Corbyn Hood i Little John
12 milionów 874 tysiące 985 dorosłych ludzi, rzekomo przy zdrowych zmysłach – ogromna część z nich, to ludzie młodzi, zdrowi i nawet „wykształceni”, choć mam wiele wątpliwości co do jakości tego wykształcenia – oddało swój wolny głos w wyborach generalnych na komunistów. Osobiście uważam głosowanie w jakichkolwiek demokratycznych wyborach za działanie irracjonalne, ale wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii w czerwcu 2017 roku powinny przejść do historii jako wzór idiotyzmu.
Korbyniści wystąpili z programem, który nie miał im zdobyć władzy, nie miał wygrać absolutnej większości w parlamencie, ale niewiele brakowało, by marksiści objęli władzę w Whitehall, a dwóch niedouczonych bolszewików, Jeremy Corbyn i John McDonnell (którego wielu uważa za prawdziwy spiritus movens tego ruchu), zajęło dwa domy na Downing Street przeznaczone dla Premiera i Kanclerza Rządu Jej Królewskiej Mości. To nie są inwektywy z mojej strony, a stwierdzenie faktów: Corbyn zdał maturę z dwoma stopniami ‘E’ (najniższym możliwymi). Nie miał czasu się uczyć, bo działał w kampanii na rzecz nuklearnego rozbrojenia. McDonnell rzucił szkołę bez żadnych kwalifikacji, ale wkrótce związkowcy odkryli jego talenty i posłali go na nocne kursy, a potem na studia. Już w wieku lat 30, McDonnell był odpowiedzialny za 3 miliardowy budżet tzw. „Rady Większego Londynu” (GLC). Rząd Margaret Thatcher próbował wówczas ukrócić wydatki lewicowych rad miejskich, na co ludzie pokroju McDonnella odpowiedzieli w jedyny sposób, jaki znają, to znaczy przy pomocy „kampanii” w obronie usług publicznych. Tak się jednak złożyło, że budżet ustalony dla GLC przez Thatcher, nie prowadził do żadnych cięć. Kiedy kłamstwo McDonnella wyszło na jaw, został wyrzucony z hukiem przez nie mniej lewackiego Kena Livingstone’a.
Sto lat temu w Rosji, mało znany emigracyjny agitator, rzucił diabelskie hasła „ziemi dla chłopów, chleba, pokoju i całej władzy w ręce rad”. Nazywam je „diabelskimi”, bo nigdy nie zamierzał dać ziemi chłopom, sprowadził największy głód w historii (rekord pobity już wkrótce przez Stalina, a następnie przez Mao), wywołał krwawą wojnę i raz zagarniętej władzy nigdy nie zamierzał oddawać nikomu, a już na pewno nie jakimś idiotycznym „radom robotniczo-chłopskim”. Lenin pragnął zradykalizować swych słuchaczy, podbić bębenek, podnieść do stanu wrzenia temperaturę społeczeństwa wycieńczonego wojną i rozgorączkowanego obaleniem caratu, a nie realistycznie rozważać przyszłość Rosji. Lenin nigdy nie zamierzał wygrywać wyborów. Ale też nigdy nie mógł liczyć na 40% głosów.
