Zamknij
Michał Bąkowski

Niektórzy nazywają to „upadkiem komunizmu”. Część XI

22 grudnia 2020 |Michał Bąkowski, Niektórzy nazywają to „upadkiem komunizmu”
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2020/12/22/niektorzy-nazywaja-to-upadkiem-komunizmu-czesc-xi/

Made in China

Polityka jednodzietności podyktowana była klasycznie marksistowskim (czytaj: zbrodniczo obojętnym na rzeczywistość) przekonaniem, że w Chinach jest 30% więcej ludzi niż potrzeba.  Po głodzie wywołanym ludobójczą polityką rolną Mao, nadszedł czas na bezrobocie i ograniczenie płodności, by dopasować ludność do ideologicznego ideału.  Reformy Denga miały na celu utrzymanie władzy i zbudowanie podstaw przyszłej ekspansji komunistycznego państwa, a nie dobrobyt ludności.  Jedynym ratunkiem był, jak zawsze, eksport.  Sprzedaż zboża i surowców utrzymywała dysfunkcjonalną gospodarkę sowiecką przy życiu aż za długo, stąd powiedzenie, że gdyby bolszewicy opanowali Saharę, to zabrakłoby im wkrótce piasku.  Chiny są krajem bogatym w surowce, ale proporcja tych bogactw do populacji sprawia, że w przeciwieństwie do sowietów czy Brazylii, nie mogą być tylko biernym sprzedawcą surowych materiałów.  Takie było źródło nacisku ekipy Denga na budowę prymitywnych fabryk – program ten nazwano „industrializacją” – gdzie, w warunkach obraźliwych dla zachodnich związków zawodowych i dla zwykłej ludzkiej godności, produkowano następnie buble na eksport.  W latach 80. były to w pierwszym rzędzie tandetne zabawki (nie sposób było wówczas nabyć w Londynie zabawek, które nie były „made in China”), ale na przełomie dekad zaczęto montować tani sprzęt elektroniczny.  Eksportem zajmowały się wyłącznie państwowe firmy, których pracownicy byli szczęśliwi, że mieli jakąkolwiek pracę, choćby za grosze, a twarda waluta szła do szkatułki partyjnej.  Mogłoby się wydawać, że komuniści uczą się kapitalizmu, ale nikt tak nawet nie mówił, bo przecież ludzie Denga w ogóle nie byli komunistami.

Maoiści Denga uporać się musieli z nowym pojęciem, nieznanym z podręczników maoizmu, pojęciem wzrostu gospodarczego.  Dali sobie radę z tym problemem w klasycznie leninowski sposób.  Oto państwowa agencja Xinhua stała się zarówno dostawcą informacji rynkowych jak i nadzorcą rynku informacji w chrlu.  W chrlu nie było, i nadal nie ma, innych danych finansowych niż te podane przez Xinhua.  Bloomberg, Reuters i ich konkurenci, jeżeli chcą być obecni na wielkim rynku chińskim, to muszą podawać wyłącznie papkę cyfr z chrlowskiej agencji.  W każdym kwartale, Xinhua pierwsza na świecie publikuje dane na temat wzrostu gospodarczego – gigantyczny chrl zbiera dane szybciej niż maleńka Szwajcaria.  Nic doprawdy dziwnego, że te dane są zazwyczaj pozytywne – Bernie Madoff też podawał swoje wyniki bardzo szybko.

Czy wypada sobie dworować z drugiej największej gospodarki na świecie?  Wypada.  Wzrost chrlu był autentyczny niezależnie od masowania cyfr, nie był to jednak wcale wzrost bez precedensu.  Przede wszystkim, komunistyczne Chiny rosły z niesłychanie niskiego poziomu startowego – w chrlu lat 80. rower był oznaką luksusu – co jest zawsze łatwiejsze.  W istocie inne kraje w Azji osiągnęły podobne cyfry wzrostu gospodarczego, a ich wyniki poddawane były normalnej krytyce zachodnich analityków rynku.  Politbiuro utrzymywało jednak, że bezprzykładna eksplozja wzrostu gospodarki chrlowskiej jest kolejnym dowodem na wyższość maoizmu, jest uzasadnieniem przewodniej roli partii i refutacją potrzeby reform.  „Ruch demokratyczny” lat 80. był wyłącznie rezultatem spisku Zachodu przeciw komunistycznemu rajowi, więc został brutalnie zdławiony.  I wówczas wybuchł kryzys w Azji w latach 1997/98.  Po krachu finansowym nastąpiła głęboka recesja w całym regionie, spotęgowana korupcją i politycznym chaosem.

