(Polski)

Józef Mackiewicz
The Triumph of Provocation
 
Michał Bąkowski
Votum separatum
 
Dariusz Rohnka
Szkice o Józefie Mackiewiczu
 
Jeff Nyquist
Origins of the Fourth World War
 
« Olavo de Carvalho answers the questions of the Editors of Wydawnictwo PodziemneTriangular Constellation »

Sorry, this entry is only available in Polski.



14 Comments "(Polski) Leszek Kołakowski – ojciec chrzestny prlu bis"

  1. Sonia Belle

    Nie bardzo rozumiem sedna twojej dyskusji z Kolakowskim o hierachii wartosci. Dla mnie, wolnosc jest najwyzsza wartoscia, wazniejsza nawet od sprawiedliwosci. Liberalowie zwykle stawiaja sprawiedliwosc na szczycie hierarchii, konserwatysci moralnosc, lewicowcy oczywiscie rownosc, a faszysci braterstwo…

  2. michał

    Soniu,

    Z całym szacunkiem, zdajesz się rozumować tak dokładnie jak Kołakowski, tzn. to co jest dla nas cenne, jest wartościowe, jest zatem wartością. Takie rozumienie prowadzi neiuchronnie do relatywizmu, bo dla Ziutka ważne, żeby Man U wygrał mecz piłki nożnej, a dla Stefy, żeby dobrze zjeść. Są to jednakże rzeczy, które należą do utylitarnego porządku ważności, gdy wartości tworzą porządek aksjologiczny, który jest obiektywny i absolutny, tzn. istnieje niezależnie od poznającego podmiotu i nie jest względny. Wartości są także niezależne od “realizującego” podmiotu, po prostu są. Moralność, sprawiedliwość, równość, braterstwo, a przede wszystkim wolność, wartościami w ogóle być nie mogą.

    Wolność jest formą działania. Jako taka jest warunkiem odpowiedzialności, winy bądź zasługi i całego tego obszaru, który nazywamy moralnością. Wolność jest niezwykle ważna, bez niej nie można mówić o człowieku jako podmiocie, bo działania nie-wolne są bez znaczenia. Ta jej niezwykła waga doprowadziła wielu myślicieli do wysunięcia wolności, jak mówisz, “na szczyt hierarchii”, co prowadzi do absurdu, bo wobec wolności podniesionej do poziomu wartości, wszelkie inne wartości bledną, hierarchia znika i człowiek w swej potwornej wolności – jak to mówi zdaje się Kiriłłow u Dostojewskiego – może robić co chce. Jeśli wolność jest wartością, to każdy akt wolny jest dobry. Można zabijać i męczyć, byle w sposób wolny, byle nie z rozkazu, ale z własnej nieprzymuszonej woli.

  3. Michał Tyrpa

    Dziękuję Autorowi za przypomnienie Mackiewicza. Za przypomnienie go właśnie w tym kontekście.

  4. zeppo

    “…Takie rozumienie prowadzi nieuchronnie do relatywizmu…”

    co zreszta wydaje sie byc celem glownym (choc ukrytym) tej operacji, bowiem otwierajacym droge do relatywizowania (i multiplikowania) prawdy, czyli wartosci stanowiacej fundament porzadku aksjologicznego.

    NB. wystrzegam sie nazywac ten typ argumentacji filozoficznym, bo to klarowny przyklad instrumentalizowania filozofii przez swiat polityki.

    Z pozdrowieniami,

  5. michał

    Drogi Panie Zeppo,

    Nie jestem do końca przekonany, że Kołakowski był dobrym przykładem instrumentalizacji i polityzacji myślenia filozoficznego. On jednak przeszedł zasadniczą ewolucję i był z pewnością wielkim erudytą. Moja hipoteza na jego temat jest następująca: pomimo długiej drogi, jaką pokonał od 11 tezy Marxa o Feuerbachu, był do końca ofiarą swych filozoficznych początków. Tak samo był ofiarą “potrzeby politycznego zaangażowania”; to w ogóle raczej smutna postać.

