Zamknij
Michał Bąkowski

Polski październik i okrągły stół. Część V

14 kwietnia 2009 |Michał Bąkowski, Polski październik i okrągły stół
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/04/14/polski-pazdziernik-i-okragly-stol-czesc-v/

„Rodzimej dosyć jest kanalii” czyli stan wojenny

Powinienem zacząć od wyznania: ja także byłem jednym z tych długowłosych chłopców, co tęsknili za panną S jak idioci. Ja także malowałem imię jej na płotach i wstydzę się tego dziś. Ale oprócz tego jednego, niewiele z owych lat poczytuję sobie za ujmę. Najpierw sito, a później offset, były bardziej skutecznymi środkami walki z komunizmem, niż uganianie się z zomo po ulicach spowitych dymem łzawiącym, ale próbowałem i jednego, i drugiego. Wydawanie Józefa Mackiewicza w podziemiu mogło bardziej zaszkodzić bolszewikom, niż zawodzenie „pod Kostką” na Żoliborzu, ale uczestniczyłem także w Mszach za Ojczyznę. – Dobrze. Wyznanie zrobione, więc teraz możemy się chłodno zastanowić, co wydarzyło się po 13 grudnia 1981.

Przede wszystkim trzeba odróżnić przyczyny stanu wojennego od interpretacji wydarzeń. Klasyczna analiza, nazwijmy ją tak, „historyczna”, wychodzi ze szczegółowego opisu miesięcy poprzedzających 13 grudnia i w nich doszukuje się przyczyn wprowadzenia stanu wyjątkowego. [1] Wiadomo jednak, że komunistyczna wierchuszka rozpoczęła przygotowania do takiego aktu już w sierpniu 1980 roku, a więc przed utworzeniem Solidarności. W lutym 1981 roku msw przeprowadziło „grę wojenną” wraz ze sztabem prlowskiego wojska, w której przećwiczono rozmaite warianty sytuacyjne. Już na początku września tegoż roku ukończono druk 25 tysięcy obwieszczeń o wprowadzeniu stanu wojennego, a także druk obwieszczenia rady państwa (bez daty ani nazwiska przewodniczącego). Oba dokumenty wydrukowane zostały w Moskwie. Zważywszy, że o północy 13 grudnia wyszło na ulice 70 tysięcy żołnierzy i 30 tysięcy ubeków, a także czołgi, skoty i helikoptery, nie licząc koksowników, jest zdumiewające, że zaskoczenie było zupełne. Można od biedy zrozumieć „długowłosych chłopców i młodych w kasku robotników”, bo mieli inne rzeczy na głowie, ale dlaczego nie wiedzieli o niczym przywódcy Solidarności? Ktoś nazwał operację 13 grudnia „najdoskonalszym zamachem wojskowym w historii”. Jaruzelski i Kiszczak mogli pozwolić sobie na taki perfekcjonizm, ponieważ, wbrew pozorom chaosu, od początku do końca całkowicie kontrolowali sytuację, nikt nigdy nie zagrażał ich władzy. Stan wojenny nie miał zatem nic wspólnego z uchwałami posiedzenia kkp w Radomiu ani ze strajkiem strażaków. Nie został w żaden sposób sprowokowany przez „ekstremę”, bo był od początku zaplanowany.

Akt 13 grudnia był niezależny od działań solidarnościowej opozycji zupełnie tak samo, jak nie był uprzedzeniem mitycznej „interwencji sowieckiej”. Wedle tej wykładni, silnie propagowanej przez obie strony okrągłego stołu (co jest uroczo absurdalne, bo okrągły stół nie ma stron…), Jaruzelski uchronił ludową ojczyznę przed największym złem. Mamy tu znowu do czynienia z powielaniem legendy polskiego października, kiedy to prawdziwy Polak Gomułka miał bohatersko stanąć przeciw kacapom. Na dowód zagrożenia wskazuje się zazwyczaj manewry wojsk układu warszawskiego oraz ciągłe ruchy wojsk sowieckich na granicy z prlem, potwierdzone obiektywnie przez amerykańskie satelity szpiegowskie. Teza ta pomija oczywistość: sowieciarze wiedzieli doskonale, że ruchy ich wojsk są obserwowane z orbity, była to zatem wyłącznie gra, znowu powtórzona z 1956 roku. Jeszcze przed wybuchem strajków w 1980 roku, plan stanu wojennego był zapewne gotów w zarysach. Istnienie tzw. komisji Susłowa, która oficjalnie działać zaczęła w sierpniu 1980, jest dowodem wysokiej wagi, jaką sowieci przykładali do sytuacji w ich „poletku doświadczalnym”. [2] W moim przekonaniu, nie mają racji ci, którzy widzą w ludziach pokroju Jaruzelskiego czy Kiszczaka tylko marionetki w moskiewskich rękach, jednak równie odległa od prawdy wydaje mi się hipoteza, że mogli oni podejmować samodzielne decyzje w oderwaniu od sowietów, a nawet im na przekór. Decyzje były z pewnością podejmowane przez kolektywne kierownictwo międzynarodowego ruchu komunistycznego i obaj prlowscy generałowie byli tego kolektywu członkami.

