Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
Michał,
Ktoś, dawno temu, przekonywał mnie o bezcelowości snucia prognoz. Chodziło zdaje się o politykę. Ów osobnik nie przekonał mnie, dlatego dywagowanie na temat tego, co będzie, pozostało, jak było, moim osobistym… przyzwyczajeniem. Do przewidywania, zdrowego, opartego na dostępnej nam, niedoskonałej wiedzy o przeszłości, przywiązują ogromne znaczenie. Jest znaczącym elementem procesu myślowego, fałdującym niestrudzenie zwoje mózgowe, współbudującym maszynerię refleksji. Przewidywanie niekiedy wiedzie nas ku prawdzie, niekiedy zawodzi. Jeżeli wspominam tu o tym procederze, to dlatego głównie, że staje w istotnej opozycji do proroctwa, daru przewidywania, profetyzmu. W najlapidarniejszym skrócie: prognoza może być omylna (i często taką jest) w 50%, proroctwo domaga się spełnienia.
Klasycznym przedstawicielem profetyzmu był dla mnie Zdziechowski, który przez króciutki „Sezon” dwudziestolecia przepowiadał nieuchronną katastrofę bolszewizmu. Pokładał, co prawda wiarę, w możliwość walki z diaboliczną zarazą, choćby w wykładzie dla młodzieży, wygłoszonym w połowie lat 20., walki, nie tylko w wymiarze metafizycznym ale również ziemskim, fizycznym…; pozostawiał uchyloną furtkę dla triumfu dobra, ale czy nie na tym bodaj polega rola mądrego proroctwa?
Z Dostojem było inaczej, przynajmniej w moim osobistym odbiorze jego dzieł jako czytelnika. Nie zapowiadał wprost bolszewickiej katastrofy. Podobnie jak Zdziechowski, pokładał wiarę w moc chrześcijaństwa, kultywowanego przez człowieka, ale to przekonanie u niego było o wiele silniejsze niż u „najkulturalniejszego człowieka” na globie. Największy zbrodniarz, quasi-Napoleon, Raskolnikow, szuka odkupienia i w tym poszukiwaniu skłania się ku wierze, niechętnie, z ociąganiem… i nie wiemy do końca czym skończyło się u niego „stopniowe przechodzenie z jednego świata w drugi”. Mogłoby to się stać tematem nowej powieści — pisał Dostojewski.
„Idiota”, „Biesy”, „Bracia…” są to powieści przepełnione skandalami, o których piszesz z wielką znajomością rzeczy. Z pozoru ich rolą jest bezczelne zakłócanie miru, w istocie chodzi o dekonstrukcję „ładu społecznego”, burzenie kształtowanej przez setki (może tysiące) pokoleń kultury, fenomenu nazywanego przez Burke’a „zadawnieniem”. W „Idiocie” znaleźć można obłędnie aktualne dla naszej współczesności scysje, nieprawdopodobne. Wymowa owych skandali zahacza czytelnie o dorobek myślowy typów w gatunku Marksów, Bakuninów, innych Proudhonów, z konieczną krztyną nihilizmu w pomieszaniu z ateizmem.
Dostojewski miał z pewnością wielu pilnych, wśród bolszewików, czytelników, a jego dzieło zdaje się być zapowiedzią największej w dziejach katastrofy, jaka nas dotknęła, dotyka i — zapewne — dotykać rychło nie przestanie.
Czy jednak można uznać Dostojewskiego aż za proroka, mistrza profetyzmu?
Czy nie opisywał jedynie najniebezpieczniejszej z możliwych do obrania dróg?
