Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
Myślę, że zasadniczą kwestią jest “mówienie o Mackiewiczu z prlowskiej perspektywy”. Jest to bardzo trafne spostrzeżenie i prawda w jednym zdaniu. To powszechne zjawisko można odnieść zarówno do “późnego” Cata i powojennej emigracji polskiej (nie na darmo komuniści desygnowali w celu stworzenia owej perspektywy swoich najlepszych “intelektualnych żołnierzy” w rodzaju Putramenta, Borejszy czy Iwaszkiewicza) jak i obecnie, czego doskonały przykład przedstawia Pan Michał w swoim najnowszym artykule.
Wygląda na to, że dzisiejsi polscy “antykomuniści” odwołując się często i chętnie do twórczości Józefa Mackiewicza stawiają go tylko i wyłącznie w owej peerelowskiej perspektywie, w zaprzeczeniu do prawdy, która w oczywisty sposób wynika z tej twórczości: twórczości człowieka wolnego który walczył o wolną myśl, wolne słowo i wolną wolę w każdym momencie. Wobec tego, w efekcie takiej interpretacji, mamy albo zupełne zakłamanie jego przesłania albo farsę w rodzaju stawiania Mackiewicza na równi z Korbońskim.
O ile jednak kiedyś jeszcze można było napotkać Polaka, który dostrzegał ten fałsz i aby go złamać należało posłużyć się patriotycznym szantażem, grubym kłamstwem czy też zdradą (w rodzaju zdrady Cata) to dziś nakręca się to samo – bez potrzeby silniejszych bodźców (wystarczą od czasu do czasu “wygrane wybory”). Pisze Ścios, piszą inni “fani twórczości” Mackiewicza ale wszystko to “po peerlowsku”, z perspektywy i w okularach osoby z peerelem związanej. Nawet jeśli werbalnie mu przeciwnej to instytucjonalnie i uczuciowo (nienawiść jest na tyle silnym uczuciem, że może łatwo skrócić lub zlikwidować niezbędny dystans) z nim związanej, nie potrafiącej lub nie chcącej się od tego związku wyzwolić. Chyba nikt tutaj nie umie dziś inaczej, tak skutecznie działa “sprzeżenie zwrotne” – samonakręcająca się sprężyna owego mechanizmu. Twórczość Józefa Mackiewicza sprowadzona zostaje więc nie do głoszenia woli poszukiwania prawdy lecz do głoszenia teraźniejszej, doraźnej “prawdy”, wykreowanej nie w sprzeciwie do bolszewizmu i w oderwaniu od niego lecz z bolszewickiego wpływu od którego uwolnić się już nie chce, z którym jest się stale związanym (uważam, że ten pasożyt/wirus zagnieździł się na stale w polskim organizmie). Co zatem pragnie się zrobić z Józefem Mackiewiczem? Czy właśnie nie dąży się do tego aby sprowadzić go do tego samego poziomu na którym się samemu jest i w której to płaszczyźnie jego przesłanie będzie przesłaniem “dla peerelu” a nie przesłaniem człowieka wolnego? Moim zdaniem, tak się właśnie dzieje, stąd ataki na niezależnego od peerelu wydawcę, książki w rodzaju “Pisarza dla dorosłych” (peerelczyków) czy stawianie Józefa Mackiewicza na równi z Catem, w jednym szeregu na półce z książkami i w myśli politycznej.
postscriptum:
Myślę również, że w określeniu polrealizmu tkwi właśnie przyjmowanie peerelowskiej perspektywy i że przeciwko temu występował Józef Mackiewicz – przeciw dobrowolnej akceptacji peerelowskiej rzeczywistości i uczynieniu jej podstawą do myślenia i działania. Tym samym z poddaniem się. Uzasadnianie przyjęcia tej postawy “racjami narodowymi” było i jest zwykłym szalbierstwem albo dowodem zniewolenia.
Drogi Panie Andrzeju,
Ilekroć myślę o tym ściąganiu Mackiewicza do poziomu prlu, to zawsze przypomina się obraz średniowiecznego piekła, gdzie potępieni – smażący się w kotłach czy tonący w bagnie – wyciągają ręce, do tych, którzy są poza piekłem, ale nie po to, by się uratować, tylko po to, żeby tamtych wciągnąć w obręb swego potępienia.
Mackiewicz oferuje czytelnikom klarowną wizję, jasne myślenie, które może przynieść wyzwoliny z kompromisów prlowskich. Ale oni nie chcą żadnych wyzwolin: albo są w prlu i basta, albo nie przyjmują, że są w prlu. A Mackiewicz potrzebny im co najwyżej doraźnie, by podać jakiś oderwany cytat i móc uchodzić za antykomunistów.
