„Operation Unthinkable” czyli jak Churchill planował bronić świata przed sowiecką zarazą – część III
Wojna totalna albo trzecia wojna światowa
Gdyby Stalin nie zechciał przestraszyć się ofensywą koalicji angielsko-amerykańsko-polsko-niemieckiej, to wedle planistów brytyjskiego sztabu, jedyną możliwą konsekwencją byłaby „totalna wojna”, którą Walker nazywa III wojną światową (nietrafnie, moim zdaniem, gdyż byłby to nadal nieprzerwany konflikt II wojny). O ile scenariusz „szybkiego sukcesu” wydawał mi się zupełnie obcy wszelkim realiom sowieckiej okupacji na ziemiach, które alianci pragnęli wyzwolić, to scenariusz wojny totalnej był o wiele bardziej realistyczny. W tym drugim wypadku wojska koalicyjne wciągnięte zostałyby w głąb sowietów i, wobec przewagi liczebnej przeciwnika, jedyną szansę zwycięstwa dawałaby pełna mobilizacja w Ameryce (znowu ani słowa o mobilizacji sił antysowieckich wewnątrz imperium Stalina, o czym za chwilę). Plan obejmował opanowanie wielkich ośrodków przemysłowych i tym samym pozbawienie armii czerwonej nowego uzbrojenia. Pokonanie krasnoarmiejców w bitwie było wszakże koniecznością, bez której zwycięstwo nie było możliwe. Planiści brali za wzór niedawną operację Barbarossa i wskazywali na niezmierzone dystanse i przestrzenie sowietów, jako główną barierę w podboju.
Intrygująco, JPS (Joint Planning Staff) stwierdzał także, że „tylko kolejna rewolucja mogłaby doprowadzić reżym sowiecki do upadku”. Czy zatem nie należałoby zastanowić się nad polityczną stroną inwazji? Nad stworzeniem warunków dla tej nowej rewolucji, a ściślej: kontrrewolucji? Zważywszy ogromne sukcesy Wehrmachtu w pierwszej fazie starcia z krasną armią, należałoby chyba spojrzeć na polityczną stronę niemieckiej inwazji. Wydaje mi się oczywiste, że Niemcy przegrali wojnę na wschodzie w dużej mierze dzięki idiotycznej koncepcji politycznej Hitlera i zbrodniczym metodom stosowanym wobec podbitej ludności. Koncepcja lebensraumu musiała z definicji obrócić ludność miejscową przeciw hitlerowskim „wyzwolicielom”. Zająwszy uprzednio Polskę, Niemcy musieli dowieść (głównie sobie samym), że są rasą panów, gdy Polacy rasą niewolników. Skonfrontowani z wysoką kulturą odpowiadali wyłącznie gwałtem. Dokładnie to samo podejście zastosowali na ziemiach Ukrainy i Białorusi, co precyzyjnie ilustruje „żartobliwa” uwaga Kocha, że gdyby spotkał Ukraińca godnego siedzenia z nim przy jednym stole, to musiałby go kazać rozstrzelać. W koncepcji Hitlera nie było miejsca na wyzwalanie kogokolwiek, bo lebensraum miał być przeznaczony dla Niemców, a w tym celu należało autochtonów obrócić w niewolników. A zatem praktyka niesłychanego bestialstwa okupacji hitlerowskiej była prostą konsekwencją „teorii”, jeśli rzecz jasna można hitlerowskie idiotyzmy podnosić do miana teorii. Niestety, i teoria, i praktyka były tylko na rękę propagandzie Stalina. Zbrodnia zagłodzenia na śmierć milionów sowieckich jeńców wojennych jest tego najlepszym przykładem. Haniebne traktowanie jeńców pozbawiło Hitlera okazji do dalszego osłabienia woli walki w krasnej armii.
Zmierzam do tego, że przygotowując plan ataku na sowdepię – po odrzuceniu mrzonek na temat „szybkiego sukcesu na linii Gdańsk-Wrocław”, po którym Stalin podniesie ręce do góry i pozwoli na square deal for Poland – nie wolno było zamykać oczu na polityczną stronę inwazji, a dla wywołania kontrrewolucji należało tylko postępować odwrotnie niż postępował Hitler, od rozwiązania kołchozów począwszy, poprzez tworzenie rosyjskiej armii wyzwoleńczej (obok ukraińskiej, białoruskiej, litewskiej itd.), a na tworzeniu i popieraniu antysowieckich rządów kończąc.
