Zamknij
Dariusz Rohnka

Pomnik obłudy

16 lutego 2016 |Cham chamem, Dariusz Rohnka
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2016/02/16/pomnik-obludy/

Józef Mackiewicz nie miał szczęścia. Nie miał go za życia, nie ma i po śmierci. Podziwiany za inteligencję, przenikliwość, nieortodoksyjne spojrzenie na sprawy świata, za wybitne literackie pióro, przez tych samych nierzadko piewców wielkiego talentu i oryginalności był wyśmiewany, wytykany palcami: za przesadę, zapalczywość, za brak należytego umiaru. Ochy i achy mieszały się z zakłopotaniem, z drwiącymi, bywało, uśmieszkami. Najinteligentniejsi, najbardziej życzliwi, nieobarczeni balastem ubocznych, sprzecznych interesów, jak Marian Hemar, nie mogli pojąć tego „uporu”, z jakim konsekwentnie piętnował zło bolszewizmu. Środowisko paryskiej Kultury, chcące uhonorować pisarza i jego twórczy dorobek, nie potrafiło powstrzymać się przed chamską wprost uszczypliwością, okraszając laudację Nagrody im. Zygmunta Hertza niewybrednym, poniżej wszelkiego poziomu kultury, sformułowaniem. Mackiewicz zdecydowanie odmówił przyjęcia tak oprawionego zaszczytu.

Za trudne było, co pisał, i życiowo niestrawne. Takim było dekady temu, takim pozostało. Jeden z głównych ideologów polrealizmu, Juliusz Mieroszewski, zapytywał w którymś z polemicznych wobec Józefa Mackiewicza listów z naiwną, ale i godną podziwu, szczerością: czy można być w polityce ’right’, gdy cały naród jest ’wrong’? Czy można postępować wbrew woli ogółu, nawet jeśli widzimy z niechybną pewnością, że ogół ten nie ma racji? W efekcie tego myślowego dylematu stworzył Mieroszewski ideologię jedyną w swoim rodzaju — przymykania oczu na rzeczywistość; ideologię i praktykę panującą z najlepszym dla siebie skutkiem przez dziesięciolecia.

Przyszedł dzień wielkiego triumfu Mieroszewskiego, rok 1989; i absurd jego myśli rozpanoszył się, upowszechnił; nastała Wolna Polska, owoc „upadku komunizmu” i „transformacji ustrojowej”, obu koniecznie w cudzysłowie. Wyległ na ulice eszelon koncesjonowanych antykomunistów, hoży zastęp stroicieli fasad, którym zdaje się, że przy użyciu kilku rzekomych symboli, paru godnych nazwisk przykryć można każde świństwo, i nawet peerel nazywać „Polską”, komunistyczne urzędy instytucjami, bolszewickie uniwersytety uczelniami, peerelowską propagitkę kulturą, czerwone żołdactwo żołnierzami, milicję policją etc. etc. A skoro już jest tak dobrze (i tylko źle pachnąco), dlaczego by nie udekorować triumfu laurką pamięci? Ufundować tablicy? W ziemi spoczywającym „wyklętym” spokój hołdem zakłócić? Pamięć po poległych w Katyniu ugruntować, w wypróbowanym gronie radzieckich towarzyszy? Pomniczek jaki wystawić?

Najwyższym zaszczytem dla żołnierza jest uznanie wyrażone przez wroga. Największym honorem dla antykomunisty — nienawiść bolszewika. Takich orderów miał Józef Mackiewicz wiele. Nie on jeden. Tak samo nagradzani byli Marian Zdziechowski, Ferdynand Ossendowski. Ten ostatni uhonorowany został w sposób szczególny, pośmiertnie. „Wyzwoliwszy” ziemię, w której spoczywał ich wróg zaprzysięgły, postanowili bolszewicy naocznie przekonać się o jego niedawnej śmierci, zarządzili ekshumację. Dowód wielkiego uznania. Jakże, w zestawieniu, żałośnie przedstawia się historia pamiątkowej tablicy, którą autorowi słynnego Lenina postanowili ufundować piewcy jego twórczości? Tablica wisi, i owszem, z wymazanym z niej jednym słowem — „antykomunista”. Czy można było bardziej sprofanować pamięć o pisarzu?

W czym gorszy od Ossendowskiego Mackiewicz? Czy mniej w świecie znany z antykomunizmu swojego? Czy i jego nie warto by wyzyskać w patriotycznej, lepszej sprawie? (Jaka to dokładnie sprawa, nie pytaj Szanowny Czytelniku. Pojęcia nie mam.) Dawajcie Mackiewicza, jasno pobrzmiewa zamówienie aktualnego eszelonu! (Dlaczego ów eszelon desygnowany do „władzy” teraz akurat to kwestia całkiem odrębna, i na inną okazję.) Czy nie podobnie było za ostatnim razem, gdy sam nawet Prezes (prezes Kaczyński, rzecz nie całkiem może oczywista) we własnej swojej postaci raczył cytować… coś bodaj o poszarzałym nie całkiem suficie i cieniach jakowychś. I miał nawet Mackiewicz trafić obowiązkowo w szkolne mury! Dlaczego, gdy przytrafia się kolejna okazja, nie pójść kroczek dalej?!