Chrlowskie politbiuro obserwowało z boku, jak Międzynarodowy Fundusz Monetarny (IMF) dyktował warunki, narzucał metody zarządzania i surowe cięcia w wydatkach.  W chrlu nie istniał normalny przepływ kapitału, więc krach nie dotknął ich w taki sam sposób – utracili wprawdzie tymczasowo azjatyckie rynki zbytu, ale sprzedawali swoją tandetę nadal całej reszcie świata – a jednak kryzys miał ogromne znaczenie dla komunistów.  Utwierdził ich bowiem w przekonaniu, że nie mogą sobie pozwolić na jakąkolwiek liberalizację gospodarczą, tzn. muszą zachować pełną kontrolę nad eksportem i nad walutą.  Tak zwane „reformy” Denga miały na celu zachowanie i wzmocnienie władzy, ulepszenie komunizmu, uczynienie totalitaryzmu sprawniejszym, więc krach w Azji bez trudu umocnił członków politbiura w przeświadczeniu, że są na dobrej drodze (rozluźnienie kontroli musiałoby doprowadzić do podobnego krachu).  Tymczasem ludność Chin nie ufała przemianom, więc pomimo inflacji, oszczędzała zamiast wydawać.  Oszczędzać zarobione pieniądze mogła tylko w państwowych bankach, które inwestują wyłącznie według partyjnego klucza.  I w ten sposób – w moim głębokim przekonaniu, zupełnie przypadkowo i mimo woli – komuniści chińscy stworzyli podstawy swego rzekomego cudu gospodarczego.

Jego podwójnym motorem był eksport oraz tania siła robocza opłacana w sztucznie zaniżonej walucie.  Paliwem były: niczym nieograniczony dostęp do rynków zbytu – na tym skoncentrowano wysiłki kompartii, na rychłym wejściu do WTO – oraz oszczędności Chińczyków w fałszywie tanich yuanach, inwestowane przez państwo w forsowną industrializację.  Tylko dyktatura partii mogła umożliwić taki stan rzeczy.  Gospodarka pozostała całkowicie zamknięta, myśl o chwilowej choćby liberalizacji została odłożona na zawsze, bo tylko w zamkniętej gospodarce taki system może działać.  Inwestycje zewnętrzne (czyli tzw. zachodni kapitał) przyjmowane były skrzętnie, ale tylko wówczas, gdy łączył się z nimi transfer technologii lub ustępstwa wobec chrlowskich eksporterów.  Ogromne koncerny amerykańskie i europejskie budowały supernowoczesne fabryki, które następnie bezpardonowo kopiowano, by sprzedawać nędzne podróbki na cały świat.  „Whisky” o nazwie Johnnie Worker Red Labial jest tego jednym z tysiąców przykładów, choć akurat wyjątkowo zabawnym, ale kiedy chrlowski myśliwiec J-31 jest kopią amerykańskiego F35, to przestaje być śmieszne.

Pomimo wysokiego wzrostu przez wiele lat, w roku 2000 chińska gospodarka była nadal w miarę niewielka.  Chrlowskie firmy państwowe były równie niewydajne jak sowieckie 20 lat wcześniej.  Po 22 latach rzekomych reform i kapitalizmu, 150 milionów pracowników zatrudnionych było w państwowych fabrykach, nie licząc setek milionów zatrudnionych w państwowych usługach oraz w aparacie państwowym.  60% inwestycji i 80% pożyczek udzielano wyłącznie firmom państwowym.  Prywatny sektor był nadal w powijakach i pozostał całkowicie pod kontrolą partii, poddany pięcioletnim planom był wyłącznie narzędziem w rękach komunistów.  To wówczas (w dekadzie od końca lat 80.) stawiały pierwsze kroki sławne dzisiaj Huawei, Alibaba i Tencent.  Chrlowscy pracownicy firm prywatnych harują dziś na trzynastą pięciolatkę (2016-21), która dyktuje na przykład ile patentów ma zostać opublikowanych rocznie na 10 tysięcy ludności.  Ich zatrudnienie w rzekomo prywatnych firmach, jest planowane centralnie i kontrolowane, aż do warunków pracy, płacy i cen produktów włącznie.

