Zajrzeć prawdzie w oczy. Dlaczego „Optymizm nie zastąpi nam Polski”
Przed siedmiu laty odnaleziony został w Londynie i po raz pierwszy po wojnie wydany tekst Józefa Mackiewicza pod tytułem „Optymizm nie zastąpi nam Polski” (Wydawnictwo Kontra, Londyn 2005), napisany przezeń i wydany w formie broszury w październiku 1944 roku w Krakowie. Jego lektura zrobiła na mnie ogromne wrażenie i uzmysłowiła, jak bardzo jest on aktualny w odniesieniu do rzeczywistości, jakiej doświadczamy na początku XXI wieku. Trafny tytuł zawiera w sobie wyjątkowo celne twierdzenie, zaś jego przesłanie jest nakazem chwili.
Tekst ten, napisany przez Józefa Mackiewicza na krótko przed ucieczką od doskonale mu znanego z własnego doświadczenia „sowieckiego raju” i udaniem się na dożywotnią emigrację jest, o ile wiem, ostatnim tekstem Autora napisanym w okupowanym kraju. Jego tematem jest „sprawa polska”, ukazana bezpośrednio po zrywie i upadku Powstania Warszawskiego oraz na trzy miesiące przed Jałtą. Artykuł adresowany był do Polaków. Przede wszystkim do tych Polaków, którzy pragnęli odzyskania wolności i odbudowy niepodległej Rzeczypospolitej.
Mackiewicz zawsze widział głównego wroga w bolszewikach. Spodziewając się rychłego upadku hitlerowskich Niemiec, uznał za tym bardziej potrzebne podkreślenie wagi bolszewickiego zagrożenia. Nie ma bowiem gorszej niewoli niż niewola sowiecka. Sowieci są głównym wrogiem wolnej Polski, jednakże zagrożenie to bynajmniej nie jest dostrzegane ani też, nawet jeśli jest dostrzegane, nie jest dostatecznie oceniane. Polska, a przede wszystkim jej nastawione na odzyskanie wolności elity polityczne, trwają w zgubnym kręgu złudzeń „myślenia życzeniowego” i mniej lub bardziej postępującej kolaboracji z bolszewikami.
Zbyt nieliczni byli ci, którzy się takiemu myśleniu oparli i pomimo wszystko podjęli otwartą i bezkompromisową walkę.
Analiza sytuacji jaką przeprowadza Józef Mackiewicz jest jasna i klarowna, a przewidywania co do przyszłych losów Polski są wyjątkowo trafne. Alianci dbają przede wszystkim o swoje interesy i jest oczywistym, że w imię tych interesów, bez żadnego sprzeciwu, zgodzą się, aby Polska a także inne kraje regionu, przeszły pod panowanie sowieckie. Polskę czeka zatem okupacja sowiecka ze wszystkimi jej „doskonałymi środkami” i rezultatami: „strachem, wszechogarniającym szpiegostwem, terrorem psychicznym, nędzą, zależnością materialną obywateli od państwa, zakłamaniem haseł, kompletnym brakiem solidarności, szablonem i nudą”.
W związku z tym nie wolno kierować się złudzeniami i „myśleniem życzeniowym”. Potrzebny jest opór i walka z nadchodzącą, nową i znacznie gorszą niewolą. Myślenie w kategoriach tzw. realizmu narodowego, w przypadku niewoli sowieckiej jest wyjątkowo szkodliwe i zgubne. Celem sowietów jest bowiem doprowadzenie do przekształcenia narodu w pozbawioną świadomości masę bez poczucia narodowej tożsamości.
Pomimo tego oczywistego imperatywu doszło do zasadniczego przyzwolenia Polaków na sowietyzację ich kraju. Jakie były tego przyczyny?
Między innymi, co zostało powyżej powiedziane, przyczyną tego stanu było błędne rozumienie przez Polaków postaw aliantów, w wyniku nieuzasadnionego przekonania o swoich „świętych racjach”, a także przekonania o szczególnym znaczeniu dla innych narodów i państw. To właśnie kierowało nas na ślepe tory „myślenia życzeniowego” i zastępowało nim podstawową w polityce międzynarodowej zasadę polegania przede wszystkim na sobie. Jednak dużo bardziej istotną przyczyną, było niedostrzeganie skali grożącego i już postępującego zniewolenia sowieckiego oraz jego przyszłych skutków. Było to wynikiem działalności zarówno propagandy niemieckiej jak też własnej. Propaganda hitlerowska, poprzez swój prymitywizm i fanatyzm, w połączeniu ze zbrodniczością okupanta, spowodowała „moralne rozbrojenie” Polaków wobec bolszewizmu. Odbierana była na zasadzie negowania wszystkich jej tez, co skutkowało odrzucaniem prawdziwej tezy o bolszewickim zagrożeniu dla świata i o ogromnej skali tego zagrożenia. Z kolei propaganda własna, to propaganda Rządu Polskiego w Londynie oraz jego przedstawicielstwa w okupowanej Polsce. Jej szkodliwość polegała na przeciwdziałaniu wszelkim postawom antysowieckim w kraju. Szkodliwość ta była w owym momencie dziejowym wyjątkowo duża, ponieważ pochodziła ze źródeł, którym powszechnie i bezgranicznie ufano. Nawołując do zaniechania oporu wobec sowietów, bezpośrednio piętnowała i dezawuowała jego przejawy, nadając tym samym ton na całe dziesięciolecia.
