Zamknij
Michał Bąkowski

„Nasza demokracja daje nam swobody, których oczekuje cały świat we łzach” czyli znowu Trump (chyba nie po raz ostatni)

9 stycznia 2021 |Michał Bąkowski, Trump
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2021/01/09/nasza-demokracja-daje-nam-swobody-ktorych-oczekuje-caly-swiat-we-lzach-czyli-znowu-trump-chyba-nie-po-raz-ostatni/

Tłum zwolenników Trumpa ruszył na Kapitol w Waszyngtonie, gdy Kongres miał formalnie ogłosić, że Biden będzie następnym prezydentem.  Nazwano to „antydemokratyczną insurekcją”, a nawet „próbą przewrotu”.  Fakt, że czworo demonstrantów i policjant zginęło podczas inwazji Kapitolińskiego Wzgórza (choć dwóch z przyczyn naturalnych, na atak serca i wylew).  Ale putsch?!  Zdjęcia pokazują przebierańców, jakiegoś pół-nagiego imbecyla z wymalowaną gębą, w futrzanej czapie z parą rogów.  Inny tuman, z mordą półgłówka z Apallachów, wynosi mebel z budynku Kongresu.  Wielu robi sobie zdjęcia, jak na pikniku: Hej, mamo, patrz!  Jestem w Kongresie!

I to ma być insurekcja?  Zbrojny zamach na bijące serce amerykańskiej demokracji?  Rokosz białych śmieci z przyczep kempingowych?  Bunt niedomytych?  Terror w biały dzień?

Zaledwie kilka miesięcy temu, centrum Portland było okupowane przez lewaków przez sto dni.  Seattle i inne miasta przeszły przez tygodnie lewicowych demonstracji i nikt nie kiwnął palcem.  Te same media, które dzisiaj bredzą o powstaniu na Kapitolu, chwaliły demonstrantów w Portland, podziwiały „rozsądek policji”, która stała z boku i pozwalała na zastraszanie postronnych.  Antifa, luźne zrzeszenie skrajnie lewicowych organizacji pod „antyfaszystowskim sztandarem”, oraz blm (black lives matter) domagali się rozwiązania policji.  Prokuratura odmówiła postawienia w stan oskarżenia lewaków aresztowanych podczas rozruchów w Portland, a policjant, który ośmielił się nazwać demonstrantów „brutalnymi anarchistami” – został przeniesiony do innych obowiązków.

W wielu miastach Ameryki tłumy wybijały szyby, podpalały auta i szabrowały sklepy, ale ich wezwania do odebrania funduszy i rozwiązania policji spotkały się z zaskakująco wysokim poparciem mediów.  W każdym razie, ja osobiście byłem tym poparciem zaskoczony, zważywszy, jak zamożni są przedstawiciele mediów w Ameryce.  A mimo to, do tego stopnia pozbawieni są instynktu samozachowawczego, że nie dostrzegają niebezpieczeństwa: to oni padliby ofiarą tłuszczy, gdyby ich postulaty zostały spełnione.  Ale dziś te same media wrzeszczą: gdzie była policja na Kapitolu?!  Dlaczego tak łagodnie obeszli się z zamachem na najważniejszą instytucję w państwie?  Gdyby to zależało od amerykańskich mediów, już dawno nie byłoby policji w Ameryce.

Amerykańska demokracja przyznaje obywatelom wiele swobód, między innymi także wolność myśli i wypowiedzi.  Tylko że jeśli jest się prezydentem Stanów Zjednoczonych, znienawidzonym przez liberalną elitę, to wówczas media odmawiają tej konstytucyjnej swobody, a kilku miliarderów, do których należą Twitter i Twatter, decyduje, co wolno, a czego nie wolno powiedzieć.  Nie jestem pewien, czy tego właśnie oczekuje cały świat we łzach.