Droga jednokierunkowa

Otwarcie chrlu na rynki światowe miało wystawić komunistyczną gospodarkę na konkurencję, miało zniszczyć centralne zarządzanie, zachwiać kontrolę kompartii nad każdym przejawem życia – „kapitalistyczne wartości” miały przeniknąć do Chin.  Stało się na odwrót.  W chrlu partia, państwo i naród tworzą ideologiczną jedność, gospodarka jest tylko jednym z rozlicznych instrumentów kontroli nad ludnością i narzędziem polityki zagranicznej.  Klasyczne elementy składowe normalnej gospodarki – własność, kapitał, praca i praworządność – są w Chinach całkowicie w rękach partii, albo bezpośrednio (jako własność państwowa i usłużne sądy), albo pośrednio, poprzez koncesjonowanych prywatnych przedsiębiorców.  Chińczycy nie gęsi i swoich miliarderów mają.

11 grudnia 2001 roku, po dwudziestu paru latach starań, komunistyczne Chiny przyjęte zostały do WTO – były wówczas siódmym co do wielkości eksporterem na świecie.  Politbiuro nie uczyniło żadnych ustępstw w negocjacjach, nie otwarło chrlowskiej gospodarki, ani przez myśl nie przeszła ówczesnym liderom idea o liberalizacji.  Co gorsza, już wtedy mieli Chińczycy za sobą długą historię łamania międzynarodowych obligacji, szpiegostwa gospodarczego i kradzieży patentów, pozornego tylko dopuszczania zachodnich konkurentów do wewnętrznego rynku.  W ciągu ubiegłych 20 lat ich pewność siebie na arenie międzynarodowej bardzo się podniosła.

Jednym z podstawowych zadań WTO jest ochrona wolnego rynku poprzez uzgodnienie zasad międzynarodowego handlu, a szczególnie poprzez „eliminację niesprawiedliwego faworyzowania firm państwowych ponad lokalne firmy prywatne oraz zagranicznych konkurentów”.  Zasady WTO oznaczać miały, że chrl będzie zmuszony przestrzegać międzynarodowego prawa i stać się normalną gospodarką rynkową.  W ciągu pierwszych 7 lat od przystąpienia do WTO, chrl zwiększył czterokrotnie swą bazę produkcyjną i pięciokrotnie dolarową wartość swego eksportu; ich nadwyżka handlowa wzrosła z 25 miliardów do 300 miliardów dolarów rocznie w roku 2008.  Pomimo to, zasady handlu i prawo międzynarodowe obowiązują tylko zagranicznych kontrahentów chrlu – czerwony Pekin jest ponad takie wymagania, jest zasadą i prawem sam dla siebie.  Clinton miał rację, członkostwo WTO okazało się drogą jednokierunkową.

W 2017 roku amerykański Departament Handlu konkludował, że „Chiny nie są gospodarką rynkową”.  Nic, tylko pogratulować wnikliwości.  W normalnej, tzn. otwartej gospodarce, waluta eksportera idzie w górę, więc wymiana walutowa działa jako wentyl bezpieczeństwa w wolnym handlu.  (Nawiasem mówiąc, na tym m.in. polega skandal €uro i sztucznie niskiej wymiany dla niemieckich eksporterów.)  Koszty eksportera idą w górę, więc traci przewagę nad konkurencją i sytuacja powraca do naturalnego ekwilibrium.  Najważniejszym elementem kontroli w rękach politbiura okazał się yuan.  Obywatele chrlu nie mają prawa wymieniać ludowej waluty na prawdziwą.  Twarde waluty zachowuje partia w postaci gigantycznych rezerw walutowych, które w listopadzie bieżącego roku osiągnęły astronomiczną sumę 3,3 biliona dolarów (były w przeszłości nawet wyższe), czyli prawie tyle co rezerwy Japonii, Szwajcarii, Indii i Arabii Saudyjskiej razem wzięte.  Większość tych rezerw umieszczona jest bezpiecznie w obligacjach rządowych innych krajów (głównie Stanów Zjednoczonych), toteż w pierwszej dekadzie tego wieku, dochód z kuponu (czyli procenty) z amerykańskich papierów wartościowych był wyższy niż cały budżet wojskowy chrlu.  Innymi słowy, amerykańscy podatnicy fundowali rozwój ludowej armii Chin.  Tak już nie jest w bieżącej dobie, ale głównie dlatego, że chrlowski budżet militarny zwiększył się wielokrotnie, a stopa procentowa spadła.  W latach 2005-14 średni zysk z tych rezerw wynosił 3,68%.  Załóżmy, że w owych latach mieli zaledwie jeden bilion w rezerwach (w rzeczywistości rezerwy wzrosły od 820 miliardów do 3 bilionów 840 miliardów dolarów).  Zarabialiby wówczas średnio 36,8 miliarda dolarów rocznie samych procentów, co jest sumą zaprawdę oszałamiającą.  W istocie zarabiali więcej, z ręki do ręki od centralnych bankierów krajów rozwiniętych, prosto z centrali wrogiego imperializmu, wprost z cytadeli kapitalistów.  (Warto podkreślić raz jeszcze, że oprocentowanie spadło od tamtych lat.)