Zgodnie z leninowskim wzorem, korbyniści obiecali podniesienie i tak już wysokich zasiłków, nacjonalizację przemysłu, interwencję państwową na każdym kroku. A zapłacą za to – bogacze. Corbyn Hood i Little John zabiorą bogatym i dadzą biednym. Tego rodzaju demagogia niezmiennie trafia do biednych, ale fenomen tych wyborów polega na tym, że na korbynistów głosowali głównie ludzie młodzi, po studiach, często z dobrymi posadami. Grupa wyborców w wieku od 18 do 24 lat, głosowała na Lejburzystów o 51% ponad średnią narodową. Z pewnością wielu w tej grupie można nazwać ekonomicznymi analfabetami, ale przecież nie wszystkich. Korbyniści zdołali zmobilizować głosy studentów, jak nigdy dotąd, obiecując im „odpuszczenie długów” i darmowe studia; dla bezrobotnych wyższe zasiłki; dla emerytów wyższe emerytury i darmowa opieka w domach starców; dla nisko zarabiających, wyższa minimalna stawka za godzinę. W rzeczywistości, minimalna stawka za godzinę stawia brytyjskiego pracownika wśród 10% najlepiej zarabiających ludzi na świecie. Emerytury idą w górę z roku na rok, więcej niż zarobki – co jest szokującą niedorzecznością – i emeryci są najbogatszą grupą wiekową w tym kraju. Mieszkają w domach, których ceny są zupełnie nieosiągalne dla ich dzieci i mają wysokie, niekiedy gwarantowane przez państwo dochody. Obietnice korbynistów są więc absurdalne i sprowadzają się do ekonomicznego analfabetyzmu na skalę o wiele większą niż zarządzanie finansami Grecji i doprowadzić mogą tylko do nędzy i chaosu.
Leninistów nigdy nie obchodził dobrobyt ludności, toteż nie przejmuje ich, że pieniądze nie rosną na drzewach i nie ma na ich plany środków. Leniniści zajmują się polityką, nic więc dziwnego, że ich obietnice nie są nigdy politycznym idiotyzmem. Podstawowe hasła bolszewików są zawsze „wielkie” w swej słuszności, bo obliczone na ogłupienie naiwnych: praca, opieka zdrowotna i społeczna, pożywienie, mieszkanie i edukacja – tego wszystkiego trzeba dostarczyć, a reszta się zrobi sama. Każda opozycja jest reakcją z definicji. Rynek, a co za tym idzie, rolnictwo, rzemiosło, handel, dochód prywatny, osobista wolność i nade wszystko religia – wszystko to reprezentuje chaos, który należy zniszczyć, a przyczyny jego zwalczać bez litości, by stworzyć móc ludzkie mrowisko. Przeciw siłom chaosu zmasować należy druzgocącą moc państwa i do tego potrzebna jest władza. Korbyniści biorą przykład z Lenina i z jego obietnic, których nigdy nie zamierzał wprowadzić w życie. To wydaje mi się bezdyskusyjne, zatrzymajmy się więc raczej nad powodami, dla których prawie 13 milionów ludzi zaakceptowało ten nonsens.
Ponieważ głosowali za Corbynem głównie ludzie młodzi, to słyszę z wielu stron, że trzeba im wybaczyć, bo przecież nie mają żadnego doświadczenia socjalizmu w praktyce. Tony Blair był farbowanym lisem, więc tylko ci, co pamiętać mogą lata 70., mogą mieć blade pojęcie, do czego prowadzi socjalizm. Innymi słowy, skoro nie doświadczyli, to nie mogą rozumieć. Tylko że racjonalizm powinien być cechą ludzi wykształconych. Jeżeli tak zwana inteligencja pozbawiona jest umiejętności krytycznego myślenia, to od kogo mamy jej oczekiwać? Konsekwentne myślenie nie jest funkcją doświadczenia, jest wymogiem rozumu, niezależnie od braku doświadczenia.
Słyszę także, że człowiek inteligentny i wykształcony nie musi wcale rozumieć ekonomii, co jest oczywiście prawdą – sam jej nie rozumiem. Nie trzeba jednak wcale być ekonomistą, żeby wiedzieć, że drakońskie opodatkowanie bogaczy, prędko uczyni z nich biedaków, a skąd wówczas wziąć pieniądze na wszystkie te chwalebne plany?
