznych akcesoriów przyszywanej ideologii? Bez niedorzecznych sloganów w rodzaju dyktatury proletariatu? Czy do wyobrażenia jest bolszewizm w sosie własnym? Zło objawiające siebie jako zło? Terror bez przyczyny, motywu, uzasadnienia? W postaci czystej? Bez domieszki antyreligii komunizmu czy innego paskudztwa? Pod jakimi hasłami zaistnieć może bolszewizm wyzbyty ideologicznej nadbudowy?

Nie są to pytania retoryczne, na które znam (a przynajmniej zdaje mi się, że znam) odpowiedź. Wiem jedynie, że bolszewizm był nieodłącznym towarzyszem komunizmu. Stał za komunistycznym sukcesem. Od trzech dekad ich drogi, przynajmniej w Europie, rozeszły się. Czy powrócą do koncepcji wspólnego bytowania?

Bolszewizm wymaga ideologicznego wsparcia, koncepcji świata, zgodnie z którą mógłby uprawiać swój zbrodniczy proceder. Niszczenie dla samego niszczenia nie zdaje się być dostatecznie pociągające. A jednak, z jakiegoś powodu porzucił zgrabnie dopasowaną ideologię. Nie stało się tak przez zagapienie lub przypadek. To świadomy wybór. Czym motywowany?

Komunizm bez bolszewizmu radzi sobie nadzwyczajnie. Niekiedy zdawać się może, że jest tuż, niemal u kresu niełatwej drogi. Wdraża swoje surrealistyczne pomysły, jeden po drugim, bez wyraźnego oporu. Przeciwnie – z wyraźną dozą aprobaty. Człowiek w swojej omylnej, grzesznej naturze ceni anonimową bylejakość. Komunizm wyśmienicie zaspokaja te potrzeby. I mielibyśmy prostą drogę do świetlanej przyszłości, gdyby nie zasadniczy problem: w każdym stadzie zawsze znajdzie się kilka czarnych owiec, nieskłonnych do lizania butów rzeczywistości. Nie da się ich poskromić humanitarnymi metodami. Nieustająco będą brykać i zawsze istnieć będzie ryzyko, że poprowadzą stado w przepaść zapomnianej tradycji. Co wówczas? Czy sięgnięcie po sprawdzony model bolszewicko-komunistycznej symbiozy nie będzie najbardziej pożądanym rozwiązaniem?

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2024/09/16/bolszewizm-a-komunizm/
Kategorie: Dariusz Rohnka, Przybijanie kisielu do ściany
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2024/09/16/bolszewizm-a-komunizm/