Darek,
Ktoś? Ten ktoś musi być nadzwyczajnym człowiekiem, wnikliwym, inteligentnym, zmyślnym, mądrym, utalentowanym i przebiegłym. Chętnie bym poznał. Prognozy są chyba nie tyle bezcelowe, bo oczywiście mogą się przydać, co niepewne. Wszyscy zabawiamy się przewidywaniem, bo tak działa dociekliwa inteligencja. Przechodząc obok budowy, myślę, co też oni tu budują? A dlaczego tak? Po co rozwalają beton, który właśnie wylali? Itd. To jest spekulacja, za którą bolszewicy rozstrzeliwali na miejscu, ale pokaż mi inteligentnego człowieka, który się w nią nie angażuje (niekoniecznie na temat budowy…). Co rzekłszy, nie mamy oczywiście ŻADNEJ wiedzy na temat przyszłości, a wnioskować z PRZESZŁOŚCI na temat PRZYSZŁOŚCI jest nieporozumieniem. (Sądzę, że masz na myśli doświadczenie, które nazywasz tu myląco przeszłością. Nabokow trafnie nazywał teraźniejszość Błyskiem między dwoma ścianami ciemności.)
Zabawne, że aż tak różnie odczytujemy Zdziechowskiego. W moich oczach – choć broń Boże, nie upieram się przy tym – Zdziechowski przepowiadał raczej nieuchronny upadek samobolszewizującej się Polski, niż katastrofę bolszewii. Oczekiwał niestety tego, co się wydarzyło.
Wizja Dostojewskiego wydaje mi się niemal odwrotna. On oczekiwał, że wierny lud Świętej Rusi uratuje całą ludzkość przed demonami, które zamieszkają w świniach i bezwolnie rzucą się w przepaść. – Ale o tym będę pisał w dalszych częściach mego cyklu. Podobnie zresztą, inaczej niż Ty widzę postać Raskolnikowa, ale i o tym kiedy indziej.
Nie jestem na razie przekonany, co do porównania z Burke’iem. Czy możesz to rozwinąć? Nie wyczerpałem, rzecz jasna, roli skandalu w technice narracyjnej Dostojewskiego, a dalej, roli skandalu w jego pisarstwie w ogóle, ponieważ to leży zaledwie marginalnie w głównym zakresie moich zainteresowań w tym cyklu. Jest to jednak fascynujący temat, jak wszystko co się wiąże z Dostojewskim, więc chętnie się dowiem więcej na temat “zadawnienia”.
O ile wiem, Dostojewski nie był w ogóle popularny wśród bolszewików. Był dla nich o wiele za bardzo reakcyjny, konserwatywny, wierzący, tradycyjny – był dla nich wrogiem na każdym planie. Zdaje mi się, że Stalin w ogóle zakazał jego dzieł w sowietach, ale musiałbym to sprawdzić.
Niestety nie rozumiem ostatnich dwóch zdań Twego komentarza. Ani go nie uznałem prorokiem, ani mistrzem profetyzmu, więc coś źle rozumiem. I o jaką niebezpieczną drogę Ci idzie? Jechałem parę dni temu w nocy, wijącą się wiejską drogą w hrabstwie Kent. Droga była ciemna, kręta, pełna zdradliwych dziur i niebezpieczna – więc bardzo miło było nią pędzić z wielką prędkością. Czyżbyś to właśnie miał na myśli?
Michał,
Wybacz opóźnienie.
Nie podzielam Twojego optymizmu, jeśli idzie o możliwość rozeznania teraźniejszości. Tenże Nabokow (którego wspominasz) zalecał pisanie słowa rzeczywistość w cudzysłowie. Nie są te dwa terminy w pełni synonimiczne, ale nie bez przyczyny ze sobą kojarzone.
Skąd pomysł przykładania aż takiej wagi do teraźniejszości?
Teraźniejszość odczytywania tego komentarza przez Ciebie, dla mnie jest prognozowaną przyszłością, dla Ciebie stanie się przeszłością, w chwili gdy sięgniesz wzrokiem ostatniej kropki. W moim osobistym mniemaniu teraźniejszość to efemeryda, ulatująca w przeszłość, która z rzadka pozostaje w naszej pamięci, częściej nie. W przeciwieństwie do niej, przeszłość (poznawalna zaledwie w ułamkowej części) jest materią, z której możemy wykrawać nasze osobiste, wątłe, wyobrażenie o przyszłości.
Pisałem o „bolszewickiej katastrofie”, nie zaś o „katastrofie bolszewii” — drobna różnica. Zdziechowskiego odczytujemy zapewne raczej podobnie.
