Zamknij
Michał Bąkowski

Jaskółki i Amazonki Lenina i Trockiego

16 listopada 2017 |Bolo Liquidation Club, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2017/11/16/jaskolki-i-amazonki-lenina-i-trockiego/

Jest rok 1935.  Rodzeństwo Walkerów spędza z matką letnie wakacje na jeziorach angielskiego Lake District.  Pływają żaglówkami, bawią się w piratów i odkrywają świat.  A w tym świecie dzieją się rzeczy dziwne.  Podejrzane, obce typki, mówiące perfekcyjnie po angielsku i zupełnie niezrozumiale po rosyjsku, próbują schwytać innego podejrzanego typa, którego dzieci nazwały „Kapitanem Flintem”.  Flint okazuje się być ni to dziennikarzem, ni to pisarzem, ni to szpiegiem, który wywiózł z sowietów zdjęcia urządzeń militarnych i ukrywa je na łodzi, na jeziorze, zamiast przekazać Rządowi Jego Królewskiej Mości. – Tak mniej więcej wygląda główny wątek ubiegłorocznego przygodowego filmu dla dzieci, pt. Jaskółki i Amazonki, wg powieści Arthura Ransome’a pod tym samym tytułem.  Tylko że powieść dzieje się w roku 1929 i nie ma w niej groteskowych sowieckich agentów.  A jednak istnieje namacalny związek między popularną książką, która uczyniła Ransome’a sławnym na cały świat – i rajem krat.

Kim był Arthur Ransome?

Agent czeki czy agent brytyjskich tajnych służb?  Wiktoriański „ostatni Anglik” czy bolszewicka szumowina?  Poważny dziennikarz, komentator polityczny i krytyk literacki czy autor bajek i eskapistycznych książek dla dzieci?  Najprawdopodobniej wszystko naraz.  Sentymentalista bez wykształcenia i energiczne beztalencie; marzyciel zapatrzony w infantylny obraz dzieciństwa; bajkopisarz i oportunista; świadek i uczestnik najbardziej burzliwej epoki XX wieku.

Jego kariera jest zdumiewająca.  Był tępym uczniem, nie radził sobie w szkole i nie skończył studiów.  Znalazł posadę gońca w wydawnictwie, by już po kilku latach (w wieku lat 27) pisać pierwszą – pierwszą w ogóle! – krytyczną pozycję na temat Oscara Wilde’a.  Był czwartym człowiekiem, który przeczytał w całości sławne De profundis Wilde’a (po autorze, adresacie i wykonawcy testamentu).  Pomimo rozgłosu, Ransome żałował, że wdał się w kontrowersje i skandale związane z Wildem.  Były mu nie na rękę, bo był typem eskapisty, klasycznym reprezentantem gatunku „Colditz-man”, którego jedyną odpowiedzią na problem jest pragnienie ucieczki.  Uciekł więc przed procesami i od nieszczęśliwego małżeństwa, uciekł jak najdalej mógł, na koniec świata – czyli do Rosji.

Oczywiście pomogły znajomości.  Mieszkał u bogatych ludzi, znał różnorodną kolonię brytyjską w Rosji, ludzi pióra i ludzi interesów.  Nauczył się rosyjskiego, by móc studiować folklor.  Był bez pieniędzy, ale ze spokojem studiował język i kulturę, grał w tenisa, łowił ryby i żeglował, przemieszczając się z jednego majątku przyjaciół do drugiego, z wygodnej daczy do luksusowej posiadłości, jak przystało człowiekowi z klas wyższych (do których nie należał).  Był oczarowany Rosją.

Ransome ukończył swój przewodnik po Petersburgu 9 lipca 1914 roku.  Książka nigdy się nie ukazała, czemu trudno się dziwić.  Opisywał przecież świat, który przestał istnieć.  Odnalazł swój rękopis w roku 1919 i natychmiast go spalił.  Jego biograf* przypuszcza – moim zdaniem słusznie – że przyczyną zniszczenia rękopisu musiał być wstyd za wypowiedziane w nim poglądy.  Ransome-tradycjonalista pisał w 1914, zapewne z podziwem, o niezwykłym mieście nad Newą, o pięknie Rosji i o caracie jako wyrazie jedności narodu rosyjskiego.  Ransome-bolszewik wpadł w popłoch, czytając swój panegiryk.  Ale to tylko domysły.  Jak mówił Mackiewicz, Polak, który przestaje być bolszewikiem po ich odejściu, nie jest ani Polakiem, ani bolszewikiem – tylko szmatą.  I to samo dotyczy szacunku Ransome’a dla starej Rosji.

