Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
Panie Zeppo,
w trakcie lektury pańskiego artykułu nasunęły mi się dwa pytania. Pierwsze to czy podobnego zestawienia dotyczącego swobód wyrażania aspiracji narodowościowych nie można byłby przygotować w odniesieniu do Polaków żyjących w rosyjskim zaborze? I drugie pytanie: czemu młode małżeństwa tak bardzo pragną wyjść z domu rodziców / teściów i żyć w ciasnym ale własnym M-ileś tam?
Pan Zeppo zechciał zaliczyć mnie do lokajów władzy! Do tej samej grupy, w której pełno prlowskich profesorów, ipeenowców, autorytetów, którzy skonstruowali „syndrom winy Polski wobec Ukraińców” z jednym ukrytym celem „amputowania z polskiej pamięci historycznej holokaustu bezbronnej ludności polskiej” dokonanego przez Ukraińców. Włączył mnie więc ciupasem do „haniebnej tradycji oskarżania Polski międzywojennej o realizowanie antyukraińskiej polityki.”
Ale gdzie mnie do nich? Ja człowiek podziemny. Pozwolę sobie zatem powiedzieć, że nie mam w zwyczaju „uczestniczyć w procederach” dowolnej proweniencji; że nie interesują mnie wypowiedzi prlowskich tuzów, którzy nb. nie byli wcale tak jednoznacznie pro-ukraińscy, jak to pan Zeppo przedstawia (Czy muszę przypominać radosną twórczość Edwarda Prusa? „Herosi spod znaku tryzuba”?); że nie zamierzam ani polemizować, ani nawet ustosunkować się do prlowskich w tej materii wypowiedzi, ponieważ mnie nie interesują ani kampanie, ani nagonki, ale prawda. Muszę więc koniecznie zająć się znakomitym artykułem pana Zeppo, bo zawiera tyle prawdy. Nie może być oczywiście żadnej dyskusji z przedstawianymi faktami – wręcz przeciwnie, chcę podziękować autorowi za wykład tej mało znanej historii – toteż skoncentruję się niemal wyłącznie na wstępie do powyższego artykułu.
Słusznie pan Zeppo domaga się „ustalenia faktów” i ustosunkowania się do nich sine ira et studio, po czym pisze: „historia prób podejmowanych w międzywojniu przez państwo polskie dla przekonania Ukraińców do zgodnej współpracy w ramach jednego państwa jest zdumiewająco (a dla wielu zapewne – nieoczekiwanie) długa.” Ale to jest raczej opinia niż fakt, opinia zawierająca pewien postulat, do którego za chwilę wrócę. A dalej:
„Polskie ustawodawstwo mniejszościowe w II RP należało do najbardziej liberalnych w Europie. Ukraińcy korzystali (lub mogli korzystać) bez przeszkód z ochrony życia, wolności obywatelskich, tolerancji religijnej i kulturalnej, własnego szkolnictwa mniejszościowego elementarnego, średniego i zawodowego, z nieskrępowanej możliwości zakładania własnych organizacji politycznych, edukacyjnych, kulturalnych, finansowych, oświatowych, sportowych i gospodarczych, z możliwości tworzenia ukraińskojęzycznych mediów, wydawnictw, zakładów dobroczynnych i społecznych, z udziału w funduszach publicznych.”
I jeszcze dalej: „Może jednak traktowała ich jak obywateli drugiej kategorii? Może naprawdę była dla Ukraińców piekłem?” Czy to rzeczywiście są wypowiedzi z ducha Tacyta? Bez gniewu? Bez goryczy? Bez stronniczości?
