(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Swathed in velvetHomo sovieticus is alive and well »

Sorry, this entry is only available in Polski.



50 Comments "(Polski) Piszcie do mnie na Berdyczów czyli „operacja polska” III"

  1. beata
  2. michał

    Bardzo dziękujemy, Pani Beato, ale czy to ma związek z operacją polską? Z peowiakami? Z Trustem?

  3. amalryk

    Niepiękny obraz z tej lektury (“operacji polskiej”) się wyłania. I nie mam tu, bynajmniej, na myśli bolszewickiego modus operandi, wszak to już wiemy, że każda podłość jaka może być uczyniona ludzką ręką, to przez te szumowiny ostatecznie będzie uczyniona. Myślę tu, raczej o całkowitej bezbronności, czy wręcz bezradności służb wywiadowczych (zresztą nie tylko polskich) wobec powstającej na wschodzie “nowej jakości”. Ta swoboda w przejmowaniu struktur wywiadowczych wroga, to ochocze uczestniczenie, rzekomych dawnych “antykomunistów” w sowieckich prowokacjach nagrodowane w ostatecznym rozrachunku strzałem w potylicę w czekistowskiej piwnicy. Ta łatwość w infiltrowaniu struktur państw wolnego świata, przy całkowitej hermetyczności sowieckiego molocha. To wszystko stanowiło mroczny zwiastun późniejszych, smutnych wypadków, które niebawem miały nastąpić i objąć swym zasięgiem cały świat.

    (Swoją drogą jak niepoważnie i infantylnie brzmią w tym kontekście wszelkie te baśniowe opowieści o “antykomunizmie jako racji stanu IIRP”.)

  4. krzysztof

    To ma związek z tematem:
    http://www.niniwa2.cba.pl/mutzenmacher.htm

  5. michał

    Panie Amalryku,

    Ach, te baśnie zdaje się tylko postały w Ściosowej głowie. Tak nie było i być zapewne nie mogło, choć być powinno. Zanim narodziło się przekleństwo pod nazwą “sowietologii”, istniał jednakże ów autentyczny antykomunizm, reprezentowany przez ludzi, którzy często znali komunizm z pierwszej ręki, jak choćby wspomniany w tekście Niezbrzycki-Wraga, ale także intelektualiści, którzy dostrzegali immanentne zło komunizmu, jak Marian Zdziechowski czy Wickam Steed, żeby wspomnieć tylko znamienite przypadki.

    O niewesołym obrazie “Dwójki” (którą piszę z dużej litery wbrew przyjętym obyczajom tylko po to, by odróżnić od czekistowskich “dwójek”) będę pisał jeszcze osobno w dalszych częściach. Chcę jednak odnieść się do Pańskich słów o bezradności wszelkich służb wobec sowieciarzy.

    Wydaje mi się, że w miarę jeszcze można ją wybaczyć wywiadowi młodego państwa polskiego – choć słusznie pisał tu niedawno Darek Rohnka, że skro Sawinkow mógł rozumieć bolszewizm, to dlaczego nie mogli inni byli socjaliści, jak Piłsudski? – tak jak można w miarę zrozumieć naiwność Ochrany wobec “profesjonalnych rewolucjonistów” (nb. Ochrana wcale nie była taka zła w walce z terrorystami, jak się ją często przedstawia). O wiele trudniej wybaczyć niezgusltwo i amatorszczyznę CIA, MI5 itp. W końcu mają oni większe zasoby i mogliby uczyć się z cudzych doświadczeń.

    Mogliby – ale się nie uczą. I dlatego dopełzliśmy do takiego bagna.

  6. michał

    Szanowny Panie Krzysztofie,

    Dr Marek Klecel? Czyżby to ten sam Klecel, z którego “rewelacjami” trzeba być raczej ostrożnym?

    http://wydawnictwopodziemne.rohnka5.atthost24.pl/2010/09/10/glupcy-czy-kanalie-%e2%80%93-czyli-ostroznie-z-%e2%80%9erewelacjami%e2%80%9d-klecla/

    Że rozbito kompartię polską, to należałoby się cieszyć, chociaż może straszliwe cierpienia tych ludzi w łapach enkawudzistów, odkupiły ich winę.

  7. Amalryk

    Och! Dla przyzwoitości, nie udawajmy przynajmniej głupszych od bolszewików! Gdy ogrom komunistycznych zbrodni zaczął, niczym upiorny, ociekający krwią swych ofiar , duch wypełzać potężniejąc z każdą chwilą, na światło dzienne, raptem wszyscy razem z samymi komunistami odpłynęli w błogosławiona przystań nie-wiedzy.(Ha! W przypadku towarzyszy komunistów, nawet nie-bytu! Nie ma ich, się rozpłynęli…) Ach, cóż to za zbiorowa amnezja? Wnet by się okazało, że te wszystkie trupy najpewniej padły ofiarą jakiejś koszmarnej, zbiorowej epidemii samobójstw!

    Naturalnie! – Nikt nie czytał “Biesów”, ba, nikt nie znał Bismarcka i jego poglądów! Zwłaszcza Niemcy. A cesarski Sztab Generalny, w ogóle nie miał zielonego pojęcia, zarazki jakiej dżumy (i w jakim celu) wysłał w zaplombowanym wagonie do Rosji , w pamiętnym 1917 roku! Ci starannie dobrani i wykształceni “dżentelmeni”(w tym Sztabie służący) z pewnością nigdy nie słyszeli o Clausewitzu, ani tym bardziej o jego tezie; iż Rosji nie można pokonać ani przez rozbicie jej wojsk, ani prze okupację jej stolic, a jedynie powodując jej wewnętrzne załamanie!

