Zamknij
Michał Bąkowski

Doktryna Gierasimowa i Wołodia Iljicz – Wowa

13 stycznia 2024 |Dziwna wojna, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2024/01/13/doktryna-gierasimowa-i-wolodia-iljicz-wowa/

Żeby się przyjrzeć największemu kapitałowi Ukrainy, „najważniejszemu atutowi w walce z agresją Rosji”, wziąłem do ręki hagiografię.  Przeczytałem książkę Wojciecha Rogacina, pt. Zełenski. Biografia (Warszawa 2022).  Właściwie, nie mam racji, to nie jest żywot świętego wedle dostojnych średniowiecznych wzorów, to jest żywot gieroja sowieckowo sojuza, biografia bohatera pozytywnego.  Mały Wowa z Krzywego Rogu był urodzonym przywódcą.  Już w szkole nauczył się, by stawiać czoła prześladowcom i tak mu zostało na całe życie; odtąd walczy z łobuzami i pokłada zaufanie tylko w kolektywie.  Ale wśród tej powodzi bełkotu są perełki.  Oto młody Zełenski przyznaje, że „jak zarobi większe pieniądze, to w niewyjaśniony sposób gdzieś zostawi połowę, a za drugą nakupi prezentów”.  Ot, szczodry Wowa!  Zostawi miliony dolarów na sekretnym koncie w Panamie, a za resztę nakupi prezentów – apartamencik w Londongradzie, willa na Cyprze.  Tylko dla kogo ta hojność?

Ukraińskiego zaczął się uczyć w szkole od II klasy.  Po ukończeniu gimnazjum znał język słabo.  Dopiero w 2018 przyłożył się do nauki, a jeszcze podczas kampanii wyborczej lekcje dawała mu żona.  Nawet ich córka musiała brać korepetycje z ukraińskiego, bo w domu mówi się po rosyjsku.

Wowa został komikiem podczas studiów.  Okazuje się, że komedia, jak wszystko w sowietach, rozwija się w ramach najostrzejszej konkurencji.  Nie w sensie podstawiania nóg i kopania dołków, ale dosłownie: grupy komików wchodzą w szranki na turniejach komedii i ścierają się w darwinistycznej walce o przetrwanie.  Przegrani są bezpardonowo eliminowani, a zwycięzcy przechodzą do kolejnej tury zmagań, aż do wielkiego finału w Moskwie.  Nie powinniśmy się dziwić, bo nic w sowietach nie jest zabawne samo przez się, a darwinizm i przetrwanie silniejszego drogą naturalnego doboru jest fundamentem tego społeczeństwa.  Wowa był wytrawnym darwinistą.  Gdy tak mu było wygodnie, porzucił swój pierwszy zespół w przykrych okolicznościach.  Odszedł od grupy Stem, ponieważ dostrzegł lepsze perspektywy dla siebie w innym zespole, który z czasem przybrał nazwę Kwartał 95.  W 1997 roku poznał i zbliżył się z Aleksandrem Masljakowym, gwiazdą sowieckiej telewizji od lat 60.  Typowy produkt sowieckiej nomenklatury, Masljakow był w dobrych stosunkach z wszystkimi przywódcami sowdepii od Breżniewa do Putina, zawsze należał do sitwy.  Po wielu latach owocnej współpracy z Kwartałem, w roku 2003, Masljakow złożył Zełenskiemu lukratywną ofertę odejścia od zespołu Kwartał 95 i pozostania w Moskwie.  Wowa odparł, że opuszczenie własnej grupy byłoby zdradą, choć kilka lat wcześniej sam opuścił zespół Stem.  Rogacin dodaje ze wzruszeniem, że Zełenski nie przyjął pieniędzy Masljakowa „przez lojalność i silne poczucie gry w jednej drużynie”.  Ale „może także dlatego, że był jedynakiem”!  A również „może wynikało to z charakteru miasta, w którym się wychował?”  Z pewnością hagiograf ma rację, bo po rozstaniu z Masljakowym, Wowa przekonał także swój zespół, by opuścić Krzywy Róg i udać się do Kijowa, ot, taki charakter i lojalność.  Ale nie wolno nam wykluczyć hipotezy, że wszystko to dlatego, że był jedynakiem!…

