Zamknij
Michał Bąkowski

A jeden poleciał nad gniazdo kukułki… (część III)

17 lutego 2019 |Debaty, Lot nad kukułczym gniazdem, Michał Bąkowski, Noś długie włosy
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2019/02/17/a-jeden-polecial-nad-gniazdo-kukulki-czesc-iii/

„System”

Z czym właściwie walczą McMurphy i Wódz?  Co reprezentuje siostra Ratched?  W komentarzach, Forman mówił o „systemie”, który tłamsi i niszczy człowieka.  Interesujących wskazówek w tym względzie udziela pierwsza rozmowa McMurphy’ego z doktorem Spivey.  Doktor czyta w aktach, że przesłano mu więźnia do szpitala psychiatrycznego, gdyż „jest zadziorny, mówi bez pozwolenia, unika pracy i jest leniwy”.  „I żuje gumę w klasie?” dorzuca Mack sardonicznie.  McMurphy widzi to prościej: czepiają się go, bo „bije się i pieprzy za dużo” (I fight & fuck too much).  W więzieniu mówili mu, że jest szaleńcem, ponieważ „odmawiał siedzieć jak jarzyna, ale jeżeli to ma być obłęd, to ja rzeczywiście jestem pomylony”.

W takim świetle, „system” wygląda na jakikolwiek przejaw porządku, a spór między Mackiem i Miss Ratched byłby wówczas odwiecznym sporem między Karnawałem i Postem, między strukturą i nieładem, między Dylem Sowizdrzałem i Wielkim Inkwizytorem.  Czupurny i zawadiacki Dyl McMurphy musi być zniszczony przez potwornego Inkwizytora Ratched.  Jest wobec tego jasne, dlaczego Forman widział amerykański szpital psychiatryczny jako metaforę życia pod komunizmem: ponieważ sam postrzegał komunizm jako zaledwie jedno z rozlicznych wcieleń złowrogich sił porządku.

Dodajmy, nie on jeden.  XX-wieczna literatura w ogóle, a amerykańska zwłaszcza, pełna jest przykładów „samotnej walki z systemem”.  Zatrzymam się nad jednym z nich, który był już poruszany w związku z dyskusją nad filmami Formana [1]: Stąd do wieczności Jamesa Jonesa.  Bohaterowie tej wielkiej powieści, szeregowy Prewitt i sierżant Warden, Maggio i Stark, także polecieli nad gniazdo kukułki.  Zajmują się głównie piciem na umór, bijatyką i seksem, ale oprócz tego, są świetnymi żołnierzami (z wyjątkiem Maggio) i kochają armię ponad życie.  Są świadomi, że dyscyplina jest konieczna w wojsku, a mimo to wierzgają przeciw temu, co postrzegają jako „system”, nadając mu (w wypadku Wardena) aspekt klasowy: sierżant nienawidzi wszystkich oficerów z zaciętą wrogością wobec każdej manifestacji „przywilejów”.  Pod wieloma względami, Stąd do wieczności dostarcza bardziej interesującego wglądu w problem niż Lot, gdyż zadziorny Mack operuje całkowicie „poza systemem”, a Prew i Warden walczą z nim, w zasadzie go akceptując.  Powieść Jonesa jest epopeją szeregowego żołnierza w czasach pokoju; szeregowca, który marzy o pełnym brzuchu, zaspokojeniu żądz, o chlebie i igrzyskach, o pijaństwie i kobietach, bijatykach i walce, o honorze i woli – i o wolności w tłumie.  Prew jest trębaczem (który odmawia grania na trąbce) i poetą, bokserem (który odmawia walki w ringu) i nożownikiem, a „tłoczna samotność koszar” jest jego jedynym domem.

Nie obchodzą nas pojedynczy żołnierze, nas interesuje tylko armia.