Ale wszystko to razem, niestety, nie usprawiedliwia Trumpa.  Pozostaje faktem, że jego retoryka była od wielu lat, równie zapalczywa, co zapalna.  Doszedł do władzy na fali populizmu, bo mówił wyborcom, co podejrzewali od dawna: że klasa polityczna o nich zapomniała.  Miał rację.  Zapomniała.  Przyrzekał odzyskać posady utracone na rzecz tanich fabryk w chrlu.  Obiecywał, że oczyści kloakę, jaką stała się amerykańska polityka, że osuszy bagno pt. Waszyngton.  Kiedy wreszcie zasiadł w Białym Domu – w moim mniemaniu wbrew własnym oczekiwaniom – to zapomniał o swoich wyborcach, zupełnie tak samo, jak cała amerykańska klasa polityczna; zapomniał, ponieważ taka jest natura demokratycznej polityki.  Wyborcy są potrzebni politykom od wielkiego święta, tj. podczas kampanii wyborczej.  Trump jest egotykiem, w czym nie różni się zasadniczo od innych polityków w ogóle, a tym bardziej od amerykańskich polityków.  A jednak egotyczny Clinton, szaleńczo narcystyczny Obama, egocentryczna Hilaria czy zapatrzona w siebie i swą karierę, Nancy Pelosi, nie sięgają nawet do pięt egotyzmu Trumpa.

Bez wstydu zdołał przekabacić ubiegłoroczną kampanię wyborczą na osobisty plebiscyt, ale nie w sensie rozrachunku za ubiegłe cztery lata.  Trump nie chciał być rozliczany za niespełnione obietnice.  Tym razem nie było już mowy o robotnikach, którzy stracili pracę, bo Apple woli montować swoje telefony w chrlu, nie szło o zagubionych, niedouczonych, w ogromnej większości białych i na ogół bezrobotnych mężczyzn, którym klasa polityczna i media wmawiają od lat, że są rasistami, homofobami, mizoginistami, bigotami i nadają się tylko na śmietnik historii – tym razem chodziło tylko o Trumpa.  Nie tysiące zapomnianych z małych amerykańskich miasteczek, ale jeden wyniosły geniusz zasiadający na tronie w Owalnym Biurze – jedno gargantuiczne EGO.  Patrzcie, jak te fałszywe media potraktowały MNIE!  „Media są niesprawiedliwe dla mnie!” – wołał z trybun.  „Cały świat jest przeciwko mnie, bo chcę uczynić Amerykę wielką.”  Prawdę mówiąc, wobec horrendalnej krótkowzroczności jego kampanii, wobec braku jakiejkolwiek koherentnej polityki, jest cudem, że Trump uzyskał 74 miliony głosów.

Wybory prezydenckie wyglądały mi bardzo podejrzanie.  Sto milionów głosów oddanych zostało na długo przed wyborami, czego usprawiedliwieniem miała być panująca zaraza.  Ta sama zaraza, która nie powstrzymywała tłuszczy z antify i blm przed demonstracjami.  Tysiące głosów zostało zasekwestrowanych w Pennsylwanii z rozkazu Sądu Najwyższego, a ich liczenie sądownie zakazane.  Problem Trumpa polega na tym, że Biden dostał prawie siedem milionów głosów więcej niż on, a Pennsylwanię wygrał i bez wątpliwych kart wyborczych.  W praworządnym kraju, w normalnej sytuacji, istnienie tych podejrzanych głosów powinno być przedmiotem dochodzeń.  I sam Biden powinien się takich dochodzeń domagać.  Jednak Biden, lewakiem będąc, nie zamierza tego czynić, ponieważ widzi swoje zwycięstwo nie jako pokonanie przeciwnika w uczciwej walce, ale w kategoriach triumfu nad Złem.

Trump przegrał, moim zdaniem, ponieważ oprócz propagandy siebie samego, nie miał żadnej polityki.  Oprócz pustosłowia nie miał nic do powiedzenia, oprócz czczych haseł, nie miał nic do zaoferowania.  Nie był nigdy konserwatystą, choć głosuje nań konserwatywna część elektoratu (bo na kogo ma głosować??).  Trump był i pozostaje wrogiem liberalnych mediów, co jest zapewne jego jedynym tytułem do chwały, ale nie oszukujmy się: to ich nienawiść spowodowała jego wrogość.  Jego polityka zagraniczna odznaczała się przede wszystkim brakiem jakiejkolwiek myśli.  Nie można tu nawet mówić o braku konsekwencji, ponieważ była to seria przypadkowych posunięć, bez ładu i składu, podyktowanych chwilowym nastrojem.