Interpretowano stan wojenny jako „wojnę z narodem”. Byłoby to w miarę bliskie prawdy, gdyby zwolennicy takiej interpretacji nie byli ślepi na trwanie owej wojny od 1945 roku. Akt wprowadzenia stanu wojennego nie był żadną „targowicą”, co jest zupełnie niedorzeczne, bo jego autorzy byliby zdrajcami dopiero wówczas, gdyby zdradzili komunizm, któremu wiernie służyli całe życie. Usłużnie podsunięta interpretacja Adama Michnika, że „do drzwi polskich domów zastukał faszyzm”, jest typowo michnikowym mąceniem klarownej wody. „Faszyzm”, to znaczy kto? Mussolini? Ubecka akcja grudniowa więcej miała wspólnego z czekistami Dzierżyńskiego niż z faszystami Mussoliniego. Czekiści o ile pamiętam, nie stukali cichutko do okien. Ale też Michnik świadomie wpisywał się swymi słowami w jasno wytyczoną dyrektywę bolszewickiej propagandy, wedle której wszystko co nieładnie pachnie można wrzucić do worka z napisem „faszyzm”. Wprowadzenie stanu wojennego było w rzeczywistości z dawna szykowaną drugą fazą operacji, która miała przygotować grunt dla „serii dramatycznych wydarzeń sugerujących upadek komunizmu”.

Po nadzwyczajnym sukcesie z nocy 13 grudnia, represje były raczej powściągliwie przeprowadzone. Krwawo spacyfikowane kopalnie były wyjątkiem, a nie regułą. Nie było mowy o żadnym terrorze. Długowłosy chłopiec był przesłuchiwany na Mostowie i wprawdzie oberwało mu się pałą po zadku, ale nie można tego porównywać z torturami w kazamatach na Rakowieckiej w latach 50. Więcej ludzi straciło życie w pierwszych dniach stanu wojennego na skutek wyłączenia telefonów, niż od ubeckich prześladowań. [3] Bardzo prędko stan wojenny doprowadził do klasycznie prlowskiej, beznadziejnie przewidywalnej stabilizacji. Malowało się na ścianie „Junta Juje”, a następnego ranka napis był zamalowany. Wstępny bojkot środków musowego przykazu prędko złagodniał i prl staczał się w oparach bimbru w totalny podsowiecki marazm.

Najbardziej przygnębiającym elementem sytuacji było podziemne przywództwo Solidarności. O ile siłą podziemia była jego autentycznie oddolna organizacja, która opierając się na wąskich gronach przyjaciół, była trudna do zinfiltrowania, to ukrywający się wodzowie, Bujak, Lis, Frasyniuk, do znudzenia nawołujący do rozmów, ostrzegający przed prowokacją itp., byli największą słabością podziemnego ruchu. Byli tak dalece pozbawieni autorytetu, że ich gromkie nawoływania do strajku generalnego w listopadzie 1982 roku zakończyły się fiaskiem. Wobec tak oczywistej porażki głównego nurtu Solidarności, bolszewiccy stratedzy mogli pozwolić sobie na korektę kursu, toteż w ciągu kilku dni następują: zaproszenie papieża do Polski, zwolnienie Wałęsy po wiernopoddańczym liście do Jaruzelskiego i – prawdopodobnie nie zaplanowana, choć Bóg raczy wiedzieć! – śmierć Breżniewa. Golicyn pisał o tym w 1984 roku:

„Mianowanie Andropowa, uwolnienie przywódcy Solidarności oraz zaproszenie przez polski rząd Papieża do odwiedzenia Polski, wszystko to wskazuje, że stratedzy komunistyczni prawdopodobnie planują ponowne pojawienie się Solidarności na scenie politycznej oraz utworzenie na wpół demokratycznego rządu w Polsce (pomyślanego jako koalicja partii komunistycznej, związków zawodowych i Kościoła), następnie, poczynając od około roku 1984 pojawią się reformy polityczne i gospodarcze w ZSRR.”