Słowa szefa wojskowego karceru na Hawajach, mogłyby być mottem książki Jamesa i mottem siostry Ratched.  Nie obchodzi nas jednostka, interesuje nas wyłącznie całość.  Jeżeli dobro całości domaga się izolacji Prewitta i Macka, to tak musi być.  Obie powieści mają status ikon dla amerykańskiej lewicy, bo przedstawiają Amerykę jako totalitarny twór.  Tylko że rzeczywiście nie można zbudować wojska, które nie przekłada całości ponad jednostkę.  Oddział jest ważniejszy niż szeregowiec w tym oddziale, a jakie znaczenie może mieć szeregowiec w pułku, w dywizji czy w całej armii?  Prew, a tym bardziej Warden, rozumieją to, bo kochają wojsko.  Maggio nie może tego pojąć, bo nienawidzi armii całą duszą.  (Nawiasem, gdyby w tak potwornie brutalny sposób obchodzono się z żołnierzami w carskiej Rosji, jak to się robiło w demokratycznej Ameryce w roku 1941, to słyszelibyśmy litanię narzekań na nieludzki reżym, na carskich katów i na więzienie narodów, tylko że nikt w rzeczywistości nie mógł tak traktować poddanych Imperatorów.)  Prew zastanawia się, kogo może winić za swoje przejścia i przypomina mu się przestroga kurwy z burdelu, że wszystkiemu winien jest system.

Ale system nie jest niczym specyficznym, tylko czymś w rodzaju akumulacji wszystkich, a nie można przecież winić wszystkich, jeśli nie chcesz, żeby wina rozcieńczyła się w pojęcie bez znaczenia, w nic.  Poza tym, system w tym kraju był najlepszy, jaki świat wyprodukował, czyż nie?

System jako „akumulacja wszystkich” jest wart uwagi.

Kiedy Prew dobrowolnie bierze na siebie kary fizyczne, to jest z siebie dumny.  Wytrzymując ból, udowodnił, że jest mężczyzną.  Dobrowolne wzięcie na siebie cierpienia jest wielką cnotą chrześcijańską, ale podobnie jak w przypadku Macka, Prew robi coś przeciwnego poświęceniu; robi to dla chwały, dla pokazania, że jest twardy, a więc dla Ego.  Chce bronić słabszych w każdej sytuacji, ale zdaje sobie sprawę, że jego postawa oznacza sprzeczność: w Ameryce jest komunistą, a w sowietach byłby antykomunistą.  To dość zwiewna postawa, filozofia kameleona.  Chciał bronić Żydów w Niemczech i walczyć z Żydami na Wall Street i w Hollywood, ale nigdy i nigdzie nie mógł być „na górze”.  Jego mentor, Malloy, jest komunistą.  Oczywiście podkreśla, że nim nie jest, że komuniści ukradli wszystko od Wobblies, skrajnego ruchu związkowego w Ameryce z wczesnych lat XX wieku.  Jako anarcho-syndykalista przeciwny bolszewii, Malloy poparłby zapewne powstanie w Kronsztadzie, stłumione przez Trockiego, a potem samego Trockiego – taki to był z niego „anty”-komunista.

Indywidualizm bohaterów Jonesa, to indywidualizm zwierzęcy; indywidualizm podążania za każdą zachcianką albo, jak się podobno mówi w dzisiejszej Polsce: róbta, co chceta.  Prawdziwy, pluralistyczny indywidualizm, opiera się na przekonaniu, że nie ma innej rzeczywistości oprócz jednostkowych bytów, że godność jednostki płynie z jej wertykalnej relacji z Bogiem, z jej jedynej, niepowtarzalnej, osobowej duszy.  Każdy system ogranicza wolność, bo tworzy taki stan zewnętrzny, w którym człowiek nie może działać w sposób wolny, przestaje być podmiotem działań, a staje się częścią systemu.  Rozumowanie wedle schematu część-całość, jest nie do przyjęcia, gdy chodzi o człowieka.  Człowiek nie jest i nie może być częścią żadnej całości – społeczeństwa, klasy, narodu, grupy – bo sam jest jedyną całością.  Każdy system opiera się na założeniu, że całość jest ważniejsza, musi więc w konsekwencji zwalczać wszelką próbę działania poza ustalonymi normami.  Narzuca schematy zachowań, nie szanuje niepowtarzalnej odrębności osoby ludzkiej.  Musi tak czynić, by „chronić” całość, którą reprezentuje.  W rezultacie do łagrów, kacetów i do lobotomii idą najlepsi, a najgorsi szybko poznają mechanizmy systemu i wykorzystują je.

