Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
Bardzo interesujące remanenty filmowe. Ciekawe, co powiedzieliby twórcy na taką interpretację ich dzieł…
Przypomniała mi się powieść “Ciemność w południe” Koestlera, tam zjawisko, które Pan opisuje zostało uchwycone w bardziej zaawansowanym stadium. Ideowy bolszewik doprowadzony zostaje do sytuacji, w której dobrowolnie, w imię jakichś urojonych, spreparowanych “wartości” oskarża się o działalność wywrotową, co skutkuje oczywistym wyrokiem śmierci. Absurdalność sytuacji potęguje fakt, że główny bohater do końca pozostaje wierny komunistycznym ideałom, nic, nawet wizja bliskiej śmierci nie jest w stanie otworzyć mu oczu. To jest dopiero uległość! Nawet trudno nazwać istotę takiego zachowania. Uległość duchowa, intelektualna? Uległość zabijająca instynkt samozachowawczy? Jest to coś niemożliwego do zdefiniowania, jeśli mamy posługiwać się starymi, dobrymi, XIX-wiecznymi pojęciami.
Czy to jednak ma być dowód na niezwykłą zdolność komunizmu do dostosowania się do ludzkiej natury? Czy możliwa byłaby opisana wyżej manipulacja z fastfoodu w starej, nieskażonej XX-wiecznymi zarazami Ameryce z okresu zdobywania Dzikiego Zachodu? Czy bohater “Ciemności w południe” dałby się doprowadzić do takiego upodlenia, gdyby nie uległ wcześniej bolszewickiemu praniu mózgu? Czy dziś te półgłówki bredzące o tolerancji i równości uległyby tak łatwo pedalskiej propagandzie, gdyby nie całe dekady czerwonej indoktrynacji odbierającej rozum?
Chyba jednak najpierw trzeba poddać obróbce umysły, wykuć w mozole człowieka sowieckiego, a dopiero potem skutecznie nim manipulować. Komunizm wykorzystuje naturalną uległość jednostki w takim samym stopniu, co wszystkie wcześniejsze systemy władzy. Ale dopiero w połączeniu ze zniszczeniem fundamentów światopoglądowych Metoda może osiągnąć skuteczność, którą dziś obserwujemy.
Panie Orle,
Czy zna Pan te filmy?
Panie Michale,
Niestety nie znam, opierałem się na Pańskiej interpretacji. Ale zaintrygowało mnie to na tyle, że postaram się nadrobić braki.
Panie Orle,
Compliance można obejrzeć na youtube:
http://www.youtube.com/watch?v=zV27wJw_Id0
Felliniego wbrew pozorom trudniej znaleźć ze zrozumiałymui napisami, ale tu jest z hiszpańskimi:
http://www.youtube.com/watch?v=AVXJ92VcsbU
Bardzo jestem ciekaw Pańskiego zdania.
Panie Michale,
Dziękuję za linki, obejrzałem.
“Comliance” jest to, można by powiedzieć studium manipulacji. To bardzo interesująca próba pokazania powstawania mechanizmu kontroli jednostek, a właściwie całej społeczności. Stan wyjściowy to grupa ludzi luźno powiązanych ze sobą zależnościami służbowymi. Jakieś tam drobne tarcia między nimi, wspólne zadania i niezbyt silne, ale jednak zauważalne poczucie wspólnoty losów robią z nich małą społeczność, pewien samowystarczalny organizm. Ingerencja policjanta wprowadza chaos w tryby tego systemu, wywołuje kryzys. Kryzys ów wykorzystuje manipulator do rozbicia naturalnych relacji, dokonania atomizacji i przejęcia całkowitej kontroli nad zdegenerowaną wspólnotą. Można to porównać do działania pasożyta na żywym organizmie. Pasożyt nie zabija żywiciela, ale zagnieżdżą się tak silnie, że próba usunięcia go może doprowadzić do zagrożenia bezpieczeństwa i równowagi całego organizmu. Widać to w ostatniej scenie, kiedy już po usunięciu fałszywego policjanta, bodajże Sandra, przełożona Becky, osoba, która pierwsza uległa manipulacji bardzo stara się odzyskać spokój ducha, ale świadomość tego, jak łatwo przeszła na ciemną stronę wyraźnie ją gnębi.