Nasz bohater zaprzyjaźnił się w Rosji z Haroldem Williamsem i jego żoną Ariadną Tyrkową.  Williams był nadzwyczajnym lingwistą i poliglotą – nie dość, że znał biegle ponad pięćdziesiąt języków, to czytał także pismo klinowe, hieroglify, tradycyjne pismo chińskie i japońskie – ale był także wziętym dziennikarzem; Tyrkowa była kiedyś rewolucjonistką z Narodnej Woli, bliską Struwemu i jak on, przemienioną w kadeta (kadetami zwano w Rosji partię Konstytucyjnych Demokratów).  Ransome spędził najlepsze chwile w majątku Tyrkowej w Wiergieży, gdzie parostatek zatrzymywał się na wprost otoczonego kolumnadą wejścia do dworku.  Zachwycony Rosją pisał, że nie wie czy woli ludzi, czy kraj.

Mimo to, prędko stanął po stronie rewolucji.  Carska Rosja, która jeszcze niedawno tak go urzekła, nagle wydała mu się symbolem ucisku.  Ludzie stali się w jego mniemaniu „radośni” i odurzeni wolnością, a przecież kilka tygodni wcześniej „kochali cara”.  Rewolucja nie była jego zdaniem ani „rewoltą”, ani „buntem”, ale głęboko patriotyczną reakcją przeciw „niemieckiej bandzie u władzy”.

Wydaje mi się, że Chambers (autor biografii) grzeszy niekiedy pseudo-freudyzmem.  Próbuje wyprowadzić poglądy Ransome’a z jego życiorysu.  Rewolucja lutowa miała wywołać w nim sprzeczne odczucia, bo należał do klasy (burżuazji), która przejęła władzę (jego angielscy przyjaciele byliby w Rosji kadetami), ale z drugiej strony, był także wyrzutkiem z tej klasy, nieudacznikiem, ignorantem wobec wyniosłych absolwentów Oxbridge.  W otoczeniu wybitnych ludzi, jak Williams, odczuwać musiał swą niższość intelektualną, czuł się protekcjonalnie poklepywany po plecach.  Tymczasem prości ludzie z „rad robotniczych” nie patrzyli na niego z góry, byli uprzedzająco mili i uważali go za swego.  Jakiekolwiek miał motywy, pozostaje faktem że, kiedy Williams pisał reportaże z konferencji kadetów, to Ransome szedł na obrady lokalnego sowietu.

Gdy Lenin ogłosił tzw. tezy kwietniowe, Tyrkowa wyraziła „niemal religijny wstręt” do osobowości Lenina, którego znała osobiście od dawna; Williams nie chciał o nim słyszeć.  Odraza do bolszewików nie był niezwykłą reakcją w ówczesnym świecie; jeszcze w 1904 roku Trocki powiedział o planach Lenina, że „organizacja partyjna zajmie miejsce partii, centralkomitet zajmie miejsce organizacji, aż wreszcie dyktator zastąpi centralny komitet”.  Odizolowany i wyśmiany przez socjalistów, Lenin stworzył jednak organizację, która była jak zaciśnięta pięść.  Ransome rozumiał sytuację, choćby na podstawie wielogodzinnych rozmów z Tyrkową, ale pomimo to szkicował w swych korespondencjach inny obraz rewolucyjnej Rosji: dwie skrajności, to Miliukow i Lenin, a pomiędzy nimi jedyna nadzieja na rozsądek – Kiereński.

