Zamknij
Michał Bąkowski

Rolex, FYM i podziemny polrealizm

14 stycznia 2011 |Masowe niecnotki, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/01/14/rolex-fym-i-podziemny-polrealizm/

Rzekome umiejętności konspiracyjne Polaków są jednym z rozlicznych mitów polrealizmu.  Ukazał się ostatnio artykuł autora podpisującego się Rolex, który rozprawia się z legendą dość skutecznie.  Przeczytałem wstępną część tekstu Rolexa, przytakując mu w myślach, co zdarza mi się nader rzadko.  Rozciągnięcie wysiłków państwa podziemnego na lata 1939-1990 wydało mi się przesadą, ale wyjaśniające zdanie („taką przyjmuję cezurę zakładając, że koniec walki nastąpił po, moim zdaniem błędnej, decyzji o przekazaniu insygniów władzy prezydenckiej i likwidacji pozostałości organizacyjnych po rządzie na uchodźstwie w Londynie”) jest tak uderzająco słuszne, że gotów jestem autorowi wybaczyć brak rozróżnienia między Państwem Podziemnym a instytucjami Rzeczpospolitej Polskiej na Uchodźstwie.

Dalsze słowa Rolexa o prlowskiej opozycji jego kurewskiej mdłości są znowu bezbłędnie słuszne.  Żadnej opozycji nie było, była wyłącznie koncesja na dysydentyzm.  prl nie był ani państwem, ani polskim, a dysydenci uznali ten twór za państwo polskie i pragnęli usilnie „poprawić” bolszewicki pomiot.  Jak słusznie twierdził gwiazdor prlowskiego firmamentu politycznego, Stefan Kisielewski, nie można czegoś jednocześnie poprawiać i obalać.  Dlaczego zatem, wychodząc z tak jaskrawo sformułowanych analiz historycznych, dochodzi Rolex do tak zadziwiającej wykładni współczesności?  Na jakiej rozumnej drodze dojść mógł do takiego na przykład twierdzenia:

„Klęska PiS-u w dziele rozmontowywania państwa szmaciaków wspieranych przez ćwierćinteligentów w formie opozycji systemowej udowodniła, że nie ma możliwości odzyskania państwa polskiego na drodze formalnej opozycji.” 

Że jak?  PiS czyli partia polityczna reprezentowana w sejmie prlu bis?  Czy to nie aby ta sama partia, która formowała niegdyś rząd prlu bis?  Partia, której lider był prezydentem prlu (a jego brat premierem), partia, której przywódcy złożyli kamień węgielny prlu bis, biorąc udział w rozmowach w Magdalence – ta partia miałaby „rozmontować państwo”, które stworzyła?  Przecieram oczy w zdumieniu, ale dalej jest jeszcze dziwniej.

„Nie znaczy to, że nawołuję do zaprzestania prób wpływania na losy Polski w drodze wyborów, choć i tu musimy mieć świadomość, że wraz z „rutenizacją” post-peerelowskiego państwa ten wpływ będzie stawał się z roku na rok coraz bardziej złudny.”

Jeżeli dobrze rozumiem intencje Rolexa, to nawołuje on do działalności podziemnej a jednocześnie do głosowania w prlowskich wyborach, żeby wpływać na losy Polski.  Jeżeli śnię, to jest bardzo zły sen i wolałbym się natychmiast obudzić.  Ten sam Rolex o kilka akapitów wyżej, trafnie oceniał przecie naturę prlu, celnie postponował „reglamentowaną opozycyjność”, słusznie nazywał oddanie insygniów jedynego legalnego Rządu RP w robociarskie ręce towarzysza Wałęsy „błędem” – nawet jeśli ja nazwałbym to zdradą – a teraz w prlu nr 2 chce „wpływać na losy Polski w drodze wyborów”?!  Widzę, że musimy się zastanowić nad wewnętrzną logiką wywodów Rolexa.

Jeśli oddanie insygniów w roku 1990 było błędem, jeżeli „zakończenie walki” było wówczas niesłuszne, to chyba dlatego, że fałszywa, bo koncesjonowana przez bolszewików „opozycja” przejęła władzę w prlu, ukoronowała orła, z wielkim hałasem odrzuciła prl jako „nie-polskie państwo”, po czym po cichutku założyła prl nr 2 jako pełną, tj. państwową i prawną, faktyczną i taktyczną, moralną i wirtualną kontynuację prlu – i nazwała toto rpiii.  Kombinacja literek jest zupełnie dowolna, nie zamierzam zatem obdarzać tego zaszczytem wielkich liter.  (Zwracam uwagę, że takie są moje własne poglądy na to, co się stało w 1989 roku we Wschodniej Europie, ale raczej niż je wykładać ponownie, relacjonuję tu wyłącznie racjonalne konsekwencje założeń wyłożonych przez Rolexa.)  Mamy zatem do czynienia z tworem, którego nielegalność jest tak oczywista, że „błędem było zaprzestanie z nim walki” przez Rząd RP na Uchodźstwie.  Jak można w takim razie nawoływać do wpływania na ten twór w drodze wyborów?