Pan Zeppo polemizuje z opinią, której ja nie wypowiedziałem. Nie wątpię, że takie opinie są prezentowane, ale nie mam nic do dodania w tej sprawie, bo jak mówię, mnie interesuje prawda, a nie propaganda, z którą polemizować nie sposób. Prawda sine ira et studio właśnie. Próbujmy więc trzymać się faktów, co zresztą poza wstępem, pan Zeppo czyni znakomicie. Opowiada między innymi o programie osadnictwa wojskowego, którego (jak to trafnie ujmuje) „jednym z nieskrywanych celów była polonizacja tych ziem, realizowana przez poszerzanie polskiego stanu posiadania”. Tak było. Mniejsza o podstawę prawną (wyłożoną ze szczegółami), jaka jest podstawa moralna takiego osadnictwa? Jaki wpływ na sąsiadujących z osadnikami Ukraińców mogła mieć akcja osadnicza o nieskrywanych celach polonizacyjnych? Jaki wpływ na nacjonalizm ukraiński mogła mieć „nieskrywana chęć poszerzania polskiego stanu posiadania”?
Jak ustosunkowalibyśmy się do prób Rosjan przekonania Polaków „do zgodnej współpracy w ramach jednego państwa”? Jak zareagowalibyśmy na supozycję, że możemy „korzystać bez przeszkód z ochrony życia”?…
W jednym miejscu pan Zeppo mnie zadziwił. Przytaczam fragment: „UPNR ukierunkowała swój polityczny program na realizowanie ‘idei czynnego nacjonalizmu’ (czyli po prostu – ukraińskiego wariantu faszyzmu).” Najpierw osłupiałem na dźwięk słowa „faszyzm”. To znaczy co, właściwie? Czy „faszyzm” denotuje coś konkretnego poza ideologią Mussoliniego? Oczywiście obaj wiemy z panem Zeppo, co oznacza ten epitet w kontekście stalinowskiej agit-prop, ale chyba nie ulegamy takim naciskom w Podziemiu? Przyznaję więc, że nie wiem, o co tu chodzi. Ale potem spojrzałem na ową „ideę czynnego nacjonalizmu” i zacząłem zastanawiać się nad znaczeniem tego sformułowania… Czy na przykład „nieskrywana chęć poszerzenia stanu posiadania własnej narodowości” kwalifikowałaby się jako „czynny nacjonalizm”? A nieskrywane cele rusyfikacyjne – czy to byłby czynny nacjonalizm? A popieranie osadników wojskowych, obcych narodowościowo i religijnie – czy to byłby „wariant faszyzmu”?
Muszę z żalem przyznać się do ułomności: ja po prostu nie jestem w stanie pojąć, jak można zarzucać innym narodom to, co we własnym narodzie uznaje się za cnotę. Czegoś mi widać braknie, bo nie mogę uchwycić mechanizmu, który pozwala widzieć narodowe źdźbło w oku sąsiada, a nie dostrzega nacjonalistycznej belki w oku własnym. Może po prostu brak mi polrealistycznych klapek na oczach, ale odmawiam utożsamienia tego co polskie z tym co dobre, bo to jest dziecinada. Wszystkie narody składają się z ludzi, a nie z aniołów, a ludzie bywają różni, ale nigdy nie bywają zdeterminowani w działaniu swą nacją.
Ja nie znoszę nacjonalizmu w każdej postaci. Oskarżam wszystkie nacjonalizmy o zniszczenie politycznej tkanki państwowej, wewnątrz której życie mogło być piękne. Nacjonalizm ukraiński jest mi zwłaszcza przykry, bo przyczynił się w kardynalny sposób do rozbicia materii Pierwszej Rzeczpospolitej. Warto jednak pamiętać, że wzorem ukraińskiego nacjonalizmu, był nacjonalizm polski, który jest mi jeszcze bardziej nienawistny, bo zniszczył ducha Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, bo zamknął drogę do jej odtworzenia. Polski nacjonalizm jest mi nienawistny także dlatego, że zamyka drogę do walki z komunizmem, ale to już insza inszość, jak mawiała pewna dama.
