Jak rozpętałem II wojnę czyli Wiktor Suworow i Józef Mackiewicz (4)
Historia nie jest matką wszelkiej mądrości (niech mi to wybaczy mój towarzysz podziemnej niedoli). Historycy siedzą sobie w wygodnych fotelach i próbują wyrażać sądy na temat wydarzeń, w których nie mogli uczestniczyć. Jako uczestnicy dyskusji historycznych na niniejszej witrynie, otoczeni jesteśmy wszyscy pomrukiem rozmaitych maszyn do liczenia, powszechnie zwanych komputerami, i w mdłej poświacie ich ekranów próbujemy bez powodzenia rzucić snop ostrzejszego światła na wydarzenia z przeszłości. Każdy głupek potrafi określić poniewczasie –jakże zachwyca mnie głębia tego słowa: po-nie-w-czasie! – że to oto był właśnie moment zwrotny, że w tamtej chwili należało działać, a w innej powstrzymać się od działania, trochę trudniej podejmować decyzje, gdy strop się wali na głowę. Czy jesteśmy w stanie zrozumieć skomplikowane, indywidualne motywacje, rozbieżne wektory sił, które oddziaływały na uczestników historycznych wydarzeń? Wolne wybory, które okazały się przewidywalne? Wiernie wykonane rozkazy o niespodziewanych skutkach? Historia jest nauką o źródłach, mówił Józef Mackiewicz, niewątpliwie słusznie. Kiedy się pisze o Hołodomorze, używając niemal wyłącznie ukraińskich źródeł, to można dojść do wniosku, że stalinowski głód był aktem skierowanym przeciw nacjonalizmowi. Kiedy się myśli o historii XX wieku na podstawie polskich źródeł, to można sensownie przypuścić, że Polska jest pępkiem świata. Co się naprawdę działo na skrwawionych ziemiach między Berlinem i Moskwą w czerwcu 1941 roku? Co się działo w głowach dwóch wąsatych rzezimieszków, którzy do spółki te ziemie skrwawili? Kto stał w gotowości, a kto na skraju przepaści? Czy potrafimy do tego jakoś dobrnąć? Wiktor Suworow i Józef Mackiewicz mogą tu być lepszymi przewodnikami niż wielu innych historyków, bo nie poddają się przemożnemu ciśnieniu poglądów powszechnie uznanych za niewątpliwe. Ani jeden, ani drugi nie są zawodowymi historykami, i ja także nie jestem, spróbuję więc z uwagą i bez gniewu rozważyć ich przeciwne stanowiska.
Historyczna koncepcja Suworowa, jakoby Hitler uprzedził przygotowania wojenne Stalina w czerwcu 1941 roku, otwiera przed nami trzy zasadnicze – odrębne, choć ściśle ze sobą powiązane – pytania. Po pierwsze, czy Stalin rzeczywiście planował atak na Hitlera? Po drugie, jeżeli tak, to kiedy zamierzał zaatakować? I po trzecie, czy w maju-czerwcu 1941 Stalin wiedział (wierzył?), że Hitler przygotowuje ofensywę na niego samego? Suworow odpowiada na te pytania kolejno: tak; prawie natychmiast, bo 6 lipca (czyli dokładnie dwa tygodnie po niemieckim ataku); oraz wiedział, ale zdecydowanie nie wierzył.
Ofensywne plany Stalina
Jeżeli przyjąć, że mowa Stalina z 19 sierpnia 1939 (przytoczona w skrócie w części 3) jest autentyczna, to musi być oczywiste, że Stalin miał ofensywne plany. Józef Mackiewicz chyba nie znał treści owego przemówienia, a pomimo to uważał, że Stalin szykował się do ataku. Pisał już w sierpniu 1941, w artykule pt. „To dopiero byłaby klęska…”, (por. Nudis verbis, tom 16 Dzieł):
Sowiety u szczytu potęgi
W takim stanie doczekujemy się okresu pomiędzy rokiem 1939 i 1941. Okres ten wytworzył sytuację wyjątkowo dla Sowietów pomyślną, koniunkturę, której z dawna już oczekiwały. Narody Europy pochłonięte, według mniemania bolszewików, wojną i wzajemnym osłabianiem militarnym, podczas gdy „neutralne” Sowiety gromadzą i uzupełniają własną siłę militarną. Wyzyskując sytuację europejską, przystosowują się jednocześnie do roli przysłowiowego języczka u wagi, jaki w krytycznej chwili ma przechylić szalę zwycięstwa. Sowiety spodziewają się, iż one, a nie kto inny, będą decydować o przyszłej konstelacji Europy, po to, by ją następnie opanować bez reszty. Że tak się rzecz miała, że to leżało właśnie w zamiarach sowieckich, nie może ulegać najmniejszej wątpliwości dla nikogo i wypływało z samej natury politycznego założenia SSSR.