    CIA? Te nieboraki są o całe lata świetlne za rzeczywistością! I było nie było za oceanem, ale gdzie się podziali ci miłujący wolność europejczycy? Że o, znanych przecież na cały świat, polskich antykomunistach nie wspomnę.

  8. michał

    Mam nadzieję, że to nie ja udaję głupszego od bolszewików…

    Ale ma Pan oczywiście rację. Tylko że w Ochranie właśnie czytano Biesy, co więcej, czytano z uwagą Katechizm rewolucjonisty, Nieczajewa, który był przecie lekturą obowiązkową dla “profesjonalnych rewolucjinistów” w rodzaju Lenina, Stalina i Trockiego.

    Co do CIA, posunąłbym się nawet dalej, bo jest to być może już niewiele więcej niż nieświadome narzędzie w rękach kgb.

    Jeśli zatem agencje walczące z komunizmem, począwszy od Ochrany, przez Dwójkę, aż do CIA, były zawsze nieskuteczne, a stają się coraz gorsze, to co dalej?

    Chyba Dostojewski i Człowiek Podziemny?…

  9. amalryk

    Och! Ochranę może Pan z czystym sumieniem z tego ekskluzywnego grona wyłączyć. Z równym powodzeniem można by Hannibala obciążyć winą za klęskę Kartaginy. W mętnych wodach wewnętrznych walk koterii pałacowych, ciągłych zmian koncepcji co do priorytetów oraz sposobów działania, struktury organizacyjnej i ruchów kadrowych i tak jawi się ona jako organizacja dość sprawna, chętnie korzystająca z nowoczesnych zdobyczy techniki. W Rosji zbyt wiele zależało od indywidualnych zdolności władcy, aby państwo mogło przetrwać bezboleśnie okres tak bogaty w katastrofy, ,z człowiekiem o charyzmie i zdolnościach bibliotekarza na tronie.

    I nie zapominajmy że mówimy o organizacji, która nigdy nie przekroczyła liczby tysiąca osób. Nie posiadała, naturalnie, żadnych kompetencji sądowniczych, ani nawet formalnych uprawnień śledczych. Jej działalność ograniczała się do przeprowadzenia gruntownego rozpoznania zagrożeń i przekazania materiałów obciążających właściwym organom śledczym.

    Co dalej? I to jest, jakby to powiedział znany autorytet moralny IIIrp, “doskonałe pytanie” !

  10. michał

    Nie, Panie Amalryku, nie wyłączajmy Ochrany. W końcu oni są odpowiedzialni za to, że aresztowali tych wszystkich bandytów, ale pozwolili im uciec i działać dalej. Ile razy umknął im Dzierżyński, ile razy Stalin? Stalin był kiedyś zatrzymany, ale pokazał im fałszywe papiery, powiedział, że jest agentem, wskazał na kogoś kto za nim szedł i tamten został aresztowany. Kiedy zorientowali się w pomyłce, po Stalinie nie było ani śladu. Takich przyapdków było mnóstwo. Nie trzeba ich usprawiedliwiać, bo zarówno Ochrana jak żandarmeria, zachowały się wielekroć po amatorsku, aletrzeba ich oceniać sprawiedliwie i przyznać, że w porównaniu z innym tajnymi służbami wychodzą całkeim dobrze.

    A porównanie z Hanibalem – błyskotliwe, ale chyba nie do końca trafne.

  11. amalryk

    “A porównanie z Hannibalem…” – to nie moje, to Jodla. Przy ocenie zdolności dowódczych Hitlera użył tego zwrotu; “…przecież nie dlatego Kartagina przegrała, że Hannibal był kiepskim wodzem.” (Ale, według mnie, tu raczej nieco minął się z prawdą.)

    Inaczej z Ochraną. Czy Pan przypadkiem z rozpędu nie popełnia, dośc powszechnego , wśród naszych polrealistycznie ukierunkowanych rusofobów , błędu, całkowicie chybionego, porównania Ochrany, per analogiam, z osławionym kgb? Ochrana ani nie aresztowała, ani nie skazywała, ani nawet nie przesłuchiwała. Powiedzmy sobie szczerze , cały system policyjny jak i wymiaru sprawiedliwości carskiej Rosji ( oraz jej elita) natchniony nieprzepartym pragnieniem upodobnienia się we wszystkim do idealizowanego Zachodu, w kwestii, jak się po niewczasie okazało, fundamentalnej dla samego istnienia państwa (czyli oceny zagrożenia ze strony komunistów) wykazał się niewyobrażalną wręcz dezynwolturą.Efekty ich “wspaniałomyślności ” spożywamy do dziś.

  12. michał

    Nie wiem, dlaczego Pan tak myśli, ale dla porządku dodam, że nie ma mowy, o jakimkolwiek porównaniu Ochrany z czerezwyczajką. Ta pierwsza była prawnie ugruntowaną, sprawną policją polityczną, która wystawiona została na niesłychanie trudną próbę i przegrała walkę, tzn. nie zdołała obronić państwa, które miała “ochronić”. Czeka natomiast, wraz z jej późniejszymi wcieleniami, była narzędziem w rękach sowieckiego przywództwa, bo przecież nie wolno nazywać boslzewickiego tworu państwem.

    “Sprawa POW” i operacja polska są tego dobrym przykładem, ponieważ POW nie istniała od 1918 roku, więc czeka nie mogła “bronić” raju krat przed polskimi spiskami.

    Nie wiem doprawdy, skąd Pan wziął taki zarzut – bo poczytuję sobie takie porówanie za zarzut, aż tak bardzo byłoby ono błędne.

