Zamknij
Dariusz Rohnka

Golicyn, Nosenko i kilka zapomnianych drobiazgów I

26 sierpnia 2011 |Dariusz Rohnka, Golicyn Nosenko i kilka drobiazgów
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/08/26/golicyn-nosenko-i-kilka-zapomnianych-drobiazgow-i/

I vowed to myself that I would never let go of this case.

Stephen De Mowbray

Wojna o Nosenkę

Wojny szpiegowskie Tenneta H. Bagleya (Spy wars: moles, mysteries, and deadly games. Yale University 2007) jest lekturą o szczególnych walorach poznawczych, książką pisaną nie jak zazwyczaj przez dziennikarza czy publicystę, ale przez bezpośredniego uczestnika, czy ściślej rzecz ujmując, bohatera dramatycznych wywiadowczych wydarzeń, których przebieg i końcowy efekt zadecydowały nie tylko o osobistych losach jednego czy dwóch tuzinów pracowników tajnych służb, ale – kto wie – wpłynęły w niezwykle istotny sposób na przebieg przyszłych (może i dziś aktualnych) wydarzeń o zasięgu światowym. Nie wiemy (i bodaj nigdy się nie dowiemy) czy i w jakim stopniu Bagley mówi prawdę, opisując najistotniejsze lata swojej służby, uważna lektura jego książki, ilość oraz siła przedstawionych argumentów skłania jednak do następującej konkluzji: to co opowiada w swojej książce Bagley wydaje się zdecydowanie godne uwagi.

Zakres spraw, nad którymi po wielu latach pochyla się Bagley, wysoko postawiony agent Wydziału Sowieckiego Centralnej Agencji Wywiadowczej w latach 60., nie jest bardzo szeroki, przeciwnie – wyjątkowo wąski – i można go sprowadzić do praktycznie jednego tylko nazwiska Jurija Iwanowicza Nosenki, postaci popularnej w świecie szpiegów i tajnych agentów, a nawet w przemyśle filmowym. Bagley był oficerem prowadzącym bezpośrednio sprawę Nosenki. Jego opowieść to zdecydowanie długa historia.

Do pierwszego kontaktu obu panów doszło w maju 1962 roku. Za pośrednictwem amerykańskiego dyplomaty, Nosenko, który oficjalnie pełnił obowiązki ochroniarza sowieckiej delegacji, poprosił o możliwość kontaktu z przedstawicielem Centralnej Agencji Wywiadowczej. Spotkanie nastąpiło dwa dni później w tzw. „bezpiecznym mieszkaniu”, wynajmowanym przez Agencję specjalnie na tego rodzaju okazje. Nosenko wyznał, że ma pewne problemy i że pilnie potrzebuje pomocy finansowej. Chodziło o zadziwiająco drobną kwotę dwustu pięćdziesięciu dolarów. Przedstawił się jako major KGB (zapewne omyłkowo Bagley wymienia w swojej książce stopień „majora” – w rzeczywistości Nosenko podawał się w tym czasie za kapitana), pracujący w Drugim Zarządzie Głównym przeciwko amerykańskiej ambasadzie w Moskwie. Powiedział także, że ze względów rodzinnych (żona, córka) nigdy nie zdecyduje się na ucieczkę na Zachód.

Już to pierwsze spotkanie miało w sobie coś z teatralnego dramatyzmu (nie jest to raczej wytwór Bagleyowskiej poetyki). W pewnej chwili, podejrzewając słusznie, że rozmowa jest nagrywana, Nosenko zasugerował wyjście na balkon, gdzie całkowicie poza kontekstem prowadzonej dyskusji i także poza sensem, wymienił nazwisko Anatolija Golicyna. Pytanie jakie w związku z tym nazwiskiem zadał Nosenko było szczególnie banalne (dotyczyło fińskiego prezydenta Kekkonena, którego prosowieckie inklinacje nie były wielką tajemnicą) i na pewno nie wymagało jakichś szczególnych środków ostrożności; musiało więc chodzić o mimiczną reakcję Bagleya na samo nazwisko „Golicyn”. Nosenko nie mógł wiele wyczytać – Bagley ledwie kojarzył całą sprawę. Będąc już niemal na schodach, Nosenko zaskoczył amerykańskiego agenta jeszcze mocniej, wyznając całkiem niespodziewanie, za to z oczywistą intencją zrobienia na Bagleyu wrażenia: „Wiem jak złapany został Popow.” Istotnie, musiał to być prawdziwy szok. Ale Bagley, zdaje się, nie wyciągać z tego demonstracyjnego pytania wszystkich wniosków, a w każdym razie nie robi tego głośno: czy Nosenko mógł wiedzieć, że to właśnie on – Bagley – był agentem odpowiedzialnym za kontakty z podpułkownikiem Popowem, najważniejszym amerykańskim agentem w GRU w dwudziestym wieku, kontakty nawiązane jeszcze w Wiedniu w 1952 roku?

