Zamknij
Michał Bąkowski

Działania aktywne (zanim nastąpi kolejne „kochajmy się!”)

25 lutego 2018 |Michał Bąkowski, Świat na haku i pod kluczem, Trump
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/02/25/dzialania-aktywne-zanim-nastapi-kolejne-kochajmy-sie/

Sowieciarze przez dziesiątki lat znani byli w świecie ze swych tzw. działań aktywnych (активные мероприятия, active measures). Posiadali całe departamenty, których jedynym zadaniem było prowadzenie tych tajemniczych akcji. Polskie określenie, „działania aktywne”, jest nie tylko mylące, ale jest także masłem maślanym, bo przecież działania nie mogą być bierne, „działać” to znaczy „być aktywnym”. Sens rosyjskiego określenia w jego dosłownym brzmieniu jest bardziej subtelny: „aktywnie przyjąć miary” albo „środki”. Chodzi zatem o to, by „zmierzyć sytuację” i przedsięwziąć odpowiednie środki, by móc na tę sytuację aktywnie wpływać w pożądany sposób.

Rzecz jasna, podstęp, zakulisowe machinacje, fortele, maskowanie własnych celów, ośmieszanie wrogów, wszystko to jest stare jak świat – Iliada i Odyseja mogą być uznane za pierwszy podręcznik do prowadzenia kampanii „aktywnych środków”. Ale Lenin i jego bolszewicy, jak to próbowałem kiedyś nieudolnie pokazać w artykule pt. „Smutno mi, Boże!”, nie wymyślili niczego nowego, a tylko wzięli doskonale znane składniki i sformułowali z nich nowy koktejl – Metodę. Metodę zdobycia i utrzymania władzy, która jest istotą zjawiska określanego mianem „komunizm”. Prowokacja stała się dla nich chlebem powszednim. Już we wczesnych latach 20. ubiegłego wieku rozwinęli propagandę na temat wydarzeń wewnątrz sowdepii oraz, równolegle z nią, szeroką akcję dezinformacji, której kulminacją było stworzenie fałszywych „grup oporu” w celu zidentyfikowania wrogów wewnętrznych i stworzenia na zewnątrz przekonania, że nie należy destabilizować sowietów, by nie przeszkadzać w ich „ewolucji”.

Aż do lat 50. różne departamenty wywiadu i kontrwywiadu (cywilnego i wojskowego), partii i kominternu, ministerstw spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych konkurowały na tym polu. W 1959 roku ówczesny szef kgb, wschodząca gwiazda kompartii, młody i dynamiczny Aleksander Szelepin, stworzył departament ‘D’, który odtąd koordynować miał aktywne środki. Wedle niepotwierdzonych pogłosek, ‘D’ oznaczać miało ‘dezinformację’. Departament ten rozrósł się z czasem i przerodził w „służbę ‘A’”. Jednakże ściśle rzecz biorąc, „dezinformacja” nie była ani celem, ani naczelnym środkiem nowego departamentu. Czekiści definiowali ją jako „celowe rozprzestrzenianie całkowicie bądź częściowo zniekształconych informacji w celu wprowadzenia w błąd i osłabienia wroga”. Środki aktywne natomiast działały najlepiej, gdy były całkowicie zgodne z prawdą. Stąd klasyczne dla czekistów pytanie: ile jest deza w proponowanej operacji?

Na czele nowej organizacji stał uczeń Artuzowa, który zdołał przeżyć czystki, Iwan Agajanc. Ludzie Agajanca woleli używać sympatyków niż agentów, a jeżeli już musieli polegać na agentach, to woleli agentów wpływu niż „kretów” czy „nielegałów” – ci byli potrzebni do innej roboty. Najczęściej umieszczali artykuły poprzez przyjaznych dziennikarzy, ale ich ulubioną metodą było przekazywanie wysublimowanej interpretacji wydarzeń poprzez sowietologów i „kremlinologów”, tej podlejszej odmiany gatunku. Klasycznym tego przykładem jest wieloletnie i bezustanne podtrzymywanie obrazu walki o władzę na Kremlu, rzekomego podziału między „liberałami” i „konserwatystami”, „betonem” i „reformatorami”. Niewątpliwie nie uszło uwagi czekistów, jak bardzo udała się podobna operacja w prlu, gdy dwie grupy nazwano „natolińczykami” i „puławianami”, choć bardziej utrwaliła się nazwa „chamy i żydy”. W dzisiejszych czasach, jest to już obowiązująca interpretacja każdego totalitarnego reżymu, gdzie ścierać się mają frakcje „prozachodnia” i „konserwatywna”.