Naiwnie żalił się, że „praca wielu lat idzie na marne” – jego praca! – bo „przyjaźń angielsko-rosyjska rozsypuje się, a Rosja staje się przedsionkiem Niemiec”.  „W polityce światowej, Anglia jest jak dziecko bawiące się w ogródku.”  Odnoszę wrażenie, że nie potrafił zachować obiektywizmu, że musiał brać czyjąś stronę.  Najpierw był zachwycony carem i Imperium, później podziwiał rewolucję, księcia Lwowa i kadetów, potem widział jedyny ratunek w Kiereńskim, a wreszcie Lenin wydał mu się wcieleniem wszystkich cnót.  Innymi słowy, był zawsze po stronie najsilniejszego.  A jednak podstawową cechą Ransome’a był eskapizm, toteż miał w końcu śmiertelnie dość Rosji, rewolucji, chaosu i hemoroidów, zapragnął uciec do Lake District, łowić ryby i opowiadać bajki.  Umknął i 17 października 1917 roku wylądował w Aberdeen.  Tłumaczył się później, że wrócił do ojczyzny, by przekonać rząd o błędnej polityce wobec Rosji, ale zamiast pędzić do Londynu zatrzymał się nad jeziorami.  Wieść o bolszewickim przewrocie obudziła go z rozkosznej drzemki.  Winą za pucz obarczał Miliukowa, Korniłowa oraz aliantów.  Władza znalazła się w rękach ekstremy i tylko pokój mógł pogmatwać plany Lenina – winni są więc podżegacze wojenni w Rosji i w Anglii.  Pisał takie kawałki z wygodnego Londynu.  Kluczowe w jego ówczesnych wypowiedziach, wydaje się następujące zdanie:

Jeśli chcemy pchnąć bolszewików w stronę wrogiego nastawienia, a może nawet do separatystycznego pokoju, to nie możemy zrobić nic lepszego niż głośno potępiać to, czego nie rozumiemy [czyli bolszewicki pucz].

Jakże prędko zapomniał, że niedawno był po stronie Kiereńskiego i przeciw ekstremistom.  Opanował go nagły zachwyt nad bolszewikami: każdy był wykształcony, kulturalny, przyjazny, towarzyski.  A że mordowali?  Nie mieli wyboru.  Wyjęli wszystkich kadetów spod prawa, a wśród nich przyjaciół i opiekunów Ransome’a, Tyrkową i Williamsa, ale on miał tylko podziw dla morderców i słowa potępienia dla tych, co postanowili walczyć z Leninem.  Williams pisał jeszcze w 1917 roku, że bolszewicy potrzebują pokoju, by wydać wojnę swemu własnemu narodowi.  Ransome nie trudził się taką analizą.  Jego zdaniem, siłą bolszewików było wprowadzenie porządku do chaotycznej Rosji.  Tej chaotycznej Rosji, którą jeszcze nie tak dawno ukochał.  Nic dziwnego, że brytyjski attaché wojskowy, pułk. Knox, chciał go „zastrzelić jak psa”, bo nie ma różnicy między bolszewikiem i apologetą bolszewizmu.  Williams, który zerwał z nim jako bolszewikiem, pisał w korespondencji dla konserwatywnego Daily Chronicle:

Nie mogę wam mówić o brutalności i ekscesach, które niszczą Rosję od końca do końca bardziej, niż jakakolwiek obca inwazja.  Horrory, które spadają na nas – rabunek, grabież, najokrutniejsze formy mordu – tworzą atmosferę codziennego życia.  Bolszewicy nie próbują nas oszukać co do swej prawdziwej natury.  Traktują burżuazję wszystkich krajów z tą samą pogardą; chwalą się gwałtem, pogardzają prawami i moralnością, depczą sztukę i wszelkie przejawy wyrafinowania.  Barbarzyństwo jest dla nich niczym, jest ceną godną rewolucji.

Ransome tymczasem, porównywał bolszewików do Ruskina i Cromwella.  Czekał na Konstytuantę jako zakończenie rewolucji, ale gdy rozpędzili zgromadzenie, poparł ich z całego serca, bo „awangarda demokracji już jest u władzy, a parlament zezwoliłby na powrót skompromitowanych Kiereńskich i kadetów”.  Nie można się dziwić bolszewikom, że się bronią.