Początkowo Bagley nie miał powodu wątpić w autentyczność Nosenki, który zdawał się wykazywać rzetelną wiedzę na temat funkcjonowania sowieckiej tajnej służby, także w sprawach bardziej szczegółowych. Kolejne rozmowy, prowadzone w 1962 roku, jedynie ugruntowały pierwsze wrażenie Bagleya. Nosenko okazywał się kompetentny i skory do współpracy, a jego wypowiedzi i zachowanie nie wzbudzało najmniejszych podejrzeń, jedynie może cena, jakiej zażądał za swoje usługi, wydawała się ambarasująco niska.

Raptowna zmiana w poglądach Bagleya w kwestii wiarygodności Nosenki nastąpiła wkrótce po powrocie do Stanów Zjednoczonych, kiedy udał się na spotkanie z szefem kontrwywiadu CIA, Jamesem J. Angletonem. Ten zaproponował mu lekturę zeznań Anatolija Golicyna, majora KGB, który zbiegł na Zachód zaledwie pół roku wcześniej, w grudniu 1961 roku. Zbieżność z późniejszymi o pół roku zeznaniami Nosenki była porażająca. Bagley bardzo szybko uznał za nieprawdopodobne, aby dwaj oficerowie KGB, pracujący w zupełnie różnych działach tej organizacji dysponowali ścisłą wiedzą na temat tych samych, najbardziej tajnych operacji. Uderzające było także i to, że wersje Nosenki, związane z informacjami przekazanymi wcześniej przez Golicyna, miały powodować efekt odwrotny, odwracając podejrzenia już sformułowane na podstawie wcześniejszych informacji. Nie chodziło przy tym o drobiazgi, a o sprawy o szczególnym znaczeniu: o tajemniczą podróż Władysława Kowszukowa, szefa operacji KGB przeciwko amerykańskiej ambasadzie w Moskwie, do Waszyngtonu czy o sposób w jaki KGB odkryło zdradę Piotra Popowa. Prosta chronologia wydarzeń, dezercji Golicyna i zdrady Nosenki, narzucała Bagleyowi jeden możliwy wniosek – Nosenko był nie podwójnym agentem – oficerem KGB, który przeszedł na stronę Amerykanów z własnej woli i inicjatywy, ale agentem fałszywym – agentem „wysłanym” („dispatched”) przez swoją „macierzystą” organizację; agentem, który miał od tej pory do spełnienia potrójną rolę: oficera KGB, rolę amerykańskiego agenta w szeregach tego komitetu (nominalnie rolę taką odgrywał na rzecz Centralnej Agencji Wywiadowczej od czerwca 1962 do stycznia 1964 roku) oraz rolę fałszywego podwójnego agenta z zadaniem wprowadzania Amerykanów w błąd. W istocie można więc przyjąć, że Nosenko był nie tyle „podwójnym” co „potrójnym” agentem.