Departament ‘D’ nie wahał się jednak używać bardziej brutalnych i bezpośrednich środków: fałszowania dokumentów, pozorowania kompromitujących wycieków i nieprzerwanej kampanii dyskredytowania aktywnych wrogów komunizmu. Uciekali się nawet do manipulowania cenami na giełdach w celu osiągnięcia krótkotrwałych zysków monetarnych – sławna operacja sprzedaży ton złota, nasuwa się jako przykład. Ludzie Agajanca podsunęli właścicielom kopalni kruszcu oraz rozmaitym analitykom z Wall Street i z londyńskiej City, fałszywe raporty na temat trudności w wydobyciu i obniżone szacunki produkcji. Zanim analitycy zorientowali się, że raporty nie mają pokrycia w rzeczywistości, ceny poszły w górę, a kgb zdołało sprzedać 25 ton złota z dużym zyskiem.

Najważniejszym, nadrzędnym celem aktywnych środków było ogólne osłabienie Zachodu, destabilizacja, wprowadzenie zamieszania i dezorientacji, zbałamucenie i wprowadzenie w błąd wroga.

Ale to wszystko jest za nami, nieprawdaż? To „historia”, było-minęło, bo przecież nie ma już sowietów, rozpadły się jak domek z kart. Te opowieści o fałszywych dokumentach, to nic więcej jak przyczynki do dziejów „zimnej wojny”, do tych starych złych czasów, kiedy kulturni czekiści prowadzili gry szpiegowskie z dżentelmenami z MI5 i CIA. Wszystko to woda pod mostem, ponieważ komunizm upadł, nie ma już kompartii, ani kgb, marksizm został doszczętnie skompromitowany, a post-modernistyczna dekompozycja świata zastąpiła skutecznie Marksa z Engelsem w łepetynach intelektualistów, jako opium dla inteligencji.

Ale zaraz! W takim razie, co się stało 16 lutego w Waszyngtonie, gdy Robert Mueller, były dyrektor FBI, w roli specjalnego oskarżyciela, oskarżył oficjalnie trzy „rosyjskie” firmy oraz imiennie 13 obywateli „Rosji” o prowadzenie konspiracji w celu poderwania zaufania do instytucji rządowych Stanów Zjednoczonych? Trzy, rzekomo prywatne, firmy należą do niejakiego Jewgienija Prygożyna, który po bliższych oględzinach okazuje się być nadwornym kucharzem Putina, ale także byłym urką, pospolitym kryminalistą. Spędził 9 lat w więzieniach i obozach gułagu, skazany za kradzież, defraudację i prostytucję nieletnich.

Akt oskarżenia, który można przeczytać tu, twierdzi, iż leningradzka – o, pardon, sanktpetersburska – Internet Research Agency prowadziła długotrwałą akcję w amerykańskich mediach internetowych, której celem było popieranie kampanii wyborczej Bernie Sandersa i Donalda Trumpa. Pracownicy agencji Prygożyna organizowali nawet mityngi wyborcze, jak gdyby partyjne aparaty kandydatów w amerykańskich wyborach, nie były w stanie same zorganizować spotkań z elektoratem. Czy oznacza to, że p. Clintonowa jest wrogiem czekistów? Raczej nie, ale większy widzieli potencjał destabilizacji w kampaniach Sandersa i Trumpa.

Mówią nam, że komunizm upadł – w chrlu i sowietach jest teraz kapitalizm. Ale sercem kapitalizmu jest swobodny przepływ kapitałów w procesie wolnej konkurencji. Tymczasem w tzw. post-komunistycznych pseudo-państwach nie ma ani konkurencji, ani przepływu kapitałów. Jest wyłącznie koncesjonowany kapitał, który jak z „Bożej łaski” spływa na wybranych i posłusznych oligarchów, a wszelka próba podjęcia jakiejkolwiek konkurencji z wybranymi monopolistami kończy się interwencją tajnej policji.

