Zamknij
Michał Bąkowski

Burza w Moskwie

21 marca 2008 |Dzisiejsza „Rosja”, Michał Bąkowski
Źródło: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2008/03/21/burza-w-moskwie/

25 lipca 1998 roku, nieznany szerzej aparatczyk mianowany został szefem fsb czyli służby bezpieczeństwa „odrodzonego państwa rosyjskiego”. Nominacja Putina widziana była jako triumf kliki Berezowskiego, który miał rzekomo zdołać osadzić swojego człowieka na stołku szefa czekistów, w obliczu ostrych sprzeciwów innych ludzi z otoczenia Jelcyna. W kwietniu 99 roku, Putin wystąpił w telewizji jako krytyk filmowy; omawiał interesujące dzieło pokazujące orgię z udziałem człowieka podobnego do Prokuratora Generalnego, Skuratowa, który prowadził właśnie dochodzenie w sprawie $15 milionowej łapówki dla rodziny Jelcyna. Skuratow podał się do dymisji. 9 sierpnia Jelcyn mianował Putina premierem. Putin poszedł pożegnać się ze swymi czekistami, wzniósł toast za Stalina, po czym wypowiedział słowa, które do dziś wielu uważa za żart: – Agent oddelegowany do przejęcia władzy w Rosji melduje zakończenie pierwszej fazy operacji. – 19 grudnia Partia Jedności założona zaledwie dwa miesiące wcześniej zajęła drugie miejsce w wyborach do Dumy (za komunistami). BBC komentowała: „to jest pokojowa rewolucja antykomunistyczna”. 31 grudnia 1999 roku Jelcyn ustąpił i tymczasowym prezydentem został Putin.

Putin miał nadal potężnych przeciwników w nadchodzących wyborach prezydenckich. A jednak ani Primakow, ani Łużkow, nie mieli szans podczas marcowych wyborów wobec zdumiewającej popularności młodego prezydenta.

Na pierwszy rzut oka, Putin miał po prostu szczęście. Rosja była w stanie głębokiego kryzysu; chaos gospodarczy i polityczny spotęgowany był słabością Jelcyna i drugim krachem finansowym w ciągu siedmiu lat (Rosjanie utracili większość oszczędności w rublach, najpierw w 91 roku dzięki hiperinflacji, a potem w 98 roku dzięki niekompetencji rządu), ale na krótko przed nominacją Putina rozpoczęła się wojna w Dagestanie, a w parę dni po nominacji nastąpiła seria ataków terrorystycznych w Moskwie i innych miastach Rosji. Kraj znalazł się na krawędzi przepaści, ale zdecydowana postawa nowego premiera uczyniła go ulubieńcem elektoratu w ciągu zaledwie paru tygodni, już bowiem 26 sierpnia rozkazał atak na Czeczenię.

To wszystko nie powinno nas wcale dziwić. To nie jest sytuacja bez precedensu, takie rzeczy się zdarzają. Pani Thatcher, na przykład, nie byłaby wygrała wyborów w 1983 roku, gdyby nie jej zdecydowana reakcja na inwazję Falklandów. Argentyńskiej juncie zatem zawdzięczamy sukces thatcheryzmu.

Kiedy się jednak bliżej przyjrzeć wydarzeniom, to wyłania się trochę inny obraz.

6 sierpnia 1999 roku, czeczeński watażka, Szamil Basajew, wkroczył do sąsiedniego Dagestanu i po paru dniach ogłosił powstanie Islamskiej Republiki Dagestanu, która połączyć się miała przeciw Rosji z Czeczenią. Basajew miał za sobą długą historię awanturnika. Już w 92 roku brał udział w konflikcie gruzińsko-abchazkim, w rezultacie którego gruzińska większość wysiedlona została z Abchazji. Basajew walczył po stronie abchazkiej, silnie wspieranej przez Moskwę. Jego Batalion Ochotniczy był tak dobrze uzbrojony i wyszkolony, a do tego poruszał się z taką swobodą na terytoriach kontrolowanych przez Rosję, że pojawiły się prędko uporczywe pogłoski, iż Basajew jest agentem gru, sowieckiego wywiadu wojskowego. Pogłoski te jednak ustały podczas pierwszej wojny czeczeńskiej, w której Basajew odznaczył się bohaterstwem, między innymi podczas słynnej bitwy o Groznyj. Pomimo to, Chechnya Weekly, wydawana przez Jamestown Foundation, utrzymuje do dziś, że Basajew był agentem gru, cytując m.in. innego sowieckiego agenta Abdurachmanowa oraz byłego prezydenta Inguszetii, Auszewa. Anna Politkowska wskazywała także, iż po obu stronach konfliktu czeczeńskiego byli ludzie, pragnący jego podsycania. Wewnętrzno-czeczeńskie rozgrywki były jej zdaniem oznaką sporu pomiędzy gru (Basajew) a fsb (Kadyrow), sporu wygranego przez fsb.