Zdecydowanie większy jeszcze wstrząs miał nastąpić dwa lata później, w styczniu 1964 roku, w dokładnie dwa miesiące po zabójstwie Kennedy’ego. I tym razem za sprawą Nosenki, który po długim milczeniu ponownie poprosił o spotkanie. Zadeklarował chęć (raczej konieczność) ucieczki i pozostania na Zachodzie. Zaskoczony takim obrotem spraw Bagley, zapytał o powody tak zdecydowanej zmiany. Nosenko napomknął coś o niejasnych, ale złych przeczuciach – miał go zaniepokoić sposób, w jaki ludzie na niego patrzyli. To jeszcze bardziej zdziwiło Bagleya, a raczej ugruntowało go w podejrzeniach – zaledwie 3 dni wcześniej Nosenko znalazł się w Genewie w charakterze oficera bezpieczeństwa, sprawującego kontrolę nad sowiecką delegacją – z oczywistych dla obu stron powodów nie mogły na nim ciążyć nawet najmniejsze podejrzenia. Ale był to zaledwie przedsmak właściwego wstrząsu. Wkrótce Nosenko pochwalił się prawdziwą informacyjną bombą – bezpośrednią wiedzą na temat prezydenckiego zabójcy – Lee Harveya Oswalda. Większej rewelacji nie można było usłyszeć.

Zdając sobie sprawę z powagi Nosenkowych sensacji, Bagley oraz Kisevalter, drugi agent biorący udział w przesłuchaniu, który z racji swojego pochodzenia biegle władał językiem rosyjskim, po prostu słuchali swojego gościa, mimo zrozumiałego osłupienia, nie przerywając. A Nosenko opowiadał rzeczy zdumiewające.

Powiedział, że w 1959 roku jako zastępca szefa sekcji turystycznej, zajmującej się turystami z Ameryki i ze Wspólnoty Brytyjskiej, wspólnie z młodszym pracownikiem działu, Krupnowem, uznali, że osoba Oswalda nie przestawia większej wartości dla sowieckiej ojczyzny, w związku z czym zdecydowali o odrzuceniu jego prośby o pozostanie na terenie ZSRS. Wedle tej pierwszej wersji Nosenki (a było ich później jeszcze znacznie więcej), dowiedziawszy się, że nie może pozostać na terenie Związku Sowieckiego, Oswald wrócił do hotelowego pokoju i usiłował popełnić samobójstwo. W efekcie, mimo że ani Nosenko, ani jego kolega nie zmienili swojej decyzji, ich zwierzchnicy, obawiając się reperkusji w związku z samobójstwem amerykańskiego obywatela na terenie ZSRS, postanowili pozwolić mu na pozostanie w kraju.

Indagowany przez Bagleya Nosenko kategorycznie zaprzeczał jakoby Oswald był kiedykolwiek przesłuchiwany przez funkcjonariuszy KGB czy ewentualnie GRU, biorąc pod uwagę jego niedawną służbę w piechocie morskiej. Utrzymywał, że nikt nie wykazywał zainteresowania jego przypadkiem zarówno z racji jego niskiej wojskowej rangi, jak i oczywistego (z powodu próby samobójstwa) braku poczytalności.

Następnie Nosenko mówił o zaniepokojeniu, jakie w kręgach sowieckiej władzy wywołała pogłoska, że domniemany zabójca Kennedy’ego spędził uprzednio trzy lata w Związku Sowieckim. Wedle relacji Nosenki Chruszczow osobiście poprosił szefa Nosenki, Olega Gribanowa o sprawdzenie, czy KGB miało kiedykolwiek do czynienia z Oswaldem. Gribanow poprosił Nosenkę o sprowadzenie z Mińska akt Oswalda. Dokumenty miały potwierdzić przypuszczenia Nosenki – Oswald nigdy nie stał się obiektem zainteresowania KGB. Czy nie obserwowali go, nie założyli mu w mieszkaniu podsłuchu, czy nie otoczyli go agentami? – dopytywał Bagley. „Nie, nic z tych rzeczy” – odpowiadał kategorycznie Nosenko. Bagley, zdając sobie sprawę z wagi tego pierwszego zeznania, niezwykle dbał o szczegóły, pytając m. in. o wygląd i objętość przekazanych z Mińska materiałów. Nosenko, oficer odpowiedzialny za weryfikację zawartości tych akt (akt, którymi interesował się sam Chruszczow), odpowiadał wyczerpująco na każde pytanie. Wreszcie, po krótkiej pauzie, niczym rzecznik prasowy moskiewskiej centrali KGB, wyznał odrobinę nazbyt uroczyście: „Jeśli ktokolwiek chce wiedzieć, czy sowiecki rząd stał za Oswaldem, mogę odpowiedzieć: nie, nie stał. Nikt w KGB nie zwracał na niego uwagi.”