Golicyn przewidywał także, że kolejnym gensekiem będzie „ktoś w rodzaju sowieckiego Dubczeka” oraz że neostalinowskie represje epoki Breżniewa przeciwko „dysydentom” i wojna w Afganistanie „zostaną potępione, tak jak w roku 1968 został potępiony reżim Novotnego”. [4]

Tymczasem w prlu, zdesperowanym długowłosym chłopcom wydawało się, iż niezależna działalność wydawnicza jest jedyną skuteczną formą walki podziemnej z komunistami. Była to działalność prawdziwie niezależna, wolna bowiem od wpływu „ekspertów”, „opiniotwórców” i podziemnych władców dusz. Długowłosi chłopcy wydawali, co im wpadło do rąk, bez ładu i składu, i w ten sposób przypadkiem pojawiały się w podziemiu książki już nie dysydenckie, nie opozycyjne, ale prawdziwie antykomunistyczne. Rozgłos zyskiwał powoli miesięcznik Niepodległość, którego publicyści konsekwentnie podważali ugodową retorykę Solidarności, ostro krytykując brak choćby śladowej myśli politycznej w podziemiu. Niepodległość argumentowała, że podziemna działalność związkowa nie jest w ogóle działalnością polityczną. Na dłuższą metę komuniści są w stanie spełnić postulaty Solidarności – uwolnić więźniów, znieść stan wojenny, wprowadzić samorządy, zreformować gospodarkę – a wtedy, mimo że nic się naprawdę nie zmieni, Solidarność będzie rozbrojona. Nie muszę dodawać, że tak właśnie się stało. Z czasem poczęły pojawiać się najpierw pojedyncze artykuły, a potem książki, największego polskiego antykomunisty – Józefa Mackiewicza. Główny nurt Solidarności zamierał, a na marginesie podnosiła głowę „ekstrema”, prawdziwi „wrogowie ludu”, nie-koncesjonowana opozycja, która nie chciała poprawiać, lecz obalać. Bolszewiccy planiści musieli zatem podjąć próbę ożywienia Solidarności. W moim przekonaniu, taką świadomą – i diabolicznie skuteczną – próbą było zabójstwo księdza Popiełuszki. Pisałem o tym obszernie na niniejszej stronie w artykule „Nieświęte przymierze”, nie będę więc tego powtarzał. Z zainteresowaniem znalazłem podobną myśl u Aleksandra Ściosa w artykule Czy III RP zaczęła się nad grobem księdza Popiełuszki? [5] Gwoli ścisłości muszę zaznaczyć, że Ścios zatrzymuje się na stawianiu pytań. Jego analizy wskazują na wspólny interes decydentów okrągłego stołu w uciszaniu motywów morderstwa nawet w ćwierć wieku później. Moja hipoteza posuwa się dalej: ks. Popiełuszko został zamordowany, by ożywić główny nurt Solidarności i odnowić autorytet koncesjonowanej opozycji w zmęczonym społeczeństwie.

Inny publicysta blogosfery, podpisujący się FYM, zwraca uwagę, że

„III RP, wbrew temu, co sugeruje Aleksander Ścios nie zaczęła się mordem założycielskim na ks. J. Popiełuszce, ale 13 grudnia 1981. Zabicie Popiełuszki było jedną z konsekwencji (tzw. żelaznych) funkcjonowania komunizmu wojennego, który w zamyśle miał doprowadzić do porządku i faktycznie doprowadził. Ten porządek został tak perspektywicznie zaprojektowany, że mimo oddania władzy w 1989 r., komuniści pozostali wciąż głównymi graczami na scenie politycznej i są nimi po dziś dzień, w czym dzielnie sekunduje im niekomunistyczny odłam Partii Okrągłostołowej. Bez tego ostatniego komuniści wisieliby na drzewach albo przynajmniej spędzaliby resztę życia w celach więziennych.” [6]