  13. amalryk

    “Nie wiem doprawdy, skąd Pan wziął taki zarzut …” – no tak, nieco mnie poniosło, lub inaczej – pokracznie sformułowałem myśl.
    Zasadniczo chodziło mi o to, iż nie można mieć pretensji do piekarza że nie umie robić butów. Tak osądzenie jak i odizolowanie od społeczeństwa tych degeneratów nie mieściło się w żaden sposób w kompetencjach Ochrany. Ba, urzędnicy Ochrany, jeżeli nie byli żandarmami, to ograniczali się tylko w zasadzie do odkrywania przestępstw. Aresztowań też dokonywała żandarmeria jako taka, co najwyżej w towarzystwie urzędników Ochrany.

    Oczywiście wiem, że Pan wie że czeka nie była żadną formacją policyjną. (Ot taki poza prawny nowotwór służący do masowej eksterminacji społeczeństwa.)

  14. michał

    Dobrze, więc zgadzamy się w zarysach, ale pisze Pan: “urzędnicy Ochrany, jeżeli nie byli żandarmami…” Nie jestem tego do końca pewien, ale czy żandarmeria nie była całkiem odrębna od Ochrany? Czy oficer Ochrany mógł być jednocześnie żandarmem? Wydawało mi się, że zamierzeniem było istnienie dwóch osobnych organizacji policyjnych, które obie miały zwalczać rewolucyjne podziemie (i inne zagrożenia także). Gdyby więc jedna z nich uległa penetracji ze strony jakiejś grupy, to druga miała większą szansę jej umknąć. Ta zasada “konkurencji” pomimo odrębnych kompetencji Ochrany i żandarmerii, wydawała mi się zawsze całkiem rozsądną. Obie także łypały z podejrzliwością na siebie na wzajem, co ma swoje wady, a też wiele, wiele zalet.

  15. amalryk

    Gdy w r. 1881 powstała nowa instytucja : “Oddział ochrony porządku publicznego i bezpieczeństwa”, to jej oddziały utworzone zostały tylko w miastach gubernialnych i tych o charakterze stołecznym. Zaś na naczelników oddziałów byli wyznaczani wyżsi oficerowie korpusu żandarmów, przypadek Sergiusza Zubatowa stanowi w tym gronie wyjątek. Owszem tam gdzie nie było oddziałów Ochrany tam w całości w jej kompetencje wchodziła miejscowa Żandarmeria.

  16. michał

    Ale organizacyjnie i przede wszystkim operacyjnie – były odrębne, czyż nie?

  17. amalryk

    Oczywiście, że Ochrana była odrębna. Ale z jak organizacyjnie ograniczonymi kompetencjami! A liczebność? Przecież, nie licząc agentury, Ochrana nie przekraczała najprawdopodobniej nawet 500 osób. W państwie o pow. 22mln km2 i z 130mln mieszkańców.
    A, tak dla porównania, jak Pan sądzi, jaka jest liczebność (bez agentury) rozlicznych sekretnych służb naszego “wolnego i demokratycznego państwa prawa”? No więc, informuję – przeszło 10tys!!!

  18. michał

    500 ludzi?! Naprawdę? Nie wiedziałem o tym. Natomiast co do porównania, to czy aby nie popełnia Pan błędu, który mi Pan zarzucił parę dni temu? Czy wolno porównywać Ochranę, do prlowskich służb?

    Ja nie mam wyrobionego zdania na temat Ochrany, wiele w ich działalności – nie tylko nadużywanie agents-provocateurs – wydaje mi się złym pomysłem. Ale oni imrpowizowali swą działalność wobec najbardziej zdeterminowanych, energicznych i diabolicznych rewolucjonistów, jakich ziemia nosiła. W porównaniu do agencji wlaczących z bolszewikami później, Ochrana nie wydaje się wcale zła, a jeśli liczyła zaledwie 500 osób (a propos, czy może Pan podać źródło, bo to zdumiewające), to wygląda jeszcze lepiej w porównaniu z zasobami takiej CIA.

    Dam Panu przykład. Rzadko kto wie, że w 1909 roku eserzy wpadli na pomysł, by załadować samolot dynamitem i w samobójczej misji rozbić go na Pałacu Zimowym, gdy cały dwór był obecny. Ale Ochrana, w przeciwieństwie do CIA i FBI razem wziętych, nie tylko dowiedziała się o tym, ale rozkazała monitorowanie wszystkich, którzy brali lekcje latania, członków aeroklubów itp., a także kontorlę lotów w okolicach St Petersburga. W 1909 roku! Czy nie wygląda to tak, że mieli głowy na karkach?

  19. amalryk

    “[…]Przeciętnie w jednym oddziale Ochrany w 1905 r. pracowało około 20 cywilnych urzędników, 5-6 oficerów lub podoficerów żandarmerii oraz do 50 inspektorów ulicznych, czyli “filerów”. Większe były tylko placówki w Petersburgu i w Moskwie. W całym Cesarstwie Rosyjskim przed pierwszą wojną światową było kilkanaście ochrannych otdielenij, w sumie więc liczba ich pracowników nie przekraczała zapewne 2 tys.[…]” cyt. za E.Kaczyńska, D.Drewniak : “Ochrana – carska policja polityczna”. – Przy czym autorzy w te 2tys. wliczają agenturę zewnętrzną tzw. filerów (którzy byli na etacie Ochrany).

    Gdyby nie koszmarne błędy w prowadzeniu wojny i równie nieudolny car cała ta protobolszewicka zgraja wycierała by te paryskie, londyńskie czy genewskie bruki skacząc sobie z wściekłości do gardeł.