Jakby tego było jeszcze mało, Nosenko postanowił także wyjaśnić swoim rozmówcom dziwną wizytę Oswalda w sowieckiej ambasadzie w Meksyku na zaledwie dwa miesiące przed zabójstwem prezydenta. Powiedział, że podczas przypadkowej wizyty w biurach Pierwszego Zarządu Głównego KGB został poproszony o opinię w sprawie depeszy jaka właśnie przyszła z Meksyku, a która dotyczyła prośby Oswalda o wydanie zgody na ponowny przyjazd do ZSRS. Nosenko miał wówczas powiedzieć swoim kagebowskim kolegom, że doskonale pamięta sprawę Oswalda oraz problemy, jakie były z nią związane.

Rewelacjom Nosenki nie było końca. Nie tylko sam zajmował się sprawą Oswalda w 1959 roku, nie tylko na osobiste polecenie Chruszczowa i Gribanowa był odpowiedzialny za weryfikację mińskich akt zabójcy amerykańskiego prezydenta, nie tylko przyczynił się do niewydania mu wizy we wrześniu 1963 roku – a więc był postacią absolutnie kluczową dla amerykańskiego rządu w czasie, gdy usilnie starano się wyjaśnić zabójstwo Kennedy’ego – ale, jak się wkrótce okazało, osobiście uczestniczył w procesie jednego z najważniejszych amerykańskich agentów – Pieńkowskiego. Co więcej, dysponował wiedzą z pierwszej ręki na temat sposobu schwytania tego słynnego agenta. Wyjawił także z niejaką dumą, że w ostatnim czasie awansował i pokazał dokument podróżny wystawiony na nazwisko podpułkownika Nosenki.

Pewne elementy w biografii Nosenki musiały wzbudzać wątpliwości. Podczas pierwszych rozmów, prowadzonych jeszcze w Genewie, mówił że stał się pracownikiem KGB wiosną 1952 roku. Następnie zmienił czas swojego przyjęcia na wiosnę 1953 roku, przy czym – co wydało się dość zdumiewające – nie mógł sobie przypomnieć czy stało się to przed czy po śmierci Stalina. Zeznał także, że rozpoczął pracę w Departamencie Amerykańskim Drugiego Zarządu Głównego, a do jego pierwszych zadań należało szpiegowanie i rekrutacja pracowników amerykańskiej ambasady. Szybko wyszło jednak na jaw, że Nosenko nie dysponuje żadną wiedzą na temat znanych Amerykanom incydentów wokół ambasady z tego okresu. Punkt po punkcie okazywało się, że kolejne elementy kagebowskiej kariery Nosenki w żaden sposób nie układają się w logiczną całość.

Dodatkowe wątpliwości w związku z ucieczką Nosenki wzbudziła reakcja strony sowieckiej. Podczas gdy zwykle przy tego rodzaju okazjach, sowieci z oczywistych powodów starali się bagatelizować wagę incydentu, teraz dawali jasno do zrozumienia, że wraz z dezercją Nosenki spotkała ich wielka strata. W ramach tej swoistej demonstracji żalu i rozgoryczenia do redakcji jednej z francuskich gazet zgłosił się sowiecki dziennikarz z ofertą artykułu na temat „największej porażki jaka kiedykolwiek spotkała KGB – dezercji pułkownika Nosenki” wraz ze zdjęciami porzuconej rodziny. Nie był to jednak wciąż koniec niespodzianek.

Do chóru głosów obwieszczających klęskę KGB przyłączył się inny oficer tego komitetu, pracujący w Nowym Jorku Aleksiej Kułakow, który w marcu 1962 roku zaoferował swoje usługi agentom FBI. Kułakow potwierdził nie tylko fałszywy stopień służbowy Nosenki, ale także bezpośrednią przyczynę dezercji Nosenki – telegram odwołujący go z Genewy do Moskwy. Powiedział ponadto, że efektem tej ucieczki było zwolnienie bezpośredniego szefa i mentora Nosenki, Olega Gribanowa*, szefa sowieckiego kontrwywiadu. Co więcej, ze względu na ogromny zakres informacji, jakimi dysponował Nosenko, zdecydowano o wstrzymaniu wszystkich operacji na terenie Nowego Jorku.

