Bojkot? *)
Pan Ścios, popularny i wpływowy publicysta peerelowskiej blogosfery, postanawia zbojkotować wybory. Nie bardzo wiem, co to oznacza. Czy proponuje bojkot, bo żadna peerelowska quasi-polityczna partyjka nie zasługuje na jego zaufanie? A może bojkotuje, ponieważ kwestionuje podmiotowość peerelu? Jeżeli to drugie, to co właściwie bojkotuje i do czego nawołuje? Czy można bojkotować fasadę państwowości, za którą nie kryje się realna treść? Równie skutecznie można by serwować stek z krowy wyhodowane w potiomkinowskiej wiosce. Gdy byłem bardzo młody, miałem zamiłowanie do paradoksalnych tytułów. Jeden z nich brzmiał: „O antybojkot niewyborów”. To było bodaj w 1988 roku. Chciałem wówczas w ten dziwny sposób powiedzieć, że nie da się bojkotować wyborów do instytucji peerelu, którego się nie uznaje za państwo. Przez trzydzieści lat nie zmieniłem zdania.
Myślę, że warto jeszcze raz powrócić do bojkotu, niekoniecznie w kontekście p. Ściosa, który raczył stanąć na pozycji przysłowiowego pielgrzyma, kupującego szczebel z drabiny wyśnionej przez św. Jakuba. Zostawmy go na boku. Bojkot jest sam w sobie interesujący ponieważ doskonale opisuje rozterki potencjalnego politycznego „malkontenta”. Postarajmy się wydusić z bojkotu kilka inspirujących hipotez.
Przykładowy X bojkotuje wybory, bo:
A) Czuje swoim wrażliwym receptorem smrodu, że wszyscy politycy to niegodne zaufania świnie (o ile mi wiadomo przykład takiego domniemania krąży po internecie w postaci czyjejś piosenki). Zakładając, że darzy jednocześnie szacunkiem tzw. instytucje demokratyczne, jego zachowanie można (choć z wielką biedą) uznać za działanie racjonalne. Zdaje mi się nawet, że opisany przypadek występuje szczególnie często w realnym świecie.
B) Odmawia dania głosu na wybraną przez siebie partię (o innych nie chce nawet słyszeć), bo ta – powiedzmy – zachowuje się nie całkiem fair. Np. nie raczy otworzyć sejfu, w którym od lat spoczywa (chyba, że już nie spoczywa) niezwykle tajny ANEKS do raportu z likwidacji wojskowych służb informacyjnych (czegoś w rodzaju peerelowskiego gru), które działały sobie spokojnie i bez najmniejszych protestów z jakiejkolwiek strony przez lat kilkanaście. A teraz, i mimo wyborczych obietnic… figa z makiem. Cóż robi taki malkontent (całkiem przypadkiem znam kilkunastu, którzy nie wahali się wyrażać dezaprobaty głośno i publicznie). Hm! – obwieszcza święte oburzenie i demonstracyjnie (tylko jak to okazuje?) nie idzie na wybory.
C) Przeżywa światopoglądowy kryzys – coś na kształt nadwątlenia wiary. Nie wyobraża sobie życia poza demokracją, a jednak widzi że jeden jedyny, wyobrażalny dla niego ustrój, opanowany został bez reszty przez demagogów, z których każdy nie robi nic innego, a jedynie zachwala swoją wyborczą kiełbasę. Po namyśle, i pod pretekstem nagłego wyjazdu, uchyla się „od obowiązku”.
D) Jest przykładem najbardziej niemożliwym. D. jest patriotą. D. chce służyć krajowi i demokracji. To niemal ideał obywatela. Uporczywie wsłuchuje się w codzienne dyskusje polityków, starając się zachować możliwy obiektywizm, z wysokości którego analizuje postawy poszczególnych pretendentów. D. najchętniej zagłosowałby na Z. Z. ma najzdrowsze poglądy w wielu sprawach, tyle, że jest jednocześnie niepoczytalnym idiotą, zaś D. poważnym człowiekiem. D. nie mógłby powiedzieć znajomym, że głosował na Z. Nie może też skłamać (ma chłop zasady), że głosował na kogoś innego. D. jest w kropce. Właściwie D. powinien wybrać opcję emigracji politycznej do jednego z krajów uznawanych za niespełniającego standardów demokratycznych (może Białoruś?), w ten sposób z czystym sumieniem uniknąłby przywileju oddania głosu na cokolwiek.