Pisał o tym wielokrotnie Józef Mackiewicz:
„Wojska niemieckie witane były w roku 1941 przez ludność tym, co się w przenośni nazywa: ‘chlebem i solą’. (Często nie tylko w przenośni, ale dosłownie.) I długo jeszcze ta ludność nie mogła uwierzyć w możliwość takiego wypadku na świecie, aby wódz zwycięski obracał samobójczo zwycięstwo we własną klęskę, zrzekając się dobrowolnie dwustu milionów sojuszników, bo – zatraciwszy poczucie rzeczywistości – zapragnął mieć dwieście milionów niewolników. Gdy nastąpiło wielkie rozczarowanie, znalazło swój wyraz w popularnym sformułowaniu że: ‘Gdyby Stalin na czele Niemiec postawił był swego prowokatora, toby ten nie postępował inaczej, niż właśnie Hitler.’”
A dalej:
„Ustanowienie jakiegokolwiek rządu rosyjskiego, prowizorycznego, tymczasowego… w tamtych warunkach, powtarzam: jakiegokolwiek narodowego, byle nie bolszewickiego, rządu w zdobytej Moskwie, przesądzałoby à coup sûr bardziej o całej kampanii niż dalsze działania militarne. Ale właśnie TEGO Hitler nie chciał. I dlatego może: „nie doceniał znaczenia Moskwy”. Dopasowując swą strategię do urojonych przez siebie planów panowania niemieckiego.” [5]
Kiedy więc sztabowcy brytyjscy przyglądali się operacji Barbarossa, to powinni prędko uznać ją za „antywzór”, za wzór jak postępować nie należy. Nie ma jednak żadnych wskazówek u Walkera czy rzeczywiście zastanawiali się nad tym kluczowym przecież zagadnieniem. Słowa planistów o „kolejnej rewolucji” należy być może brać za wyraz ich bezsilności: gdyby bowiem ofensywa aliancka nie zdołała wymusić ustępstw od Stalina, to tylko obalenie sowietów od wewnątrz mogłoby pomóc Polsce, ale takie rozważania nie leżą w gestii planistów sztabu.
Leżały natomiast w ich gestii rozważania na temat polskiego podziemia i polskich działań na tyłach wroga. Walker lamentuje, że AK nie była już taką siłą jak rok wcześniej. Organizacja, sieć kontaktów i zwłaszcza wyposażenie uległy poważnemu ograniczeniu. „Rozczarowanie, wyczerpanie i sowiecka infiltracja zmniejszą liczbę potencjalnych sił oporu jeszcze bardziej w lecie 1945 roku.” Jest to bez wątpienia trafne określenie stanu faktycznego. Jednak Walker (i JPS) opisuje ów stan tak, jak gdyby nie miał on nic wspólnego z polityką Wielkiej Brytanii wobec AK, Rządu RP na Uchodźstwie, a do sowietów w szczególności. Czym podyktowane było rozczarowanie, jak nie Jałtą? Jak mogła utrzymać się organizacja podziemna, skoro Churchill cofnął uznanie legalnego rządu polskiego, a uznał sowiecką jaczejkę lubelską?
Niektóre z założeń JPS zdradzają brak znajomości zupełnie niedawnych wydarzeń. Planiści zakładali np., że Stalin zechce poszerzyć front i zaatakować Skandynawię, by oskrzydlić nową koalicję od północy. Nie oczekiwali żadnego oporu ze strony Finów… A gdyby znali historię II wojny, to wiedzieliby, że Stalin zaatakował Finlandię pod koniec listopada 1939 roku, rzucając na maleńki kraj przeważające siły. Finowie mieli zaledwie 30 czołgów, ale ich bohaterski opór – i hekatomba sowieckich ofiar – wywalczył im niezawisłość. Brytyjscy stratedzy tymczasem uznali, że w nowej sytuacji zmasowanego ataku koalicji na sowiety, „Finowie nie będą stawiać oporu Stalinowi…”
Planiści spodziewali się podobnej ofensywy sowieckiej na południu, a w rezultacie upadku Grecji i Turcji. Mołotow wystosował klasyczną sowiecką groźbę pod adresem Turcji już w czerwcu 1945, domagając się baz na Dardanelach. Interesującym pobocznym wątkiem tych rozważań były plany dla SOE (Egzekutywy Specjalnych Operacji), która miała skoncentrować swe wysiłki na krajach świeżo zajętych przez Stalina, a więc na Norwegii lub Turcji raczej niż na Polsce, Litwie czy Ukrainie. Innymi słowy, w planach operacji wyzwolenia Polski nie przewidywano wspomożenia polskiego podziemia! Znając bezwzględność sowieckiego terroru, równało się to wydaniu wyroku śmierci na każdego, choćby potencjalnego, żołnierza podziemia.