Przy wszystkich kolosalnych zmianach, jakie zaszły w Chinach w ciągu ubiegłych czterech dekad, struktura gospodarki pozostała fundamentalnie niezmieniona: państwo, jako ramię partii, dominuje wszystkie przejawy życia gospodarczego.  Formalnie posiada i operuje połową gospodarki, ale poddaje centralnemu planowaniu także tę połowę, której nie posiada.  Kompartia nie dzieli wszakże wszystkiego po równo, kontrola nigdy nie była komunistom potrzebna w celu redystrybucji dóbr.  Wskaźniki nierówności w centralnie sterowanym chrlu są znacznie gorsze niż w otwartych, choć poddanych socjaldemokratycznym zasadom, gospodarkach Zjednoczonego Królestwa czy Stanów Zjednoczonych, gdyż chrl jest skorumpowany do cna, jak każda komunistyczna jatka.  W Chinach trzeba mieć guanxi, bez chodów, bez pleców ani rusz.  I tylko guanxi pozwala na wzięcie udziału w eksportowej bonanzie.  Bez tego pozostaje się w szarej masie setek milionów robotników poddanych urawniłowce.

A jednak pozostaje wątpliwość: czy kontrola nad miliardem ludzi, którzy mają coraz lepsze perspektywy i coraz wyższe wykształcenie jest realistycznie możliwa?  Nad ludźmi, którzy mają dostęp do satelitarnej telewizji i do internetu, i mogą nawet wyjeżdżać zagranicę?  Pomaga w tym względzie system hukou, system rejestracji obywateli, który zezwala centralnym władzom na kontrolę przepływu ludności (obywatel może mieszkać tylko tam, gdzie mu nakaże państwo).  Coś w rodzaju sowieckiego systemu paszportów wewnętrznych, a niektórzy nadal utrzymują, że komunizm upadł.  W każdym wielkim mieście Zachodu spotkać było można do niedawna (przed czasami zarazy) rzesze chińskich turystów.  W rzeczywistości jednak są to tylko nieliczni zaufani, wybrani spośród 1,3 miliarda ludności, którym pozwala się na opłacenie wycieczek w renminbi i na ograniczoną ilość twardej waluty wymienionej przed wyjazdem.  Angielskie szkoły prywatne i uniwersytety pełne są chińskich studentów, są to jednak wyłącznie dzieci uprzywilejowanych obywateli, koncesjonowanych miliarderów lub partyjnych tuzów, i partia albo zezwala, albo łoży na ich studia.  Dostęp do internetu i telewizji satelitarnej jest technicznie ograniczony w chrlu, a wewnętrzna „chrlowska wersja internetu” poddana jest surowej cenzurze.  Tylko w niektórych dzielnicach wielkich miast, w których wolno osiedlać się obcokrajowcom, istnieje nieskrępowany dostęp do internetu.  Nie ma więc co liczyć na czytelników Wydawnictwa Podziemnego w Harbinie, słynnym kosmopolitycznym mieście sprzed wieku.

A jaki był wpływ chińskiego cudu gospodarczego na resztę świata?  Baza produkcyjna podupadła niemal wszędzie poza Niemcami (w istocie Niemcy są jedynym krajem rozwiniętym, który nie ma deficytu handlowego z chrlem).  Najbardziej ucierpiały kraje takie jak Meksyk, gdzie siła robocza jest tania, ale nie na skalę chrlowskich kulisów.  Ogromne firmy elektroniczne, Cisco, Lucent, Motorola, nie potrafiły konkurować z masową tanią produkcją chińską i w rezultacie Huawei stało się jednym z nielicznych producentów sprzętu do sieci 5G.  Ceny dóbr spadały nakręcane przez chiński „arbitraż siły roboczej” (chrl oferował zawsze najniższe koszty produkcji), inflacyjna polityka rządów socjalistycznych Europy i Ameryki nie powodowała inflacji (wbrew ekonomicznej ortodoksji), ale ceny nieruchomości i akcji szły w górę, powodując złudne przekonanie o bogactwie i dobrobycie.  W rezultacie, młodzi ludzie mają mniejszą szansę nabycia własnego domu niż ich rodzice, i będą musieli pracować wiele dekad, zanim staną się rentierami.  Czy taki był chiński plan?  Czy próbowali stworzyć na Zachodzie leninowską „sytuację rewolucyjną”?  Szczerze wątpię.  Ale prawo niezamierzonych skutków jest nieubłagane (w tym wypadku, bezlitosne dla Zachodu).  Zachód pragnął tanich bubli, a otrzymał deflacyjną presję, z którą nie potrafi sobie poradzić.