Jak tylu poputczików po nim, pomagał jak umiał, np. pakować carskie archiwa, gdy bolszewia wiała z Piotrogradu do Moskwy w strachu przed nadchodzącymi Niemcami.  Wystosował m.in. list otwarty do Ameryki On Behalf of Russia, wydany w lipcu 1918 przez „międzynarodowe biuro propagandy rewolucyjnej” w Waszyngtonie.  Radek we wstępie wydania rosyjskiego pisał, że Ransome nie jest politykiem, ale człowiekiem gorącego serca…, nie ma burżuazyjnych przesądów, ale kocha masy…  Ransome apelował do rewolucyjnych tradycji Ameryki, jej poparcia dla francuskiej rewolucji.  Pisał, że jego ojczyzna stała się krajem „zawiniętym w nocny koszmar ślepego szaleństwa”, pozbawionym „przez złą wróżkę” umiejętności rozpoznania bolszewików jako „gigantów historii”.  Rewolucja lutowa była chaosem na rzecz reakcjonistów; Konstytuanta ostoją kontr-rewolucjonistów i politycznych bankrutów.  Dyktatura proletariatu to demokracja dla wszystkich, co nie oznacza wcale wykluczenia burżuazji, tylko zniszczenie burżujów jako klasy.  „Kiedy pasożytnictwo, przywileje i wyzysk ustaną, to zaniknie walka klas.”

Uwielbiał Karola Radka, był pod wpływem jego inteligencji i dowcipu, i blisko się z nim zaprzyjaźnił.  Przez Radka poznał sekretarkę Trockiego, Jewgienię Szelepiną, i zakochał się na zabój.  Opisał w dzienniku, jak szukali mieszkania w Moskwie; nadał temu fragmentowi złowrogi tytuł „Rekwizycja mieszkania”.  Jest to poglądowy przykład bolszewickich metod usuwania „pasożytnictwa, przywilejów i wyzysku”.  Oglądali z Radkami luksusowe apartamenty w kamienicy starego kupca, ale nie podobały im się.  Kupiec błagał, żeby zamieszkali za darmo (obecność bolszewickiej wierchuszki dawała względne bezpieczeństwo), ale Jewgienia odmówiła wyniośle.  Następnego dnia kupiec przyszedł zaoferować swoje własne mieszkanie, na co Ransome notował: „miał piękną bibliotekę, która bardzo by mi się przydała!”

Kiedy Sidney Reilly, George Hill i Paul Dukes spiskowali w celu obalenia nieludzkiego reżymu Lenina, Dzierżyński ostrzegł Ransome’a, że „zorganizowany terror jest koniecznością rewolucji”, a obcokrajowcy będą wkrótce przykładnie karani.  Uciekł zatem do Szwecji z sowieckim błogosławieństwem (i milionami dla bolszewickiego biura w Sztokholmie), na 24 godziny przed masowymi aresztowaniami obywateli brytyjskich w sowietach.

Chambers sugeruje, że Ransome dał się przekonać argumentom Trockiego i spółki, ponieważ zakochał się w jego sekretarce.  To jest oczywiście możliwe – często brzemienne w skutki decyzje zapadają z czysto osobistych powodów – ale nie usprawiedliwia postawy.  Niestety bardziej prawdopodobne, zwłaszcza w świetle burzliwego przebiegu romansu z Szelepiną, jest podejrzenie, że Jewgienii rozkazano zostać kochanką ekscentrycznego Anglika.

W prywatnej rozmowie z naszym bajkopisarzem, Trocki miał powiedzieć: „może nie jesteśmy dobrymi organizatorami, ale nikt nie zaprzeczy, że jesteśmy najlepszymi dezorganizatorami w historii”.  A w takim razie (wedle Ransome’a) jedyna słuszna polityka wobec Rosji, to zaakceptować sowiety, dać im broń i oglądać fajerwerki z daleka.  Ale fajerwerki składały się m.in z morderstwa kapitana Cromie na eksterytorialnym gruncie konsulatu brytyjskiego.  Kiedy czyta się dziś o oburzeniu prasy brytyjskiej, o konfuzji samego Ransome’a, to śmiać się chce, bo wiadomo, że już za chwilę zarówno Ransome, jak i rząd brytyjski, będą rozmawiali z mordercami.