W jakimś sensie, prawdopodobnie zupełnie niezamierzenie film jest krzywym zwierciadłem “Dwunastu gniewnych ludzi” Lumeta. Zamiast dociekliwego przysięgłego, zasiewającego wątpliwości w głowach pozostałych jedenastu, tym razem mamy cynicznego, bardzo sprawnego manipulatora siejącego destrukcję.
Myślę, że próba porównania mechanizmów pokazanych w “Compliance” do sposobu przejęcia i utrzymania władzy przez komunistów była ostatnią rzeczą, jaka mogłaby przyjść do głowy autorom obrazu. Ale, co zrobić, chcąc, nie chcąc takie porównanie faktycznie nasuwa się nieodparcie. Co ciekawe porównanie ma sens tylko w przypadku komunizmu triumfującego dziś w zachodnim świecie, rewolucja bolszewicka nie miała w sobie wiele z finezji i niuansów działania filmowego “subwertera”. To właśnie współczesny przewrót ideologiczny w państwach nazywanych umownie ostoją kapitalizmu i wolnego rynku można by zilustrować tym filmem. Rzesze takich fałszywych policjantów, ideowych wnuków Gramsciego sączą do głów nieświadomych i uległych mas truciznę, która rozkłada od środka społeczeństwa, pozbawia je mechanizmów obronnych, doprowadza do działań autodestrukcyjnych.
Film Felliniego obejrzałem w oryginale, w związku z tym dialogów nie rozumiałem ni w ząb. Na szczęście przekaz był na tyle uniwersalny, że nawet ja, mimo nieuctwa coś tam chyba pojąłem. Początkowo wyglądało to trochę na antytezę “Compliane’. Tylko silna jednostka, mająca przed sobą wyraźnie sformułowany cel, jest w stanie przeciwstawić się pogrążającemu się w entropii zanarchizowanemu tłumowi i wydobyć z niego ład, w tym przypadku w postaci muzyki. Gdyby podobny przekaz chciał ubrać w obraz i dźwięk jakiś reżyser zza oceanu, na przykład, bo ja wiem… Sam Packinpah oglądalibyśmy jak nic historię oddziału marines, zagubionego w borneańskiej dżungli, dookoła Japończycy, moskity, a w zasobnikach przy paskach puste magazynki. Rozpacz i trwoga. I dopiero żelazna wola sierżanta z pooraną twarzą… No ale Fellini był dużo bardziej finezyjny i chwała mu za to.
W końcowej scenie, po zażegnaniu kryzysu i reanimacji orkiestry, jest jednak przestroga. Z zaciemnionego ekranu dochodzi głos przemawiającego dyrygenta, coraz bardziej krzykliwy, przybierający na sile, wywołujący niemiłe skojarzenia. Każde silne przywództwo musi prowadzić do… no chyba faszyzmu, bo głos dyrygenta nieodparcie kojarzy się z wystąpieniem Duce. Tu jakby trochę zabrakło finezji. Czy nie dało by się zilustrować tyranii jakoś uniwersalnie? Albo i dosłownie, dlaczego nie? Ale za to może bardziej aktualnie.
“Próba orkiestry” to film z 1978 roku. W tym samym roku we Włoszech Czerwone Brygady zamordowały Aldo Moro.
Drogi Panie Orle,
Pańskie porównanie filmu Compliance do moskiewskich procesów wydaje mi się słuszne o tyle, że ten sam mechanizm prowadzi do hańby ofiary policjanta, co ofiary Stalina. Kiedy odrzuca się absolutność moralnej powinności, to automatycznie staje się ona względna, a wtedy wszystko staje się dozwolone. Bucharin przekonywał Stalina w liście z więzienia, że dla partii zrobi wszystko. Wielu starych bolszewików oskarżało się nie ze strachu, ale w przekonaniu, że tego oczekuje od nich partia.