Ani Bagley, ani inni oficerowie Wydziału Sowieckiego, którzy zajmowali się Nosenką już po jego przyjeździe do Stanów Zjednoczonych, nie kryli zdziwienia. Nosenko nigdy nie zajmował stanowiska, które dawałoby mu dostęp do tajnych operacji KGB na terenie Stanów Zjednoczonych. Stawało się jasne, że z jakiegoś powodu Kułakow (znany lepiej pod kryptonimem Fedora) stara się pomagać w budowie silnej pozycji Nosenki. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że Nosenko (co w końcu zmuszony był sam przyznać) nigdy nie osiągnął rangi podpułkownika. Nie istniała także żadna depesza wysłana rzekomo z Moskwy do Genewy, która odwoływałaby Nosenkę do centrali, nie istniał zatem jedyny, artykułowany do tego momentu, powód jego dezercji. Przy czym, co niezmiernie istotne, zanim doszło do odkrycia tych faktów, Fedora-Kułakow zdołał potwierdzić oba kłamstwa Nosenki.

Kułakow-Fedora nie był jedyny. Bagley wymienia w swojej książce kilku jeszcze agentów, którzy działając rzekomo na rzecz amerykańskich służb starali się potwierdzić wiarygodność Nosenki. Gdyby zagadnienie wiarygodności Nosenki było choć w minimalnym stopniu dyskusyjne, także kwestię zeznań tych agentów należałoby uznać za nierozstrzygniętą. Ponieważ jednak, o czym będzie jeszcze mowa, nie może być najmniejszych wątpliwości, że Nosenko był fałszywym dezerterem, jedno z najistotniejszych pytań, jakie należy w całej tej sprawie postawić brzmi następująco: z jakiego powodu tak bardzo zależało Moskwie na potwierdzeniu czy raczej może – zbudowaniu wiarygodności Jurija Nosenki? Zanim jednak pokusimy się o próbę odpowiedzi warto prześledzić do końca historię zapisaną w Bagleyowskich „szpiegowskich wojnach”.

Nosenko okazał się notorycznym kłamcą, ale nie tylko kłamstwa przemawiają na jego niekorzyść, także informacje, nawet te na pozór najbardziej wartościowe, jakie przekazał amerykańskim partnerom. Po dogłębnej analizie wszystkich tych informacji Bagley dochodzi do wniosku, że żadna z nich nie przedstawiała wartości: ujawniony przez Nosenkę konserwator maszyn cyfrowych opuścił służbę na pół roku przed wskazaniem go przez Nosenkę; pracujący na Orly sierżant Robert Lee Johnson w momencie zdemaskowania utracił już dostęp do centrum natowskich informacji, zresztą rozstrojona nerwowo żona sierżanta już od jakiegoś czasu obwieszczała wszem i wobec, że mąż jest sowieckim szpiegiem; kluczowy, nawet po wielu latach, argument obrońców Nosenki – wskazanie dokładnego położenia mikrofonów w amerykańskiej ambasadzie – nie wydaje się szczególnie wartościowy. Po pierwsze dlatego, że wszyscy w ambasadzie mieli świadomość istnienia takich mikrofonów; po drugie, informacja taka (choć mniej szczegółowa) została pół roku przed zeznaniem Nosenki przekazana przez Golicyna; podobnie było w przypadku ujawnienia dwóch agentów Bielickiego i Vassalla – i tym razem relacja Golicyna była dużo wcześniejsza.