2 września 1918 roku, kiedy Lenin rzekomo był umierający, Ransome napisał nigdy nie opublikowany nekrolog, w którym bezwstydnie, na lata przed rozpoczęciem sowieckiego kultu Lenina, rozwodził się o prostych chłopach, którzy rozpoznawali jego dobroć, o robotnikach, którzy patrzyli na niego „jak na świętego”, o miłości do dzieci…  Skonfrontowany z oczywistością terroru, Ransome po prostu negował fakt: terror jest niemożliwy w Rosji, więc go nie ma; wieści na ten temat to propaganda Białych, chętnie przyjęta przez bolszewików, jako konieczny element rewolucyjnej retoryki – forma językowa, a nie rzeczywistość.  Gdy już nie mógł dłużej zaprzeczać, uciekł się do znanej formułki, że „byli zmuszeni do kontrterroru przez zbrodnie Białych”.  Uznawszy sowieciarzy za męczenników, mógł wrócić do zabójstwa Cromie, które musiało być uzasadnione, skoro ludzie tak nieskazitelni jak Dzierżyński i Peters za takie je uznali.  Nic dziwnego, że Lockhart ostrzegał przed Ransomem jako agentem bolszewii.  W Whitehall sformułowano opinię, że stał się jawnym bolszewikiem.  Więc co zrobili?  Zaoferowali mu pracę w roli agenta brytyjskiego…

W roku 2009, kiedy powstała książka Chambersa, nie ujawniono nadal (!!) wszystkich dokumentów brytyjskich, nie wiadomo zatem, co spowodowało zmianę opinii.  Chambers przekonująco argumentuje, że mógł tu zajść przypadek sporu między MI5 i MI6 czyli kontrwywiadem i wywiadem.  W MI5 dominowała psychika oblężonej twierdzy, podejrzliwość i niechęć do prasy, gdy oficerowie MI6 byli otwarci, kosmopolityczni i pragmatyczni.  Z definicji musieli znać języki, więc byli lepiej wykształceni, bywali awanturnikami – jak Reilly – ale nigdy nie byli urzędnikami.  Byli wśród nich także ludzie zdecydowanie lewackich przekonań, np. Clifford Sharp.  Sharp był m.in. naczelnym New Statesman, pisma znanego głównie z poparcia dla Stalina w latach 30.  Odtąd Ransome mógł dostarczać raportów wywiadowczych na temat sytuacji w sowietach całkowicie pod dyktando Radka.  Jego raporty były tak skrajne, że nawet lewacki Manchester Guardian musiał je łagodzić.

30 stycznia 1919 po dłuższym pobycie w Szwecji, powrócił do sowdepii wraz z wydaloną ze Szwecji bolszewicką misją.  Opisał tę podróż jako przejście przez most: z jednego ekstremum walki klas do drugiego, z dyktatury burżuazji do dyktatury proletariatu.  Gdy Churchill domagał się interwencji – „z wszystkich tyranii w dziejach, bolszewizm jest najgorszą, najbardziej destrukcyjną, najbardziej poniżającą”– a Reilly próbował z Londynu zlikwidować Bola, Ransome otrzymał „list żelazny” od samego Lenina, z rozkazem, by udzielić okazicielowi wszelkiej pomocy.  Odwiedził Butyrki w towarzystwie Dzierżyńskiego.  Wszedł osobiście do celi brytyjskich więźniów i wmawiał im, że jest tajnym agentem brytyjskim.  Peters żalił mu się, że Lockhart, któremu włos nie spadł z głowy na Łubiance, stał się zaciekłym antykomunistą.  Lenin, który jeszcze nie tak dawno był umierający, udzielił mu trzech wywiadów.  Żadna postać historyczna nie miała tak radosnej dyspozycji, jak Lenin.  Był przekonany, że w całej Europie zaistniała sytuacja rewolucyjna i wybuch jest tylko kwestią czasu.  Nie obawiał się wojsk interwencyjnych, „Lloyd George równie dobrze mógłby posłać swych żołnierzy na uniwersytet”; w Rosji nauczyliby się rewolty.  Na delikatną sugestię, że rewolucja w Anglii jest mało prawdopodobna, Lenin odparł: „Anglia i Francja złapały już bakcyla choroby.  Tobie może się wydawać, że pozostają nietknięte chorobą, ale mikroby już się rozchodzą”.  Jakże miał rację wódz rewolucji, nazywając komunizm zarazą: zaraza rozchodzi się po świecie.