Rzecz jasna, nie zarzucam wcale panu Zeppo nacjonalistycznej ślepoty, bo w ogóle nie zaliczam go do nacjonalistów. Bronię jednak mego prawa do zadania pytania: „A jak powodziło się Ukraińcom w wolnej Polsce?”, bo odpowiedź wcale nie wydaje mi się oczywista. Postawiłem to pytanie w kontekście; w kontekście artykułu o ziemiach tuż za miedzą, oddanych za nic we władanie najgorszym zbrodniarzom przez polskich nacjonalistów. Więc w tym kontekście, czy nie jest skandalem, że w wolnej Polsce – w wolnej Polsce, nie w Niemczech Hitlera, ani w sowietach, a w wolnej Polsce! – ataman Petlura musiał się ukrywać w prywatnych domach?
Pan Zeppo wykłada historię ukraińskich organizacji politycznych w Polsce i chwała mu za to, bo to ciekawa historia. Ale życie nie ma wiele wspólnego z organizacjami politycznymi. Na tym właśnie polega zboczenie nacjonalizmu, który różnokolorowe bogactwo życia chce wtłoczyć do szarości koszar, zorganizować, umundurować, a potem już tylko marsz: Lewa, lewa, kto tam znowu rusza prawą? Lewa, lewa! I wtedy już obojętne, jakiego koloru sztandar powiewa nad głowami.
Negativa non sunt probanda.
Pan Michał Bąkowski nie jest bohaterem mojego tekstu, ani nie odnoszę się w nim w żaden sposób do opinii, ocen, bądź zdań napisanych przezeń w ostatnim tekście, ani kiedykolwiek. Mój artykuł nie ma więc nic wspólnego W moim głębokim przekonaniu nie jest możliwe wyciągnięcie z niegowniosku, iż zaliczam pana Michała Bąkowskiego do lokajów władzy, do haniebnej tradycji oskarżania Polski…”, ani też do grupy fałszerzy historii.
W moim tekście nie ma ani jednego argumentu skierowanego ad personam do pana Michała Bąkowskiego. Myli się także twierdząc, jakobym miał polemizować z jakimikolwiek jego tezami: wypowiedzianymi, ani żadnymi innymi. Mój artykuł, o czym piszę wyraźnie na początku – nie jest polemiczny, lecz informacyjny. Nie ma w nim żadnej polemiki. Ani z panem Michałem Bąkowskim, ani z nikim innym.
Negativa non sunt probanda.
Dlaczego, w jaki sposób i dla jakich celów pan Michał Bąkowski do takich – wyjątkowo dla mnie obraźliwych – wniosków jednak doszedł, nie mam zamiaru dociekać.
Pominę także milczeniem skierowane do mnie epitety, w rodzaju “dziecinady”, “polrealizmu z klapkami na oczach”, hipokryzji związanej z “nacjonalistyczną belką w oku własnym” i inne przemiłe sformułowania niemerytoryczne.
Być może, że erystyka dopuszcza i usprawiedliwia takie, nieznane mi dotąd bliżej, metody przedwstępnego sflekowania adwersarza pod byle pretekstem (“bo tak mi się wydaje”). Jeśli dopuszcza, to jednak bardzo obniża poziom dalszej dyskusji.
Co do kilku podniesionych problemów merytorycznych, należą do sfery ocen i interpretacji, a więc stanową przedmiot innych rozmów. Czy do nich (tych rozmów) dojdzie – nie wiem. Mówiąc otwarcie, jeśli mój czysto informacyjny tekst wywołał takie emocje i takie dla mnie nieprzyjemności, że boję się myśleć, co stało by sie, gdyby doszło do prawdziwej, merytorycznej różnicy zdań.
PS. Na koniec, informacja dla pana Michała Bąkowskiego i PT Czytelników. Ja i moja (najszerzej rozumiana) rodzina jesteśmy ludźmi Kresów w tak głębokim sensie, że odczuwamy od pokoleń potrójną lojalność narodową, mówimy na codzień wszystkimi wschodnimi językami słowiańskimi, itp., itd.. W 1939 roku straciliśmy wszystko, co budowały pokolenia. I nigdy – mam co do tego niezachwiane przekonanie – nikt z mojej rodziny nie sformułowałby tak horrendalnej opinii, że “…wzorem ukraińskiego nacjonalizmu, był nacjonalizm polski, który (…) zniszczył ducha Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, bo zamknął drogę do jej odtworzenia.”