2020

Wewnętrzne paszporty, chody i błat, fałszowane statystyki i propaganda sukcesu, bezwzględna cenzura i obozy pracy przymusowej, masowe czystki i kult Xi, gdy politbiuro centralkomitetu kompartii pozostaje w pełnym blasku niczym nieograniczonej władzy.  Czy ktokolwiek poważnie nazywa to upadkiem komunizmu?

Na takim tle pojawiła się zaraza.  Chiński wirus, bakcyl z Wuhan, rozszedł się po całym świecie, a w rok później mieszkańcy chrlu patrzą z rozbawieniem, jak całkowicie sparaliżowane są wielkie metropolie kapitalistów.  Chrlowscy kulisi mozolą się w państwowych fabrykach, nakręcają komunistyczną biurokrację i wymyślają optymistyczne statystyki w państwowych biurach, a chińska gospodarka rośnie i rośnie – niedługo obejmie już Hong Kong i patrzy łakomie na Tajwan, ot, wzrost gospodarczy – podczas gdy kraje rozwinięte próbują się ratować przy pomocy astronomicznych długów.

Zaprzyjaźniony z naszym Podziemiem, p. Jaszczur, jest jednym z tych, którzy utrzymują, że wirus powstał w laboratorium, że został stworzony z premedytacją dla zainfekowania całego świata.  (Np. tu.)  Niestety nie ma żadnych na to dowodów.  Specjaliści zajmujący się genetyką wirusów, wykazali, że Sars-CoV-2 (wirus powodujący dzisiejszą pandemię) jest w 96% identyczny z wirusem od lat istniejącym wśród nietoperzy.  Wirusy ulegają ewolucji, dzięki drobnym mutacjom przeskoczyć mogą z jednego gatunku do innego.  Proces jest naturalny i nie ma w nim nic nienormalnego.  Podobnie jak w genomie Covid-19 nie ma żadnych cech sztucznych, które wskazywałyby na manipulację w laboratorium.  Badania opublikowane przez dr Li-Meng Yan, wskazują na szczególne cechy wirusa, które mają rzekomo być dowodem na laboratoryjne pochodzenie Covid.  Niestety te same cechy występują w innych wirusach, a „specyficzne cechy” należą do tych 4% i na wytworzeniu ich polega każda mutacja i naturalna ewolucja.  Gdzie Jaszczur i konspiracjoniści mają rację, to że chrl odmówił niezależnych dochodzeń, co do źródeł epidemii, co rzuca nieuchronnie cień podejrzeń.  A jednak z chęci ukrycia zwykłej bolszewickiej niekompetencji nie może wynikać niezwykle kompetentny program wyhodowania wirusa, który spowodował światową pandemię.  Komuniści są zawsze przeciwni wszelkim niezależnym dochodzeniom, bo diabli wiedzą, co tacy detektywi zechcą odkryć.

Debatowanie tego wydaje mi się horrendalną stratą czasu, zwłaszcza, że żaden z nas nie jest wirusologiem.  W takiej sytuacji mądrzej jest zastosować brzytwę Ockhama i, w oczekiwaniu na lepsze dane, przyjąć, że 1) komuniści z pewnością są gotowi do wojny biologicznej, ale 2) w tym wypadku jej nie wywołali, choć przyczynili się do proliferacji wirusa oraz 3) za to doskonale wykorzystują jej konsekwencje.  Utrzymywanie, że „to jest chińska robota”, sprowadza nas do poziomu ludzi, którzy gotowi są przyjąć każdą spiskową teorię, a z takimi doprawdy trudno rozmawiać.