Ransome miał także czas na zabawę, spotykał się z reprezentantem Wilsona w sowdepii, niesławnej pamięci Williamem Bullittem.  Szampan lał się strumieniami, kawior, prywatna loża carska w Teatrze Wielkim.  Po sześciu tygodniach powrócił do Anglii i został aresztowany na granicy.

Właściwie nie został aresztowany, a wyłącznie zaproszony do udzielenia wyjaśnień.  Pomimo to, wydał natychmiast kolejny pamflet na temat sowietów.  Określił w nim swą postawę jako „polityczną neutralność”.  Podkreślał, że „nic nie znaczące okrucieństwa popełnione przez tę stronę czy tamtą” przesłaniają tylko obraz „największych zaburzeń w historii”.  Rex Leeper, jeden z członków Klubu Likwidacji Bola, próbował zastopować kolejny wyjazd Ransome’a do sowietów, ale zwyciężyło w Whitehall przekonanie, że młody dziennikarz nie ma żadnych poglądów, żadnej moralności, że interesuje się tylko sobą i wraca po swą kochankę.  W rzeczywistości jednak, Ransome pisał np.:

Podzielam opinię wszystkich Rosjan, że żadna siła na ziemi nie zdoła usunąć władzy sowieckiej albo zakłócić wiarę ludu w bolszewickich przywódców.

W końcu zdołał wyciągnąć swoją Jewgienię z sowdepii bez większych trudów.  A Jewgienia zdołała przewieźć na Zachód 35 diamentów i 3 sznury pereł skonfiskowanych od „bywszych liudiej”.  Wszystko na rzecz partii rewolucyjnych (wiadomo to z akt ogłoszonych w 1991 roku).  Ale sam jeździł jeszcze często do Moskwy.  Jak dawniej udzielano mu wszelkiej pomocy, aż do własnego biura w ministerstwie włącznie.  Wyśmiewał żale o brak wolności słowa („nie spotkałem Rosjanina, który by nie mówił tego, co myśli”), rozmawiał ponownie z Leninem, który cytował Hegla dla uzasadnienia ucisku chłopów: „Co to jest lud?  Lud to ta część narodu, która nie wie, czego chce.”  Szalał po nocnych klubach w zagłodzonej Moskwie z Vanderlipem i Enverem Paszą w czasie, gdy 1.500 „kontrrewolucjonistów”, czyli zakładników zamkniętych bez sądu, zostało rozstrzelanych „w wyniku nieuwagi”.  Chambers komentuje, że dawniej łączyła Ransome’a z bolszewią wspólna chęć pokonania Niemiec (dziwne, bo Lenin nie walczył z Niemcami), a teraz pieniądze, koncesje, luksusy, restauracje itp.  A przy tym wszystkim Ransome wyrażał pogardę dla burżuja, który płakał nad utraconym fortepianem.

Być może trudno było obcokrajowcowi pojąć istotę rzeczy?  Chambers cytuje w odpowiedzi Bertranda Russella, który był skrajnie lewicowym sympatykiem bolszewii, ale z miejsca dostrzegł, co się wyprawia pod władzą Lenina.  Po krótkiej wizycie w roku 1920, pisał o przemysłowej konskrypcji, zakazie strajków, więzieniu dla bumelantów, głodzie i terrorze.  Rolnictwo upadło nie z winy Ententy, ale dzięki alienacji chłopów.  Przemysł upadł, bo robotnicy nie chcą pracować pod przymusem.  Russell nie miał złudzeń, co do bolszewickich metod:

Okrucieństwo czai się w naszych instynktach, a fanatyzm jest kamuflażem dla okrucieństwa.  Fanatycy są rzadko humanitarni, a ci którzy szczerze obawiają się okrucieństwa, będą się opierać fanatycznej wierze.