  20. michał

    Tak, ale wszyscy popełniamy błędy i głównym oskarżeniem pod adresem Ochrany musi być fakt, że nie “ochroniła” Rosji przed bolszewizmem. Nie byli przygtowani na bestialską brutalność metod Lenina i spółki, i nie zdołali sobie z tym poradzić.

    A co do nieudolności w prowadzeniu wojny, to Brytyjczycy chyba pobili Rosjan na głowę podczas Wielkiej Wojny.

  21. amalryk

    Nie ochroniła ponieważ nie dano jej takiej szansy. Szkoda Zubatowa. A w kwestii formalnej; Ochranę rozwiązano po “pierwszej” rewolucji, bolszewia u władzy to już zagadnienie całkowicie poza ich “kompetencjami”.

  22. michał

    Ale to jest rzeczywiście tylko formalny punkt, bo rewolucja lutowa i mienszewicy prostowali jedynie ścieżki dla bolszewickiego mesjasza; pod hasłem “lewa wolna!” torowali drogę zarazie – skądś my to znamy.

    Ale wracając do oceny Ochrany, mam wrażenie, że różnimy się w rozłożeniu akcentów. Mnie się wydaje, że Ochrana była zdumiewająco sprawna, ale nie miała szans wobec niesłychanych metod bolszewickich, a Pan twierdzi chyba, że całe państwo carów było skazane na zagładę, bo jego przeżycie zależało od względnych zalet lub wad samodzierźcy. Czy tak?

    To nie jest tylko akademickie pytanie. Zdjęcie z carskiej Rosji odium “więzienia narodów” jest w moich oczach bardzo istotne. Musimy się pozbyć okularów sowieckiej propagandy i tylko wtedy dostrzeżemy, że “Rosja” Putina jest kontynuacją sowietów, a nie Rosji, do której miana pretenduje.

  23. amalryk

    “[…]a Pan twierdzi chyba, że całe państwo carów było skazane na zagładę, […]” – Nie! Pomijając brak wiedzy, która by mnie uprawniała to stawiania tak kategorycznych sądów, jest jeszcze pewna moja indywidualna przypadłość . Otóż mam głęboką awersję do absolutnie rozstrzygających i “oczywistych” ocen przeszłych zdarzeń – zawsze przypomina mi to fantastyczną skuteczność astrologii potwierdzaną na horoskopach postawionym ludziom już dawno umarłym.

    A Putin czy Miedwiediew błąkający się po komnatach Kremla, to nic innego jak dydaktyczna projekcja davilańskiego scholium: “Nasza cywilizacja jest barokowym pałacem, do którego wtargnęła kudłata zgraja.” Równie przekonywająco wyglądałby tow.Hu gramolący się na Smoczym Tronie.

  24. michał

    Wielce Drogi Panie Amalryku,

    Nie docenia Pan siebie samego. Napisał Pan wprost: “Gdyby nie koszmarne błędy w prowadzeniu wojny i równie nieudolny car cała ta protobolszewicka zgraja wycierała by te paryskie, londyńskie czy genewskie bruki skacząc sobie z wściekłości do gardeł.” Przyzna Pan, że jest to ocena dość zdecydowana, czego ja wcale Panu nie wyrzucam. Musimy z jednej strony pamiętać o naszej ułomności, ale z drugiej nie bać się formułowania sądów, bo tylko to posuwa nas naprzód. Potrzeba nam śmiałych hipotez i usilnego ich falsyfikowania, a nie drobiazgowego weryfikowania poszczególnych faktów. Ustalony, oderwany, pojedynczy fakt, nie przybliża nas do zrozumienia, gdy śmiałe hipotezy mogą nas przybliżyć.

    Niechże się Pan nagle nie chowa zarumieniony w kąciku, jak gimnazjalistka, tylko śmiało brnie dalej wśród hioptez i równie bezpardonowo je falsyfikuje. Liczę na Pana!

  25. amalryk

    Mój sceptycyzm to cecha charakteru, nie deklaracja ideowa. Nie mam nic przeciwko śmiałym hipotezom , nawet śmiesznym, gdy zachowujemy świadomość jaki jest ich status i na jakim fundamencie są postawione. Można i poza procesem dedukcyjnym dojść do prawdy, ba zbiór zdań prawdziwych jest zbiorem o znacznie większej mocy niż zdań dowodliwych, ale nic nie zwalnia od intelektualnej pokory.

    A gdybym przyjął wersję “skazanej na zagładę” Rosji, to gdzie nadzieja, gdzież są ukryci ci nie skazani na ostateczną tryumfalną nędzę sowietyzmu ???

  26. michał

    Sceptycyzm jest składnikiem – niektórzy nawet mówią, że nieodzownym składnikiem – trzeźwego myślenia. Staje się problematyczny tylko wówczas, gdy obezwładnia myśl. Ale czy tak nie jest ze wszystkim innym? Nie na darmo starozytni uważali umiar za cnotę.

    Proszę więc przyjąć moje dalsze wywody w duchu rzetelnych dociekań. Zastanowiło mnie Pańskie pytanie: “to gdzie nadzieja?” Czy nie jest tak, że ludzka potrzeba nadziei zaciemnia jasność myślenia? Chrześcijanie mają pokładać nadzieję w Bogu, bo nic dla Pana Boga nie jest niemożliwe. Czy zatem powinniśmy odrzucać wniosek, ponieważ odbiera nam ludzką nadzieję? W moim mniemaniu, myśleć trzeba konsekwentnie do ostatecznych konkluzji i wstecz do pierwotnych założeń, nie lękając się sowich własnych wniosków. Myśl musi być bezkompromisowa. To w działaniu trzeba iść na kompromisy, bo trzeba się liczyć z innymi ludźmi. W imię czego kompromitować myśl? W imię nadziei?