Z naszej niezmiennie polonocentrycznej perspektywy, niektóre trudności zaznaczone przez planistów mogą się wydawać dziwne, a nawet niezrozumiałe. JPS miał wątpliwości czy operacja przeciw sowietom może liczyć na poparcie ze strony Imperium… Australijski premier był politycznym przeciwnikiem Churchilla, ale Brytyjczycy nie mogli do końca polegać nawet na Nowej Zelandii i Kanadzie. Ich rządy liczyły na zwiększoną niezależność po wojnie, a ich elektoraty nie były gotowe walczyć ponownie w Europie, gdy znacznie bliżej istniała nadal niepokonana potęga Japonii.
I na tym w zasadzie kończy się plan Operation Unthinkable. Konkluzje planistów były otwarte: atak najprawdopodobniej doprowadziłby do długotrwałej wojny pozycyjnej w niesprzyjającym terenie wraz z zagrożeniem oskrzydlenia Europy Zachodniej przez sowiety. Konkluzje szefów sztabu już relacjonowałem: cały pomysł był fantasmagorią, był nie do pomyślenia. Na reakcję Churchilla trzeba będzie poczekać, bo premier otrzymał plan z komentarzem szefów dopiero 8 czerwca. Wydarzenia tymczasem potoczyły się z wielką prędkością.
Konsekwencje planu Operation Unthinkable sięgały bowiem o wiele głębiej. Wiemy doskonale – dziś wiedzą to nawet brytyjscy historycy – że Stalin uważał konflikt zbrojny z Zachodem za nieunikniony. Z jakiegoś powodu, nie wiedzieli o tym zachodni alianci. W 45 roku Stalin miał już świetnie rozbudowaną sieć agentów na zachodzie, zarówno szpiegów w rodzaju Philby’ego jak i agentów wpływu z gatunku Algera Hissa, który przygotowywał konferencję w Jałcie i założenie organizacji narodów zjednoczonych w roli amerykańskiego dyplomaty. Kiedy 28 kwietnia tegoż fatalnego roku, Churchill po raz pierwszy otwarcie zarzucił Stalinowi złamanie umów, zdobył się nawet na odwagę, by zapytać generalissimusa o los 16 przywódców podziemia – Stalin nie raczył nawet odpowiedzieć.
Pewność nadchodzącego konfliktu panowała tylko wśród ludów centralnej i wschodniej Europy. Walker przytacza interesujący przyczynek w tym względzie: 30 kwietnia po raz ostatni nadawał z Niemiec brytyjski faszysta, William Joyce, znany jako Lord Haw-Haw. W swojej ostatniej pogadance mówił, że „straszna wojna, którą przeszliśmy, jest tylko preludium do walki o bardziej decydującym charakterze”. W jaki sposób można obronić Europę zachodnią przed bolszewickim zalewem „bez udziału niemieckich legionów”? Walker słusznie zwraca uwagę, że myślenie angielskiego zdrajcy było identyczne z myśleniem planistów sztabu. A jednak Joyce został skazany na śmierć już we wrześniu i powieszony.