Być może bohaterowie Lotu nad kukułczym gniazdem i Stąd do wieczności są dobrą ilustracją aforyzmu Gomeza, że „nędza duchowa jest ceną przemysłowego dobrobytu”:

Społeczeństwo przemysłowe, aby uzdrowić pacjenta, który zachorował w XIX wieku, musiało ogłupić go w XX.

Kryształowy Pałac

Oderwijmy się zatem od tej duchowej nędzy.  Kombinat Keseya, Armia u Jonesa, terapia siostry Ratched, wszystko to są odpowiedniki tego, co Fiodor Dostojewski nazywał Kryształowym Pałacem.  Jeden z bohaterów Dostojewskiego, ten który też poleciał nad gniazdo kukułki i pozostawił swe zapiski pod podłogą, przedstawiał to mniej więcej tak:

Wierzący w postęp racjonaliści są przekonani, że złe zwyczaje znikną, gdy zdrowy rozsądek i nauka przekształcą ludzką naturę i każdy zrozumie jasno swój własny interes.  Nauka udowodni, że człowiek nie ma woli ani pożądań, i nigdy ich nie miał.  Jest w istocie nie więcej niż klawiszem w klawiaturze.  Cokolwiek robi, czyni z natury, a nie z wyboru.  Kiedy prawa rządzące ludzką naturą będą znane, będzie można wyliczyć precyzyjnie, kto, co, i kiedy zrobi (dzisiaj powiedzielibyśmy, że ludzkie postępowanie da się skwantyfikować i ująć w algorytm).  Nowa ekonomia rozwiąże wszystkie problemy i zbuduje Kryształowy Pałac.  Wszystko będzie układało się absolutnie idealnie, będzie wykalkulowane z tak zupełną precyzją, że doskonała nuda opanuje ludzkość, aż ktoś – z głupoty i niewdzięczności, rzecz jasna, bo jakże inaczej? – zbuntuje się.  Wzniesie okrzyk: zburzmy Kryształowy Pałac, bo nie jest wcale pałacem, tylko ludzkim mrowiskiem.  Wyrzućmy algorytmy i logarytmy, porzućmy suwmiarki i komputery, i powróćmy do woli!  Róbmy wszystko tylko dla zachcianki, z niczym nieskrępowanego, wolnego wyboru, bo taka jest esencja człowieczeństwa.  A jeśli nauka znajdzie formułę dla zachcianki, to człowiek przestanie być człowiekiem.  Jeśli nie ma wolności, to wszystko wiadomo, wszystko da się wyrozumować i wyliczyć.  Problem w tym, że rozumowanie satysfakcjonuje tylko rozum, gdy wola jest manifestacją całości ludzkiej egzystencji, z rozumem włącznie.  Żyć, to znaczy wykorzystać wszelkie dane mi władze; pożądanie, wbrew osądowi rozumu, jest ekspresją indywidualnej osobowości, bo potwierdza absolutność wolności.  Paradoks polega na tym, że im lepiej się komu powodzi, tym mniej jest racjonalny.  Jeśli udowodnić mu czarno na białym, że jest tylko klawiszem w klawiaturze, to z czystej niewdzięczności zrobi coś tak głupiego, jak na przykład urządzenie pożegnalnego przyjęcia w domu wariatów, by dowieść, że nim nie jest.  Z jakiejś perspektywy, jedynym celem człowieka na Ziemi, jest przeprowadzenie dowodu, że nie jest klawiszem.  Wolna wola jest niemożliwa, jeśli jest tylko kwestią formuły „2×2=4”, ponieważ dwa razy dwa jest cztery i bez udziału mojej woli.

„2×2” jest jak pajac, który staje na naszej ścieżce, rozkłada ręce, żeby nas zatrzymać, po czym pluje nam w gębę.  „2×2=4” jest znakomitą formułką, ale „2×2=5” jest czasami o wiele lepsze, bo jest czarujące, bo pociąga, bo musuje setkami możliwości.  Ludzie wbrew wszystkiemu lubią cierpieć, natomiast w Kryształowym Pałacu nie może być cierpienia; cierpienie bowiem, jest negacją i zwątpieniem, gdy Kryształowy Pałac jest manifestacją wiary w potęgę „2×2=4”.  Cierpienie jest przyczyną świadomości, a świadomość jest lepsza niż „2×2”.  Dzięki świadomości można się samemu męczyć i katować, a „2×2” to koniec wszystkiego.