    Ciekaw jestem Pańskiego zdania.

  27. amalryk

    Trudno o mocniej uargumentowaną konkluzję, niż ta, iż życie każdego, bez wyjątku, człowieka kończy się nieuchronną porażką, ba wręcz katastrofą. Co ich utrzymuje przy życiu? Lub na odwrót co, lub raczej brak czego wywołuje tragiczną decyzję samounicestwienia.

    Runciman w swych rozważaniach nad chrześcijańską herezją dualizmu (paulicjanie , patareni, katarzy etc.) w konkluzji zauważył:
    “Nie była to religia pozbawiona cech szlachetnych. Nauczała wartości fundamentalnych cnót; z całą odwagą starała się uporać z niepokojącym zagadnieniem tajemnicy zła. Ale była to religia pesymizmu. Była pozbawiona jakiejkolwiek nadziei, a taka religia nie może przetrwać […] Albowiem Nadzieja jest konieczną dziedziną religii. Sama Wiara i Miłość nie wystarczą.”

    No więc – nie tylko religii.

  28. michał

    A to zabawne! Właśnie rozmawiałem z kimś o Albigensach…

    Ale cytat nie wydaje mi się trafny. Runciman nie był teologiem ani filozofem, ale znakomitym historykiem. Trzy cnoty “teologiczne” są nadprzyrodzone i boskie, bo dotyczą Boga samego w sobie. To przez Wiarę, Nadzieję i Miłość Bóg “samoudziela się”, przez co człowiek zdolny jest uczestniczyć w życiu Boga. Innymi słowy, przedmiot naszej Wiary i Nadzieji i Miłości jest transcendentny, przekracza życie ludzkie i zwraca się ku wieczności. Nadzieja jako cnota chrześcijańska dotyczy Zbawienia, nie ma więc nic wpsólnego z “nieuchronną porażką wszelkich przedsięwzięć”, bo to są inne porządki. Nadzieja, że przyjedzie tramwaj, pomimo że nie było żadnego od lat, nie ma wiele wspólnego z cnotą chrześcijańską, oprócz sensu metaforycznego.

    A zatem, albo Pana nie zrozumiałem, albo się z Panem zupełnie nie zgadzam.

  29. amalryk

    Nie czuję się kompetentnym aby prowadzić w tej materii sensowną polemikę. Wiem, a może bardziej raczej odczuwam, że język kultu (czy też sacrum – ale jakoś nie przepadam za tym nieco zdewaluowanym słowem) jest odrębny od języka potocznego i ma swoją semantykę.
    Jednakże czuje się zmuszony zaprotestować że Pan dość bezceremonialnie zrównał moje nadzieje na upadek komunizmu z nadzieją na przyjazd tramwaju! Ale nich tam, nie jestem małostkowy!

    Tak czy siak komunizm utrącony w Rosji, wybiłby z pewnością, jak szambo, w innym miejscu, pytanie czy z taką mocą?

  30. michał

    Cha, cha! Bardzo dowcipne. Ale ja nie zrównałem niczego. Wydaje mi się, że było na odwrót. Protestowałem właśnie przeciw zrównaniu Nadziei, jako chrześcijańskiej cnoty, Nadziei na Zbawienie, z nadzieją ludzką, tj, z nadzieją na konkretne, a miłe nam wydarzenie. Oczywiście widzę różnicę między przyjazdem tramwaju, a obaleniem komunizmu (chociaż, właściwie, czy ja wiem?….), ale oba są miłymi wydarzeniami w oczach oczekujących z nadzieją. Należą jednak do innego proządku niż teologiczna Nadzieja.

    Czy komunizm obalony w Rosji wybiłby gdzie indziej? To dobre pytanie. A gdzież je rozważać, jak nie w Podziemiu?

  31. amalryk

    Powiem Panu, Panie Michale, że ja zasadniczo nie mam większych wątpliwości jak alternatywnie historia z komunizmem by przebiegała.

    Ale tym co nieodmiennie wzbudza moje zadziwienie, to bynajmniej nie jest fakt, iż komunizm wybił w “azjatycko-” (do wyboru) “-bizantyjskiej” (i inne tam pierdu, pierdu) Rosji, lecz że nie wybił w swym mateczniku! Ciągle nie mogę tylko wyjść z podziwu jak wyjątkową zbieraniną, (excusez le mot), skurwysynów, była ta bolszewicka menelarnia to przechodzi wręcz wszelkie wyobrażenie! Ten ich, zoologiczny wręcz, wstręt do wszystkiego co z gruntu rosyjskie (z rosyjskimi rewolucjonistami naturalnie włącznie), ich rzeczywiste (czasem skrywane) uwielbienie dla Zachodu (na którym też wielu z nich upłynęły najistotniejsze dla kreowania ich “dojrzałych” poglądów lata), nie wspominając już, dla przyzwoitości , o całkowitym (przy, rzecz jasna, “twórczej” towarzyszy aktywności) tej zbieraniny rozpracowaniu przez Ochranę.
    I, wyobraźcie sobie Państwo, te szumowiny obejmują we władanie największy kraj na Ziemi! Abstrakcja! Czysta abstrakcja! A jednak nie! Nie takie historie już świat widział, więc i zobaczył po raz kolejny, wcielenie porzekadła o tym; “gdzie dwóch się bije…”

    Aaa, bym zapomniał – komunizm, moim skromnym zdanie, zatryumfowałby oczywiście w… Niemczech.