Xi wyciągnął kolosalne zyski z pandemii.  Najpierw pozwolił jej wydostać się na cały świat, po czym zdławił ją z typową brutalnością w domu.  Zarażonych wywożono w nieznanym kierunku i nikt ich więcej nie widział.  Po kremacji takiej ilości zwłok, że chmura dwutlenku siarki i tlenków azotu widzialna była z kosmosu, wszystko jest w porządku w tym najlepszym z chrlów.  W komunistycznych Chinach nikt nie ośmiela się pytać o los zarażonych.  Ich track & trace system jest w istocie systemem inwigilacji ludności, jest kolejnym pretekstem do tropienia każdego ruchu, śledzenia każdego spotkania, toteż stał się prędko narzędziem zniszczenia ostatnich, śladowych resztek działalności dysydenckiej.

Szczepionka jest być może najdziwniejszym elementem sytuacji w chrlu.  Wedle wszelkich danych, chrlowcy mają dwie szczepionki od dawna, z firm Sinopharm i Sinovac.  To drugie przedsiębiorstwo rozpoczęło trzecią faz prób już w lipcu, ale do dziś ich szczepionka pozostaje nie zaakceptowana przez dyspozycyjne autorytety chińskie.  Nie muszę dodawać, że niewiele ścisłych danych wydostało się z chrlu na temat obu szczepionek, a pomimo to, miliony Chińczyków otrzymało szczepionkę, i dalej patrzą z rozbawieniem, ze swego odpornego na zarazę luksusu, na resztę świata.  Milczenie chrlowskiej wierchuszki w sprawie szczepionki, jest znaczące.  Xi, jak wszyscy komuniści, lubi wysławiać wielkie osiągnięcia ludowych Chin, a w tym wypadku pozwala na ciche szczepienia i nie mówi ani słowa.  Oczywiście można to interpretować różnie; np. że szczepionka była gotowa od lat razem z wyhodowanym w laboratorium wirusem, a opóźniają jej ogłoszenie, ponieważ boją się wykrycia pochodzenia wirusa.  Nie można tego wykluczyć, ale można także argumentować, że nie znają nadal ubocznych skutków obu szczepionek i pozwalają na masowe szczepienia tylko na własną odpowiedzialność pacjentów.  W obu wypadkach, możemy tylko spekulować.

Tymczasem, zachęcony słabością Zachodu, Xi wystąpił z nowym planem konfrontacji.  Jak to wśród maoistów, musiał wynaleźć hasło: podwójny obieg.  (Wielki skok naprzód brzmiał bardziej pociągająco, ale nie można mieć wszystkiego.)  Nie ma to wszakże oznaczać proliferacji wydawnictw podziemnych i drugiego obiegu.  Intencją tej drętwej mowy jest koncepcja, że Chiny operować będą dwa, odmienne, choć ściśle ze sobą złączone systemy ekonomiczne.  Pierwszym jest nacjonalistyczna – w każdym sensie tego słowa – gospodarka oparta na klasycznie maoistowskim pojęciu zili gengsheng czyli samowystarczalności.  Dla Mao była to żelazna miska ryżu, dla Xi jest to wezwanie do zmniejszenia importu, do zaspokajania potrzeb miliardowej ludności przy pomocy własnej produkcji.

Drugim, równoległym systemem ma być technologicznie zaawansowana gospodarka nastawiona na eksport i na projekcję chińskiej potęgi na cały świat.  Projekcja siły ma aspekt polityczny, kulturowy, gospodarczy, ale nade wszystko – militarny.  Gdy zadłużone po uszy kraje Europy i Ameryki zmuszone będą zmniejszyć wydatki na badania i rozwój naukowy i techniczny, chrl je podwoi.  Pandemia już pomogła im rozwinąć technologię dronów do dostarczania towarów konsumpcyjnych.  Zdwojono wysiłki w badaniach nad sztuczną inteligencją, co należy czytać jako potrojenie wysiłków w pracy nad kradzieżą osiągnięć innych krajów w tej dziedzinie.

Jesienią tego roku uroczyście obchodzono w chrlu rocznicę wybuchu wojny koreańskiej.  Komunistyczne Chiny widzieć chcą w agresji na wolną Koreę chwalebny przykład wojny wyzwoleńczej, wojny skierowanej przeciw amerykańskiemu imperializmowi.  Agresja Mao jest wzorem dla dzisiejszego chrlu, a mimo to, niektórzy uważają, że komunizm upadł.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2020/12/22/niektorzy-nazywaja-to-upadkiem-komunizmu-czesc-xi/
Kategorie: Michał Bąkowski, Niektórzy nazywają to „upadkiem komunizmu”
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2020/12/22/niektorzy-nazywaja-to-upadkiem-komunizmu-czesc-xi/