Kolejny sowiecki dokument pokazuje, że Ransome pisał donosy na Brytyjczyków w Moskwie i szkicował sylwetki wpływowych ludzi w Londynie na potrzeby sowieckiego wywiadu.  Opisywał byłych przyjaciół, Williamsa i Ariadnę Tyrkową, jako zaciętych wrogów bolszewii (może to wyjaśnia nagłą chorobę i śmierć Williamsa w wieku 52 lat?).  Paul Dukes, Churchill i Curzon – wrogowie, ale Lloyd George był jego zdaniem „przyjacielem”.  Chambers uważa, nie bez racji, że treść tych raportów była bez znaczenia, istotne są intencje.  Jednak sugestia, że Ransome pragnął zapewnić bezpieczeństwo rodzinie Jewgienii, wydaje się śmiesznie naiwna.  Siostra Jewgienii, Iroida, była w czeka…  Jedyny powód był osobisty: współpraca z czeką i z MI6 zapewniała mu „plecy” w obu miejscach.  Klasyczne postępowanie karierowicza, człowieka bez kręgosłupa.

Trudno doprawdy wyobrazić sobie kulturę bardziej przeciwstawną wszelkim ideałom Ransome’a niż stworzona przez Lenina „nowa kultura Rosji”.  Pogarda dla tradycji starego świata, odrzucenie indywidualizmu, wyobraźni, sprowadzenie społeczności ludzkiej do mrowiska, a człowieka do maszyny.  A pomimo to, nie potępił ani tej pseudo kultury, ani jej głównego architekta.  Znalazł w rewolucji formę ucieczki, jak dziecinne fantazje, na których w końcu zrobił pieniądze.  Im bardziej koszmarna stawała się sytuacja w sowietach, tym bardziej się od niej oddalał, tym mniej się nią zajmował.  Porażkę Trockiego w walce ze Stalinem, nazwał „biurokratycznym coup de main” – pożałowania godne, ale nieuniknione.  Miał jednak rację, że narzekania Trockiego i Radka są bezpodstawne: starzy bolszewicy nie szanowali wolności słowa bardziej niż Stalin, ani nie mieli nic przeciwko dyktaturze, tak długo jak do niej należeli.

Zważywszy naturę stalinowskich prześladowań, jest niezwykle dziwne, że rodzina Jewgienii, nie ucierpiała wskutek relacji z siostrą na Zachodzie – i to siostrą, która była osobistą sekretarką Trockiego!  Iroida zrobiła karierę i została zastępcą szefa regionu w gułagu.

Jest wystarczająco wiele dowodów, że Ransome pracował dla czekistów.  Mniej jasna jest jego współpraca z MI5.  Motywy wydają się egoistyczne, by ułatwić sobie karierę w Anglii, ale fakt, że niektóre jego akta są nadal tajne po stu latach, jest podejrzany.  Czy był kandydatem na „agenta wpływu”?  Był na to chyba za głupi i był nikim w Anglii.  A jednak nie ulega wątpliwości, że bolszewicy kultywowali relacje z nim.  Cokolwiek mówić o Leninie czy Trockim, to nie mieli w zwyczaju marnować czasu na błahe rozmówki, kiedy nie widzieli w nich pożytku – a mieli czas dla niego.  Dziecięca naiwność i wrodzony konserwatyzm, czyniły go atrakcyjnym, gdyż mógł trafić do nie-lewicowych słuchaczy.  Ransome był może prawzorem „pożytecznego idioty”, jakich po nim przyszły tabuny.

Jewgienia Ransome odwiedziła swoje siostry w Moskwie w 1972 roku, w kilka lat po śmierci męża.  Rodzina przeżyła głód i czystki, co było rzadkością nawet wśród ludzi mniej związanych z Trockim.  Dlaczego pozostawiono Arthura i Jewgienię w spokoju?  Dlaczego nie domagano się dalszych wystąpień, dalszej współpracy?  Jedno jest pewne, postać „Kapitana Flinta” w ubiegłorocznym filmie, która (podobnie jak oryginał w powieści) miała być wzorowana na Ransome’ie, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.  On nie wykradał sowieckich sekretów, ale był udatnym bolszewickim agentem.

_______

* Roland Chambers, The Last Englishman. The Double Life of Arthur Ransome, Londyn 2009.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2017/11/16/jaskolki-i-amazonki-lenina-i-trockiego/
Kategorie: Bolo Liquidation Club, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2017/11/16/jaskolki-i-amazonki-lenina-i-trockiego/