Zamknij
Michał Bąkowski

Putin i Erdogan czyli języczek u geopolitycznej wagi

31 lipca 2019 |Michał Bąkowski, Polemiki i wątki, Świat na haku i pod kluczem
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2019/07/31/putin-i-erdogan-czyli-jezyczek-u-geopolitycznej-wagi/

By wyjaśnić przyczyny wojen perskich, Herodot musiał się cofnąć do porwania Io, do wojny trojańskiej, do historii Krezusa i Cyrusa.  Założycielskie mity Hellady wiążą się w dużej części z ziemiami, zwanymi przez Greków Azją Mniejszą.  Były to żyzne i bogate krainy, o które walczyły imperia.  Lidia, Paflagonia, Kapadocja, Galacja, były niegdyś potężnymi państwami, ale prędzej czy później padały ofiarami wielkich imperiów ze Wschodu – Asyrii, Babilonii, Persji – a później z Zachodu, Greków i Rzymian.  Nawet Wschodnie Imperium rzymskie, ze stolicą w Konstantynopolu, nie panowało niepodzielnie nad tymi ziemiami.  Azja była ciągle miejscem wojen, najazdów i wielkich bitew, starć, długich marszów i potyczek.  Po upadku Bizancjum, Otomańska Porta rozciągnęła kontrolę nie tylko nad Azją Mniejszą, ale nad ogromnymi połaciami Europy, Azji i Afryki, aż do czasu klęski wiedeńskiej, odkąd zapadający się w sobie sułtanat liczyć się musiał nie tylko z Rzeczpospolitą Obojga Narodów, ale także z rosnącym w siłę państwem Romanowych.

Geopolityczne znaczenie tych ziem jest oczywiste.  Są one łącznikiem między Europą i Azją, ale także między Azją i Afryką.  Tamtędy biegnie droga na Kaukaz i do bogactw Morza Kaspijskiego, tamtędy także wiedzie droga do Zatoki Perskiej, do Lewantu i nawet do Indii i Chin.  Dystans między Istambułem i Wiedniem jest mniej więcej taki sam, jak między Wiedniem i Londynem.  Ale najważniejsze strategicznie są one dla ziem ruskich.  W swej ekspansji na Południe, carowie moskiewscy zupełnie otwarcie stawiali sobie cel opanowania Bosforu.  Bosfor jest jedną z trzech bram Morza Śródziemnego (wliczając w to Suez), ale dla ziem ruskich jest jedyną drogą morską na południe.  Rzecz jasna, Rosja już nie istnieje, podobnie jak nie istnieją potężne niegdyś królestwa Bitynii, Pontu czy Frygii.  Na miejscu tych ostatnich jest sekularna Turcja pod władzą autokratycznego Erdogana, a na miejscu Rosji stoi od wieku złowróżbna potęga sowiecka.  Część interesów każdego państwa jest po prostu funkcją jego geografii, nic więc dziwnego, że sowieccy przywódcy od lat pragnęli mieć więcej kontroli nad Turcją.  I dokładnie z tego samego powodu, Turcja była przez dziesięciolecia jednym z najważniejszych członków NATO.

Co się stało?

Już od samego początku wojny domowej w Syrii, Turcja nie mogła być obojętna na wydarzenia za południową granicą.  Erdogan mniej był zainteresowany obaleniem Assada, niż pomocą dla turkmeńskich ziomków (zamieszkujących pogranicze Syrii) oraz zgnieceniem dwóch rosnących sił antyreżymowych: ISIS i Kurdów.  Tzw. kalifat był o wiele zbyt radykalny dla jego gatunku islamizmu (bliskiego raczej Bractwu Muzułmańskiemu niż saudyjskiemu wahhabizmowi), natomiast Kurdów chce turecki prezydent zwalczać zawsze i wszędzie, są oni dla niego czymś jak Żydzi dla polskiego antysemity.  Obama odmówił zaangażowania w Syrii w jakiejkolwiek formie, co doprowadziło do ochłodzenia stosunków Turcji z Ameryką.  Jednocześnie jednak, stosunki z Moskwą pozostały chłodne ze względu na jednoznaczne i otwarte poparcie Putina dla Assada.  Sytuacja zmieniła się w listopadzie 2015 roku.