Powstanie Warszawskie, pomimo ogromnej tragedii przyniosło też wymierne korzyści, które pozwalały poprawić fatalny wówczas stan „sprawy polskiej” na forum międzynarodowym. Korzyści te, to przede wszystkim jasne ukazanie postawy sowietów i ich rzeczywistych zamiarów wobec Polski. Także ukazanie rzeczywistej postawy aliantów, co dawało możliwość, w oparciu o rzetelnie poinformowaną światową opinię publiczną, interwencji naszych polityków w „sprawie polskiej” na forum aliantów. Wiemy jednak z późniejszych wydarzeń, że możliwość ta nie została wykorzystana (poza jednostkowym wystąpieniem generała Sosnkowskiego), zaś „czarny scenariusz” przed którym przestrzegał Józef Mackiewicz, stał się rzeczywistością. Mackiewicz zwrócił też uwagę na znaczący fakt, iż losy Powstania ukazały prawdę o rzeczywistych szansach dla „sprawy polskiej”, jakie wynikały zarówno z siły i postępowania sowietów jak też z postawy aliantów.
Jak bezbłędnie przewidywał autor broszury „Optymizm nie zastąpi nam Polski”, w efekcie sowieckiego zniewolenia, społeczeństwo podzieli się na trzy zasadnicze grupy: ideowych komunistów, patriotów oraz obojętnych i oportunistów. Zarówno ten opis jak też opis przewidywalnego zachowania się każdej z tych grup są nadzwyczaj trafne i w pełni odpowiadają temu, co wkrótce nastąpiło. Józef Mackiewicz widział już wcześniej taki stan społeczeństwa na własne oczy i doskonale wiedział co pisze. Jedyna grupa mogąca stawić opór czyli grupa patriotów, gotowa była przystać na lojalność wobec sowietów na skutek źle pojmowanego realizmu i chęci zachowania nawet tylko pozorów niepodległości. Największe zagrożenie pochodziło jednak od wroga nadrzędnego czyli od tych rodaków, którzy mając posłuch i autorytet u pozostałych, przekonują ich o tym, że przeciwstawienie się bolszewizmowi jest niepotrzebne. Grupę tę stanowili dobrzy i uczciwi Polacy, którzy mimowolnie wmawiali sobie i innym, że walka z bolszewizmem jest nieaktualna. Ich szkodliwe działanie nie wynikało z ich intencji, lecz przynosiło wyjątkowo zgubne skutki i według tych skutków należy je oceniać.
Co zatem pozostawało robić? Jak, w danych okolicznościach, należało postępować, aby obronić się przed sowieckim zniewoleniem? W tamtej sytuacji głównym ośrodkiem możliwej walki z sowietami oraz ośrodkiem budzącym ducha oporu w kraju powinna stać się emigracja polityczna. Emigracja ludzi wolnych i gotowych walczyć „Mieczem, Słowem i Drukiem”, aby „jeśli zechcemy uznać naszą sytuację za wyjątkowo złą (…) wszystkimi dostępnymi nam środkami wpłynąć na jej odwrócenie”.
Jakie spostrzeżenia i wnioski wypływają z lektury tego przenikliwego tekstu dzisiaj?