Jedynak czy nie, Zełenski prędko odniósł sukces w Kijowie.  Był autorem, aktorem, dyrektorem i właścicielem Kwartału 95.  Zespół sprzedał cztery programy telewizyjne stacji Studio 1+1, Ihora Kołomojskiego, ale współpraca została prędko zerwana i poczucie lojalności nakazało Wowie przenieść się do kanału Inter.  Tu jednak domagano się od niego politycznych żartów.  Zdaniem Rogacina, do tego momentu styl komedii Wowy był apolityczny: śmiano się z absurdów Ukrainy i życia na Ukrainie, ale tym razem po raz pierwszy uderzono w polityków.  Były czasy pomarańczowej rewolucji, a więc dobry klimat dla politycznej satyry.  Od tego czasu Zełenski zrobił sobie wrogów z całej klasy politycznej Ukrainy, z tzw. demokratury, a w szczególności z Witalija Kliczko, Julii Timoszenko i Petra Poroszenki.  Pomimo ogromnego sukcesu, Kwartał był dofinansowywany przez państwo.  Okazało się to dopiero wówczas, gdy Poroszenko odebrał im subsydia za wyśmiewanie i poniżanie państwa ukraińskiego zagranicą, tzn. w Rydze, gdzie Zełenski opowiadał m. in. kawał, w którym Ukraina była aktorką z filmu porno, gotową przyjąć dowolne ilości i z każdej strony.  Nawiasem mówiąc, obejrzałem kilka fragmentów kabaretu Wowy.  Są to raczej wulgarne estradowe skecze, pełne blichtru i jaskrawych świateł, których kiczowatość prześciga brak treści.

Zełenski zrobił karierę filmową i stał się najbogatszym aktorem w Ukrainie.  Posiadłości w różnych krajach skrywane były w sowieckim stylu, w sieci spółek akcyjnych na Cyprze i w innych podejrzanych miejscach.  W 2012 roku powrócił do stajni Kołomojskiego i jego firma rosła.  Był niezwykle popularny we wszystkich sowieckich republikach, współpracował także z państwową stacją moskiewską Rossija 1.  Miał swoje biuro w Moskwie i był ko-producentem wielu programów telewizyjnych i filmów w Rosji.  W 2014 roku Kwartał dał występ w separatystycznym Donbasie, za co Zełenski został ostro skrytykowany przez nacjonalistyczną prasę.  Odtąd datuje się jego otwarty i głośny patriotyzm ukraiński.  Zamknął biuro w Moskwie i zaczął dawać koncerty na rzecz walczących w Donbasie żołnierzy ukraińskich.

W 2015 roku pojawił się fenomen w postaci serialu telewizyjnego Sługa ludu (Слуга Народу, co Rogacin tłumaczy chyba błędnie jako „Sługa narodu”).  Serial, którego nie zmogłem w całości, opowiada o młodym nauczycielu historii, który staje się niemal przypadkowo, a w każdym razie wbrew swej woli, prezydentem Ukrainy, i próbuje uporać się z korupcją.  Rogacin zwraca uwagę na scenę, w której fikcyjny Hołoborodko wyrzuca skorumpowanych ministrów, a na ich miejsce przychodzą młodzi ludzie, ale nazwiska pozostają te same.  To dzieci poprzedników; ich doradcy, to kuzyni, a doradcy doradców, to szkolni koledzy.  Rogacin zapomina dodać, że Zełenski zatrudnił swoich przyjaciół i współpracowników z Kwartału, jako doradców, gdy sam został prezydentem.

Osobiście wskazałbym na inne interesujące elementy w serialu, np. bezustanne, niemal obsesyjne podkreślanie, że Hołoborodko jest niezależny, nie jest człowiekiem żadnego oligarchy, ale dam spokój, bo serial cofnął mnie w czasie do lat 70., kiedy to bez uśmiechu oglądało się sowieckie komedie, bo nic innego nie było do oglądania.  Humor jest nachalny, schematycznie przewidywalny i w ogóle nie jest śmieszny, opiera się w zasadzie na jednym gagu, na konfrontacji nie przystających do siebie, dwóch odrębnych światów, elity władzy i pieniędzy oraz zwykłego świata prostych Ukraińców.  Te dwa światy nie rozumieją się wzajem i nie ma między nimi styczności, poza jednym Hołoborodką, który z trudem próbuje je jakoś dostosować do siebie, a także poza wspólną wszystkim obywatelom – powszechną, wszechobecną i dogłębną korupcją.  Swojskim przekupstwem, zrozumiałym kumoterstwem i faworytyzmem na co dzień.