– W ten sposób dla Europy, ba, może dla całego świata kulturalnego, wytworzyła się maksymalnie niebezpieczna sytuacja, najgroźniejsza z możliwie groźnych.
Któż miał ratować Europę?!
Jakiż ratunek? Jakież wyjście z tej sytuacji? Jedno tylko: Sowiety należy rozbić, zanim zakończy się wojna. Zanim z tą wojną nie ruszą same na Europę. Już gromadzą siły, już jest za minutę dwunasta!
Mackiewicz pisał te słowa, radując się z wyzwolenia spod sowieckiego jarzma, na krótko po tym, jak uciekł do puszczy przed deportacją, a następnie miał szczęście z bliska obserwować destrukcję krasnej armii na Litwie.
Jest dość dowodów na to, że Stalin planował atak na Europę, choć być może najważniejszym jest nigdy nie porzucony, ideologiczny cel rewolucji światowej. Planował napaść na wyniszczoną wojną Europę, na Europę pragnącą wybawienia jak, nie przymierzając, Polska pragnęła „wyzwolenia” choćby z rąk czerwonej armii w roku 1944. Przypomnę jeszcze raz słowa z rzekomej mowy Stalina: „Należy zrobić wszystko, żeby ta wojna ciągnęła się jak najdłużej, żeby obie strony nawzajem się wyniszczyły”. Czy można powiedzieć, że w lecie 1941 roku, pojawiły się takie warunki?
Kiedy?
Obaj autorzy (i wielu innych historyków) zgadzają się, że Stalin planował atak, ale „hipoteza 6 lipca” jest trudnym do utrzymania punktem koncepcji Suworowa. Powiedzmy wprost: dowodów na tę datę nie ma właściwie żadnych. Atak na Hitlera dnia 6 lipca 1941 roku byłby wręcz sprzeczny z założeniami i planami Stalina, jak je przedstawia sam Suworow.
Najważniejszy kontekst rzekomej daty ofensywy sowieckiej stanowi oczywiście Operacja Barbarossa. Jak doskonale wiadomo, Wehrmacht planował pierwotnie atak na 15 maja, tym samym dając sobie wystarczająco wiele czasu na rozbicie sowietów przed nadejściem zimy. Historyczne źródła nie wskazują, żeby niemieccy planiści nie wiedzieli, że zimy bywają srogie w Rosji, że pada śnieg, jest zimno i wcześnie zapada zmrok. Pozostawmy na uboczu rozważania, czy opóźnienie spowodowane zostało operacjami niemieckimi w Jugosławii i Grecji, czy raczej przyczyną była opóźniona tego roku wiosna, która spowodowała, że niemieckie czołgi utonęłyby w błocie jeszcze w maju 1941 – to do naszego tematu nie należy. Warto wszakże przypomnieć wielokrotnie powtarzane supozycje, że marcowy pucz w Jugosławii dokonany został przy udziale nkgb w celu opóźnienia inwazji. Stalin nie mógł się chyba spodziewać, że interwencja w Jugosławii zajmie Niemcom 10 dni i w rzeczywistości próbował zaledwie poprawić swoją pozycję na Bałkanach, a nie opóźnić inwazję, gdyż w pogłoski na jej temat nie wierzył.
Kiedy 20 czerwca Beria przekazał Stalinowi kolejne ostrzeżenie od ambasadora sowieckiego w Berlinie, Dekanozowa, opatrzył je następującą, wiernopoddańczą (choć chyba również ironiczną) notatką:
Moi ludzie i ja, Józefie Wissarionowiczu, pamiętamy waszą mądrą przepowiednię: Hitler nas nie zaatakuje w roku 1941!
Następnego dnia, na kolejnych raportach wywiadowczych o gotowości bojowej Niemców nad granicą, Stalin zanotował na marginesie:
Te informacje są angielską prowokacją. Znaleźć autora i ukarać.
Tego samego dnia wieczorem, Stalin podzielił się perłami swej mądrości z otaczającymi go kacykami:
Niespodziewany niemiecki atak jest możliwy w dniach 22-23 czerwca. Jedynym zadaniem naszych sił, jest uniknąć jakichkolwiek działań prowokacyjnych.
Jeden z sowieckich oficerów w Drodze donikąd opisuje powstałą wówczas nad granicą z Niemcami sytuację, w taki sposób:
Stalin ustalił tezę, że wojna Związkowi Sowieckiemu nie grozi, a gromadzenie sił niemieckich na granicy jest bluffem. Od razu też wszystkie źródła informacji nastawiły się w ten sposób, aby pod każdym względem potwierdzać tezę towarzysza Stalina.
