Dziecko w szkole uczy się fałszowanej historii od Piasta do równie sfałszowanego Września i dowie się, że obrońcą Warszawy był nie jakiś tam Starzyński, ale komunista Buczek, który wyłamał kraty „polskiego faszystowskiego” więzienia, by na czele ludu stolicy stanąć do walki z najeźdźcą. – Tak w roku 1952 Barbara Toporska opisywała ówczesny etap bolszewizacji Polski. Przyjmijmy, na potrzeby niniejszej ankiety, że był to opis pierwszego etapu bolszewizacji, klasycznego w swoim prostolinijnym zakłamaniu. Kolejny etap nastąpił szybko, zaledwie kilka lat później, gdy – posługując się przykładem przytoczonym przez Barbarę Toporską – w kontekście obrony Warszawy wymieniano już nie tylko komunistę Buczka, ale także prezydenta Starzyńskiego (i to z największymi, bolszewickimi honorami). Przyszedł w końcu także moment, gdy komunista Buczek albo znikł z kart historii, albo też przestał być przedstawiany w najlepszym świetle – jeszcze jeden, mocno odmieniony okres. Mamy tu zatem dynamiczne zjawisko bolszewizmu i szereg nasuwających się pytań. Ograniczmy się do najistotniejszych, opartych na tezie, że powyższe trzy etapy bolszewizacji rzeczywiście miały i mają miejsce: 1. Wedle „realistycznej” interpretacji historii najnowszej utarło się sądzić, że owe trzy etapy bolszewickiej strategii są w rzeczywistości nacechowane nieustającym oddawaniem politycznego pola przez bolszewików. Zgodnie z taką wykładnią, historię bolszewizmu można podzielić na zasadnicze okresy: klasyczny, ewoluujący, upadły. Na czym polega błąd takiego rozumowania? 2. Jak rozumieć kolejno następujące po sobie okresy? Jako etapy bolszewizacji? Jako zmiany wynikające z przyjętej strategii, czy ze zmiennej sytuacji ideowej i politycznej, czy może trzeba wziąć pod uwagę inne jeszcze, niewymienione tu czynniki? 3. Trzy etapy i co dalej? Czy trzecia faza spełnia wszystkie ideowe cele bolszewizmu, czy wręcz przeciwnie – jest od realizacji tych celów odległa? Czy należy spodziewać się powrotu do któregoś z wcześniejszych etapów, a może spektakularnego etapu czwartego lub kolejnych? Zapraszamy do udziału w naszej Ankiecie. |
Dorobek pisarzy i publicystów mierzy się nie tyle ilością zapisanych arkuszy papieru, wielkością osiąganych nakładów, popularnością wśród współczesnych czy potomnych, poklaskiem i zaszczytami, doznawanymi za życia, ale wpływem jaki wywierali lub wywierają na życie i myślenie swoich czytelników. Wydaje się, że twórczość Józefa Mackiewicza, jak żadna inna, nadaje się do uzasadnienia powyższego stwierdzenia. Stąd pomysł, aby kolejną ankietę Wydawnictwa poświęcić zagadnieniu wpływu i znaczenia twórczości tego pisarza. Chcielibyśmy zadać Państwu następujące pytania: 1. W jakich okolicznościach zetknął się Pan/Pani po raz pierwszy z Józefem Mackiewiczem? 2. Czy w ocenie Pana/Pani twórczość publicystyczna i literacka Józefa Mackiewicza miały realny wpływ na myślenie i poczynania jemu współczesnych? Jeśli tak, w jakim kontekście, w jakim okresie? 3. Czy formułowane przez Mackiewicza poglądy okazują się przydatne w zestawieniu z rzeczywistością polityczną nam współczesną, czy też wypada uznać go za pisarza historycznego, w którego przesłaniu trudno doszukać się aktualnego wydźwięku? Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału. |
