Zamknij
Michał Bąkowski

With a hippy, hippy shake…

3 grudnia 2017 |Michał Bąkowski, Noś długie włosy
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2017/12/03/with-a-hippy-hippy-shake/

Kto to naprawdę byli hippiesi?  Mówi się o „kontrkulturze”, o flower power, o „lecie miłości”.  Joan Baez i Bob Dylan, The Doors i Grateful Dead.  Ale czy chodziło tylko o długie włosy, rozszerzane spodnie, po amatorsku farbowane koszule i psychodeliczne wzory wymalowane na samochodach?  Czy było w tym coś więcej niż tylko proto-sowiecki ruch młodzieżowy?  Niektórzy wskazują na źródła ruchu tak wzniosłe i rozbieżne, jak Friedrich Nietzsche i Hermann Hesse, św. Franciszek z Asyżu i starożytny cynik Diogenes.  Ale czy jest w tym jakikolwiek racjonalny rdzeń, czy tylko chęć podparcia się wielkimi nazwiskami?

Pytania te nasunęły mi się przy lekturze arcyciekawego artykułu Jacka Szczyrby.  Autor rozważał ideową zawartość filmu pt. Hair, ale film ten nie jest naprawdę wyrazem ruchu hippiesowskiego, ukazał się bowiem dopiero w 1979 roku, i był już wówczas nostalgicznym spojrzeniem wstecz, wyrazem tęsknoty za czymś, co już minęło: za utraconą niewinnością.  Odkąd Adam i Ewa wygnani zostali z Raju, ludzkość skazana jest na takie, z lekka zabarwione żalem, tęskne rozmyślania.  Zostawmy więc ten aspekt Hair, a zajmijmy się politycznym wymiarem problemu.

W ciągu ostatnich 100 lat kultura stała się polem walki politycznej.  Jasno postawionym celem bolszewików było przemienienie społeczeństwa i przekucie człowieka.  By móc dokonać tak niezwykłego dzieła, musieli zaatakować kulturę i tradycyjne wartości, które legły u podstaw najwyższych osiągnięć ludzkiego ducha.  Od tego czasu, o wiele bardziej niż w innych okresach walki z tradycją, np. w czasach Oświecenia czy Renesansu, i znacznie skuteczniej niż pod rządami pre-bolszewickich jakobinów, kultura jest polem politycznego natarcia.  Wynika stąd także, że powinna być pierwszą linią obrony przed zalewem barbarzyństwa, ale niestety nie jest.

Zawężę teraz kwestię jeszcze bardziej i zostawię na boku problematykę sztuki awangardowej, poszukiwań formalnych (które wydają się być całkowicie w zgodzie z naczelnymi celami działalności kulturalnej i twórczej, ale niosą ze sobą kłopoty innej natury), a zajmę się tylko niektórymi aspektami kwestii poruszonych przez p. Jacka.  Hair jest filmowym musicalem, ograniczę się zatem do filmu i muzyki, jako wyrazu tego co bardzo mgliście nazywane bywa „ruchem hippiesowskim”, oraz do źródeł samego ruchu.

Jacek Szczyrba pisze o zmianie pokoleń w Hollywood pod koniec lat 60. i o rzekomo odwiecznym konflikcie między generacjami.  Zaproponowałbym wszakże inną tezę.  Konflikt między pokoleniami był cechą tego właśnie czasu i nie jest wcale tak oczywisty w historii ludzkości.  Przez tysiące lat młodzi ludzie wykonywali rozkazy ludzi starszych bez szemrania, ponieważ każdy wiedział, że wiek zawiera skarby doświadczenia, a tylko doświadczenie może prowadzić do mądrości.  Ludzie żyli krócej, więc mądrych i doświadczonych starców było niewielu i otoczeni byli zazwyczaj szacunkiem.  Dopiero mniej więcej w czasie Wielkiej Wojny, czyli 100 lat temu, wysunięto buntowniczą tezę, że skoro starcy posyłali młodych ludzi na śmierć w okopach, to gdyby tylko młodzież miała więcej władzy, na pewno nie doszłoby do takiej hekatomby ofiar.  I tak zaczął się Niemiłościwie Nam Panujący Kult Młodzieży.