Co do polrealizmu, to (choć może dzielę włos na czworo) nie jestem pewien czy nie “stawia Pan wozu przed koniem”. Polrealizm uznaje wszystko co polskie za dobre. Ta formułka doprowadziła werbalnie antykomunistyczną emigrację do akceptacji prlu. Ale nie na odwrót. Innymi słowy, dawni emigranci na pewno nie akceptowali prlowskiej rzeczywistości, ale machali ręką na własne nieuznanie, skoro to była “Polska”. Dziś ma Pan z pewnością rację, bo skoro uznało się prl za Wolną Polskę, to właściwie dalej nie ma o czym mówić – sprawa jest zamknięta.
Dlatego tak ważne wydaje mi się, utrzymanie Mackiewicza możliwie z dala od prlu.
Drogi Panie Michale,
Jeśli polrealizm zdefiniować jedynie przez uznanie wszystkiego co polskie za dobre to skąd się wziął polrealizm w środowisku emigracyjnej “Kultury”? Czy nie stąd, że jej twórcy, w swoim czasie, zwyczajnie przyjęli za podstawę prlowską perspektywę? Być może Grydzewski tylko dostosowywał się do powszechnego trendu nie zamieszczając listów do redakcji Józefa Mackiewicza, starając się jednak zachować postawę wolnego emigranta polskiego (bo mimo wszystko wiele jego artykułów zamieszczał, czego nie zrobiłaby “Kultura”) lecz decyzja dostosowania się do emigracyjnego mainstreamu też świadczy o przejściu na pozycję polrealistyczną w której peerel jest punktem odniesienia. Dlatego właśnie zdaje mi się, że polrealizm to szersza kwestia i że charakteryzuje go właśnie przyjęcie prlowskiej perspektywy, że nie tylko dlatego uznaje się peerel bo uznaje się że jest formą polską ale i z innych względów (np. tzw. postępowych, chrześcijańskich etc). Skąd się dziś bierze polrealizm Jeffa Nyquista? Przecież to mądry człowiek o ogromnej wiedzy a jego amerykański patriotyzm nie tyle skłania go do uznania wszystkiego co amerykańskie za dobre co do uznania tego co się dziś dzieje w “demoludach” za dobre pomimo nawet, nie tak odległej w czasie, aktywnej obecności w Podziemiu (nie można więc mówić o niewiedzy).
Panie Andrzeju,
A jak Pan definiuje polrealizm? To nie jest pytanie podchwytliwe. Mam po prostu wrażenie, że rozumiemy ten termin różnie. Ja np. nie nazwałbym Giedroycia polrealistą.
Panie Michale,
Polrealizm definiuję właśnie przez “realistyczną” akceptację bolszewizmu w Polsce. Niewątpliwie na zasadzie tzw. uczuć narodowych ale nie tylko. Na jakiej podstawie Giedroyc zaakceptował peerel? Bo chyba nie dlatego że był narodowcem, nie tyle ze względu na “pol” co na “realizm”. Chyba zgodzi się Pan ze mną, że tak samo patrzył na peerel jak na komunistyczną Czechosłowację czy inne kraje pod bolszewickim zarządem. Reasumując, ja polrealizm widzę szerzej, raczej jako jeden z “realizmów” uznających bolszewickie panowanie na danym obszarze świata. W tym przypadku w Polsce. To rzeczywiście może powodować zamieszanie, bo można sobie wyobrazić, że ktoś akceptuje bolszewizm tam gdzie żyje a nie akceptuje go na Kubie albo, że akceptuje go na Kubie (lub w Polsce) ale nie akceptuje go tam gdzie żyje (np. Nyquist w USA akceptując “pierestrojkowy” demobolszewizm w Europie). Jak to nazwać? Może bardziej “realizmem” bez przedrostka? Polacy w odniesieniu do peerelu stosują “realizm” poprzez uznanie go za stan rzeczy z którym się zgadzają co Mackiewicz słusznie określił polrealizmem. Pisał o nim odnosząc się do nas. Ja sądzę, że polrealzm opiera się głównie na zasadach wspomnianych tzw. uczuć narodowych ale chyba nie tylko i wyłącznie na nich.
Drogi Panie Andrzeju,
To jest interesujące, ponieważ słuszne wydaje mi się definiowanie terminów na własne potrzeby.