1. W tak zwanej obiegowej opinii egzystuje pogląd, że w 1989 roku w Polsce zainicjowany został historyczny przewrót polityczny, którego skutki miały zadecydować o nowym kształcie sytuacji globalnej. Jest wiele dowodów na to, że nie tylko w prlu, ale także innych krajach bloku komunistycznego, ta rzekomo antykomunistyczna rewolta była dziełem sowieckich służb specjalnych i służyła długofalowym celom pierestrojki. W przypadku prlu następstwa tajnego porozumienia zawartego pomiędzy komunistyczną władzą, koncesjonowaną opozycją oraz hierarchią kościelną, trwają nieprzerwanie do dziś. Jaka jest Pana ocena skutków rewolucji w Europie Wschodniej? Czy uprawniony jest pogląd, że w wyniku ówczesnych wydarzeń oraz ich następstw, wschodnia część Europy wywalczyła wolność? 2. Nie sposób w tym kontekście pominąć incydentu, który miał miejsce w sierpniu 1991 roku w Moskwie. Czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia, kolejne rządy Jelcyna i Putina można nazwać polityczną kontynuacją sowieckiego bolszewizmu, czy należy raczej mówić o procesie demokratyzacji? W jaki sposób zmiany w Sowietach wpływają na ocenę współczesnej polityki międzynarodowej? 3. Czy wobec rewolucyjnych nastrojów panujących obecnie na kontynencie południowoamerykańskim należy mówić o zjawisku odradzania się ideologii marksistowskiej, czy jest to raczej rozwój i kontynuacja starych trendów, od dziesięcioleci obecnych na tym kontynencie? Czy mamy do czynienia z realizacją starej idei konwergencji, łączenia dwóch zantagonizowanych systemów, kapitalizmu i socjalizmu, w jeden nowy model funkcjonowania państwa i społeczeństwa, czy może ze zjawiskiem o zupełnie odmiennym charakterze? 4. Jakie będą konsekwencje rozwoju gospodarczego i wojskowego komunistycznych Chin? 5. Już wkrótce będzie miała miejsce 90 rocznica rewolucji bolszewickiej w Rosji. Niezależnie od oceny wpływu tamtych wydarzeń na losy świata w XX wieku, funkcjonują przynajmniej dwa przeciwstawne poglądy na temat idei bolszewickiej, jej teraźniejszości i przyszłości. Pierwszy z nich, zdecydowanie bardziej rozpowszechniony, stwierdza, że komunizm to przeżytek, zepchnięty do lamusa historii. Drugi stara się udowodnić, że rola komunizmu jako ideologii i jako praktyki politycznej jeszcze się nie zakończyła. Który z tych poglądów jest bardziej uprawniony? 6. Najwybitniejszy polski antykomunista, Józef Mackiewicz, pisał w 1962 roku: Wielka jest zdolność rezygnacji i przystosowania do warunków, właściwa naturze ludzkiej. Ale żaden realizm nie powinien pozbawiać ludzi poczucia wyobraźni, gdyż przestanie być realizmem. Porównanie zaś obyczajów świata z roku 1912 z obyczajami dziś, daje nam dopiero niejaką możność, choć oczywiście nie w zarysach konkretnych, wyobrazić sobie do jakiego układu rzeczy ludzie będą mogli być jeszcze zmuszeni 'rozsądnie' się przystosować, w roku 2012! Jaki jest Pana punkt widzenia na tak postawioną kwestię? Jaki kształt przybierze świat w roku 2012? |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Czerwoni na szóstej! Wydanie II
Wydanie zawiera fragmenty Dzienników George’a Racey’a Jordana. |
Jacek Szczyrba ![]() |
| Punkt Langrange`a. Powieść. |
H![]() |
| 1946. Powieść. |
Drogi Panie Andrzeju,
Bardzo mnie interesuje, co się działo w prlu w tamtych latach. Wyjechałem z Polski w roku 1987 i obserwowałem to z dala z rosnącym przerażeniem. Pewien mój znajomy z warszawskiego podziemia był wówczas w Londynie i, pamiętam, po dłuższej rozmowie, powiedział mi z oburzeniem: “W moim kraju obalono komunizm!” To był ostatni raz, kiedy zniżył się do rozmowy z takim abnegatem jak ja.
Wydaje mi się, że jakkolwiek z pewnością pełno jest “wspomnień kombatanckich” na temat lat 1988-1990, to nikt chyba nie zajmuje się psychlogią i mechaniką tych wydarzeń.
W dyskusji pod tekstem Darka “Na 4 czerwca” zastanawiali się Panowie nad tymi problemami, ale odniosłem wrażenie, że podkreślanie kontrastu między “profesroami” a “ludem” jest ślepą uliczką. Sowietyzacja dotyka bowiem wszystkich niezależnie od pochodzenia klasowego, niezależnie od wykształcenia, od inteligencji.