Dostojewski nie był w swoich przewidywaniach jednoznaczny. Pokładał wiarę w „lud Świętej Rusi”, jak powiadasz, ale równocześnie trapiła go nieustannie projekcja bolszewickiego panowania. „Biesy” odczytywałem zawsze jako przejmująco trafną przestrogę dla świata.
Przeciwieństwem skandalu jest harmonia powszedniego życia. Wspomniałem o Burke’u, ponieważ pisał o tej harmonii z przenikliwością. Pisał o wspólnocie pokoleń: współczesnych, przeszłych, nawet przyszłych. Zadawnienie odnosi się do ich wspólnego doświadczenia. Przekonywał, że zaledwie znikomy jego ułamek został przedstawiony w literaturze lub spisany w prawach; zdecydowanie większa część jest osadzona w naszych instynktach, w obyczajach, uprzedzeniach, w odwiecznym stylu życia. Celem bolszewików wszelkiej maści i wszelkich epok jest zniszczenie tego niedotykalnego w pełni dziedzictwa. Skandal jest instrumentem (jednym z wielu).
Dostojewski był z pewnością za bardzo reakcyjny dla bolszewików, ale także inspirujący. Trafnie się domyślasz, że był zakazany. Nie pamiętam dokładnie kiedy: może w latach 20. i 30.? Na pewno bywał „zakazywany” w ostatnich latach, w związku z atakiem Moskwy na Kijów (zakazywany w tym znaczeniu, że wycofywano jego twórczość z planów zajęć na uczelniach etc.).
Poświęciłeś wiele uwagi profetyzmowi Dostojewskiego, co skłoniło mnie do pytania: czy można uznać go za mistrza w tej dziedzinie. Nie ma tu chyba niczego niejasnego. O jaką drogę mi idzie? O drogę do bolszewizmu… obiektywnie niebezpieczną dla tych, którzy zdecydowali się na nią wstąpić; może nawet bardziej niebezpieczną niż kręta droga w mrocznym hrabstwie Kent.
Darek, zlituj się, ja w ogóle nie rozumiem, o co chodzi. Jaka teraźniejszość? Gdzie ja wykazałem się optymizmem? Jaką wagę przykładam? To było już tak dawno, że słoń by zapomniał, ale przeczytałem moją notkę ku przypomnieniu i „teraźniejszość” była w niej wspomniana raz, w wolnym przytoczeniu z Nabokowa, i WYŁĄCZNIE w kontekście mroku przyszłości i przeszłości – jedna odeszła i jest przedmiotem interpretacji, druga nie nadeszła jeszcze i jest przedmiotem spekulacji – gdzie ten bezbożny optymizm? Przy czym tu waga teraźniejszości? Nabokow chyba lepiej powiedział to samo co Ty: efemeryda, błysk, chwila, ulotność.
Co do Zdziechowskiego, to napisałeś (cytuję): „przepowiadał nieuchronną katastrofę bolszewizmu” czyli nie masz racji, twierdząc teraz: „Pisałem o „bolszewickiej katastrofie””, choć nie wątpię, że to miałeś oryginalnie na myśli. Drobna różnica między katastrofami, ale wskazuje, jak to trzeba się jaśniej wyrażać. Nie sądzę także, żebyś miał rację co do Dostojewskiego, ale jak już mówiłem, nie będę tego dyskutował w komentarzu, skoro zamierzam o tym pisać. Nie jestem również przekonany, czy doprawdy harmonia powszedniego życia jest przeciwieństwem skandalu. Mogę sobie wyobrazić np. powszednie życie w skandalicznej harmonii. Sprowadzenie skandalu jako takiego, do instrumentu bolszewickiego wydaje mi się nieporozumieniem. Gdyby tak było, to Dostojewski byłby pre-bolszewikiem, co jest niedorzecznością. Skandal może być wynikiem manipulacji, może być niecnie wykorzystany przez wraże siły, ale skandale wybuchają także spontanicznie, ot po prostu, pośród wolnych ludzi o różnych temperamentach i poglądach, którzy w pewnych sytuacjach nie oglądają się na konwenanse – a Dostojewski był mistrzem w opisie tych sytuacji.