  32. Jaszczur

    Co do “alternatywnej historii” komunizmu – zgadzam się z P. Amalrykiem. Gdyby nie wybił w Rosji, zyskałby, być może kilka lat później, pozycję w postaci Niemiec.

    Tylko czy wówczas mógłby się utrzymać tak długo i w takiej postaci w jakiej go obserwujemy (nie tylko, niestety, biernie) po dziś dzień?

    Wybór Rosji (a w dalszej kolejności Chin) jako “bazy komunizmu”, mimo nienawiści komunistów do “rosyjskości” i “chińskości” był podyktowany zapewne względami geopolitycznymi. Trudno jest opanować drogą konwencjonalnego podboju kraje, które stanowią mackinderowski “Heartland”.

  33. amalryk

    Myślisz Jaszczurze, że na przełomie poprzednich wieków istniało już jakieś zorganizowane komusze, wydolne intelektualnie, organizacyjnie i finansowo Centrum??? Bóg mi świadkiem, jestem niewątpliwie jedną z ostatnich osób, którą można by, zresztą bez jakichkolwiek szans na powodzenie, próbować przekonywać do niespiskowej teorii dziejów – ale, zaiste już wtedy???

  34. Jaszczur

    Myślisz Jaszczurze, że na przełomie poprzednich wieków istniało już jakieś zorganizowane komusze, wydolne intelektualnie, organizacyjnie i finansowo Centrum???

    Chodziło mi po prostu o wierchuszkę bolszewii – Lenina et consortes (którzy niestety nie byli bełkotliwymi, utopistycznymi młotkami i potrafili wykorzystać sytuację do swoich celów), nie tyle o jakieś wyżej zorganizowane centrum. Niemniej wsparcie, jakie komuniści otrzymywali już wówczas czy to od zachodnich kręgów finansowych (“Syndykatu”, jak to określa de Carvalho), czy to od niemieckiego wywiadu jest sprawą udowodnioną.

  35. michał

    Szanowni Panowie,

    Nie do końca chyba Panów rozumiem. Czy twierdzą Panowie, że gdyby “najemna banda” co ich otaczała, “zalała ich potokiem stalowym i zadusiła sowietów Ententa”, i nie byłoby bolszewizmu w Rosji, bo powywieszano by Lenina i spółkę na latarniach, to wtedy komunizm wypłynąłby w Niemczech? Czy tak?

    Jeśli tak, to zgadzamy się w tym punkcie, ale wówczas z Niemiec komunizm rozszedłby się natychmiast na Polskę i dotarłby do Rosji bardzo prędko, więc byłoby znowu dokładnie tak samo, tylko że na miejscu powieszonego Stalina byłby Trocki, a gdyby i jego powieszono, to znalazłby się Kirow i Beria, Chruszczow i Malenkow. W niczym nie ustępowali poprzedniemu pokoleniu bolszewików. Nie w brutalności w każdym razie.

    Zakładając więc, że płomień rewolucji wybuchłby najpierw w Niemczech, odkładamy tylko tes sam rozwój wypadków na później. A to dlatego, że nie było wśród państw ościennych woli walki z tym łajnem. Były pojedyncze jednostki, jak np. generał Franco, które zdołały powstrzymać pochód komunizmu na wąskim odcinku, ale to są wyjątki.

  36. Jaszczur

    Panie Michale,

    Tu jestem zmuszony przyznać Panu rację. Zwycięstwo bolszewizmu w Niemczech jedynie przesunęłoby w czasie ekspansję tej zarazy. Kwestia tylko – na jak długo. I jak reagowałaby Rosja, przede wszystkim jednak – w jakim stanie byłby ten kraj?

    Z pozostałych detali – wyprawa Piłsudskiego na Wrocław, może na Budziszyn i Chociebuż zamiast kijowskiej. Współpraca z ŁSNW, zamiast z petlurowcami. Być może miałby też mniejsze opory przed współpracą z gen. Ludendorffem, niż miał przed Denikinem…

  37. michał

    Czy ma Pan na myśli Serbołużyczan? Nic o tym nie wiem niestety. Ale Piłsudski był “Litwinem”, to znaczy Polakiem z Litwy, tak jak Cat albo Mickiewicz (ale nie np. Józef Mackiewicz), nie sądzę, żeby ci ludzie w ogóle wiedzieli, gdzie jest Chociebuż…

    Jak wyglądałaby Rosja po zdruzgotaniu bolszewików przez Ententę? To jest pytanie. Przypuszczam, że chciałaby przywrócenia “jednej, niepodzielnej Rosji”, a więc przyłączenia Ukrainy i Polski, ale na to akurat polscy politycy, a zwłaszcza Piłsudski, byli w miarę dobrze przygotowani.

  38. amalryk

    Ach te sądy przeciwfaktyczne wypowiadane w trybie przypuszczającym czasu przeszłego! Ileż się w nich kryje zniewalającego uroku, płynącego z delektowania się własnym wizerunkiem w olśniewających szatach Geokratora! – Ale co mi tam…

    Lecz gdy już jesteśmy na etapie druzgotania bolszewików przez Ententę, to jednak myślę że posuwamy się w radosnym kreowaniu historii alternatywnej, nieco za daleko.
    Niestety, muszę z bólem stwierdzić iż, w Rosji należało dokonać przewrotu pałacowego, a w marcu 1917 stłumić, wszelkimi dostępnymi środkami, bunt szkolnego batalionu zapasowego Pułku Wołyńskiego (prowodyrów rozstrzelać, resztę zdegradować, wcielić do batalionu karnego i natychmiast wysłać na front).
    Gdy równocześnie USA przystąpiły do wojny, jedyne co mogło być pewnym w jej dalszych losach to to, że Niemcy jej w żaden sposób już nie wygrają, a Rosja będzie jednym z największych jej beneficjentów.