Czytam właśnie Dzienniki Iwana Bunina z czasów wojny domowej w Rosji i nie mogę wyjść z podziwu, jak bardzo jest to opis analogiczny do “Drogi donikąd”. Te same sytuacje, identyczne postaci, te same zachowania. Jest odpowiednik Karola, białogwardzista, który porzuca z dnia na dzień swą wiarę, klasę, przekonania, i przyłącza się do redakcji Gołos krasnoarmiejca, są i Konradowie i inni. A obok narrator, który ociera oczy ze zdumienia, co też się z ludźmi dzieje.
Oczywiście jest też straszna, przygnębiająca różnica między Odessą w roku 1919, Wilnem w roku 1940, a Warszawą w roku 1989. W tym ostatnim wypadku nie było żadnego terroru, żadnego przymusu, a strach był tylko o własną karierę. Strach, żeby nie umknęła okazja, żeby się załapać.
Drogi Panie Michale,
Ja to wszystko widziałem z pozycji zwykłego człowieka więc nie mam pojęcia jak to było “na górze”. To co się działo na UW dobrze pamiętam ale tam niepodzielnie “rzadzili” ludzie Michnika. Tam się spotykali i “debatowali”. Nie byłem w żadnych strukturach opozycyjnych, tylko dosłownie na chwilę udało mi się wtedy wkręcić do jednej (jak mi się zdawało antykomunistycznej) grupy. Po paru miesiacah zorientowałem się w którą stronę zmierzają (jej główny animator był później bodaj dwukrotnie ministrem w n.w. peerelu) i odszedłem od nich.
Z mojego punktu widzenia coś zmieniło się w bardzo krótkim czasie. Wszyscy ci którzy byli przeciw “okragłemu stołowi” i mówili o zdradzie, naraz zupełnie zmienili poglądy na rzeczywistość. Było to w okresie, gdy wraz z Bolkiem na peerelowską scenę mocno wkroczyli Kaczyńscy (kolejne “wybory”). A “psychlogią i mechaniką tych wydarzeń” zajęli się bolszewicy.
Odnośnie “profesorów” i “ludu” to moim zdaniem też nie ma różnicy. Myślę, że bolszewicy tworzą i ukierunkowują wektory, które powodują “przechylanie się talerza” na zasadzie: każdemu to co mu najlepiej pasuje. “Lud” dostanie demagogię i “igrzyska”, “profesorowie” dostaną “gry intelektualne” itp.
Jak ciekawostkę czy też postscriptum pozwolę sobie zaproponować zdjęcie, które zrobiłem dziś spacerując plażą po Pólwyspie Helskim (często przepływają tędy promy wycieczkowe): https://lh4.googleusercontent.com/-MLjWeQ5W-Fw/U5M4t0g1eiI/AAAAAAAAAA4/-PIJSB1WoO4/s576/W%25C3%25B3dka%2520Sloboda.JPG
To, jak mi się zdaje, jest dla wszystkich.
Na górze, na górze, na górze
Tam się żyje jak najpełniej i najdłużej.
A na dole, na dole, na dole
Szklanka wódki i razowy chleb na stole.
A my wszyscy tam i tutaj
Tłum rozdartych dusz na pół
Po huśtawce mdłość i smutek
Choćbyś nawet codzień walił głową w stół.
Tylko że mnie się nigdy nie udało w życiu spotkać tzw. zwykłego człowieka. To jest jakaś konstrukcja, której nie rozumiem, ale też konstrukcje mnie mało zajmują. Żaden człowiek nie jest zwykły, a już Pan na pewno nie.
Więc niechże Pan opowiada, jak to było pod michnikowym zarządem dusz? I na czym polegał ten kluczowy moment przemiany prlowskich smienowiechowców? Kto był ich Brusiłowem?
Panie Michale,
Pisząc “zwykły człowiek” miałem na myśli to, że nie miałem żadnych “dojść” do “środowiska”, więc i żadnej wiedzy o tym co w nim “piszczy”, szczególnie na owej “górze”. Wiedziałem tylko to co się dowiedziałem pod bramą UW i z podziemnej bibuły.
