(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Only truth can save us now. Trevor Loudon interview
Dariusz Rohnka

(Polski) Kabotyn i epidemia

Sorry, this entry is only available in Polski.



2 Comments "(Polski) Kabotyn i epidemia"

  1. Jacek

    Darek,

    W nawiązaniu do amerykańskiej polityki, tej sprzed siedemdziesięciu kilku lat i tej współczesnej, trzeba by chyba zadać pytanie o strategiczne cele tej drugiej strony. Co chcieli osiągnąć sowieci w roku, powiedzmy, 1952 i co planują dziś Putin z Xi? Rzucenie na kolana Zachodu u progu lat 50-tych, mógł Stalin planować metodami militarnymi. I chociaż broń atomowa ten wariant w pewnym stopniu stawiała pod znakiem zapytania, to gotowość do poświecenia milionów istnień ludzi sowieckich, stanowiła realne zagrożenie dla (co najmniej) Europy. Więc wtedy powtórka z roku 1920 chyba jeszcze wchodziła w grę.

    A jaką wizję mają dziś sowieci i chińscy komuniści? Konfrontację militarną w skali globalnej? Chyba nie. Więc jaki strategiczny cel sobie wyznaczyli? Wydawało by się, że stopniowe niszczenie społeczeństw od środka, przejmowanie krajów trzeciego świata, przede wszystkim Afryki, destabilizacja systemów politycznych i uzależnianie Europy od ruskiej ropy i gazu, to najpewniejsza droga do zwycięstwa. Tak się to toczyło przez ostanie trzy dekady i trudno powiedzieć, żeby te metody były nieskuteczne. Ale wojna na Ukrainie te osiągnięcia jednak trochę zneutralizowała. Tak mi się przynajmniej wydaje. Czym w takim razie jest ta wojna? Prowokacją, pułapką? Próbą ostatecznego skompromitowania NATO? A jeśli tak, to może z punktu widzenia Waszyngtonu, najlepszym wyjściem jest wygaszenie tego konfliktu i zignorowanie zastawionej pułapki? Jeśli rzeczywiście Moskwa i Kijów grają w tej samej drużynie, to może wycofanie się USA z tej awantury będzie, paradoksalnie, pokrzyżowaniem sowieckich planów?

    Z góry przepraszam, jeśli nie będę mógł regularnie brać udziału w dyskusji.

  2. Dariusz Rohnka

    Jacek,

    Jeśli idzie o bolszewików, cel pozostaje niezmienny, strategia może się zmieniać dowolnie, zależnie od koniunktury, potencjału etc. Przekonany jestem, że Stalin nie mógł myśleć poważnie o zbrojnym ataku na Zachód. Wojnę wygrał, ale ze względu na okoliczności tego zwycięstwa, musiał zdawać sobie sprawę z własnej gigantycznej słabości. A przy tym czuł się spełniony: osiągnął cel, o którym Lenin z Trockim zaledwie śnili — Berlin. Atom miał wciąż jeszcze głównie znaczenie psychologiczne (w 1952 roku). Dopiero pierwszy sputnik dopełnił tę psychologię o realne zagrożenie. Ale to było bodaj w 57. Wydaje mi się znamienne, że mniej więcej w tym samym czasie sięgnęli po metodę Sun Tzu — brania Zachodu gołymi rękami. Może to dowodzić, że rozwiązanie siłowe zawsze traktowali jako ostateczność.

    Kolejne 70 lat (mniej więcej) starali się, jak piszesz, „niszczyć od środka”, przejmować wpływy etc. Niewątpliwie te procesy nabrały wigoru po 1991 roku. Pojawił czynnik dodatkowy: poczucie stuprocentowego bezpieczeństwa na Zachodzie, a to w związku z upadkiem komunizmu i demontażem związku sowieckiego. Kosztowne zbrojenia zarzucono. Bo po co się zbroić, kiedy wroga już nie ma?

    Ten ostatni element układanki może być kluczem do rozwiązania zagadki, po co jest wojna. Może, choć, rzecz jasna, nie musi.

    Zachód Europy jest ruiną z każdego możliwego punktu widzenia. Brakuje mu morale, pieniędzy, armii. Mógłby odbudować armię, porzucając na łapu capu idiotyczne ideologie, ale… jest też bankrutem. W dodatku jest zarządzany przez zideologizowanych idiotów (pożytecznych). Nie wiem czy wojna mocno osłabiła gospodarkę Moskwy, gospodarkę zachodu z całą pewnością. Dla Niemiec brak dostępu do taniego gazu to ostatni gwóźdź do trumny. Bardzo możliwe, że pociągną za sobą resztę kontynentu.

    Zadać wypada pytanie: czy taki efekt agresji, rzeczywistej bądź iluzorycznej (zakładając jakąś formę współpracy moskiewsko-kijowską), był do przewidzenia przez sowieckich planistów?

    Druga sprawa: wysiłek wojenny skutkuje w wieloraki sposób. Jednym z nich jest ponad normatywne wyszkolenie, przygotowanie żołnierza i całej armii. Mówiąc najprościej – żołnierz oswojony ze śmiercią (potencjalną — swoją własną, przyjaciół, no i wroga) jest wielokrotnie wydajniejszy od rekruta, który prochu nie wąchał. Jest lepszy także od najlepiej wyszkolonego komandosa, który nigdy nie miał okazji brać udziału w prawdziwej walce. Rosja i Ukraina mają takich żołnierzy masę. Zachodnia Europa takich praktycznie nie ma. Amerykanie? Od ostatniego zwycięstwa (na poważną skalę) upłynęła dekada z kawałkiem… to jedno pokolenie wstecz. Z pewnością o wiele o wiele lepiej pamiętają Afganistan, skąd wycofywali się w niebywałym zamieszaniu.

    Odrębna kwestia to sytuacja globalna: zarówno polityczna, ideologiczna jak i militarna. Tę zostawmy może sobie na razie na boku…

Comment



Wydawnictwo Podziemne