W 1944 roku Polska popadała w sowiecką niewolę. Po 1989 roku, ta niewola ogarnęła już powszechnie ludzkie umysły i nawet ci, którzy określają obecny stan rzeczy jako „z gruntu zły”, przyjmują tezę, że zniewolenia już nie ma. Nie widzą go, choć ono stało się większe. Polacy nie widzą dalej niż chcą widzieć i pozory biorą za rzeczywistość tak samo jak to miało miejsce wcześniej. W 1944 roku bolszewicy twierdzili że Polska została wyzwolona. W roku 1989 stwierdzili natomiast, że komunizm upadł i że Polska jest wolna (mimo, że wcześniej została „wyzwolona”; lecz komuniści stosują swoją dialektykę i dzielą się rolami). W obydwu przypadkach większość Polaków w to uwierzyła, z tym, że o ile w roku 1944 byli wśród nas jeszcze żołnierze majora Szendzielarza „Łupaszki” i inni, którzy zagrożeniu niewolą sowiecką bezkompromisowo się przeciwstawili, to po 1989 roku nie ma w praktyce nikogo, kto by kłamstwa o upadku komunizmu nie zaakceptował. Zachowanie się Polaków powtórzyło się. Schemat się powtórzył, a nowe kłamstwo zostało nawet powszechnie przyjęte jako aksjomat i zwycięstwo komunistów stało się zwycięstwem zupełnym. To co opisał Józef Mackiewicz w odniesieniu do roku 1944, łatwowierne i bezkrytyczne uwierzenie w komunistyczne kłamstwo i podporządkowanie się nowej niewoli, stało się jak najbardziej aktualne 45 lat później i jest aktualne w dniu dzisiejszym. Także podział na grupy w społeczeństwie, zależnie od ich stosunku do komunizmu, nie zmienił się zasadniczo (trzeba jednak uwzględnić długie lata zniewolenia, jest więc znacznie gorzej odnośnie ich zachowań).
Wmawia się nam, że komunizm upadł. Tymczasem podstawa, na której się opiera, czyli wszechobecne kłamstwo, trwa przecież nadal i to w skali jakiej dotychczas nie było, bo ogólnoświatowej. Komunizm nie upadł, gdyż jego podstawowy cel, czyli stworzenie „nowego człowieka” – homosovieticusa, który pozbawiony własnej woli, będzie zachowywał się wedle komunistycznych potrzeb, jest nieprzerwanie realizowany. Komuniści mówią o tym otwarcie. Są tam gdzie dotychczas byli, posiadają i kontrolują zdobytą tam władzę i zdobywają ją w innych miejscach (jako metodę stosują m.in. tzw. marsz przez instytucje, strategię autorstwa ich czołowego ideologa Gramsciego), wciąż poszerzając swój światowy stan posiadania. To że zmienili strategię działania, czy też określają się już jako „w pełni demokraci” (w miejsce „demokratów socjalistycznych”) nie oznacza przecież, że zmienili swoje cele. Tzw. upadek komunizmu był jedynie „teatrem”, odegranym (notabene z pełnym wsparciem tzw. świata zachodniego) celem transformacji do warunków pozwalających komunistom na pełne uczestnictwo w światowym obiegu gospodarczym i ostatecznie w politycznym, na zasadzie współdecydowania. Komuniści stosują takie metody działania, jakie im są w danej chwili potrzebne. Jeśli ma to być terror fizyczny (bo trzeba stłumić otwarty sprzeciw lub buntownicze nastroje), to go stosują. Obecnie nie jest im to potrzebne, ponieważ nikt się przeciwko nim otwarcie nie buntuje. Jednak potrzebny jest i zawsze był terror psychologiczny, manipulacja psychiką ludzką i dezinformacja. Wciąż potrzebne im jest kłamstwo. Stosują je powszechnie.
Wmawia się nam że nie ma cenzury. W świecie kontrolowanych umysłów nie jest to wcale konieczne. Potrzebna jest dobrowolna współpraca zniewolonych. Można mówić, co się chce, ale chce się mówić tylko to, co pragnie wyrazić umysł. A umysł jest „dostosowany”.
To, że nikt nie czuje się zniewolony nie oznacza przecież, że zniewolony nie jest. Mrówki w mrowisku, na wyspie pośrodku rzeki, też nie czują się zniewolone. Mogą mieć tyle przestrzeni i pożywienia, że wcale nie będą chciały przenosić się dalej, a barierę wody potraktują jako rzecz oczywistą. Inne mrowiska na wyspie są podobne, więc nie ma się do czego odnieść. Zresztą niewola wcale nie musi być fizyczna. Człowieka najbardziej można zniewolić wtedy, gdy sam z własnej woli w niewolę się odda i dobrowolnie będzie do niej wracał oraz będzie ją uważał za stan naturalny.
Sowieciarze sterują zachowaniem się człowieka, stwarzając okoliczności które wpływają na jego myślenie (komunistyczne hasło „byt określa świadomość”). Jeśli myśl ogranicza się do wyznaczonych barier i nie jest suwerenna, to skutkuje takimi działaniami, jakie sowieciarzom są potrzebne. Ich celem jest, i zawsze było „nowe myślenie” przeznaczone dla „nowego człowieka”. Jest to tym łatwiejsze do zrealizowania, że mało kto myśli samodzielnie, nie kierując się opiniami innych. Wystarczy zatem tylko te opinie wytworzyć i rozpowszechniać, mając odpowiednie do realizacji tego celu środki.