    Gdy dopuszczamy zaś możliwość objęcia władzy w Rosji przez jakiekolwiek pokraczne rewolucyjno-neodemokratyczne twory to tym samym pchamy ją świadomie w objęcia bolszewii.

    A stłumienie komunistycznej rewolty w Niemczech wyniszczonych wojną i wewnętrznie podzielonych jednak mogłoby się udać o wiele ładniej niż w peryferyjnej i bezkresnej Rosji.

  39. michał

    Drogi Panie Amalryku,

    Zapoczątkował Pan niniejszy wątek swoim stwierdzeniem powyżej, że “komunizm, moim skromnym zdanie, zatryumfowałby oczywiście w… Niemczech”. Więc jak to jest? Zatryumfowałby czy byłby łatwo stłumiony?

    Każde rozważania pt. “co by było, gdyby…” są na swój sposób jałowe, ale mają urok i są akademicko interesujące. Pokazują bowiem sposób myślenia i odkrywają ukryte skądinąd założenia. Czytałem przed laty tego rodzaju wypociny, gdzie autor wykazywał, jak potoczyłyby się losy wschodniej Europy, gdyby nie Stalin. Jak byłaby to jedna, szczęśliwa, socjalistyczna rodzina (oczywiście nie użył tych słów).

    Dlatego to “przeciwfaktyczne sądy wypowiadane w trybie przypuszczającym acz apodyktycznym, a w czasie dowolnym” są mile widziane w Podziemiu.

  40. Jaszczur

    Panie Michale,

    Tak, chodziło mi o ruch niepodległościowy Serbołużyczan, który najprężniejszy był po Wielkiej Wojnie, a jego przedstawiciele poważnie myśleli o faktycznej suwerenności Łużyc. Czy Piłsudski i Mackiewiczowie w ogóle nie wiedzieli gdzie leży Chociebuż czy Budziszyn? Nie sądzę. Inna sprawa była taka, że sprawa łużycka zajmowała w zasadzie niewielką grupkę pasjonatów, powiązaną z PZZ i naturalnie – serbskich literatów przebywających w Polsce i w Czechosłowacji.

    Jak już jesteśmy przy “alterhistorii”, to zgodzę się z P. Amalrykiem, że Rosja, z “polutowym” rządem prędzej czy później przynajmniej poważnie narażona byłaby na kolejną rewolucję, dowodzoną (w “alternatywnej linii czasowej”) z Niemiec Sowieckich. Jednak w przypadku reakcji ze strony państw Ententy (i Polski), pokonanie bolszewizmu, czy choćby założenie kwarantanny na “Sovjetische Republik Deutschlands” byłoby łatwiejsze właśnie ze względów czysto geopolitycznych, czy wręcz geograficznych.

    Z kolei historia kontrfaktyczna jest bardzo fajnym zajęciem, o ile nie zabiera czasu na analizowanie faktów, które się wydarzyły, i o ile nie jest ryczeniem nad rozlanym mlekiem. Nie mówiąc już o próbach wprzęgania tego rodzaju aktywności w kierat ideologii, co jest czynione.

    Trochę off-topic – całkiem niezła alternatywna historia września 1939 i czasów go poprzedzających: http://zwrotniceczasu.nck.pl/2009/wladyslaw-studnicki-premierem-w-1938-roku.html?cd=69

  41. michał

    Powiedziałbym, że produkcja pana Twardocha zdradza właśnie jego ukryte założenia.

    Ale ciekawi mnie dlaczego mówi Pan, że kwarantanna Niemiec byłaby łatwiejsza niż Rosji? Na zdrowy rozum, łatwiej izolować to, co leży z boku, niż sam środek kontynentu.

    Polutowy rząd w Rosji był skazany – to oczywiste – ale nie taki był punkt wyjścia. Pytanie brzmiało: “Czy komunizm obalony w Rosji wybiłby gdzie indziej?” Obaliliśmy już bolszewizm w Rosji, wybił “jak szambo” w Niemczech. I co dalej?

  42. amalryk

    Zasadniczo wszystko, na tym lichym świecie, co miało chwile swego tryumfu, przemija. To tylko kwestia czasu.

    Ale żeby Pan nie nie zaczął mnie podejżewać o zaawansowaną dysfunkcjonalność intelektualną, niezgrabnie maskowaną infantylnymi tautologiami, spróbuję nieco zgrabniej sformułować me złote myśli.

    Upadek caratu w Rosji był na nią wyrokiem. Nie istniała żadna alternatywna struktura “państwotwórcza” zdolna ocalić Rosję przed chciwością, przebiegłością i amoralną determinacją bolszewików w pędzie po władzę.W próżni politycznej, która się wytworzyła po marcu, nieistniejąca militarnie sekta bolszewików z diabolicznym mistrzostwem i żelazną konsekwencją, lawirowała pomiędzy zwalczającymi się stronami, konsekwentnie powiększając przestrzeń swej władzy.I tu nie widzę żadnego pola do popisu dla konfabulacji alternatywnych. Antykomunizm Ententy, Polski? Wolne żarty!