Sam akt głosowania w jakichkolwiek wyborach zawiera w sobie implicite uznanie dwóch faktów.  Po pierwsze, uznanie prawomocności instytucji, która te wybory ogłasza oraz po drugie, uznanie za prawomocny wyniku przeciwnego do upragnionego (przy założeniu, że wybory nie były sfałszowane).  Dla przykładu, jeżeli w wyborach na prezesa Klubu Picipolo na Żużlu staną Ziutek i Stiopa, to głosując na Ziutka uznaję, że wybory są prawomocne, i że uznam prezesem Stiopę, jeśli zdobędzie więcej głosów.  Innymi słowy, udział legitymizuje zarówno instytucję jak wynik wyborów.  Jeżeli uważam, że Stiopa jest podejrzanym typem spod ciemnej gwiazdy i ma tajemny plan, by odtąd grać w picipolo zdradziecko w piaskownicy (zamiast pryncypialnie i skromnie na żużlu), to nie powinienem brać udziału w wyborach.  Kropka.  Oddając mój głos na Ziutka legitymizuję zwycięstwo Stiopy.  Nie ma innego wyjścia.  Jeżeli Stiopa jest oszustem, a wybory farsą, to o żadnym wpływaniu na losy picipolo mowy być nie może.  A zatem nawoływanie do wpływania na losy Polski w drodze prlowskich wyborów jest dziecinadą, jeżeli jednocześnie twierdzi się, że to nie żadna Polska tylko bolszewicki twór.

Wydaje mi się to tak zupełnie oczywiste, że prawdę mówiąc ciut mnie deprymuje ciągła potrzeba powtarzania tego samego w kółko.  Jest przecież możliwe, że to ja się mylę, że głosowanie niczego nie dowodzi ani nie legitymizuje.  Skąd mam wiedzieć?  Demokratą nie będąc, nie głosowałem w żadnych wyborach parlamentarnych w życiu, więc nie mam doświadczenia.  Być może oddając głos w wyborach, należy trzymać skrzyżowane palce za plecami, jak czynią dzieci fałszywie przysięgając, i może w ten sposób „wpływa się na losy” albo nawet chytrze działa się na szkodę.  Bardzo możliwe, choć historia milionów głosów oddanych na Stalinów i Hitlerów z metaforycznie skrzyżowanymi palcami, jakoś nie potwierdza tej hipotezy.  Prosiłbym usilnie, żeby ktoś wreszcie ulitował się nade mną i w duchu chrześcijańskiego wybaczenia, oświecił mnie wreszcie, jeśli się mylę.

***

Zanim dostąpię iluminacji, muszę zauważyć, że niestety Rolex nie jest odosobniony w tego rodzaju twierdzeniach.  Od dawna czytamy takie kawałki u Aleksandra Ściosa oraz autora podpisującego się angielskim kryptonimem FYM (bardzo risqué!).  Ścios napisał kiedyś następujące słowa: „Powinniśmy pogodzić się z faktem, że od chwili zajęcia stanowiska prezydenta przez Bronisława K., o kierunkach polskiej polityki zagranicznej będziemy dowiadywać się z prasy rosyjskiej.” [2]  Czy można prowadzić politykę zagraniczną, nie mając państwa?  I ta „prasa rosyjska”…  Ach, może inaczej należy to rozumieć: Polsce grozi rusyfikacja, czy tak?  Tylko że „rusyfikacja” jest pojęciem dziewiętnastowiecznym, które pozbawione jest choćby alegorycznego znaczenia w XXI wieku, ponieważ Rosja nie istnieje od 90 lat z górą.  W jej miejsce powstały antyrosyjskie sowiety, które może i pragnęłyby sowietyzacji Wolnej Polski, ale nie potrzebują bardziej sowietyzować prlu.  Dzieło zostało dokonane już dawno.