Najciekawsza część książki Walkera opisuje sytuację w Europie między początkiem maja 1945 i rozpoczęciem zimnej wojny. W moim przekonaniu, autor nie dostrzegł jednak głębokiego paradoksu tej sytuacji. Z jednej strony tajne plany „nie-do-pomyślenia”, a z drugiej przygotowania do konferencji pokojowych, narodów zjednoczonych, sądów nad pokonanymi, wydawanie jeńców w ręce strasznego smiersza itd. Paradoks takiego obrotu spraw jest oczywisty: warunki, które sprawiały, że rozważanie ataku na sowiety było koniecznością, doprowadziły do zimnej wojny, ale warunki, które czyniły atak operacją nie do pomyślenia, powodowały jednocześnie wszystkie wyżej wymienione sprzeczności. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Daty są znaczące w rozwoju sytuacji, są jak zegar wybijający godziny do zbliżającego się triumfu sowietów. Truman zastąpił Roosevelta jeszcze w kwietniu 1945, i początkowo przyjemnie zaskoczył Churchilla twardszą retoryką wobec sowietów. Był jednak nadal otoczony doradcami swego poprzednika, którzy pragnęli widzieć w Stalinie „postępową przeciwwagę dla imperializmu brytyjskiego”. 1 maja Churchill próbował wymusić od Trumana obietnicę, że Alianci nie wycofają się z zajętych terytoriów na uprzednio uzgodnioną ze Stalinem linię, gdyż osłabi to ich pozycję w negocjacjach, a jednocześnie Eisenhower godził się oddawać niemieckich jeńców w ręce sowietów. Marszałek Brooke narzekał na problem „miliona Polaków na Zachodzie, których Anders chce prowadzić do Polski”, gdy JPS martwił się o brak żołnierzy do operacji Unthinkable. 3 maja Mołotow wyjawił zdawkowo, że szesnastu przywódców podziemnych zostało aresztowanych przez nkwd – trzy tygodnie wcześniej – tymczasem brytyjska SOE przygotowywała się „do akcji na terenach Polski”… Czy mieli pomagać antysowieckiemu podziemiu? Czy mieli wysadzać w powietrze sowieckie bazy? Nie. Mieli wybadać atmosferę polityczną w kraju we współpracy z nkwd… [7]
Zakończenie działań wojennych postawiło Churchilla wobec problemu demobilizacji. Obawiał się, że euforia zwycięstwa doprowadzi do rozbrojenia Zachodu i pozostawi Europę na łasce Stalina. Naciskał na Trumana, by pozostawić amerykańskie siły w Niemczech, ale naciski te spowodowały podejrzenia w amerykańskich kręgach rządowych – i nie tylko rządowych. Niejaki John F Kennedy, młody korespondent Hearsta, napisał w artykule, że „Rosja pragnie pokoju”, a także: „nie wolno pozwolić na stworzenie wrogich Rosji rządów w krajach z nią graniczących”. Zdaniem przyszłego prezydenta, sowieci „wywalczyli sobie prawo do bezpieczeństwa”, więc mają pełne prawo pakować narody ościenne za druty.
12 maja pomimo protestów Churchilla Amerykanie zaczęli się wycofywać z frontu na Łabie (tzw. linii kontaktu), aż do linii na zachód od Eisenbach, oddając w ten sposób nie tylko inicjatywę i argument w negocjacjach, ale także Lipsk, Magdeburg i miliony ludzkich istnień pod sowiecki but. Generałowie byli ździebko bardziej przewidujący niż politycy. Marszałek Alexander publicznie porównał Tito do Hitlera. Generał Patton powiedział na konferencji prasowej, że „nie ma dnia, żeby jakiś Czech, Austriak albo Węgier nie błagał go o pomoc: ratujcie nas, zanim zrobią z nas niewolników”. Patton był zdania, że natychmiastowy atak na sowiety ograniczyłby ofiary w ludziach – niestety Patton był odosobniony, a Kennedy nie.
Niestety nie wszyscy generałowie byli tak przewidujący. Montgomery porównał Churchilla do Himmlera, który także miał nadzieję na wspólną akcję brytyjsko-niemiecką przeciw Stalinowi. Churchill próbował powstrzymać rozbrajanie Niemiec, ale jego rozkazy były sabotowane (m.in. przez Montgomery’ego). O dziwo, Churchill znalazł więcej poparcia dla swego nowo odnalezionego antysowietyzmu u Clementa Attlee, lidera Lejburzystów. Attlee pragnął kontynuacji wielkiej koalicji rządowej co najmniej do jesieni, ale jego partia nie miała zamiaru go poprzeć. I tak 23 maja – czyli na dzień przed dostarczeniem planu przez JPS – koalicyjny rząd wojenny rozpadł się i Churchill zwołał wybory na 5 lipca – wybory, których nie mógł wygrać. Walker słusznie zwraca uwagę, że nawet jeżeli Attlee był przekonany o słuszności Operation Unthinkable, to nie było żadnych szans, żeby zdołał przekonać do tego swoją partię. Churchill dostrzegł swą izolację i odpowiedział na nią w typowy dla siebie sposób, wskazując na analogię z latami trzydziestymi, gdy jego ostrzeżenia pod adresem Hitlera były powszechnie wyśmiewane.