Znalazł on swój wyraz w literaturze i sztuce, i w kulturze w ogóle, a zwłaszcza w nieznanej wcześniejszym pokoleniom sztuce kina.  XX wiek był stuleciem „zapisu” – nie zapisu cenzury, choć nigdy dotąd historia nie znała takich ekscesów cenzorskich – tylko techniki zapisu.  Nagrania zrewolucjonizowały odbiór muzyki i zmieniły ją ze sztuki elitarnej na popularną i pierwszoplanową.  Wystarczy wyobrazić sobie, jak trudno było wysłuchać Pasji Bacha czy koncertu Mozarta przed wynalazkiem fonografii, by pojąć naturę tej rewolucji.  Kinematograf natomiast dokonał przewrotu we wszystkich sztukach widowiskowych.  (Nic dziwnego, że Lenin uznał kino za „najważniejszą ze sztuk”, ale nie o bolszewikach mi mówić tym razem.)

Rewolucja w muzyce zaowocowała popularnością jazzu, potem bluesa, a wreszcie rock’n’roll i pop – wszystko muzyka młodzieżowa.  Z kinem było inaczej.  Będąc sztuką nową, kino było niezwykle prymitywne, zwłaszcza w swym hollywoodzkim wydaniu.  Przez wiele lat przekazywało w miarę czarno-biały obraz świata, czego symbolem był „samotny szeryf, walczący ze złem”, jak to określa p. Jacek.  Lata 60. zachwiały ten obraz.  (Prawdę mówiąc, wydaje mi się, że stało się to wcześniej.  Kto np. jest pozytywnym bohaterem w Moście na rzece Kwai?  Czy Obywatel Kane albo Dama z Szanghaju są moralnie jednoznaczne?  Natomiast w sławnym Ice Cold in Alex, główny bohater jest alkoholikiem, a niemiecki szpieg okazuje się sympatyczny i pomocny.)  I w takiej sytuacji pojawili się hippiesi: koncerty pod gołym niebem, „lato miłości” i rewolucja w Hollywood, zapoczątkowana przez niezależny film pt. Easy Rider.  Nakręcony za grosze, film zarobił miliony i nagle wielkie studia zdecydowały robić podobne filmy i dać reżyserom wolność twórczą, jakiej nie mieli nigdy dotąd.  W 10 lat później, uciekinier spod komunizmu, Milos Forman, nakręcił Hair, który jest zaiste dobrym podsumowaniem ruchu.

Pan Jacek widzi to tak, że Berger (jedna z najważniejszych postaci w musicalu), tańcząc w słynnej scenie na suto zastawionym stole, „wyraża w ten sposób brak szacunku, a wręcz pogardę dla fundamentu, na którym zostało zbudowane państwo amerykańskie”. I nazywa to dalej „aktem bezmyślnej destrukcji”. W innym miejscu padają kluczowe, jak mi się zdaje, słowa:

Długie włosy są symbolem wolności i nienawiści do tradycyjnego społeczeństwa.

Zastanowiły mnie te słowa w sposób zupełnie osobisty.  Bo i ja nosiłem długie włosy, i ja uważałem się za hippiesa.  Czyżbym rzeczywiście buntował się wówczas, będąc nastoletnim, długowłosym, prlowskim kontestatorem, wobec tradycyjnego społeczeństwa?  Do podanych na wstępie prawzorów hippiesów, dodają niektórzy także Sokratesa i Jezusa (rzecz jasna, jako „proroka” a nie Syna Bożego).  Cóż może łączyć postaci tak różne i skłócone jak Nietzsche i Sokrates?  Hesse i św. Franciszek?  Łączy ich zaiste kontestacja, a nawet bunt.  Wszyscy oni występowali przeciw zastanemu porządkowi.  Można do tej listy dodać każdego niemal starotestamentalnego proroka, każdego świętego katolickiego wyniesionego na ołtarze.  Pan Jezus w Ewangelii, zachowuje najostrzejsze słowa krytyki dla „obłudników” i dla faryzeuszy, którzy reprezentują zastany porządek.  A Nietzsche?…  Mój Boże!  Nietzsche występował przeciw każdemu przejawowi zwyczajności:

Jeszcze jedno stulecie czytelników – i duch nawet śmierdzieć zacznie.  Że każdemu wolno nauczyć się czytać, to psuje z czasem nie tylko pisanie, lecz i myśli.  Niegdyś duch był bogiem, potem przedzierzgnął się w człowieka, dziś staje się motłochem.