Film nie jest wszakże dowodem na cokolwiek, bo być nie może. Jest to zaledwie ilustracja. Czy było intencją autorów ilustrować moją hipotezę? Przenigdy! Mamy jednak prawo (i obowiązek) interpretować każde dzieło sztuki, nawet każde zdanie, w dowolny sposób, tak długo jak ta interpretacja nie jest sprzeczna ze zdaniem podlegającym egzegezie. O dziwo, zasadę tę sformułował nie kto inny jak Święty Augustyn, debatując dopuszczalne interpretacje Biblii.
Pańska interpretacja wydaje mi się trafna, choć nie do końca rozumiem porównanie z “12 gniewnych ludzi”. Film Lumeta jest klasycznym peanem na cześć liberalnej wątpliwości przeciw (rzekomo) “prawicowej pewności”. Rozumiem oczywiście analogię “destrukcyjnego siewcy”, ale na tym chyba podobieństwo się kończy. Fonda wykonuje po prostu pracę, którą powinni byli za niego wykonać sędziowie śledczy.
Co do ważności porównania metod policjanta z Metodą leninowską, to pozwolę sobie wypowiedzieć się szerzej i osobno na ten temat, ale w tym komentarzu chciałbym Pana prosić o odpowiedź na następujące pytanie: czy sytuacja taka jak opisana w filmie nie byłaby możliwa w dzisiejszym prlu? W dzisiejszym chrlu? W sowietach Putina? W sowietach Stalina? No, tam pewnie nie, bo telefony nie działały…
Co do filmu Felliniego, to ma Pan oczywiście rację, że powstał w określonych czasach. Fellini, lewakiem będąc, był wówczas oskarżany przez lewicę o zdradę i nakręcenie filmu, który jest peanem na cześć “faszyzmu”. Czy zabrakło mu finezji? Czy raczej mówił, że odrzucenie tradycyjnego modelu społeczeństwa opartego na absolutnych wartościach, prowadzi do anarchii, a ta niebezpiecznie zbliża do tyranii? Mnie się tak zdaje, ale może dlatego, że to wydaje mi się słuszne. Warto jednak pamiętać, że to ludzie tacy jak Fellini przyczynili się do upadku tradycyjnego społeczeństwa, do wyśmiania tradycyjnej moralności, może więc jego zdanie należy brać bardziej poważnie niż innych?
Panie Michale,
Przypuszczam, że sytuacja taka, jak w “Compliance” mogłaby się powtórzyć dziś wszędzie, jest to tylko kwestia sprawności manipulatora. Z resztą, szczerze mówiąc podobny proces można zaobserwować dość powszechnie, tyle, że w skali makro. Taka sama manipulacja odbywa się codziennie za pośrednictwem mediów, które terroryzują zdrowy rozsądek i zmuszają inteligentnych skądinąd ludzi do powtarzania bredni a to o potrzebie tolerancji, a to o równości płci, a to o konieczności zwalczania ucisku kapitalistów wobec proletariatu… a nie, przepraszam, to był poprzedni etap. Z resztą mniejsza z tym, jaką bzdurę lansują współcześni bolszewicy, przecież zarówno tym od uciskanego proletariatu, jak i tym od tolerancji chodzi ostatecznie o to samo, czyli o rozbicie od wewnątrz starego porządku i przejęcie władzy.
Jeśli chodzi o film Lumeta, to miałem na myśli analogię dotyczącą obalania pewnych przekonań. Policjant deprawuje jednostki atakując ich przekonania co do etyki postępowania wobec współpracowników, a Fonda obala pewność pozostałych ławników o winie oskarżonego. Oczywiście kontekst działania obydwu bohaterów jest inny, chodziło mi raczej o sam proces manipulacji poglądami.
Panie Orle,
12 gniewnych ludzi należy w całości do tego nurtu, który obalać chciał tradycyjną morlaność. Przesłanie tego filmu jest, że wszystko jest względne, nie należy nic brać “na wiarę”, a wątpliwość wyrażona przez inteligentnego człowieka może zachwiać gmach fałszywej pewności. Efekt takiego myślenia jest oczywisty: kwestionuje się powszechność WSZELKICH zasad, absolutność wszystkich wartości, obiektywność morlaności, prawdę wiary, wskazując na ich oparcie na subiektywnych przekonaniach.