Serial jest typowo sowieckim, sztampowym kiczem – z surrealistycznymi wtrętami, gdzie Hołoborodko rozmawia z Plutarchem i Lincolnem, z Che Guevarą, który jest czymś w rodzaju wyrzutu sumienia, i Cezarem, jako memento mori, co zresztą też zalatuje sowietyzmem na milę – a mimo to, trudno się dziwić, że przemowy fikcyjnego prezydenta odbierane były, jak Ukraina długa i szeroka, jako deklaracje polityczne Wowy.  Nie zmęczyłem nawet pierwszej serii – obejrzałem tylko siedem z dwudziestu dwóch (lub 24, zależy kogo pytać) odcinków.  Wydały mi się nachalną agitką, choć wedle Rogacina, dopiero trzecia seria (z 2019 roku, kiedy Zełenski kandydował już na urząd) ma postać „czystego manifestu politycznego”.  Innymi słowy, mamy tu do czynienia z klasyczną robotą agit-prop: najpierw napiętnować bolączki, a potem natarczywie agitować za jedynym słusznym rozwiązaniem.  Rywale Zełenskiego bezskutecznie domagali się zdjęcia serialu z anteny, gdyż był elementem kampanii wyborczej.  Nawet polski hagiograf przyznaje, że trudno uwierzyć, by Zełenski nie myślał o kandydowaniu, kiedy w 2015 (odcinki ukazywały się w telewizji Kołomojskiego prawie codziennie w listopadzie i grudniu tego roku) pisał scenariusz do pierwszej serii.

W 2016 roku w Odessie, Andrij Bohdan, prawnik Kołomojskiego, poprosił o spotkanie.  Znali się od dawna, np. z negocjacji kontraktowych z kanałem 1+1.  Bohdan zaproponował, by Zełenski stanął do wyborów, a za jego propozycją stały pieniądze Kołomojskiego.  Rozumiem, że żadna ze stron nie kwestionuje tej wersji wydarzeń, a mimo to wydaje mi się ona mało prawdopodobna.  Sądzę, że taka rozmowa miała miejsce o wiele wcześniej.  Już w 2017 Wowa zarejestrował partię i nazwał ją… Sługa Ludu.  W 2018 zaczyna pracować nad swym językiem ukraińskim.  Zabawne, że w pierwszej serii, pokonany przez Hołoborodkę prezydent Ukrainy żali się w pijanym widzie, jak to on wielkodusznie nauczył się ukraińskiego, a naród mimo to go odrzucił.  (Nawiasem dodam, że bohaterowie serialu mówią wyłącznie po rosyjsku.  Kilka zaledwie oficjalnych deklaracji oraz wtręty z dzienników telewizyjnych są podane w języku ukraińskim.  Czyżby podczas pierwszej emisji musiały być tłumaczone w napisach na rosyjski?)

Kampania wyborcza Zełenskiego była szeregiem występów estradowych.  Z wyjątkiem Reagana, może nikt nie był tak dobrze przygotowany do procesu elekcji, jak on.  Jego zwolenników zdradzał „pionierski zapał” i rewolucyjna chęć kreowania „polityka nowego typu”: „taki nasz Kennedy, Trudeau, Obama, Macron…”, zachłystuje się w zachwycie wielbiciel.  Polityczne wycierusy plus facet zamordowany 60 lat temu, to dla nich nowy typ.  Dlaczego nie brać przykładu z Juliana Apostaty?  Któryś z koleżków Wowy mówi, że „ważny jest szyld”, z czego można wysunąć wniosek, że prawdziwym wzorem był Lenin: „ziemia dla chłopów”, by tym łatwiej im ją odebrać; „pokój”, gdy niósł wojnę; i „samostanowienie narodów”, gdy stworzył raj krat.  Szyldem Wowy był Hołoborodko i Sługa ludu.