Dostojewski (i jego oszalały podziemny człowiek) dostrzegł wszystkie niebezpieczeństwa wyniesienia wolności ponad jakąkolwiek wartość, ale także zgubę, jaką niesie wiara w postęp i naukę.  Przewidział wszystkie możliwe redukcjonizmy: raj racjonalnej pseudo-nauki obiecanej przez Freuda, w której wszystko da się wyjaśnić, przez sprowadzenie wolnej jaźni do kłębka pożądań, a pożądań do reakcji chemicznych; raj współczesnego nam szaleństwa algorytmów i robotów; Raj Krat komunistycznej gospodarki czyli Kryształowy Pałac, jako odpowiedź na wszelkie trudności ekonomiczne; współczesny neo-darwinizm, w którym wolność jest tylko ewolucyjnie wytworzonym zapisem deterministycznych praw rządzących światem.  Mamy u Dostojewskiego kliniczny opis drogi bolszewizmu – wykucie nowego człowieka, poprzez destrukcję wolnych pożądań.  Mamy wreszcie też diagnozę nudy, jako zguby społeczeństwa przyszłości – choć lepiej byłoby powiedzieć „teraźniejszości”, bo to jest nasze „tu i teraz”, w takim właśnie świecie żyjemy.

W swej proroczej wizji Dostojewski zawarł całą bolszewicką Metodę: najpierw rozpasać żądze, potem odebrać każdemu z osobna samą możność pożądania czegokolwiek, przedstawić następnie Kryształowy Pałac jako jedyny cel, a uświadomioną konieczność rzucić jako opium dla myślących.  Aha, jeszcze pozbyć się tych, którzy nie uznają „2×2”.  Przecież trzeba stłuc jajka, żeby zrobić omlet, nie?  I wreszcie na końcu mamy mrowisko.  Albo kombinat Wodza, gdzie każdy zasypia w szufladzie dokładnie wskazanej.  Albo system Prewitta jako „akumulacja wszystkich”, a więc pomnożenie autorytetu władzy przez społeczny nacisk otoczenia.

Klasyczną odpowiedzią na taki totalitarny ideał jest – wolność.  Jones, Kesey czy Forman nie różnią się nawet na jotę od Majakowskiego w Pluskwie.  Nie ma miejsca dla ludzkiej pluskwy w idealnym społeczeństwie, a bez nieprzewidywalności wyboru nie ma człowieczeństwa.  Zatem bunt jest koniecznością.  Warden i McMurphy wołają, że dwa razy dwa jest pięć, że w 2×2 tkwi już „zalążek opresji” (co nb. Karoń wyśmiewa z typową dla siebie elokwencją).  Czyżby zatem mieli rację Majakowski i James Jones, Kesey i Forman?  Czy najgorszym wrogiem ludzkości jest wszechogarniający system?  Każdy system ogranicza wolność.  System tworzy taki stan zewnętrzny, w którym człowiek nie może działać w sposób wolny, przestaje być podmiotem działań, a staje się częścią całości.  A zatem McMurphy i Prewitt są jedyną nadzieją ludzkości, bo ci, którzy mają (wrodzoną? wykształconą?) wewnętrzną dyspozycję do wolności walczą o zewnętrzny stan, w którym dopiero inni, słabsi, będą mogli realizować swoją wolność, czy tak?

„Przynajmniej próbowałem,” mówi Mack po nieudanej próbie podniesienia marmurowego bloku.  Ale jego próba uwalnia Wodza, jest źródłem nadziei dla pozostałych na oddziale chorych.  Trzeba chociaż próbować, jak McMurphy.  Trzeba próbować, bo bez tego system nas pochłonie.  System to tyle, co całość stosunków społecznych, więc jest prawdopodobnie obojętne, czy jest to sformalizowany układ – totalitarne państwo, hierarchia wojskowa, szpital psychiatryczny – czy kompletna anarchia, jednostka zawsze musi walczyć.

