Zamknij
Michał Bąkowski

Trznadel i Wajda w jednym stali domku

11 maja 2009 |Cham chamem, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/05/11/trznadel-i-wajda-w-jednym-stali-domku/

Czytelnik naszej strony, podpisujący się pankakaokoniecpolski, uprzejmie zachęcił mnie do przeczytania recenzji Jacka Trznadla z filmu Wajdy o Katyniu. Pan Kakao Koniecpolski nazwał ten tekst „mackiewiczowskim”. Miałem dotąd raczej wyrobione stanowisko w kwestii poglądów Jacka Trznadla, zwłaszcza gdy chodzi o Józefa Mackiewicza. Nie podobają mi się jego metody polemiczne, a jego „aparat naukowy” wydaje mi się komiczny. Jego dotychczasowe wypowiedzi na temat Mackiewicza plasowały go w moich oczach wśród „bandy czterech”, owej grupy publicystów, którzy ograniczają się do bezustannych grubiańskich napaści na jedynego prawowitego wydawcę dzieł pisarza. Ale przecież tylko krowa nie zmienia zdania! Być może antymackiewiczowski dotąd Jacek Trznadel przerodził się w znawcę? Każdy może się zmienić, każdy może przejrzeć, nawet ja. Zabrałem się zatem za lekturę artykułu pod obiecującym tytułem „Film Andrzeja Wajdy Katyń. Między fikcją a kiczem”. [1]

Piszę „obiecującym”, ponieważ film Wajdy wydał mi się przeraźliwie słaby. Katyń jest niestety typowym dla tego reżysera przykładem operowania schematami, symbolami i uproszczeniami, ale tym razem bez najmniejszej pretensji do uniwersalizmu, który czasami nadawał wcześniejszym jego filmom jakąś głębię. Historyczne absurdy połączone z patriotyczną sztampą rzeczywiście umieszczają film Wajdy gdzieś pomiędzy kiczem a fikcją.

Trznadel wychodzi z przesłanek, które wydały mi się trudne do przyjęcia. Okazuje się bowiem, że prlowska młodzież wychodziła z kina skonfundowana, „uważając, że sprawcami Katynia byli Niemcy”. Trznadel dowodzi zatem, iż dla celów propagandowych oraz edukacyjnych należałoby nakręcić zupełnie inny film. Prawdę mówiąc, wolałbym stosować się do pięknej zasady Oscara Wilde’a, że nigdy nie należy kierować się tym, co myślą ludzie głupi. Nie nauczono ich w szkole, nie nauczyli się sami z lektur, więc może kino ich nauczy? Niestety na każdym kroku napotykamy ludzi, których cała „wiedza historyczna” bierze się z seansów filmowych – wiedzą wszystko o antycznej Grecji, bo widzieli film Meet the Spartans, Rzym nie ma dla nich zagadek, bo obejrzeli Gladiatora – twierdzę z naciskiem, że ich opinie są bez znaczenia.

Trznadel śle gromy na temat „zerowej świadomości historycznej młodzieży”, o której rzekomo należy pamiętać, kręcąc filmy. W pierwszej chwili uśmiałem się nad lekturą tych fragmentów, aż przejrzałem na oczy i ze zdumieniem spostrzegłem, że to nic śmiesznego, ten leninowski popęd do nauczania, do objaśniania, do skomentowania, opatrzenia przypisem, żeby nikt źle nie zrozumiał, do ujęcia w karby i założenia kagańca – oświaty kagańca! – bo trzeba brać pod uwagę słabą znajomość i wyjaśniać łopatologicznie, a zatem: Hitler (przypis: urodził się – zmarł, faszysta, znaczy się prawicowiec, znaczy się be), Stalin (przypis: urodzony, ale umarł, dzięki Bogu, bolszewik, ludobójca, lewicowiec, znaczy się cacy) itd. Trznadel grzmi: „Wydaje mi się błędem – dla historycznego znaczenia filmu – że zabrakło tu epizodu ukazującego, że decyzja katyńska została podjęta przez rząd Związku Sowieckiego…” O, ja naiwny! W mojej dziecięcej prostoduszności myślałem, że film jest dziełem sztuki, a nie propagandowym aktem. Może gdyby Wajda był o tym pamiętał, to nakręciłby coś lepszego niż bzdet pt. Katyń. Ale nie, zarówno Wajda, jak Trznadel, uważają, że dzieła sztuki nie muszą być piękne – tylko nieodpowiedzialne pięknoduchy mogą trzymać się takich burżuazyjnych przesądów! – ale muszą uczyć i wychowywać, przekazywać jedynie słuszne treści opatrzone patriotycznym stemplem prawomyślności. Zaraz! Ktoś już tak kiedyś mówił… Kto uważał film za „najważniejszą ze sztuk”? Wołodia Ilicz! Ależ tak!