Na zarzuty, że jest marionetką Kołomojskiego, stawiane przez Poroszenkę podczas kampanii, a później powtarzane wielokrotnie przez prasę, Rogacin nie ma właściwie żadnej odpowiedzi, oprócz retorycznych, choć pobrzmiewających bezradnością, pytań cytowanych za matką Wowy: „Jaką marionetką?  Co ma do tego Kołomojski?”  Poroszenko, z kulturą typową dla ukraińskiej demokratury, nazywał swego oponenta: „klaun, aktor, hologram, marionetka Kołomojskiego i Putina, narkoman i kurdupel”, na co Zełenski wezwał go, przyznajmy, inteligentnie, by stanął do debaty „nie z marionetką Kremla czy Kołomojskiego, nie z kurduplem, nie z bydlakiem, ale z kandydatem na prezydenta”.  Pytania jednak pozostają do dziś.  Zełenski był zamożnym człowiekiem, ale czy zdołałby sfinansować kampanię bez pomocy Kołomojskiego?  Kołomojski nigdy tego nie przyznał.

Technika kampanii Wowy była rodem prosto z kabaretu.  Przygotowane skecze i pozostawienie wąskiego marginesu na spontaniczność, kiedy tego wymaga sytuacja.  Dobry komik trzyma się scenariusza, ale musi umieć reagować na publiczność, zwłaszcza na krzykaczy z tłumu, którzy nagabują trudnymi pytaniami.  Podobnie polityk trzyma się przesłania, a reaguje na trudności w sposób z góry przygotowany.  Na zarzut braku doświadczenia ze strony Poroszenki odparł:

Ja nie chcę być prezydentem.  To wy mnie zmuszacie, bym został prezydentem.  Nie jestem pańskim oponentem, jestem pańskim wyrokiem.

Podobnie reagował w pierwszym, wrogim mu parlamencie, z wyostrzonym słuchem, wyczulony na widownię.  Prędko rozwiązał parlament, stworzył własną partię ex nihil – wcześniej zarejestrował tylko nazwę – robiąc w całym kraju konkursy dla kandydatów, jak do ról w przedstawieniu. [1]

Rozgrywkę między Kołomojskim i Zełenskim w pierwszym okresie jego prezydentury, dokładnie opisał Andrzej Dajewski na wp http://wydawnictwopodziemne.com/2022/07/27/benia-dniepropietrowski-czesc-3/ .  Nie wydaje mi się jednak niemożliwe, żeby Wowa doszedł do władzy dzięki Kołomojskiemu, a mając już w ręku ster, odsunął go.  Mafia wspierała kandydaturę Roosevelta, a kiedy doszedł do władzy, to zerwał z nimi stosunki i zwalczał kryminalne syndykaty (zerwanie z sycylijską mafią nie jest wcale łatwiejsze niż z Kołomojskim).  Faktem jednak pozostaje, że Andrij Bohdan został pierwszym szefem kancelarii prezydenta czyli szarą eminencją nowego reżymu.

Zełenski wygrał wybory parlamentarne, ale wśród jego posłów byli bezrobotni i karierowicze, ludzie przypadkowi lub nieprzypadkowo umieszczeni w werchownej radzie, ludzie o rozbieżnych poglądach, których łączył tylko Wowa.  Tylko, że Wołodymir Zełenski sam nie miał jasno określonego stanowiska politycznego.  W swojej kampanii wyborczej odrzucał „wodzowski model”, ale musiał przecież rzucić jakieś hasło, by móc „zachować kontrolę nad przekazem”.  Hasłem okazało się zakończenie krwawej wojny w Donbasie i pokój z Putinem.  Prędko jednak wyszło na jaw, że nowi posłowie są równie łasi na pieniądze oligarchów, jak ich poprzednicy.  Wowa oskarżał poprzednie rządy o nepotyzm, ale sam otoczył się sitwą przyjaciół z Kwartału 95.  Na stanowiskach rządowych znalazło się niemal 30 osób związanych z firmą Wowy.  Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, jeden z informatorów Rogacina twierdzi, że u władzy w Ukrainie jest „kolektyw rządzący”:

Ustalają, kto co powie, co ogłosi prezydent, trenują to parę razy i następnego dnia wychodzą z tym do mediów albo jadą na spotkania dyplomatyczne.  Tak się robi politykę.  Kolektywnie.  Nie ma mowy o indywidualnym działaniu. [podkr. moje – mb]

Inny współpracownik dodaje, że Zełenski musi „mieć kontrolę nad przekazem”.  Mamy tu więc do czynienia z jednoznacznie leninowską strukturą, mimo że apologeci wskazują zaledwie na jego korzenie estradowe, gdzie miał w istocie kontrolę nad przekazem, jako wytłumaczenie tych manipulatorskich tendencji.