Dlaczego wycofano Dostojewskiego z programów “w związku z atakiem Moskwy na Kijów”?
Dla uniknięcia dalszych nieporozumień złożę niniejszym następujące oświadczenie: nie uznaję Fiodora Michajłowicza Dostojewskiego „aż za proroka, mistrza profetyzmu”, nigdzie niczego takiego nie powiedziałem.
Michał,
Skandal ma różne podłoża i środki, ale jednym z jego przejawów jest zachwianie równowagi. Możesz sobie wyobrażać co chcesz, nawet powszednie życie w skandalicznej harmonii, bo kto fantaście zabroni, nie zmienia to jednak mojego przekonania, że skandal, skandal wywołany celowo, jest motywowany wywróceniem porządku (bardziej czy mniej harmonijnego)… i w tenże sposób zwykł przedstawiać skandal Dostoj, choćby w „Idiocie”.
Dlaczego wycofano Dostojewskiego w związku z atakiem Moskwy na Kijów, to jest bardzo dobre pytanie. W jakiejś mierze z czystej głupoty, zapewne. Ale nie sposób tej zagadki rozwiązań samym tylko niedowładem umysłowym elit. Może zatem działano z czyjegoś podszeptu? Wojna miała być przedstawiona jako zamach dyktatorskiej, imperialnej Rosji na niepodległą Ukrainę. A skoro tak – niech pocierpi wszystko co rosyjskie? Byłaby to zatem próba wywołania antyrosyjskiej psychozy. Jeśli dobrze poskrobać, to pod każdym europejskim postępowcem, znaleźć pewnie można ksenofob.
A może to odprysk Mackiewiczowskiej kanciastej alternatywy: Rosja czy Sowiety? Co by uniknąć podejrzeń, że czubarycy, po obu stronach okopów pochwycili się za gardła, mrugając przy tym do siebie znacząco? Jeszcze mniej prawdopodobne, bo poza WP nikt w istnienie sowietów już nie z dawna nie wierzy. A może jednak kto wierzy, tylko „nie trzeba o tym głośno mówić”?
Przyznam, że nie wiem. Ale chętnie posłucham Twojej koncepcji.
Ależ skąd! Skandal może być wywołany celowo, ale nie musi. Zatrzymajmy się przy Fiodorze Dostojewskim, bo w jego pisarstwie pełbo jest skandali. Niby w jakim “celu” wywołane są – czy w ogóle ktokolwiek je wywołał?! – wszystkie po kolei skandale w “Sobowtórze”? A w “Gospodyni”? “Pan Procharczyn” czy “Paskudna historia” na skandalu stoją, ale czy ktoś je wywołał celowo? Jeśli tak, to w jakim celu? Skandal na stypie u pani Marmieładowej – kto go zamierzył? Co więcej, skandal może być niekiedy zamierzony, ale nadal pozostaje swym jedynym celem, tzn. sam skandal – “Musi być kłótnia!” wykrzyknął zadzierzyście Spermobert Jebałm – jest sobie celem. W “Śnie wujaszka” wszyscy próbują usilnie uniknąć skandalu, ale się nie udaje.
Skandale wywołane celowo, np. przez Wierchowieńskiego, nie są wcale bardziej mu na rękę, bardziej przydatne dla jego nihilistycznych celów, niż te, do których nie przykładał ręki. Mówisz, że “skandal wywołany celowo, jest motywowany wywróceniem porządku (bardziej czy mniej harmonijnego)… i w tenże sposób zwykł przedstawiać skandal Dostoj[ewski], choćby w „Idiocie”. Jakie “cele” miał “osiągnąć” skandal na imieninach Nastazji Filipowny?
Jak zwykle, nie wyrażasz się jasno. Czy byłoby możliwe nie owijać w bawełnę, tylko mówić “tal-tak, nie-nie”, jak Pan Jezus przykazał? Czy chcesz powiedzieć, że odmowa grania Czajkowskiego w Kijowie jest analogiczna do zakazu druku Dostojewskiego przez Stalina? Czy ja śnię?