Rzecz jasna, nawet ja dostrzegam prawdziwe ostrze Ściosowego zdania: zanim rezydentem prlu został Komorowski wszystko było pięknie.  Bezustannie słyszymy od obu autorów o „gabinecie ciemniaków”, który przejął władzę od Kaczyńskich, ale przecież jeżeli mamy do czynienia z prlem, to istoty rzeczy – istoty prlowskiej niesuwerenności – nie mogą zmienić personalia.  Tak samo jak u źródeł prlu, nie robiłoby różnicy, czy u władzy był Osóbka czy Osoba, czy zamiast Bierut byłoby Dajut – i tak sowiecka swołocz, i tak.  Czyżby zatem panowie Ścios, FYM et al. naprawdę nie widzieli, że całe to popieranie jednej frakcji prlu bis przeciw innej nie jest funta kłaków warte?  Z równym powodzeniem można było łamać sobie głowę w prlu, czy tow. Szydlak cierpiał w rzeczy samej na hemoroidy.  Całe te głębokie rozważania nad posunięciami politycznymi jednej jaczejki przeciw drugiej, nie różnią się zasadniczo od „kremlinologicznych” dociekań wobec bolszewickich przepychanek.  Co dokładnie odróżnia Tuskowe „pozorowane rozłamy” w dzisiejszej wersji prlu, od „chamów i żydów” czy od Gierka kroczącego ku władzy przez moczary i z kociołkiem na plecach?  Pełno jest u przytoczonych autorów oskarżeń pod adresem dzisiejszej „ekipy” o przywrócenie prlu, pełno szczegółowych analiz na temat komunistycznych decydentów, ale żaden z nich nie chce dostrzec, że jeśli to jest wyłącznie nowe wcielenie prlu, to nie ma wielkiego znaczenia, czy u steru jest Kaczor czy Donald.  Jest oczywiste, że zachodzą różnice pomiędzy tymi „ekipami”, ale nie sięgają one rzeczy fundamentalnej: nie nadają prlowi podmiotowości politycznej, bo uczynić tego nie są w stanie.  Im więcej „uczciwych” ludzi pokroju Macierewicza bierze udział w tej szopce, tym bardziej ją legitymizują, tym bardziej mącą wodę prlu bis.  Popieranie Kaczyńskich u władzy w prlu, a występowanie przeciw Tuskom i przezywanie ich rządów rzekomo złośliwym mianem „prlu bis”, jest mydleniem oczu, ponieważ i jedni i drudzy są odpowiedzialni za kontynuowanie fikcji iiirp.  Z mojego punktu widzenia, określenie „prl nr 2” jest pozbawione jakiejkolwiek złośliwości, jest wyłącznie ścisłym opisem stanu faktycznego.  Być może jednak, „mydlenie oczu” jest tu nietrafną metaforą, zakłada bowiem chęć oszukania, gdy ci panowie przede wszystkim – niestety – mydlą oczy sobie samym, co nie byłoby warte złamanego słowa, gdyby nie przygnębiająca konstatacja, że mamy tu do czynienia z myśleniem politycznym na poziomie: „nasz prezydent cacy, ich prezydent buuu! (i do tego kacap).”

FYM zadaje gdzieś [3] retoryczne pytanie: „Jak się żyje Polakom, gdy nie mają państwa?”  Po czym słusznie odpowiada, że tak samo mniej więcej jak od 70 lat, „jakoś się żyje”.  Ale w tym samym tekście załamuje po chwili ręce, że „zaledwie 40% Polaków uważa, że smoleńskie śledztwo to porażka polskiego państwa”.  Jakiego państwa?  Tego, do którego braku Polacy są tak bardzo przyzwyczajeni?  Sensowny wniosek z cytowanej ankiety byłby taki, że 40% Polaków uważa prl bis za państwo polskie, gdyby nie fakt, że pozostałych 60% jest zapewne zdania („zapewne”, ponieważ mało mnie zajmują prlowskie ankiety), że „smoleńskie śledztwo NIE było porażką polskiego państwa”, z czego wynika stuprocentowe poparcie wśród ankietowanych dla niewypowiedzianej tezy, iż prl JEST państwem polskim.  Ale dlaczego w takim razie śledztwo miałoby mieć jakiekolwiek znaczenie w oczach FYMa, który przecież mądrze dostrzega „brak państwa”?  Śledztwo w sprawie, przypomnijmy, śmierci w katastrofie lotniczej nikogo innego jak prezydenta tego państwa, którego nie ma.

Ojciec J. M. Bocheński zwykł był mawiać, że poza logiką jest tylko bełkot.  Nie chciałbym jednak zbyć FYMa i innych takim dictum.  Narzuca się oczywiste pytanie: w jaki sposób, skądinąd inteligentni ludzie, dochodzą do takich sprzeczności?  W moim przekonaniu przyczyną jest polrealizm, ta straszna skaza na polskim myśleniu politycznym.  Dowodów po temu jest bardzo wiele, ale ze względu na symetrię konstrukcji skupię się tu tylko na jednym, a to dlatego, że tekst Rolexa spotkał się z polemiczną odprawą ze strony samego FYMa… [4] i ten artykuł jest znakomitym przyczynkiem do dekonstrukcji polrealizmu.