Wydaje mi się, że „przesłanie” Lotu nad kukułczym gniazdem w filmowej wersji Formana jest mniej więcej takie, że walczyć z systemem trzeba w imię każdego pojedynczego człowieka – trzeba próbować.  Jeśli się nie spróbuje, to będzie się jego częścią, trybem w maszynie.  Systemy niedoskonałe – jak komunizm na przykład – wymagają aktywnego współdziałania ludzi.  Groźny dla takiego systemu jest już bierny opór, odmowa uczestnictwa.  W systemach doskonalszych – takich jak w Locie – wymagana jest właśnie bierność, całkowite poddanie się.  Poddanie regulaminom, porządkom, hierarchiom.  Tego rodzaju systemy są groźniejsze przez swe wyrafinowanie, choć bez wątpienia tortury są gorsze niż brak tortur.  Łączy obie odmiany zakłamanie: deklarowanym motywem jest dobro ludzi; obojętne, czy tym dobrem ma być wytresowanie idealnego żołnierza, czy też wyleczenie chorych nerwowo, dojście do idealnego komunizmu, czy stworzenie potężnego państwa.

Czyżby więc rację mieli Prew i Mack?

Może coś jednak jest w tym buncie przeciw 2×2=4?  W rewolcie przeciw siłom porządku?  W kwestionowaniu konwenansów?  W każdym épater les bourgeois?  W każdym drażnieniu głupoty?  Może Dyl Sowizdrzał ma zawsze rację, a Tomás de Torquemada – nigdy?

W sercu powieści Jonesa leży medytacja Prew w „dołku” (Black Hole).  Doświadcza oderwania duszy od ciała, patrzy na siebie samego z zewnątrz i w jasnej, przejrzystej, spokojnej wizji „rozumie wszystko”.  Niektóre elementy tej wizji są niedorzeczne, ale mniejsza o klasowe zboczenie Jonesa.  Prew dociera do zrozumienia, że każdy dostaje to, czego pragnie w tajnikach swej duszy.  Ludzie zabijają, to co kochają, i nie sposób dotrzeć do tego, co kochamy; im bardziej kochamy, tym trudniej o porozumienie.  Prew sformułował na swój żołnierski użytek naczelne przesłanie XX-wiecznej sztuki o niemożności porozumienia między ludźmi.  Ale błąd ludzkości, błąd literatury, mój błąd, podobnie jak pomyłka Prew i Jonesa, biorą się z polegania na sobie samym.

Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odstępuje serce jego.  Bo będzie jako wrzos na puszczy, a nie ujrzy, gdy przyjdzie dobre: ale będzie mieszkał w suchości na puszczy, w ziemi słonej i bezludnej.  Błogosławiony mąż, który ufa w Panu, i będzie Pan nadzieją jego.  I będzie jako drzewo nad wodami, które ku wilgotności rozpuszcza korzenie swoje: a nie będzie się bało, gdy przyjdzie gorąco, i zachowa liście jego zielone, a czasu suchości nie będzie się frasować i nigdy nie przestanie czynić owocu.

Filozof Prewitt miałby rację, gdyby nie było Boga; jeżeli na sobie samych mamy polegać, to nie ma szansy na porozumienie, ale pokładajmy ufność w Panu i w jego Przykazaniach, a wszystko się ułoży w zgodzie z jego planem dla nas.

Pojęcie Bożego Ładu wprowadza dopiero jakiś – nomen omen – porządek w te rozważania.

Forman i Kesey, i Jones, i tylu, tylu innych, mają rację, gdy występują w obronie jednostki, w obronie wolności, w obronie indywidualnego sumienia.  Ale tragicznie mylą się, gdy są przeciw jakiemukolwiek porządkowi, wszelkim zasadom, ponieważ porządek i zasady zawierają między innymi Boży Ład i Boskie Przykazania.  W narzuconym systemie, obojętne czy będzie to system Pol Pota czy Trockiego, Mao czy Stalina, siostry Ratched czy, ach jakże rozsądnego, Kryształowego Pałacu, nie ma miejsca ani na wolność, ani na Porządek.  Boży Ład przemienia się w bolszewickich łapach w karykaturę nakazów i zakazów, w totalitarny koszmar.  W systemach bardziej wyrafinowanych, jak system Miss Ratched, jedyne, czego się oczekuje od ofiar, to bierne podporządkowanie się.  W systemach bardziej prymitywnych aktywny udział jest koniecznością: „a ty maszeruj, głośno krzycz…”