(To chyba o internecie…  Ale czy duch jest motłochem?  Chyba nie, bo być nie może, ale Nietzsche miał rację: to, co od ducha, co niegdyś było duchowe, zaśmiardło paskudnie, bo z motłochem się zadaje.)  A przeciw czemu występował Diogenes, mieszkając w beczce i strofując Aleksandra, że zasłania mu słońce?  O co chodzi „Wilkowi Stepowemu”, bohaterowi powieści Hessego pod tym samym tytułem?  Wilk jest samotnikiem, patrzy z góry na innych i jest dumny, że nie jest jednym z nich.  A przecież jego życie nie różni się tak bardzo od tego, jak żyją ludzie wokół.  Życie petit bourgeois pociąga wilka porządkiem, wygodą – ba! swą konwencjonalnością.  Kiedy patrzy na marginesy społeczeństwa, to pogardza nimi w sposób zupełnie mieszczański.  I tak, jedną częścią swego jestestwa odpycha to, co afirmuje drugą.  Zdaniem Hessego, owe rozliczne jednostki, żyjące na krawędziach, którym znane są i ból i rozkosz poszukiwań, utrzymują burżuazję przy życiu.  Wilk stepowy jest najpełniejszym wcieleniem człowieczeństwa, ale czy tak to rozumieli młodzi amerykańscy czytelnicy na uniwersyteckich campusach?

Co łączy te postaci i te myśli?  Wszyscy występowali przeciw konwencjom, przeciw utartemu, bezmyślnemu porządkowi.  Nie przeciw moralności, ale przeciw konwencjonalnej moralności.  Apolityczny bunt hippiesów wpisywał się w ten właśnie nurt myśli ludzkiej, ale niestety przekręcał ją haniebnie.  Jakże często powoływali się hippiesi na słynne zawołanie św. Augustyna: „Kochaj!  I rób co chcesz!”  Tylko że w ich ustach stało się to wezwaniem do wolnej miłości i usprawiedliwieniem każdego świństwa, gdy dla Augustyna było afirmacją potęgi miłości bliźniego, jako busoli ludzkiego sumienia.

Jak zwykle na ludzkich ścieżkach, droga do piekła jest wybrukowana najlepszymi intencjami.  I nie inaczej było z hippiesowską kontestacją.  Stała się ona symbolem buntu dla buntu.  Rozpoczęta jako indywidualistyczny gest sprzeciwu wobec gorsetu konwencji, stała się z czasem kulturową bombą nuklearną, która zrównywała wszystko wokół, niwecząc każdy autorytet, podważając już nie konwencje, ale moralność samą.  Dobrym przykładem degeneracji ruchu jest bardzo wczesny przypadek, zmarłego niedawno Charlesa Mansona, kryminalisty, który wykorzystał naiwność hippiesów dla stworzenia własnego, morderczego „kultu”.

Powróćmy jednak do historii kina.  Otóż wydaje mi się, że najlepszej pointy dla rewolucji obyczajowej w powojennej Ameryce, dostarcza scena z filmu Dead Poets Society, Petera Weira.  Film pozornie należy do tej samej kategorii, co Hair.  Pod wpływem nowego nauczyciela literatury uczniowie w elitarnej prywatnej szkole zaczynają się buntować przeciw sztywnym zasadom, przeciw hasłom wypisanym na sztandarach: tradycja, honor, dyscyplina.  Ale w mojej ulubionej scenie, jeden z bohaterów, zakochany w dziewczynie z innej szkoły, znajduje się na przyjęciu wśród jakichś piłkarzy-pałkarzy i tam widzimy, jak będzie wyglądać przyszłość, kiedy już się nie będzie przeciw czemu buntować, tylko łajno równomiernie rozpełznie się wszędzie.  Akcja filmu toczy się w latach 50., wówczas była to jeszcze wizja przyszłości – dla nas od dawna jest to teraźniejszość.

Rzecz w tym, że rewolucja XX wieku, której nikłą częścią byli hippiesi, zastąpiła konwencjonalną, tradycyjną moralność, równie konwencjonalnym amoralizmem; zastąpiła szacunek dla innego człowieka indyferentyzmem, zastąpiła grzech tolerancją.  Miłość zastąpiła seksem, a wolność chaosem, godną śmierć dogorywaniem w domach starców w swarliwej nadziei na wieczną wegetację.  Sprowadzili człowieka do kłębka żądz powodowanych potężnymi mocami, np. sexem, któremu oprzeć się nie sposób, gdy racjonalność, wola i duchowość wyrzucone zostały przez okno jako podejrzane.  Obecność Boga wśród nas, zredukowali do szkolnych jasełek.