Ilekroć oglądam znakomity film Lumeta (albo oryginalną sztukę), to zawsze zastanawia mnie, gdzie była policja? Dlaczego żaden prokurator albo sędzia śledczy nie zauważył tego wszystkiego, coi zauważyli sędziowie przysięgli? Oczywista odpowiedź jest jedna: na tym dramatycznym przykładzie opiera się atak na coś innego: na tradycyjne społeczeństwo. Jest to typowy “film z tezą”, dzieło sztuki podporządkowane ideologicznej tendencji.
Proszę jednak zwrócić uwagę, że Fonda nie jest wcale manipulatorem. Nie jest demagogiem, racja leży całkowicie po jego stronie w tej sytuacji. Policjant w Compliance jest tylko manipulatorem. Takiego wyposażyć w demagogię i ma pan Trockiego w czystej postaci.
Panie Michale,
No tak, Fonda w tym filmie nie jest tak dosłownie manipulatorem, ale Lumet już tak. właśnie z przyczyn, które Pan wymienił. Mi chodziło raczej o samą anatomię sterowania umysłami zbiorowości. “Policjant” bazuje na autorytecie władzy i brutalnie zmusza swoje ofiary do uległości, bohater grany przez Fondę gra na subtelnych niuansach ludzkiej psychiki, podsyca wątpliwości. Tak do końca nie wiemy, czy oskarżony jest niewinny, chodzi o zasianie niepewności i skłonienie ławników do zmiany raz przyjętego przekonania. Zgoda, że jest to budowanie obrazu świata, w którym mędrca szkiełko i oko przedstawiane jest jako ostateczna wyrocznia, a wszelka wiara dezawuowana. Przypomniał mi się ten właśnie film, bo podobnie, jak w Compliance oś fabuły kręci się wokół zdolności jednostki do wywierania wpływu na jakąś zbiorowość.
Komunizm zastosował podobną strategię, ale tylko na Zachodzie. Zniszczenie Rosji, a później państw Europy Środkowej przebiegało zupełnie inaczej. Natomiast Amerykę i jej sojuszników wprowadzono w dryf w kierunku bolszewizmu właśnie za pośrednictwem takich ludzi, jak między innymi Lumet, czy (może w mniejszym stopniu) Fellini, plus niezliczona rzesza manipulatorów z backgroundem uniwersyteckim. Oni odgrywali rolę takich właśnie wpływowych jednostek, które genialnie sterują umysłami mas.
Jak ju mówiłem, chciałbym wrócić obszerniej do kwestii leninowskich metod i Metody osobno. Wydaje mi się słuszne i uzasadnione twierdzenie, że zachodzi zasadnicza różnica pomiędzy sowietyzacją dzisiejszego Zachodu i sowietyzacją państw w zasięgu sowieckich czołgów i pałek.
Panie Michale,
Ma Pan rację, że różnica jest zasadnicza. Sowietyzacja państw w zasięgu sowieckich czołgów i pałek już dawno się dokonała z fizycznym użyciem owych czołgów i pałek, natomiast na Zachodzie dokonuje się z użyciem nowoczesnych czołgów i pałek, m.in. medialnych i prawnych.
Czy może chodzi Panu o stosowanie Metody tu i tam obecnie? Bo też jest zasadnicza różnica. Zsowietyzowanych (co za słowo!) nie trzeba sowietyzować, trzeba ich utrzymywać “in statu sovieticus”. I to bolszewikom bardzo łatwo przychodzi bo z wielką pomocą “realistów” wszelkiej maści.
Drogi Panie Andrzeju,
To wszystko prawda, ale problem jest taki, że wśród ludzi podziemnych możemy nazywać (i ja z pewnością tak robię) komunistami i Putina i Obamę, Hollande’a i Assada, organizację wyzwolenia Filistynów i al-Qaedę, bractwo muzułmańskie i Chaveza – ale poza naszym wąskim gronem, to nie ma żadnego sensu. Jeżeli termin jest tak szeroki, to trzeba znaleźć węższe terminy, które pozwolą nam na jakąś subetlność w rozróżnianiu. Nie wystarczy przecież nazwać słonia i myszy zwierzętami, bo choć bez wątpienia mielibyśmy rację, to niewiele mówilibyśmy o słoniu i myszy.
