(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Putin – the Faceless ApparatchikDusty interview off the forgotten shelf »

Sorry, this entry is only available in Polski.



10 Comments "(Polski) Paradoks przemieniony w szaleństwo"

  1. amalryk

    Nic dodać , nic ująć! Ale trzeba przyznać, iż w przeciągu raptem niepełnego stulecia, bolszewicka ohyda i wulgarność, w radosnej współpracy z ponadnarodową “moralną tępotą i zwyrodnieniem”, jednak skolonizowała Ziemię…

  2. michał

    Otóż to, otóż to, Panie Amalryku. Jesteśmy na drodze powszechnego Ześlizgu. Ale jeszcze nie siegnęliśmy dna. W końcu od dna można się czasami odbić.

  3. Andrzej

    “Konferencja w Genui była znaczącym momentem w powojennej historii Europy, gdyż oznacza punkt, w którym sowieckim dyplomatom udało się po raz pierwszy wyrwać reżym bolszewicki z porewolucyjnej izolacji.”

    Czy aby tym pierwszym razem nie był pokój brzeski albo też pokój ryski? W obu przypadkach bolszewicy występowali na zasadzie uznania ich władzy za równoprawną na świecie. Tak czy inaczej był to też raz ostatni. Potem już nic nie trzeba było wyrywać a nawet prosić się bo świat sam o to zabiegał. Bolszewizm stał się częścią świata (niemal z każdym dniem coraz większą), której ratowanie i wspieranie stało się dla reszty wręcz obowiązkowe. Za symbol tego zjawiska niech posłuży jedno z opowiadań Szałamowa zatytułowane “Po lend-lizu” (dodatkowo może to być but Chruszczowa, którym walił w blat mównicy światowego zgromadzenia). W dzisiejszych czasach tych symboli jest już nieskończoność w codzienności.

    I jak tu wierzyć w upadek komunizmu, jeśli ci, którzy rzekomo go spowodowali (jak to sobie i innym od ćwierćwiecza wmawiają), w każdym momencie jego kryzysu i przy każdej okazji do jego pokonania, w praktyce robili przecież co mogli, aby go z tego położenia ratować. Na tej zasadzie wsparli też “pierestrojkę” aby udała się jak najlepiej wedle założeń bolszewików. Efekty tego są aktualną codziennością. Stale i wytrwale robią wszystko aby wedle leninowskiej przepowiedni własnoręcznie kręcić i zakładać sznur na szyję już nie kapitalistów ale całej ludzkości. Z tym dodatkiem, że o ile kiedyś robili to politycy “w imię interesów państwa a także świata”, to dziś wystarcza powszechna wola ludu, którą jego reprezentanci tylko z zapałem realizują.

    Można się czasami odbić od dna Panie Michale, ale do tego potrzebna jest świadomość tonięcia (na tyle powszechna, aby podjąć zbiorową decyzję) oraz potrzebne jest twarde dno a nie muł, który to uniemożliwia. Może jednak zdarzy się cud boski i trafi się jakiś kamień, na tyle duży i wystający jeszcze z mułu żeby pozwolił na skuteczny ratunek. Inaczej pozostaje tylko pojedyncza słomka ponad powierzchnię.

    A tu wszystko jest jak trzeba
    Pejzaż jak umyty stół
    Pod czerwoną szmatą nieba –
    Muł

  4. amalryk

    Wie Pan Panie Michale, że ja w tej materii nie należę do jakiś radosnych optymistów. Inie w tym rzecz, iż “optymizm jest tchórzostwem” (bo najczęściej jest) tylko że samookłamywanie się to jest już ostatni etap upadku…

    Nic nie jest trwałe na tym lichym świecie – również i ta, bolszewicka zaraza.

  5. michał

    Drogi Panie Andrzeju,

    To jest oczywiście kwestia opinii, ale w moim przekonaniu Genua i Rapallo były punktem przełomowym. Dotąd rozmawiali wyłącznie z wrogimi siłami, by zakończyć działania wojenne i pozostali w izolacji. A że świat o nich zabiegał bardzoej niż oni zabiegali o przerwanie “kordonu sanitarnego, to oczywiście prawda.

    Tak, ci którzy go najbardziej popierali, ulepszali, wspomagali, podtrzymywali, ci właśnie najgłośniej krzyczą, że komunizm upadł. Albo raczej krzyczeli, bo dziś już w ogóle nikt o tym nie mówi. Putin np. jest złym carem, a nie żadnym bolszewikiem. Słyszałem przed chwilą w radiu “specjalistę”, który oznajmił, że w sowietach było dobrze, bo było politbiuro, a dziś tylko Putin, więc to jest autokracja. No, tylko mu dać czapkę monomacha i posadzić na tronie.