Ale jak doszło do awantury w Dagestanie? Trudno dociec szczegółów. Borys Berezowski przyznaje, że prowadził rozmowy na temat inwazji Dagestanu z wicepremierem Czeczenii Udugowem w lutym-marcu 99 roku. Wedle Berezowskiego Udugow i Basajew pragnęli dokonać inwazji Dagestanu, by sprowokować Rosję do interwencji, co z kolei umożliwiłoby im obalenie Maschadowa (ówczesnego prezydenta Czeczenii). Berezowski jest jednak zawsze zainteresowanym, a co za tym idzie, niepewnym źródłem. Jakkolwiek trudno dać wiarę, że Basajew był gotów narażać z trudem wywalczoną de facto niepodległość Czeczenii, przez sprowokowanie Rosji, to jednak nie sposób tego wykluczyć, ponieważ znane są jego ogromne ambicje polityczne. Pewniejsze są informacje francuskiego kontrwywiadu, który potwierdził spotkanie pomiędzy Basajewem i Aleksandrem Wołoszynem (szefem gabinetu Jelcyna, a później także Putina). Miało ono miejsce w w pałacu Adnana Khashoggi na południu Francji, gdzie Wołoszyn wręczyć miał Basajewowi $10 milionów gotówką na zorganizowanie ekspedycji dagestańskiej.

6 czerwca 99 roku szwedzki dziennikarz Jan Blomgren, napisał w Svenska Dagbladet, że Kreml przygotowuje serię ataków terrorystycznych, za które będzie można zrzucić winę na Czeczeńców. W lipcu Moskowskaja Prawda podała nawet kryptonim nadchodzącej operacji – „Burza w Moskwie”.

Przyjrzyjmy się zatem chronologii wydarzeń.

2 sierpnia Magomedow, dagestański watażka, ukrywający się w Czeczenii, zajmuje kilka wiosek dagestańskich w pobliżu granicy czeczeńskiej.

6 sierpnia Basajew wchodzi do Dagestanu z 1.500 ludźmi.

9 sierpnia Putin zostaje premierem.

10 sierpnia Magomedow i Basajew ogłaszają powstanie Islamskiej Republiki Dagestanu.

23 sierpnia Czeczeńcy wycofują się z zajętych wiosek pod naporem rosyjskich bombardowań i ataków milicji dagestańskiej.

26 sierpnia Putin ogłasza inwazję Czeczenii, która rozpoczyna się od ciężkich bombardowań.

31 sierpnia wybucha bomba na stacji moskiewskiego metra. Jedna osoba zabita i 40 rannych.

4 września w Dagestanie wylatuje w powietrze samochód wypełniony materiałami wybuchowymi. Eksplozja niszczy 5-piętrowy blok, zamieszkany przez rodziny rosyjskich żołnierzy. 64 zabitych i 133 rannych.

9 września bomba rujnuje 9-piętrowy budynek mieszkalny w Moskwie. 94 zabitych, 249 rannych. Fsb zidentyfikowało materiał wybuchowy jako hexogen.

13 września wybucha bomba w 8-piętrowym budynku w Moskwie. 118 zabitych, 200 rannych. Dwie inne bomby hexogenowe zostały znalezione tego samego dnia w piwnicach dwóch bloków mieszkalnych w Moskwie.

16 września wybucha ciężarówka w Wołgodońsku. 17 zabitych, 69 rannych.