Rogacin przytacza anegdotę, którą uważa za znamienny przykład przystępności prezydenta.  Prezydencka kawalkada zajechała do wsi Dawidkowicze, gdzie przed sklepem tłoczyli się mieszkańcy.  Zełenski zapytał, czy czekają na towar, ale nie, był to spędzony tłum, oczekujący jego przybycia.

– Mało pieniędzy, panie prezydencie – żaliły się kobiety.
– Będzie więcej.  Dajcie nam tylko trochę czasu.

W oczach Rogacina, to jest „nowa polityka”, przystępność i budowanie popularności, przez kontakt z ludem.  Mnie to raczej przypomina stare, bolszewickie politykierstwo, a zwłaszcza tę opowieść Mackiewicza z najciemniejszych dni okupacji sowieckiej, kiedy agitatorzy tłumaczyli ludziom na wsi, że wszystkiego będzie w bród, bo u nas wszystko jest, zaczekajcie tylko obywatele – padwiezut!

– A nędzy u was dużo? – zapytał Florka.
– Nędzy też wam podwiozą – odparł agitator bez zastanowienia.

Przed inwazją, nazwisko Zełenskiego kojarzyło się na świecie z aferą Trump-Biden.  25 lipca 2019 miała miejsce rozmowa telefoniczna, w której Trump prosił Zełenskiego, by wszczął śledztwo w sprawie Huntera Bidena.  Takich rozmów między politykami jest codziennie mnóstwo.  Ale po paru tygodniach, anonimowy pracownik administracji w Waszyngtonie, złożył zażalenie, że Trump nadużył władzy w celu uzyskania zysków wyborczych oraz, że zabiegał zagranicą o interwencję w amerykański proces wyborczy.  Zadałem sobie trud przeczytania transkryptu tej rozmowy https://edition.cnn.com/2019/09/25/politics/donald-trump-ukraine-transcript-call/index.html i nie widzę w niej nic zdrożnego.  Trump nie połączył finansowego wsparcia dla Ukrainy z dochodzeniem w sprawie Bidena Juniora, choć musiało być jasne dla Zełenskiego, że pomoc była dotąd blokowana i mogła łatwo być odblokowana.  Sam Wowa wprost powiedział, że nie czuł żadnej presji ze strony Trumpa, co potwierdza transkrypt.  Anne Applebaum była wówczas zdania, że afera jest przykładem „ukrainizacji polityki amerykańskiej”, ale p. Sikorska nie jest bezstronnym świadkiem.  Trump miał, moim zdaniem, rację, próbując rzucić światło na aferę Bidena juniora, ale uczynił to w sposób mętny i ociekający szlamem podejrzeń, jak wszystko czego się tknął.  W oczach p. Sikorskiej, to Trump przemieniał Amerykę w ukraińskie bagno, tymczasem w rzeczywistości to samo robili Obama i Biden.  Dodam, że jeden z informatorów Rogacina, Aleksander Kwaśniewski, był dyrektorem tej samej oślizgłej firmy ukraińskiej, co Hunter Biden.

Najważniejsze we wczesnej fazie prezydentury Zełenskiego były wszak stosunki z Putinem, a nie z Trumpem.  Nowy prezydent otwarcie obiecywał pokój na wschodniej granicy, choć nie wyjaśnił nigdy, jak zamierzał to osiągnąć.  Postrzegany był jako człowiek Moskwy, co tylko podnosiło go w oczach elektoratu zmęczonego konfliktem w Donbasie.  We wrześniu 2019 doszło do wymiany jeńców, w ramach której zwolniony został filmowiec Ołeh Sencow.  Istotność tego wydarzenia nie mogła umknąć uwagi obserwatorów, ponieważ w ostatniej serii Sługi ludu Hołoborodko obiecał zwolnienie Sencowa…  Czyżby po maoistowsku obiecywał coś, o czym wiedział zawczasu, że się spełni?  Z jednej strony, podniosło to jego prestiż, ale z drugiej, pojawiły się nowe pytania na temat jego zależności od Putina.  Rozmowy z Putinem w Paryżu nie przyniosły żadnego rezultatu.

