List otwarty do Antoniego Macierewicza
Szanowny Panie,
Piszemy ten list zdumieni treścią Pańskiej Przedmowy do polskiego przekładu książki Anatolija Golicyna Nowe kłamstwa w miejsce starych, opublikowanego niedawno przez mało znaną oficynę o dziwnej nazwie „Biblioteka Służby Kontrwywiadu Wojskowego”.
Publikacja książki Golicyna powinna być wydarzeniem, nawet jeśli intencją wydawców byłoby wyłącznie udostępnienie słynnego dzieła, niezależnie od oceny jego treści. Pańska krótka Przedmowa wydaje się jednak wskazywać, że Pan nie tylko docenia wagę pracy Golicyna, nie tylko trafnie streszcza jej podstawowe tezy, ale wręcz się z nimi zgadza. Jak to jest możliwe?
Pisze Pan:
„Zachód bowiem wierzy w ewolucję, przemiany itd. ‘systemu sowieckiego’, podczas gdy ten, bez względu na oficjalną nazwę państwa i tytuły sprawujących władzę od czasu rewolucji sowieckiej, nie ulega zasadniczym zmianom, a jedynie doskonali swoje metody podboju świata. Do takich metod należało wykreowanie w latach 50-tych opinii o konflikcie chińsko-sowieckim, a także stworzenie całego systemu ruchów dysydenckich. O ile operacja pierwsza służyć miała dezinformacji geopolitycznej i zmierzała do zmiany koncentracji sił strategicznych Zachodu, to operacja druga, niemniej groźna – miała na celu przygotowanie teatru do zasadniczego uderzenia.” (…)
Dziś nawet najbardziej zagorzali zwolennicy pierestrojki itp. muszą przyznać, że Golicyn miał rację. [podkreślenia oraz interpunkcja – mb]
Nasze zdumienie bierze się stąd, że jednym z najbardziej rzucających się w oczy efektów długofalowej strategii sowieckiej, z taką swadą przez Pana opisanej, było powstanie państwa, które prawie wszyscy Polacy na świecie, niemal jednogłośnie, nazywają Trzecią Rzeczpospolitą, i w którego instytucjach Pan osobiście bierze od lat czynny udział. Jakże to możliwe?
Pisze Pan dalej:
„Podobnie stało się z pierestrojką na obszarze europejskich państw dawnego imperium sowieckiego. Wyzwolone spod bezpośredniej okupacji sowieckiej, przyjęte do NATO i UE, wciąż pozostają pod dominującym wpływem dawnego okupanta. Nie ma też wątpliwości, że stało się tak właśnie dlatego, że Rosji sowieckiej udało się w latach 60-tych i później zastąpić autentyczną opozycję niepodległościową ruchami dysydenckimi, których celem była nie niepodległość, lecz socjalizm z ludzką twarzą.”
Wprawia nas w zdumienie, iż nie mając wątpliwości co do natury tych ruchów dysydenckich, a co za tym idzie, natury rzekomych przemian z 1989 roku, podjął Pan działalność, która wydaje się wskazywać na coś wprost przeciwnego. Jakże zdołał Pan pogodzić te sprzeczności?
Twierdzi Pan, że książka Golicyna, który „dzięki precyzyjnej analizie przewidział powstanie rządu grubej kreski Tadeusza Mazowieckiego”, powinna stać się „obowiązkowym podręcznikiem polskich służb specjalnych”. Czy to nie jest jakieś przeoczenie? Jakich służb specjalnych? Polskich? Czyżby rzeczywiście, nie dostrzegał Pan wewnętrznej sprzeczności swego stanowiska?