Jego ostrzeżenia były odrzucane także przez Trumana. Specjalnym wysłannikiem Trumana do Stalina był Harry Hopkins, jeden z najbliższych doradców Roosevelta. Niezależnie od tego, czy oskarżenia, że był sowieckim agentem o kryptonimie „19” są słuszne czy nie[6], był Hopkins z całą pewnością prosowiecki. W 1941 roku nalegał na ofertę bezwarunkowej pomocy dla sowietów, a w 1945… Hopkins przekazywał wspaniałe wiadomości ze swych prywatnych rozmów z generalissimusem. Stalin był jego zdaniem gotów iść na ustępstwa; wyciągał rękę do londyńskich Polaków; szesnastu przywódców podziemnych było tylko oskarżonych o operowanie nielegalnej radiostacji; Churchill był wrogiem postępu i chciał wznowić kordon sanitarny wokół sowietów; Ameryka nie może dać się wymanewrować na pozycje wrogie wobec „Rosji” i tak dalej, znamy tę śpiewkę na pamięć od niezliczonych poputczików. Hopkins powtarzał i podtrzymywał stanowisko Roosevelta, powtarzał słowa młodego dziennikarza, który zaledwie 15 lat później zostać miał prezydentem Stanów Zjednoczonych. Truman przyjął jego wykładnię i umył ręce od sprawy polskiej.
Wysłannikiem Trumana do Londynu był Joseph E Davies, były ambasador w Moskwie, kolejny wielbiciel „sowieckiego eksperymentu”, ze słowami o „pokoju, sprawiedliwości i braterstwie” na ustach. Davies służył w Moskwie w latach 1936-38, był więc świadkiem najgorszego terroru. Pomimo to, podkreślał winę oskarżonych w procesach moskiewskich, a poza tym przesyłał do Waszyngtonu optymistyczne relacje o pokojowym rozwoju kraju rad. Rozmowy z Churchillem były burzliwe i zakończyły się kłótnią. Anthony Eden zanotował, że Davies „z chęcią oddałby całą Europę Stalinowi.”
O ile Truman nie był zainteresowany losem Polski, to zdawał się dostrzegać niebezpieczeństwo sowieckie ze strony Jugosławii. Dzielił obawy Churchilla o atak Tito na północno-wschodnie Włochy i rozżalenie, że przecież Brytyjczycy lojalnie wspomagali Tito podczas wojny. Tymczasem 15 maja ogromne siły ustaszowskie, wraz z niedobitkami czetników i słoweńskich sił narodowych – wedle niektórych źródeł 200 tysięcy żołnierzy i pół miliona cywilów uciekało przed wyzwoleniem – poddały się Brytyjczykom w Bleiburgu. Ci jednak, powołując się na Konwencję Haską, która domaga się prędkiej repatriacji jeńców wojennych oddali poddających się nadchodzącym partyzantom Tito. I tak zaczęła się masakra, o której głucho u Walkera. Tito zadbał o zatarcie śladów masakry w Bleiburgu i śmiertelnego marszu setek tysięcy z powrotem do komunistycznego raju. W odległości zaledwie 20 kilometrów od Bleiburga XV Korpus Kozacki generała von Pannwitza poddał się Brytyjczykom i został w całości – razem z kobietami, dziećmi i niemieckimi oficerami – wydany sowietom 17 maja. 17.702 uzbrojonych, wyszkolonych i ideowych antykomunistów zostało oddanych w ręce nkwd. 28 maja Brytyjczycy rozpoczęli wydawanie Kozaków zgromadzonych w dolinie rzeki Drawy. Znamy szczegóły tej zbrodni m.in. z reportaży i powieści Józefa Mackiewicza.
31 maja szefowie połączonych sztabów brytyjskich ponownie debatowali plan Operacji Nie-do-pomyślenia i doszli do wniosku, że jest to „operacja zupełnie nie do pomyślenia”.