Suworow podaje wszakże jeden ciekawy powód, dla którego Stalin odmawiał wiary wszelkim raportom. Szef gru, Golikow, miał monitorować ceny skór baranich oraz produkcję smarów i oleju, który nie zamarza w niskich temperaturach. Wzrost cen i wzmożenie produkcji smarów, byłyby dopiero oznaką przygotowań do ataku na sowiety. Skoro zatem nie nastąpiły, to Stalin uznał przygotowania Hitlera za bluff. I taki miał być jedyny powód braku gotowości obronnej sowietów.
Józef Mackiewicz pracował wówczas przy zwożeniu belek na rozbudowę lotniska w Porubanku.
Gdy odjeżdżałem z lotniska, stały tam zupełnie nie zamaskowane samoloty, żadnej absolutnie artylerii przeciwlotniczej; oficerowie pojechali sobie do kasyna miejskiego, a w trawie, wokół koszar, leżały żony i bawiły się dzieci. O żadnej ewakuacji, chociażby rodzin wojskowych, o jakichkolwiek zarządzeniach profilaktycznych, alarmie… nic a nic, o niczym podobnym nie było mowy. A nazajutrz o świcie naleciały samoloty niemieckie i rozniosły bombami całe lotnisko w puch!
Czy tak wygląda armia szykująca się do natarcia za dwa tygodnie? Argumenty przytaczane przez Suworowa za hipotezą 6 lipca, nie tylko nie przekonują, ale zdają się wskazywać coś wręcz przeciwnego. Np. gry wojenne na Kremlu miały wyglądać tak: 15 lipca 1941 – niemiecki atak na sowiety, wojska niemieckie penetrują terytorium 70-120 km w głąb od granicy, 1 sierpnia – odrzucone zostają na pierwotne pozycje. Własow miał rzekomo potwierdzić istnienie stalinowskiego planu ofensywy, ale znowu, nigdzie nie ma mowy o 6 lipca.
Suworow zupełnie wprost (w Lodołamaczu) wyśmiewa twierdzenie, że w lecie 1941 Stalin nie był gotów do wojny, a Hitler był. Jego zdaniem było na odwrót: przygotowany jest nie ten, kto o tym mówi, ale ten, kto wygrał. Jest to argumentacja równie żałosna, co naiwna. Musi być oczywiste, zarówno logicznie jak historycznie, że można nie być gotowym do wojny w momencie jej wybuchu, ale wygrać. I na odwrót. Wynik konfliktu zbrojnego jest wypadkową strategii i taktyki, tysięcy decyzji politycznych i milionów indywidualnych wyborów w ferworze walki.
Co się działo w sowietach w czerwcu 1941?
Nie sposób zaprzeczyć, że Stalin znał raporty wywiadowcze o gotowości bojowej Wehrmachtu, ale zdaniem Suworowa, nie mógł w nie uwierzyć, gdyż atak na sowiety byłby dla Hitlera samobójstwem.
Stalin nie miał powodu obawiać się Hitlera. Stalin uważał Hitlera i jego generałów za rozsądnych ludzi, a ludzie rozsądni nie rzuciliby się w taką awanturę, mając Wielką Brytanię za plecami.
Hipoteza Suworowa jest w tym punkcie sprzeczna. Jeżeli bowiem odpowiedź na trzecie pytanie brzmi: Stalin nie wierzył w plan Barbarossa, to jak można twierdzić, że szykował się do natychmiastowego ataku? Podstawą każdej ofensywy jest tzw. płytki wywiad, rekonesans, jaki nb. Wehrmacht prowadził każdego dnia w maju i czerwcu 1941. Zignorowanie koncentracji niemieckiej na granicy byłoby najgorszym możliwym przygotowaniem do ofensywy. W takiej sytuacji (i tylko w takiej), strona szykująca atak może być zaskoczona atakiem uprzedzającym. Jeżeli więc rzeczywiście Stalin zdecydował uznać przygotowania Hitlera za bluff, to nie wydaje się możliwe, żeby szykował armię czerwoną w tym samym momencie.