Jego popularność spadła katastrofalnie, z 73% w dniu wyborów do 28% pod koniec 2021.  Odpowiedzią reżymu na utratę poparcia była kampania deoligarchizacji.  Związki reżymu Zełenskiego z Kołomojskim i Achmetowem stały się tematem tabu w wywiadach z prasą.  Wewnątrz administracji powstała klika rządząca, złożona w dużej mierze ze znajomych prezydenta, do której nie dopuszczano nowych ludzi.  Jak mówi jeden z informatorów Rogacina, „on ufa tylko kumplom, z którymi trzymał całe życie.  Te chłopaki z Zaporoża, Krzywego Rogu i Dniepra od lat są przy nim”.  Czy nie należał do nich także Kołomojski?  O deoligarchizacji pisał tu obszernie Andrzej Dajewski http://wydawnictwopodziemne.com/2022/07/27/benia-dniepropietrowski-czesc-3/ .

Hagiograficzny charakter pracy Rogacina dyskwalifikuje zupełnie ostatni rozdział książki, ten poświęcony wojnie.  Wowa z Krzywego Rogu porównywany jest do George’a Washingtona i Churchilla, ale ten ostatni „nie był czystym demokratą, gdyż wyznawał poglądy imperialistyczne”, więc Rogacin woli zestawienie z Vaclavem Havlem.  Z komedianta przerodził się w atamana, z aktora w bohatera, z prezydenta w legendę.  A legendy między bajki włóżmy.

Popularność Wowy ponownie spada, czemu nie należy się dziwić.  Jest otwarcie oskarżany o autorytaryzm, np. przez Kliczkę.  Ale czy można cokolwiek zarzucić jego postępowaniu?  Jego przemowy są zbyt hurra-optymistyczne, ale gdyby były inne, oskarżano by go o defetyzm.  Czy można ganić go za kabaretową przeszłość?  Armaty grzmiały nadal nad Wisłą, gdy Marian Hemar pisał:

Kabaret stoi na sztuce stosowanej, na kompromisie, na improwizacji i lekkomyślności, na banale zakamuflowanym, podniesionym do artyzmu.  W kabarecie, podobnie jak w kinie, jak w programie radiowym, nie ma miejsca na prawdziwą sztukę, na jej prawdziwy tragizm lub cynizm, na celebrowanie jej metafizycznych sentymentów, na odwagę jej rewoltującego dowcipu.
Nie znaczy to, że kino, kabaret, radio, są ‘gorsze’, niż książka, sala koncertowa, teatr – są inne.  Nie mają wspólnego miernika, są wartościami innego wymiaru.”

Ma więc kabaret wiele wspólnego z polityką.  Estradowy prezydent spisał się lepiej, niż ktokolwiek mógł oczekiwać.

Wbrew przekonaniom wypowiedzianym wielokrotnie przez współpracowników niniejszej witryny, jestem zdania, że są dwie strony w tym konflikcie i Wowa Zełenski jest autentycznym antagonistą Putina.  Co rzekłszy, autentyzm tej wojny nie zmienia jej charakteru jako trzęsawiska, w które wciągnięty może być cały świat.

PS. Pojawiły się w ostatnich dniach plotki o nowym planie Putina, z którym zwrócił się do Bidena. Jest to propozycja rozejmu, a w perspektywie rozbioru Ukrainy. Kijów musiałby uznać status quo i zrezygnować z Donbasu i Krymu.  Taki scenariusz najprawdopodobniej wymagałby odsunięcia Zełenskiego od władzy.  Straty w ludziach są ogromne po obu stronach, ale Putin może sobie na nie pozwolić, gdy Ukraina nie podoła takiej ilości zabitych.  Należy spodziewać się wielkich nacisków na Kijów, by zaakceptować rozejm.