Nikołaj Tołstoj oceniał, że Brytyjczycy wydali sowietom około dwóch milionów ludzi, wielu spośród nich nie było nigdy sowieckimi obywatelami – ich jedyną zbrodnią było wystąpienie przeciw bolszewickim oprawcom; ich jedyną nadzieją było kontynuowanie walki z nieludzkim systemem.
Waham się czy należy komentować zestawienie tych dat i faktów. „Wielka spółka trwa,” pisał w 1947 roku Józef Mackiewicz. Oddam więc jemu głos zamiast komentarza.
„Spółka sowiecko-brytyjsko-amerykańska. Spółka ta, powołana do życia na okres wojny i po-wojny, nadal w sposób formalny i faktyczny istnieje i spełnia swe zadanie, jakim jest rozbiór pomiędzy jej uczestnikami cudzego mienia, zarówno politycznego, jak materialnego, pozostałego po państwach, które wojnę przegrały. Obiektem handlowym, a w języku moralnym – ofiarami tej spółki, są przede wszystkim następujące państwa: Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Niemcy, Włochy, Rumunia, Węgry, Czechosłowacja, Bułgaria, Jugosławia, Albania, Grecja, Persja, Mandżuria, Korea i Japonia. (…) Spólnicy kłócą się, nawet skaczą sobie do oczu, wygrażają pięściami. Czasami dochodzi do sytuacji grożących zerwaniem. Nie znaczy to jednak, żeby to zerwanie już nastąpiło.” [8]
W przytoczonym wcześniej (odsyłacz 6) tekście na temat agenturalności Hopkinsa, autorzy słusznie piszą, że wielu oficjeli w administracji Roosevelta, z prezydentem włącznie, pragnęło zdobyć zaufanie Stalina, by uczynić z sowietów partnerów Stanów Zjednoczonych zarówno podczas działań wojennych jak i w skonstruowaniu powojennego porządku; i podają następujący przykład. W 1944 roku OSS (agencja, która przerodziła się później w CIA) otrzymała od Finów sowiecką książkę kodów. Sekretarz Stanu Stettinius przekonał Roosevelta, by oddać zdobyte materiały sowietom jako akt dobrej woli. Smutne przesłanie książki Walkera jest chyba takie, że Amerykanie i Brytyjczycy pragnęli spółki z sowietami, mieli nadzieję aż do zamykania oczu na rzeczywistość. Churchill być może przejrzał wcześniej niż inne osobistości, ale nie zaprzestał prowadzenia polityki „wielkiej spółki”.
Osobiście zaryzykowałbym twierdzenie, że Churchill wystąpił z inicjatywą przygotowania planu ataku na sowiety wyłącznie w jednym celu: aby pozostawić ślad dla potomności, że przewidywał, jak się sprawy potoczą, ale był bezsilny. Ani w kwietniu, kiedy wydał rozkaz przygotowania planu, ani w maju, kiedy plan został sformułowany, ani w żadnym momencie dopóki był u władzy, nie miał żadnych intencji wprowadzenia tego planu w życie. Spodziewał się przegranej w nadchodzących wyborach do parlamentu, zajmowało go więc bardziej jego „miejsce w historii”, niż praktyczny plan ataku na sowiety, którego nie mógł przeprowadzić.
Być może więc najprostszym wyjaśnieniem dla wszystkich tych sprzecznych posunięć w owych posępnych miesiącach 45 roku jest następująca hipoteza: Brytyjczycy wydawali sowietom potencjalnych sojuszników w przyszłej wojnie przeciw Stalinowi, żeby przekonać siebie samych, że taka wojna nie jest możliwa?
8 czerwca 1945 roku szefowie sztabów przesłali swój raport na temat Operation Unthinkable Churchillowi. Podnieśli sowiecką przewagę liczbową (sił lądowych) aż do stosunku 2 do 1. Ich konkluzja była oczywista: nie ma żadnych szans na szybki sukces, a brak pełnego zaangażowania ze strony amerykańskiej dawałby gwarancję klęski. W praktyce oznaczało to, że skoro sowieciarze mają nad nami przewagę liczebną, to musimy kontynuować politykę wydawania w ich ręce milionów antykomunistów gotowych do walki ze Stalinem.