Termin ‘polrealizm’ został wprowadzony przez Józefa Mackiewicza, jednakże (o ile mi wiadomo) nie został przez niego ściśle zdefiniowany. W “Zwycięstwie prowokacji” pisze np.: “Polrealizm poucza, że to jest tylko realne i słuszne, co służy interesom polskiego narodu.” Zawsze wydawało mi się to wyjątkowo nietrafnym określeniem, bo przecież przyjęcie postawy antykomunistycznej najlepiej służyłoby interesom polskiego narodu, a czy to byłby polrealizm?
Nie, lepsze – w sensie, zgodne z wykładnią Mackiewicza – byłoby inne określenie: polrealizm uważa za słuszne i dobre wszystko, cokolwiek czynią Polacy; wszystko, niezależnie od interesów polskiego narodu i niezależnie od raison d’etat.
W tym sensie z polrealizmu wynika akceptacja prlu. Ale przyzna Pan, że akceptacja prlu nie musi wynikać z takiej postawy. A przynajmniej nie wyłącznie z polrealizmu. Słusznie wskazuje Pan, że Giedroyc był “realistą” ze szkoły real politik, ale nie był polrealistą w rozumieniu jak wyżej. Nie chodzi tu chyba także o nacjonalizm jako wyróżnik postawy polrealistycznej. Polrealizm przenika wiele postaw w politycznym spektrum polskiej kultury. Polscy socjaliści np. byli zawsze polrealistyczni.
Konkludując, mam wrażenie, że Pańskie ujęcie zawęża raczej niż poszerza pojęcie, bo sprowadza je do jednego – z pewnością ważnego – elementu, jakim jest stosunek do prlu.
Chyba nie rozumiem Pańskich słów o Nyquiście. On na pewno nie jest “realistą” z gatunku real politik, ale w jakim sensie mógłby być polrealistą?
Panie Michale,
Niezbyt zręcznie się wyraziłem pisząc że Jeff Nyquist jest polrealistą. Chodziło mi o “typ postawy”, o to, że uznaje obecny stan rzeczy w Polsce – pierestrojkową fazę peerelu, chociaż ma dość wiedzy i i umiejętności aby dostrzec fikcję i prowokację oraz je odrzucić. Oczywiście podobnie czyni w stosunku do Estonii, Rumunii więc jest też na pozycji “esti-realisty” czy “romania-realisty”. Nie mam pojęcia dlaczego tak czyni, czy kierują nim uczucia amerykańskiego patrioty czy uczucia sympatii dla narodów tej części Europy (można je przecież mieć bez potrzeby zaprzeczania faktom) . Jasne jest, że nie jest tzw. realistą politycznym który akceptuje dany stan rzeczy i do tego dostosowuje swoją postawę. Zdecydowanie wypowiada się przeciw bolszewizmowi gdziekolwiek. Przede wszystkim w USA, w “Rosji” i w ChRL lecz nie dostrzega go już np. w Polsce lub na Ukrainie. Przyjął, że to są wolne kraje lecz na jakiej podstawie? Bo nie są jawnie wrogie USA a “w konflikcie” z jej wrogami? Czy nie jest to swego rodzaju “realizmem”? On i tak idzie pod prąd, jest przeciw obowiązującym opiniom, więc dlaczego nie chce być w zgodzie z prawdą? W tym właśnie sensie jest dla mnie “realistą”, w sensie akceptacji bolszewizmu tutaj. Z określenia go polrealistą się wycofuję bowiem jest to chyba faktycznie bardziej cecha narodowa, słusznie sprowadzona do takowej przez Józefa Mackiewicza. Ale kim jest Polak, który nie uznając dzisiejszej rzeczywistości za wolną Polskę (chociaż nawołuje, jak np. A.Ścios, do uczestnictwa w peerelowskich strukturach), uznaje taką rzeczywistość w Gruzji za wolną Gruzję? Taką też postawę przypisuję Jeffowi Nyquistowi.
Panie Andrzeju,
Wielokrotnie wyrażałem tu moje zdziwienie co do postawy i stanowiska zajętego przez Nyquista. Wyraziłem to zdziwienie bezpośrednio pod jego adresem, ale jak Pan zapewne widział, on w ogóle nie rozumiał, o co mi chodzi. On po prostu nie widzi żadnej wewnętrznej sprzeczności w swoim stanowisku.
A wracając do polrealizmu, to i ja się wyraziłem bardzo niezręcznie, mówiąc powyżej, że “akceptacja prlu nie musi wynikać z takiej postawy”. Oczywiście akceptacja prlu MUSI wynikać z polrealizmu, nie ma innego wyjścia. Mnie chodziło o odwrotny przypadek, kiedy akceptuje się prl nie będać polrealistą. Zespół paryskiej Kultury jest tego dobrym przykładem.