FYM pontyfikuje ex catedra o potędze Państwa Podziemnego (struktury mogły „przetrwać i egzystować nawet w warunkach podwójnej okupacji” – mogły? ale nie przetrwały…); peroruje o lęku jaki podziemie miało budzić w sowieciarzach („z powodu istnienia PPP Moskwa (…) rozpoczęła tworzenie agenturalnych struktur równoległych” – jak gdyby nie tworzyli takich struktur tam, gdzie nie było podziemia).  Jednocześnie jednak całkiem bystro podkreśla przestępczy charakter struktur sowieckich i demoralizujący wpływ sowietyzacji, po czym bez mrugnięcia okiem pisze tak:

„W przypadku Polski oczywiście tradycje związane z PPP, a ściślej idea PPP, okazała się tak silna, że budziła ducha sprzeciwu wobec czerwonej zarazy w dokonujących się co jakiś czas protestach społecznych.”

Czyżby zatem FYM nie zgadzał się z Rolexem w ocenie „opozycyjności w prlu”?  Przypomnę słowa Rolexa: „Opozycja niereglamentowana istniała po zwycięstwie komunistów w Polsce w bardzo ograniczonym zakresie; za ostatni zryw antykomunistyczny byłbym skłonny uznać robotniczy Poznań 1956.”  Twierdzenie Rolexa jest boleśnie słuszne, ale w takim razie albo FYM nie zgadza się z taką oceną, czego nie mówi jasno, albo zaślepia go polrealizm.

Polrealizm sprowadza się do nigdy nie dopowiedzianej do końca – bo to się rozumieć ma samo przez się – tezy, że to co polskie jest dobre.  Polrealizm uważa za słuszne i dobre wszystko, cokolwiek czynią Polacy, niezależnie od rzeczywistego interesu narodu, bez względu na konsekwencje i bez oglądania się na treść tych czynów.  Kiedy Polacy prześladują, to w słusznej sprawie; kiedy są ofiarami, to niewinnymi.  Jak walczą, to bohatersko; jak nie walczą, to też bohatersko.  Najlepszym tego przykładem jest właśnie Państwo Podziemne i jego stosunek do dwóch wrogów: do Hitlera i Stalina.  Wbrew bowiem enuncjacjom FYMa, AK nie walczyła z sowietami.  Podziemne Państwo przesiąknięte było postawami pro-sowieckimi, charakter nadawali mu ludzie pokroju Korbońskiego, Roweckiego czy Rzepeckiego, których w najlepszym wypadku nazwać można poputczikami o lewackiej mentalności.  Co więcej, AK próbowała nieudolnie kolaborować z nadchodzącym okupantem, choćby przy „wspólnym wyzwalaniu” Wilna.  Łupaszka musiał odmówić wykonania rozkazu, odmówić udziału w Operacji Ostra Brama, bo uważał politykę AK za zbrodnię.  Jeżeli Łupaszka miał rację, to niesłuszna była polityka Podziemnego Państwa.  Ta właśnie postawa bohaterskiego nie-walczenia z bolszewikami wpędziła Polskę w więzienie pod nazwą prl, zamiast „budzić ducha sprzeciwu wobec czerwonej zarazy”, którego gdzieś dopatrzył się FYM.

Status quo, które w naszym wypadku ma rachityczne oblicze prlu bis, wypłynęło ze status quo ante, tj. z uznania reglamentowanej opozycji za wyraz wolnej, polskiej myśli politycznej.  Wynoszenie tych wszystkich Kisielów i Jasieniców na prlowski piedestał nie pozostało niestety bez skutku.  Ale ten sam koszmarny mechanizm zaistniał już wcześniej, w stosunku Podziemnego Państwa do dwóch wrogów: do Hitlera, który robił z nas bohaterów, i do Stalina, który robił z nas gówno.  Ci, którzy bohatersko odmawiali podniesienia broni przeciw sowieckiemu najeźdźcy i rozbrajali Polskę moralnie na lata nadchodzącej okupacji, przejęli rząd dusz na emigracji. 

Czemu się zatem dziwić, Panie Rolexie, że ich późny wnuk oddał insygnia władzy Rzeczpospolitej Polskiej w ręce jakiegoś Bolka?

_________

  1. Rolex, Państwo Podziemne – zarys programu, http://www.polis2008.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=853:pastwo-podziemne-zarys-programu&catid=322:dzielnica-publicystow&Itemid=328
  2. http://bezdekretu.blogspot.com/2010/08/koniec-natretnych-idei.html
  3. FYM, Bez państwa, http://niepoprawni.pl/blog/74/bez-panstwa
  4. FYM, Wokół idei Polskiego Państwa Podziemnego http://niepoprawni.pl/blog/74/wokol-idei-polskiego-panstwa-podziemnego
Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/01/14/rolex-fym-i-podziemny-polrealizm/
Kategorie: Masowe niecnotki, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2011/01/14/rolex-fym-i-podziemny-polrealizm/