Trump jest krzykaczem.  Demagogiem.  Natrafił przypadkiem na kilka populistycznych haseł i powtarzał je w kółko – Zbudujemy mur, a Meksyk za niego zapłaci!  Sprowadzimy produkcję do Stanów i stworzymy nowe stanowiska pracy! – bez ochoty, by kiedykolwiek wprowadzić je w życie i bez najmniejszego pomysłu, w jaki sposób mogłyby być zrealizowane.

Jego pyszałkowaty styl bycia, styl półgłówka wywyższającego się bezkarnie ponad otoczenie, jest tak dalece nieprzyzwoity, że jak powszechnie wiadomo, Amerykanie nie lubią się przyznawać do głosowania na niego.  Inteligentni, wykształceni konserwatyści, z trudem tylko zdobywali się na oddanie głosu na Trumpa, a robili to, by powstrzymać falę lewactwa, której awangardą są amerykańskie media, bo co innego mieli robić?  Ich ojczyzna zostanie zalana przez lewaków spod czerwonej gwiazdy – ale o tym nie trzeba głośno mówić…

Obawiałem się przed laty, że Trump zjednoczy i zradykalizuje lewicę.  Lewicowcy zawsze potrzebują wroga, a Trump z całym swoim chamstwem nuworysza, z tak typową dla ignorantów arogancją rozpieszczonego, nieobliczalnego dziecka, nadaje się na wroga jak nikt.  Lewacy odczuwają potrzebę, by uczynić z przeciwnika absolutne Zło, ponieważ nie zamierzają wstępować z nim w spory, chcą jedynie rozdawać ostateczne werdykty z wyżyn swej niezachwianej słuszności.  W ten właśnie sposób, od samego początku, podeszły do Trumpa potężne amerykańskie media: nie mieli zamiaru z nim polemizować, ale go demonizować, sądzić i skazać.  Nie próbowali dociekać prawdy w sporze z trumpizmem, ale go osądzić, a ściślej odsądzić – odsądzić od wszelkiej czci i od lewicowej wiary.

Wydawało mi się przed laty, że jedynym beneficjentem chaosu prezydentury Trumpa – będzie Putin.  Zmieniłem zdanie.  Myliłem się wówczas.  Nie tylko Putin.  Także Xi i Kim, Maduro i irańscy ajatollachowie, Assad i niedobitki al-Qaedy, i wszyscy ci, którym zależy na zamieszaniu i na osłabieniu Zachodu.

A tymczasem, Nancy Pelosi, domagać się będzie, żeby Trump zgnił w więzieniu, bo jakiś wieśniak z Arkansas siedział w jej fotelu, położył zabłocone buciory na jej biurku, a potem chwalił się, że buchnął jakieś papiery i zapłacił za to ćwierć dolara.  Żaden arystokrata nigdy nie pogardzał prostaczkami tak, jak demokratyczni reprezentanci narodu, jak Pelosi.  Amerykańska demokracja daje jej swobodę, żeby pluła na kogo jej się żywnie podoba, ale amerykańska demokracja nie jest dla chamów z parków przyczep kempingowych.  Tych należałoby poddać reedukacji w obozach pracy przymusowej, i Nancy Pelosi, Kamala Harris, Alexandria Ocasio-Cortez, Ilhan Omar, Ayana Presley i Rashida Tlaib, wszystkie te amerykańskie feministki, antyfaszystki, antyrasistki czyli w skrócie, komunistki, chętnie przyłożą rękę do reedukacji niewielkiej grupy prostaków, którzy ośmielili się pohańbić świętość amerykańskiej demokracji, zbliżając się za bardzo do swoich Reprezentantów.

Większym zadaniem będzie reedukacja 74,216,722 osób, które poważyły się oddać głos na Trumpa, ale komuniści potrafią „bez wysiłku wielkich rzek zawracać bieg”, więc nie będą się migać, tylko z ochotą zakasają rękawy i zabiorą się do pracy nad przekuciem mas w ogniu bolszewickiej rewolucji.

Homo sovieticus vincit.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2021/01/09/nasza-demokracja-daje-nam-swobody-ktorych-oczekuje-caly-swiat-we-lzach-czyli-znowu-trump-chyba-nie-po-raz-ostatni/
Kategorie: Michał Bąkowski, Trump
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2021/01/09/nasza-demokracja-daje-nam-swobody-ktorych-oczekuje-caly-swiat-we-lzach-czyli-znowu-trump-chyba-nie-po-raz-ostatni/