Pora teraz na literki reprezentujące przypadki negowania systemu politycznego, w którym żyje głosujący. Tego gatunku osobnicy wydają mi się co prawda skrajnym dzisiaj marginesem, ale na pewno interesującym. Impulsem dla opisania pierwszego z tego typu przypadków była wypowiedź Andrzeja Dajewskiego:
E) Andrzej: „Lecz w czasach ‚pierwszego’ peerelu przyjęło się interpretować fakt nie brania udziału w ‚wyborach’ jako wyraz odrzucenia systemu i oporu wobec niego. Czy w tym sensie, nie jest to demonstracja postawy? Jeśli się jednak zastanowić to faktycznie, słowo bojkot zupełnie nie jest tu na miejscu, świadczy bowiem o emocjonalnym zaangażowaniu w to co się bojkotuje. A „nowy, wspaniały” peerel powinien być bez zbędnych emocji, konsekwentnie odrzucony jako coś, co udaje wolną Polskę.”
Pierwsze zdanie (wyróżnione) zdaje się być bez zarzutu. Ujmując problem nieco inaczej: obywatele peerelu (nie rezygnując z tego swojego peerelowskiego obywatelstwa) wypowiadali władzy posłuszeństwo. Mówili: nie chcemy TAKIEGO systemu, chcemy LEPSZEGO! A więc, wypowiadając posłuszeństwo, żądali reform (niekiedy bardzo głębokich). Warto zaznaczyć, że jako masa (lub masa indywidualnych przypadków) nie kwestionowali legalności systemu, a wręcz – czuli się jego częścią.
To niewątpliwie demonstracja postawy. Nie bardzo mogę się jednak zgodzić, że słowo bojkot tu nie pasuje. Owszem, pasuje i to nawet bardzo. Ponieważ bojkotować można tylko i wyłącznie „od wewnątrz”, to znaczy w ramach uznawanego porządku.
Dobrą ilustracją tej zasady może być tzw. list 59 – protest przeciwko zmianom w peerelowskiej konstytucji z roku 1976. Emigracja polityczna stanęła za protestującymi peerelowskimi „intelektualistami” murem. A przecież, jak dowodził Mackiewicz, nie można oprotestowywać czegoś, czego się nie uznaje. W połowie lat 70. emigracja polityczna (póki co) nie uznawała jeszcze peerelu jako podmiotu prawa, a więc nie mogła także stawać w obronie uchwalonej przez organ tego ciała konstytucji. Mackiewicz trafnie wykładał, że to absurd, zachowanie obarczone wewnętrzną sprzecznością. Rzecz jasna, prawie nikt go nie zrozumiał.
Analogicznie, bojkot „wyborczy” z lat 80. nie był absurdem; był zachowaniem wewnętrznie konsekwentnym, ponieważ uczestnicy bojkotu nie wyobrażali sobie egzystencji poza systemem. Nie negowali „porządku”, ale praktykę jego stosowania. Chcieli zmian.
F) Negacja uwarunkowana. Jako przykład ilustrujący tego rodzaju zachowania z pogranicza polityki i rozdwojenia jaźni, proponowałbym lata 1991-1993, pomiędzy jednymi „wolnymi wyborami” i drugimi, już mniej „wolnymi wyborami”. Ponieważ pierwszy z tych smutnych incydentów przyniósł zwycięstwo stronie jakoby niekomunistycznej, całe „spectrum polityczne” (poza podziemiem, rzecz jasna), wszystkie mniejsze lub większe kanapy i kanapki lilipucich partii politycznych oraz bardziej liczne ugrupowania zgodnie uznały, że mamy oto do czynienia z końcem komunizmu. Po dwuletnim okresie bicia się z myślami (być za czy jednak przeciw?) prowokacja została przełknięta przez najbardziej nieprzejednanych przeciwników komunizmu, np. środowisko skupione wokół krakowskiego Klubu im. Józefa Mackiewicza, którego przedstawiciele mówili i pisali jednoznacznie (i bez cienia wahania) o upadku komunizmu, tu i teraz. W efekcie podobnych nastrojów powstała efemeryda Olszewskiego, o której może innym razem. Upadając, spowodowała raptowny przewrót w myśleniu politycznym. Co uznano przed zaledwie momentem (w 1991 roku) za upadłe (czyli komunizm), poczęto nagle dostrzegać jako wszechobecne, niesłychanie groźne; jak na nieboszczyka – zdecydowanie za rześkie.