    Najzabawniejszy jest paradoks odbioru Kołakowskiego, któremu w prlu wyzywają od “żydłaków” (choć o ile wiem, Żydem nie był, ale mnie to i tak nie obchodzi), a poza Polską uważany jest za wielkiego filozofa i – uwaga! – antykomunistę.

  6. RyszardT

    Witam,

    […] Wylądowaliśmy z dala od szczytu. Brakło nam tchu. Pełni wdzięczności i oczarowani, nie chcemy już o nic pytać. I wtedy Kołakowski wskazuje na górę. – To kupa śmieci! Sterta odpadków. Wydawały się piękne, ale są tylko częściami, które nigdy nie złożą się w całość. To śmietnisko rzeczy bezużytecznych i bezwartościowych. Wspinaczka, która obiecywała tak wiele, nie mogła dać nam nowych widoków, nowych perspektyw. […]

    Miałem dokładnie takie samo wrażenie, zarówno czytając LK, jak i oglądając w tv jego “Mini wykłady o maxi sprawach”…

    Mam jednak wrażenie, że określając Kołakowskiego jako “ojca chrzestnego PRL bis” za bardzo go Pan “dowartościował”. “Ojciec chrzestny”, jako ten, który daje “filozoficzną” legitymizację dla “transformacji” ?
    Ja wskazałbym jednak Adama Michnika, względnie ukułbym pojęcie (trochę niezgrabne) “kolektywnego ojca chrzestnego” prl-bis, w którego wchodziliby właśnie Michnik, Kołakowski, Miłosz, Śzymborska, większość hierarchów Kościoła (na czele z prymasem Glempem i bpem Życińskim).

  7. michał

    Drogi Panie Ryszardzie,

    Kołakowski wydaje mi się człowiekiem większego kalibru niż Miłosz, a już o Szymborskiej w ogóle nie wiem, co powiedzieć. To jest zero. Nikt. Ona nie jest nawet matką chrzestną swojej własnej “poezji”. Miłosz był z pewnością lepszym poetą, tylko myśli u niego na naparstek. Michnik natomiast jest bez wątpienia człowiekiem mniejszej miary niż Kołakowski, ale tez rolę wobec prlu bis odegrał raczej większą. Nazwałbym go raczej położną prlu nr 2. To on, z Geremkiem, Mazowieckim itp. postaciami, było obecny przy porodzie tego potworka poczętego z pijackiego spółkowania Wałęsy z Kiszczakiem i innymi obleśnikami.

    Nie, ja raczej obstawałbym przy zatrzymaniu roli ojca chrzestnego dla Kołakowskiego. To on czuwał z oddali nad swym odległym chrześniakiem, to on wyznaczył drogę i interweniował, kiedy zachodziła taka potrzeba. Ojciec chrzestny to tyle co “duchowy ojciec” – i tę rolę Kołakowski spełnił.

  8. zeppo

    Szanowni Panowie,

    Jednak z mojego punktu widzenia, ojcem chrzestnym prl-bis jest bez watpienia Jerzy Urban, konstruktor i spiritus movens postkomunistycznego spisku. Capo di tutti cappi, bez ktorego ojcowie mniejsi prl-bis (w rodzaju wymienionych powyzej) nie znaczyli by nazbyt wiele.

    Z pozdrowieniami,

  9. michał

    Tak, do jest do pewnego stopnia słuszne. Urban może być “ojcem chrzestnym” w sensie mafijnego “capo di tutti capi”. Natomiast Kołakowski raczej w sensie bardziej tradycyjnym, mianowicie “ojca duchowego” albo, w nieszczęsnym żargonie współczesności “guru”.