    Ale ma Pan także rację, że tylko w Bogu nadzieja. Co nam wydaje się niemożliwe, nie jest niemożliwe dla Pana.

  6. michał

    Drogi Panie Amalryku,

    Niestety potrafię sobie wyobrazić także niższe stadia upadku niż samookłamywanie. Etapy zniewolenia, kiedy żadne samookłamywanie nie jest już potrzebne, bo nikt się nie pyta o zdanie.

    Sto lat zarazy?… To musi pozostawić niezatarte efekty. To musiało zmienić jakoś “genetyczny zapis ludzkiej natury”, jeśli wolno mi sformułować takie dziwadło.

  7. Sebastian

    Dzień Dobry Państwu.
    A czy nie mogło być tak że przywódcy mieli świadomość zmian jakie następują (albo już nastąpiły)? W USA, prawie jawnie, pieniądze pochodzące z przestępstw wspierały wielką politykę, a w Zjednoczonym Królestwie amoralni bankowcy i wielcy przedsiębiorcy?
    I jawni przestępcy dogadywali się z przestępcami w garniturach?

  8. michał

    Szanowny Panie,

    Sądzę, że ma Pan na myśli polityków (i nie tylko) zebranych w Genui, czy tak? Mieli na pewno “świadomość zmian” i to chyba właśnie jest problem, który z taką jaskrawością przedstawili zarówno Marian Zdziechowski jak Wickham Steed. Zamiast walczyć z tym co wielu nazywało i nadal nazywa “przemianami społecznymi”, a co oni i nie tylko oni widzieli jako zarazę, politycy (i nie tylko, bo także kardynałowie i monarchowie) prześcigali się, żeby uścisnąć zakrawawione łapy bolszewików.

    Zdaje mi się, że widzi Pan moralną ekwiwalencję między bolszewią i kapitalizmem, co trudno doprawdy utrzymać. Ma Pan wszakże rację, że Ameryka należy do tego samego porządku co sowiety. jest to porządek “post-rewolucyjny”, porządek oświeceniowy, gdzie w założeniu leży konieczność odrzucenia tradycyjnego społeczeństwa i zbudowania stosunków ludzkich na nowych, jak to oni mówią, “racjonalnych podstwach”. Ma Pan rację, że na “racjonalizmie” zbudować można tylko społeczeństwo przerostu: przerostu wolności (Ameryka), gdzie jakakolwiek norma moralna zastąpiona jest pragmatyzmem i utylitarnym rachunkiem; albo przerostu kontroli jak to jest pod sowietami.

    Nie jestem wcale do końca pewien, czy dobrze Pana zrozumiałem, więc z zainteresowaniem oczekuję rozwinięcia Pańskiego stanowiska.

  9. Sebastian

    Rozwinął Pan moją myśl, sam bym tego lepiej nie ujął.
    Co do tego “prześcigania się w uściskiwaniu”. To czy to była (i w sumie jest do dziś) kwestia mody, popularności? Czy bolszewicy tak się podobali (podobają) rządzącym wolnego świata? Czy podoba się im ich szczerość i bezczelność? A może arogancja?
    Rozumiem prosty człowiek zwykle reaguję emocjonalnie. Wykształcony członek władz dużego kraju wie dokładnie jak wygląda polityka od kuchni. I wie z kim ma do czynienia.
    Ta opisywana sytuacja z Genui powtarza się raz za razem, a przecież bolszewicy co chwila pokazują kim są naprawdę. Często chwalą się na lewo i prawo czego przykład mamy za rządów Putina. I Świat wie z kim ma do czynienia. Pomimo tego przez lata rozprawia o demokracji w Rosji. To jakby przez 100 lat nikt się niczego nie nauczył.
    Albo właśnie o to chodzi. Że wszyscy pojęli lekcję demokracji i uczestniczą w tej grze świadomie. Tylko jaki z tego wyciągnąć wniosek?

  10. michał

    Panie Sebastianie,

    Józef Mackiewicz nazywał ten fenomen “powszechnym chceniem”. Jak Pan słusznie zauważa, świat wie, z czym ma do czynienia – ale nie chce wiedzieć. Dziś handlują z Putinem, jak dawniej z Leninem, który uspokajał swoich bolszewików, że “kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy”; tak jak ze Stalinem, którego uzbroili na skaranie boskie; jak z Chruszczowem, gdy chcieli wierzyć, że destalinizował; jak z Breżniewem, gdy ogłosił Détante; jak z Gorbaczowem, którego trzeba było “ratować przed zagrożeniem ze strony betonu”.

    I tak to jest. Ludzie, którzy nie uczą się na własnych błędach, skazani są na ich powtarzanie.

Comment



Wydawnictwo Podziemne