Nowy premier oskarżył o ataki „republikę terrorystów” i w najostrzejszych słowach obiecał rodakom, że nie będzie łaski dla morderców: – Jeśli znajdziemy ich w sraczu, to zabijemy ich w sraczu – tak im wyrąbał Prezes Rady Ministrów Federacyjnej Republiki Rosyjskiej.

Czeczeńcy, zarówno Basajew jak i prezydent Maschadow, utrzymywali, że nie są odpowiedzialni za zamachy, ale kto by im wierzył? Ataki były dobrze zorganizowane, a Czeczeńcy nie wykazywali dotąd wielkich zdolności organizacyjnych. Czeczeńskie akty terroru ograniczały się dotychczas do porywania zakładników i żądań, by uwolniono więźniów. Tym razem nie było żadnych żądań. Ale przecież ludzie się zmieniają. Nawet terroryści. Nawet Czeczeńcy.

22 września obywatel Aleksiej Kartofelnikow, zamieszkały przy ulicy Nowosiołow w Riazaniu, zauważył białą furgonetkę zaparkowaną pod jego blokiem. W całym kraju rosła panika i szerzyła się atmosfera strachu, więc przyjrzał się uważnie rejestracji i dostrzegł, że została nieudolnie zmieniona, by wyglądać jak lokalny numer riazański. Kiedy po chwili zobaczył trzech osobników, przenoszących ciężkie worki z furgonetki do jego 12-piętrowego bloku, zachował się tak, jak przystało spadkobiercy Pawki Morozowa i zadzwonił na policję.

W piwnicy znaleziono wielką bombę hexogenową, z zapalnikiem nastawionym na 5:30 rano. Prędko znaleziono porzuconą furgonetkę, która okazała się być kradzioną. Ewakuowano 30.000 ludzi z pobliskich bloków. Policja riazańska rozesłała szkice trojga podejrzanych terrorystów: dwóch mężczyzn i kobiety.

23 września aresztowano podejrzanych. Ich nazwiska nie zostały nigdy podane i ich los pozostaje do dziś nieznany. Aresztowani okazali legitymacje fsb i zostali zwolnieni na rozkaz z Moskwy.

24 września, w dwa dni po nieudanym zamachu, minister Ruszajło pochwalił czujność ludzi sowieckich i zganił opieszałość policji. Putin powtórzył dokładnie to samo w wieczornym przemówieniu telewizyjnym i zapowiedział zemstę na Czeczeńcach. Ale już następnego dnia, szef fsb Patruszew, ogłosił, że nie było żadnej bomby, że w Riazaniu ćwiczono tylko czujność obywatelską ludności, a w workach był zwykły cukier. Jurij Tkaczenko, riazański ekspert od materiałów wybuchowych, który rozbroił bombę, stanowczo odrzucił wersję fsb i potwierdził, że bomba była profesjonalnie zmontowana i wszystkie jej składniki były pochodzenia wojskowego.

Tymczasem wyszło na jaw, w jaki sposób schwytano terrorystów. Obywatelka Juchanowa, operatorka centrali telefonicznej w Riazaniu, podsłuchała rzeczonej nocy następującą rozmowę: podejrzany stwierdził, że jego grupa została spostrzeżona i musi opuścić Riazań natychmiast; w odpowiedzi rozmówca nakazał mu podzielić grupę i wracać osobno. Obywatelka Juchanowa czem prędzej doniosła przełożonym, którzy ustalili, iż rozmawiano z numerem należącym do moskiewskiej centrali fsb.

Nowaja Gazieta podała, że spadochroniarz nazwiskiem Piniajew próbował ukraść cukier z pilnowanego przez siebie magazynu wojskowego, ale w workach z napisem „cukier” znalazł żółtawą, gorzką substancję. Doniósł zwierzchności i okazało się, że to hexogen. Władze ogłosiły natychmiast, że Nowaja Gazieta zmyśliła całą historię. Następny numer nie ukazał się w ogóle, ponieważ nieznani sprawcy zmazali całą jego zawartość z serwera redakcji. Piniajew najpierw wycofał swoje oskarżenia, potem odsiedział w kozie za kradzież cukru, po czym posłano go ciupasem do Czeczenii. Po pół roku, jednostka Piniajewa podała Gazietę do sądu o zniesławienie, przedstawiając dowody, że żaden Piniajew nigdy nie istniał.