Drogi Panie Michale,
Rozumiem konieczność pogłębionej analizy, poznania tematu na ile to możliwe, bo tylko takie podejście może przybliżyć nas do prawdy. Inaczej zagraża nam pozostanie w prymitywnym świecie stereotypów.
“modlitwa, modlitwą a tu trzeba brzytwą”. Lubię (chyba zanadto) stosować zasadę brzytwy Ockhama. Czy jednak na czołgi nie potrzeba czołgu? Mogę komuś tłumaczyć, że się myli ale nie chcę się mu tłumaczyć dlaczego uważam, że mam rację. Bo to odwraca całą sytuację. Staję się ścigany a ja chcę ścigać. Putin sam ogłasza się czekistą “do końca życia”, Xi czy Li komunistami i co z tego? Cały świat o tym wie i cały świat “lezie im w dupę”. Co z tego, że będę udowadniał, że słoń to słoń skoro mój adwersarz widzi w nim polną myszkę bo tak chce i już, chociaż wie to samo co ja. Co z tego, że cała “polska prawica” wie że Obama, Hollande, Assad to lewacy skoro nic nie chce zrozumieć?
Przepraszam za ten wtręt w dyskusji o filmach. Czytając artykuł i dyskusję Panów pomyślałem sobie: co by było gdyby w miejsce policjanta wobec którego (teoretycznie, bo nie wiem jak to jest na Zachodzie) zdarzyliby się ludzie nieufni (jak ten chłopak z Compliance) był to lekarz? Jakże łatwiej by mu było zrealizować taką manipulację. Czy nie jesteśmy właśnie świadkami takiej manipulacji w stylu “soft”, bardziej skutecznej i “bezbolesnej”?
Drogi i Szanowny Panie Andrzeju,
Na czołgi trzeba czołgów, ale nam czołgów brak, więc co nam robić przystaje? Poddać się? Mnie osobiście nie robi żadnej różnicy, że ktoś nie chce czegoś zrozumieć, a to z tej prostej przyczyny, że uzasadnienie może być obiektywne, ale akt uznania jest zawsze i tylko subiektywny.
Moja odpowiedzialność nie jest wobec tych, co nie chcą zrozumieć, ale wobec prawdy. Czy to już nie jest wystarczająco poważne wymaganie? Czy nie dość jest nacisków, by porzucić prawdę, by się dostosować? Ale też czy nie jest możliwe, że się mylę?
Panie Michale,
Co do prawdy i jej wagi zgadzam się z Panem. To jest wystarczająco poważne wymaganie. Tylko jak radzić sobie z tą bezsilnością wobec głupoty, ślepoty politycznej itd. Jak mi się zdaje, zaleca Pan, aby nie zwracać na to uwagi, ważne jest szukanie prawdy a nie “misjonarstwo”. Czy tak? Jestem skłonny przyznać Panu rację i w tym punkcie. Muszę to jeszcze przemyśleć.
Panie Andrzeju,
Mogę wypowiadać się tylko we własnym imieniu, a osobiście pozbawiony jestem żyłki prozelitycznej. Świadczenie prawdzie wydaje mi się ważniejsze niż (mówiąc metaforycznie) obłapywanie słuchaczy za guziki, by przyciągnąć ich do własnego punktu widzenia.
We współczesnym świecie, wypowiadanie prawdy jest i tak sprowadzane do propagandy – wedle schematu: on tylko tak mówi, bo… jest bogaty, biedny, jest czarny, biały, jest uprzywilejowany, wyzuty, jest Polakiem, jest Żydem i tak w koło Macieju – więc mogłoby się wydawać, że skoro i tak nas zredukują do agit-prop, to można zająć się zdobywaniem zwolenników, ale mnie to jakoś nie kręci.