Stalin chciał zaatakować Niemcy osłabione walką na Zachodzie, ale w 1941 roku Hitler był u szczytu potęgi. Wedle określenia miłego sercu Suworowa, atak miał nastąpić, „kiedy Hitler był odwrócony do Stalina plecami”. Czy można sensownie twierdzić, że Hitler był odwrócony plecami w czerwcu 41, gdy skoncentrował 3 miliony żołnierzy pod bronią, gotowych runąć na sowiety? Stalin nie wierzył ostrzeżeniom i nie słuchał ich, bo „wiedział lepiej”, że Hitler nie zaatakuje, że to tylko bluff, ale w takim razie dlaczego sam miał się szykować do ataku w sytuacji, gdy Hitler stał na granicy? Suworow utrzymuje, że mobilizacja i koncentracja raz rozpoczęta nie może być powstrzymana. Naprawdę? Zastanówmy się. Jeżeli podejmuję ogromne przedsięwzięcie przesunięcia milionów ludzi i ton sprzętu, zapewnienia im wiktu i dachu nad głową, i przewiduję, że operacja zajmie wiele miesięcy (ponad rok wg Suworowa), to czy nie będę miał żadnych planów na wypadek zmiany sytuacji? Alternatywnych planów obronnych? Planów zahamowania koncentracji? Odwołania akcji? Albo przerzucenia części swych sił na inny front, jak musiał uczynić Hitler w Jugosławii?
Mackiewicz widział na własne oczy klęskę i odwrót rosyjskiej armii imperialnej w 1915. W 1920 brał udział w odwrocie polskim spod Berezyny do Warszawy, a następnie oglądał paniczną ucieczkę czerwonych. Widział klęskę wrześniową, obserwował odwrót i klęskę Niemiec w roku 1945 na Wschodzie i we Włoszech.
Ale takiego bezmiaru dezorganizacji, bezhołowia, paniki, głupoty, takiego rozmiaru klęski, jaką była klęska wojsk sowieckich w roku 1941, nie widziałem dotychczas jeszcze nigdy! Wojska i aparat cywilny rzucały się piechotą, na oślep do ucieczki, porzucając sprzęt, broń, porzucając archiwa, nieraz najtajniejsze, partyjne, NKWD; dokumenty wielkiej wagi, dobro materialne, wszystko co się rzucić dało na ziemię, w kompletnym chaosie i beznadziejności.
Jedyne, co wykonywano sprawnie, dodaje Mackiewicz, to masakry jeńców politycznych. Cytaty na temat czerwca 1941 pochodzą z artykułu „Przepowiadam straszną klęskę Sowietów…” z roku 1952, który znajduje się w tomie Wieszać czy nie wieszać? Argumentował w nim, że polityczne błędy Hitlera, powinny służyć za negatywny wzór, jak prowadzić wojnę z sowietami.
Analiza Józefa Mackiewicza jest z natury swej polityczna, gdy Suworow koncentruje się na militarnej stronie konfliktu. Ale Suworow nie poprzestaje na drobiazgowej, choć mało przekonującej, analizie militarnej. Wyciąga z niej wnioski polityczne, a co gorsza, dodaje bezpodstawne polityczne założenia. Niech mi za przykład posłuży ponownie hitlerowska wersja Drang nach Osten. Suworow zupełnie nie rozumie ideologicznej – a może lepiej byłoby powiedzieć mitologicznej – wagi, jaką dla Hitlera miały niezmierzone przestrzenie Rosji i żyzne ziemie Ukrainy. Dostrzegam w tym paradoksalną analogię między wielkim Soso i jego krytykiem Suworowem. Wbrew oczywistym faktom, Stalin nie potrafił przyznać, że Hitler nie bluffuje, a Suworow nie widzi, że atak na sowiety zawsze leżał w zamiarach Hitlera, że nie był tylko wynikiem politycznych błędów Stalina. A zatem fałszywe założenie polityczne karmi błędną analizę militarną, polityczny błąd nagina wojskowy plan.
Podejście Mackiewicza jest w porównaniu krystalicznie klarowne. Wykładał je np. w artykule „Ostatnia książka generała Andersa” (w tomie Wielkie tabu i drobne fałszerstwa).
W moim przekonaniu Hitler miał już zwycięstwo w kieszeni, zanim przekroczył granice Związku Sowieckiego. Nie będę się tu powoływał na sto razy ustalone fakty. Wprawdzie tysiąc razy zaprzeczone przez komunistów i ich sympatyków, ale to nie zmienia autentyczności tych faktów. Wojska niemieckie witane były w roku 1941 przez ludność tym, co się w przenośni nazywa: „chlebem i solą”. (Często nie tylko w przenośni, ale dosłownie.) I długo jeszcze ta ludność nie mogła uwierzyć w możliwość takiego wypadku na świecie, aby wódz zwycięski obracał samobójczo zwycięstwo we własną klęskę, zrzekając się dobrowolnie dwustu milionów sojuszników, bo – zatraciwszy poczucie rzeczywistości – zapragnął mieć dwieście milionów niewolników. Gdy nastąpiło wielkie rozczarowanie, znalazło swój wyraz w popularnym sformułowaniu że: „Gdyby Stalin na czele Niemiec postawił był swego prowokatora, toby ten nie postępował inaczej, niż właśnie Hitler”.
