25 lat w poszukiwaniu przyszłości
Wielkie były pokłady naiwności w 1989. O roku ów! Uff…
A sprawa była prosta: trzeba wiedzieć o co naprawdę chodzi. Niektórzy wiedzieli.
Żeby to wiedzieć, trzeba sięgać do istoty zjawisk. A większość zadowoliła się pozorami.
W końcu to był świat telewizji; czego nie ma na ekranie, to nie istnieje.
A jaka była prawda?
Mimo, że tomy napisano na ten temat, rzecz najlepiej ujął satyryk Zenon Laskowik. Powiedział tak: „U nas wszystko się nazywa, a nie jest!” Bez żartów, jest w tym powiedzeniu metafizyczna prawda. A chodzi o to, że od jakiegoś czasu istnieją dwa światy: realny i wirtualny.
Wygrywa ten, kto lepiej wykorzystuje świat wirtualny (oczywiście tak, aby odbiorcy sądzili, że to świat realny).
Komuniści rzadko mówią o co naprawdę chodzi, ale Pol Pot powiedział, że najważniejszą zasadą ich polityki jest tajność. Oczywiście wypowiedź ta odnosiła się do świata realnego. O świecie wirtualnym Czerwonych Khmerów wypowiedziała się pewna Amerykanka, która odwiedziła Kambodżę w czasie rządów Pol Pota. Powiedziała, że nie zauważyła niczego szczególnego.
Do obozu Auschwitz w czasie wojny przyjechali kiedyś Szwedzi z Czerwonego Krzyża; zapytali co to są te dymiące kominy; usłyszeli, że tam się pali starą odzież.
Podstawowy problem najlepiej wypowiedział Gombrowicz: jeśli naginam swoje poglądy do innych, to już przepadłem. Ale można się w porę wycofać. Bardzo wcześnie zrobił to Józef Mackiewicz; opowieść o łące pełnej kwiatów.
W 1989 przepadło wielu, ilu z nich dzisiaj zgrzyta zębami?
Czy jednak nie są gorsi ci klaszczący jak w Drodze donikąd: „a jakże inaczej?”
Już Giedroyc pisał, że miękki jest Polak, miękki.
Czym było te 25 lat? Coraz dokładniej widziałem mechanizmy władzy: wzmacnianie własnej struktury i finezyjne piruety w tworzeniu świata wirtualnego. Oczywiście pozostaje pytanie, jaki jest związek między ową strukturą władzy w Polsce a strukturami ościennymi.
Jemioła mogłaby powiedzieć: jestem bytem odrębnym, niezależnym (a skąd czerpiesz energię?).
To są rozważania o tym, co jest na zewnątrz mnie. A ja sam? Przez te 25 lat próbowałem utrzymać się na powierzchni, co nie było łatwe. Rzeczywistość stała się jakaś fragmentaryczna, śliska, niejasna, wieloznaczna, migotliwa, uciekająca, zmienna, cyfrowa, przeładowana, wymykająca się, kwantowa, nieoznaczona, względna (czasem bezwzględna), metafizyczna, opcjonalna, bitowa (a kiedyś była bigbitowa, kiedyś…), terabajtowa, szokowa, monetarna (a nawet monetarystyczna), nietranscendentna (a nawet nietranscendentalna), przejaskrawiona i zbanalizowana, mobilna i omnikontentna (i omnipotentna), hiphopowa i konsolowa, wieloblogowa, wielokrotna, pozornie dotykowa, faktycznie ukryta, wielovicowa (spirala G. Vico), zjadająca własny ogon, transgraniczna, głupia i mądra, przyjazna i odpychająca, znana i nieznana, sprzedajna i dziewicza, moja i niemoja, clipartowa i obiektowa, wielodostępna i zamknięta, wielokrotnie wywłaszczona i pozornie przezroczysta. Krótko mówiąc, wirtualna.
Matrix? A jeśli Matrix to kto go stworzył? Pytanie retoryczne.
Dokąd ucieka Józio w Ferdydurke? Ucieka przed własną gębą w inną gębę. Tak i ja (a także we the people) uciekam przed Matrixem w inny Matrix. Wolność jest tylko w snach. Matrixy różnią sie stopniem subtelności. Największy Matrix jest tam, gdzie najgłośniej krzyczy się o wolności (ZSRS 1937).
Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni. Cóż z tego że to na Zachodzie powstał film Matrix. Niby science-fiction.
Kto ma informację ten ma władzę. Pozornie ja też mam informację ale to są ochłapy. Prawda jest ukryta.
No tak, a więc konsumujemy rzeczywistość wirtualną. A jaka jest ta rzeczywistość realna? Jaka jest prawda?
Myślę, że problem jest w różnicach szybkości. Podobno podstawową sprawą w świecie jest zmiana. Problem w tym, że drastyczne są różnice w szybkości tych zmian. Władza odkryła (dla siebie) prawdę: być zawsze daleko z przodu i rzucać za siebie ochłapy. Gdy władzy zabraknie ochłapów, przyjdą następni. Ale struktura pozostanie.
A co z tą przyszłością?
Bo ciągle mi się wydawało, że będzie tak jak się wydawało że będzie. Jednak było inaczej. Po każdej zmianie rozglądałem się wkoło i widziałem nie to co nowe, ale to co stare. To co nowe to był tylko polot. Tak można by określić 25 lat: błyszczący polot, w środku miazga (ta sama, ta sama?).
Podstawowy element polskiego etosu brzmi tak: liczy się to co negatywne, ale ważne są też kwiatki u kożucha. No to na koniec jeden kwiatek: grafen. Co? No, grafen, wynalazek bardzo pozytywny. Rozglądam się niepewnie wkoło. Jak to, pisać poważnie o czymś realnym i pozytywnym? Jaki despekt, jakie ups…? Ale w ten sposób przynajmniej poprawię sobie samopoczucie. Matrix i tak pożre grafen. Ale póki co… Trochę wirtualnej przyszłości (jest inna?) dobrze robi na czynności kognitywne.
I to już jest koniec. W przyszłości będzie się liczyć przede wszystkim kognitywistyka. A te 25 lat to tylko chwila w tworzeniu Związku Matrixowych Państw Niepodległych. A centrala wcale niekoniecznie będzie w Moskwie.