Nie, przybycie opryszka do domu wariatów nie jest ex Oriente lux.  Noc spędzona z prostytutką nie jest lekiem na całe zło.  Wolności nie wolno mylić ze swawolą.  Prewitt i McMurphy nie są nadzieją ludzkości.  Daleka droga od Łaski Bożej do łaski złodziejaszka, który chce się pożegnać z wariatami.  Jest wielka różnica między Augustiańskim „kochaj i rób co chcesz”, a posyłaniem Candy w objęcia uroczego Bibbita.  Jest przepaść między miłością z Hymnu Św. Pawła, a „kopulacją między szansą i zbiegiem okoliczności”, a tak właśnie Prew widział swoją niespodziewaną miłość do damulki z burdelu.

A jednak Warden i Mack, Prew i Wódz, mają nam coś ważnego do powiedzenia.  Należą do tradycji sowizdrzalskiej, bo taka nastała moda już od prawie dwustu lat, że bohaterowie pozytywni muszą pochodzić z klas niższych, choć ich zawadiacka rebelia nie różni się zasadniczo od rozpasania dziarskiego Kmicica, od pańskich fanaberii Pieczorina czy od ułańskiej fantazji paniczyków – po prostu moda dawniej była inna.  Wszyscy ci fantastyczni burzyciele porządku mają jedną wielką przewagę nad nami, zwykłymi zjadaczami codziennego chleba – są błogosławieni, bo szukają.  A powiedziane jest: „szukajcie, a najdziecie; kołaczcie, a będzie wam otworzono”.

Krzysztof Karoń utrzymuje we wspomnianym na wstępie wywiadzie, że przesłaniem – „mesydż”, w jego krasomówczym stylu – filmu Formana jest, żeby „zrobić totalną rozpierduchę”.  „Rozpierducha jest celem”, powiada Karoń, ale tak się składa, że mam wiele ciepłych uczuć pod adresem rozpierduchy, a nawet myślę sobie, że ma i ona swoje miejsce w duchowym życiu kulturalnego człowieka.

Odrzucanie arcydzieła Formana, postponowanie go, tylko dlatego, że się z nim „nie zgadzam”, wydaje mi się jawnym znakiem barbarzyństwa.  Tak, to prawda, nie zgadzam się z nim, ale to nie jest odpowiednie podejście do dzieła sztuki.  Wolę raz jeszcze obejrzeć Lot nad kukułczym gniazdem niż film bezkompromisowo antykomunistyczny, ale słaby.  „W dziedzinie tego, co ważne, nie ma dowodów – są świadectwa,” pisał Gomez, i film Formana jest świadectwem.

***

Za każdym zdaniem stoi jakaś metafizyka.  Za każdym wielkim dziełem stoi jakaś koncepcja człowieka.  Współczesna nam, „demokratyczna” antropologia jest ubóstwieniem człowieka z jego szaleńczymi zachciankami i swawolą, które górnolotnie nazywa „wolnością”.  Naprzeciwko takiego naturalistycznego ujęcia człowieka stoi Kafkowski potwór, Lewiatan, który jak ośmiornica opasuje ludzkość i wyssać chce z niej każdy nieśmiały przejaw indywidualności.  Ale opozycja jest w istocie pozorna.  Obie idee są wyłącznie fazami w leninowskim procesie.  Zachłyśnięcie się swawolą prowadzi ludzkość wprost w objęcia Lewiatana, w zimne komnaty Kryształowego Pałacu – do leninowskiego mrowiska.

Jedynym wrogiem tych strasznych sił, prawdziwym oponentem wyuzdanego sierpa swawoli i Kafkowskiego młota systemu, jest tylko Mackiewiczowskie „reakcyjne prawo bycia człowiekiem prywatnym”, ale także wstecznictwo niemodnej wiary, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże nie po to, byśmy byli zredukowani do poziomu mrówki w doskonale uporządkowanym mrowisku.

______

  1. : http://wydawnictwopodziemne.com/2017/11/30/nos-nos-nos-dlugie-wlosy/#comments
Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2019/02/17/a-jeden-polecial-nad-gniazdo-kukulki-czesc-iii/
Kategorie: Debaty, Lot nad kukułczym gniazdem, Michał Bąkowski, Noś długie włosy
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2019/02/17/a-jeden-polecial-nad-gniazdo-kukulki-czesc-iii/