A ty maszeruj, maszeruj, głośno krzycz:

Niech żyje nam Wołodia Ilicz!

Trznadel jednak z miejsca uprzedza moje pięknoduchostwo i gromi dalej, powołując się na samego Józefa Mackiewicza: „jedynie prawda jest ciekawa”… Tylko że, to są oczywiście dwa różne problemy. Jedna rzecz mówić prawdę, a inna pouczać. Kiedy się mówi o faktach, trzeba się trzymać faktów, kiedy mówi się o wydarzeniach historycznych, nie wolno odbiegać od historycznych realiów, z czego oczywiście nie wynika nakaz pouczania na każdym kroku. Przypomina mi to moją dziecinną książkę mitów greckich, która zaczynała się od cytatu z Engelsa, a potem miała przypisy objaśniające, a nuż jakiś dzieciuk coś źle by zrozumiał…

Mackiewicz był wielkim pisarzem, wielkim artystą, który przedmiotem swego pisarstwa uczynił „prawdę faktu”. Absolutny stosunek do prawdy jest sercem jego twórczości. Dwie główne sfery jego zainteresowań, czyli polityka i literatura, nie mają wiele ze sobą wspólnego, ale łączą się jego zdaniem w nakazie prawdy. „Literaturę i politykę łączy jedna więź wspólna: obydwóm wychodzi na szkodę wszelka z góry przyjęta schematyka, wszelka sztywność. Literaturę robi najczęściej nieciekawą, mdłą, nudną, a politykę nieraz – fatalną.” [2] Pisał w swym „Liście do Szołochowa”:

„Komunistów nienawidzi się u nas z różnych względów i w ogóle w różny sposób. Ja zaś osobiście (pozwoli mi Pan uciec się do odrobiny patosu) w imię walki o wolne słowo i autentyczne piękno w oddawaniu prawdy.” [3]

„Piękno w oddawaniu prawdy”, to jest pełne credo pisarskie Mackiewicza. Artysta powinien służyć tylko „kulturze i pomnażaniu czystej sztuki i prawdy”. [4] Artysta, który służy propagandzie, jest wrogiem prawdy. „Literatura postulowana, czy to w socrealizmie, czy polrealizmie, im bardziej zbliża się do polityki, tym większy rozbrat bierze z życiem.” [5] Edukacyjna zawartość, jakiej domaga się Trznadel od filmu o Katyniu, jest głęboko antymackiewiczowska, bo jest taką właśnie „sztuką postulowaną”, przeciw której występował Mackiewicz.

Trznadel ma oczywiście rację w szczegółach. Słusznie wskazuje na kompletne idiotyzmy w filmie Wajdy i słusznie nazywa wiele z nich kiczem. Scena, w której żona namawia oficera do ucieczki z obozu jenieckiego, a ten odmawia ze względu na „honor munduru”, jest równie kiczowata co absurdalna. Trznadel komentuje: „Nie było w wojsku polskim regulaminu i przysięgi, że nie będą uciekać z niewoli.” Nie jestem historykiem wojskowości, ale na zdrowy rozum, nie mogło być takiego regulaminu w żadnej armii na świecie! Jest przecież wręcz odwrotnie: nawet próba ucieczki z niewoli jest powodem do chwały. Żołnierz uciekając, porzuca bowiem względne bezpieczeństwo niewoli po to, by podjąć ponownie walkę, a tym samym podtrzymuje honor munduru.

Trznadlowa krytyka realiów filmu Wajdy (równie szczegółowa, co przydługa), zakłada „dobrą wolę” autorów Katynia. Zakłada, że film nie miał być tylko propagandową szmirą, ale czymś więcej. Tak oczywiście być nie mogło, bo wbrew Trznadlowi, film nie „oscyluje między dokumentem a przeinaczeniem”, ale jest świadomym przeinaczeniem od początku do końca. I tak dochodzimy do kluczowego elementu zarówno recenzji, jak i filmu Wajdy. Pisze Trznadel:

„W związku z tym chcę też przypomnieć kilkakrotnie powtarzaną wypowiedź reżysera. Mianowicie, „że nie miał to być i nie jest to film antyrosyjski”. Warto podkreślić tę słuszną troskę Wajdy. A przecież używanie tutaj określenia „rosyjski” w kontekście zbrodni nie znaczyłoby wcale, że obciąża się winą cały naród. To już chyba zrozumieliśmy. Czy jednak, w swym pragnieniu, by nie być antyrosyjskim, Wajda nie posunął się za daleko, ograniczając elementy przekazu historycznego? Omijanie słowa „rosyjski” mogłoby być czasem po prostu pomijaniem konkretu. Trudno zaprzeczyć, że i decydenci, i wykonawcy, byli Rosjanami, po rosyjsku były pisane dokumenty i rozkazy, język katów był rosyjski. Jednak to nie naród rosyjski zadecydował o Katyniu. To była zbrodnia obciążająca państwo rosyjskie. To samo państwo, które 17 września dokonało zaboru polskich kresów, a w 1945 zwyciężyło niemiecką III Rzeszę.”