Może w jakimś stopniu dlatego, że banderowscy bandyci w najokrutniejszy sposób zamordowali w 1943 i 1944 czterdziestu ośmiu moich bliskich krewnych. Którzy nie mają grobów. A litewscy szaulisi – piętnastu na Grodzieńszczyźnie. Czy my jesteśmy w stanie zrozumieć się wzajemnie?
Panie Gniewoju,
Pyta Pan: […] czemu młode małżeństwa tak bardzo pragną wyjść z domu rodziców / teściów i żyć w ciasnym ale własnym M-ileś tam? Mniemam, że odnosi się Pańskie pytanie do spraw polsko-ukraińskich.
I w tym kontekście, czy rozsądne jest żądanie wybudowania owego “ciasnego, ale własnego M” w sytuacji, gdy teściowie: (a) nie mają z czego, (b) straciłyby na takiej operacji (finalnie – straciły) obie strony? I wreszcie – nasyłanie dwóch band kryminalistów (mówiąc b. oględnie) w celu egzekucji swoich celów?
Panie Jaszczurze,
Tak, zdecydowanie odniosłem się do spraw polsko-ukraiński jednak nie mogę się z Panem zgodzić. Pisze Pan: “nie mają z czego”, że obydwie strony by straciły.
Weźmy w takim razie przykład Szwecji i Finlandii. Cóż takiego straciła Szwecja w wyniku powstania niepodległej Finlandii? Weźmy Austrię (pomijając niewyjaśnione działania sowietów w latach 1945-55), czy traci w jakimś stopniu na tym, że jest w tej chwili krajem nieporównywalnie mniejszym niż Cesarsko-Królewskie Austro – Węgry?
Może można liczyć, że stosunki polsko-ukraińskie potoczyłby się bardziej pokojowo, jednak na świecie pojawiła się bolszewia, zło wcielone do cna wygrywające kwestie narodowościowe. Sposoby współistnienia różnych narodów sprawdzające się jeszcze w XIX wieku nagle straciły jakąkolwiek rację byt.
Trzymając się swojego porównania widzę to w następujący sposób. Wyprawa kijowska Piłsudskiego skończyła się niczym gdyż młodzi chcieli, ale nie byli gotowi pójść na swoje. W tym czasie bolszewicy kończyli mordować jednego z rodziców czyli Rosję. Co więcej, coraz pewniej zajmowali kamienicę, w której mieszkała dożynana Rosja. Powiedzieli młodym: mieszkajcie u nas kątem. Nikomu nie będzie wolno za drzwiami z szyldem Ukraina mówić w innym języku niż ukraiński. Jedyny warunek jest taki, że administracja całej kamienicy, łącznie z waszym kątem, jest w naszych rękach. A i spójrzcie jeszcze na przyległą kamienicę, tą należącą do Polski, tam jest pokój, który się wam należy. Uważajcie na Polaków, oni tylko czyhają żeby odebrać wam to co my wam daliśmy. Efekt: krwawe mordy i coraz większy rów niechęci i wzajemnych pretensji między Polakami a Ukraińcami.
Panie Gniewoju,
Sytuacja geopolityczna wspomnianych krajów skandynawskich jest zupełnie różna niż sytuacja geopolityczna Międzymorza. Zresztą, o ile mi wiadomo, Finlandia oddzieliła się nie od Szwecji, a od upadłej już w zasadzie Rosji.
Na rozpadzie Austro-Węgier natomiast straciły, w długofalowej konsekwencji, wszystkie narody tego Imperium. Choćby przez brak bufora pomiędzy sowietami a Zachodem, którym to państwo byłoby, gdyby istniało po 1918 i (właśnie!) przez utorowanie sowieciarzom drogi.