Jako wyjaśnienie wyniku wyborów, bardziej przekonywa mnie hipoteza, że gramsciański marsz przez instytucje, trwający bez przerwy od lat 30. ubiegłego wieku, zrobił swoje i całe to ich wykształcenie nie jest warte pieniędzy, które studenci brytyjscy muszą płacić za kursy. Ale!… Nasuwa mi się tu inne porównanie. Bo przecież kiedy bolszewicy wyhodowali swoich janczarów, pierwsze pokolenia komsomołu, które nie pamiętały starej Rosji, a poddane były bezustannemu i nieustępliwemu ciśnieniu propagandy, to rzeczywiście mogli im wmówić wszystko. Tamci młodzi obrońcy rewolucji mieli tak wyprane mózgi, że doprawdy nie mogli wiedzieć lepiej. Wmówiono im pewien obraz Rosji – NB. obraz ten do dziś przyjęty jest za prawdę na całym świecie – i nie mieli żadnego punktu odniesienia, by poddać ten obraz w wątpliwość. Ale to samo usprawiedliwienie nie da się zastosować do młodych korbynistów i ich popleczników, bo oni mogą – i powinni! – z łatwością się dowiedzieć, jak jest naprawdę. Nikt im nie uniemożliwia dostępu do informacji, nikt im nie grozi śmiercią lub kalectwem, jeżeli dojdą do nieprawomyślnych wniosków, nikt im nie zabrania dociekać prawdy. A oni pomimo to biorą nonsensy wypluwane przez Corbyna i jego szajkę za dobrą monetę. A dzieje się tak, ponieważ ci młodzi ludzie nie czytają gazet, nie słuchają radia, ponoć nawet nie oglądają telewizji. Nie czytają książek, nie znają historii i generalnie nie obchodzi ich nic oprócz ścieku pod nazwą internetu, poprzez który są bombardowani skoncentrowanym ogniem agitacji i propagandy ze strony korbynistów.
Muszę w tym miejscu złożyć osobiste wyznanie. Otóż wynik tych wyborów dotyka mnie osobiście. Obraża mnie. Czuję się nim przygnieciony. Ale przecież nie jestem demokratą, więc dlaczego?? Czego niby się spodziewałem od tzw. „elektoratu”? Byłem przekonany, że Torysi zdobędą nowych posłów w Szkocji (i tak się stało) i w Walii (tak się nie stało), a zatem zdobędą ogromną większość w Izbie Gmin, ponieważ Anglię mają w kieszeni. Tymczasem w rzeczywistości, poważne zyski w Szkocji były niczym wobec koszmarnych strat w Anglii. Teresa May straciła okręgi wyborcze, które były od dziesiątek lat konserwatywne, np. Canterbury, a nawet Kensington, który nigdy w historii nie głosował na Lejburzystów. Jest to bogata dzielnica Londynu, gdzie przeciętne mieszkanie kosztuje prawie półtora miliona funtów. To są bogacze, głosujący na Robin Hooda. Znowu, nie inaczej było w Rosji, gdzie rewolucjoniści wspierani byli finansowo przez przemysłowców i ziemian.
Czuję się jednak zdruzgotany tym wynikiem, nie dlatego, że nie potrafiłem trafnie go przewidzieć. Brytyjski system wyborczy nie jest proporcjonalny (Bogu niech będą dzięki!), przez co koncentracja głosów na jakimś obszarze ma nieproporcjonalnie duży wpływ na wynik. 977 tysięcy głosów oddanych na szkockich nacjonalistów dało im 35 posłów, gdy ponad dwa miliony głosów dały Liberałom tylko 12 posłów. 770 tysięcy głosów w Walii dało korbynistom 28 miejsc w Izbie Gmin, a prawie 530 tysięcy głosów oddanych na Torysów w tej samej Walii, dało im tylko 8 posłów.
Prawdziwe pytanie jest takie: dokąd ja mam uciekać? Dokąd zmykać przed maszerującą rewolucją?
„Pluję na Rosję. – powiedział Lenin – Rosja jest tylko stadium w drodze do rewolucji światowej, do światowej władzy.” Obawiam się, że Corbyn Hood i jego banda wesołków tak samo pluje na Wielką Brytanię i widzi ją tylko jako stopień do rewolucji światowej i światowej władzy.