W połowie listopada odbyła się w Turcji konferencja G20 i rozmowy między Putinem i Erdoganem otworzyły obiecujące perspektywy porozumienia.  Ale 25 listopada sowiecki myśliwiec Su-24M został zestrzelony przez tureckie myśliwce F-16 i rozpoczęła się, częsta w takich wypadkach, wymiana gwałtownych oskarżeń z obu stron.  Odpowiedź Putina miała jednak także wymiar gospodarczy.  Nie, nie nałożył sankcji, w których tak celują demokracje.  Wezwał do bojkotu tureckich produktów i tureckich plaż jako celu wypraw turystycznych Rosjan.  W ten sposób, w krótkim czasie zrujnował tureckich producentów pomidorów i wywołał protesty przeciw Erdoganowi.  Kryzys kosztować miał Turcję prawie 10 miliardów dolarów, a na Europę, jako rynek zbytu lub źródło turystów, nie było co liczyć, toteż Erdogan prędko porzucił buńczuczną retorykę i przeprosił się z Putinem w lecie 2016.

Erdogan jest stale krytykowany na liberalnym Zachodzie za swoje autorytarne i jednoznacznie nacjonalistyczne rządy, gdy w Putinie znalazł bratnią duszę, jak on, ofiarę zachodnich machinacji.  W lipcu tegoż roku, miała miejsce nieudana próba przewrotu w Ankarze i Istambule, próba dziwnie podobna do sierpniowego puczu w Moskwie w 1991.  Do dziś istnieją dwie uporczywe pogłoski, że autorem puczu była albo CIA, albo sam Erdogan.  Efektem były wzmożone represje w Turcji i zwiększone napięcie między Erdoganem a jego sojusznikami z NATO.  Gdy Amerykanie odmawiają nadal ekstradycji tureckich dysydentów, kagebiści usłużnie pomagają zbierać dowody przeciw nim.

A jednak turecko-sowieckie „kochajmy się!” nie poszło zupełnie gładko.  W grudniu tegoż roku, zamordowany został w Ankarze ambasador Karłow.  Zabójca wykrzykiwał slogany dżihadu i głosił zemstę za masakrę w Aleppo, zanim został zastrzelony.  Jego akt wskazywał na rosnący opór wobec zbliżenia z Moskwą ze strony tradycyjnych zwolenników Erdogana.  Ale, jak to mówi Tadeusz w Drodze donikąd, „jeżeli im to nie będzie w tej chwili potrzebne, to żebyś strzelił sto razy, schowają to w kieszeń”.  Toteż Putin schował w kieszeń prowokację, bo akurat w tej chwili potrzebne mu było zbliżenie z Turcją.  W tym samym bowiem czasie pod jego egidą odbywały się rozmowy w Astanie na temat pokoju w Syrii.  Putin osiągnął wszystkie taktyczne cele w Syrii – bazy morskie i lotnicze, wraz z utrzymaniem Assada u władzy – a na dodatek był teraz w bliskich stosunkach z Turcją, która początkowo była po drugiej stronie barykady w Syrii i pozostawała nadal ważnym członkiem NATO.  Wobec tak wielkich sukcesów, zniósł bojkot tureckich produktów i przywrócił bezwizowy ruch między obydwoma krajami, zamknął rozgłośnię w języku kurdyjskim i uzgodnił z Erdoganem politykę wobec Wenezueli, by zacieśnić przyjazne stosunki między obydwoma krajami.

Wszystko to jednak drobiazgi, a może wręcz preludium do decyzji zasadniczej: oto Erdogan ogłosił, że zamierza zakupić sowiecki system obrony rakietowej S-400.  Zważywszy, że głównym celem tego systemu jest zestrzelenie samolotów i rakiet NATO, Pentagon zawiesił sprzedaż samolotów F-35 do Turcji, a Biały Dom próbował wywrzeć presję na Turcję, żeby odwołano transakcję z Moskwą.  Pomimo presji amerykańskiej, przed paru tygodniami dostarczono Ankarze pierwsze elementy S-400, na co Trump, z typową dezynwolturą, ogłosił, że nic mu nie przeszkadza sowiecki system w rękach Turków i że to wszystko wina Obamy.  Jednak głównym problemem strategów z NATO nie jest niekompatybilność sowieckich rakiet z ich własnymi systemami, ale bardziej zasadnicza trudność, że system musi potrafić skutecznie odróżnić przyjacielskie samoloty i rakiety od wrogich, a więc tajne sygnały rozpoznawcze musiałyby być włączone do systemów operacyjnych S-400.