Akurat to, że Finlandia w przededniu wybicia się na niepodległość w 1917 roku była częścią Rosji bardzo dobrze odpowiada położeniu Ukrainy. Różnica polega raczej na tym, że Korona Szwedzka nie utraciła nigdy swej niezawisłości.
Niemniej można sobie wyobrazić, że właśnie w 1917 roku Szwedzi nie uznają powstania niepodległej Finlandii. Szwedzkie wojska wkraczają na tereny zachodniej Finlandii. Daje to początek krwawym mordom dokonywanym przez Fińską Powstańczą Armię na mniejszości szwedzkiej, ingerencji bolszewików rozgrywających swoją partię na tle waśni narodowościowych.
Szczęśliwie dla obydwu narodów nie ziścił się taki scenariusz. Po części może dlatego, że tak jak pan zauważa, o czy pisał również pan Michał, Półwysep Skandynawski leży na uboczy głównego kierunku bolszewickiej ekspansji.
O ile dobrze pamiętam ulice w Helsinkach mają swoje nazwy za równo w języku fińskim jak i szwedzkim i jest to traktowane przez Finów bardziej jako powód do dumy niż jako oznaka narodowej hańby.
Panie Gniewoju, jeszcze jedno. Czy fiński bohater narodowy, jeden zresztą z tych, którzy kategorycznie twierdzili, że do czerwonych można jedynie strzelać, był etnicznym Finem? Skądże! Marszałek Mannerheim miał, o ile dobrze pamiętam, dość spore problemy z komunikacją w języku fińskim!
Drodzy Panowie Jaszczurze i Gniewoju,
Nie mam w sobie żyłki irenistycznej, ale mam wrażenie, że obaj Panowie mają rację. To znaczy z jednej strony, istnieje rzeczywiście pewna analogia między sytuacją Ukrainy i Finlandii. Finowie żyli przez setki lat w królestwie szwedzkim i traktowani byli z lekką pogardą jako naród chłopski – nie inaczej traktowano Ukraińców w Polsce. Zwłaszcza w Koronie, o czym będę jeszcze pisał osobno. A więc w wypadku obu narodów, ich nacjonalizm zrodził się podczas walki z Rosją, ale ostrze niechęci zwrócone było przeciw trzeciej potędze, potędze kulturalnej raczej niż militarnej: odpowiednio Szwecji i Polsce.
Różnice między ich sytuacją są geopolityczne. Finlandia ma ogromne znaczenie strategiczne dla “Rosji”, bo osłania jej północną flankę, ale tylko dla Rosji. Nikt na świecie nie będzie się bił o Finlandię (oprócz, rzecz jasna, Finów). Ukraina ma także wybitnie ważną rolę w sytuacji strategicznej “Rosji”, ale jest równie ważna dla wszystkich wokół. Była więc ważna strategicznie dla Polski, gdy Polska prowadziła jeszcze własną politykę. Była ważna dla Niemiec w I wojnie i dla Hitlera. Jest potencjalnie ważna dla dzisiejszej Europy, gdyby tylko Niunia nie prowadziła polityki sowieckiej.
Szanowny Panie Zeppo,
Bardzo mi przykro, że takie powstało nieporozumienie, ale za to miło mi, że nie zalicza mnie Pan do lpkajów władzy itp. Jeśli o mnie chodzi, to nie ma o czym mówić.
Analogicznie, pragnę Pana zapewnić, że moje słowa na temat dziecinady, nacjonalistycznej belki itd. nie odnosiły się do Pana, ale do dziecinady ślepego nacjonalizmu, Wyraziłem to zupełnie wprost, pisząc, że “nie zarzucam wcale panu Zeppo nacjonalistycznej ślepoty, bo w ogóle nie zaliczam go do nacjonalistów.”
Mam nadzieję, że dyskusja na temat Ukrainy, Ukraińców, Polski i Polaków jest nadal możliwa , bo takiej dyskusji nikt nie prowadzi poza ramami wyznaczonymi przez polrealizm z jednej, a ukraiński nacjonalizm z drugiej strony, co jest w moim mniemaniu wielką szkodą dla wolnej myśli.