    Przy wszystkich swoich wadach, Kołakowski pozostaje nadal ciekawym myślicielem, bardzo wnikliwym analitykiem i krytykiem, inteligentnym przewodnikiem po historii myśli (bardzo nie lubię terminu “historia idei”), a na dodatek pisywał potoczystą, jasną polszczyzną, co wśród filozofów w ogóle, a wśród marksistów w szczególe, jest rzadkością.

    Wracając do Urbana, pisałem o jego roli kilka miesięcy temu (Polski październik i okrągły stół. Część VI). Nie należy (wydaje mi się) jego roli przeceniać. Urban NIE należał do partyjnej wierchuszki, NIE należał do grupy planującej “dramatyczne wydarzenia, które sprawić miały wrażenie upadku komunizmu”, był natomiast wyjątkowo inteligentnym obserwatorem, który nic nie wiedząc o planie, zaproponował coś bardzo do planu zbliżonego. Oczywiście komuniści woleli mieć kogoś takiego po swojej stronie, bo wprowadzenie w życie ich planu wymagało delikatnych operacji.

    W tym sensie zatem, ani Kołakowski, ani Urban nie są ojcami chrzestnymi, ponieważ cały plan nie dotyczy prlu i nie w prlu się zrodził.

  10. MirekD

    Nie znam “dzieł” Kołakowskiego, nawet nie czytałem jego jedynej chyba książki jaką posiadam, zdaje się “czy diabeł jest czerwony”, możliwe że mam ich więcej. Czytałem natomiast jego własne stwierdzenie (po spotkaniu na uniwersytecie Krakowskim): że filozofem nigdy nie był – był tylko historykiem filozofii – i mu wierzę! Co do roli jaka odegrał w budowaniu PRL-bis, myślę, że był jedynie taką “szafą” za ktorą sie chowali i nadal to czynią różni “rożowi” najdelikatniej ich określając. Szafa do stołu pasuje – też mebel!

  11. RyszardT

    Szafa, a może regał służący “różowym” ?

    Drogi Panie Michale – Urban jako rzecznik prasowy rządu MUSIAŁ BYĆ powyżej, grubo powyżej progu wtajemniczenia funków partyjnych w plan wejścia komunizmu w nową fazę. Toteż współudziału w planowaniu nie można całkiem wykluczyć.

  12. michał

    Panie Mirku,

    Kołakowski był jednak na poziomie. Wrogów nie trzeba postponować, ale z nimi walczyć. Żeby z nimi walczyć, trzeba ich poznać.

    Panie Ryszardzie,

    Urban był powyżej progu wtajemniczenia, kiedy był rzeczikiem rządu, ale ja mówiłem o momencie kiedy napisał swój sławetny list do Kani. Wtedy był całkowicie poza układem, więc jest zdumiewające, że aż tak był przenikliwy. Czy zna Pan ten list? Warto przeczytać.

    Zapewne współdziałał w planowaniu ostatniej fazy, ale planowanie zaczęło się od Szelepina pod koniec lat 50.

  13. RyszardT

    Czy aby “całkowicie poza układem”? Przecież pisał m.in. do reżymowej “polityki”. Może sowieci mieli jakiś kanał, przez który go kontrolowali?

  14. michał

    Panie Ryszardzie,

    Urban był “poza układem władzy”, kiedy pisał swój list do Kani. Należał bez wątpienia całkowicie do prlu, ale w końcu kto nie należał? Pisał dla Rakowskiego, ale tak samo pisałi inni, a czy powiedziałby Pan, że Zyzio Kałużyński należał do układu władzy w prlu?

    Pisałem już gdzie indziej, że list do Kani wydaje mi się bardzo znaczący. Wydaje mi się, że jest to dokument, jak pewien człowiek patrzący z boku “odkrył”, co oni robią. Ponieważ odkrył to z jak najbardziej karierowiczowskimi zamierzeniami, to go zaproszono do środka. Jest takie amerykańskie powiedzenie: Better have the bastards inside the tent pissing out than outside the tent pissing in. Toteż Urban bardzo im się przydał.

Comment



Wydawnictwo Podziemne