Putin nie miał czasu zajmować się Riazaniem, bo 24 września nakazał jednostkom lądowym okrążenie „terrorystycznej republiki”, a 1 października ogłosił rząd Maschadowa nielegalnym i rozpoczął inwazję Czeczenii.

W marcu 2000 roku, na krótko przed wyborami prezydenckimi anonimowy oficer fsb opowiedział w telewizji, jak umieścił worki z cukrem w piwnicy w Riazaniu, dla sprawdzenia czujności obywatelskiej. Nie podjął się tłumaczyć, dlaczego czujność obywatelską testuje się przy pomocy kradzionych furgonetek. Eksperci fsb wyjaśnili, że cukier mógł się im wydać hexogenem, dzięki zanieczyszczeniu aparatury badawczej. Nie wyjaśnili natomiast, po co badali cukier, który sami przecież podrzucili. Nie trzeba nawet dodawać, że po fiasku riazańskiego zamachu, żadne bomby więcej nie wybuchły i nikt nie przyjął odpowiedzialności za poprzednie zamachy.

23 marca 2000, niezależny kanał telewizyjny NTV Rosja zapowiedział transmisję programu pt. „Riazański cukier”. Program ten nie ukazał się nigdy, a 26 marca Putin został prezydentem Rosji.

Oskarżenia jednak nie ucichły. Duma odrzuciła dwukrotnie wnioski o niezależne dochodzenie, po czym nakazała zamknięcie dostępu do jakichkolwiek dokumentów w sprawie „ćwiczeń anty-terrorystycznych w Riazaniu” na 75 lat. Sam Putin odpowiedział furią na sugestie, że to on był odpowiedzialny za serię zamachów. Dwaj posłowie, którzy domagali się dochodzenia w sprawie Riazania, nie przeżyli tej furii, zginęli w podejrzanych okolicznościach. Rodzina jednego z nich, Szczekoczychina, zdołała przesłać próbkę skóry zmarłego do Londynu, gdzie badania toksykologiczne wykazały, że został otruty radioaktywnym talium. Juszenkow zginął zamordowany strzałami zamachowca. Niedobitki niezależnych dziennikarzy z epoki Jelcyna, także próbowały prowadzić dociekanie w aferze riazańskiej. Lacis zginął w wypadku samochodowym. Anna Politkowska została zamordowana.

***

Historia zamachów bombowych z 1999 roku, awantury dagestańskiej, drugiej wojny czeczeńskiej oraz dojścia Putina do władzy – jest świetnie znana, została opisana w wielu książkach i artykułach. Nawet niektórzy politycy zachodni, którzy w większości postępują, jak leninowscy „głuchoniemi ślepcy”, zwrócili uwagę na ten raczej niepokojący ciąg wydarzeń, ale jak to zwykle bywa, wyłącznie ci, którzy nie są u władzy, jak np. John McCain.

Przywołałem tutaj szczegóły wydarzeń z drugiej połowy 99 roku w określonym celu. Cała ta historia wydaje mi się bowiem znakomitą egzemplifikacją pozornej sprzeczności, z którą borykają się obserwatorzy sowietów od lat. Z jednej strony niespotykana nieudolność, ale z drugiej, zapierająca dech w piersi arogancja, rozmach i bezwzględność samego zamierzenia. Normalnym, zdrowym na umyśle ludziom, trudno sobie wręcz wyobrazić, jak wyglądać mogą rozmowy, spotkania, podczas których wykluwa się powoli plan wysadzenia w powietrze setek współobywateli, po to tylko, by móc oskarżyć o zamachy innych współobywateli (Czeczenia „należy” do Rosji), co z kolei pozwoli wymordować jeszcze większą liczbę współobywateli, tym razem na drodze działań wojennych. A wszystko po to, by umocnić swą władzę. Ale też nie mamy tu wcale do czynienia z „normalnymi ludźmi”, ale z bolszewikami, ze spadkobiercami Lenina, który pouczał, że tylko „władając wszystkimi środkami walki, zwyciężamy na pewno”. Uczniowie Lenina nie wahają się ani przez moment przed użyciem jakichkolwiek środków, które zbliżyć ich mogą do celu. Uczniowie Lenina nigdy nie zaniedbują długoterminowej strategii.