Dlatego pozwoliłem sobie nazwać to zjawisko negacją uwarunkowaną, a zatem: jeśli nasze na górze, nie będziemy roztrząsać niewygodnych szczegółów, jeżeli dostajemy „wyborczego” łupnia, ooo… to całkiem zmienia kształt spraw na tym świecie. [Post]komunizm ma się wcale wcale, a wybory do kolejnego szejmu trudno doprawdy uznać za demokratyczne.
Lata 1991 – 1993 to tylko przykład. Negacja uwarunkowana sprawdza się doskonale w każdej innej konfiguracji politycznej. Zależnie od sytuacji, jedni drugim (albo i drudzy pierwszym), wysuwają wobec siebie wzajem dowolne oskarżenia i epitety, byleby tylko miały coś wspólnego z totalitarną niby przeszłością. W tym kontekście nadąsany pan Ścios, który: „obraził się na ‘III RP’ i odmawia udziału w jej ‘polityce’ dopóki ta nie przyjmie jego warunków” nie jest jakimś wyjątkowym dziwakiem politycznym, a raczej klasycznym reprezentantem peerelowskiej „klasy politycznej”.
G) Negacjonizm wybiórczy. To akurat zjawisko nie ma zbyt wiele wspólnego z bojkotem instytucji „wyborczej”, w istocie bliżej mu do bojkotu instytucji „demokratycznych”. Wpisuję to to na listę, bo dobrze ilustruje pragmatykę drugiego eszelonu, który akurat przy korycie. W pewnym stopniu opisuje także pragmatykę oponenta. (Warto zwrócić uwagę, że zawsze występuje na scenie jakiś oponent, choćby nie było ku temu widocznych pobudek „światopoglądowych”). W ramach tego zjawiska, wybiera się jeden, czasem dwie istotniejsze instytucje i atakuje. Swojego czasu było to np. likwidacja wsi, jakiś czas temu dezubekizacja, obecnie „zamieszanie” wokół trybunału konstytucyjnego. Czy np. pacyfikacja tk ma coś wspólnego z negacją systemu „demokratycznego‟? Jak najbardziej.
Rzecz wyłożył najdosadniej jeden z obecnych kacyków (minister od milicji obywatelskiej): „tydzień temu w Polsce skończył się komunizm” (tak powiedział około grudnia 2017 roku niejaki Błaszczak w odniesieniu do „ustawy sądowniczej”). Otóż powiedział, jako przedstawiciel „rządzącego‟ establishmentu mnie więcej tak: barani obywatelu, wiedz przynajmniej tyle, że przez ostatnich lat niemal trzydzieści My, a więc wszyscy rządzący w elastycznych ramach pierestrojkowej prowokacji, oszukiwaliśmy cię najbezczelniej, wbijając w twoją baranią głowę, że żyjesz sobie w czymś w rodzaju demokratycznego systemu. Jakiż tyś jednak tępy, suwerenie!
Chlapnął za wiele? Nie zdaje mi się. Nie słyszałem, żeby spotkały tego osobnika jakieś szczególniejsze partyjne szykany. Powiedział, co powiedział, mimowolnie odkrywając twarde prawidło: demokratyczny motłoch zniesie wszystko, byle miło opakowane.
To zresztą bez znaczenia. Nieważne co się mówi, co pisze, co się głosi. Cel jest zawsze jeden – wytworzenie kolejnej kontrowersji, wokół której da się skutecznie zgromadzić możliwie wielu zjadaczy politmedialnej papki, ta zaś powinna być przede wszystkim ekscytująca.
Można by po prostu powiedzieć: „tak toczy się światek”, ale czynić tego nie wypada, przynajmniej nam, ludziom innego porządku.
____________________
*) Tekst powstał ze zlepku komentarzy pisanych w odpowiedzi na inspirujące wypowiedzi Andrzeja Dajewskiego, któremu serdecznie niniejszym dziękuję. Czy powyższa klasyfikacja stanowi wiarygodną ilustrację stanu rzeczy w quasi-państwowym koszmarku pretendującym do miana iiirp, pozostawiam do oceny czytelnikowi.