W 1989 roku spełniły się przewidywania Golicyna co do serii dramatycznych wydarzeń, które sprawić miały wrażenie upadku komunizmu. Doprowadzenie do tych wydarzeń było skomplikowaną, wieloletnią prowokacją, którą opisał nie tylko Golicyn, ale także na przykład Józef Mackiewicz. Ich skutkiem stało się powstanie takich tworów państwowych, jak to „państwo”, którego służby specjalne nazywa Pan „polskimi”. Czy nazwałby Pan ubecję „polską” służbą? Czy nazwałby Pan prl „państwem polskim”? Może niedoskonałym, ale przecież polskim? Takie było przez lata całe stanowisko ludzi z kręgu Znaku i Więzi. Pańskie przekonanie, że studiowanie Golicyna „pomoże lepiej rozumieć zagrożenia, jakie stoją przed Polską”, stawia Pana niemal na równi ze Stefanem Kisielewskim. Pański udział w instytucjach prlu nr 2 stawia znak równości pomiędzy Panem a Tadeuszem Mazowieckim.
Nawet gdyby istotnie było tak, że istniała jakaś szansa dekomunizacji Polski w pierwszych latach po umowach z 1989 roku, to zdawałoby się, że sposób w jaki obalony został rząd Olszewskiego, którego był Pan tak prominentnym członkiem, nie mógł pozostawiać żadnych wątpliwości, co do jedynej roli, jaką wolno będzie grać uczciwym ludziom; była to rola „listka figowego”, przykrywającego nagość bolszewickiej rzeczywistości tego „państwa”. O ile więc można by ewentualnie tłumaczyć powstanie rządu Olszewskiego jako naiwną próbę zmienienia czegoś, pomimo rzucających się w oczy niekonsekwencji, pomimo kurateli Wałęsy i tysiąca magdalenkowych powiązań, to nie sposób – w 15 lat później! – rozgrzeszyć udziału Pana w rządzie kierowanym przez innych uczestników magdalenkowych układów pod sardonicznym hasłem „walki z układem”. „Rozmowy i układy” w Magdalence i przy stole, były niczym innym, jak zwieńczeniem długoletniego procesu „zastąpienia autentycznej opozycji niepodległościowej ruchami dysydenckimi, których celem była nie niepodległość, lecz socjalizm z ludzką twarzą”. Niechże Pan powie, jak można nie wyciągać z tego wniosków?
Jeżeli Golicyn miał rację – co do czego się zgadzamy – to system ruchów dysydenckich stworzony został po to właśnie, aby móc im w przyszłości, przy dźwięku hucznych fanfar, „przekazać władzę”. Powinno Panu chyba przyjść na myśl, że branie udziału w takiej grze, mogło mieć tylko jeden skutek: przyczynić się musiało do legitymizacji samej gry oraz do legitymizacji tworu państwowego wykreowanego przez koncesjonowane ruchy dysydenckie. Jeśli Golicyn miał rację, to nie mamy wcale do czynienia z „niedoskonałym państwem polskim”, ale z kontynuacją prlu. To zresztą nie jest określenie ścisłe, ponieważ w pierwszym prlu, towarzysz Kisielewski mógł tylko marzyć o „finlandyzacji”, gdy w prlu nr 2 fikcja została zbudowana w sposób o niebo bardziej subtelny. Finlandyzacja wprowadzona została w życie, a akceptacja iiirp jako niepodległego państwa polskiego jest niemal powszechna.
Pozwoli Pan, że zatrzymamy się jeszcze na chwilę nad Pańską terminologią. Otóż powtarza Pan wielokrotnie sformułowania, które budzą najpierw zdumienie, potem opór, aż wreszcie wydają się znamieniem całej Pańskiej postawy. Mamy na myśli takie na przykład określenia jak: „najważniejszym sowieckim i rosyjskim narzędziem”, „Rosji sowieckiej udało się w latach 60-tych” (sic!), „niepodległość państw okupowanych niegdyś przez Rosję sowiecką jest wciąż kwestionowana w praktycznym działaniu polityki rosyjskiej”. Mętna terminologia jest zazwyczaj oznaką zmąconej myśli. Zatem „Rosja” czy „Sowiety”?!