Aż prosi się o wprowadzenie jakiegoś porządku do tych rozważań, ale niestety teoretyczne rozróżnienia na temat myślowej zawartości czegoś tak trudnego do określenia jak „ruch młodzieżowy”, bywają nudnawe i mogą tu być nie na miejscu.  Pozwolę sobie zatem ograniczyć się tylko do podstawowych uściśleń.  Otóż po pierwsze, nasz bunt w prlu miał zupełnie inny wymiar niż bunt długowłosych kontestatorów z Californii.  Słuchaliśmy Yes i Pink Floyd, Genesis i Emerson, Lake & Palmer i poza oczywistym eskapizmem, muzyka ta miała tylko taki sens, że była całkowicie inna od tego wszystkiego, co nam podsuwano do słuchania.  Nie miała żadnej ideowej zawartości, jak np. protesty Pete’a Seegera czy Joan Baez, którzy byli otwarcie komunistami.  Co nie znaczy rzecz jasna, że Peter Gabriel czy Roger Waters nie byli komunistami.  Owszem byli i są, ale to nie było tak oczywiste z kawałków takich jak Careful with that Axe Eugene czy I know what I like (in your wardrobe).

Po drugie, wyróżnikiem rewolucji hippiesowskiej, ale także łącznikiem z każdą wcześniejszą rewoltą, jest absolutyzowanie pojęcia wolności.  Wolność jest podstawowym, być może najważniejszym pojęciem etycznym – ale nie jest wartością.  Nie należy do porządku aksjologicznego.  Jest w zamian warunkiem koniecznym wszelkiej moralności.  Każdy akt ludzki, żeby mógł być czynem podlegającym ocenie moralnej, musi być wolny.  Ale uczynienie z wolności wartości – czyli obrócenie formy czynu, w jego treść – niweczy wszelką wartość.  Zbrodnie „rodziny” Mansona popełnione były w przekonaniu, że zabójstwo dokonane w sposób wolny – jest dobre.  Cokolwiek robili hippiesi Bergera w Hair, było spontaniczne i autentyczne, a zatem dobre.

Z tej absolutyzacji wolności wynikły problemy Formana i nasze kłopoty z jego filmem.  Jacek Szczyrba zapytuje retorycznie, w jaki sposób uciekinier z komunistycznej Pragi mógł nie widzieć, że wojna w Wietnamie miała na celu obronę Wietnamczyków przed losem Czechów?  W moim przekonaniu, Forman widzi każdy bunt jako afirmację wolności, a więc coś z gruntu wartościowego.  Co więcej, Forman był rewizjonistą i pragnął komunizmu z ludzką gębą, a nie obalenia komunizmu, więc w jego oczach żadnej sprzeczności chyba nie było.

Joseph Conrad pisał gdzieś, że moralna wizja wszechświata wikła nas w tak absurdalne sprzeczności, jak np. klęska dobra, że resztki wiary nadziei i miłości, a nawet rozum, zanikają, a zatem stworzenie nie może mieć etycznych celów.  Może sensem istnienia jest czysty spektakl? – pytał wielki pisarz.  Widowisko grozy i zachwytu, miłości, czci i nienawiści.  Jedyną rolą człowieka jest śmiech i łzy widza, czułość bądź oburzenie, spokój twardego serca czy intelektualna ciekawość.  Jedynym zadaniem, odbicie tych spektakularnych wydarzeń w naszej świadomości i w naszym sumieniu, a może także w dziełach sztuki, danie świadectwa cudom i przerażeniu, nieskończonym namiętnościom i niezachwianej pogodzie ducha.

Jako filozoficzne stanowisko, słowa Conrada nie dają się obronić, bo porażka tych, co trzymają się wartości w walce z obojętnym światem nie jest dowodem na to, że cel stworzenia nie jest etyczny.  Wręcz odwrotnie, to właśnie w walce z przemożnymi siłami natury i ludzkiej nikczemności afirmujemy wartości, które są poza światem materialnym.  My możemy być zniszczeni, ale wartości pozostaną.  Pomimo to, konkluzja tego wywodu wydaje się trafiona: cecha widowiskowości nie jest bez znaczenia, właśnie z powodu tychże oderwanych wartości.  Sam spektakl walki jest moralny per se.  I tylko sumienie jest zaangażowane w to widowisko; sumienie obdarzone głosem i mocą dawania świadectwa – oto człowiek.

Claude Bukowski i Berger z Hair, są afirmacją człowieczeństwa, pomimo swych podejrzanych afiliacji politycznych.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2017/12/03/with-a-hippy-hippy-shake/
Kategorie: Michał Bąkowski, Noś długie włosy
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2017/12/03/with-a-hippy-hippy-shake/