Jest w tym fragmencie wiele słuszności. prl bis nie rozpoczął się nad grobem księdza Popiełuszki, ale o wiele wcześniej, w faryzejskim geście Episkopatu, który już w 1950 roku zaprzedał żołnierzy wyklętych, albo w 1956 roku w poparciu Wyszyńskiego dla Gomułki, o czym była mowa w pierwszej części tych rozważań. A jednak zabójstwo księdza było ważnym etapem w procesie budowania „państwa całego narodu”. Nie mogę atoli zgodzić się z konkluzją FYMa wyrażoną w powyższym fragmencie, nie sądzę bowiem, żeby w ciągu ubiegłych 20 lat istniała szansa na odkomunizowanie prlu. Bolszewicka gwardia jest wystarczająco blisko żłobu, wystarczająco blisko władzy, by na to nie pozwolić, czego najlepszym dowodem wydarzenia 1992 roku. Komuniści są silni nie tyle pozycją koncesjonowanych opozycjonistów w rodzaju Bolka czy Michnika, ale powszechną w polskim społeczeństwie akceptacją iiirp jako Wolnej Polski.

Wybiegam zbyt daleko w przyszłość, bo nie zająłem się jeszcze prowokacją okrągłego stołu. Cytowałem już wielokrotnie precyzyjnie wyrażaną opinię Kiszczaka, że „stan wojenny i okrągły stół to dwa końce tej samej polityki”. Bolszewicy, mistrzowie politycznej szarady i kłamstwa, czasami mówią prawdę bez ogródek, tylko nikt nie chce ich słuchać.

 

 

  1. Takie podejście prezentuje np. Andrzej Paczkowski w referacie Operacja wprowadzenia stanu wojennego – przesłanki i przebieg http://www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=2&id=4320&poz=2. Prof. Paczkowski pisze np.: „Na pytania najczęściej stawiane w kontekście wprowadzenia stanu wojennego – czy był on nieuchronny oraz czy istniała możliwość innego rozwiązania? – w ramach standardowych rygorów badawczych nie ma zasadnych odpowiedzi [podkr. moje]. Można oczywiście próbować rysować różne – jedne mniej, inne bardziej prawdopodobne – scenariusze. Cofając się wstecz od dnia 12 grudnia 1981 r. można poszukiwać wydarzenia, po którym nie było odwrotu (point de non-retour) z drogi wiodącej ku konfrontacji i zastanawiać się czy nie można go było uniknąć, niezależnie od tego czy wydarzenie to zaistniało z woli jednej ze stron, czy z przypadku. Nie powinno się jednak mieć złudzeń ani że będzie to łatwe zadanie, ani że nawet jeżeli wskażemy takie wydarzenie będzie absolutnie i dla wszystkich pewne, że spełnia ono wymóg odwracalności.” W ramach standardowych rygorów badawczych nie ma miejsca na przyjęcie hipotezy o długofalowej strategii, nie może być miejsca na opis fenomenu, jakim jest międzynarodowy komunizm. Do tego potrzebna jest, jak to określił Golicyn, „nowa metodologia”, co w niczym nie zmienia faktu, że tekst Paczkowskiego jest bardzo ciekawy i rzetelny.

  2. Formalnie, komisja Susłowa ds. polskich rozpoczęła działania 25 sierpnia 1980. Wiadomo o jej istnieniu głównie od towarzysza Jelcyna: „Przywiozłem Lechowi Wałęsie kopie materiałów komisji Susłowa – pełne dossier Solidarności. Polscy i radzieccy czekiści rozłożyli na czynniki pierwsze całe życie przywódców tego ruchu robotniczego. Niekiedy czytanie owych dokumentów wywoływało wręcz przerażenie – do tego stopnia bezlitosny był kagiebowski rentgen. Położyłem rękę na teczce i powiedziałem: „Tutaj jest wszystko. Proszę”. Wałęsa zbladł.” Przytaczam za: A Ścios, My – z IPN-u, http://cogito62.salon24.pl/394956.html Dossier Jelcyna jest oczywistym ostrzeżeniem dla władców prlu bis.

  3. Nie zamierzam dezawuować ofiar stanu wojennego. Zamordowani górnicy są ofiarami bolszewizmu na równi z generałem Fieldorfem i chwała im za to, że podnieśli rękę na władzę ludową.

  4. A Golicyn, op.cit.

  5. http://cogito62.salon24.pl/98523.html

  6. Dokończyć dzieło stanu wojennego,
    http://niepoprawni.pl/blog/74/dokonczyc-dzielo-stanu-wojennego

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/04/14/polski-pazdziernik-i-okragly-stol-czesc-v/
Kategorie: Michał Bąkowski, Polski październik i okrągły stół
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2009/04/14/polski-pazdziernik-i-okragly-stol-czesc-v/