Zaś pod michnikowym zarządem dusz było tak, że oni wszyscy ogrywali teatr że niby “lud” ma jakiś wpływ wiedząc doskonale że sprawa już dawno jest załatwiona. Kiedy raz, w swojej naiwności powiedziałem coś na takim spotkaniu co nie pasowało do ich “wzorca tematycznego”, zapadła na chwilę głucha cisza po czym zaraz “przywrócono”pion” inną kwestią. “Gospodarzem domu” na UW była w owych dniach bezpieka (tajny współpracownik “Znak” czyli Boni). W “klubie myśli politycznej” znalazło się miejsce dla wielu obecnych tuzów peerelowskiej “polityki”, ze wszystkich znaczących dziś środowisk “posolidarnosciowych”.
Kluczowy moment przemiany polegał wg mnie na tym, że wszyscy “wyszli na powierzchnię”, przyjmując że jedyną opcją jest ustawienie się w nowym systemie bez zadawania pytania co do jego istoty i genezy, co było oczywiście warunkiem wstępnym otwarcia tych drzwi.
Kto był Brusiłowem? Wydaje mi się że Bolek (czyli bolszewicy). W owym czasie tzw. niepodległościowcy, wpatrzeni byli w niego jak w obrazek chociaż dobrze wiedzieli kto zacz (nie mam na myśli agenturalności tajnej ale jawną).
Drogi Panie Andrzeju,
Czasami sobie żartujemy i ja też nie mówiłem zupełnie poważnie, chociaż zwykłych ludzi nie ma, to oczywiście rozumiem, co Pan miał na myśli. W końcu komu ma być wesoło, jak nie nam, kontrewolujonierom?
Bolek nie mógł chyba być Brusiłowem, bo to agent i bolszewik od początku do końca, gdy Brusiłow był jednak carskim generałem zanim zdecydował się namawiać do “obrony Rosji” pod leninowskim butem. Ja np. myślałem, że odpowiednikiem Brusiłowa był być może Macierewicz, ale to też wydaje mi się naciągane.
Napisał Pan: “coś zmieniło się w bardzo krótkim czasie. Wszyscy ci którzy byli przeciw „okrągłemu stołowi” i mówili o zdradzie, naraz zupełnie zmienili poglądy na rzeczywistość.” Stąd moje pytanie: co się zmieniło? WIdzieli zdradę i nagle przestali widzieć. Co się zmieniło?
Zaraza jakaś, daję słowo.
Panie Michale,
Bolszewicy zastosowali niezmiernie dla nich skuteczną i sprawdzoną metodę “Szczurołapa”. W takim ujęciu trudno mi powiedziec kto pierwszy dał sygnał. Był to (jak ja to widzę) system naczyń połaczonych: od Kaczyńskich do Macierewicza, od Macierewicza do Szeremietiewa, od Szeremietiewa do Morawieckiego itd.
Zmienił się punkt widzenia, antykomunistyczni inteligenci stali się nagle “pragmatykami” pociagając za sobą struktury. Myślę, że to kwestia tego co napisałem w tekście. W miejsce sprzeciwu wobec komunizmu gremialnie przyjęto za najważniejszą zasadę “hic et nunc” dla wąsko pojętej “sprawy polskiej”. Bolszewicy rzucili na ziemię fałszywe klucze i to im wystarczyło. Wiedzieli, że to pewna zagrywka, mieli to rozprawcowane.
Panie Andrzeju,
To na pewno wyjaśnia postawę wielu, bo tylko ogromna mniejszość była antykomunistycznie nastawiona. Jest naturalnie prawdą, że wszyscy mieli “antykomunizm” na ustach. W 1981 roku nawet Michnik nazywał się “siłą antykomunistyczną”, a o ile pamiętam w 1989 roku antykomunistą ochrzcił się nagle Bolek, ale (bez wystawiania cenzurek) prawdziwego antykomunizmu tam nie bywało.
Pan Marek napisał tu kiedyś, że Macierewicz tak długo był przeciw okrągłemu stołowi, aż go zaproszono do rządu. Myślę, że coś w tym jest. Ale mnie łatwo to mówić, bo mnie nikt nigdy do żadnego rządu nie zaprosi.