Komuniści prezentują swoją twarz z „makijażem” demokracji, choć pewni swej siły, częstokroć otwarcie dają do zrozumienia, o co im chodzi. Zastosowany „makijaż” ma na celu przybliżenie go tym, którzy jeszcze wątpią w „upadek komunizmu”, pamiętając jego poprzednią twarz. Po to, aby ostatni z nich pozbyli się wątpliwości i zaakceptowali tę tezę. Komunistyczny „makijaż” jest więc dodatkowym elementem dezinformacji, a celem są ostateczne zdobycze.
Zatem komunizm istnieje i zniewolenie także jest. Jeszcze większe zagrożenie sowieckie jest aktualne. Co możemy w związku z tym faktem zrobić? Możemy się przynajmniej, na miarę naszych możliwości, bolszewizmowi opierać, przetrwać i wzmocnić, a kiedyś, w sprzyjających okolicznościach na świecie, spróbować się wyzwolić, o ile będziemy na to dostatecznie silni. Aby to działanie było (choćby potencjalnie) skuteczne powinniśmy skorzystać z lekcji jaką przygotował nam Józef Mackiewicz.
Po lekturze artykułu napisanego niemal 70 lat wstecz, lecz wciąż bezsprzecznie aktualnego, wnioski i spostrzeżenia nasuwają się same. Pozwolę sobie je wypunktować:
- Niewola w jakiej się znajdujemy nie jest przez nas dostrzegana. Polacy, praktycznie już w całości, oszukują siebie samych, że żyją w wolnym kraju. Tak samo, jak przed laty przyjmowali nową, jeszcze gorszą niewolę jako wyzwolenie i nie stawili jej generalnego oporu, biorąc swoje złudzenia za rzeczywistość, tak i teraz, już nawet bez zastrzeżeń, generalnie przyjmują za wolność i niepodległość pozory i swoje „pobożne życzenia”. Nie sprzeciwiają się zniewoleniu, traktując je jako nieistniejące, a „myślenie życzeniowe” jest wśród nich wszechobecne.
- Jesteśmy zdani wyłącznie na siebie, a podstawową rzeczą jest zachowanie suwerenności „myśli i czynów”. Tylko w ten sposób można oprzeć się (demo)bolszewizmowi i próbować podjąć z nim walkę.
- Tylko bezkompromisowa i otwarta postawa może być skuteczna w momencie zagrożenia niewolą (demo)bolszewicką i w obronie przed nią. W stosunkach z (demo)bolszewikami musi być zachowana pełna suwerenność, a więc nie należy wchodzić z nimi w żadne układy.
- „Zajrzenie prawdzie w oczy”, poznanie całej prawdy, w szczególności niepopularnej i niechętnie przez nas przyjmowanej, bo częstokroć ukazującej nasze wady i błędy, jest naszym obowiązkiem. Bez tego nie można myśleć o niepodległości Polski ani o wolności własnej, ponieważ w takim przypadku podejmować będziemy decyzje, które nas od tych celów będą oddalały, a nawet będą dla nich zgubne. Jedynie oparta na realiach, rzetelna i pełna analiza bieżącej sytuacji, daje szansę na skuteczny opór wobec (demo)bolszewizmu i nadzieję na odzyskanie autentycznie Wolnej Polski. Opieranie się na złudzeniach i „myśleniu życzeniowym” jest prostą drogą do oddania się w niewolę.
- Wróg nadrzędny czyli „dobry i uczciwy Polak”, który dezawuuje wszelkie przejawy skutecznego oporu i powiela (demo)bolszewicką dezinformację, jest silny jak nigdy dotąd. Nigdy dotąd nie mieliśmy do czynienia z tak powszechną i skuteczną namową na akceptację zniewolenia, z tak powszechną zgodą na nie i współuczestnictwem w jego utrzymywaniu. Kontestacja co najwyżej sprowadza się do modyfikacji warunków niewoli, do ich „makijażu”, do zachowania pozorów czyli do tego aby jeszcze bardziej ukryć istotę rzeczy i zadowolić się pseudo-wolnością – jej fatamorganą. Taka postawa jest powszechna pomimo doświadczeń z lat 1980-81 i późniejszych. Akceptacja komunistycznej prowokacji „okrągłego stołu” była ciosem, po którym nie jesteśmy dotąd w stanie się podnieść. Ta akceptacja musi być bezwzględnie i w pełni odrzucona i jasno określona jako zdradliwa. Przede wszystkim musimy jednak dostrzec fakt naszej niewoli.
Pierwszym krokiem, celem wydostania się z „zaklętego kręgu” (demo)bolszewickiego zniewolenia powinno być spojrzenie prawdzie w oczy oraz uczciwa, rzetelna i pełna ocena sytuacji. Do tego potrzeba aktu woli i zdrowego rozsądku. Jak wielu z nas Polaków aktualnie jeszcze posiada wolną wolę i zdrowy rozsądek?