Ścios? Czytałem go kiedyś, pisałem tu o nim, wydawał mi się ciekawy, ale kiedy w samym sercu czyjegoś stanowiska jest czarna dziura, która wygina każdy promień światła, to po jakimś czasie robi się to niestrawne. Byłbym jednak ciekaw Pańskiego zdania, bo z pewnością zna go Pan lepiej.
Drogi Panie Michale,
Nie mam pewności czy znam Ściosa lepiej od Pana. Choć nie znam go osobiście, domyślam się (co jak mi się zdaje jest dość łatwe) kim konkretnie jest, śledząc jego teksty. Jest osobą zbliżoną ideowo do Macierewicza, współpracował i współpracuje z nim dość blisko. Uważam też, że czynnie i intensywnie, nieraz angażował się w próby zmiany obecnego, pierestrojkowego systemu od wewnątrz poprzez jego instytucje. Stąd, moim zdaniem bierze się u niego ich akceptacja przy zdecydowanej krytyce. Skoro tak, to nie jest w stanie demopeerelu faktycznie odrzucić bo zaprzeczyłby sam sobie. Ktoś tu kiedyś stwierdził, że Aleksander Ścios “ewoluuje” w poglądach. On zaostrza jedynie swoją krytykę systemu lecz robi to właśnie bez zmiany zasadniczej podstawy myślenia i działania: przekonania, że Polacy mogą zmienić ten system władzy, wykorzystując (i równocześnie uwiarygodniając) jego instytucje, nie zaś poprzez jego odrzucenie. Dziś, po kolejnych “wygranych wyborach” bije się w piersi, że się mylił wieszcząc kolejną porażkę. Nie zauważa, że system pozostaje tym samym systemem, niezależnie od tego kto pozornie sprawuje “rządy” albo też zauważa to, lecz twierdzi, że jednak można go dzięki tym pozornym “rządom” zmienić. Porażki przypisuje w praktyce “błędom i niedoskonałościom we własnych szeregach” a nie przyjętej strategii (choć potrafi dostrzec fałsz dzisiejszego “antykomunizmu”). Czym się kieruje? Myślę, że zasadniczym przekonaniem o “narodowej wielkości” i wynikającym z niego (przez dostosowanie się do powszechnych w środowisku patriotycznym oczekiwań) “wishful thinking”. W efekcie końcowym jest to uznanie peerelu przy jednoczesnej jego krytyce, co mi się kojarzy z niegdysiejszym tzw. rewizjonizmem. Wszystko to zaś ma miejsce przy ciągłym powoływaniu się na Józefa Mackiewicza…
postscriptum:
przeczytałem wczorajszy tekst Ściosa i jestem w kropce. Bo np. pisze on w nim tak: “W efekcie, od ponad 25 lat jesteśmy świadkami tragicznej w skutkach asymilacji komunizmu i polskości. Obecne państwo stanowi szczytowy produkt strategii podstępu i dezinformacji, a jednocześnie jest modelowym przykładem przepoczwarzonego komunizmu, który – ku uciesze gawiedzi, przyjął maskę ‘europejskości’ i sznyt pseudodemokracji.” a także: “W ramach postawy, jaką proponuje Polakom obecna opozycja, można dążyć do reformy lub modyfikacji systemu – nigdy jednak do jego obalenia. Ta postawa zakłada zaledwie sprzeciw wobec ‘form postkomunistycznych’ i wolę zwalczania ‘patologii’ – nie doprowadzi jednak do zanegowania fundamentu III RP.”. No i przy tym wszystkim zaleca brać udział w instytucjach tego systemu. Nie potrafię tego zrozumieć i nie jestem już wcale przekonany że to tylko i wyłącznie uczucia patriotyczne sprawiają, że ostatecznie przyjmuje postawę uwiarygadniającą system.
Panie Andrzeju,
Ja oczywiście nie mam zielonego pojęcia, kto się kryje za pseudonimem Ściosa. Z tego co Pan pisze, wnioskuję, że jest to klasyczny krytyk od wewnątrz.
A dlaczego tam są “wygrane wybory”? Chyba zawsze ktoś musi wygrać, nie? Czyli wybory są zawsze wygrane. No, chyba że w prlu jest możliwe, żeby wszyscy przegrali.
Właściwie, po zastanowieniu, to jest prawdopodobnie ten wyjątkowy przypadek, w którym każdy członek elektoratu, wszyscy kandydaci, a nawet komisje wyborcze – wszyscy społem przegrywają.