Panie Michale,
No i są tego efekty. Dzisiaj jest już “antykomunizm”. Pojawiło się nowe zjawisko, coś jakby “antykomunistów patriotów”. Na przykład u Ściosa (wydaje mi się reprezentatywny i że w jakiś sposób jest blisko Macierewicza), wiara pisze że “komuna trwa” (http://bezdekretu.blogspot.com/2014/06/o-faszywym-zmartwychwstaniu-czowieka.html?showComment=1401970558788#c5514119266601114857). A w następnym zdaniu: “Jesienią wybory samorządowe, a w roku 2015, prezydenckie i parlamentarne. Co będzie, jeśli wyniki znowu zostaną sfałszowane – szatniarka z Barei: “nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi??!!!”. I na koniec konkluzja: “Mnie się zdaje, że nie ma szansy na zmianę bez jakiegoś polskiego Majdanu.”.
Ech! Faktycznie tylko ta wódka “Wolność” pozostaje. Z trójwymiarowym design-em. Przynajmniej nie będzie się pamietać co się robiło. Tylko ten kac…Ale wódki przecież nie zabraknie. Jakby co to zdobędzie się następną butelczynę.
Panie Andrzeju,
Zaraz, zaraz, zostawmy na chwilę komentarze pod cytowanym przez Pana tekstem, a skupmy się na samym tekście. Czy nie wydaje się Panu, że Ścios ewoluuje w swoich poglądach? Wyraźnie pisze tutaj o ciągłości komunistycznej prowokacji. Może warto, zamiast utyskiwać na niektórych komentujących, przeanalizować poglądy autora tamtej witryny. Czy nie ma tu czasem sojuszniczego potencjału?
Drodzy Panowie,
Czy mogę zaproponować, zeby Panowie przeanalizowali poglądy Ściosa i ich ewolucję, jeśli taka zaszła?
Wydaje mi się to fascynującym tematem i sam bym się nim chętnie zajął, ale niestety nie będzie to możliwe w najbliższym czasie. Ścios napisał książkę pt. Antykomunizm – broń utracona, w której ponoć powołuje się często na Józefa Mackiewicza. “Ponoć”, bo nie czytałem książki, ale ścierałem się kiedyś ze Ściosem na temat jego cytatów z Mackiewicza przytaczanych za jakimś Kleclem, bez ładu i składu, z nieistniejących tekstów, więc jakoś nie mam apetytu na lekturę, ale przecież może p. Orzeł ma rację, może pod wpływem lektury Mackiewicza – w przeciwieństwie do lektury Klecla – poglądy Ściosa uległy pożądanej ewolucji.
Wydaje mi się jednak, że interpretacja komentarza dokonana przez p. Andrzeja jest w zupełności słuszna: poplątanie z pomieszaniem i kompletny brak zrozumienia.
Panie Orle,
Ewoluuje ale przez cały czas w granicach, które określa peerelowska polityka. To wydaje mi się być dla niego jedyną płaszczyzną politycznej aktywności. Kiedyś nakazywał bezwzględnie chodzić na peerelowskie wybory i popierać PiS a dziś bywa wobec PiS krytyczny ale dalej mu w głowie tylko peerelowskie wybory choć każdy udział w nich powoduje, że system (który ostro werbalnie zwalcza) jeszcze bardziej krzepnie. Tego nie dostrzega lub nie chce dostrzec.
Takie rozdwojenie jaźni skutkuje tym, że nie jest konsekwentny. Pisze o „śmierci” komunizmu i jednocześnie o upadku (bez cudzysłowu) Związku Sowieckiego. Jeśli uważa, że nie było żadnego upadku komunizmu to dlaczego twierdzi że sowiety upadły? Czy w tym przypadku nie widzi ciagłości komunistycznej prowokacji? A przecież doskonale wie kto tę prowokację opracował i kto nią kierował. To jest bardzo inteligentny człowiek. Czy to co pisze ma znaczyć, że komunizm w peerelu nie upadł ale za to w sowietach jak najbardziej? To dziwna konstrukcja.
Coś mi się jednak zdaje, że to raczej jest sformułowane pod tezę, że wprawdzie tutaj jest ciągle peerel ale za to tam jest już Rosja itd. więc upadek sowietów jest jak najbardziej autentyczny. Nie potarfię doprawdy zrozumieć jak, co najwyżej dintojrę sowieckich “oligarchów”, można nazwać “walką o niepodległość Ukrainy” (Poroszenko finansował cały ten majdan, zresztą ta rozgrywka “oligarchów” jest doskonale czytelna. Sądzę wszakże, że od początku jest to jeszcze jedna prowokacja wobec wroga sowietów jakim wciąż jeszcze pozostaje tzw. Zachód).