Ponad 5 i pół miliona sowieckich jeńców wojennych znalazło się po niemieckiej stronie, co było potencjalnie ogromnym kapitałem politycznym.
Ustanowienie jakiegokolwiek rządu rosyjskiego, prowizorycznego, tymczasowego… w tamtych warunkach, powtarzam: jakiegokolwiek narodowego, byle nie bolszewickiego, rządu w zdobytej Moskwie, przesądzałoby à coup sûr bardziej o całej kampanii niż dalsze działania militarne. Ale właśnie TEGO Hitler nie chciał. I dlatego może: „nie doceniał znaczenia Moskwy”. Dopasowując swą strategię do urojonych przez siebie planów panowania niemieckiego.
Na domiar złego, Hitler, socjalistą będąc, nie zamierzał odrzucać sowieckiego kolektywizmu, ale wprowadzał w jego miejsce „brunatny bolszewizm”:
Obywatel Związku Sowieckiego, dostrzegając w Niemcach zamiast spodziewanego wybawiciela – okrutnika, ze zdumieniem stwierdził ponadto, że ma być to zarazem znowuż – „socjalizm”… Poczynając od flagi czerwonej, która nie była flagą narodową, lecz znakiem Partii (jak w Sowietach), poprzez dygnitarzy partyjnych ze swastyką na ramieniu, gwardię partyjną SS, podobną do „wojsk NKWD”, święto pierwszomajowe, poprzez absolutną dominację władzy Partii (NSDAP), aż do najdotkliwszego – nierozwiązania kołchozów, wszystko obalało ostatnią nadzieję na: „gorzej nie będzie!…” Owszem, gorzej, bo w dodatku – panowanie w obcym języku. Tu tkwiło sedno największego z doznanych rozczarowań.
„Hipoteza Lodołamacza” jest całkowicie słuszna, ale nie nowa. Mackiewicz niejednokrotnie wyrażał myśl, że „Stalin stworzył Hitlera” dla swoich własnych celów, po czym „pchnął go do wojny”. „Hipoteza 6 lipca” wydaje się nieuzasadniona i wewnętrznie sprzeczna, ani nie poparta dowodami, ani logicznie możliwa.
A jednak w wizji Mackiewicza także dostrzegam zasadnicze pęknięcie. Myślę, że sprzeczność, której Mackiewicz nigdy nie wyartykułował, jest taka: otóż Niemcy mogły zaatakować sowiety tylko wówczas, gdy Hitler był u steru, ale jednocześnie nie mogły pokonać sowietów z Hitlerem u władzy. Zwycięstwo na Wschodzie domagało się rozumnej, subtelnej, antykomunistycznej polityki na terenach wyzwolonych. Wobec takiej polityki wyzwoleńczej, jak Mackiewicz słusznie wskazywał, sowiety zapadłyby się w sobie – nie byłoby dla Stalina „taktyki Kutuzowa”, bo dokąd miałby uciekać przed własnym ludem? Miliony krasnoarmiejców szły do strasznej hitlerowskiej niewoli, ponieważ wszystko wydawało im się lepsze niż potworności stalinowskiego terroru; toteż gdyby tylko Hitler był zastosował inną politykę, to wszyscy (oprócz garstki ideowych stalinistów) przeszliby na stronę wyzwolicieli. Dzięki idiotyzmowi niemieckiej polityki, sowiety przetrwały – Hitler był „agitatorem prosowieckim nr 1”. A jednak, czy można sobie wyobrazić, że subtelny, mądry, antykomunistyczny polityk niemiecki byłby zaatakował sowiety w roku 1941? Te same cechy, które pchnęły Hitlera do inwazji 22 czerwca, uniemożliwiały prowadzenie innej polityki, niż obłęd antagonizowania setek milionów ludzi. Nazwijmy to po imieniu, operacja Barbarossa była szalonym przedsięwzięciem, i tylko polityczny awanturnik mógł się na nią zdobyć. Rozumny wyzwoliciel, natchniony myślą o wojnie sprawiedliwej, prawdopodobnie zawahałby się przed posłaniem milionów niemieckich żołnierzy na śmierć. Hitler natomiast runął na Stalina, ponieważ pragnął skolonizować europejski Wschód i obrócić miliony w niewolników, a nie uwolnić ludzkość od bolszewickiej zarazy.