Michał,
Zatem, skandal może być wywołany celowo, nie musi, ale bywa. O takim skandalu „wywołanym celowo” pisałem. Może być wynikiem działania z premedytacją, dla samego skandalu tylko. Oczywiście. Ale bywają u Dostojewskiego skandale, których celem jest zaburzenie społecznego ładu, nawet nie tyle zaburzenie, co zburzenie… a ich animatorzy zdają się przechowywać w kieszeniach palta, ociekający kabotyńską aluzją manifest komunistyczny, z którego na pozór nic złego nie wynika, niemniej idee w nim zawarte doprowadziły ludzkość na krawędź przepaści.
Odmowa grania Czajkowskiego w Kijowie może być przejawem głupiego nacjonalizmu, choć stawiałbym raczej na zasłonę dymną, w której kłębach toczy się ten „konflikt”. Ale nie o Kijowie i Czajkowskim pisałem. Nie o wewnątrz sowieckich gierkach.
Chodziło mi o zakaz studiowania Dostojewskiego w Mediolanie, na przykład. Nie mam wiedzy (bo niby skąd) jakiej proweniencji ideowej środowisko stymulowało podobne decyzje. Dlatego nie mogę powiedzieć tak tak, nie nie, do czego usiłujesz mnie przekonać, choć sam zachowujesz charakterystyczną wstrzemięźliwość.
Może być, że za kuriozalnymi posunięciami z tego gatunku stoją stare wygi europejskiego komunizmu „oświeconego”, od dziesięcioleci popadłe w iluzoryczny konflikt z moskiewską centralą. Dla nich upadek komunizmu w 1991 roku jest równie oczywistym mitem jak dla redaktorów WP. Z tą różnicą, że siedzą cicho, starając się przede wszystkim dyskontować dobrodziejstwa płynące z tej bajki; dbają też o pozostawanie publiki w letargu. W tym przypadku, palenie Dostojewskiego na stosie bez dymu i ognia, ma zapobiegać ewentualnym domniemaniom, jakoby na Kremlu rządził diaboliczny bolszewizm, wróg Boga, ludzkości i każdego człeka z osobna.
Czy może to mieć co wspólnego z zakazem Stalina? No, tak, owszem, Panie Dzieju!
Choć nie stawiałbym na takie wyjaśnienie.
Darek,
“Taki skandal wywołany celowo” może i miałeś na myśli, ale z pewnością o nim nie pisałeś. Przeczytaj swoje własne słowa. Pisałeś, i owszem, że skandal jest przeciwieństwem “harmonii powszedniego życia” (gdy nie to jest jego defniującą charakterystyką), a celem skandalu jest zaburzenie. Okazało się, że skandale mogą być różne, więc teraz twierdzisz, że mówiłeś tylko o takich skandalach, które mają na celu zaburzenie, i których przeciwieństwem jest “harmonia powszedniego życia”, co – przyznasz chyba? – jest błędnym kołem i masłem maślanym. Najpierw indukcyjnie uogólniasz, a potem, gdy ci udowodniono, że uogólnienie nie da się utrzymać, zacieśniasz definicję.
Może łatwiej byłoby odejść od Dostojewskiego. Dla przykładu, przybicie tez do drzwi kościoła przez Lutra (jeżeli w ogóle miało miejsce) było utartą w owych czasach wśród akademików metodą zwrócenia na siebie uwagi, było więc jednocześnie skandalem i czymś zupełnie normalnym, czymś w rodzaju tupnięcia stopą, “powszednio harmonijnym skandalem”. Ale celem Lutra w tym momencie z pewnością nie było to, co osiągnął, tj. “zaburzenie społecznego ładu, nawet nie tyle zaburzenie, co zburzenie”. Luter był przerażony skandalem, jaki wywołał. Nie można zatem sensownie utrzymywać, że każdy, kto celowo wywołuje skandal w celu zburzenia, pragnie zburzenia, bo taka jest natura skandalu – ponieważ to byłaby tautologia wyjątkowo nieelegancka i bardzo niskiej jakości.