    Więc w takiej konfiguracji widzę wybicie szamba w Niemczech. Polska, jeżeli istnieje, to w ścisłym sojuszu z Rosją ( w wymiarze terytorialnym zbliżonym do Królestwa Kazimierza Wlk powiększona ew. o Pomorze Gdańskie) i nie jest żadną istotną siłą w powojennym układzie (zresztą nigdy nią nie była). A w Niemczech? W Niemczech bolszewicy międzynarodowi przegrywają w krwawych zapasach z bolszewikami narodowymi, prowadzonymi przez dziwnego człowieka z fryzjerskim wąsikiem rodem z sielskiej Austrii…

  43. michał

    Po raz kolejny mówimy o różnych rzeczach. Zgadzamy się, że trudno sobie wyobrazić inny rozwój wypadków po lutym 1917 roku: “maksymaliści” jaki ich wtedy ładnei nazywano, musieli dojść do władzy. Ale pytanie dotyczyło alternatywnych historii już po ich dojściu do władzy, tj. co by było, gdyby Lenin został obalony i powieszony na przydrożnej latarni. Sam Pan zadał to pytanie.

    Czy niemiecka bolszewia międzynarodowa przegrałaby z narodową? Tak, chyba tak, chociaż nie potrafię powiedzieć, dlaczego tak myślę. Na długą metę narodowy, hitlerowski typ bolszewizmu prostuje tylko ścieżki dla komunizmu.

  44. amalryk

    No więc rzekłem: “Tak czy siak komunizm utrącony w Rosji, wybiłby z pewnością, jak szambo, w innym miejscu, pytanie czy z taką mocą?” – Ale ani słowem nie zająknąłem się o stanie zaawansowania tegoż komunizmu w chwili jego utrącenia. Aczkolwiek obraz drogiego Illicza, przyozdabiającego swą doczesną powłoką przydrożną latarnię, jest miły memu sercu, to jednak chyba zbyt śmiało odlatujący od realności.

    No ale niech tam! Mamy utrąconych “maksymalistów”, w Rosji liżącej rany po wojenno- rewolucyjnej pożodze, restaurację Romanowych (bo jacyś niemaksymaliści u władzy to w zasadzie tylko pieredyszka przed powrotem “maksymalistów”) i zawieruchę rewolucyjną w Niemczech.

    A dlaczego ruch hitlerowski wygrałby w Niemczech z konkurencją? Cesarstwo Niemieckie, poza Polakami, było jednonarodowe o silnie pobudzonym nacjonalizmie, więc bolszewizm narodowy wchłaniał się tam łatwiej niż międzynarodowy – inna sprawa, że Hitler w te nacjonalistyczno-rasowe brednie szczerze uwierzył.

  45. Jaszczur

    Istniałaby też (w takim, wyżej przypuszczanym, wypadku) możliwość asymilacji narodowego bolszewizmu przez bolszewizm międzynarodowy. Zwłaszcza, że w szeregach DAP/NSDAP było wówczas nieco “nazistów-rewizjonistów”.

  46. michał

    Panie Amalryku,

    Proszę mi wybaczyć. Wyrażam się bardzo nieściśle.

    Chodziło mi o to, że skoro zgadzamy się co do nieuchronności bolszewickiego zwycięstwa po upadku cara, to bolszewizm mógł tylko upaść później. Ponieważ obaj nie wierzymy, że “zniknąłby sam z siebie”, jak rzekomo miał uczynić w roku 1989, to musiałby być obalony. A obalony mógł być realistycznie tylko w pierwszych latach, kiedy ogromne siły wystąpiły przeciw bolszewikom.

    Obraz Ilicza dyndającego na latarni odbiega od realności, ponieważ tak się nie stało, ale było to mniej odległe od rzeczywistości niż zdaje się Pan przyznawać. Najsilniejszą kartę trzymał w ręku Piłsudski i odmówił użycia jej: zatrzymał polska ofensywę, gdy bolszewicka władza była na kolanach.

    Pańskie wyjaśnienie w kwestii zwycięstwa Hitlera w hipotetycznej walce z komunizmem w Niemczech wydaje mi się przekonujące. Ale Polska w 1945 roku też była krajem jednonarodowym o silnie pobudzonym nacjonalizmie, dlaczego w takim razie z taką łatwością padła ofiarą komunizmu?

  47. amalryk

    “Obraz Ilicza dyndającego na latarni odbiega od realności, ponieważ tak się nie stało, ale było to mniej odległe od rzeczywistości niż zdaje się Pan przyznawać. Najsilniejszą kartę trzymał w ręku Piłsudski…” – Więc dlatego tez ten obraz jednak zdecydowanie od realności odbiega! Bolszewicy doskonale wiedzieli, że w walce z caratem w polskich rewolucjonistach wszelkiej masci maja niezawodnego, bezinteresownego sojusznika!

    “Ale Polska w 1945 roku też była krajem jednonarodowym o silnie pobudzonym nacjonalizmie, dlaczego w takim razie z taką łatwością padła ofiarą komunizmu?” – A Niemcy w 1933 to niby nie? Tym bardziej Polacy w 1945. W końcu bolszewicy jak wiemy, ucza się bardzo szybko, i co gorsza maja doskonała pamięć.

  48. michał

    “A Niemcy w 1933 to niby nie?”

    … no, jakby to powiedzieć, właśnie tak. Więc dlaczego narodowi bolszewicy triumfowaliby w Niemczech, a nie w Polsce?

  49. amalryk

    W Polsce tryumfowali w takim zakresie w jakim “suweren” pozwolił. Jako że niedorobiony komunizm, czyli narodowy socjalizm był w ’45 szalenie passe, to pojawił się wariant narodowy w formie lecz socjalistyczny w treści (czy też na odwrót – nie mam pamięci do tych ich radosnych hipostaz).

  50. michał

    Chyba wcześniej niż w 1945 roku. “Droga donikąd” opowiada o tym właśnie wariancie.

Comment



Wydawnictwo Podziemne