Uwagę zwraca niespotykany upór Nosenki w przechodzeniu od jednego kłamstwa do drugiego. Gdy agentom CIA udało się w końcu odkryć, że Nosenko kłamał w sprawie swojej wysokiej rangi podpułkownika (a posługiwał się przecież legitymacją, wystawioną na jego nazwisko ze stosownym stopniem oficerskim), Nosenko powiedział, że był to po prostu błąd urzędnika, wystawiającego dokument. Dopiero zapytany dlaczego generał Gribanow (którego podpis widniał na legitymacji) nie zweryfikował tego błędu, nie znalazł wyjaśnienia. Przyłapany na kolejnym grubym kłamstwie, w związku z telegramem, który rzekomo miał go odwoływać do Moskwy, a którego – jak wykazali agenci CIA nigdy nie było – wyjaśnił, że chciał w ten sposób przyspieszyć decyzję o swojej ewakuacji. Kłamiąc, niekiedy trzymając się swojej kłamliwej wersji w sposób absurdalny, Nosenko doskonale wiedział, co robi. Choć dociekliwi agenci CIA wielokrotnie wykazali mu kłamstwo, to okazali się całkowicie bezsilni wobec jego uporu – Nosenko nigdy nie przyznał się do kłamstwa. Żadna z zastosowanych metod, ani wielokrotnie powtarzane testy na poligrafie, ani zaaplikowany Nosence trzyletni okres całkowitego odosobnienia, podczas którego stosowano wobec niego najwymyślniejsze zabiegi socjotechniczne, nie złamały Nosenki, który wkrótce nie tylko uwolnił się spod kurateli dotychczasowych „opiekunów”, ale zdobył też pełne zaufanie Agencji, obejmując stanowisko konsultanta i wykładowcy w szkole kontrwywiadu.

Odczytywana po latach historia „rehabilitacji” Nosenki wydaje się całkiem nieprawdopodobna, a jednak miała miejsce. Stało się tak bezpośrednio za sprawą niejakiego Bruce’a Solie, który przejął sprawę Nosenki w 1967 roku i w ciągu dziewięciu kolejnych miesięcy, prowadząc przesłuchania Nosenki w konwencji przyjacielskiej rozmowy, całkowicie odwrócił dotychczasową ocenę sowieckiego agenta. Metoda Soliego, przynajmniej wedle oceny Bagleya, była bardzo prosta. Gdy tylko Nosenko popadał w sprzeczność, albo mówił coś co okazywało się pozostawać w nazbyt już oczywistej kolizji z faktami, nowy interlokutor delikatnie sugerował zmianę wypowiedzi, tak aby jej wiarygodność, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie mogła budzić wątpliwości. Metoda prosta, w przypadku Nosenki z pewnością o wiele przyjemniejsza, w każdym razie zapewniająca bezwzględny sukces. Tym bardziej, że Wydział Sowiecki CIA w składzie w jakim rozpoczynano przesłuchania Nosenki, w 1967 praktycznie przestał istnieć. W tym stanie rzeczy zaalarmowany przez Angletona Bagley (pracujący już w tym czasie w Belgii) nie mógł wiele zdziałać, a jego odpowiedź na raport Soliego, który zdołał całkowicie wybielić Nosenkę, nie została nawet wzięta pod uwagę.

Wstępując na drogę polemiki ze wszystkimi, którzy uznali lub uznają wiarygodność Nosenki, Bagley, co zrozumiałe, broni swojej pozycji, i robi to w sposób przekonujący. Siła jego argumentów, poparta opiniami także innych analityków CIA (Angletona, Golicyna, Deriabina), wytrzymuje nie tylko próbę czasu, radzi sobie także doskonale z argumentami strony przeciwnej. Mówiąc całkiem wprost, Bagley ma po prostu rację w sprawie Nosenki. Tym bardziej dziwne wydaje się uczucie pewnego intelektualnego niedosytu po lekturze. Poświęcając niemal całą książkę Nosence, Bagley nie tyle że nie wyczerpuje tematu, ale, takie przynajmniej można odnieść wrażenie, ledwie go tylko dotyka.

____________________________

* Generała Gribanowa, jednego z najwybitniejszych oficerów KGB w tym okresie, rzeczywiście przeniesiono na emeryturę – mimo zdecydowanie młodego wieku oraz informacji przekazanej później przez Nosenkę, że ich zawodowe kontakty nie były w rzeczywistości szczególnie intensywne. Czy istotnie była to tylko emerytura?

 

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/08/26/golicyn-nosenko-i-kilka-zapomnianych-drobiazgow-i/
Kategorie: Dariusz Rohnka, Golicyn Nosenko i kilka drobiazgów
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/08/26/golicyn-nosenko-i-kilka-zapomnianych-drobiazgow-i/