I wespół w zespół, wespół w zespół,
By żądz moc móc wzmóc!
Panie Michale,
Formułując pogląd, że może Pan lepiej znać Ściosa miałem na myśli znajomość jego poglądów. Pan z nim dłużej, zdaje mi się, dyskutował niż ja bo ja mam na koncie tylko jedno “krótkie spięcie” w ubiegłym roku.
A co do “wygranych wyborów”. To wg mnie jest nowy (stary, uwzględniając Mikołajczyka) rozdaj patriotycznej wiary. Że “wygrane wybory” pozwolą odzyskać wolną Polskę, że bolszewicy liczą się z kimkolwiek i stosują się do demokratycznych zasad gdy już mają władzę. Że ustępują przed czymkolwiek innym niż twardym oporem i siłą.
Ten pogląd jest dziś powszechny u patriotów i dominujący jak nigdy. Do tego stopnia, że dyskusja na ten temat staje się niemożliwa bo od razu dostaje się etykietę zdrajcy narodowej sprawy albo głupca. Białe staje się czarne a “kto nie z nami ten przeciw nam”. Trafnie pisze Ścios, że “jesteśmy świadkami tragicznej w skutkach asymilacji komunizmu i polskości.” Otóż to. Pisze tak, woła o ostre rozgraniczenie peerelu od wolnej Polski, o podział na “my i oni” a jednocześnie zaleca czynne uczestnictwo w peerelowskich instytucjach. Wespól, w zespół.
To prawda, Panie Andrzeju, że miałem kiedyś “dłuższe spięcie” ze Ściosem, ale nie w sensie “dyskusji”, bo on żadnej dyskusji nie podjął, o ile się nie mylę. Ale w końcu jedną z zalet podeszłego wieku jest, że pamięć, że pamięć – nie ta!
Odkąd napisał Pan, że łatwo się domyślić, kim jest Ścios, to pytam wszystkich wokół, ale nikt nie ma pojęcia. Nawet stójkowy na rogu Strandu i Southampton Street nie wiedział, ale za to poradził mi, żebym się udał do domu. A zatem kto zacz Ścios? Niech Pan wyjawi.
Ma Pan oczywiście rację co do “wygranych wyborów, które pozwolą nam odzyskać Polskę”. Interesujące także, choć nie powinno być niespodzianką, że każdego kto próbuje wskazywać na istotę sprawy wyzywa się od “zdrajców narodowej sprawy albo głupców”.
Natomiast co do meritum przytaczanej przez Pana opinii Ściosa, to trudno się oprzeć wrażeniu, że Ścios spóźnił się o wiele dzisiątek lat. Nie jesteśmy wcale świadkami takiej asymilacji. Komunizm jest zrośnięty z polskością od dawna, to jest właśnie ów prlowski punkt widzenia, o którym był mowa: nawet nie zauważa się asymilacji, a wręcz przeciwnie, chwyta się nacjonalizmu jako rzekomej deski ratunku, rzekomej ostoi przeciw sowietyzacji.
A sowieciarze się śmieją w kułak.
Panie Michale,
Naturalnie, owa asymilacja komunizmu i polskości to już odległa w dziesięcioleciach kwestia, zaistniała od tzw. polskiego października. Miliony za towarzyszem Gomułką, wsparcie episkopatu i prymasa miały swoją wymowę i swoje konsekwencje. Potem były sprzeciwy ale przecież zasadniczo nie takie aby odrzucić komunizm lecz aby go “poprawić”. Dodałbym jednak, że ćwierć wieku nowego, wspaniałego peerelu zlikwidowało nawet te nieliczne ośrodki oporu jakie jeszcze przetrwały. O żadnym polskim antykomunizmie nie ma już mowy. Antykomunizm polski także został zasymilowany z komunizmem. Idzie z nim na “wybory”. Tak jest. Bolszewicy śmieją się w kułak i zacierają ręce. Nikt się im nie tylko już nie opiera ale jeszcze wszyscy im pomagają.
Właśnie wróciłem z “akademii na cześć”, gdzie uczestnicy prześcigali się w twierdzeniach, jak polski naród walczył z komunizmem, jak Kościół był ostoją od samego początku. Już chciałem zapytać o księcia niezłomnego kardynała Sapiehę, o umowę Kościoła z państwem podpisaną przez Prymasa tysiąclecia w 1950 roku – ale dałem spokój.
Jest świetnie. Jest tak dobrze, że już się nie chce dobijać jeńców.