Jak słusznie napisała Sonia Bellechasse w polemice z Koniecpolskim, jest to „kompletne przeciwieństwo opinii Mackiewicza w tej sprawie”. Podkreślanie, że „po rosyjsku były pisane dokumenty i rozkazy, język katów był rosyjski” byłoby tylko śmieszne, gdyby nie było aż tak sprzeczne z Mackiewiczem. W Nie trzeba głośno mówić Archimandryta Serafim zwraca się do Henryka: „Zmienił się naród. Stał sowieckim człowiekiem. I nawet w swojej nienawiści do ustroju sowieckiego, podchodzi po sowiecku. Inna mentalność. To straszna zaraza. Ta wewnętrzna ewolucja, która zachodzi w człowieku. Gorsza od zewętrznej rewolucji. Zgubi on wszystkie narody, dokąd sięgnie władza komunistyczna.” Wedle Mackiewicza bolszewicy używali rosyjskich słów, ale nie mówili po rosyjsku, tylko po sowiecku:

„Na gruzach narodu rosyjskiego powstał naród sowiecki. Naród sowiecki posługuje się w pisowni zarówno alfabetem jak językiem rosyjskim. Czy podobnie jak naród szwajcarski posługuje się francuskim i niemieckim, a naród amerykański angielskim? Niezupełnie… Rosjanie, którzy wyszli z Rosji w dobie narodzenia sowietyzmu twierdzą, że język sowiecki dziś bardziej odbiega od rosyjskiego, niż na przykład język amerykański od angielskiego. […] Język – powiadają – posiada nie tylko swą wymowę i formę pisaną, ale też swą formę duchową, psychiczną, związaną z psychiką odrębności narodowej. Bolszewicy dążyli do wytworzenia narodu sowieckiego i moim zdaniem go wytworzyli.” [6]

To nie jest jakiś wyjęty z kontekstu cytat z nieznanego artykułu Mackiewicza. To jest teza o podstawowym znaczeniu dla całej jego myśli politycznej, bowiem za tzw. „tezą rosyjską” kryje się bezbronność świata wobec komunizmu. Jeżeli ponadnarodowe zagrożenie sowieckie da się sprowadzić do zagrożenia rosyjskiego, to można sobie z nim poradzić w oderwaniu od innych narodów. Rosja była ojczyzną Rosjan, stąd polityka imperialna państwa carów przybrała postać rusyfikacji innych narodów. Sowiety, będąc „ojczyzną ludzi pracy”, są potencjalnie ojczyzną każdego, więc sowietyzują w dowolnym języku: Polaków po polsku, a Koreańczyków po koreańsku. Nic zatem dziwnego, że dokumenty katyńskie pisane były po rosyjsku.

Kazuizm Trznadla – zbrodnia katyńska ma obciążać „państwo rosyjskie”, a nie naród rosyjski – jest skrajnie antymackiewiczowski, ponieważ w opinii Mackiewicza państwo rosyjskie przestało istnieć w 1917 roku, żeby się nigdy nie podnieść. Tak samo zresztą, jak nie istnieje państwo polskie, a wyłącznie kolejne wcielenia prlu. Trznadel ma w związku z tym coś do powiedzenia o filmie Wajdy, słusznie krytykując sielankowy obraz sowieckiej okupacji Polski:

„W ogóle nie pada słowo okupacja, tak jakby film był kręcony w PRL-u.”

To zdanie jest bez wątpienia prawdziwe, ponieważ film ZOSTAŁ nakręcony w prlu. W prlu nr 2, w którym można mówić o Katyniu, ale nie można mówić prawdy. Artykuł Trznadla niestety należy także bez reszty do prlu.

 

____________

 

  1. http://www.jacektrznadel.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=69&Itemid=31

  2. „Rozdzieranie szat”, w tomie Droga pani

  3. Wiadomości, nr 1/1955

  4. „Ani polrealizm, ani socrealizm”, Dziennik Polski, nr 200/1956

  5. „Niemiecki kompleks” w tomie Droga pani

  6. „Pierwsza książka w języku sowieckim”, Lwów i Wilno, nr 53/1947

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/05/11/trznadel-i-wajda-w-jednym-stali-domku/
Kategorie: Cham chamem, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/05/11/trznadel-i-wajda-w-jednym-stali-domku/