Turcy argumentują, nie bez słuszności, że sowiecki system jest bardziej zaawansowany od zachodnich systemów obronnych i nieporównywalnie skuteczniejszy od amerykańskich rakiet typu Patriot.  S-400 używa czterech różnych typów rakiet, może zidentyfikować i zestrzelić każdy zachodni samolot – włącznie z tymi, które używają technologii „stealth” – a także rakiety typu „cruise” i tzw. bomby kierowane.  Sowieci utrzymują, że S-400 jest w stanie przechwycić również rakiety balistyczne, ale zachodni eksperci podają to w wątpliwość.  Turcy natomiast twierdzą, że są w stanie utrzymać w tajemnicy integralność systemów rozpoznawczych NATO, ale znowu zachodni eksperci są innego zdania.  Prawdopodobnie setki sowieckich doradców będą pracować wewnątrz tureckich baz lotniczych i wojskowych nad instalacją, rozmieszczeniem i wdrożeniem S-400, więc okazji do zdobycia sekretów będzie co nie miara.

W odwecie, Amerykanie skasowali tureckie zamówienie na 100 samolotów F-35 (dotąd tylko zawieszone).  Cztery już zakupione samoloty nie zostaną posłane do Turcji.  Tureckie firmy zostały skreślone z listy dostawców części do F-35, co pogrąży tylko turecką gospodarkę w jeszcze głębszą recesję i, najprawdopodobniej, pchnie Erdogana mocniej w objęcia Putina.  Turecki prezydent błaga chrl o inwestycje, a niedawno posunął się nawet do obrony chińskiego reżymu w obliczu zachodniej krytyki.  W Turcji mieszka 30 tysięcy ujgurskich emigrantów z Chin, ale państwowe media tureckie przestały ich ostatnio popierać, a nawet posunęły się do wyzwisk po adresem emigrantów, którzy okazują się teraz być „służalcami CIA”.

Reakcja NATO, a bardziej konkretnie, reakcja Trumpa, wydaje mi się w miarę słuszna strategicznie: nie zaogniać sporu, nie nakładać ogromnych – a do tego przewidzianych prawnie! – sankcji na Turcję, a w zamian ograniczyć się do ochrony interesów NATO w tej trudnej sytuacji, w nadziei, że prędzej raczej niż później przyjdzie opamiętanie.

Trudniejsza do zrozumienia jest postawa Erdogana.  Nie może on mieć żadnych wątpliwości, jak niebezpieczną prowadzi grę, ale być może wydaje mu się, że jest zbyt ważnym członkiem Paktu Atlantyckiego, by Amerykanie pozwolili mu odejść, może próbuje ich zmusić do większej pomocy gospodarczej i powściągnięcia krytyki jego posunięć.  Jeżeli tak jest w istocie, to się przeliczy.  Rzecz tylko w tym, że kiedy się opamięta, to może być już za późno.  A geostrategiczne znaczenie Turcji nie da się przecenić.

Czy nie było już kiedyś podobnej sytuacji?  Czy nie było gdzieś autokratycznego przywódcy państwa, który, widząc się opuszczonym przez zachodnich sojuszników, zawarł pakt nieagresji ze Stalinem?  Józef Piłsudski, podobnie jak Recep Erdogan, prowadził trudną grę, którą Polska przegrała z kretesem.  Podobnie jak Piłsudski, Erdogan czuje się porzucony przez Zachód i szuka wyjścia z trudnej sytuacji, ale droga, którą wybrał, prowadzi donikąd.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2019/07/31/putin-i-erdogan-czyli-jezyczek-u-geopolitycznej-wagi/
Kategorie: Michał Bąkowski, Polemiki i wątki, Świat na haku i pod kluczem
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2019/07/31/putin-i-erdogan-czyli-jezyczek-u-geopolitycznej-wagi/