Ale jak to się ma do długoterminowej strategii?  W interesie Putina leży raczej przeciąganie wojny w nieskończoność.  Nękanie Zachodu, by nadwątlić gospodarki (szczególnie europejskie) i wyczerpać do cna, i tak już słabiutką, wolę udzielania pomocy Ukrainie.  Propozycja rozejmu może być także bluffem w celu uwypuklenia różnic między Republikanami i Demokratami w amerykańskich wyborach.  Czy w tej kwestii zachodzić może jakakolwiek „koordynacja” pomiędzy Kijowem i Moskwą?

PPS. Putin odnosi coraz większe sukcesy na froncie, jak wskazuje np. ten niedawny artykuł https://www.ft.com/content/a477d3f1-8c7e-4520-83b0-572ad674c28e .  Jeżeli jest prawdą, że pomimo ogromnej pomocy z Zachodu dla Ukrainy, mimo sankcji itp., tzw. Rosja osiągnęła ostatnio przewagę w wojnie cybernetycznej, to jest znacząca zmiana.   Czy nie miał dotąd takich możliwości, a uzyskał je dopiero ostatnio?  Czy też skrywał je przez cały czas?  Taka jest logiczna alternatywa – bardak albo Sun Tzu – a nie „koordynacja między Zełenskim i Putinem”.  Paradoksalnie, czy przyczyną był sowiecki bajzel, czy Sun Tzu, jest niemalże obojętne.

PPR. Borys Johnson został niedawno oskarżony o zawetowanie rozejmu między Zełenskim i Putinem w marcu 2022.  https://www.thetimes.co.uk/article/boris-johnson-ukraine-peace-talks-russia-war-k220zcrvf  Ceną miała być finlandyzacja Ukrainy.  Jest to oczywiście tylko nowa interpretacja znanej narracji, wedle której Putin obawia się Nato jak ognia, a przyjęcie przerażająco potężnej Ukrainy do paktu atlantyckiego byłoby dla niego końcem marzeń o potędze, i nic by już biedaczkowi nie pozostało, jak tylko usiąść nad rzeką Oką i zapłakać rzewnymi łzami.  W rzeczywistości, przyjęcie Ukrainy do Nato byłoby kolejnym gwoździem do trumny paktu, który i tak już ledwo dycha.

PZPR. W ubiegłym tygodniu odbyła się na naszej witrynie interesująca dyskusja pod artykułem Jacka Szczyrby na temat Nudis verbis.  Debata dotyczyła dziwnie skręconych i wykrzywionych stosunków między Kijowem i Moskwą.  Nie zrozumiałem tylko, jakie były konkluzje.  Czy koordynacja między stronami rozciąga się aż do masowych grobów w Buczy?  Do porywania dzieci?  Do tortur i egzekucji?  Czy tylko do sugestii Giorgii Meloni, że nie powinno być więcej pomocy dla Ukrainy, jeżeli nie rozpoczną się rozmowy pokojowe?

________

  1. Darek Rohnka podsunął mi następującą notkę internetową: https://lb.ua/news/2017/12/02/383656_partiya_reshitelnih_peremen.html na dowód, że „środowisko Zełenskiego podjęło działania wokół partii znacznie wcześniej niż jest to oficjalnie stwierdzone”. Nie ma jednak żadnej sprzeczności między powyższą notką, a chronologią podaną przez Rogacina. W 2017 Zełenski zarejestrował partię pod nazwą Sługa Ludu, a dopiero w 2019 zaczął ją wypełniać kandydatami na posłów, do tego momentu była pustą skorupą.  A to że jakaś partyjka była wcześniej zarejestrowana pod nazwą „partii Decydującej Zmiany”, wydaje mi się zupełnie bez znaczenia: kupili po prostu legalną dokumentację gotowej partii.  Co innego, jeżeli znajdzie się dowód, że ta partyjka została założona wcześniej przez Zełenskiego…  Ale nawet wówczas trudno przykładać do tego inne znaczenie, niż to rozważane w powyższym artykule, tj. że Wowa planował kandydowanie na prezydenta o wiele wcześniej, niż gotów jest to przyznać.
Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2024/01/13/doktryna-gierasimowa-i-wolodia-iljicz-wowa/
Kategorie: Dziwna wojna, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2024/01/13/doktryna-gierasimowa-i-wolodia-iljicz-wowa/