Przylepiło się do Józefa Mackiewicza, tak zatytułował przed laty jeden ze swoich tekstów Kazimierz Zamorski, i bodaj „przylepiło się” i przylepia nieustannie. Niekiedy jest to fama „kolaboracjonizmu”, innym znów razem epitet „niepoczytalności”, bywa też Mackiewicz, a jakże, „filorosjaninem”. Kto wie, czy nie najgorsza ze wszystkich przypadłości jest sława „wielkości”. Niczym Juliusz Słowacki, wielkim pisarzem staje się Mackiewicz… i pupizm nachalny zagraża jego twórczości. Gdybanie tylko? Bynajmniej. Był już Mackiewicz „modny” w tym kraju, miał swoje pięć minut. Dawne to były czasy, prawda, bo trzydzieści lat temu. Kupowali wszyscy, i wielu pewnie czytało. A ile z tego pozostało w głowach czytelniczej gawiedzi?! Nie nadaje się Mackiewicz pod strzechy, to akurat pewne.

Właściwie (zapomniałbym nieomal) chodzi w tym tekście o inicjatywę paskudną — budowę Mackiewicza ze spiżu. Pojawiła się taka myśl perwersyjna w środkach zmasowanego przekazu i wypada ją jakoś skomentować. (A może nie komentować, może zbyć milczeniem?)

Rzućmy okiem na motywy. Cóż kryje się za konceptem tak w gruncie przewidywalnym? Skądże pomysł stawiania pomnika człowiekowi, który poświęcił życie odbrązawianiu rzeczywistości, zdzieraniu blichtru z fikcji? Czy nie jest dobrym tropem zamieszczona w tekście-apelu dziwaczna cytata z Czesława Miłosza?

Szlachcic szaraczkowy, jak go nazwałem, z tych upartych, wzgardliwych, zaciekłych milczków, pisał na złość. Na złość całemu światu…

Czesiu nie mów, bo powiesz głupstwo. Lepiej napisz… mawiano ponoć nobliście, ale i z tym pisaniem nie zawsze jakoś wychodziło. Bo cóż to znaczy „pisać na złość” w zestawieniu z Józefem Mackiewiczem? Cóż trzeba mieć w głowie, żeby wygadywać podobne absurdy, jeśli choć odrobinę zna się jego dzieło? Czy to stosowna okazja, żeby wymieniać zalety jego pisarskiej filozofii? Choćby szacunek i ciekawość z jaką podchodził do każdej żywej istoty, nie tylko ludzi? Albo zadumę i troskę, z jaką spoglądał na skrwawioną, skażoną kłamstwem Ziemię? Podziwiać subtelność z jaką rozważał praktykę ludzkiej omylności, niezwykłą przenikliwość i empatię zezwalającą mu oddzielać zło od człowieka, albo jego gotowość do wybaczenia najgorszych ludzkich uczynków? Powtarzać przy tym wszystkim, że „pisał na złość” może bodaj głupiec.

Mackiewicz „pisał na złość”, napisał tak istotnie Miłosz, w tejże paryskiej Kulturze, w nekrologu spłodzonym jakby na kolanie, w ledwie cztery lata po śmierci Mackiewicza. Miłosz — jedyny w swoim typie antykomunista, który (co Mackiewicza niepomiernie dziwiło) chętnie przyznawał się do komunizmu, którego wyznawcą nie był nigdy; i czynił tak, przebiegle, z jednego powodu — żeby ukryć przed światem własne zakłamanie, notoryczną swoją dwulicowość. Tenże Miłosz, świeży laureat, odwiedził peerel; i gdy, w roku 1981, z natężeniem wyczekiwano, cóż takiego w imię upragnionej wolności ma pan Miłosz do powiedzenia zgromadzonym stoczniowcom, usłyszano hołd pod adresem radzieckich wyzwolicieli.

Nie miał szczęścia Mackiewicz. Choć, z drugiej strony, jeśli dobrze się nad sprawą zastanowić, czy uznanie i szacunek przychodzące z byle strony dać by mogło jaki pretekst do zadowolenia?

Argumenty, najbardziej nawet logiczne, nie przemówią do tego towarzystwa, wiem przecie. Może więc trzeba wyrazić się w stylu żołnierskiego drylu, w zgodzie z hierarchią życiowej praktyki, wkraczając śmielej poza formę pedagogicznego języka?

— Mucha i towarzysze od pomnika… Marsz do piaskownicy!

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2016/02/16/pomnik-obludy/
Kategorie: Cham chamem, Dariusz Rohnka
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2016/02/16/pomnik-obludy/