Obawiam się, że pokręciły Ci się metafory: stawianie na zasłonie dymnej, to budowanie zamków na piasku. Po raz któryś muszę Cię prosić o więcej klarowności w formułowaniu myśli, nigdy dotąd nie wspomniałeś bowiem nic o Mediolanie. Nie wiem nic o tym wypadku, ale mój domysł byłby taki, że zachodni lewacy utożsamiają Putina z carską Rosją, więc wszystko co rosyjskie odrzucili po agresji imperialisty-Putina na bezbronną Ukrainę. Dziwne, że akurat miało to miejsce w Italii, gdzie większość popiera Putina, a nie Zełeńskiego, ale mniejsza. Tylko gdzie tu analogia z zakazem publikacji Dostojewskiego przez Stalina?!? Osobiście nie widzę żadnej. Twój argument wydaje mi się zbyt skomplikowanie wyszukany.
Michał,
Zmiłujże się. Mam czytać własne komentarze, żeby wykazywać jakieś drobiazgi bez znaczenia? Wolę już, żebyś postawił kolację. Tym bardziej, że zagłębiając się w szczegóły, utrącasz istotniejszy wątek. Niech będzie.
Luter może nie chciał skandalu. Bohaterowie Idioty i owszem. Brakuje tu analogii. U D. skandale wiszą w powietrzu, a grono skandalistów przygotowuje wystąpienie zawczasu, umawiają się, popijając dla kurażu etc., … inna rzecz, że skandale rzadko (a może nigdy) nie przebiegają u D. zgodnie z planem animatorów.
Otóż, mnie się zdaje, że włoscy wychowankowie „eurokomunistów”, którzy obgryzają resztki po intelektualnym życiu Italii, niekoniecznie muszą myśleć o Putinie jako o kontynuatorze imperialnej carskiej Rosji. Odrzucenie wszystkiego co rosyjskie (także rosyjskiej kultury, języka etc.), ze względu na zakusy jednego dyktatora siedzącego na Kremlu, jest nie tylko głupawe, ale całkiem nie pasuje do internacjonalnego charakteru tego środowiska (to, rzecz jasna, tylko domysły, ale zdają mi się uzasadnione).
Jeżeli przyjąć, że to zakamuflowani komuniści z dziada Berlinguera i pradziadów Gramsciego z Togliattim, można założyć, że nie pokładają wiary w 91. Ale, rzecz jasna, nie mogą tego upubliczniać. Przedstawiając rządców Kremla jako kontynuatorów Katarzyn i Piotrów, odwracają uwagę od swojej komunistycznej przeszłości, na wszelki wypadek (choć to całkiem zdaje się zbyteczne).
Dostojewskiego nie trawią. Nie dlatego, że pisał grube książki, ale ponieważ demaskował cele i sposób działania komunistów i prebolszewików, do których odczuwają naturalny (w ich przypadku) sentyment. Poza tym… sami są komunistami, więc tym z Dostojewskim nie bardzo im po drodze.
Tu byłaby analogia ze Stalinem, ale to tylko gdybanie. Nie mam wiedzy, czy uwzięli się wyłącznie na Dostojewskiego, czy także na innych kulturalnych Rosjan. A to istotny punkt.
W 1946 Orwell napisał:
Piętnaście lat temu, kiedy się broniło wolności intelektu, trzeba jej było bronić przeciwko konserwatystom, przeciwko katolikom… Dzisiaj trzeba jej bronić przeciwko komunistom i ich “towarzyszom podróży”… mit rosyjski zatruwa angielskie życie intelektualne…
Wciąż aktualne, nie tylko w odniesieniu do „angielskiego życia”; no i kręci się nieustannie wokół „mitu rosyjskiego”, choć znaczenie tego mitu jest zmienne.
Darek,
Zdawałoby się, że skoro nie wiesz, co piszesz, jak się okazało w wypadku Zdziechowskiego, to lepiej byłoby sprawdzić, ale jeżeli nie masz zamiaru tego robić, to ja z pewnością nie będę Cię zmuszał. Co więcej, jeżeli piszesz drobiazgi bez znaczenia, to nie widzę powodu, bym miał je czytać, a dalej, nie rozumiem zupełnie, po co je piszesz, co gwałtownie skraca niniejszą wymianę.