Mówią nam, że związek sowiecki rozpadł się i nie ma powrotu do dawnych podziałów w Europie. Ale zarówno sami sowieciarze – o, przepraszam, Rosjanie! – jak i ich zachodni oponenci, uważają całą Europę Wschodnią za uprawnioną strefę wpływów Moskwy.

Mówią nam, że marksizm został zdezawuowany z kretesem i nikt już się nie da dziś nabrać na idiotyzmy w rodzaju „centralnego planowania” czy „społecznego posiadania środków produkcji”. Ale staro-obrzędowi komuniści w rodzaju Bernie Sandersa czy Jeremy Corbyna, nie odnosili od lat takich sukcesów wyborczych, jak w ciągu ubiegłych kilkunastu miesięcy, a nie ukrywają swych otwarcie komunistycznych planów.

Mówią nam, że kgb nie istnieje w takiej formie, w jakiej istniało przed „upadkiem komunizmu”. Tylko że istnieją ci sami czekiści. Są nadal ekspertami w swojej dziedzinie, tj. w dziedzinie politycznych zabójstw (dosłownych i tych metaforycznych), kontroli i manipulacji, mącenia wody i destabilizacji. Podobnie jak dla wczesnych czekistów, prowokacja jest dla nich chlebem powszednim. Ich metody pozostały w zasadzie niezmienione, a tylko dostosowane do technologii XXI wieku. Ogromna większość skandali, jakie zachwiały Ameryką i Europą w ubiegłych kilku latach, znalazła swoje źródło w przeciekach zorganizowanych przez sowietów, na wzór departamentu ‘D’ Agajanca. Jak ich czekistowscy przodkowie, wolą używać prawdziwych informacji, jeżeli to tylko możliwe, ale nie wahają się przed fałszerstwem i łgarstwem w żywe oczy, bo wedle leninowskiej ortodoksji, każdy środek jest dobry, jeżeli prowadzi do celu.

Skoro tak wielki wysiłek włożyli w kampanie wyborcze, to czy wynika stąd, że Trump jest marionetką w rękach czekistów? Że Corbyn jest agentem czeskiej razwiedki, a Sanders ukrywającym się od dziesięcioleci nielegałem? Nie można wykluczyć, że Trump to „nasz człowiek w Waszyngtonie”, ale osobiście jestem zdania, że czekiści mają tyle rozumu, że nie będą werbować narcystycznej baryłki smalcu z pomarańczową czupryną, bo na agentach trzeba móc polegać (wiem, wiem, że to nie brzmi zbyt dobrze, i że wygląd prezydenta Stanów Zjednoczonych nie jest najważniejszy, ale jak można ufać komuś, kto zaczesuje farbowane włosy z jednego ucha nad drugie?). Corbyn natomiast jest trockistą, który domagał się głośno w latach 80., by sowiecka kompartia zrehabilitowała jego ulubieńca, więc też nie nadawał się na agenta (zresztą wpływów nie miał żadnych).

Wydaje mi się obojętne, czy mamy do czynienia ze spiskiem w celu obsadzenia sowieckiego agenta w Białym Domu, czy jak chcą obrońcy Trumpa, spiskiem „głębokiego państwa” w celu obalenia legalnie obranego prezydenta Stanów Zjednoczonych. I w jednym, i w drugim wypadku, jedynie sowieciarze będą czerpać korzyści z destabilizacji, jaką sieją.

Czy dochodzenie Muellera nie jest wszakże oznaką zdrowia amerykańskich instytucji? Czy nie ma w tym, choćby tylko zaczątkowej, ale nie mniej przez to chwalebnej próby dochodzenia prawdy, a w perspektywie, otrząśnięcia się z czekistowskich wpływów? Prawdę mówiąc, nie sądzę. Już niebawem – może za rok, a może za dziesięć lat – czeka nas bowiem kolejne odprężenie, de-putinizacja i kolejna zgniła odwilż. Postępowa część światowej opinii publicznej powita wówczas z radością ocieplenie w stosunkach między mocarstwami i nastąpi kolejne „kochajmy się!”

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/02/25/dzialania-aktywne-zanim-nastapi-kolejne-kochajmy-sie/
Kategorie: Michał Bąkowski, Świat na haku i pod kluczem, Trump
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2018/02/25/dzialania-aktywne-zanim-nastapi-kolejne-kochajmy-sie/