Na pierwszy rzut oka mogłoby się zdawać, że po prostu popełnia Pan szkolny błąd, bo przecież Rosja sowiecka nie mogła niczego robić w latach 60., skoro przestała formalnie istnieć w grudniu 1922 roku, kiedy włączona została do zsrs. A jednak odnosimy wrażenie, iż jest Pan w pełni świadom anachroniczności swego określenia – i używa go Pan celowo. Dzisiejsza „Rosja” Jelcynów i Putinów powstała w wyniku analogicznego procesu do tego, z którego wyłoniła się iiirp – wszystko w zgodzie z przewidywaniami Golicyna. Nie jest zatem niczym innym, jak kontynuacją sowieckiego lewiatana pod płaszczykiem narodowego państwa rosyjskiego. Żaden czytelnik Golicyna nie może mieć chyba wątpliwości, co do natury tej „Rosji”. Jednak Pan nie może nazwać tego wprost „sowietami”, ponieważ terminologia taka obnażałaby słabość Pańskiego stanowiska. Jeśli bowiem Rosja Putina, to nic więcej niż kolejne wcielenie sowietów, jak jest w istocie, to oczywiście trudno uznać iiirp za państwo polskie.
Nie na darmo słowa „kompromis” i „kompromitacja” mają ten sam źródłosłów. Jakże często ten pierwszy prowadzi do tej drugiej. Kiedy raz zacznie się mącić klarowną wodę języka, w których słowa „niepodległość” i „niewola” mają znaczenia przeciwstawne, to wpada się niepostrzeżenie w sieci nowomowy. Po jakimś czasie, nie sposób już dziwić się twierdzeniom, iż „Rosja kwestionuje niepodległość państw niegdyś okupowanych przez Rosję sowiecką”. W rzeczywistości, sowiety przeszły po prostu do kolejnej fazy operacji, co jak Pan słusznie zauważył, znakomicie opisuje Golicyn.
Pisze Pan w tonie minorowym, że „państwa dawnego imperium sowieckiego”, mimo że „wyzwolone spod okupacji sowieckiej, przyjęte do NATO i UE, wciąż pozostają pod dominującym wpływem dawnego okupanta”. Stanowisko takie wydaje się raczej niepoprawnie optymistyczne. Wynika bowiem z niego jedynie podległość w stosunku do „dawnego okupanta”. Tymczasem państwa te nie tylko nie mogą cieszyć się suwerennością, ale stanowią niejako forpocztę światowej bolszewickiej rewolucji zarówno w NATO jak w Unii Europejskiej. Nie są więc jedynie przedmiotem zniewolenia, ale także, niestety, jego narzędziem.
Zważywszy, jak dobrze jest Pan zaznajomiony z tezami Anatolija Golicyna, ciekawe byłoby usłyszeć, jaki w Pańskim mniemaniu jest istotny cel istnienia iiirp? Jakie działania podejmowali lub podejmują w strukturach Paktu Północnoatlantyckiego oficerowie narodowości polskiej szkoleni w komunistycznych akademiach wojskowych? Jakie zadania mają do wypełnienia w sojuszu wojskowym ze Stanami Zjednoczonymi? Jaki charakter ma utrzymujący się od kilkunastu lat antagonizm sowiecko-peerelowski, wziąwszy pod uwagę istotne cele polityczne, postawione przed establishmentem politycznym ukonstytuowanym przy okrągłym stole? Dlaczego to właśnie „Polska” jest w tej chwili największym „wrogiem” „Rosji” w Unii Europejskiej?
W dramatycznych okolicznościach, jesienią 1944 roku, Józef Mackiewicz w następujący sposób wyłuszczył swoje polityczne credo: …lepiej niech nie będzie żadnej Polski, niźli miałaby być czerwona. Święte słowa.
Zechce Szanowny Pan przyjąć wyrazy szacunku.
Michał Bąkowski
Dariusz Rohnka