Churchill przyjął radę swych generałów, że inwazja była niewykonalna, ale nie zmienił zdania w kwestii zagrożenia sowieckiego. Jeżeli nawet „demokratyczna Polska” była niemożliwa do osiągnięcia, to należało skupić wysiłki na obronie stanu posiadania. Polska była stracona, Europa Zachodnia jeszcze nie. 9 czerwca napisał do szefów sztabu, domagając się osobnego studium na temat obrony wysp brytyjskich przed sowietami i nakazał im zachować kod Unthinkable. Niemożliwość ataku w obronie Polski uświadomiła mu więc, że Zjednoczone Królestwo samo nie może obronić się przed atakiem potęgi sowieckiej.
W rzeczywistości Churchill nie mógł liczyć na swoich własnych generałów. Montgomery, którego siły nie dawały sobie rady z pilnowaniem ponad 2 milionów jeńców niemieckich, był poruszony dodatkowym rozkazem Churchilla, by zachować niemiecką broń i amunicję. W rezultacie 14 czerwca samowolnie wydał rozkaz niszczenia niemieckiej broni.
Naciski na Mikołajczyka, by przyłączył się do „rządu” bolszewickiego w Polsce, dały rezultaty 16 czerwca. Pozwolę sobie jednak zapytać, w jakim celu Churchill osobiście angażował się w wypełnienie polityki, w którą sam nie wierzył? 18 czerwca rozpoczął się proces szesnastu. Nikt, łącznie z Mikołajczykiem, nie mógł mieć wątpliwości co do natury okupacji sowieckiej. Walker nazywa zdradę Mikołajczyka „operacją zachowania twarzy”. Zachodni Alianci mogli przyjąć obecność „londyńskiego Polaka” w „rządzie lubelskim” za dowód „demokracji” i zostawić Polskę jej losowi. To jasne. Tylko jak to pogodzić z operacją Unthinkable?
Polacy na Zachodzie obawiali się przymusowej repatriacji, gdy Brytyjczycy rozważali otwarcie, jak pozbyć się niewygodnych sojuszników. 3 lipca Truman – bez uprzedniej konsultacji z Churchillem – uznał „rząd” w okupowanej Polsce. 6 lipca Brytyjczycy wycofali uznanie dla Rządu RP na Uchodźstwie i rozpoczęli tłumienie działalności emigracji, począwszy od utrudniania kontaktów z krajem.
W rok później, 8 czerwca 1946 roku odbyła się w Londynie wielka parada zwycięstwa. Wszyscy alianci Wielkiej Brytanii zostali zaproszeni do udziału w uroczystościach. Przybyli reprezentanci z tak odległych i różnorodnych krajów, jak Brazylia i Luksemburg, Etiopia i Meksyk. Nie zostali zaproszeni jedynie Polacy. Może to i lepiej. Polska tę wojnę przegrała, utraciła niepodległą państwowość, a miliony Polaków były rozproszone po całym globie. Nie było doprawdy czego świętować.
Ale na tym nie kończy się historia Operacji Nie-do-pomyślenia.
_____
5. Oba cytaty pochodzą z artykułu „Ostatnia książka generała Andersa”, Wiadomości, nr 14 (1410), 8 kwietnia 1973, ale podbnych argumentów jest wiele w jego publicystyce.
6. http://www.frontpagemag.com/2013/john-earl-haynes-and-harvey-klehr/was-harry-hopkins-a-soviet-spy/ ten niezwykle ciekawy artykuł konkluduje, że na podstawie dostępnych dokumentów nie można utożsamić Hopkinsa z agentem 19.
7. Jest to historia równie zadziwiająca, co niejasna. Walker pisze: „Połączone siły Secret Intelligence Service (SIS) i SOE próbowały dostać się do Polski pod osłoną „Misji Obserwatorów MSZ”. Operacja nie mogła się jednak udać, bo zależała od współpracy nkwd.” Jako źródła podaje Walker raport „Współpraca SOE – NKWD” bez daty i „Notatki z pierwszego spotkania z pułkownikiem Graurem”, 6 czerwca 1945. Byłby to dowód naiwności zaiste kryminalnych proporcji.
8. Józef Mackiewicz, Nudis verbis, Dzieła t. 16, Londyn 2003