„Ani geniusze, ani nadludzie” mówił o bolszewikach Józef Mackiewicz. Tak, widać to jak na dłoni w historii riazańskiego zamachu i nieudolnych próbach zatarcia śladów, podjętych przez fsb. Ale Mackiewicz dostrzegał także zawsze drugą stronę medalu; co więcej, poświęcił tej drugiej stronie trzy książki, kilka broszur i wiele artykułów, ponieważ obok tępoty wykonawców, mamy do czynienia ze „zwycięstwem prowokacji”. Plan – zawsze wprowadzany z żelazną konsekwencją – nie opiera się wcale na precyzyjnym wykonaniu, ale raczej na samej konsekwencji.

Zastanówmy się zatem nad wnioskami płynącymi z tej konkretnej prowokacji. Po pierwsze, plan dojścia Putina do władzy został najwyraźniej sformułowany przez ekipę Jelcyna. Wolno zatem przypuszczać, że wbrew powszechnemu przekonaniu, jedna i ta sama grupa ludzi była u władzy w latach dziewięćdziesiątych i w ciągu ostatnich ośmiu lat. Przeciwstawienie dzisiejszego „porządku i dobrobytu”, latom „chaosu i biedy” pod rządami Jelcyna, wydaje się raczej taktycznym manewrem niż rzeczywistością. Chaos i bieda były koniecznym warunkiem triumfu putinowskiego porządku. Już na początku lat dziewięćdziesiątych było jasne, że wybór postawiony przed Rosją był prosty: anarchia albo kgb. Z tym tylko zastrzeżeniem, że kgb podsycało anarchię.

Po drugie, Putin jest wyłącznie członkiem kolektywnego kierownictwa, a nie jego szefem. Wysunięty został do swej roli jako szary aparatczyk i jego władza jest ograniczona. Innymi słowy, Putin czy Miedwiediew, to nie robi żadnej różnicy.

Po trzecie, plan dojścia Putina do władzy jest lustrzanym odbiciem poprzedniej podobnej operacji, która doprowadziła do władzy Jelcyna w 1991 roku. Stworzono mianowicie serię dramatycznych wydarzeń, która wysunąć miała określoną jednostkę na pierwszy plan. Różnica polega chyba na tym, że plan moskiewskiego puczu był nader subtelny w porównaniu z dość prymitywnym planem zamachów bombowych. Atoli, tak samo jak wówczas, ważną częścią planu było wzbudzenie sympatii na Zachodzie, współczucia dla narodu poddanego nieubłaganej kampanii terroru, ze strony bezlitosnych muzułmańskich barbarzyńców.

Czwarty punkt jest najbardziej oczywisty. Jeśli ktokolwiek mógł mieć wątpliwości, z jak bezwzględnym wrogiem mamy do czynienia, to chyba wysadzanie w powietrze bloków mieszkalnych (nad ranem, żeby zwiększyć liczbę ofiar wśród swych własnych ziomków), nie licząc setek ofiar w Dagestanie i niezliczonych tysięcy w Czeczenii, musi rozwiać resztki sceptycyzmu w tym względzie.

Jeżeli istnieć może nadal choćby cień nadziei na pokonanie komunizmu, to bierze się on z tej zdumiewającej, niesłychanej głupoty, jaką bolszewicy wykazują się na każdym kroku i którą w krystalicznie czystej postaci zademonstrowali w Riazaniu. Ale nie będzie można nigdy ich pokonać, jeśli nie przyjmiemy do wiadomości równie zdumiewającej, a czasami wręcz niewiarygodnej skali, śmiałości i rozmachu ich politycznych przedsięwzięć.

Ich prawdziwa siła nie leży jednak w śmiałości planów, ani nawet nie w gotowości wprowadzenia ich w życie bez względu na konsekwencje czy na ofiary w ludziach, bez oglądania się na opinię publiczną, czy na opinię Zachodu. Ich siła tkwi w słabości przeciwników, którzy nie chcą dopuścić możliwości, że mogą być nabierani przez głupków.

Źródło:
Adres artykułu: https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2008/03/21/burza-w-moskwie/
Kategorie: Dzisiejsza „Rosja”, Michał Bąkowski
Zamknij
 |  https://staging.wydawnictwopodziemne.com/2008/03/21/burza-w-moskwie/