Drogi Panie Michale,
Nie jestem stałym czytelnikiem Ściosa. Czasem zerkam na chwilę na jego blog i stąd mój komentarz. Do rzetelnej analizy zmian w jego poglądach potrzebowałbym czasu.
Pan znakomicie opisał poglądy Ściosa w swoich artykułach i nie byłbym chyba w stanie wiele dodać.
Panie Andrzeju,
Dziękuję za dobre słowo, ale zaczyna nam zagrażać atmosfera kółka wzajemnej adoracji!
Takie było moje zdanie o Ściosie, kiedy pisałem o Ósmym kręgu jego prlowskiego piekła. Jeżeli jednak p. Orzeł dostrzega ewolucję, to osobiście jestem bardzo zainteresowany.
Aleksander Ścios jest bez wątpienia ciekawym publicystą. Miałem poważne zastrzeżenia do niektórych jego wypowiedzi, ale to nie zmienia mojej oceny poziomu jego wypowiedzi, a w ostatecznej analizie to poziom sie liczy.
Panie Michale,
Zgadzam się z Panem, że Ścios to “najwyższa półka” jesli chodzi o poziom wypowiedzi (czyli intelekt). Tym bardziej więc nie potrafię zrozumieć tego, że z jednej strony dostrzega istotę w kwestii peerelu a z drugiej strony nie chce dostrzec istoty jeśli chodzi o sowiety. Przecież doskonale zdaje sobie sprawę z tego że w sowietach (litewskich, estońskich, ukraińskich, ormiańskich, gruzińskich itd.) jest peerel “do kwadratu” czyli sowiety właśnie. Tym więcej tego tam jest im więcej sowiety mają doświadczenia od peerelu i im dłużej trwają. Nie znajduję innego racjnalnego wytłumaczenia tego zjawiska niż chęć utrzymania za wszelką cenę u odbiorców “optymizmu” który “ma zastąpić Polskę” albo też postrzegania świata przede wszystkim w okurarach ideologii narodowej.
Z tym “optymizmem” jest dziś wielki problem. Stale się z tym zjawiskiem ostatnio spotykam. Przyjmując taką postawę (jakże to tak? nie ma nadziei? nadzieja zawsze powinna być – za wszelką cenę, także dążenia do prawdy. Jeśli nie my sami w wyborach to inni nam pomogą, koniunktura światowa się zmieni etc.), znane mi inteligentne i myślące samodzielnie osoby, prezentujące otwarcie dowody swojego antykomunistycznego światopoglądu (osoby, nierzadko o dużym wpływie na innych), nie chcą przyjąć do wiadomości, że udział w peerelowskiej “polityce” jest zgubny. Tego, że jeśli chcemy ten peerel pokonać to przede wszystkim nie wolno pomagać mu trwać chodząc na jego “wybory” lecz należy je ignorować po to aby ten system osłabiać. A poza tym np. krytykują ostro AK za akcję “Burza” i deklarują swój realizm.
Ja sam uległem temu 10 lat wcześniej. Będąc przez długi czas przytomnym i zdecydowanym co do swojego wyboru, przyjąłem niestety pozory za rzeczywistość i w tę peerelowską politykę dałem się wciagnąć. Na szczęście oprzytomniałem. Nie załuję mimo wszystko tego doświadczenia bo mnie dużo nauczyło, zyskałem sporą wiedzę i dużo zaobserwowałem. Uczymy się na własnych błędach.
Panie Andrzeju,
Ja się trochę zgubiłem. Czyli on uważa, że komunizm NIE upadł, ale sowiety się rozpadły? Że jest prl bis, a obok Rosja, Ukraina itp.? To rzeczywiście kompletny bełkot.
Na to wygląda Panie Michale.
I to jest jak mi się zdaje cała owa ewolucja. Przez cały czas porusza się na tej samej peerelowskiej płaszczyźnie. Ale z czasem może będzie lepiej. To przecież bardzo inteligentny bloger. Być może, w miarę postępu “postępu” będzie dalej ewoluował.
Ewolucja mojej ewolucji doprowadzi mnie niewątpliwie do docenienia ceny postępów postępu. Tak to jest. Co robić.